ODPOWIEDZ
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kolejny dzień w biurze, kolejna papierkowa robota, którą musiał odbębnić, a za cholerę mu się nie chciało. Jedyną interesującą rzeczą do roboty, przynajmniej w tamtym momencie, wydawało mu się wypełnianie swoich ulubionych krzyżówek, jednak nawet od tego rozpraszało go burczenie w żołądku, dające mu wyraźnie znać, że był cholernie głodny. Dzisiejszego poranka mignęła mu przed oczami panienka Brooks, bardzo inteligentna specjalistka kryminalistyki. Porozmawiali trochę pomiędzy aktami, gdy akurat pojawiła się na jego piętrze, a on zaprosił ją na pączki i kawę. Był to ich mały, cotygodniowy rytuał, pozwalający sprawdzić, co tam u nich słychać. Wiedział, że mogło to dziwnie wyglądać, że taki staruch kumplował się z o wiele młodszą kobietą, ale po części traktował ją jak córkę. Ze swoją biologiczną nigdy nie potrafił złapać głębszej więzi, a z Hazel było inaczej. Może dlatego, że pracowała w tak wymagającej profesji, przez co czuł się przez nią lepiej rozumiany niż przez własną rodzinę? Nie potrafił tego wyjaśnić.

Zerknął na zegarek na nadgarstku i zobaczył, że właśnie wybiła 12:30. Miał się z nią spotkać na dole budynku. Ruszył do windy, wybrał parter i zjeżdżał, raz po raz słuchając tego wkurzającego dźwięku oznajmiającego kolejne mijane piętra. Kiedy wyszedł na hol, ujrzał Brooks i posłał jej uśmiech. - Tuerca, mam nadzieję, że jesteś głodna - rzucił, podchodząc do niej, po czym ruszył w kierunku drzwi. - Ten nasz diner? Podobno dzisiaj dają pięćdziesiąt procent zniżki na drugiego pączka i kawę. Nie możemy przegapić takiej okazji. - swoją drogą, Perez nazywał ją tuerca, bo po hiszpańsku znaczyło to orzeszek. Nie wiedział, kiedy w sumie zaczął ją tak nazywać, ale samo to, że miała na imię Hazel po prostu, aż prosiło się o to. No nieważne. Chyba się już do tego przyzwyczaiła, a poza tym nawet sam Javier pracując wśród młodych ludzi... czasami też chciał być w pewnym stopniu cool i trendy, okay?

tuerca
26 y/o
For good luck!
173 cm
specjalistka kryminalistyki w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Łatwość w nawiązywaniu znajomości na komendzie była dla niej wręcz zadziwiająca. Co prawda, nie była to reguła, bo niektórzy funkcjonariusze byli stereotypowymi glinami, którzy doczepiają się do najmniejszej pierdoły, a przy konfrontacji nie są zbytnio przyjemni, ale pośród tego wszystkie dało się wyszukać perełki. Między innymi, był nią właśnie Javier — mężczyzna blisko pięćdziesiątki, który mógłby być jej ojcem (ale chyba nie jest, chociaż kto wie, skoro brata ledwo co znalazła), a przynajmniej czasami czuła, że tak właśnie ją traktował. Odpowiadało jej to, naprawdę. Przy rozmowie nie czuła dziwnego dyskomfortu i czasami odnosiła wrażenie, że byli jak te duety z rolek, pt.: Ja i czyjś ojciec o trzynastej w środę na pączkach. Ale tak to zazwyczaj było, prawda? Dzieci ciężko doceniały, jak wyluzowani potrafili być ich rodzice, a z innej perspektywy dało się to wyraźnie dostrzec, zwłaszcza podczas cotygodniowych update’ów.

