ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
grooming, molestowanie seksualne, przemoc domowa, manipulacja, groźby, victim blaming, natrętne myśli i trauma
lost in the noise
and i can't turn it off


✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

8 lat wcześniej

Natrętne myśli nabierały na sile z taką samą częstotliwością, z jaką coraz częściej otwierały się nocą drzwi jej sypialni. Z początku pod pretekstem rozmowy, potem pod pretekstem dotknięcia, przytulenia. Sekret za sekret. David wiedział, jak manipulować Calliope do tego stopnia, że bała się później na niego spojrzeć… w obawie, że matka coś zauważy i wyrzuci ją na bruk. Miała znikomy kontakt z ojcem, a ten i tak by jej nie uwierzył. Zresztą i tak nie miała prawa nikomu o tym powiedzieć. David - facet matki - postawił sprawę jasno - jeżeli kiedykolwiek piśnie choć słowo, on weźmie sprawę w swoje ręce. Tak jakby jego obleśne łapy nie krążyły już wystarczająco często po jej jeszcze wtedy nieskalanym ciele…

- Ile można cię prosić, Calliope, żebyś zaczęła dbać o porządek w pokoju?! Tylko jeszcze nasrać na środku! - rzuciła sfrustrowana Carol, wpadając do pokoju rozwścieczona z koszem prania, który chwilę później rzuciła na łóżko. - Carol, mówiłem ci, żebyś nie była taka ostra dla naszej Callie - odparł David. Nerreza tylko się spięła, starając się nie patrzeć na mężczyznę. No spójrz na niego. Przecież cię pragnie. Już nie raz ci to mówił. Nie. Nie będę. Nie mogę go podjudzać. Ależ możesz. A Cyrus? Zależy mi na nim. Daj spokój. On cię nawet nie lubi. Trust me. Walczyła z głosami w swojej głowie. Z wyidealizowaną wersją siebie i z tą, której nigdy nikomu nie pokazywała. Z prawdziwą sobą. - Czy ty mnie do cholery słuchasz?! - krzyknęła Carol, sprawiając, że dziewczyna aż się wzdrygnęła. - Um… tak. Już nie będę. Postaram się tu posprzątać. - Kłamstwo. Oczywiście, że tego nie zrobisz.

Gdyby nie fakt, że David stał w drzwiach i dosłownie zjadał ją wzrokiem, podczas gdy matka po raz kolejny próbowała pokazać swoją władzę nad nią, pewnie jeszcze bardziej by odpyskowała. W tej chwili jedyne, czego potrzebowała, to spotkanie z Lockhartem. Pomimo tego, że nigdy nie potrafiła pokazać mu całej siebie, sprawiał, że czuła te przysłowiowe motylki w brzuchu. Miała wrażenie, że serce bije jej szybciej za każdym razem, gdy wypowiadał jej imię, a jego spojrzenie dosłownie rozgrzewało całe jej ciało. Przynajmniej tak jej się wydawało. Umalowała się delikatnie, niemal naturalnie. Założyła zwiewną, kwiecistą sukienkę, bo w tamtych czasach uwielbiała ubierać się bardzo dziewczęco. Wydawało jej się też, że on to lubił, więc słuchając tej części siebie, która łaknęła uwagi i akceptacji, była przekonana, że musi robić wszystko, żeby się nią nie znudził.

Kilka godzin później była już gotowa do wyjścia. Zamówiła taksówkę i znalazła się pod adresem, który wysłał jej Cy. Dom aż huczał od muzyki. Alkohol lał się litrami, ludzie dosłownie zjadali sobie twarze, a ona miała wrażenie, że trafiła na kanadyjską wersję Projektu X. Tylko trochę bardziej posh, bo jej randkowy towarzysz uwielbiał obracać się wśród ludzi z pieniędzmi i statusem. Kiedy w końcu go zobaczyła, uśmiechnęła się szeroko i niemal podskakując, ruszyła w jego stronę. Zarzuciła mu ręce na szyję. - Jestem! Tęskniłeś za mną tak bardzo jak ja za tobą? - zapytała z szerokim, słodziutkim uśmieszkiem. No bo przecież musiała się odpowiednio prezentować. Być cała cutsie tootsie. Gdyby zachowywała się inaczej… przecież by jej nie polubił.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


first love
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Głośna muzyka, która dudniła z każdego możliwego pokoju, nie pozwalała mu na zebranie jakichkolwiek myśli. Chłopak ściągnął nerwowo brwi, czując przypływ znajomego rozdrażnienia, gdy otoczenie zaczęło go męczyć i przytłaczać — dość standardowy proces, kiedy próbował wtopić się w społeczeństwo jak na normalnego nastolatka przystało. Wszyscy byli… nie tacy, jak powinni. Zachowywali się idiotycznie, tańcząc do tej beznadziejnej muzyki i upijając się do nieprzytomności, jakby zupełnie stracili resztkę zdrowego rozsądku. Cyrus szczerze nienawidził tych ludzi. Kręcił się w okolicy swoich kumpli, bogatych i zakochanych w sobie dzieciakach, którzy uważali, że cały świat leżał im u stóp. Jego rodzina z pewnością była wniebowzięta jego znajomościami, choć on sam, gdyby mógł, pozbyłby się ich przy pierwszej lepszej okazji. Nie mógł na nich patrzeć ani tym bardziej słuchać, gdy gadali te bezużyteczne bzdury, a ludzie wokół tylko im przytakiwali. Żałosne. A mimo to, nie miał w sobie wystarczająco siły, żeby wyjść znów przed szereg. Nie miał ochoty stać w cieniu, jeśli rzucając parę fałszywych uśmiechów, mógł zyskać kontakty na całe życie i pewną niezastąpioną renomę. Lockhart był pieprzonym materialistą i człowiekiem zdeterminowanym na swój osobisty sukces, nawet jeśli gdzieś po środku, musiałby kogoś poświęcić.

