31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mrugnął kilkakrotnie i no cholera, nie mógł przecież przegapić takiej okazji, więc przejechał dłonią po włosach i zacytował johnny'ego bravo. Ułożył palce w telefon, przykładając je do ucha, po czym odezwał się niskim głosem, - Hello, 911 emergency? There's a handsome guy in my house. Oh, wait, cancel that, it's only me. - Spojrzał na nią i od razu parsknął śmiechem. Reid był wyluzowanym kolesiem w większości spraw. Nie cierpiał jednak, kiedy nazywano go kłamcą albo stawiano go w naprawdę chujowym świetle, a dokładnie to zrobiła wcześniej owa kobieta w lokalu. Jednak stojąc teraz obok niej i biorąc pod uwagę sam fakt, że jeszcze mu nie przyjebała, musiało to oznaczać, że może faktycznie oboje mieli po prostu bardzo chujowe wieczory. No więc dlatego też zaszczycił ją swoimi jakże idealnymi ruchami tanecznymi, parskając przy tym śmiechem. - Trochę chujowa i niefortunna - przytaknął, kompletnie się z nią zgadzając.

Po chwili jednak zmrużył oczy, zauważając jej dłoń zbliżającą się do jego twarzy, by zaraz poczuć, jak siłą zmusza go do skierowania głowy w dół. Wtf? - Coo, tryyy... - Cholera, powinien był się nie odzywać. Normalnie wsadziła mu palucha do ust. Reid zastygł na moment w kompletnym szoku. Jeżeli teraz tak kobiety dotykały mężczyzn, którzy im się podobali, to najwyraźniej ominęło go kilka ważnych aktualizacji randkwoych. Czy to była jakaś nowa metoda na dentystę? A chuj go wiedział. Chłop był po prostu w szoku. Pokręcił głową przecząco. - Nie zgadzam się - mruknął. - Tak jak mówiłaś, przeżyję. A poza tym chciałem tylko, żeby tamta barmanka faktycznie się przejęła. - Westchnął, po czym uśmiechnął się lekko. - Dziękuję. Ty też. I masz ciekawy nos. - Odwrócił wzrok na moment, wyciągając kolejną fajkę. Zapalił ją i zaciągnął się dymem, żeby no... nie było, że zaraz zacznie z nią od razu flirtować czy coś. Absolutnie nie. Parsknął śmiechem na jej przeprosiny. - Spoko. Ja przepraszam, że w myślach nazwałem cię wywłoką, meduzą... żmiją chyba? - spojrzał na nią złośliwie, unosząc kącik ust. - Jak coś sobie jeszcze przypomnę, to ci powiem. - Zaśmiał się, po chwili ponownie zaciągając się papierosem. - luz, też mam chujowy dzień, więc jesteśmy kwita, I guess?

już chyba nie wywłoka
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Paris wpatrywała się w niego z niedowierzaniem, zaciskając mocno usta, żeby nie roześmiać się jak ostatnia kretynka. Dlaczego bawiły ją takie denne żarty? Musiała być już naprawdę zmęczona. Przesunęła palcami po swoim policzku, spoglądając na niego z nutą politowania i delikatnego rozbawienia; próbowała zgadnąć, ile ma lat po jego zachowaniu i poczuciu humoru. Ostatecznie nie skomentowała jego tekstu, unosząc lekko kącik ust. A to oznaczało jedno — pokój. Wywieszenie białej flagi. Zawieszenie broni. Jak zwał tak zwał. Scena, rozgrywająca się wewnątrz baru, mogła nie mieć miejsca, a ich dyskusja mogłaby już wcześniej przybrać przyjemniejszy obrót, ale może tak właśnie musiało być. Może zanim mieli nawiązać bardziej przyjacielską relację, musieli najpierw poznać się od tej gorszej strony? — No cóż… Everybody makes mistakes and everybody has those days zacytowała poważnym tonem słowa swojej ulubionej piosenkarki, gdy była jeszcze gówniarą.