Miała zadziwiająco lekki dzień. Może dlatego, że nie musiała badać żadnej sprawy jej ulubionego prokuratora? Nie widziała go od czasu, gdy na komisariat wpadła ta szalona kobieta i obydwoje ucierpieli. Może to lepiej? Podczas tej krótkiej chwili, kiedy opatrywała mu ranę, miała wrażenie, że coś przeskoczyło w jej głowie. Obawiała się, że mogłaby chlapnąć coś głupiego, gdyby tu przyszedł i zaczął na nowo się z nią przekomarzać bądź po prostu kłócić. A jednocześnie… nudziło jej się. Od tygodnia nikt nie potrafił wystarczająco podnieść jej ciśnienia.

O umówionej godzinie zeszła na parter, czekając dosłownie chwilkę, nim pojawił się jej dzisiejszy towarzysz. Odwzajemniła jego uśmiech i do razu skierowali się do wyjścia z komendy, żeby udać się do pobliskiej pączkarni. — Zostawiłam idealnie miejsce na pączka. Tak strasznie chce zjeść coś słodkiego, że na myśl o nim aż mi się ślina zbiera w buzi — parsknęła krótkim śmiechem, ale taka prawda; było kilka dni w miesiącu, podczas których dopadał ją ten straszny, słodki potwór, przez który mogłaby zjeść tabliczkę czekolady jak batonika. A później żałowała, ale co zjadła to jej. — Może dzisiaj jest jakiś międzynarodowy dzień pączka? — zasugerowała, słysząc o promocji. — W każdym razie, promocja idealna dla nas. Oby tylko były świeże! — dodała zadowolona i brakowało tylko, aby w podskokach maszerowała w kierunku cukierni Miała ogromne oczekiwania i jednocześnie chciała, aby było tyle smaków do wyboru, że będzie mieć problem, aby zdecydować się na jednego. — U was też dzisiaj tak spokojnie? — zapytała, choć wiadomo, że nie powinno wypowiadać się takich słów na głos, ale może potrzebowała adrenaliny? Może potrzebowała jakiejś ogólnej dramy albo chociaż obecności jednego, denerwującego prokuratora, który pojawiłby się nagle jak dżin po potarciu lampy?

someone's father in a doughnut shop
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Mógł z ręką na sercu powiedzieć, że traktował ją jak swoją nieślubną córkę. Bardzo szybko dostrzegł, z jaką łatwością złapali wspólny język, a co najważniejsze, naprawdę brał sobie do serca wszystko, co mówiła. Nie traktował jej słów jak pustego gadania młodszej koleżanki z pracy. Słuchał jej, nawet jeśli czasami udawał, że wcale tego nie robił. Nigdy jednak nie przyznał jej się do zdrad, których dopuścił się podczas małżeństwa. Nie miał pojęcia, jak Hazel by na to zareagowała ani czy ich cotygodniowe jedzeniowe eskapady przypadkiem nie dobiegłyby wtedy końca. Mimo wszystko chyba właśnie dzisiaj chciał w końcu się wygadać. Zwłaszcza po ostatniej rozmowie z Marią, podczas której przyznał się do wszystkiego, kiedy jego własna zazdrość wymknęła się spod kontroli. No cóż. Chciał podjąć próbę jakichkolwiek personal amends, nawet jeśli nie miał zielonego pojęcia, od czego właściwie powinien zacząć. A jeżeli panna Brooks stwierdzi, że nie chce dłużej kumplować się z tym starym hipokrytą, oczywiście to zaakceptuje. Nie miałby prawa mieć jej tego za złe. Uśmiechnął się do niej, gdy zmierzali w kierunku cukierni. - Świetnie. Może tym razem pobijesz swój ostatni rekord, hm? - zaśmiał się, otwierając przed nią drzwi i pozwalając jej wyjść z budynku pierwszej.

