Aoife Cavabagh przyszła na świat dwadzieścia osiem lat temu, na obrzeżach niewielkiej irlandzkiej miejscowości, gdzie wiatr niósł zapach mokrej ziemi, a życie toczyło się w rytmie wyznaczanym przez zmieniające się pory roku. Jej rodzice, Siobhan i Aodhán, oboje głęboko zakorzenieni w irlandzkiej kulturze, stworzyli jej dom pełen ciepła, muzyki i nieprzesadnej, ale szczerej radości z codzienności. W dzieciństwie Aoife była dziewczynką, która biegała boso po trawie, wspinała się na kamienne murki i godzinami słuchała opowieści ojca o dawnych legendach. Wydawało się, że nic nie zakłóci tej harmonii.
Jednak pewnego dnia, gdy Aoife była już nastolatką, jej ojciec wyznał prawdę, która na zawsze zmieniła dynamikę ich rodziny. Aodhán zakochał się w innym mężczyźnie, Simonie, Włochu, którego poznał podczas jednego z wyjazdów. Siobhan, choć zraniona, nie reagowała gwałtownie. Od dawna przeczuwała, że jej mąż nosi w sobie coś, czego nie potrafił nazwać. Rozwód był bolesny, ale nie burzliwy. Oboje starali się chronić Aoife przed niepotrzebnym dramatem, choć dziewczyna i tak czuła, jak grunt pod jej nogami zaczyna się chwiać.
Po rozstaniu rodziców Aoife zaczęła dzielić życie między Irlandię a Francję, gdzie Aodhán zamieszkał z Simonem. Początkowo traktowała partnera ojca z dystansem, a nawet niechęcią. Miała wrażenie, że Simon zabrał jej rodzinę, choć w głębi serca wiedziała, że to nieprawda. Z czasem jednak zaczęła dostrzegać, że Simon nie był intruzem, lecz człowiekiem, który naprawdę kochał jej ojca i starał się stworzyć dla nich wszystkich bezpieczną przestrzeń. Zajęło jej to wiele miesięcy, może lat, ale w końcu przestała patrzeć na niego przez pryzmat straty.
Ich wspólne życie, choć podzielone między dwa kraje, zaczęło nabierać stabilności. Aoife dorastała, dojrzewała, a jej ambicje rosły. Zawsze była bystra, pracowita i zdeterminowana, dlatego gdy otrzymała pełne stypendium na Yale, nikt nie był zaskoczony. Simon, który miał pieniądze i chciał ją wspierać, wielokrotnie oferował pomoc finansową, ale Aoife konsekwentnie odmawiała. Nie z dumy, lecz z potrzeby udowodnienia sobie, że potrafi sama zbudować własną przyszłość.
Studia na Yale były dla niej intensywnym, wymagającym, ale fascynującym okresem. Zderzenie z amerykańską kulturą, tempem życia i konkurencyjnością środowiska prawniczego było trudne, lecz Aoife odnajdywała się w tym świecie z zadziwiającą naturalnością. Po ukończeniu studiów zdobyła kilka staży w Stanach, jednak nigdy nie czuła, że to miejsce jest jej domem. Wciąż wracała myślami do Europy, do Irlandii, do Francji, do ludzi, którzy byli jej najbliżsi.
A potem wydarzył się wypadek.
Pięć lat temu samochód, którym podróżowali Aodhán i kilkuletnia córka Simona, uległ poważnej kolizji. Oboje zginęli na miejscu. Świat Aoife rozpadł się w jednej chwili, jakby ktoś jednym ruchem wyrwał z jej życia fundamenty, na których budowała swoją tożsamość. Żałoba była długa, chaotyczna, pełna gniewu i poczucia niesprawiedliwości. Simon, który również stracił dziecko, pogrążył się w bólu, ale Aoife nie potrafiła być przy nim. Czuła, że ją odtrącił, choć nie była pewna, czy to prawda, czy tylko echo jej własnego cierpienia. Odsunęła się od niego, nie mając siły na konfrontację z emocjami, które były zbyt skomplikowane, by je nazwać.
Niedługo po wypadku wróciła na jakiś czas do Irlandii. Potrzebowała przestrzeni, ciszy, znajomych krajobrazów, które mogły ją choć trochę ukoić. Jednak wiedziała, że nie może zostać tam na zawsze. Gdy otrzymała ofertę pracy w firmie prawniczej w Toronto, potraktowała ją jak znak, jak szansę na nowy początek, na życie, które nie będzie nieustannie przypominało jej o stracie.
