ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003
Stał w tej odstawionej chacie i gapił się w otwartą lodówkę. Z przemoczonych ciuchów kapie woda, tworząc plamy na podłodze. Pewnie rano właściciele będą ryczeć z wściekłości, że ktoś im tak zasyfił, ale miał to głęboko w dupie. Sami są sobie winni. Trzeba było założyć lepszy zamek, a nie jakiś szajs, który można otworzyć byle drutem. Naiwne, bogate frajery. To wręcz zaproszenie. Jest tak głodny, że aż skręca mu kiszki, więc wpycha do ryja jakąś tam szynkę i zimne parówki.
Kurwa, jak to jest, że tacy frajerzy mają wszystko, a on musi kombinować? Przecież był od nich lepszy. Kiedyś miał wszystko, co najlepsze. Starzy wiecznie powtarzali, jaki jest genialny, robili z niego trofeum przed znajomymi. W końcu zapragnął samodzielności i sam się od nich odciął. Chciał mieszkać sam, sam na siebie zarabiać i pokazać im, że nie potrzebuje ich kasy. Ale noga mu się potknęła i skończył na ulicy. Do starych się nie odzywa, bo mu cholernie wstyd, że tak skończył. Prędzej zdechnie w tym rynsztoku, niż zadzwoni i przyzna się do porażki. Cały czas dotyka palcami szczęki, bo wciąż go boli po jego ciosie. Przybrany braciszek, wielki pan i władca, który nagle poczuł się kimś ważnym. Jak byli młodsi, starzy traktowali go jak najgorsze gówno, bo zwyczajnie na to zasługiwał. Teraz ten hipokryta nagle się dorobił, nosi drogie ciuchy i myśli, że pozjadał wszystkie rozumy. Wpadł na niego parę dni temu na ulicy. Rzucił mu parę szczerych słów prosto w oczy i co zrobił ten tchórz? Uderzył go, a potem zrobił coś bardziej chamskiego. Wyciągnął z portfela marne dwadzieścia dolców, rzucił mu je pod nogi i kazał spierdalać, mówiąc, że nie chce go już nigdy więcej widzieć. Te jego nędzne 20 dolców starczyło zaledwie na chwilę, a głód narkotykowy szybko wrócił. Kiedy zaczęło go ssać, wiedział, że musi zdobyć kasę na już, bez względu na koszty. To nie jego wina, że ten świat jest tak beznadziejnie skonstruowany, że człowiek bez grosza musi radzić sobie sam, przekraczając granice. Trzy dni temu napatoczyła się ta stara baba. Po co takie stare babska noszą przy sobie tyle kasy i szwendają się same? Wywaliła się beton, zaczęła coś tam piszczeć, ale nawet na nią nie spojrzał. Sama jest sobie winna, mogła mocniej trzymać swoje rzeczy albo siedzieć w domu przed telewizorem, a nie prowokować ludzi na ulicy. Zabrał jej portfel i uciekł w ciemne zaułki. Kupił towar i od razu poszedł w kanał. Przez kilka godzin znowu był panem świata, kimś ważnym i nietykalnym. Szkoda tylko, że faza zawsze mija za szybko, pozostawiając po sobie jeszcze większy syf.
I wtedy, jak na złość, pojawiła się Bella. Jego była laska. Zaczęła mu wciskać żarcie, które przyniosła, i patrzyła z litością. Myślała pewnie, że pobawi się w dobrą samarytankę, uratuje bezdomnego Stellana i dzięki temu poczuje się lepiej ze swoim sumieniem. Wkurzyło go to. Czego ona w ogóle chciała? Nie potrzebował łaski od laski, która wyjechała i wybrała innego. Sam sobie poradzi, tak jak robił to do tej pory.