Dzisiejsza pogoda była cholernie myląca. Niby było ciepło, ale jednocześnie parno. Raz wychodziło słońce, chwilę później niebo zasnuwało się chmurami i człowiek naprawdę nie potrafił zdecydować, co powinien na siebie założyć. Bardzo confusing. - Może. Musielibyśmy to sprawdzić - parsknął śmiechem na jej sugestię dotyczącą dnia pączka. Swoją drogą, ciekawe, kiedy właściwie odbywało się takie święto. Powinien to wiedzieć, skoro ich wspólne wypady do cukierni powoli stawały się jakąś pieprzoną tradycją. - Ah, jeżeli znowu dostaniemy jakieś stęchłe skały, to serio będzie trzeba zaświecić im odznakami, bo to jest do cholery nielegalne - pokręcił głową, próbując wyrzucić z pamięci ich ostatnią wizytę, podczas której prawie połamał sobie zęby na skamielinie z rzekomym kremem pistacjowym. - Myślisz, że można to już uznać za obrazę funkcjonariusza? Może nawet przewinienie? - Posłał jej rozbawione spojrzenie, po czym zmrużył oczy, gdy usłyszał kolejne słowa dziewczyny. - Ah, Tuerca, czy ty serio powiedziałaś słowo, którego nie powinno się wypowiadać w naszej branży? - przewrócił oczami. - Obyś niczego nie wykrakała. Zostały mi tylko cztery godziny do końca zmiany. - Weszli do cukierni i zajęli wolne miejsca przy stoliku niedaleko okna, czekając, aż któraś z pracownic podejdzie przyjąć ich zamówienie. Javier uniósł menu z rozpiską pączków i napojów, przez chwilę analizując wszystkie dostępne możliwości, - To co? - zapytał, zerkając na nią znad karty. - Od których zaczynamy?

tuerca
26 y/o
For good luck!
173 cm
specjalistka kryminalistyki w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pobicie swojego ostatniego rekordu ilości zjedzonych pączków brzmiało naprawdę… kusząco. Aczkolwiek nie powinna, bo później będzie marudzić, że nie dopina się w ulubione spodnie, powodując u niej załamanie nerwowe; ale czy warto było teraz się tym zamartwiać? — Istnieje taka szansa, chyba że dowalę sobie jakimiś czekoladowymi bombami — stwierdził, krótko rozmyślając o tym, co dzisiaj zje. Trzeba będzie uważnie przeanalizować dzisiejsze smaki. Czy w ogóle istniał dzień pączka? Pewnie w jakieś Polsce albo innym kraju było to po prostu tłustym czwartkiem, jednak realia Kanady mogły nie zakładać tak uroczystego święta. — Koniecznie będziesz musiał im zaświecić odznaką. Może powinieneś przed wejściem tam przypiąć ją sobie gdzieś, żeby wiedzieli, że muszą dać nam świeżutkie. Wiesz, do paska jak kowboj czy coś — zasugerowała, śmiejąc się z tej wizji. Byłaby w stanie sobie wyobrazić, jak Javier wchodzi kowbojskim krokiem do cukierni i świeci przy tym swoim odznaczeniem. — A masz kajdanki? Wiesz, w razie co, żeby od razu zaprowadzić ich na dołek. — Nie chciała robić dramy, ale zdecydowanie byłoby ciekawie, gdyby okazało się, że dokonaliby przestępstwa w postaci wczorajszych pączków. Co prawda, sama Hazel nie miała kompletnie doświadczenia w pracy z przestępcami, więc wiernie kibicowałaby mu od boku, ewentualnie popisując się swoimi zdolnościami kung fu pandy, chociaż nie do końca wiedziała, czy pobicie zbrodniarzy wchodziło w kompetencje gliny. — Myślę, że tak. Mandat za to powinien się należeć. — Pokiwała głową z wyraźną aprobatą. Raz a porządnie! Przynajmniej na przyszłość nauczą się, z kim nie zadzierać i komu podpowiadać, które pączki były u nich najlepsze. — A nie wolałbyś czterech godzin z jakąś żywą akcją? Przynajmniej minęłyby o tak — rzuciła, pstrykając przy tym palcami. Osobiście miała nadzieję, że po jej powrocie okaże się, że nagle przyszło milion osób, którzy potrzebują badań i będzie mieć roboty po łokcie — no, może głównie chciała, aby czas minął jej szybciej podczas kłótni z jedną osobą.

