ODPOWIEDZ
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Znał ojca Westhalli od dziesięciu lat. Kiedyś jakiś pijany koleś wparował na plan filmowy, próbując zrobić zamieszanie, a Javier, jako jeden z komisarzy akurat będących w okolicy, został tam wezwany. Nie dość, że zakuł gagatka w kajdanki, to jeszcze zapakował go do kicia, ale w sumie nie o to chodziło. Tego dnia poznał swojego dobrego kumpla, który okazał się producentem tamtego filmu, który później, swoją drogą, stał się hitem.

Tego poranka dostał telefon z numeru owego kumpla, ale w słuchawce usłyszał głos jednego z jego synów. Coś tam, proszę, pomóż nam wkręcić Xandera, zasłużył sobie, chcemy się zemścić, bla, bla, bla. No dobra, kim Javier miałby być, żeby odpuścić sobie taką okazję? Pamiętał Xandera jeszcze jako gówniarza i dawno go w sumie nie widział, a poza tym brakowało mu ostatnio jakichś luźniejszych wrażeń. Po zmianie, którą kończył tego dnia w miarę wcześnie, skierował się do Pinewood Studios, gdzie tamten rzekomo pracował jako grafik. No proszę, jak oni szybko dorastali. A pamiętał jeszcze, jak siedział z nosem w szkicowniku i bazgrał jakieś artsy pierdoły.

Zaparkował auto, poprawił odznakę przy pasie i wszedł do środka, witając się po drodze z kilkoma osobami. Po chwili zapytał recepcjonistkę, gdzie znajdzie rzekomego Westhalla, a ta szybko nakierowała go w odpowiednią stronę. Dostrzegł brązową łepetynkę przy jednym z biurek i ruszył w tamtym kierunku, przeciskając się między rzędami stanowisk z miną na tyle poważną, wkręcając sam siebie, że niósł faktycznie jakieś tragiczne wieści. - Javier Perez, detektyw od spraw poszukiwań - rzucił stanowczo, podchodząc bliżej. - Szukam niejakiego Xandera Westhalla. - Odchrząknął, zachowując pełną powagę, - Jest podejrzany o zaginięcie swojego brata, Zandera Westhalla, który ostatni raz widziany był w niejakim barze Spin o godzinie 22:45, dnia poprzedniego. Od tamtego czasu nie było z nim kontaktu. - Nie wyssał tego całkiem z palca. Podobno byli razem na drinku i w żartach o coś się posprzeczali, a więc teraz pozostawało mu tylko mieć nadzieję, że Xander mu uwierzy. Pokazał jeszcze tylko odznake, żeby było bardziej wiarygodnie.

Xander
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Xander nie przykładał dużej wagi do tego, kogo znał jego ojciec. Wiedział, że ma wiele różnych znajomości i nie zdziwiłby się, gdyby w środku nocy zadzwonił do taty z jakimś kompletnie dziwnym problemem, a on odpowiedziałby mu, że jego kumpel ślusarz już jedzie pomóc mu z zamkiem albo że znajomy wędkarz załatwił świeże ryby na niedzielny obiad. Naprawdę, był już świadkiem wielu absurdalnych sytuacji, za niektóre był nawet wdzięczny i pomogły młodemu Westhallowi, ale poza tym, sądził, że nic nie było w stanie go zaskoczyć.

A przynajmniej myślał tak do dnia dzisiejszego.

Ta zmiana nie wyróżniała się niczym specjalnym. Doprecyzowywał szczegóły krajobrazu jednego z parków znajdujących się pod Toronto, na rzecz jednego z odcinków serialu, którym się teraz zajmował. Później czekała go żmudna robota, aby zrobić prezentację na jutrzejsze spotkanie z reżyserem i w zasadzie wiedział, że dzień skończy się szybciej niż obecnie zakładał. Siedział z założonymi słuchawkami, które zdjął w momencie, kiedy kumpel z biurka obok szturchnął go w ramię. Kojarzył Javiera, był dobrym kumplem jego ojca, ale jego widok w miejscu pracy sprawił, że żołądek Xandera automatycznie zrobił fikołka, następnie zacieśniając się supeł. Ktoś umarł. To była jego pierwsza myśl i miał nadzieję, że to był kolejny raz w życiu, kiedy po prostu nie miał racji. Powaga mężczyzny była przerażająca i był wręcz przekonany, że zaraz Perez pęknie, oznajmiając jakiś głupi żart, który pewnie wymyślił z ojcem podczas ostatniego oglądania meczu.