Od roku mieszka w Toronto, próbując odnaleźć się w mieście, które jest jednocześnie ekscytujące i przytłaczające. Jej praca jest wymagająca, ale daje jej poczucie celu. Wciąż jednak nosi w sobie ciężar przeszłości, nieprzepracowane emocje, niewypowiedziane słowa, szczególnie te, które powinny zostać skierowane do Simona. Zastanawia się czasem, czy naprawdę ją odtrącił, czy może oboje byli tak pogrążeni w bólu, że nie potrafili się nawzajem dostrzec. Nie zna odpowiedzi, ale wie, że kiedyś będzie musiała się z tym zmierzyć.
Aoife jest dziś kobietą silną, choć nie zawsze tak o sobie myśli. Jest ambitna, inteligentna, wrażliwa, a jej życie, choć naznaczone stratą, wciąż ma przed sobą wiele rozdziałów. Toronto nie jest jeszcze domem, ale może kiedyś będzie. A może będzie tylko przystankiem w drodze do miejsca, którego jeszcze nie zna. Jedno jest pewne: Aoife Cavabagh nie jest już tą samą dziewczyną, która biegała boso po irlandzkiej trawie. Jest kimś więcej, kimś, kto przetrwał, choć nie bez blizn, i kto wciąż próbuje odnaleźć własną drogę w świecie, który potrafi być zarówno okrutny, jak i piękny.
Ciekawostki
* Znajomi wołają na nią Olive - po tym jak straciła cierpliwość by ktokolwiek wypowiedział jej imię poprawnie poza Irlandią.
*Poranne rytuały — wstaje wcześnie, pije mocną czarną herbatę, potrzebuje ciszy zanim zacznie dzień.
*Minimalizm — jej mieszkanie jest jasne, uporządkowane, bez nadmiaru rzeczy; bałagan ją męczy.
*Pracoholizm — często zostaje po godzinach, bo praca daje jej poczucie kontroli i stabilności.
*Czytanie literatury europejskiej — uwielbia Camusa, irlandzkie ballady literackie i prozę o moralności.
*Fotografia analogowa — używa starej lustrzanki po ojcu; fotografuje ludzi z dystansu, nigdy z bliska.
*Piesze wędrówki — nad jeziorem Ontario, po irlandzkich klifach; spacery są jej formą medytacji.
*Muzyka tradycyjna — kocha irlandzkie ballady, ale słucha ich tylko w samotności.
*Cisza — jest dla niej bezpieczną przestrzenią, w której może oddychać i myśleć.
*Zapach deszczu — kojarzy jej się z Irlandią; burze w Toronto są dla niej nostalgicznym rytuałem.
*Porządek — uporządkowane otoczenie pomaga jej utrzymać emocjonalną równowagę.
*Filozoficzne rozmowy — uwielbia dyskusje o etyce, moralności i ludzkich wyborach.
*Unikanie konfliktów — woli wycofać się niż walczyć; konfrontacje ją paraliżują.
*Nie przepada do głośnych barów — tłum i hałas ją przytłaczają.
*Niechęć do niespodzianek — lubi przewidywalność i kontrolę.
*Niechęć do small talku — męczą ją puste rozmowy; woli milczeć niż mówić o niczym.
*Kąpiele z solą morską — pomagają jej uspokoić nerwy po trudnym dniu.
*Pisanie dziennika — zapisuje myśli, ale unika zapisywania uczuć.
*Czytanie po zmroku — kończy dzień książką i lampką nocną.
*Trzymanie ludzi na dystans — boi się bliskości po stracie ojca i siostry Simona.
*Lęk przed bliskością — boi się, że ktoś zobaczy jej kruchość.
*Brak zaufania do własnych uczuć — nie wie, czy potrafi kochać bez strachu.
*Wybieranie niedostępnych osób — emocjonalnie bezpieczne, bo nic nie musi się wydarzyć.
*Zdjęcie ojca w portfelu — nosi je zawsze przy sobie, lekko wyblakłe.
*Miłość do kotów — odwiedza kocie kawiarnie, choć sama kota nie ma.
*Brak talentu kulinarnego — jej kuchnia służy głównie do robienia herbaty.