Usiedli przy stoliku obok okna i na razie widok nijak ją interesował. Chwyciła w dłoń kartę, wzrokiem dokładnie przechodząc przez każdą z pozycji i w głowie robiąc adnotację, która byłaby najlepsza. — Może zacząć od tych nie za słodkich? — zasugerowała, odkładając menu płasko na blat i palcem wskazującym stukając na opcję z kremem malinowym. — Mam nadzieję, że będzie taki wiesz, troszkę kwaśny, a lukier będzie go osładzać. Może powinnam zapytać wcześniej kelnera? — zastanowiła się, chociaż średnio chciała robić z siebie debila i zadawać pytania, na które pewnie biedni sprzedawcy nie byli przygotowani i pomyślą o niej jako o nadgorliwej. — Dla balansu to ten drugi powinien być kompletną bombą kaloryczną — rzuciła w namyśle, podnosząc wzrok znad rozpiski na swojego towarzysza. — A ty co sądzisz?

someone's father in a doughnut shop
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Ayyayyyayy, tuerca - Swoją drogą, Javier ostatnio miał zamiar trochę przyciąć kalorie, które pochłaniał w tygodniu. I nie mówił tutaj o tych zdrowych, tylko o cukrowych, bo jak tak dalej pójdzie, to cholera, staremu cukrzyca się kłania. Ale przecież nie mógł odpuścić sobie tych cotygodniowych wypadów z orzeszkiem, więc summa summarum będzie dalej na nie chodził. Po prostu nie będzie już wsuwał w siebie pięciu czy ośmiu sztuk, a przystopuje na dwóch. BOOOORING, eh? - Mówisz? - poprawił odznakę przy pasku. - Ciekawe, czy faktycznie to zadziała, chociaż pewnie już tak przywykli do glin z okolicy, że stwierdzili, iż nie muszą się dla nas starać, a wszystko, byle tylko kasę dostać.- Zaśmiał się, a po chwili zatrzymał się na moment, - Chyba że zajmują się jakimiś szemranymi sprawami. Pranie pieniędzy, na przykład. Moglibyśmy ich zapuszkować - rzucił zadowolony ze swojej jakże logicznej teorii. - No widzisz, kajdanek za cholerę nie wziąłem. Będę musiał pamiętać następnym razem. - Przytaknął na jej kolejne słowa. - Może masz rację, ale jak mam być szczery, cholernie mi się dzisiaj nie chce, a muszę być szybko w domu ze względu na Marię -rzucił tak o. Hazel wiedziała o jego żonie, więc akurat to nie było żadnym sekretem. Tyle że Javier próbował jakoś rozgrzać się przed powierzeniem młodszej kompance całej prawdy o swoich notorycznych zdradach. Stresował się poniekąd, że ta już nie będzie chciała z nim spędzać czasu. Serio traktował ją jak swoją nieślubną córkę i czuł się bardzo komfortowo w jej towarzystwie, a wizja tego, że mogłaby spojrzeć na niego inaczej, gryzła go bardziej, niż chciałby się do tego przyznać.

Rozsiadając się wygodniej, przesunął wzrokiem po menu. - Ja dzisiaj dwa, tuerca. - Jedno słodkie, jedno słone. - Po chwili uniósł jednak brew, kiedy wspomniała o czymś kwaśnym. - musimy zapytać tego kelnera, bo podoba mi się twoja strategia - uśmiechnął się pod nosem. Wtedy właśnie kelner podszedł do ich stolika,- W czym mogę pomóc? Mamy dzisiaj selekcję świeżych, pieczonych pączków, dostępnych tylko w naszej lokalizacji i przygotowanych z naszych składników - powiedział rozradowany. Javier tylko przewrócił oczami. Jezu, jak go męczył taki entuzjazm. - Poproszę czarną kawę - rzucił, po czym zerknął na Hazel. - A ty na co masz dzisiaj ochotę, tuerca? - Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć, przypomniał sobie o jej kwaśnym pączku i znowu spojrzał na kelnera. - A w kwestii pączków, macie jakieś kwaśne? - Kelner przytaknął z entuzjazmem, - Tak, mamy coś w rodzaju sour candy o smaku jabłka. Posypka sprawia, że cukierki rozpuszczają się w buzi, dając wrażenie, jakby wybuchały w ustach fajerwerki. - Perez zmrużył oczy - Chciałabyś coś takiego? - zapytał Hazel, po czym znowu przeniósł wzrok na kelnera. - Dla mnie jeden z nadzieniem różanym, a drugi słony karmel.