Niejakiego Xandera Westhall?

— Co jest? — zapytał, wstając ze swojego miejsca i marszcząc brwi, kiedy Javier zaczął opisywać zajście. Zestresował się. Realnie zmartwił się o brata, tym bardziej jeśli posprzeczali się o głupotę i finalnie rozstawali się wieczorem w dość napiętej sytuacji. — Zaginięcie mojego brata? — powtórzył po nim głucho, spoglądając po dwóch osobach, które obecnie zostały z nim w biurze, a które szybko spuściły wzrok na ekrany komputerów. — Nie rób sobie jaj, Perez. Pewnie debil siedzi w domu i chowa się w szafie, żeby tylko narobić komuś problemów — rzucił, wywracając oczami. — Dzwonię do niego, popatrz. Pewnie zaraz odbierze. Cymbał bambusowy, ja już mu dam; przeszło mu przez myśl, kiedy wziął swój telefon i wykręcił numer starszego, pokazując ekran detektywowi i czekał aż odbierze. I nie odebrał. Dobra, realnie zaczął się stresować. — Pewnie poszedł wczoraj pić dalej i jeszcze śpi. Tak to jest, jak ma się wolne w środku tygodnia — wytłumaczył na swoją obronę, zaraz machając ręką. — Jeśli mój ojciec się tak martwi to odpuść, zaraz mu przejdzie. — Chwile popsioczy na swoich synów, aby finalnie zająć się pracą i zapomnieć o tym, że szukał swoje dziecko. W końcu taki już był stary Westhall.

javier
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie no, tego jeszcze nie grali. Perez miał cholerną nadzieję, że zaraz nie wyjdzie z roli i nie wybuchnie młodemu chłopakowi śmiechem prosto w twarz. Xander wyglądał, jakby właśnie zobaczył ducha, a detektyw tylko się wyprostował, przybierając jeszcze surowszy wyraz twarzy. - Proszę usiąść, Xander. Nie chcę musieć wyprowadzać cię stąd za chwilę siłą - rzucił ostro, naprawdę wcielając się w swoją rolę. Spojrzał na pozostałych obecnych i poprosił ich o wyjście, dla prywatności. Oczywiście, w głowie miał głównie to, że im mniej ludzi zostanie w pomieszczeniu, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że on zaraz parsknie śmiechem i spierdoli sobie całą zabawę. - To, że się znamy, nie znaczy, że mogę zwracać się do ciebie w inny sposób. Mam nadzieję, że rozumiesz - odkaszlnął, po czym wyjął notes z tylnej kieszeni i uniósł brew. - Przepraszam, a przeliterować ci słowo z a g i n i ę c i e? Tak, zaginięcie. - Burknął to z pełną powagą, klikając długopisem. - No dawaj. To nie tak, że reszta twojej rodziny nie próbowała się do niego dodzwonić - Dobrze wiedział, że nikt nie odbierze telefonu. Przecież sami mu to zlecili, a nie pozwoliliby, żeby Westhall wywinął się z tak durnej pułapki przez jeden głupi telefon. - A nie mówiłem? - zapytał, gdy połączenie pozostało bez odpowiedzi.
Wow. Surprise.
Biedaczek z każdą kolejną sekundą wyglądał na coraz bardziej zestresowanego, a Javier coraz mocniej musiał walczyć ze sobą, żeby nie zepsuć tej całej farsy. - Tłumacz sobie, jak chcesz. Z tego, co mi wiadomo, jesteś ostatnią osobą, która widziała twojego brata w całości, Xander - rzucił z niezadowoleniem. - A twój ojciec poprosił mnie, żebym pomógł. Myślisz, że czemu jeszcze nie siedzisz zakuty w kajdanki? Znam cię od dziesięciu lat. Daję ci fory przez przyjaźń z twoim ojcem. - Dodał to z irytacją, po czym zrobił kilka kroków i oparł się o biurko, przyglądając się chłopakowi, - To o co pokłóciliście się z bratem? - zapytał, - I nie ściemniaj, że do niczego takiego nie doszło. Mam naocznych świadków, Westhall, więc nie te numery ze mną. - Przysunął długopis do notesu, czekając na zeznania chłopaka. Naocznego świadka to może i miał, tylko akurat w postaci jego własnego rodzeństwa, które pewnie w tym momencie siedziało gdzieś i dławiło się ze smiechu. Zastanawiał się tylko, kiedy właściwie powinien powiedzieć młodziakowi, że to był głupi żart. Ah, pal licho. Jeszcze trochę go pomęczy.