Jeszcze była jedna uporczywa sprawa, z którą musiał sobie jakoś poradzić, żeby zrzucić z ramion pewien ciężar. Pod wpływem presji znajomych i durnych zakładów, którym uległ jak ostatni frajer, wciągnął w swoje sidła pewnego człowieka bez żadnego namysłu i wątpliwości. Dziewczyna, przy której kręcił się jak głupiec, żeby zadowolić swoich idiotycznych kolegów, prędko znalazła regularne miejsce przy jego boku. Cy nigdy nie planował randkować ani bawić się w relacje, które zabierały mu zbyt wiele czasu. Nie planował darzyć kogoś uczuciami, które tak czy siak, sprawiały mu przecież trudność. A jednak miał przy sobie Callie — dziewczynę, która zachowywała się tak, jak tego chciał, przez co zwykle nie irytowała go aż tak bardzo, choć nawet to do pewnego stopnia w końcu stało się przewidywalne i nudne. Przywykł do niej. Musiał to przyznać, bo ostatnie tygodnie zmusiły go do poznania ją trochę lepiej. Była dziwna; ba, czasem wydawała mu się nawet obłąkana. Była przeciwieństwem wszystkiego, co uważał za normalne i słuszne, a mimo to przez pewien czas wodził za nią wzrokiem. Była przecież ładna, a nawet ktoś tak zamknięty i niedostępny, mógł doceniać piękno drugiej osoby, mimo że otwarcie nigdy o tym nie mówił.

Wychodząc przed dom, Cyrus miał nadzieję, że może zdoła uniknąć spotkania z… kimkolwiek, tak na dłuższą metę. Jego oczekiwania prędko zderzyły się jednak ze ścianą, gdy wyczuł, jak młodsza dziewczyna zarzuca mu ręce na szyję. Nie wiedział czemu tak bardzo go to zdenerwowało, choć nie dał tego po sobie od razu poznać. Nie uniósł jednak rąk, by objąć ją w pasie, a kąciki jego ust nie drgnęły nawet o milimetr. Zero szczególnych emocji, jakby byli sobie obcy.
— Calliope — mruknął nisko, odtrącając jej dłonie z beznamiętnym wyrazem twarzy. — Myślisz, że nie mam lepszych rzeczy do roboty niż myślenie o takich głupich rzeczach? — mlasnął, odsuwając się od niej, by nerwowo przeczesać palcami włosy. Był zdenerwowany i jednocześnie sfrustrowany, jakby nie potrafił zaakceptować faktu, że nie miał nad niczym już własnej kontroli. Wszystko bezustannie kręciło się wokół innych. Inni, inni, inni. Zadowalanie obcych, bezużytecznych ludzi. Jego matka też była śmieszna, płaszcząc się przed tymi, od których coś chciała. Ale może wcale nie był od niej lepszy? Na samą myśl o tym parsknął gorzko pod nosem, na nowo zatrzymując spojrzenie na swojej dziewczynie. — Skończ zachowywać się jak dziecko — powiedział, wsuwając ręce w kieszenie swoich spodni. Wyżywał się na niej. Wiedział. Podświadomie wiedział, że nie powinien tego robić, ale nie potrafił się już zatrzymać. Czuł ulgę, gdy mógł wyrzucić z siebie każde słowo jak pocisk. — Co to w ogóle za sukienka? — mruknął, opuszczając spojrzenie na jej dzisiejszy wybór.

stupid kiddo
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
lęk przed odrzuceniem, people pleasing, selfblame
i'm all out of hope
one more bad dream

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Od wielu lat wpajano jej, jak powinna się uśmiechać… jak wyglądać….jak w należyty sposób odzywać się do płci męskiej, żeby ta w ogóle raczyła zwrócić na nią uwagę. Osobowość? Jakiekolwiek wyróżnianie się? Cokolwiek, co sprawiałoby, że Calliope naprawdę byłaby widoczna, a nie tylko ładnie ustawiona w cudzym polu widzenia? To nie wchodziło w grę. W ŻADNYM WYPADKU. Musiała być naturalna, posłuszna, słodka i przychylna! Nie mogła się zapuścić. Nie mogła wyglądać tak, jakby miała za dużo myśli w głowie i zbyt duży chaos w pokoju. Chociaż w jej wnętrzu wszystko często wiło się w absolutnym bałaganie, na zewnątrz Calliope zachowywała się idealnie. Jak kolejna kandydatka do miss universe, która wiedziała dokładnie jak ma się zachować.. Każda wypowiedź, którą z siebie wydawała, była przemyślana. Starała się nie mówić zbyt szybko. Nie odpowiadać zbyt gwałtownie. Jej ojciec, Stavros, szkolił ją w tym jeszcze zanim odszedł, wygłaszając długie wykłady o tym, że nie powinna mówić tego, co myśli, tylko to, czego inni od niej oczekują.
Miała umilać czas i n n y m.
Nie na odwrót.
Więc właśnie do tego dążyła.

Cyrusa poznała przypadkowo na holu w college’u. Dziewczyny z jej roku popchnęły ją w jego kierunku, jakby wcześniej ustaliły, że to właśnie z nim powinna rozmawiać i może nawet kręcić, bo czemu nie? Był pierwszym chłopakiem, któremu naprawdę chciała się spodobać. Pierwszym, przy którym uznała, że może w końcu wypróbować te wszystkie tajniki, które jej ojciec latami wbijał jej do głowy. Nie dzieliła się z Cyrusem głębszymi zainteresowaniami. Nie mówiła mu o muzyce, której słuchała. Nie pokazywała mu tych części siebie, które mogłyby wydać się za dziwne lub za bardzo jej. Kiedy zapraszała go do swojego pokoju, wszystko było idealnie wysprzątane. Rzeczy, którymi naprawdę się interesowała, lądowały pochowane po szufladach. Plakaty zespołów znikały ze ścian. Wszystko musiało wyglądać odpowiednio. Ona musiała wyglądać o d p o w i e d n i o. Musiała być tą uczynną, blond, osiemnastoletnią dziewuszką, która zawsze robiła wszystko wzorowo. I z początku może nawet taka była. A może po prostu zaczynała wierzyć w te wszystkie rzeczy, które mu mówiła. Może naprawdę dało się tak długo udawać, aż człowiek przestawał pamiętać, gdzie kończyła się rola, a zaczynał on sam.