No i właśnie to robi – radzi sobie. Leje od samego rana, a wiatr piździ tak mocno, że mało łba nie urwie przy samym tyłku. Cały przemókł i wcisnął się na klatkę, ściemniając przez domofon, że jest kurierem i ma przesyłkę i nikt nawet nie zapytał o nazwisko. Na górze przeszedł się cicho po korytarzu i zaczął nasłuchiwać przy drzwiach. Wybrał te, za którymi nie było słychać niczego, żadnych głosów ani telewizora. Trochę zabawy zgiętym drutem i kawałkiem blaszki, szybkie kliknięcie i był w środku. Prościzna. A teraz stoi przy otwartej lodówce, dopycha się serem i czuje, jak powoli wracają mu siły. Teraz czas na drugą część planu. Musi szybko przetrząsnąć wszystkie szafki oraz szuflady. Bogacze zawsze trzymają gdzieś schowaną gotówkę albo złotą biżuterię, którą bez problemu opchnie. Nie ma zamiaru nikogo przepraszać za to, że bierze to, co mu się należy od tego niesprawiedliwego świata.

Jason Choi
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Chociaż bardzo próbował, Jason nie był w stanie całkowicie udawać, że to nieoczekiwane spotkanie po latach z bratem nigdy nie miało miejsca.
Chodził do pracy tak jak zawsze, jadł jak zawsze, odwiedzał siłownię, wychodził wieczorami na imprezy i zapraszał do siebie każdego chętnego, kto wyrażał pragnienie aby wskoczyć mu do łóżka. Coś się jednak nieodwracalnie zmieniło. Ilekroć Jason przechodził ulicą, odruchowo oglądał się po zaułkach, zastanawiając się, czy są puste, czy może gdzieś zza kontenera na śmieci nie spogląda na niego znajoma, choć jakże odmieniona para zmęczonych, przekrwionych oczu. To dziwne przeczucie nasilało się szczególnie wieczorami, gdy Choi wychodził na miasto, na kolejną imprezę. Alkohol i tabsy pomagały mu się później rozluźnić, niemniej póki był całkowicie trzeźwy, cały czas gdzieś z tyłu głowy cichy głosik podszeptywał mu, że Stellan może być w tym momencie gdzieś obok. Czaić się, żeby znów spróbować go okraść albo może nawet zadźgać? Bo przecież na pewno chciał się zemścić za to, jak został potraktowany. Albo w drugą stronę - może już leżał w jakimś śmietniku, martwy z powodu zagłodzenia albo przedawkowania? Albo zadźgany przez innego ćpuna, obrabowany z byle drobniaków, które udało mu się skądś zdobyć? Czy ktokolwiek zostałby powiadomiony o jego śmierci? Może jego matka?
Jason przyłapał sie nawet na tym, że rozważał odszukanie państwa Thompsonów - ojca i macochy. Zapytałby ich na pewno dlaczego do chuja pana pozwolili, że ich złote dziecko wylądowało na ulicy? Czy wiedzieli, do jakiego stanu doprowadził się Stellan? Czy zamierzali coś z tym zrobić?
Ledwie jednak zdał sobie sprawę co wiązałoby się z tym, że nawiąże z nimi kontakt - i natychmiast odrzucił tę myśl. Nie Po to odcinał się od nich, nie po to żył na własną rękę ostatnie dziesięć lat. Wyrządzili mu wystarczająco wielką krzywdę. I znów to robili - nawet teraz, nawet bez swojego czynnego udziału. Wystarczył sam fakt, że się tym zadręczał. Bo niestety, Jason nie był bezdusznych chujem jak niektórzy.
Finalnie nie zrobił jednak nic. Nawet jeśli go to dręczyło, nawet jeśli wciąż wracał do tego myślami, po prostu zaciskał zęby i żył dalej po swojemu. Po cichu i nie wadząc nikomu. Chodził do pracy, chodził na siłownię. Ćwiczenia pomagały mu pozbyć się nieco tej nerwowej energii, więc pojawiał się na sali nawet częściej niż zwykle. Najczęściej wieczorami, wtedy miał zapewniony spokojniejszy sen. Tak też zrobił dzisiaj, nieświadom, że kiedy będzie wracać do domu, czeka go raczej przykra niespodzianka.
W pierwszej chwili nie zwrócił uwagi na mokre ślady w korytarzu. Na dworze faktycznie lało, a on przecież nie mieszkał w tym bloku sam. Jednak już fakt, że takowe ślady wiodły do jego mieszkania, już dobrze nie wróżył. Adrenalina popłynęła mu żyłami, kiedy zobaczył, że drzwi były lekko uchylone. Na pewno je zamykał, był pewien. Cholera, czy powinien od razu dzwonić na policję? Tak byłoby najbezpieczniej, ale Jason w tym momencie nie myślał racjonalnie. Emocje, a także zmęczenie psychiczne z ostatnich dni dało się we znaki, więc zdolność logicznego myślenia także poszła się w tym momencie jebać.