Xander
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Javier naprawdę był jak duch. Xander nie wiedział co powiedzieć, a przez jego głowę przebiegło dwadzieścia możliwych, czarnych scenariuszy. Potulnie usiadł z powrotem na swoim krześle, chociaż w jego głowie odtwarzały się myśli o wyprowadzaniu go stąd siłą. Dokąd miał go zawieźć?! No chyba że do domu, bo akurat dzisiaj oddała auto do mechanika. — Nie ma tu nikogo, daj spokój — wywrócił oczami. Sytuacja była… zaskakująca. Naprawdę nie rozumiał, dlaczego Perez nie mógł spuścić z tonu, skoro siedzieli sami. Puścił mimo uszu komentarz o literowaniu oraz ten sarkazm, wynikający z nieudolnej próby dzwonienia na telefon brata. — Nie no, to niemożliwe. Ten jebany debil pewnie znowu mnie wkręca — rzucił, znowu wybierając połączenie, aby do niego zadzwonić. — Odbierz, ty wrośnięta gnojówo — mruknął pod nosem, ale znowu cisza. Spojrzał na Javiera, zastanawiając się, czy to był ten moment, kiedy postanowił uciec. Nie mógł iść za kratki! Klaustrofobiczne przestrzenie nie działały na niego zbyt dobrze. — Dobra, serio, jest wiele różnych odpowiedzi na tę okazję. Może dopiero wstał i poszedł do łazienki? Bierze prysznic? Nie spojrzał na telefon? No daj spokój, na pewno ojciec znowu histeryzuje. — W końcu nawet przez myśl by mu nie przeszło, że to nie ojciec był głównym prowodyrem tej całej sytuacji, tylko te żartownisie cholerne.

— W c-całości? — wydukał, czując jak zaczynają pocić mu się ręce. Niedobrze. — Poszliśmy na drinka i to tyle. Potem rozstaliśmy się w swoich kierunkach — odpowiedział zgodnie z prawdą. Nie chciało mu się wierzyć, że Zander nie potrafiłby się jakkolwiek obronić, a poza tym… kto chciałby go porwać? W tym momencie był wdzięczny za to całe kolesiostwo jego ojca. — O nic znaczącego, zwykła kłótnia rodzeństwa — powiedział już zirytowany. — Kto był świadkiem? Mam prawo wiedzieć — odparł, zakładając ręce na klatce piersiowej. — Jezu, przecież gdybym chciał go unicestwić, to nie zrobiłby tego w tak oczywisty sposób. Już lepiej byłoby go strzelić z wiaderka jakieś dwadzieścia lat temu niż teraz zabrać się za oczyszczania świata z debili — wyjaśnił swój pogląd, ale… czy to nie brzmiało już lepiej? W jakiejś dziwnej logistyce Xandera tak, brzmiało lepiej, chociaż w rzeczywistości było z tym średnio. — Jakich masz jeszcze podejrzanych? Prześledziliście jego drogę powrotną do domu? Przejrzeliście uliczne kamery? Dlaczego wina spada na mnie, skoro nie odprowadziłem go nawet do połowy drogi?

