ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Summer lovin' had me a blast
Summer lovin', happened so fast
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Klub był dziś pełen nudnych, powtarzalnych gęb, dlatego Leanor musiała znaleźć sobie jakąś rozrywkę, jeśli chciała przetrwać dzisiejszy wieczór, no i… ON od razu przykuł jej uwagę. Stał przy barze, wyróżniał się cholernie dobrą aparycją - wysoki, umięśniony ciemnowłosy, same zalety - i Ruda nie byłaby sobą, gdyby nie zakręciła się obok jego grupki znajomych i nie wyłapała z głośnej rozmowy tego jednego, kluczowego szczegółu. Zaledwie kilka minut później usłyszała, jak jakiś kumpel poklepał mężczyznę po ramieniu i zwrócił się do niego pełnym imieniem.

Jason.

Miał na imię Jason.

Chwilę to trwało, zanim mężczyzna został sam - zdążyła przetańczyć cztery piosenki i wypić dwa drinki, posyłając w jego stronę powłóczyste spojrzenia, ale wydawało jej się, że nie zwracał na nią uwagi. To oznaczało tylko jedno, musiała wziąć sprawy w swoje ręce. Zresztą, heloł, był mega przystojny, a ona miała ochotę na małą odskocznię, więc… gdzie wady? Plan był prosty - przyczepić się do niego, brutalnie naruszyć jego przestrzeń osobistą i udawać, że znają się od lat. Nieźle to sobie ukartowała diablica, nie? Uprzedzając pytania, nie, nie mogła po prostu mu się przedstawić i zaprosić na drinka, bo to było dzisiaj zbyt nudne.

Podeszła do niego od tyłu z taką pewnością siebie, jakby Jason naprawdę był jej kumplem i ledwie wczoraj widzieli się na piwie trzy przecznice dalej. Zanim zdążył zdać sobie sprawę z jej obecności, owinęła mu jedną rękę wokół szyi, zbliżając się do niego tak blisko, że czuła ciepło bijące od jego ciała. - Jaaason… - przeciągnęła jego imię, po czym stanęła przed nim, nie zdejmując dłoni z jego karku, i posłała mu kolejne tego wieczoru powłóczyste spojrzenie spod długich rzęs. Miała nadzieję, że to konkretne przynajmniej zostanie przez niego zauważone. Obdarowała go szerokim uśmiechem i pomyślała sobie, że była mistrzynią intrygi, pewnie Sabrina Carpenter by tego lepiej nie wymyśliła (jakoś w głowie Eli Sabrina wypadała na sexy bystrzachę, don't ask)! Tak swoją drogą, no w końcu do czegoś jej się przydało podsłuchiwanie rozmów innych ludzi. Była też cholernie ciekawa reakcji Jasona. Zagra z nią w jej grę, zacznie się zastanawiać, skąd w ogóle ją znał czy raczej… no, nie wiem, każe jej spierdalać? No, oby jednak wpadł w jej sidła, gdyż nudziła się niemiłosiernie, a niewinny flirt jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodził, prawda? Poza tym miała cichutką nadzieję, że nawet jakby przejrzał jej małe oszustwo, to spodobałaby mu się na tyle, że spędziliby razem miłą noc, aw. - No wreszcie cię znalazłam! Ile można na ciebie czekać? Już myślałam, że nie przyjdziesz - rzuciła z udawanym wyrzutem w głosie, jakby spóźnił się na własną imprezę. Splotła swoje palce z jego palcami i uśmiechnęła się bardzo niewinnie i uroczo, poprawiając zbłąkany kosmyk rudych włosów za ucho. - Tęskniłam - dodała na koniec swojego wywodu, po czym utkwiła w nim swoje błękitne oczy i zatrzepotała rzęsami. Serce waliło jej jak młotem, ale była gotowa na wszystko.

Jak (nie)desperate (nie)housewife.

A tak na poważnie - właśnie tego potrzebowała. Tego uczucia ekscytacji, które rozlało się po jej żyłach, żeby na moment zagłuszyć codzienność i rutynę. Amen.