- Masz minutę, żeby wypierdalać z mojego mieszkania - ryknął, otwierając gwałtownie drzwi, wchodząc do środka i zapalając główne światła. Nie wiedział co zastanie. Czy mieszkanie będzie już przetrząśnięte, czy włamywacz będzie jeszcze w środku, czy też już zdążył spierdolić? Na widok przygarbionej postaci stojącej w kuchni, Jason zbladł. Światło dochodzące z lodówki wyraźnie oświetlało jego twarz - No po prostu kurwa nie. Kurwa, NIE! Wypierdalaj, albo dzwonię po psy!

Stellan Thompson
Solhy
Posty z AI
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Światło uderzyło go w oczy, zmuszając do mrużenia powiek. Zanim zdołał w ogóle przetrawić powód wtargnięcia, przestrzeń wokół rozdarł ryk. Ten głos przerażał, ale to widok postaci stojącej w progu sprawił, że Stellanowi odcięło dopływ powietrza. Przez pierwszą sekundę pomyślał, że to chemiczny omam po zjeździe. No bo jakie były szanse? Z tysięcy mieszkań w całym Toronto, z całej rozległej dzielnicy Parkdale, włamując się na oślep po ucieczce przed ulewą, musiał trafić akurat do chaty swojego przybranego brata. Los po prostu pluł mu prosto w twarz.
Gdy Jason zaczął wrzeszczeć, Thompson odzyskał kontakt z rzeczywistością. Widok brata, który wpadł do mieszkania i od razu wyskoczył z groźbami wezwania policji, wywołał w nim wybuch nienawiści. Nie rzucił się do ucieczki, bo duma nie pozwoliłaby mu uciekać przed kolesiem, który kiedyś był tylko popychadłem. Powoli wyprostował wychudzone ciało, przetarł usta rękawem, zostawiając na twarzy ciemną smugę po żarciu, którym przed chwilą zapchał żołądek przy otwartej lodówce, po czym zrobił krok w stronę brata. Gapił się na niego z bezczelną pogardą, mrużąc przekrwione z wściekłości oczy. Doskonale wiedział, że ten skurwiel nie żartuje, że naprawdę wezwie psy. I właśnie to uświadomienie sobie, że naprawdę go wyda, wywołało w nim szaleństwo.
- Wyciągaj telefon, no już, wyciągaj! - wycedził Stellan przepalonym głosem, robiąc kolejny krok do przodu i skracając dystans. - Wyślij mnie do pierdla! Zrób to! Albo rzuć mną o ścianę, przecież tak bardzo lubisz mnie okładać, co?
Słowa wychodziły z niego jak jad. Żył w głębokim przekonaniu, że to Jason jest winny całej sytuacji, że to bratu odbiło od kasy, a on, Stellan, po prostu przyszedł wziąć to, co mu się od życia prawnie należało. Zupełnie wypierał fakt, że wszedł do mieszkania nieproszony, że sforsował zamek i wyjadał jedzenie z nie swojej lodówki. W jego głowie istniała tylko krzywda, wstyd i paląca chęć odegrania się za poniżenie.
- Widzę, że nieźle ci się powodzi - rzucił, rozglądając się po kuchni, z pełnym zawiści uśmieszkiem. - Drogi sprzęt, ładne meble... a w lodówce całkiem niezłe żarcie. Żarłem twoje jedzenie i wiesz co? Było pyszne. - Uśmiechnął się jeszcze szerzej, ukazując pożółkłe zęby, byle tylko nie dać po sobie poznać, jak bardzo sam jest rozbity, zniszczony i przerażony swoją własną wegetacją.