Paris była za to kompletnie niewzruszona swoim gestem. Robiła bardziej szalone rzeczy od wkładania palców tam, gdzie nie powinna. Słysząc, że nie zgadza się na odszkodowanie, Kingsley westchnęła ciężko, krzyżując swoje ręce na klatce piersiowej. No to po co było to całe zamieszanie i grożenie pozwami? — Co, teraz duma ci nie pozwala przyjąć kasy za leczenie? — mlasnęła, kręcąc głową z niedowierzaniem. — Ach, no tak. Masz tyle siana, że pewnie tego nie potrzebujesz — rzuciła kąśliwie, przypominając sobie jak rzucił banknot studolarowy na blat za jednego drinka. Nigdy nie miała większej ochoty, by wepchnąć komuś kasę do gardła. Może to dlatego, że sama nie miała tyle pieniędzy i bardziej je szanowała. — Przejęła się. Poszła ryczeć do kantorka, więc nie zdziwię się, jak rzuci mi dzisiaj wypowiedzenie — mruknęła z niezadowoleniem. Ciężko było znaleźć barmankę z twardym tyłkiem, która nie będzie aż tak przeżywać każdego słowa od strony klienta. — Nos? — parsknęła, dotykając palcem wskazującym swojego lekko zadartego nosa. — Jezu, normalny mężczyzna po prostu powiedziałby, że jestem ładna. Masz nierówno pod sufitem — rzuciła, tym razem w bardziej żartobliwym tonie. Na wspomnienie o tych wszystkich pięknych epitetach, którymi uraczył ją w swoich myślach, Paris westchnęła teatralnie. — Najwidoczniej sobie zasłużyłam — stwierdziła, uśmiechając się przy tym krzywo. Ostatecznie zerknęła na niego, kiwając lekko głową.

były kurwiarz, teraz już nie
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No cóż… Everybody makes mistakes and everybody has those days.

Na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech, kiedy zobaczył i usłyszał, że jednak chciała, żeby już się nie kłócili. No i pomimo tego, że podniosła mu ciśnienie, to cholera, od dawna nie czuł takiej adrenaliny. Podobało mu się to. I to bardzo. Wolał jednak mieć ją po swojej stronie albo chociaż być, jak to się mówiło, 'civil', bo nawet nie chciał sobie wyobrażać, do czego byłaby zdolna. Chociaż po części miał tego świadomość, zwłaszcza że była gotowa zaryzykować jego dramatyczną śmiercią, chroniąc swoich pracowników. She was one of a kind, eh?

Dalej w pewnym sensie próbował jakoś recover po fakcie, że włożyła mu swoje długie paluszki do ust. Nie spodziewał się tego, okej? Nie był na to przygotowany! Całe szczęście, że nic wcześniej nie jadł i dbał o higienę ustną, ale damn it… no shooketh. - Duma? - parsknął śmiechem. - To prawda, nie potrzebuję. Zresztą, gdybym chciał, mógłbym pozwać cały wasz lokal - uśmiechnął się diabelsko, zerkając jej w oczy. - Policzyłem przynajmniej trzy naruszenia bezpieczeństwa, przekraczając próg, a jeden z ochroniarzy? Wpuścił gówniarę w wieku szesnastu lat, przepuszczając ją z fejkowym dowodem. Widziałem, że została obsłużona przy barze, a jeszcze chwilę temu gadala z jakimiś staruchami. - Przysunął się do niej bliżej, nachylając się delikatnie. - Zdajesz sobie sprawę, że jeżeli coś jej się stanie, to nie tylko klub będzie odpowiadał, ale też ty jako managerka na zmianie? - odsunął się o krok. - Tak tylko daję znać, ale nie martw się. Zanim te byczki mnie wypierdoliły, zwróciłem gówniarze uwagę, że skontaktuję się z jej starym. - Zaśmiał się pod nosem. - Kto by pomyślał, że wyglądam na przyjaciela czyjegoś rodzica? Ajajaj - mlasnął językiem z dezaprobatą.