Poznawała go powoli. To, co lubił. Jak się ubierał. Jak marszczył brwi w ten specyficzny sposób, gdy nad czymś się skupiał. Jak przeczesywał włosy palcami, kiedy się denerwował. Calliope studiowała go po cichu. Pomimo jego nagłych zmian nastroju, momentami naprawdę okazywał jej zainteresowanie. I właśnie wtedy, zwłaszcza wtedy, zdarzało jej się próbować przebić. Jakby jakieś małe światełko odsuwało żaluzję i pozwalało jej prawdziwej sobie wyjrzeć na zewnątrz. Tylko że za każdym razem, gdy do tego dochodziło, Calliope zaczynała się stresować. Czuła ten nieprzyjemny ścisk w żołądku, ten krótki moment paniki, w którym modliła się w duchu, chociaż przecież nie była wierząca, żeby tylko tego nie zauważył. Żeby mu to nie przeszkadzało. Ale nadal z nią był. Więc nie mogło być aż tak źle, prawda?

Uśmiech szybko zniknął z jej twarzy, gdy odtrącił jej dłonie i odsunął się od niej. Hm. Ton, którym wypowiedział jej imię, nie wróżył niczego dobrego. Co znowu przeskrobałaś? Ja? Nic. Jesteś pewna? Może coś zrobiłaś? Ale co? Przecież jeszcze dzisiaj rano pisaliśmy normalnie. Miał humor. Może czegoś się dowiedział? Calliope? Callioooooppppe? Zamarła na moment, cofając dłonie i splatając je za plecami. Spojrzała w dół ze smutnym wyrazem twarzy, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że to, jak go przywitała, najwidoczniej nie było dobrym wyborem. Cholera. Faktycznie był na nią zły. Zachowywała się jak dziecko? Co to w ogóle za sukienka? Milczała przez moment, biorąc na siebie całą jego frustrację - no bo musiała być przecież czymś, na co sobie z a s ł u ż y ł a. Zajęło jej kilka sekund, może minut, żeby dokładnie ułożyć w głowie odpowiedź. Dopiero po chwili uniosła spojrzenie i wbiła je w jego niebieskie tęczówki. - Rozumiem. Nie masz czasu tęsknić - powiedziała cicho, kiwając głową. - Już nie będę. Obiecuję. Przepraszam. - Przełknęła ślinę, nerwowo skubiąc skórki przy paznokciach. - Myślałam, że ci się spodoba, ale mogę wrócić do domu i się przebrać, jeżeli ci się nie podoba, Cyrus - dodała po chwili. Dobra robota. Przepraszaj go. Pokaż, że ci zależy. Że jest ci głupio. Że wcale nie chciałaś go zirytować. - Um… czy mogę przynieść ci coś do picia? - zapytała niemal nieśmiało. Miała nadzieję, że ten gest pokaże mu, że pomimo tego wybuchu naprawdę chciała dobrze. Chciała, żeby dobrze się dzisiaj bawił. Żeby czuł się przy niej dobrze. A przede wszystkim, żeby przestał się na nią złościć. Wiedziała już, że kiedy wróci dzisiejszej nocy do domu, będzie musiała dokładnie przeanalizować całe to zdarzenie i spróbować dojść do wniosku, gdzie popełniła tak fatalny błąd, że wywołała w nim właśnie taką reakcję.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


i'm sorry
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus trzymał w palcach niewidzialny pistolet i trzy złote naboje; przez chwilę miał wrażenie, że dosadnie czuje ciężkość spluwy w swojej dłoni, jakby ona rzeczywiście tam była. Chłopak poruszył łagodnie ręką, jakby upewniał się, że wcale nie dał się ponieść jakimś obsesyjnym wyobrażeniom i nie zrobił czegoś głupiego. Czegoś, czego mógłby przecież szybko pożałować, gdyby któregoś razu dał się ponieść swoim dziwnym epizodom. Ten wyimaginowany pistolet tkwił nadal w jego dłoni i mógł go wymierzyć w kogo tylko chciał, by przekonać się jak zadziała złoty nabój skierowany w konkretną osobę. Blondyn zatrzymał spojrzenie na swojej dziewczynie, przez krótką chwilę, czując się jak obserwator, a nie aktywny uczestnik tego wydarzenia. Miał wrażenie, że ostatnia cząstka jego duszy umarła, bo spoglądał na ludzi i świat, nie czując nic poza głuchym rozdrażnieniem.

Pierwszy pocisk wycelował w Calliope i to jeszcze zanim zdążył logicznie pomyśleć. Denerwowała go. Bezustannie testowała jego nadszarpnięte granice. Próbowała być idealna, ale miała w sobie zbyt wiele wad, które ciężko było przeoczyć. A co było w tym wszystkim najgorsze to fakt, że jeszcze sobie go nie odpuściła. Przecież był dla niej niemiły i bezustannie ją sabotował; wygrał ten cholerny zakład, więc dlaczego Callie nie potrafiła jeszcze zrozumieć, że to wszystko było tylko żartem, łącznie z jego wielkimi uczuciami? To on zawinił, nie potrafiąc całkowicie się od niej odciąć i wykrzyczeć prosto w twarz? A może popełnił błąd, gdy po ostatnim ciężkim komentarzu, przyciągnął ją do krótkiego pocałunku, bo wydawało mu się, że potrzebuje jej bliskości? Dał jej złudną nadzieję. Chciał ją i nie chciał jednocześnie.

Zawahanie.


Nie mógł się wahać. Nie chciał odkrywać tej ludzkiej części siebie, która była w nim tak głęboko zakorzeniona, że zdążył o niej zapomnieć. Tak było mu łatwiej; ze sobą, z nauką, z głową. Dziewczyna była dla niego przeszkodą, wadą, zwątpieniem i każdą rzeczą, która zbliżała go do bycia zwykłym nieudacznikiem. A więc jego pierwszy pocisk leciał w jej stronę, bo chciał ratować przede wszystkim siebie.

Drugi pocisk kierował w stronę swojej pedantycznej matki, która zasiała w nim obsesję na punkcie perfekcjonizmu, który na co dzień nie dawał mu nawet sekundy świętego spokoju. Była człowiekiem, który zatruł jego życie pod przykrywką miłości i dbałości. Cyrus wierzył, że to ona była głównym powodem tych wszystkich jego szalonych myśli, obsesyjności i bariery, której nie dało się absolutnie przełamać. A przecież Cyrus miał tylko dziewiętnaście lat i jeszcze nie wiedział za wiele o życiu. Co będzie, gdy dorośnie, a problemy jego natury, przestaną mieć normalne wytłumaczenie?