Jason
32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Ten wieczór właściwie nie różnił się specjalnie od niemal każdego innego wyjścia na miasto, kiedy to Jason decydował się na odprężenie po ciężkim dniu pracy. Czasami odwiedzał kluby samotnie, innymi razy decydował się na wyjścia grupowe, zależnie od tego, jaki akurat miał humor. Tego dnia postawił na zabawę w gronie przyjaciół. Skupiając się raczej na muzyce, na tańcu, na tym aby odreagować bardziej fizycznie, bo przesiadywanie całymi dniami w pustym, ponurym prosektorium dawało mu nieco popalić. Tego dnia nie było polowania... albo raczej to Jason go nie urządzał. Nie spodziewał się jednak, że ktoś inny ewidentnie wyruszył tego wieczora na łowy.
Kiedy mężczyzna poczuł czyjś dotyk na szyi, spodziewał się że to jedna ze znajomych, z którą zjawił się tego dnia na imprezie, a która oddaliła się do kibla poprawić sobie makijaż. Odwrócił się w stronę dziewczyny, chcąc zapytać, czy zamówić jej kolejnego drinka, ale gdy dostrzegł zupełnie nieznaną sobie kobietę, na jego twarzy pojawił się cień konsternacji. Oczywiście że zaczął się zastanawiać kim była. Znała jego imię - to był dość istotny szczegół. Absolutnie nie podejrzewał jej o to, że od jakiegoś czasu krążyła wokół niego, upatrując sobie jego osobę niczym jastrząb ofiarę. Nie, on założył zupełnie inny scenariusz - prawdopodobnie już kiedyś ją wyrwał i się z nią przespał. A że w ogóle nie kojarzył jej twarzy i nie był w stanie przypisać do niej żadnego imienia? Kurwa, a kto by był w stanie spamiętać wszystkie laski, które zdarzyło mu się wyrwać właśnie na takie one night standy? Każdą z nich cenił tak samo (a przynajmniej się starał), ale heloł, nie było opcji, aby pamiętał każdą z nich. Szczególnie jeśli nie zostawiła mu nawet swojego numeru zapisanego w kontaktach.
Zwykle Jason nie miał problemów z przyznawaniem się do błędów, ale dziewczyna wpatrywała się w niego tak zalotnie i wyczekująco, że uznał, iż otwarte przyznanie się, że nie ma pojęcia kim jest, z pewnością złamałoby jej serce. Dobrze więc, mógł zagrać w tę grę. W końcu to ona ją zaczęła, musiała się zmierzyć z konsekwencjami swoich działań. Bardzo szybko więc na jego twarz wypłynął lekko zadziorny uśmiech. Nie przywykł do tego, że ktoś próbował wyrywać jego, zwykle to on musiał się gimnastykować, aby zdobyć czyjeś zainteresowanie. Taka zamiana ról była całkiem interesująca. Mogłoby być tak częściej.
- No co ty, ja miałbym nie przyjść? Wybacz, Piękna, musiałem cię nie zauważyć w tłumie - kiedy splotła ich palce razem, Jason bez większego zawahania złożył na jej delikatnej skórze dłoni pocałunek. Wolną rękę ułożył na jej talii, przyciągając ją nieco bliżej. On także obserwował kątem oka jej reakcje. Czy faktycznie się już znali, czy tylko blefowała? A może - ta myśl raziła go jak grom z jasnego nieba, ale chyba było już za późno by sie wycofać - była to jakaś prowokacja i zaraz gdzieś zza baru wyskoczy jej chłopak, żeby zrobić tu aferę?
- I specjalnie mnie szukałaś? Sama tu przyszłaś? - pozwolił sobie na bardzo szybkie rzucenie okiem na tłum, spodziewając się że faktycznie zaraz skądś pojawi się zazdrosny byczek. Ku jego uldze, nikogo takiego nie dostrzegł. Czyli można było bezwstydnie flirtować dalej.

eleanor o'cahallan
Solhy
Posty z AI
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Summer lovin' had me a blast
Summer lovin', happened so fast
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdy tylko dostrzegła tę krótką konsternację na twarzy Jasona, mało co nie parsknęła śmiechem prosto w jego dobrze skrojoną koszulę. Cała ta sytuacja była zabawna - ciekawe, co działo się teraz w jego przystojnym łebku? Próbował sobie przypomnieć, kiedy i w jakim lokalu poznał rudą wiedźmę czy już wiedział, że nigdy wcześniej się nie spotkali? A jeśli uznał, że miał do czynienia z jakąś dawną przygodą na jedną noc… cóż, lepiej dla niej, niech znajomy-nieznajomy Jason żyje w słodkim błędzie. Miała nadzieję, że nie będzie próbował znaleźć jej numeru w swoim telefonie - Eleanor rzadko dzieliła się nim z przypadkowymi mężczyznami poznanymi przy barze, bo traktowała ich sprawiedliwie i równo. Czyli po prostu jednorazowo.

