Jedzenie istotnie było ostatnim, o czym myślał w chwili, gdy niepostrzeżenie zmniejszył między nimi dystans. Podejmując się pomocy, kierował się zwykłą przyzwoitością, ale kiedy już pojawił się przy niej, wcale nie miał ochoty się odsuwać.
Zwłaszcza, że i ona nie wyrażała ku temu chęci, proponując mu w zamian bardzo nieszablonową możliwość poznania się. Była ona na tyle intrygująca, że byłby głupcem, gdyby się na to nie zgodził.
Gdy zaczęła zapisywać na nim pierwsze słowa, powoli zaczął zdawać sobie sprawę również z tego, że chyba rzeczywiście był głupcem, uważając, że balansowanie na granicy przyzwoitości i nierozwagi dało się utrzymać pod pełną kontrolą. Tej przy niej miał stanowczo zbyt mało.
Mimo to, jak gdyby nigdy nic, podjął tę grę, muskając skórę jej łydki po to, by zaraz objąć ją dłonią i zostawić na niej swoje hasła. W tym czasie kątem oka dostrzegł, jak Zoya odruchowo podparła się rękami do tyłu, wyciągając swoje ciało. Ten niewinny ruch uwydatnił jej walory, dając mu wyjątkowo atrakcyjną perspektywę.
To wymagało skupienia, które przeniósł na jej nogę, by w trakcie wyjaśniania definicji, zatrzymywać spojrzenie na jej bystrych niebieskich tęczówkach. Kiedy jednak usłyszał jej śmiech, przekrzywił nieco głowę na bok.
—
No co? Uważasz, że tacy jak my lubią wyłącznie się ścigać? — uniósł wysoko brew z czającym się w oczach rozbawieniem. Postawione przez niego pytanie brzmiało jak wyzwanie, na które oczekiwał odpowiedzi, ciekaw jej spostrzeżeń. —
Wbrew pozorom poczucie rytmu jest związane z jazdą bardziej, niż mogłoby się wydawać. Każde okrążenie zależy od płynności jazdy. Jeśli nie wyczujesz tempa, zaczynasz walczyć z autem, zamiast je prowadzić — wyjaśnił swobodnym tonem, wcale nie próbując jej pouczać, a raczej przedstawić punkt widzenia, którego pewnie nie znała. Z resztą, było to uniwersalne wyjaśnienie, bo dotyczyło zarówno wyścigu, tańca, jak i innych dziedzin
rozrywki, w których rytm miał nie lada znaczenie. A on w każdej z nich lubił mieć kontrolę.
Pisanie po udzie również i jemu wydało się trochę kontrowersyjne, ale nie wahał się ani chwili, łaskocząc jej wrażliwszą część skóry markerem, w przelocie muskając ją również bokiem dłoni. Widział to drobne skubnięcie wargi i zaintrygowanie, z jakim wpatrywała się w litery. Gdy ciemnowłosa momentalnie zbliżyła się do niego, na chwilę wstrzymał powietrze. Zaskoczyła go, a więc z pewnym opóźnieniem zorientował się, że zrobiła to po to, by odebrać od niego pisak. W momencie, gdy uniosła jego koszulkę, powiódł za nią spojrzeniem w dół, czując, jak po plecach przebiega go delikatny dreszcz. Nawet nie zauważył, kiedy zaczął bardziej pilnować swojego oddechu.
Oparł się obiema rękami o krawędź blatu tuż przy jej udach, udostępniając jej przestrzeń do pisania, jakby całym ciałem mówił jej
rozgość się. Mimowolnie napiął mięśnie, czując przyjemnie łaskotanie. Gdy się wyprostowała, zerknął na kilka sekund na hasło, po czym słysząc jej głos, automatycznie powrócił do niej swoim jasnym, przenikliwym spojrzeniem. Jej wyjaśnienie okazało się być niezwykle ważne. Na wspomnienie o zmarłej matce poczuł nagłe ukłucie żalu, ale w oczach dziewczyny dostrzegł coś innego, czego do tej pory mu nie pokazywała. Coś znacznie bardziej uważnego, ufnego, jakby właśnie przełamywali niewidzialną barierę, wprowadzając do atmosfery zupełnie inny rodzaj intymności. I wcale nie chodziło tu o to, że czuł aż nazbyt świadomie każdą część jej ciała, które stykało się z jego własnym.
Pokiwał nieznacznie głową. —
Muszą mieć z Tobą bardzo dobrze — przyznał po chwili spokojnym głosem, finalnie odnosząc się do części o gotowaniu. Choć na jego usta cisnęło się coś więcej, nie mógł ryzykować popsuciem im tej chwili szczerości, więc nadanie rozmowie lżejszego tonu było najlepszym, co mógł zrobić.
Wzmianka o klaustrofobii i astmie zaskoczyła go, co okazał drgnięciem brwi, niemniej słuchał uważnie, jak powinien postąpić w przypadku ataku. Następne przesunięcie granatowego materiału i spotkanie się z oporem skończyło się zdecydowanym odruchem z jej strony, a zrozumiawszy, co planowała, mężczyzna nieznacznie parsknął śmiechem. —
Wystarczyło powiedzieć — mówiąc to, podniósł na chwilę ręce, żeby pomóc jej ściągnąć z siebie tę zupełnie niepotrzebną w tej chwili koszulkę. Mimo jego uwagi podobał mu się ten temperament, jaki Zoya przejawiała.