Trzeci skierowałby na siebie. By zobaczyć, jak wiele ludzkich i empatycznych odruchów mu pozostało, zanim zacznie wchodzić w jakieś relacje z drugim człowiekiem. Zanim zupełnie poczuje, że nie pozostało mu nic poza głuchą pustką.

— Masz dziwną tendencję do zachowywania się jak ofiara — skomentował, czując jak niewidzialny pistolet, znika z jego rąk. — Kurewsko tego nie lubię, jeśli mam być szczery — dodał, nawet na nią nie patrząc. Oscylował spojrzeniem wokół podwórka, jakby sprawdzał, czy ktoś mógłby potencjalnie im się przyglądać; nie chciał widowni. Czuł, że Callie zawsze próbowała go zadowolić - jakby to było w ogóle możliwe - ale nie lubił tego skania wokół niego. Miał wrażenie, że do pewnego stopnia nawet go oszukuje albo kręci się blisko ze względu na… No właśnie, na co? Na korzyści? Na złudne wyobrażenie wspólnej przyszłości? — Nic już nie rób, bo będzie tylko gorzej — westchnął, chwytając dziewczynę za nadgarstek, by pociągnąć w kierunku wnętrza budynku. Wspiął się po schodach na piętro, wchodząc do jednego z pierwszych pomieszczeń, które na szczęście było puste. Dopiero tam wypuścił jej rękę, przysiadając na brzegu łóżka i odchylając się łagodnie do tyłu, by przymknąć na chwilę oczy. Musiał pomyśleć. — Chodź tutaj, dzieciaku — powiedział cicho, po paru minutach rozchylając powieki i stukając palcami w miejsce obok siebie. Znowu zmiana nastroju; jego humor był jak ruletka, nie dało się przewidzieć, co stanie się za moment. Mógł wybuchnąć, by zaraz stać się najpotulniejszym człowiekiem na świecie.
— Chodź, zanim zwariuję. Muszę pomyśleć i nie będę tego w stanie zrobić, jeśli nie będziesz obok — westchnął nerwowo.

Zerwać z nią czy nie zerwać?
Może po prostu powinienem wyjść? Zostawić ją bez słowa?



Blondyn ujął jej palce dość łagodnie jak na siebie, delikatnie prowadząc ją w swoją stronę, by stanęła tuż przed nim. Uniósł na nią spojrzenie i przyłożył sobie jej miękką dłoń do swojego policzka.

Była trucizną dla jego umysłu. Musiał się jej pozbyć.


— Nie można wypić antidotum, jeśli wcześniej nie zatruło się organizmu — stwierdził, w końcu po całym tym czasie, spoglądając jej prosto w oczy. Musiał w pełni poczuć działania trucizny, by odpowiednio zareagować.

my little poison girl
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
cały ten post to trigger warninig
i don't know anymore
who i'm trying to be

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Była łatwym celem. Najsłabszym ogniwem rodziny Nerezza. Momentami miała wrażenie, że jedynym celem, dla którego pojawiła się na tym świecie, było przypominanie jej, że w poprzednim musiała zrobić coś tak okropnego, że teraz zasługiwała na własną drogę krzyżową. Na katorgę. Na bycie opluwaną przez wszystkich ludzi, którzy rzekomo powinni ją kochać, dbać o nią albo chociaż udawać, że się o nią troszczą. Dni, miesiące, lata mijały, a Calliope? Przywykła.. do tego paskudnego ciężaru w klatce piersiowej, który z czasem przestawał być czymś obcym, a zaczynał przypominać część jej istnienia. Coś zupełnie odwrotnego wprawiało ją wręcz w osłupienie. W ten dziwny stan pomiędzy snem a jawą, gdzie nie czuła, że ma prawo do jakiegokolwiek bytu. Normalność bolała. Tak k u r e w s k o ją bolała…

Widok normalnej rodziny, która jadała przy stole, rozmawiając na najzwyklejsze tematy. Chłopak i dziewczyna idący przez miasto za rękę, gdy on składał na jej ustach randomowy pocałunek, bo po prostu miał na to ochotę. Grupka przyjaciół, którzy zwyczajnie mieli hangout.. To wszystko definitywnie nie było w jej kartach. Jej zadaniem było umilać czas komukolwiek. Jakkolwiek. Byle tylko nie sprawiać problemów. Dlatego też, gdy doświadczała nagłych wybuchów Cyrusa albo słów, które działały na nią niczym odłamki jakiegoś pieprzonego pocisku, mówiła sobie, że to przecież nic.. bo zaraz potem mówił jej coś miłego, składał na niej krótki pocałunek, chwytał ją w pasie tak, jakby naprawdę chciał to robić. Nie był tylko tą złą osobą. Nie mógł nią być, prawda?

W tych błękitnych tęczówkach, w których czasami szalała burza na rozjuszonych falach morza, ono też potrafiło się uspokoić. Potrafiło być czymś kojącym. Oddechem świeżego powietrza… no bo przy nim mogła odetchnąć i zaznać chwilowej dobroci, której nie doświadczała w swoich czterech ścianach. Pathetic, eh? Owieczka zagubiona na polu pełnym wygłodniałych wilków znalazła opokę przy pasterzu, który tak naprawdę wcale nie różnił się od tamtych bestii. Sam był jedną z nich. Przebrany za kogoś, komu wydawało jej się, że mogła zaufać. Cyrus był postawiony u niej na piedestale. Był dla niej w tamtym momencie w s z y s t k i m. Osobą, której bardzo chciała wyznać, co się z nią działo, ale się bała. Bo przecież miała mówić to, co inni chcieli usłyszeć, a nie to, co tliło się w jej sercu, right?

‘’Masz dziwną tendencję do zachowywania się jak ofiara.’’