tuerca
26 y/o
For good luck!
173 cm
specjalistka kryminalistyki w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Może kiedyś zmienią pączki na sałatki, ale póki co lepiej było pozostać przy starych nawykach — na dodatek zalać wszystko czarną kawą i cieszyć się, że nie dostali póki co zawału. — Też racja. Musimy zmienić miejscówkę kawałek dalej, żeby bali się i respektowali nowych klientów — stwierdziła z powagą, choć podczas ich krótkiej przerwy mieli ograniczony czas na dojazd. To miejsce było dobre, bo było blisko i jakość była w porządku, w niektórych smakach skłaniająca się ku bardzo dobre. Ale jednak był to łut szczęścia, bo nie wszystkie były tak świeżutkie i mięciutkie. — Jak w sumie coś takiego wykryć? Zapytać i poczekać, aż się zestresują? Jezu, jak super byłoby coś takiego złapać, przecież to byłby plot twist tego roku! — chciałaby być przy takiej policyjnej akcji, chociaż niebezpieczne sytuacje nie wychodziły jej zbytnio dobrze; widać to po ostatnim razie, kiedy wpadła wariatka na komendę, a ona skończyła z lekko naciągniętym nadgarstkiem, który nadal trochę bolał przy każdym większym ruchu przez kilka dni. — Co z ciebie za glina bez kajdanek, co? Może by teraz jakiś złodziejaszek przebiegał pod twoim nosem — odpowiedziała, kręcąc głową z dezaprobatą. — No tak, żona nie poczeka! Tym bardziej, jeśli jesteście umówieni. Musisz stawić się na czas, żeby znowu nie psioczyła na ciebie. — Kibicowała mu, żeby wyszedł punktualnie, bez żadnych pomniejszych skandali. Nie dostrzegła ukrytego sensu tej wypowiedzi albo inaczej — nie dopytała się o niego. Czy powinna, skoro usłyszała, ze względu na Marię? Może coś się działo? Może nie powinna być aż tak wścibska?

— Tylko dwa? Żartujesz sobie. Dobrze się czujesz? — zapytał, schylając się lekko, żeby od boku spojrzeć na starszego kolegę, czy aby na pewno nie majaczył jej jakiś bzdur. Może zbytnio cukier mu spadł? Dostała aprobatę swojej strategii i zaraz podszedł do nich kelner. Czasami zastanawiała się, jak wiele samozaparcia musieli mieć w sobie pracownicy w obsłudze klienta, żeby wypowiadać się z takim entuzjazmem. Sama Hazel pracowała wcześniej w gastronomii albo barach, ale nigdy nie wymuszała z siebie sztucznego, miłego tonu. — Dla mnie ice americano, proszę — poprosiła, zaraz przysłuchując się wymianie zdań na temat kwaśnych pączków. Jej wizja nieco się zaburzała. Czy miała ochotę na coś, co będzie smakować jak żelki zamknięte w smażonym na głębokim oleju cieście? — Chyba odpuszczę jednak. Poproszę z czekoladą i drugi z truskawkami, dziękuję — odpowiedziała, oddając menu i kiedy kelner odszedł od nich wystarczająco daleko, nachyliła się nad stolikiem. — Był tak miły, że na pewno wyklął nas już w pięciu językach — parsknęła, kiwając głową na boki. — Opowiadaj mi, co u ciebie? Jakieś plany macie na dzisiaj z Marią? — dopytała, subtelnie nawiązując do tego, co wcześniej do niej mówił.

someone's father in a doughnut shop
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Podobało mu się, że orzeszek była taka skora do zmiany ewentualnej lokalizacji w przyszlosci. - Później będziemy musieli o wiele szybciej wracać do pracy - parsknął śmiechem. - Mnie to pasuje. Zjemy kalorie i spalimy je podczas jednego spotkania. - Uśmiechnął się pod nosem. Cholera, w takim tempie to faktycznie będą potrzebowali jakichś spacerków, o ile Javier nie chciał kiedyś paść na jakieś zatrzymanie serca.