Westchnął głośno, słysząc o płaczącej barmance, ale no nic nie skomentował, bo mało go obchodziła, lol. - A czy wyglądam ci na normalnego, Cindy? - uniósł brew. - 'Jesteś ładna' to raczej jeden z tych komplementów, które facet rzuca z niechcenia albo dlatego, że chce cię zaciągnąć do łóżka. - Wyjął jeszcze jedną fajkę, odpalił ją i się zaciągnął. - Jak ja chcę kogoś zaciągnąć do łóżka, to uwierz mi, nie ma w tym nic normalnego - posłał jej uśmiech i dodał, - No to jesteśmy kwita za dzisiaj. Chcesz jeszcze jednego? - Wyciągnął paczkę w jej kierunku... i taka była prawda tak btw... Callum miał game, wiedział jak wykorzystać swój charakter jak i osobisty urok na swoją korzyść, a rzucanie takimi lamerskimi komplementami w kobiety... well... to nie było w jego stylu, okay?

cindy
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Och, czyżby na świecie zapanował spokój?


Paris mimowolnie opuściła spojrzenie na jego szeroki uśmiech, po czym parsknęła cicho pod nosem. To niesamowite, że kilkanaście minut temu, byli w stanie pobić się pod tym barem, a teraz mogliby ścisnąć sobie dłonie na zgodę. Kobiety są naprawdę nieprzewidywalne, ale Callum Reid zdecydowanie też nie miał zbyt równo pod kopułą. Cóż, może właśnie dlatego ostatecznie doszedł do porozumienia z Kingsley? Dziewczyna nigdy nie uważała się za kogoś stabilnie emocjonalnego, szczególnie z tą swoją chorą obsesją na punkcie adrenaliny. Może to jego grożenie pozwami też nieco pobudziło ją do działania? Damn. Chyba naprawdę wcale nie potrzebowała skrajnych doświadczeń, by poczuć, że żyje; wystarczyła tylko głupia kłótnia w robocie. I taki idiota, który jeszcze bardziej nakręciłby ją do sprzeczki. Double win.

— Tak, tak. Wiemy, panie Pozwę Wasz Cały Lokal westchnęła, machając dość lekceważąco ręką, jakby znała ten tekst już na pamięć. Po pierwsze: naprawdę nie sądziła, żeby The Fifth Social Club było miejscem, które przejmowałoby się takimi groźbami. Po drugie: jeśli ją zwolnią, znajdzie pracę gdzieś indziej. Po trzecie: jak na razie to chłopak nie robił nic, poza próbą pokazania swojej pozycji, a to nie robiło na niej wrażenia. No i po czwarte: nie mieli się przypadkiem pogodzić? — O mój boże. Strasz tak dalej to zostaniesz bez przyjaciół na starość — rzuciła z udawanym przejęciem. Gdy przysunął się bliżej niej, Paris uniosła odważnie podbródek, bo nie robił na niej wrażenia; nie bała się go. Raz wepchnęła mu już palce do buzi, więc jak posunie się dalej, to może mu tam wcisnąć nawet całą rękę. — Dawno ci nikt chyba nie wyjebał, co? Masz za bardzo gadane — westchnęła, opierając się dość swobodnie o ścianę budynku tuż za sobą. — Włos by jej z głowy nie spadł, koleżko. Słowo harcerza — powiedziała, przykładając dłoń do swojego serca na znak jej magicznej przysięgi. — Ale dobrze wiedzieć, że na świecie nadal są tacy superbohaterzy jak ty — dodała ironicznie, bo przecież nie sądził, żeby młoda dziewczyna jakkolwiek się nim przejęła, skoro już udało jej się wkręcić do tego miejsca.