- Dzwoń po te psy! Niech tu przyjadą! - ryczał, podchodząc niemal na wyciągnięcie ręki, ignorując ryzyko, że Jason po prostu go zamorduje na miejscu. - Chętnie im opowiem, jak wielki panicz wywala swojego brata na zbity pysk, kiedy ten zdycha z głodu! Chętnie zrujnuję ci to twoje idealne życie, zanim mnie stąd wywloką! Dzwoń, ty jebany tchórzu!
W głębi duszy czuł jednak, jak lodowaty strach zaciska mu gardło. Cała ta bezczelność była tylko tarczą. Wiedział, że jeśli policja tu wejdzie, to już po nim. Areszt, cela, potworny głód narkotykowy bez możliwości zdobycia marnych paru dolców na kolejną działkę. To była prosta droga do czarnej dziury, z której już nigdy się nie podniesie. Najbardziej jednak paliło go coś zupełnie innego: myśl, że to właśnie Jason - to samo popychadło, z którego kiedyś wszyscy w domu szydzili - ostatecznie go pognębi, że ten golden boy złoży swój upadek na ręce człowieka, którym zawsze gardził. Stellan nie potrafił znieść tego widoku.
Jason Choi
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Oczywiście, że to nie mogłoby być takie proste. Gdyby trafił na jakiegokolwiek innego włamywacza, ten spierdalałby w podskokach na widok powracającego do domu właściciela. Ale nie, z jakiegoś niezbadanego, kurewsko nieśmiesznego powodu, do jego domu musiał się włamać właśnie Stellan. Jakie były na to szanse? I co takiego Jason zrobił, że los tak go karał? Chyba będzie musiał pójść później do Vity i po prostu ze wszystkiego jej się wygadać. Może jakoś odreagować. Oczywiście, jak już pozbędzie się szkodnika ze swojego mieszkania.
Thompson tak bardzo nie pasował do otoczenia w jakim się znalazł, że to aż kuło Jasona w oczy. Brudny, śmierdzący i obszarpany tkwił w kuchni, która może nie była wysprzątana na błysk, ale w której na pewno panował pewien porządek. Stojąc w otwartych drzwiach lodówki wyglądał jak jakiś Gollum, zgarbiony i wyżerający z półek co tylko wpadło mu w ręce. Choi w tym momencie zdecydował, że cała zawartość jego lodówki musiała zostać zutylizowana, a sam sprzęt zdezynfekowany. Nie miał zamiaru ryzykować jedzenia czegokolwiek, na czym Stellan mógł położyć swoje brudne łapska.
- Skończyłeś? - Jason warknął tylko, mierząc intruza wrogim spojrzeniem. Nie miał zamiaru dać mu się znów sprowokować. Wykrzykiwać sobie w twarz kto miał gorzej, czyja to była wina, kto jest bardziej żałosny. To było dziecinne. Wtedy, w mieście, kiedy spotkali się pierwszy raz po tylu latach, Jason został trochę wzięty z zaskoczenia. Nie było co ukrywać, zetknięcie się ze swoją przeszłością sprawiło, że stracił głowę. Przez krótki moment znów poczuł się mały i nieważny, bo wróciły do niego wszystkie wspomnienia. Ale z tym już koniec. W tym momencie widok Stellana wywoływał w nim tylko niechęć. Widział w nim jedynie rozwydrzonego gówniarza, który może i dorósł fizycznie, ale mentalnie ewidentnie zatrzymał się gdzieś na etapie czternastolatka. Potrafił tylko wrzeszczeć, rzucać oskarżenia i pluć się. Dla kogoś takiego nie było ratunku. Jeśli Jason kiedykolwiek żywił do niego jakieś ciepłe uczucia, już dawno zniknęły one jak śnieg na wiosnę.
Godny pożałowania to był doprawdy widok. Z tego Stellan był zadowolony? Z tego że wyjadał mu jedzenie z lodówki? Choi powinien go w tym momencie nagrać i wysłać ten filmik do jego matki. Ale by była dumna ze swojego złotego chłopca.
- Myślisz, że żartuję? - zapytał śmiertelnie poważnie, cały czas mierząc brata wrogim spojrzeniem. Może tak byłoby dla Thompsona najlepiej. Gdyby go skazali i zabrali do pierdla. Zamknęliby go w ciepłej, choć pewnie dość obskurnej celi i w końcu miałby się nawet gdzie wykąpać. Dostałby też jakieś czyściutkie, więzienne wdzianko. No i nie musiałby się włamywać ludziom do domów, żeby się najeść. Pozostawał problem z głodem narkotykowym, ale w więzieniu były i na to sposoby. - Masz pół minuty na to, żeby wyjść z mojego mieszkania. Potem dzwonię na policję.