Wizja przyłapania pączkarni na praniu pieniędzy również niesamowicie mu się podobała. Wyobrażacie sobie, jak głośno by o nich huczało, gdyby niby przypadkiem złapali całą szajkę przestępców? A to wszystko za sprawą cotygodniowej zniżki pączkowej? No kurwa, materiał na pierwsze strony gazet sam się pisał. - Ahh, lepiej przestań, bo zaraz się rozmarzę, tuerca - parsknął śmiechem pod nosem. Na jej przytyk o kajdankach tylko pokręcił głową. - Mam kajdanki, ale przy biurku! - rzucił od razu, bo nie pozwoli sobie, żeby takie oszczerstwa leciały w jego kierunku. - Gdyby przebiegał, to bym go złapał, o, tymi rękoma. - Wysunął dłonie przed siebie, pokazując jej, że pomimo swojego podeszłego wieku staruszek nadal miał w sobie cholernie dużo werwy. Lol. Może nie biegał już jak dwudziestolatek, ale jeszcze nie trzeba było go skreślać. - A żeby tylko psioczyła - mruknął pod nosem, idąc przed siebie. Kurde. Chciałby, żeby Maria czasami chociaż na niego popsioczyła. Ostatnimi czasy praktycznie w ogóle się do niego nie odzywała, a jej cudowną barwę głosu słyszał tylko i wyłącznie wtedy, kiedy wołała Xaviera na kolację. Niby powinien się cieszyć, że przynajmniej nie urządzała mu awantur, ale ta cisza momentami była chyba jeszcze gorsza.

Przeciągnął się na miejscu w pączkarni i zaśmiał się na jej reakcję. - Tak, dwa, żebym jeszcze dożył kolejnych dziesięciu lat zabierania cię na takie lunche, hm? - uśmiechnął się do niej i czekał, aż kelner zbierze od nich zamówienia. Przyglądał się, jak Hazel składa swoje, a po chwili parsknął pod nosem, chowając się za menu jak jakiś gówniarz, kiedy mina kelnera wyraźnie zrzedła w momencie, gdy Hazel jednak nie zdecydowała się na tego kwaśnego pączka. - Dobrze, dziękuję, już wszystko mam. Zaraz wrócę z zamówieniem - mruknął kelner z wymuszonym uśmiechem. Javier tylko podał mu swoje menu, a gdy tamten odszedł, od razu parsknął śmiechem. - Zdecydowanie zrujnowałaś mu dzień, nie wybierając tamtego pączka.

Po chwili jednak prawie zakrztusił się własną śliną na jej następne pytanie. - Eeee... - odkaszlnął, - W sumie to muszę ci coś powiedzieć w kwestii mojego małżeństwa. Coś, przez co obawiam się, że możesz trochę zmienić o mnie zdanie, tuerca... - Westchnął głośno i na moment odwrócił wzrok... Po chwili jednak ponownie przeniósł na nią spojrzenie.- Od jakichś dziesięciu lat notorycznie zdradzałem Marię z różnymi kobietami - powiedział w końcu. - Nie będę tutaj próbował tłumaczyć swojego zachowania ani wymyślać sobie żadnych usprawiedliwień, bo wiem, że odpierdalałem. Ale od kilku tygodni staram się odzyskać jej zaufanie i jakoś to wszystko naprawić.-Przejechał dłonią po brodzie, po czym wzruszył lekko ramionami. - Chciałem po prostu, żebyś wiedziała.

tuerca
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”