Paris wzięła od niego kolejnego papierosa, bo skoro już tu stała i słuchała jego gadania, to zdecydowanie musiała zapalić. Przydałby się jej jeszcze jakiś drink do tego, ale będzie musiała jakoś przeżyć bez niego. — Wyglądasz na giga pojeba — odparła, zaciągając się dymem. — Ja myślę, że żadna kobieta, która wskakuje tobie do łóżka, nie jest do końca normalna — parsknęła. — Ale to tylko moja teoria. Don’t get me wrong mlasnęła, unosząc dłonie w dość obronnym geście. — Okej, kwita, ale nadal uważam cię za frajera — rzuciła, posyłając mu drobny uśmiech. Może pewne rzeczy nigdy nie ulegną zmianie?

callum
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie rozumiał jej. To, że znał się na paru zasadach bezpieczeństwa w lokalach gastronomicznych i ogólnie orientował się we wszystkim, co potencjalnie mogło skończyć się pozwem, bo tatuś go tego nauczył, chyba nie powinno być niczym złym, no nie? Nie chciał tym razem nikogo ani niczego pozywać. Tutaj chodziło raczej o jego honor, o! Ale dobra. Już nie zamierzał tego komentować, bo z paniusią Cindy Lou Who mógłby dyskutować do usranej śmierci, a pani menadżerka i tak najwyraźniej musiała mieć ostatnie słowo, no nie? Machnął tylko ręką, po czym parsknął śmiechem. - A za co miałby mi ktoś wyjebać? Chociaż w sumie... mogliby. Poczekałbym, aż dadzą pierwszy cios, a wtedy, wiesz, mógłbym zrobić to, co lubię najbardziej - uniósł brew, uśmiechając się cwaniacko. - Pozwać kogoś, no nie? - zaśmiał się pod nosem, a chwilę później teatralnie zatrzepotał rzęsami, udając, że właśnie się zarumienił. - Ahhh, jak mówisz to w taki sposób, to aż ciężko nie zgrywać superbohatera, wiesz? - cmoknął, posyłając jej buziaka w powietrzu.

Przyjrzał się jej, kiedy wyciągnęła papierosa, po czym sam odpalił swojego i zaciągnął się mocno, zatrzymując dym w płucach odrobinę dłużej, zanim powoli go wypuścił. - No co ty nie powiesz? Goniłem za jedną dziewczyną przez dziesięć lat, a w momencie, kiedy dowiedziałem się, że wyszła za mąż, nagle się obudziłem. No pojeb - parsknął pod nosem z niedowierzaniem. Tak naprawdę to mógł po prostu posłuchać Cyrusa, ale wolał swoje. Wolał za każdym razem, gdy przypadkowo spotykał się ze swoją wieloletnią miłością, rzucać wszystko na bok i zatracać się w tej fairytale, która faktycznie okazała się tylko i wyłącznie jakąś chorą bajką. - Wiem, że się nie znamy, ale myślisz, że powinienem w końcu dać sobie spokój? - Uniósł brew, a po chwili zaśmiał się cicho. - Nie lubię normalnych ludzi - wzruszył ramionami, po czym dodał, - A ja ciebie mam za Meduzę, don’t get me wrong. - Puścił jej oczko i ponownie zaciągnął się papierosem.

meduza
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Callum był całkiem zabawny, kiedy nie zachowywał się jak bananowy dzieciak, który chce udupić każdego człowieka, który podpadł mu w jakiś nieszkodliwy sposób. Gdyby spotkali się w innych warunkach i w innym czasie, na pewno szybko znaleźliby wspólny język. Szkoda, że okoliczności nie były sprzyjające zawieraniu przyjaźni, ale hej... Przynajmniej zawarli pokój, racja? A to dobry początek do zbudowania ciekawej i długoterminowej relacji, o ile jeszcze kiedyś w ogóle się zobaczą. Tak czy inaczej, w jednej kwestii Reid niewątpliwie miał rację; Paris musiała mieć ostatnie słowo, choćby nie wiadomo co. No to była jedna z wielu jej wad — potrafiła być nieznośna, złośliwa i zawsze chciała mieć rację. Amen to that.
— Nie, żeby coś, ale wyglądasz mi na kogoś, kto nie potrzebowałby wielu powodów, żeby pójść z kimś w jakąś głupią szarpaninę — stwierdziła, uśmiechając się niewinnie. — Nie kłócisz się notorycznie w barach z innymi ludźmi? — zażartowała. No, bo tu przecież ta sprawa dość szybko eskalowała. — Przyznaj się, Callum. Ile osób już pozwałeś w swojej karierze, co? — zapytała, unosząc przy tym brew. Zaraz jednak wywróciła oczami na jego słowa i ten pocałunek wysłany w powietrzu.