Stellan Thompson
Solhy
Posty z AI
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stellan zamarł, wciąż czując pod podniebieniem słony posmak łapczywie przełkniętych przed chwilą wędlin. Dłoń zaciśnięta na krawędzi otwartych drzwi lodówki drżała zauważalnie, gdy światło oświetlało jego nędzną twarz. Ciało samo przypominało mu o odniesionym niedawno poniżeniu, jakby wywoływało fizyczny odruch obronny na sam widok oprawcy. Skończyłeś?
To krótkie, proste pytanie uderzyło w niego z siłą fizycznego ciosu. Oparł się plecami o krawędź kuchennego blatu, mrużąc przekrwione z wycieńczenia oczy i wbił wzrok w sylwetkę w progu. Jason wyglądał po prostu idealnie, ale najbardziej paliło go spojrzenie przybranego brata. Nie było w nim lęku, była tam tylko czysta niechęć. Pewnie gapił się na niego dokładnie tak, jak człowiek gapi się na robactwo wygrzebujące resztki ze śmietnika – z obrzydzeniem i kalkulacją w głowie, jak najszybciej pozbyć się problemu i zdezynfekować przestrzeń po intruzie.
To opanowanie rozrywało go od środka, budząc w nim najgorsze instynkty. W jego zniszczonym przez narkotyki umyśle, uaktywnił się podświadomy mechanizm obronny. Pamiętał przecież zupełnie inną rzeczywistość, do której tak usilnie chciał wracać. Pamiętał dom, w którym to on był bogiem, oczkiem w głowie rodziców, tym zdolnym, pięknym i kochanym synem, podczas gdy Jason stanowił jedynie ciche tło, uległe popychadło, z którego można było drwić bez żadnych konsekwencji. Stellan nieraz dawał mu odczuć swoją wyższość, ale też uważał, że w pewien sposób go tolerował i roztaczał nad nim opiekę. Teraz role całkowicie się odwróciły. Widok przybranego brata traktującego go jak bezwartościowego śmiecia wywołał w nim agresję. Całkowicie wypierał fakt, że włamując się tu, stał się złodziejem. Zamiast jednak rzucić się do ucieczki przez uchylone drzwi, postąpił krok w stronę mężczyzny.
- Zrobiłem ci przysługę, Choi - wycharczał, nic sobie nie robiąc z odliczanych sekund i mierząc brata bezczelnym spojrzeniem. - I tak pewnie wyrzuciłbyś to wszystko do kosza.
Rozglądnął się po kuchni z zawiścią, która trawiła go od lat. Każdy element tego mieszkania krzyczał, że Jasonowi się udało, podczas gdy on zdychał w pustostanach, goniąc za kolejną działką. To go doprowadzało do szaleństwa. Uśmiechnął się szeroko, chociaż w głębi duszy trząsł się z wściekłości i bezsilności.
- Wyglądasz na kogoś, komu wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy - kontynuował, skracając dystans. - Naprawdę myślisz, że możesz mnie zastraszyć swoją miną? No to dzwoń. Na co czekasz? – dodał stając niemal twarzą w twarz z bratem i ignorując rosnące ryzyko starcia. - Dzwoń po te jebane psy, niech tu przyjadą!
Przecież cela więzienna wcale nie musiała być najgorszym scenariuszem. Tam przynajmniej miałby dach nad głową i gwarantowane żarcie trzy razy dziennie. Nie musiałby włamywać się do cudzych domów ani żebrać na rogach ulic. Ale potem dopadło go przerażenie: areszt oznaczał odcięcie od towaru i koszmarny głód narkotykowy. Wściekłość opadła, ustępując miejsca taktyce. Skoro groźby nie działały, wyciągnął ostatnią kartę. Przechylił lekko głowę, a jego uśmiech powoli zgasł, ustępując miejsca fałszywej skrusze.