Ouch. Wbiła paznokcie mocniej w dłoń, starając się zachować stoicki spokój, choć ułamek tamtego metaforycznego pocisku właśnie ugrzązł jej gdzieś głęboko w sercu. Co miała na to odpowiedzieć? Tym razem nie znała lepszej odpowiedzi niż - Przepraszam. - Uniosła spojrzenie, zerkając na niego w chwili, gdy odwracał od niej wzrok, dając jej do zrozumienia, że kurewsko nie lubił tego zachowania. Cholera. Wszystko szło nie po jej myśli dzisiejszego wieczoru. Czuła, jak klatka piersiowa zaciska jej się boleśnie, a łzy zbierają się w kącikach oczu. Nie chciała, żeby to widział, więc tylko spuściła głowę i cicho mu przytaknęła. Po chwili poczuła jego dłoń na swoim nadgarstku i zaczęła iść za nim w kierunku budynku. Uśmiechnęła się pod nosem - no bo przecież to był jeden z tych wyjątkowych momentów, w których okazywał jej uwagę, prawda? Widzisz? Wszystko będzie dobrze. Jednak cię lubi. Masz szczęście… Gdy weszli do pokoju, stała chwilę obok niego, nie wiedząc, co właściwie powinna ze sobą zrobić. Patrzyła, jak siada na krawędzi łóżka…i uśmiechnęła się delikatnie, gdy zrozumiała, że chciał mieć ją tuż obok siebie. Podeszła bliżej, stając przed nim, między jego nogami, które delikatnie rozchyliła kolanami.

Czuła przyjemne ciepło rozlewające się po jej ciele, gdy zahaczył palcami o jej dłoń, by po chwili przyłożyć ją sobie do policzka. Musnęła kciukiem jego skórę, a drugą dłonią powoli przesunęła po jego włosach, wpatrując się ciemnymi tęczówkami w jego jasne oczy. Przełknęła ślinę, słysząc jego kolejne słowa, nie wiedząc, co dokładnie powinna przez nie zrozumieć. Jej prawdziwy głos wił się z tym drugim i po raz pierwszy tego wieczoru podkusiło ją, żeby zapytać o to, co naprawdę miała na myśli. Wsunęła dłoń, która jeszcze przed chwilą gładziła jego włosy, pod jego podbródek i uniosła jego głowę ku górze. Sama nachyliła się bliżej, zatrzymując tuż przy jego ustach. - Cy, jestem twoim antidotum czy trucizną? - spojrzała prosto w jego oczy, tylko na krótką chwilę, po czym zerknęła na jego usta. I pocałowała go czule.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


tell me you want me
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mógłbym po prostu z nią zerwać i zakończyć tę całą szopkę. To przecież proste.
Banalnie proste.



Cyrus musnął opuszkami palców jej dłoń, którą przed sekundą ułożył na swoim własnym policzku. Niezależnie od tego, jak bardzo próbował to z siebie wyprzeć, chłopak bardzo lubił jej dotyk. Był delikatny i nie natarczywy; w pewnym sensie nawet kojący i uspokajający jego wiecznie rozszalałe myśli. W końcu Cyrus Lockhart zawsze obsesyjnie analizował każdą, pojedynczą rzecz, która wręcz m u s i a ł a pójść po jego myśli. Jeśli odnosił porażki, nie potrafił się z nimi pogodzić; długimi godzinami zastanawiał się nad tym, jaki błąd popełnił, by ostatecznie dojść do wniosku, że to nie była jego wina. Perfekcjonizm wbity w jego dna, nie pozwalał na nawet najmniejsze odchylenia. Tak, więc wina nie była po jego stronie — to inni ludzie byli wadliwi i wchodzili mu niepotrzebnie w drogę. Podczas każdego napadu kompulsywnych myśli, tylko Callie potrafiła za pomocą subtelnego dotyku, sprowadzić go na ziemię. Być może to był to jeden z tych argumentów, które przerażały go najbardziej, bo jedną z ostatnich rzeczy, o jakich marzył, było bycie od niej jakkolwiek zależnym.

Teraz Cy po raz kolejny bił się z własnymi myślami, prowadząc niekończący się, wewnętrzny monolog. Powinien to wszystko zakończyć teraz czy za jakiś czas? Było mu wygodnie, mając kogoś, kto zrobiłby dla niego wszystko, czego tylko by chciał i jak by tego chciał. I to na zawołanie, bo przecież Calliope potrzebowała stałych zapewnień i poczucia, że jest ważna. Może bawienie się nią jeszcze przez jakiś czas byłoby dla niego przydatne? Jak długo byłby w stanie to ciągnąć bez żadnych konsekwencji?

Z drugiej strony, Lockhart bał się uczuć, jak niczego innego. Jego zaprogramowany umysł, traktował to jak wirus, którego musiał się pozbyć, by normalnie funkcjonować. A wiedział, cholera czuł gdzieś wewnątrz siebie, że dziewczyna potrafiła do niego dotrzeć. Szukała w nim jakiegoś naiwnego dobra, przez co z wolna, zaczynał się przed nią otwierać. Dlatego też chciał to wszystko zakończyć. Miał swoje zasady i styl życia, który był dla niego ważniejszy niż jakieś płytkie relacje i miłostki.

Blondyn z nikłym zaskoczeniem, uniósł lekko brodę, gdy wyczuł dotyk młodszej dziewczyny na swoim podbródku. Odetchnął ciężko, gdy przesunęła palcami po jego włosach; sucker for all the touching. Za każdym razem wydawało mu się, że to on ma ją w garści, ale kiedy tylko jej palce, lądowały na jego skórze, przestawał myśleć c a ł k o w i c i e. A to źle. Bardzo, bardzo źle. Nie mógł tracić czujności i zachowywać jak reszta chłopców w jego wieku, kompletnie pozbawionych rozumu.

A potem go pocałowała, jakby mogła robić, co tylko jej się podobało.
Nie odsunął się nawet na milimetr, zaraz unosząc się z materaca, by samemu ująć jej policzek, żeby nie przerywając tego łagodnego pocałunku, przyciągnąć ją trochę bliżej.

Jej bliskość była zbyt uzależniająca. Zbyt intensywna. Nie mógł sobie na to pozwolić, nie mógł stracić głowy dla kogoś takiego. Nie mógł zmarnować sobie życia.