Słysząc, że Reid gonił za jedną kobietą dziesięć lat, Paris odruchowo chciała parsknąć kpiąco, ale szybko zdusiła ten śmiech w sobie. Czy nie zachowywała się podobnie? Umawiała się z wieloma mężczyznami przez ostatnie lata, ale myślami zawsze wracała do tego jednego. Kingsley zaciągnęła się po raz kolejny dymem z papierosa, uśmiechając się przy tym krzywo; bardziej na wspomnienie samej siebie w tych nastoletnich latach, gdy tak naiwnie oddała komuś swoje serce niż na wyznanie Calla.
— Jeśli od dziesięciu lat, nic się nie zmieniło, to pewnie pora ruszyć naprzód — stwierdziła. Ona też tak zrobiła; próbowała o nim zapomnieć, a to, że Leo znowu pojawił się na jej drodze to jedynie wynik przewrotności losu. — Może masz swoją nową, wielką miłość przed swoim nosem i nawet tego nie widzisz, bo ciągle stoisz w miejscu — parsknęła. I wtedy też zrobiła krok w bok, machając ręką, jakby malowała niewidzialną granicę. — Ale to na pewno nie ja. Hatfu. Nie ma szans — zagwarantowała. — Meduza? Damn — zaśmiała się. Kolejne nowe przezwisko do kolekcji; robili się coraz kreatywniejsi.

callum
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie no, co to były za oszczerstwa! Zamrugał oczkami kilkakrotnie, próbując powstrzymać to głośne, bezdźwięczne westchnienie oburzenia, bo przecież to była jawna obraza majestatu. On?? SZARPANINY? On miał ludzi od bicia się za niego! PHI! - Tsk, tsk, tsk, Cindy, why are you underestimating me so much, eh? - prychnął pod nosem, uderzając językiem o podniebienie i wydobywając z siebie ten charakterystyczny dźwięk dezaprobaty. Ajajajaj... - Ja grzeczny jestem, wypraszam to sobie! Kłócę się tylko wtedy, kiedy mam chujowy dzień, a dzisiaj miałem go zajebiscieeeee chujowego - parsknął śmiechem. Na pytanie o pozwy wzruszył ramionami. - Ilu? Nie pozywam ludzi tylko dlatego, że mogę. Nie bawi mnie odbieranie pieniędzy komuś, kto ich nie ma albo faktycznie by przez to ucierpiał - zaciągnął się papierosem jeszcze raz. - Zazwyczaj pozywam wielkie korpo. Tak, żeby je zabolało. Chociaż maciupenko. - Spojrzał na nią z miną niewiniątka, którym nie był, rzecz jasna. - Nie jestem aż takim potworem, za jakiego mnie masz.

No i potem zrobił ten wielki błąd i się jej wygadał, a ta kurde prawie co nie zaśmiała mu się prosto w twarz. Ale czy się dziwił? Wiedział przecież, jak żałośnie to wszystko brzmiało. - tak myślałem - mruknął pod nosem, zaciągając się ponownie papierosem. Po chwili zamrugał kilkakrotnie, zerknął na nią, prawie sie zakrztusil wlasną śliną zanim jakoś tak zmarkotniał i rzucił - Dokładnie. Haaaatfuuu - splunął gdzieś na bok. - Nie mógłbym z tobą być, Lou Who, ale chętnie się z tobą zakumpluję. - Zaśmiał się, spoglądając na nią z rozbawieniem. - Wiesz, w razie gdybyś potrzebowała kiedyś kogoś pozwać, rzecz jasna - dodał z uśmiechem. Rzucił niedopałek na ziemię, przydeptał go butem i ponownie na nią zerknął. - Dobra, Meduza, będę się zbierał. To co, dasz mi swojego maila, instagrama, numer telefonu czy o co tam ludzie w moim wieku pytają, when they want to make friends?

meduza
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”