—
Niewiele zmieniło się od ostatniego razu — zauważył, przygryzając wargę, by nieudolnie powstrzymać rozbawienie, kiedy zobaczył, jak z nieukrywanym zaintrygowaniem obserwowała jego klatkę piersiową, by w następnej chwili powędrować wzrokiem za markerem, znaczącym kolejne litery. Na jej wyznanie ściągnął nieco brwi.
—
Jestem Twoim złym wyborem? — zapytał, nie potrafiąc ugryźć się w język. Po jego rozbawionych iskrach w oczach i lekkim tonie można było wywnioskować, że nie było to poważne pytanie, ale był niezmiernie ciekaw odpowiedzi.
Właściwie cała jej odpowiedź go zaciekawiła. On nie miał problemów z używkami, ale zdawał sobie sprawę, jak wyglądały skutki nadmiernej ilości alkoholu. Jeden z nich miał zaważyć na całym jego życiu. Ale czy teraz o tym myślał? Obserwując, jak Zoya skupia wzrok na jego torsie, te myśli chwilowo odpłynęły gdzieś w siną dal.
Jej pełne zadowolenia, pewne siebie spojrzenie mówiło wiele. Na sekundę zerknął na jej nogę, którą niepozornie podniosła, opierając się swobodnie o jego biodro, po czym wrócił do niej spojrzeniem, nieświadomie zagryzając dolną wargę. Świadomie, czy nie, kierowała jego myśli na coraz mniej bezpieczne tory. I jeszcze o tym nie wiedziała, że on cholernie lubił igrać z ogniem.
Stanowczym gestem złapał ją za biodra, przyciągając do siebie i na chwilę bez słowa patrzył w jej oczy. Kilka sekund później przeniósł dłonie wzdłuż jej bioder, które opinały spodenki i wsunął palce pod jej top, by nie odrywając wzroku od Zoi, unieść materiał do góry i ściągnąć z niej cienką bluzkę. Ta ukazała mu kształtne piersi, ukryte opinał stanik. Na chwilę przeniósł spojrzenie niżej, całkowicie ukontentowany tym widokiem.
—
Tak będzie wygodniej — przyznał, powracając wzrokiem w jej niebieskie tęczówki, a kąciki jego ust samoistnie uniosły się ku górze w zawadiackim geście. W tym samym czasie sięgnął po marker i oparł się przedramieniem o blat, żeby mieć wygodny dostęp do jej brzucha.
Prędkość była jego pierwszym słowem.
—
Ściganie się to jedno, ale prędkość daje mi poczucie kontroli. Podczas jazdy to ja decyduję o tym, jak będzie wyglądała moja droga — wyznał, zapisując następne hasło obok. Nie wybrzmiało to na głos, ale za jego słowami krył się fakt, że nie zawsze miał wpływ na swoje życie. Było ono ukierunkowane od dziecka i wpojone w krew, zanim zdążył przekonać się, czy był dobry w czymś innym. Co nie znaczyło, że nie kochał wyścigów.
Z kolei
kariera zawsze była dla niego największą wartością, której poświęcił niemal całe swoje życie. Mówiąc o niej, podniósł się i, opierając się dłonią przy nodze Zoi, nieznacznie westchnął, po czym pochylił się nad dziewczyną, żeby na jej dekolcie napisać
wygrana = upór.
—
Zawsze lubiłem być pierwszy. Wszędzie, bez względu na konkurencję. Jak się już na coś uprę to muszę to zdobyć i nie ustępuję, póki tak się nie stanie — przyznał cicho, bo znalazłszy się na odległości niespełna kilkunastu centymetrów od jej twarzy, wydawało mu się to znacznie bardziej na miejscu.
Przez kilka sekund przyglądał się napisom na jej dekolcie i falującym piersiom, czując rosnące w powietrzu napięcie. Bezwiednie oblizał wargi, po czym przesunął wzrokiem nieco wyżej, na jej obojczyk i łabędzią szyję, nagle odczuwając potrzebę podzielenia się czymś więcej.
Uniósł rękę, opierając się całym ciężarem bioder o blat, po czym ujął dziewczynę za brodę i delikatnie obrócił ją na bok. Drugą ręką subtelnie poprawił jej włosy z ramienia na plecy, odsłaniając tę część skóry, na której z pełną uwagą zaczął pisać litery. Nie zmieściły się one tak, jak tego oczekiwał, dlatego pomógł sobie palcem przesunąć nieco jej ramiączko, które opadło jej na ramię, ostatecznie układając na niej wyraz
rozsądek. Odłożył marker na bok, zamykając ją między swoimi ramionami.
Nie odchylił się, pozwalając, żeby jego ciepły oddech odbijał się na jej nagiej skórze, oznaczonej napisem, jednocześnie czując jej ciepło na własnym ramieniu. Odwrócił do niej twarz, by odnaleźć jej spojrzenie.
—
Zwykle staram się kierować w życiu rozsądkiem, planować z wyprzedzeniem, mieć wszystko pod pełną kontrolą, ale jakimś cudem jako jedyna skutecznie mnie tego rozsądku pozbawiasz — mruknął, patrząc jej przez chwilę w oczy, zanim przesunął je niżej, na wydatne wargi.
Nie kłamał. Jego rozsądek ulotnił się szybciej, niż zdążył zastanowić się, czym mógł skończyć się ich pocałunek. Po prostu to zrobił.
jego brak rozsądku