Ostatecznie sapnął cicho, przerywając tę czułość, by odchylić głowę do tyłu i nagle roześmiać się dość gorzko. — Jesteś moją trucizną, Calliope. Zabijasz we mnie każdą część, z której jestem dumny — powiedział w końcu bez wahania i bez zająknięcia. Dociskał pocisk własnymi palcami prosto w krwawiącą ranę. — Rujnujesz mój zdrowy rozsądek i logikę. Mącisz i bezustannie próbujesz na siłę dopasować się do mnie, jak jakiś niepasujący kawałek puzzla — parsknął, unosząc palce, by jakby wbrew swoim surowym słowom, odsunąć jasny kosmyk włosów z jej twarzy. — Gdybym pozwolił ci zostać w swojej przyszłości, niczego bym nie osiągnął. To byłoby jak samobójstwo — powiedział lekko, w końcu wyrzucając z siebie każdą myśl, która pojawiła się w jego głowie przez ostatnie tygodnie.

Cyrus od zawsze przypominał tykającą bombę z niewidocznym dla nikogo (i nawet dla niego) licznikiem. Udawał opanowanego i zdystansowanego, ale kiedy emocje przybierały na sile, kotłując się w jego sercu, nagle gwałtownie wybuchał, dotykając niemal każdego w jego otoczeniu.

Nikogo nie oszczędzał.


— Nie chcę cię więcej w swoim życiu — stwierdził, odsuwając się od niej na krok. Jakby przed chwilą nie chciał zatonąć w jej dotyku i pocałunku, jakby to wszystko było jedynie złudzeniem. Jeśli miał skrzywdzić ją, ratując samego siebie w ten sposób, to zamierzał to zrobić bez żadnych wątpliwości.

To wszystko i tak było tylko chwilowym planem.


we're done
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
znowu trigger warning, rozdwojenie jaźni
cause i'm broken
and nobody gonna fix me

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Przynosił jej szczęście. Koił jej zranioną duszę. Momentami czuła się tak, jakby biegła długim, ciemnym korytarzem, próbując uciec przed wszystkimi głosami, które zagłuszały jej własne myśli. Jednak każde jego spojrzenie, każde dotknięcie, każde miłe słowo sprawiało, że na końcu tego korytarza zaczynało pojawiać się światełko - pozwalające jej, by znowu, powoli, odnajdywała samą siebie. Nie od razu… tylko kawałek po kawałeczku. Dawał jej poczucie ostoi. Był niczym jej safety blanket. Gdy czuła, że nie może oddychać, że rozsypuje się od środka, to on ją p o d n o s i ł. Nawet jeśli chwilę wcześniej okazywał jej swoje niezadowolenie. Osoba, która przyglądałaby się temu z boku, mogłaby przysiąc, że Calliope świadomie pozwalała sobie na takie traktowanie. Ba, mogłaby nawet uznać, że jej się to podobało. Tylko że nikt nie żył w jej skórze. Nikt nie siedział w jej głowie, w której od lat toczyła walkę sama ze sobą. Od żelaznych nauk ojca, wbijających w nią przekonanie, że nie miała prawa mieć własnego zdania, przez słowa matki, które tylko utwierdzały ją w tym, że była nikim więcej niż nic niewartą suką szukającą uwagi, po Davida, który każdej nocy manipulował nią tak długo, że trzymała tajemnice za zębami.
A potem był Cyrus.
Cyrus, który mimo swojego niezadowolenia, mimo chłodu i surowości, miał momenty czułości. Obdarowywał ją słowami, których nigdy wcześniej nie zaznała. Więc tak, robiła to świadomie. Ale tylko dlatego, że świadomie wybierała najmniejsze zło w świecie pełnym n i e n a w i ś c i. Uwielbiała, kiedy ją dotykał. Kiedy się jej przyglądał. Te delikatne muśnięcia jego dłoni rozgrzewały ją od środka i wywoływały uśmiech na jej ustach. Chciała więcej. Pragnęła więcej. Przez moment poczuła się pewniejsza siebie, dlatego zadała mu to pytanie. Dlatego go pocałowała, mając nadzieję, że mu się spodoba, a kiedy poczuła, jak się podnosi i unosi jej podbródek do góry, uśmiechnęła się przez pocałunek. Uwielbiała, gdy to robił. Był od niej o wiele wyższy, a ona przy nim czuła się taka drobna i b e z p i e c z n a. Dosłownie mogła zniknąć w jego cieniu i choć przez chwilę nie musieć istnieć sama.
Tylko że po chwili czar prysł.
Bo zaczął się śmiać.

Zmarszczyła brwi, mrużąc oczy, i odsunęła się od niego o krok, próbując zrozumieć, o co mu chodziło tym razem.

''Jesteś moją trucizną, Calliope.''

Te słowa rozbrzmiały w jej głowie tak mocno, że przez moment miała wrażenie, jakby nogi miały się pod nią ugiąć. Czekała. Miała nadzieję, że zaraz doda coś jeszcze. Że powie, że jest też jego antidotum. Że bez niej nie potrafi oddychać. Że to było tylko jedno z tych dziwnych, okrutnych zdań, które miały brzmieć pięknie, ale wyszły zbyt chamsko. Ale nie… Zabijała go? Mąciła? Próbowała się dopasować? Odsunęła się od niego o kolejny krok. Widzisz? Mówiłam ci, że mu się nie spodobałaś. Że mu nie zależało. Nie. Nie, nie, nie. To wszystko twoja wina. Mówiłaś mi, że muszę cię słuchać! Najwidoczniej nie robiłaś tego wystarczająco dobrze. Spojrzała na niego ze łzami w oczach, gdy dotarły do niej jego kolejne słowa. - Czekaj… nie… Cy… - wyrzuciła z siebie, próbując się do niego zbliżyć, kiedy się odsunął. - Nie, nie, nie, nie… Nie mówisz tego na poważnie, prawda? - Wyciągnęła dłoń w jego kierunku, ale zaraz ją cofnęła... bała się, że sam jej dotyk będzie dla niego kolejnym powodem, żeby odejść. - Mówiłeś, że mnie kochasz. Że chcesz być ze mną… - Przetarła dłonią łzy spływające po policzku. Czuła pustkę. Usiadła na łóżku i zakryła twarz dłońmi. - Mówiłam ci, że cię nie chce. - Głosy przebiły się na zewnątrz. - Jesteś nic niewarta. Nie słuchałaś mnie wystarczająco dobrze - mówiła coraz głośniej do samej siebie, śmiejąc się histerycznie pod nosem - Robiłam wszystko, co mi mówiłaś - wyrzuciła z siebie, łkając. - Nie wystarczająco! - Przekrzyczała samą siebie. Dopiero po chwili zorientowała się, że jej myśli wcale nie zostały w środku. Że wydostały się na zewnątrz… że on je na pewno słyszał.