Ale, ale, cóż to? Jason uśmiechnął się do niej zadziornie i bez wahania wszedł w jej gierkę! Powiedzieć, że w jej sercu zapłonęła drapieżna satysfakcja, to nic nie powiedzieć. Brawa dla Jasona, nie pozwolił złamać serca biednej, nierozsądnej kobiecie, awww. No i wtedy… No co ty, ja miałbym nie przyjść? Wybacz, Piękna, musiałem cię nie zauważyć w tłumie.

Powoli uniosła do góry jedną brew, a na jej ustach pojawił się słodki uśmiech, mimo że w głowie natychmiast zapaliła jej się czerwona żarówka. Nie była przyzwyczajona do takich stwierdzeń - do tej pory każdy facet twierdził, że jej burzy ognistych włosów nie dało się przegapić w tłumie, ale hej, Leanor potrafiła robić dobrą minę do każdej gry, a ta zaczynała robić się obiecująca. - Wybaczę ci to przeoczenie w tłumie, jak ze mną zatańczysz - mruknęła z rozbawieniem w głosie, pozwalając mu ująć swoją dłoń i złożyć na niej szarmancki pocałunek. Okej, chyba trochę zmiękła. Rzadko spotykała się z takim traktowaniem w klubach, gdzie większość kolesi zaczynała od bezpośredniego łapania za pośladek. To była naprawdę miła odmiana. Jejku. Kim on w ogóle był z zawodu? Prawnikiem? Architektem? A może kimś jeszcze bardziej intrygującym? - Jaki z ciebie dżentelmen, Jason - uśmiechnęła się, po czym przesunęła wolną dłonią po jego ramieniu.

I specjalnie mnie szukałaś? Sama tu przyszłaś? Oho, domyślała się, dlaczego pytał i w sumie się nie dziwiła, bo na samo wspomnienie jej ostatniej ofiary - Caleba - który skończył z rozbitą wargą po spotkaniu z jej bratem, miała ochotę zaśmiać się w głos. Na szczęście, dzisiaj zadbała o to, żeby brat był daleko stąd. Można powiedzieć, że byli całkowicie bezpieczni. Ona i jej nowa zdobycz. - Wyobraź sobie, że tak - odpowiedziała na pierwsze pytanie, po czym posłała mu perskie oczko. - I tak, jestem tu absolutnie sama. Przyszłam tu po konkretną rozrywkę i wygląda na to, że w końcu na nią trafiłam - przyznała bez ogródek.

Jego dłoń nareszcie wylądowała na jej talii i przyciągnął ją do siebie bliżej - czy można powiedzieć, że tęskniła za jego dotykiem, mimo że dotykał ją po raz pierwszy? Tak naprawdę, gdyby zjechał tą dłonią odrobinę niżej, na biodro albo pośladek, absolutnie by się nie obraziła, ale wszystko w swoim czasie, prawda? Dzisiaj była zaskakująco cierpliwa. Zadarła głowę, żeby spojrzeć w jego ciemne oczy. - To jak? Taniec, drink, stolik, kanapa? - rzuciła, wymieniając opcje, po czym stanęła na palcach i zbliżyła usta do jego ucha. Jejku, gdy tylko się zbliżyła, zapach jego perfum odrobinę ją oszołomił. Co ona miała... a, tak. - Ewentualnie... taras? - szepnęła mu prosto do ucha. Miała na myśli pół-otwarty dach na ostatnim piętrze, gdzie ludzie uciekali od klubowego hałasu, aby pić drinki albo poszukać bardziej ustronnego miejsca do niegrzecznych… rozmów.

Odsunęła się i znowu wbiła w niego swoje błękitne spojrzenie, w oczekiwaniu na decyzję. Dżentelmeni przodem, tak to się chyba mówiło.

