20 y/o
For good luck!
185 cm
Youtuber Wszędzie, gdzie jest komputer
Awatar użytkownika
„Nie zaczynam problemów. Ja tylko kończę to, co inni zaczynają źle.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Lekko się skwasiłem, kiedy usłyszałem wykład na temat energetyków. Przez chwilę gapiłem się na butelkę wody, którą dostałem, a później odkręciłem ją i wziąłem kilka łyków.
- Spokojnie. Nie piję ich aż tak dużo - odpowiedziałem odruchowo, chociaż oboje mogliśmy się domyślić, że nie była to do końca prawda. - Poza tym spożywało się gorsze rzeczy. Ale nie mówmy o tym głośno, bo jeszcze mój lekarz usłyszy.
Uśmiechnąłem się przez moment, ale temat szybko przestał mnie bawić. Trudno było zachować mi lekko ton, kiedy rozmowa coraz bardziej oddalała się od książek i pracy, a zbliżała do rzeczy, o których właściwie nigdy nie potrafiliśmy rozmawiać.
W trakcie, gdy matka zeszła na temat mojego kanału, to ja bawiłem się butelką, lecz cały czas ją słuchałem. Nie miałem jej za złe, że nie rozumiała jak to działało. W końcu nie każdy jest specjalistą w każdej dziedzinie.
- Materiał jest zdecydowanie łatwiejszy - powiedziałem. - Bo tam to ja decyduję, co zobaczą widzowie. Nawet kiedy pokazuję im coś prywatnego, to nadal jest to tylko ta część, którą sam wybrałem. - Zamilkłem na moment. - Tutaj nie mogę cię wyłączyć ani wyciąć kawałka rozmowy, jeśli powiem ci coś głupiego. XD
Chciałem, żeby zabrzmiało to jak żart, ale ostatnie wyszło to zbyt szczerze. Nie zamierzałem tego jednak poprawiać. Zamiast tego wziąłem kolejny łyk wody i oparłem butelkę na kolanie. Natomiast gdy matka doprecyzowała swoją historię to parsknąłem pod nosem.
- Czyli jednak nie była to zemsta na Agacie Christie? Trochę szkoda - stwierdziłem. - Ale dziesięcioletnia ty uznająca, że nadaje się do rozwiązywania morderstw, bo prawie przechytrzyła autora kryminału, też brzmi całkiem dobrze.
Nasz rozmowa o dziwo przebiegała absurdalnie zwyczajnie. Mogłem się z nią trochę droczyć, a ona wyjaśniała mi coś ze swojego dzieciństwa. Tak prawdopodobnie wyglądały relacje innych dzieciaków z matkami. Znali podobne opowieści od lat, powtarzali je podczas rodzinnych spotkań i przewracali oczami, kiedy słyszeli je po raz kolejny.
Później rozmowa przestała być tak lekka. Słuchałem to co mówiła i siedziałem nieruchomo, coraz mocniej zaciskając palce na plastikowej butelce. Nie wiedziałem jakiej odpowiedzi się spodziewałem, kiedy zadałem pytanie. A już na pewno nie byłem przygotowany na to, że przyzna mi rację i powie o żalu oraz o tym, że chciałaby coś zmienić.
Przez wiele lat wyobrażałem sobie podobną rozmowę. Zazwyczaj w mojej głowie wyglądało to zupełnie inaczej, bo ja krzyczałem, wypominałem jej wszystko po kolei i zmuszałem do przyznania, że nas zawiodła. Ona miała się tłumaczyć, a ja miałem wreszcie poczuć satysfakcję. Teraz nie czułem jej wcale. Poczułem za to nieprzyjemne kłucie w klatce piersiowej. Spuściłem wzrok na swoje dłonie, bo nagle nie potrafiłem patrzeć przed siebie. Nie chciałem, żeby było po mnie widać to, jak mocno uderzyły we mnie jej słowa.
- Nie wiem, co mam na to odpowiedzieć - przyznałem po dłuższej chwili. Przesunąłem palcem po etykiecie i wypuściłem powoli powietrze. - Chyba chciałem usłyszeć coś pdoobnego, ale zawsze wydawało mi się, że kiedy w końcu to powiesz, to wszystko stanie się prostsze. - Przeniosłem wzrok na matkę. - A wcale takie nie jest.
