—
Chyba masz rację — przytaknęła, unosząc nieznacznie kącik ust. —
Była miła wobec mnie na Twoim pogrzebie — zauważyła zaraz, powracając myślami do tamtego ponurego dnia. Oczywiście, kobieta była miła na tyle, na ile pozwalały jej wtedy emocje.
Dopiero po chwili Ade zorientowała się, że wspomniała o swojej obecności na jego pogrzebie. Ex narzeczona, z którą
zmarły rozstał się w nienajlepszych stosunkach, pojawiła się, by go pożegnać i zamienić kilka słów z
jego rodziną, o której do pewnego czasu myślała, że stanie się jej częścią. Jego śmierć przełamała pierwszą barierę - dumę, przez którą przez cały czas jego
życia unikała go jak ognia, utrzymując kontakt jedynie z jego bratem. Oszukiwała samą siebie, że zrobiła wtedy to, co uważała za słuszne, ale jej obecność tamtego dnia mówiła znacznie więcej, niż chciała to przyznać.
Nie wiedziała też, jak istotny wpływ na Sully’ego miała. Dlaczego tak usilnie próbował zdobyć ją ponownie, mimo czasu, jaki stracili przez rozstanie i sfingowaną śmierć. Jak wiele było powodów, dla których znów zaczął o nią zabiegać. Pewnie dlatego dziwiła się, że przez cały ten czas nie dał szansy żadnej innej, traktując ją jak kogoś wyjątkowego.
—
Lody to nie posiłek, tylko deser, a to jest znacząca różnica — skwitowała, unosząc palec wskazujący do góry, by podkreślić wagę swoich słów. Po chwili parsknęła śmiechem.
Zdecydowanie niewiele było w stanie oderwać ją od ulubionych lodów i seriali, zwłaszcza w momencie, kiedy wskakiwał nowy sezon. Lubiła te długie, leniwe wieczory pod kocem, które były dla niej świętością po ciężkim tygodniu w pracy. Z Sullym mogła świętować codziennie, w każdy inny wieczór. Był względem jej fanaberii bardzo wyrozumiały i nie miał na co narzekać, bo prędzej czy później zawsze odpowiednio mu to wynagradzała.
—
Kapłanka? To ona ma święcić Twój kult, czy to jej oddasz swoją cześć? — uniosła wysoko brew, spoglądając na niego zaczepnie. Miał rację. Zwykle to ją należało sprowadzać na ziemię, ale jej bujna wyobraźnia i słabość do podejmowania nierozsądnych decyzji była niczym w porównaniu z jego arogancją, którą tonowała, kiedy wymagała tego sytuacja. W tej kwestii, jak w wielu innych, byli ze sobą bardzo kompatybilni.
—
Cieszę się, że uprzedziłeś mnie, zanim powstało całe to zamieszanie — przyznała po chwili, na moment zatrzymując się myślami nad jego odpowiedzią.
Choć jego powrót do świata żywych nie był dla niej łatwy z kilku różnych powodów, których prawie nikt nie znał, to naprawdę była mu wdzięczna za to, że mogła przygotować się na ten medialny rozgłos. Na szczęście, jeszcze żadnemu z reporterów nie przyszło do głowy, żeby pogrzebać w jego przeszłości i sprawdzić, co u niej. Jedynym słusznym komentarzem, jakim mogła się podzielić, to
brak komentarza, ale i tak nie przepadała za takim byciem w centrum uwagi. Zbyt wiele poświęcała swojej pracy, żeby być rozpoznawalną jedynie jako
czyjaś była narzeczona. Doceniała więc pomysł randki na odludziu, gdzie rzeczywiście oboje mogli odetchnąć i na spokojnie nadrobić zaległości.
—
Już nie bądź wobec siebie taki surowy — zwróciła mu uwagę, ściągając przy tym nieznacznie brwi. Zawsze wymagał od siebie stanowczo za dużo. —
Nie będę psuć Ci renomy. Najwyżej powstrzymam się przed wystawieniem gwiazdek w googlach — dodała jeszcze, obdarzając go figlarnym spojrzeniem.
Po raz kolejny nie zastanowiła się nad tym, co robiła. Igranie z ogniem ostatnio za bardzo weszło jej w krew, a zwodzenie Sully’ego było bardzo niecnym występkiem, przed czym niestety nie potrafiła się powstrzymać. Działał na nią, mówiąc jej wszystko, co chciała usłyszeć, przypominając jej wiele dobrych wspólnych chwil, uśmiechając się do niej tak rozbrajająco i będąc przy tym niesamowicie pewnym swego. Dokładnie wiedział, czego chciał. Ona nie mogła powiedzieć o sobie tego samego.
A mimo to nie sprzeciwiła się, kiedy blondyn pochylił się nad nią, będąc całkowicie świadomą, do czego zmierzał. Delikatne muśnięcie opuszkami palców jej policzka, pewne spojrzenie i ciepły oddech odbijający się na jej ustach wystarczyły, żeby złamała się pod jego wpływem i poddała się pocałunkowi. Złączenie ich warg wzbudziło w niej falę emocji, którą do tej pory uparcie tłumiła. Momentalnie wolną dłoń oparła na jego klatce piersiowej i smakowała jego ust z tęsknotą, dotychczas nie zdając sobie sprawy, jak bardzo tego pragnęła — jego bliskości i dotyku.
Nie trwało to jednak długo, bo dosłownie po chwili Sullivan oderwał się od niej, pozostawiając ją w lekkim zaskoczeniu, nie tylko z powodu tego, co się wydarzyło, ale przede wszystkim samą sobą. Bo gdy usłyszała jego pomruk, zdała sobie sprawę, że celowo ją drażnił. I wiedziała, że to ona pierwsza go sprowokowała. Nie pierwszy raz zresztą. Miała to w swojej naturze i przejawiała to już na samym początku ich znajomości. A teraz zdecydowanie czuła niedosyt.
I nagle poczuła się aż nazbyt świadoma swojej dłoni, która teraz nieznacznie zaciskała się na jego koszuli. Opuściła ją i niepostrzeżenie westchnęła, gdy Sullivan finalnie odsunął się od niej, by zająć swoje poprzednie miejsce na kocu. Mimowolnie na jej usta wstąpił uśmiech, kiedy patrzyła się w niebo, nadal nie dowierzając temu, co się stało. Co gorsza, nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego słowa, które byłoby adekwatne do sytuacji. Wprost nie mogła uwierzyć, że jej odporność wobec niego tak szybko kruszała. Pokręciła więc jedynie głową i z westchnieniem podniosła się do pozycji siedzącej. Nagle strasznie zachciało jej się pić, więc bąbelki szampana były w tym momencie wprost idealne.
—
Chyba czas na wielką degustację eklerków — uznała swobodnym tonem, starając się wrócić do wcześniej atmosfery, po czym po odłożeniu pustego kieliszka sięgnęła do koszyka po wypiek. W końcu musiała czymś nasycić swój głód, który wywołał w niej Sully.
Sullivan Hartley