Spojrzała na Cyrusa przerażona, po czym rzuciła mu się do stóp, obejmując dłońmi jego nogę i wbijając w nią paznokcie - tylko w ten sposób mogła go przy sobie zatrzymać. - Cy, proszę, nie rób tego. Ja będę idealna, obiecuję… - przymknęła oczy, a jej głos załamał się na ostatnim słowie. - Zrobię dla ciebie wszystko. - W tamtym momencie straciła nie tylko godność. Straciła też cząstkę siebie, której nie była pewna, czy kiedykolwiek jeszcze zdoła odzyskać.

you broke me into
tiny pieces...

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


don't go
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To była zaledwie sekunda.

Tak niewiele wystarczyło, by wzrok Cyrusa stał się nieobecny, a on sam znowu poczuł się jak obserwator tego całego wydarzenia. Nie podobało mu się to, co widział. Czuł, że sytuacja znacząco wymyka mu się spod kontroli i nie jest w stanie przewidzieć reakcji dziewczyny. Powinien spodziewać się, że nie przyjmie tego tak, jak tego chciał. Calliope w przeciwieństwie do niego miała emocje — nie kręciła się tylko wokół rozdrażnienia i głuchej obojętności, które napędzały jego życie. Miała prawo czuć to wszystko; strach, smutek lub każdą inną emocję, która sprawiała, że była bardziej ludzka i żywa od niego. Problem był w tym, że Cyrus nie chciał tego widzieć. Nie chciał być częścią jej emocjonalnego wybuchu. Przeszkadzała mu ta część, gdzie nie potrafiła zamknąć ust i po prostu zaakceptować jego słów. Była dla niego…

Wszystkim, czego od zawsze desperacko próbował uniknąć.


Nastolatek spojrzał beznamiętnie w jej oczy, jakby przed chwilą sam nie roztapiał się pod delikatnym dotykiem jej palców. Wyglądał, jakby już dawno podjął tę decyzję, a przecież postanowił to zaledwie parę sekund temu. Czy to nie był oczywisty znak, że w gruncie rzeczy myślał tylko o sobie? Zauważył łzy, lśniące w półmroku pokoju i całe to drżenie, wywołane jego słowami i nie czuł absolutnie nic. Nawet nie czuł w stosunku do niej jakiegoś żalu albo skruchy; powiedział to, co musiał i co czuł w tym konkretnym momencie.

Jej głos wydawał mu się cholernie odległy, jakby przez moment zdążył się od niej znacząco zdystansować. Nawet nie drgnął, gdy usłyszał jej pierwsze słowa. Nie wyciągnął ręki, by w ramach ostatniej solidarności lub szacunku, poklepać ją pokrzepiająco po ramieniu. Wykrzywił jedynie wargi w kpiącym uśmiechu; to takie żałosne. Naprawdę tak bardzo się w nim zakochała? W jego oczach m i ł o ś ć była słabością i ograniczeniem. Przypominała umowę, polegającą na wspólnym majątku, tych samych celach i fizyczności. Cyrus nie zamierzał się w to bawić od samego początku i wycofał się, gdy jego głupie serce nagle poczuło, że być może zechce czegoś ponadto.

— Kurwa, Calliope. Musisz nauczyć się, żeby nie wierzyć w każde słowo, które usłyszysz — parsknął gorzko. Cy kłamał, gdy mówił jej, co wtedy czuł; próbował zgadnąć, czy to jest coś, co mogłaby chcieć usłyszeć jego dziewczyna. Nigdy nie mówił czegoś z głębi serca; nie tak naprawdę.

— Nie mogę być z tobą, bo cię nie potrzebuję. Czego nie rozumiesz? — mlasnął z wyraźną niechęcią. Im dłużej prowadził tę rozmowę, tym większy mur wokół siebie stawiał; taki był jego cel. Odgrodzić się już na dobre i nigdy więcej nie pozwolić sobie na zawahanie.
Lockhart wsunął dłonie w kieszenie spodni, obserwując jak Calliope zalewa się łzami. Gdyby miał w sobie choć jakąkolwiek godność lub empatię, mógłby po prostu jakoś to załagodzić. Nie czuł się jednak, jak zły charakter w tej opowieści. Wydawało mu się, że robi to, co było dla niego najlepsze i dla niej zresztą też, bo będąc z nim w związku skończyłaby jeszcze gorzej niż teraz. Chociaż w chwili, gdy usłyszał jej histeryczny głos i słowa, które skierowane były do… No właśnie, do kogo? Cyrus po raz kolejny parsknął pod nosem.

Oszalała. Przeze mnie?


— Jesteś obłąkana — powiedział poważnie, jakby stwierdzał dość oczywisty fakt.
Całym tym zachowaniem utwierdziła go w przekonaniu, że dobrze zrobił. Szybciej ze sobą zerwą, szybciej dowiedzą się o swoich prawdziwych twarzach i szybciej o sobie zapomną.
Cy nie zauważył nawet chwili, gdy Callie rzuciła mu się do nóg. Drgnął gwałtownie, wyciągając ręce ze swoich kieszeni, prawie wpadając na szafę za swoimi plecami. Z trudem złapał pion, dlatego wykorzystał tę okazję, żeby chwycić ją za przedramię i pociągnąć w górę.
— Weź się w garść, do chuja — rzucił ostro, wpatrując się w jej twarz. Zaczynał się denerwować, a nie chciał robić kolejnej sceny. Miał dość na dzisiaj. — Skoro zrobisz dla mnie wszystko, to po prostu zniknij — powiedział, patrząc w jej ciemne oczy.

I znowu się zawahał.


