Krzywo spojrzał w stronę Adeline, niespecjalnie kupując jej wyjaśnienie, że po prostu
postanowiła o siebie zadbać. Może i wciąż niewiele wiedział o ludzkiej psychice, ale miał wrażenie, że podobne decyzje rzadko zapadały bez presji jakiegoś konkretnego wydarzenia. Zwłaszcza że siostra zapisała się na zajęcia z samoobrony, a nie na coś stereotypowo, jak chociażby pilates.
Na razie jednak postanowił nie drążyć tematu i jedynie cmoknął z dezaprobatą, gdy wspomniała, że nie zdążyła lepiej się zaopatrzyć.
—
Czyli co? — prychnął, teatralnie rozkładając ręce w pobłażliwym geście, po czym obiema dłońmi wskazał pudło z bibelotami z podróży. —
Nie przyjmujesz łapówki? — oburzył się na pokaz, choć w głosie Reecea wyraźnie pobrzmiewała nuta żartu z domieszką delikatnej, b r a t e r s k i e j uszczypliwości. —
Tak. Dopłaciłem za nadbagaż, więc mnie nie denerwuj — syknął, po czym
te same ręce oparł na biodrach.
Jeszcze tego brakowało, aby Adeline nie przyjęła magnesów i kilku figurek, które z taką pieczołowitością wybierał na straganach lokalnych sprzedawców. Naprawdę chciał, aby w niewielkim stopniu wiedziała, że myślał o niej nawet wtedy, gdy nie odzywał się przez te wszystkie miesiące.
Obojętnie wzruszył ramionami na jej
pochwałę, która w rzeczywistości była taką małą szpileczką w kierunku ego Ree. Pomimo tego odwzajemnił uśmiech siostry.
Z Reece było inaczej. Od bardzo dawna nie wiedział już, co znaczyło usiedzieć w jednym miejscu, m.in w Toronto, w którym się urodził.. Prowadził tak absurdalnie koczowniczy, a przy tym skrajnie intensywny tryb życia, że chwilami zapominał, że w ogóle miał dom, do którego mógł wrócić w każdej chwili. Tyle że z każdym kolejnym wyjazdem coraz trudniej było mu uwierzyć, że jeszcze do niego należał, bo te wszystkie nostalgiczne wspomnienia, coraz bardziej się zacierały.
Akurat roztrzepywał jajka, gdy rzuciła, żeby to on wytłumaczył ojcu, że nie zamierza przejmować rodzinnej firmy. Spojrzał na nią nieco nieobecnym wzrokiem, jakby przez właśnie nad czymś się zastanawiał, po czym wrócił do przygotowywania omletów.
Thomas rzeczywiście miał okropny charakter. Rzeczywiście bywał wobec Adeline zwyczajnie nieuczciwy, ale pomimo tego Reece miał wrażenie, że w niektóre sprawy nie powinien się wtrącać. Tamci musieli przepracować pewne sprawy
sami, a w szczególności ojciec. Ree naprawdę wyczekiwał dnia, aż mężczyzna oswoi się z tym, że nie zamierzał zostać jego głównym dziedzicem.
—
Sama ich pozdrów — bąknął pod nosem. Nie zamierzał wyręczać Adeline w tym, co powinna robić sama, jako przyrodnia córka oraz teoretyczna właścicielka konia.
Ree wrzucił jajka na patelnie, przez co na moment odwrócił się do siostry plecami. Mimowolnie i zupełnie nieświadomie również pomyślał o tamtym felernym wypadku. Ślina narosła mu w ustach, aby zapytać, czy właśnie dlatego unikała stajni jak ognia, ale ostatecznie, gdy przewrócił omlet na drugą stronę, syknął głośne ,,kurwa”, które Ade na szczęście nie mogła przypisać do tego, o czym myślał.
—
Trochę przypaliłem — wybrnął, jednocześnie zerkając na nią zza ramienia.Potem zmniejszył ogień i wykonując nieco bardziej nerwowe ruchy, ponownie zajął się krojeniem warzyw. Gdy rozmowa zeszła na temat awansu, ponure wspomnienia automatycznie zeszły na dalszy plan.
Skupił się na tym, co działo się tu i teraz.
Ta chwila była wyjątkowa. Oznaczała, że Thomas w końcu przestał kurczowo trzymać się złudnych nadziei i wreszcie dostrzegł swoją biologiczną córkę. Reece nie chciał zapeszać, ale szczerze się z tego ucieszył. Adeline od dawna zasługiwała na to, aby ojciec w końcu docenił jej zaangażowanie i przestał patrzeć na nią przez pryzmat
dziwnych uprzedzeń, związanych z płcią.
—
Za bardzo nie ma wyboru, Ade. — Wzruszył ramionami. —
Chyba, że spłodzi sobie syna, ale obawiam się, że w jego workach pozostał jedynie piach — pokusił się o niesmaczny żart. Nie potrafił wyobrazić sobie Thomasa w roli ojca niemowlaka. Znacznie łatwiej było mu zobaczyć go jako dziadka. Reece po ich ostatnim spotkaniu odniósł wrażenie, że przybyło mu siwych włosów.
Czas w końcu dopadał każdego, nawet jeśli ojciec uparcie udawał, że jego to nie dotyczyło.
—
Jesteś rudzielcem, to w ogóle możliwe? — prychnął, po czym odwrócił się, aby ściągnąć z patelni omlet. Ostrożnie ułożył go na talerzu, a następnie wrzucił na ogień pokrojone warzywa. —
A co z twoim życiem miłosnym, Ade? — Przemieszał packą jedzenie na patelni i dodał oliwy. —
Praca w Ironcrest Development, to nie wszystko — dodał zgodnie z tym, co naprawdę uważał.
Były jeszcze marzenia do spełnienia i pasje. Była też ta cholerna miłość, która potrafiła uderzyć znienacka, przewrócić wszystko do góry nogami i przejąć kontrolę nad każdą inną wartością.
Adzia