Nie mówiłem tego z wyrzutami. Po prostu taka była prawda. Jedno przyznanie się do błędu nie mogło nagle zmienić całego mojego dzieciństwa. Zawsze będę miał gdzieś z tyłu głowy to, że były momenty, gdy ją potrzebowałem, a jej nie było.
- Doceniam to, że powiedizłaś to wprost - dodałem. - Tylko nie chcę udawać, że wystarczy jedna rozmowa i nagle będziemy zachowywać się jak normalna rodzina.
Sam nie wiedziałem, czy właściwie była normalna rodzina. Znałem ją głównie z filmów, cudzych zdjęć i krótkich momentów, kiedy ojciec próbował udawać zainteresowanie tym, co robiliśmy.
- Nadal jestem wkurzony - przyznałem. - Czasami nawet nie wiem na co dokładnie. Na ciebie, na ojca i na siebie. Chyba na wszystkich po trochu. - Zacisnąłem usta, próbując nie wycofać się z tego co chciałem powiedzieć. - I nie wiem, czy byłaś złą matką dlatego, że się do tego nie nadawałaś. Może po prostu nie próbowałaś wystarczająco długo. Nie wiem.
To zdanie zabrzmiało ostrzej niż zamierzałem. Od razu poczułem potrzebę, żeby je złagodzić, ale nie chciałem kłamać tylko po to, żeby nie zrobiło się niezręcznie. - Ale teraz próbujesz - dodałem ciszej. - Przynajmniej tak to faktycznie wygląda.
Odłożyłem butelkę i oparłem dłonie na udach. - Ja też nie wiem, jak się to robi - powiedziałem. - Nie wiem, jak mam nagle zacząć traktować cię jak matkę, skoro przez większość czasu byłaś dla mnie bardziej kimś, o kim inni opowiadali. - Przełknąłem ślinę. - Ale przyszedłem tutaj, więc chyba też próbuję.
Nie obiecywałem jej przebaczenia i nie wiedziałem nawet, czy właśnie do niego zmierzaliśmy. Mogłem jednak przyznać, że nie pojawiłem się tutaj wyłącznie z ciekawości. Jakaś część mnie nadal chciała ją poznać, nawet jeśli oznaczało to ryzyko, że znów się zawiodę.
- Nie musisz być od razu idealną matką - dodałem po chwili. - To byłoby i tak podejrzane. Wystarczy, że następnym razem się umówimy, to będziesz pamiętała, gdzie mam przyjść. - Uśmiechnąłem się do niej delikatnie. - A ja spróbuje wcześniej zadzwonić i cię uprzedzić.

Evina J. Swanson
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewne rzeczy były zwyczajnie odruchowe. Nie musiała tłumaczyć świata dwudziestolatkowi, który miał swój rozum, ale każdy, kto miał kiedyś dwadzieścia lat wiedział, że był to wiek, gdy robiło się sporo głupot. Później w sumie też można było. Niby mówiło się, że mądrość przychodzi z wiekiem, ale w przypadku niektórych ludzi wiek przychodził sam.
- Czyli lekarz nie może usłyszeć, ale matka już tak? - zapytała, bo jednak większość ludzi podobne fakty ukrywała chyba właśnie w głównej mierze przed swoimi rodzicami.
Trzeba było jednak przyznać, że ich relacja przecież nie była wzorcowa. Od dekady nie mieszkali razem, a jedynie widywali się sporadycznie, gdy tylko czas detektywce na to pozwalał. Czasami miała aż nadto wolnego czasu, gdy próbowano jej wynagrodzić te wszystkie godziny zarwane przy wyjątkowo trudnym śledztwie, a innym razem... nawet nie starczało jej doby na to, aby położyć się we własnym łóżku i zjeść normalne śniadanie.
Kiwnęła głową, gdy tylko spróbował jej to wszystko objaśnić. Dalej nie do końca rozumiała jak działał jego umysł, ale wystarczyło jej to, że wiedziała tyle, że rzeczywistość nie był edytowalnym materiałem, a ich relacja była wyjątkowo osobista i trudna. Tego akurat nikt nie musiał jej mówić. Zdawała sobie z tego sprawę.