- A może... po prostu wreszcie zachowamy się tak, jak należy? - zapytał, wpatrując się w niego. - Zamiast straszyć się policją i skakać sobie do gardeł jak wściekłe psy... Może spróbujmy być w końcu braćmi? Prawdziwymi braćmi, Choi. Przecież mamy tylko siebie. Pomóż mi stanąć na nogi, a zobaczysz, że możemy to wszystko naprostować. Ty i ja. Daj mi szansę, a zrobimy to jak trzeba.
Jason Choi
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Zwykle wygadany Jason teraz tylko wrogo spoglądał na intruza. Wiedział, że zachowując powagę, dużo prościej będzie mu osiągnąć dwa cele - przede wszystkim samemu nie dać się sprowokować. Naprawdę wolałby uniknąć głośnej kłótni, podobnej do tej, która miała miejsce przy ich ostatnim spotkaniu. Jego sąsiedzi na pewno nie byliby zadowoleni. Po drugie też - nietrudno było zauważyć, że to właśnie najbardziej działało Stellanowi na nerwy. Brak reakcji, brak okazywania skruchy, brak kajania się przed dzieckiem, które kiedyś było tyranem. Dość powiedzieć, że obserwowanie jak to chłopaczkowi coraz bardziej puszczają nerwy, jak zaczyna wypluwać z siebie coraz bardziej pozbawione sensu argumenty i oskarżenia, było dość satysfakcjonujące.
Kolejna próba obrażenia Jasona została skomentowana przez obrażanego tylko w jeden sposób - przewrócił dość wymownie oczami. Ich poprzednie spotkanie wyssało z niego wszystkie pozytywne siły. Dziś wolał tego uniknąć. Odgradzał się mentalnie od wszystkiego, czym Stellan mógłby go jakoś zranić. Niemniej, wolał się pozbyć intruza jak najszybciej. W przeciwnym razie nie tylko lodówka będzie się nadawała do dezynfekcji, ale będzie musiał tak zrobić z całym mieszkaniem. Będzie musiał sprawdzić później ile kosztuje profesjonalne ozonowanie.
I wymiana zamka w drzwiach na jakiś porządniejszy. Może by też zainwestować w kamerę? Czy może już przesadzał? Hm, teraz kiedy pewien zawszony ćpun znał jego adres, Jason wolał chyba nie ryzykować. Przynajmniej będzie spać nieco spokojniej, wiedząc, że jego mieszkanie będzie lepiej zabezpieczone.
Żeby zademonstrować, że nie blefuje, Jason wyciągnął z kieszeni komórkę. Odblokował telefon i nawet wbił na klawiaturze numerycznej numer alarmowy. Jego palec zawisł nad zieloną słuchawką, dając Stellanowi ostatnią szansę na samodzielne opuszczenie mieszkania. Jason spodziewał się kolejnych wyzwisk, może następnej próby rzucenia się na jego osobę z pięściami. To, czego nie przewidział, to to, że Stellan nagle postanowi... pogodzić się?
Niechęć widoczna na twarzy starszego mężczyzny ustąpiła na moment miejsca konsternacji. Niestety dla Thompsona, to jego kłamstwo było szyte nićmi tak grubymi, że przypominały one wręcz liny cumownicze. Jason musiałby mieć chyba ćwierć półkuli mózgowej, żeby chociaż przez sekundę uwierzyć w to, że jego braciszek nagle zapragnął pojednania.
- Masz mnie za naiwniaka, prawda? "W końcu być braćmi", dobre sobie. Coś ci powiem, Stellan. Późno się za to zabrałeś. Dwadzieścia siedem lat za późno - jego ton był lodowaty. Nienawidził wykorzystywania czyjejś dobroci, szczególnie gdy chodziło o jego dobroć. Thompson może miałby jakąś szansę, niestety to, jak za wszelką cenę próbował zmieszać Jasona z błotem przy ich pierwszym spotkaniu, nie przysłużyło się jego sprawie. "Mieli tylko siebie"? Ha! Żałosne. Nie bez powodu Choi zmienił nazwisko. Nie chciał mieć nic wspólnego z żadnym z nich. Nigdy nie był członkiem tej rodziny - cała trójka dołożyła do tego swoją cegiełkę - i nie zamierzał tego zmieniać.