Dlatego odepchnął ją, wycofując się z pokoju i wycofując się z jej życia, jakby żadna wspólna chwila, którą razem przeżyli, nigdy nic nie znaczyła.

Musiał uciekać, zanim po raz kolejny w to wszystko zwątpi.


she's the crazy one
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
załamanie nerwowe, heavy topics, gwałt
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Pociągnięcie za przedramię wyrwało ją z tego upokarzającego miejsca przy jego nogach, ale nie sprawiło, że odzyskała oddech… wręcz przeciwnie. Przez krótką chwilę miała wrażenie, że powietrze utknęło jej gdzieś głęboko w płucach, zaciskając jej klatkę piersiową. Stała przed nim, roztrzęsiona, z policzkami mokrymi od łez, z palcami zaciśniętymi na materiale sukienki.. Nie potrzebował jej… Nie mogła w to uwierzyć. Przecież byli szczęśliwi, prawda?

Jesteś obłąkana.
Zniknij.

Te słowa uderzyły w nią mocniej niż wszystko, co powiedział wcześniej. Calliope wpatrywała się w niego przez kilka sekund, zbyt długo… miała wrażenie, że jej ciało potrzebowało czasu, by zrozumieć coś, co dusza pojęła od razu. Przełknęła ślinę, ale ból nie przeszedł, zamiast tego rozlewał się po niej jedna długa sekunda po drugiej… - Nie mów tak… - wyszeptała, - Proszę cię, przecież wiesz, że cię kocham, Cyrus. - zacisnęła powieki, ale łzy i tak przedostały się spomiędzy rzęs. - J-ja wiem, że nie jestem łatwa. Wiem, że potrafię cię zirytować, ale ja się poprawię! Obiecuję Ci to! - wydusiła z siebie, dodając - będę kimkolwiek zechcesz! - zaśmiała się cicho, nerwowo, nie wierząc w co tak właściwie mówiła do niego, ale była zdesperowana - Będę idealną wersją siebie, którą będziesz mógł kochać bez wysiłku, naprawdę. - Spojrzała na niego, a w jej oczach było coś więcej niż panika i uderzyło w nią coś o wiele gorszego. R e a l i z a c j a. - oh, ale ty nawet nie chcesz, żebym była lepsza, prawda? Ty chcesz, żeby mnie nie było. - Słowa ugrzęzły jej w gardle. Opuściła wzrok na jego dłoń, tę samą, którą przed chwilą zaciskał na jej przedramieniu. Tę samą, której dotyk jeszcze chwilę temu brała za coś, co miało ją uratować… teraz dopuściła się jej końca. Nie zdążyła się już nawet odezwać bo on… jak gdyby nigdy nic… wyszedł.

Zostawił ją tam samą, w tym cholernie pustym pokoju, który sprawiał wrażenie klatki zagnieżdżającej się wokół niej. Miała wrażenie, że ściany zaciskają się coraz mocniej, odbierając jej jakiekolwiek szansę na ucieczkę. - Cyrus… - wydusiła z siebie, szlochając i przesuwając dłońmi po mokrej od łez twarzy. Uspokój się, znajdziemy kogoś innego! - powtarzała w myślach, ale to nie pomagało. - Nie chcę… nie chcę nikogo innego - wyszeptała zrozpaczona.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


...
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus wyskoczył z budynku jak poparzony, kucając dopiero przy ulicy, czując się tak, jakby mógł w każdej chwili zwymiotować. Czuł dziwny, otępiający ból w klatce piersiowej, przez co uniósł palce, by ułożyć je na sercu; mężczyzna nienawidził tego uczucia. Generalnie nie lubił czuć czegokolwiek, a co dopiero emocji, które sprawiały, że zastanawiał się, czy nie zachorował. Dobrze postąpił, odcinając się od tego, co wprawiało go w tak denerwujący i wysoce niepotrzebny stan; jeszcze mogłoby mu się pogorszyć. Tylko dlaczego wcale nie czuł się lepiej? Lockhart był święcie przekonany, że tak szybko jak opuści Calliope, tak szybko poczuje się lepiej, a mimo to przykucnął na trawie, nie mogąc zebrać myśli.

Czy to wyrzuty sumienia?
Głos w jego głowie cmokał na jego dziecinne zachowanie, nazywając go przy tym okrutnym. Przypominał swojego oschłego, zdystansowanego do całego świata ojca; człowieka, nie potrafiącego kochać nikogo poza samym sobą. Zawsze powtarzał, że nie chciał skończyć jak on, a jednak to właśnie zrobił, stawiając samego siebie na pierwszym miejscu i przyciskając do gruntu drugą osobę. Genów najwidoczniej nie zdoła się wyprzeć, choćby bardzo tego chciał. Cy do tej pory miał wrażenie, że jej płacz odbija się echem w jego umyśle, przez co był bliski wyrwania sobie wszystkich włosów z głowy.

Podjąłem dobrą decyzję. Nigdy nie dałbym jej tego, czego chciała.
Nie liczyło się to, czego chciała. Liczę się ja. Ja i moja przyszłość.


Była tylko dodatkiem do jego życia — chwilowym przystankiem, przy którym zatrzymał się, by coś zyskać. Potem zaczynał się w a h a ć i kwestionować, a przy tym popełniał bezustanne błędy. To musiało się skończyć, bo mógłby zwariować; nie wybaczyłby sobie nowych pomyłek. Cyrus wsunął papierosa między wargi, w końcu stając na równe nogi; musiał jeszcze nad sobą mocno popracować i ten wieczór utwierdził go w przekonaniu, że nadal posiadał wady. Pierwszym krokiem do zmiany była samorealizacja. Teraz wiedział, że będzie czujniejszy i nie pozwoli by ktoś obcy wszedł do jego głowy, próbując wyciągnąć z niego coś, co specjalnie ukrył tak głęboko w sobie.

Wypalił dwa papierosy z rzędu i dopiero widząc swoich trzech kumpli, wychodzących z budynku, zgasił peta, od razu do nich dołączając. To niesamowite, że wszystko zaczęło i skończyło się przez nich; coś, co miało być początkowo niewinnym żartem, rzuciło światło na całą jego przyszłość.

Choć dziś popełnił błąd, przeznaczenie wciąż prowadzi tam, gdzie powinno.


koniec
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”