- Dobra. W takim razie oboje będziemy odrobinę niezręczni - dodała. - Pewnie każde z nas walnie jakąś głupotę.
Uniosła kubek z herbatą, aby ostrożnie upić łyk. Wciąż była gorąca, więc musiała uważać, aby nie oparzyć języka. Zaraz też uśmiechnęła się na stwierdzenie syna. Tak czy siak brzmiało to jak dobra historia.
- No wiesz... Stwierdziłam, że jeśli już tak dobrze mi poszło to będzie jeszcze lepiej jak się nieco poduczę i dowiem nowych rzeczy, gdy podrosnę - dorzuciła, uśmiechając się cwanie.
Do tego momentu było przyjemnie i nawet zabawnie. Dopiero potem Nick poruszył dużo poważniejsze tematy, które sprawiły, że nie była w stanie już przywołać na twarz uśmiechu, a w piersi poczuła nieprzyjemne ukłucie, które poprzedziło równie nieprzyjemny ucisk ściskający płuca i bijące ciężko serce.
Nie lubiła mówić o swoich uczuciach. O wiele bardziej wolałaby sprzedawać różne anegdotki i śmiać się z różnych głupot, ale mieli jeszcze sporo niewyjaśnionych kwestii oraz żalu, który zatruwał ich relację. Dlaczego musiało tak być? No tak. Przecież zawaliła i teraz zbierała tego żniwa.
Zdawała sobie sprawę ze swojej porażki. Czuła ją za każdym razem, gdy miała przy sobie kobiety, które czuły się spełnione jako matki i miały dobre relacje ze swoimi dorosłymi dziećmi. Nie wszystkie osiągnęły to rezygnacją z kariery zawodowej także te dwa światy mogły się łączyć. Tylko, że jej znalezienie harmonii przychodziłoz naprawdę ogromnym trudem.
- Po prostu słowa niczego nie naprawiają... Chociaż czasami mogą stanowić pierwszy krok - przyznała, bo zawsze była kimś, kto preferował czyny ponad słowa.
Chciała mu pokazać, że jej zależy. Żałowała, nabrała innej perspektywy i starała się znaleźć dużo lepszy balans między życiem zawodowym, a prywatnym. Dostała drugą szansę na to, aby założyć rodzinę i nie zamierzała po raz kolejny tego koncertowo spierdolić. Przy okazji właśnie również próbowała odbudować relację ze swoimi biologicznymi dziećmi.
Wiedziała, że jedna rozmowa nie wystarczy. Nawet w najdzikszych fantazjach nie wpadłaby na coś podobnego, bo mieli za sobą lata pełne rozczarowań, zaniedbań oraz nieporozumień. Tego wszystkiego nie da się łatwo odbudować. Zawiodła więcej razy niż powinna i nie dziwiło ją wcale to, że utraciła zaufanie Nicka i Kim. Mieli prawo być na nią wściekli i wypominać jej to wszystko.
- Nie chcę udawać. Jak najbardziej możesz się wkurzać i... - zamilkła, gdy uderzyły w nią kolejne słowa.
Czy faktycznie nie starała się wystarczająco dla swojej rodziny? A może zwyczajnie nie potrafiła być inna? Na pewno zmieniła się na przestrzeni tych wszystkich lat i to w znaczny sposób. Tego jednego była pewna. Zrozumiała, co straciła i jak wielkie to miało dla niej znaczenie. Z drugiej strony udało jej się osiągnąć naprawdę wiele w swojej karierze, więc przynajmniej nie zmarnowała tych lat na byle co.
- Wspólne próbowanie na razie brzmi wystarczająco dobrze - zapewniła go, wymuszając delikatny uśmiech na twarzy, gdy tylko wymówiła te słowa.
To był jakiś początek. Może nie do końca tak obiecujący jak człowiek by tego chciał, ale zawsze było to coś. Krok w odpowiednim kierunku, który mogła wykonać bez poczucia, że właśnie będzie z pełną mocą w kierunku ściany, o którą rozbije sobie głowę.
- Zgoda. Brzmi jak uczciwy układ - przyznała, uśmiechając się do niego już nieco pewniej.
Podobało jej się to, co udało im się ustalić i miała nadzieję, że faktycznie uda im się z tego wszystkiego wywiązać w przyszłości.

Nicholas Swanson
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”