Jason
32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

- Załatwione - posłał jej swój najpiękniejszy uśmiech. wybaczyła mu, a więc wieczór uratowany! trochę by była wtopa gdyby przez taki błąd - i to nie z jego winy! - postanowiła go sobie odpuścić. Gdyby Jason był tutaj z nią umówiony, jej ruda czupryna na pewno byłaby elementem, po którym próbowałby ją odnaleźć w tłumie. Ciężko było jednak winić go za to, że nie zauważył dziewczyny wcześniej, kiedy po prostu był skupiony na czymś innym - przyszedł tu w końcu w innym towarzystwie. - Dla ciebie, zawsze - odpowiedział z udawaną skromnością. Ale istotnie, był gentelmanem. Uważał że każda dziewczyna zasługuje na to by czasem ją rozpieścić i potraktować jak księżniczkę. Czemu nie miałoby to być jego zadanie? Takie panny potrafiły się później bardzo szczodrze odwdzięczać za poświęconą im uwagę.
Chciał wierzyć w jej słowa, więc przestał zastanawiać się, czy zaraz nie dostanie od kogoś wpierdolu. W razie co, był w stanie się przecież obronić. Ale zamiast zastanawiać się nad tak przykrymi rzeczami, Choi skupił się w całości na niewiaście, która go podrywała.
- A więc konkretną rozrywkę dostaniesz, moja miła - musiał ją jakoś nazywać, bo przecież nie mógł się przyznać, że nie zna jej imienia. Zajrzenie do jej portfela raczej nie wchodziło w grę. Doskonale też zdawał sobie sprawę z tego, że lepiej było pokazać jej swoje umiejętności, niż o nich opowiadać. Uśmiechnął się, kiedy dziewczyna zaczęła mu wyliczać ich dzisiejsze opcje na ten wieczór. Dobrze to świadczyło. Była zdecydowana. Wybrała go sobie. Upolowała. Bo chyba faktycznie to on tu dzisiaj był zwierzyną. I absolutnie nie miał nic przeciwko temu. Mógł być nawet jakimś elementem zakładu między jej znajomymi, w sumie było mu to obojętne.
- Sama powiedziałaś, jestem ci winien taniec. Ale najpierw, wybierz sobie coś, ja stawiam - odpowiedział, gestem ręki przywołując barmana i podając mu zamówienia dziewczyny i swoje. Przez cały ten czas dłoń, którą trzymał na jej talii, delikatnie gładził ją, raz zjeżdżając trochę niżej, raz trochę wyżej. Nie sięgał żadnych strategicznych punktów, ale zbliżał się do nich niebezpiecznie blisko. - A kiedy już cię wymęczę w tańcu, możemy skoczyć na ten taras - Jason przyciągnął dziewczynę jeszcze bliżej, tak że właściwie musiała się oprzeć dłońmi o jego tors. Nachylił się też do jej ucha, które musnął swoim nosem - Ponoć są z niego ładne... widoki.
Choi zdecydowanie bardziej preferował dziewczyny, które wiedziały czego chciały i nie wahały się tego okazać. Delikatne, zawstydzone mimozy potrafiły być niezwykle męczące na dłuższą metę. No i trafiła mu się taka perełka. Była odważna, była flirciarska i zadziorna - i to mu się podobało. Malo która panna zaproponowałaby mu udanie się na ten taras. Zwykle wolały, żeby od razu wzywał ubera i wiózł je do mieszkania. A on lubił zmianę scenerii. Przynajmniej będzie nico większy dreszczyk emocji.
Barman postawił przed nimi drinki - wystarczająco duże by poczuć ich smak, ale dość małe, aby nie spędzić wieczności na sączeniu ich. Zaraz potem Jason poprowadził swoją towarzyszkę wieczora na parkiet. Bo kto powiedział, że gra wstępna nie mogła się rozegrać już w tańcu? Jego dłonie szybko znalazły się na jej ciele, tym razem pozwalając sobie na znacznie więcej. Sunęły po jej biodrach, po talii, po brzuchu. Przy nieco wolniejszym kawałku zamknął ją w swoich ramionach, sprawiając że całkowicie przylegała plecami do jego piersi. Wykorzystał ten moment by obsypać jej szyję drobnymi pocałunkami i bezwstydnie zaciągnąć się jej zapachem - perfumami zmieszanymi już z pierwszym potem. Niebezpiecznie uzależniająca mieszanka. Tłum ludzi wokoło przestawał się liczyć, kiedy każdy dotyk jej ciała był coraz bardziej elektryzujący.
Wystarczyły im trzy piosenki. Kiedy ostatnia z nich dobiegła końca, Jason znów przyciągnął rudą księżniczkę bliżej, stykając się z nią czołami - Chodź. Taras czeka - powiedział z lekko przyspieszonym oddechem. Ten drobny wysiłek fizyczny miał także drugi, ukryty cel - pobudzone mięśnie wydawały się jeszcze większe, co miało mu pomóc zrobić na dziewczynie mocniejsze wrażenie, kiedy już nie będą otoczeni przez przypadkowy tłum. Jason uśmiechnął się nieco drapieżnie, całując ją w końcu - krótko, ale mocno - a zaraz potem łapiąc ją za rękę i ciągnąc ku schodom na wspomniany taras.

eleanor o'cahallan
Solhy
Posty z AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”