Swoją drogą, zwracanie się do kogoś twardo po nazwisku, zamiast użycie jego imienia, już wysyłało bardzo konkretny sygnał. Bardzo negatywny sygnał. Good job, Stellan.
- Ale załóżmy, że ci uwierzę. Pod jednym jednak warunkiem - Jason odezwał się po chwili namysłu, spoglądając uważnie na braciszka. Żeby mu nikt nie zarzucił, że był bezduszny i dla spokoju własnego sumienia. Jeden, jedyny mały warunek. Taki, który, jak spodziewał się Choi, będzie dla młodszego nie do przeskoczenia. Bo przecież nie miał obecnie nic... poza swoim ego. - Przeproś mnie.

Stellan Thompson
Solhy
Posty z AI
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To przewrócenie oczami i wymowne milczenie przełamały w Stellanie ostatnią barierę. Zamiast znowu krzyczeć, zastygł w miejscu, gdy dotarło do niego, że Jason traktuje go jak uciążliwy problem, który trzeba wyeliminować bez robienia hałasu przed sąsiadami. Zrozumiał, że opór i agresja nie robią na nim żadnego wrażenia. Widząc, że Jason odgradza się od niego murem i za chwilę pozbędzie się go z mieszkania, gwałtownie zmienił taktykę. Wpatrywał się w brata z wyreżyserowaną skruchą w przekrwionych oczach, spróbował uderzyć w jego poczucie winy, proponując zakopanie topora wojennego.
Ironiczny uśmieszek wypełznął na twarz Thompsona dokładnie w momencie, gdy zorientował się, że jego teatr został przejrzany. Widok palca wiszącego nad zieloną słuchawką nie wywołały w nim ani agresji, ani panicznej ucieczki. W jego wzroku pojawiła się rezygnacja połączona z lekceważeniem. Zrozumiał, że opór i manipulacja były bezużyteczne - Jason odciął się od przeszłości grubą kreską. Przełykając słony smak w ustach wolno odwrócił głowę. Na jego twarzy nie było już śladu skruchy ani wcześniejszej agresji. Został tylko wisielczy uśmiech kogoś, kto przegrał wszystko.
- Dwadzieścia siedem lat... - wycharczał cicho, a w jego oczach mignęła złośliwa satysfakcja. - A więc wciąż liczysz. Wciąż to w sobie nosisz, każdego dnia. Skoro tak bardzo mnie nienawidzisz, to wciśnij zieloną słuchawkę - dodał z cicho, stawiając powolny krok w stronę otwartych drzwi wyjściowych. - Na co czekasz? Dzwoń. I tak obaj wiemy, że chociaż wymazałeś nasze nazwisko z dokumentów, to krwi ojca i tak nigdy się nie zmyjesz.
Słysząc słowa o przeprosinach zamarł, a na jego twarzy wymalowało się niedowierzanie. Przez chwilę w kuchni panowała cisza, przerywana jedynie cichym buczeniem lodówki. Przeprosić? Starszy brat, którego zawsze uważał się za gorszego, teraz stawiał mu warunek? Wszystko w środku buntowało się przeciwko temu słowu. Chora duma – jedyna rzecz, jaka mu jeszcze pozostała oprócz łachmanów na grzbiecie, właśnie pękała z trudem. Ale w jego zmąconym umyśle uruchomiła się kalkulacja. Jason doskonale wiedział, co robi. Rzucił ten warunek z premedytacją, pewien, że młodszy brat wołałby połknąć własne zęby, niż ugiąć kark. Stellan zacisnął szczęki tak mocno, że aż zabolały go skronie. Nie zamierzał dać się podpuścić, chciał zagrać własnymi kartami. Wypuścił głośno powietrze przez nos, mrużąc oczy i patrząc na bruneta spojrzeniem pełnym stłumionej wściekłości. Zrobił pół kroku w jego stronę.