javier
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Upewniam się. Nie chcę, żeby cię zwolnili, chociaż kto wie... jeżeli nie znajdziemy Zandera, to nie wiem. Nie będę mógł cię kryć - uniósł dłonie ku górze. W czysto teoretycznym znaczeniu tego słowa faktycznie nie mógłby go kryć, a nawet gdyby mógł, to czy by to zrobił? Wszystko zależało od tego, czy wiedziałby, że był niewinny. Pereza można było nazywać różnymi rzeczami, ale jednak lubił sprawiedliwość. Zasad niekoniecznie zawsze się trzymał, bo gdyby było inaczej, w życiu nie użyłby swojej odznaki do odegrania tego rodzaju żartu, o mały włos nie doprowadzając biednego Xandera do zawału. Perez wziął głęboki wdech. - Czego nie rozumiesz, Westhall? - burknął niezadowolony. - Próbujemy się do niego dodzwonić od godzin porannych. Myślisz, że przyjechałbym tutaj od razu, gdyby nie było zgłoszenia jego zaginięcia?- Przejechał palcami po brodzie. - Szukamy go od jakichś ośmiu godzin. Wszystko niestety wskazuje na ciebie, dlatego tutaj jestem - spojrzał na niego poważnie. - Ze względu na to, że się znamy, chciałem ci oszczędzić bycia zabranym przez grupę funkcjonariuszy. - Był już wyraźnie zdenerwowany, ale właśnie o to chodziło. Chciał wyglądać tak poważnie, jak tylko potrafił. - Czego nie rozumiesz? Już wszystko zrobiliśmy, do cholery. - Wyprostował się i zrobił kilka krótkich kroków w jego kierunku. - Co to znaczy zwykła kłótnia rodzeństwa? Potrzebuję szczegółów - dodał, wpatrując się w niego uważnie. - Jeżeli nie pamiętasz, o co się pokłóciliście, to może wypiliście więcej niż jednego drinka?

Uniósł brew. - A świadkami było kilka dziewczyn, które akurat paliły papierosy na zewnątrz knajpy, w której spędziliście dokładnie dwie godziny i trzydzieści cztery minuty. - sprawdził monitoring w lokalu, zanim tutaj przyjechał. Dobrze, że czasami mógł wykorzystać odznakę, udając, że musiał coś sprawdzić, lol. Cholera, gdyby Crawford dowiedziała się, co właśnie odpierdalał, dostałby tak potężną zjebę, że chyba zapamiętałby ją do końca życia. - Ostrzegam cię, nie snuj tutaj żadnych fantazji ani planów rzekomego unicestwienia swojego brata czy chęci pozbycia się go - dodał, wsuwając notes z powrotem do kieszeni marynarki, a długopis rzucił gdzieś na biurko Xandera. - Jedynym podejrzanym jesteś ty, Xander. Kamery uchwyciły tylko ciebie i Zandera, kiedy się kłóciliście, a potem szliście w kierunku zaułka, gdzie monitoring się urywa. - Odchrząknął i zbliżył się do niego, wyciągając kajdanki. Położył dłoń na jego ramieniu. - Przepraszam, Xander, ale nie dajesz mi innego wyjścia. - Obrócił go siłą, chwycił za dłonie i wykręcił je za jego plecy, zakładając kajdanki. - Xanderze Westhall, jesteś zatrzymany w związku z podejrzeniem udziału w zaginięciu swojego brata, Zandera Westhalla. Nie musisz nic mówić. Wszystko, co powiesz, może zostać wykorzystane jako dowód przeciwko tobie. Masz prawo do adwokata i możesz skontaktować się z nim bez zwłoki. Rozumiesz co do ciebie mówię? - cholera, chyba zaraz serio będzie musiał mu powiedzieć, że to wszystko było jednym wielkim żartem, zanim ten mu tu zaraz zejdzie... ale nie teraz, ups.

Westhall
ODPOWIEDZ

Wróć do „Pinewood Studios”