- Przeprosić... - wycharczał, a na jego wargi powoli pojawił się ponury uśmiech. - Naprawdę tego potrzebujesz, żeby poczuć się lepiej? - Przełknął ślinę, robiąc kolejny krok, chociaż całe ciało trzęsło się z oporu i poniżenia. - Przepraszam, Jason - wyrzucił z siebie te słowa z trudem, jakby zmuszał się do przełknięcia szkła, wpatrując się w starszego brata bezczelnym wzrokiem. - Przepraszam, że popsułem ci wieczór. A teraz powiedz, co dalej.
Jason Choi
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

- Liczę? - w głosie Jasona zabrzmiała ostrzejsza nuta. - Nie, po prostu pamiętam kiedy wypadają twoje urodziny. Coś takiego powinno być normalne w rodzinie, nie uważasz? Chciałbym tę datę zapomnieć, ale się nie da. Twoja matka nigdy mi nie pozwoliła - sarknął, marszcząc nos. Co roku robiła swojemu syneczkowi gigantyczne przyjęcie. Jason miał w tym czasie zniknąć z domu, bo nie chciała żeby psuł jej estetykę. Lepiej było, gdy wychodził sam, po cichu. W przeciwnym razie robiła awanturę. Co roku spędzał ten konkretny dzień - albo kilka dni - ukrywając się po znajomych.
I znów Stellan próbował wyśmiać jego ból, jego trudności, jego dość traumatyczne dzieciństwo. To już się robiło nudne. Złotemu, zgniłemu dziecku kończyły się argumenty, więc sięgał po te, które wisiały najniżej. I po takie, na które Jason z każdą chwilą coraz bardziej obojętniał. Z pewnością właśnie tędy wiodła właściwa droga do tego, aby Choi wybaczył swojemu młodszemu braciszkowi, przygarnął go pod swój dach i pomógł wyjść z bezdomności. Dokładnie tak.
A potem z ust Stellana padło to jedno konkretne słowo. Szczerze powiedziawszy, Jason był w głębokim szoku, że młody w ogóle je zna. Że przeszło ono przez gardło - chociaż z tego co widział, bardzo ciężko. Jakby ten jeden wyraz parzył go, dławił i jednocześnie smakował czymś paskudnym. Nic dziwnego, za dzieciaka chyba ani razu matka nie kazała mu go wypowiadać. Zawsze to ona była pierwsza do darcia mordy na innych, stając w obronie swojego zgniłego aniołka.
Jaka szkoda że wysiłki Thompsona miały pójść na marne.
- Oj, Stellan, Stellan - zaczął, kręcąc głową ze znużeniem - Jesteś pewny, że właśnie za to chcesz mnie przeprosić? - "popsucie wieczoru"? Serio? Choi prawie miał ochotę się roześmiać, gdyby tylko sytuacja nie była tak żałosna. Jeśli chłopak myślał, że wykręci się tak łatwo, to się chyba w życiu tak nie pomylił. Nie wspominając już o tym, że nienawiść do starszego brata nadal niemalże wylewała się z każdego gestu, każdego ruchu Thompsona. Ta skrucha była bardziej sztuczna niż pazury i cycki większości aktorek Hollywoodu. - Całe szczęście, że nie jesteś aktorem, bo z takim marnym talentem, już dawno wylądowałbyś na ulicy. Och, wait - uśmiechnął się, niby z politowaniem, ale w jego oczach zabłysnęła złośliwość.
- Co będzie dalej? - udał że się przez chwilę zastanawia. Dobrze jednak wiedział jaka będzie jego odpowiedź. Jason w dalszym ciągu nie zamierzał pozwolić, żeby ktokolwiek burzył spokój, który budował z takim wysiłkiem - Teraz pójdziesz stąd i nigdy więcej nie chcę cię widzieć na oczy. Chyba nie jestem w stanie ci czegokolwiek wybaczyć w momencie kiedy praktycznie każdym swoim słowem pokazujesz mi jak bardzo mną gardzisz.
Powinien naprawdę przestać przeciągać strunę i opuścić mieszkanie, póki Jason był jeszcze dobry. Ostatnia szansa na wyjście po dobroci. Ręka Jasona nadal ściskała telefon z wybranym numerem na policję. Jeden ruch i Stellan przynajmniej kilka najbliższych nocy spędzi w areszcie, z dala od swoich drogocennych narkotyków.


Stellan Thompson
Solhy
Posty z AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „#31”