Cyrus nie miał prawa być zaskoczony jej słowami.
Na jej miejscu na pewno zachowałby się podobnie i nie wierzyłby żadnym obietnicom, które nie miały większej wartości, jeśli padały z ust Lockharta. Rezydent był egoistą, a wiele jego wyborów, szczególnie tych, dotyczących innych osób, wywodziły się z nudy i potrzeby poruszenia życiem;
swoim lub czyimś. Przez ostatnie dziesięć lat, Cy nie potrafił związać się emocjonalnie z żadnym człowiekiem; na przestrzeni studiów, praktyk i rezydentury, znalazł jedną osobę, którą mógłby nazwać swoim
przyjacielem. Związki zupełnie dla niego istniały, a swoje potrzeby załatwiał w konkretny, ugodowy sposób z kobietami — zwykle koleżankami ze szpitala. Może i nie cieszył się popularnością, jako najbardziej towarzyski mężczyzna na świecie, ale miał w sobie pewną aurę, która najwidoczniej przyciągała co poniektóre. A więc Calliope musiała przejrzeć go na wylot, co w ogóle mu się nie podobało, dlatego poprzysiągł sobie, że udowodni jej, że wcale nie jest takim na jakiego go kreuje. Chciał zakrzywić rzeczywistość tylko dlatego, że nie podobało mu się to światło, w jakim go stawiała. Słysząc, że jest u r o c z y, Cyrus wywrócił oczami, łagodnie odtrącając jej dłoń, gdy szturchnęła go w czubek nosa. Niekoniecznie lubił to określenie, bo urocze to były szczeniaki, a nie on dorosły mężczyzna, prawda?
Blondyn nie potrafił przewidzieć, czy Callie mówiła szczerze czy kłamała. Rzucił jej nieco podejrzliwe spojrzenie, ale naprawdę nie chciał poruszać tego tematu. Sama myśl o tym, że obok niej mógł kręcić się jakiś frajer, zaczynała go drażnić, bo naprawdę nie chciał bawić się w jakieś przepychanki, jakby znowu był nastolatkiem. Wolał uznać to za czystą prowokację, którą mógł olać, zamiast tracić czas na nerwy. Nie po to przyjechał tu o tej porze, żeby dostać kosza.
— Okej? — zaśmiał się, spoglądając na nią z czystym rozbawieniem.
— Twój wzrok mówi mi coś innego, ale w porządku, Callie… Mogę być okej — dodał ironicznie; nie wierzył jej. Spojrzenie dziewczyny mówiło wszystko, a Cy był całkiem dobry w analizowaniu innych ludzi. Gorzej, jeśli młodsza opanowała sztukę aktorską do perfekcji, więc w gruncie rzeczy to… Lockhart niczego nie mógł być do końca pewny.
— No ładnie wyrobiłaś sobie ten cięty język przez te lata — parsknął, bo nic nie bawiło go tak bardzo jak te wszystkie pyskówki, które usłyszał dzisiaj z jej strony.
To ciekawe, że przez ich głowy, przechodziły teraz bardzo podobne przemyślenia. Cy od chwili, gdy zobaczył ją w szpitalu, nie mógł nadziwić się, jak bardzo zmieniła się przez ten cały czas. Zaczynał się nawet zastanawiać, czy wtedy, gdy jeszcze oficjalnie umawiali się ze sobą, podobała mu się choć w jakimkolwiek ułamku tak bardzo jak teraz. Gdy tylko na nią patrzył, sam gubił się w tym, czego dokładnie od niej potrzebował. Początkowo chciał po prostu rozrywki i skrajnych emocji, potem potrzebował pewnego udowodnienia, że nadal jest w jej oczach najlepszy, ostatecznie chciał po prostu jej. W całości. Jakby postawił sobie za cel, żeby ją zdobyć, bo pasowała do jego układanki na swój popieprzony sposób. A teraz, gdy czuł na swoich ustach jej słodki smak, chciał przede wszystkim więcej. I to do tego stopnia, że z trudem utrzymywał ręce przy sobie. Czuł się tak, jakby został pozbawiony jakiejkolwiek kontroli, co było niesamowite, bo to było tylko kilka gorączkowych pocałunków. A przecież Cy mógł dać z siebie jeszcze więcej, gdyby tylko tak szybko tego nie przerwała.
Bo Lockhart, podobnie jak Calliope, próbował namieszać jej w głowie do tego stopnia, że nie będzie potrafiła odetchnąć, bez choćby najmniejszej myśli tylko o nim.
Cyrus nie był głupi. Znał swoje ciało i organizm lepiej niż ktokolwiek inny; większy problem miał ze swoją głową, bo od dwudziestu ośmiu lat, nie potrafił z nią wygrać. Tak czy siak, blondyn wiedział jak się czuł i jak zareagował na jej bliskość. Trącił ją palcem w kolano, parskając leniwie pod nosem, zanim odstawił talerz gdzieś na bok.
— Nie dałaś mi nawet szansy jakoś się popisać, bo tak szybko uciekłaś — rzucił kąśliwie na jej ocenę. Oj, była to szpileczka w jego dumę, a więc z pewnością w najbliższym czasie, będzie musiał zmienić jej zdanie.
— Mogę ćwiczyć nawet codziennie, Nerreza — mruknął, nachylając się lekko w jej stronę, jakby mógł to zrobić nawet teraz. Zaraz opuścił spojrzenie na jej palec, który oblizała i zatrzymał spojrzenie na jej ustach. Miał wrażenie, że ciepło uderzyło mu do głowy, dlatego uniósł kącik ust, jakby już zupełnie stracił resztki zdrowego rozsądku.
— Jeszcze jakieś wymagania, księżniczko? Może przyjadę na pieprzonym koniu? — rzucił, wzdychając z niedowierzaniem na jej zasady. Czy tak postrzegają go ludzie, gdy wymieniał długą listę rzeczy, które mu nie odpowiadają?
Oczywiście, że chciał się z nią przespać. To była pierwsza myśl, która pojawiła się w jego głowie, gdy po raz pierwszy tego dnia zminimalizowała odległość między nimi. Wtedy rzeczywiście był w stanie spełnić jej każdą możliwą zachciankę. I jak na zawołanie, Cy ulokował w niej swoje wyćwiczone, łagodne spojrzenie. Wbił swoje niebieskie tęczówki w jej ciemne, unosząc przy tym brwi, jakby niemo pytał; naprawdę?
— Kto wie, może ta cała randka będzie tak dobra, że sama będziesz chciała więcej? Myślę, że jest na to dużo prawdopodobieństwo — zaśmiał się złośliwie, mając z tyłu głowy to, jak potoczył się ten wieczór.
Cyrus przez chwilę patrzył na nią z nutą niedowierzenia; nie trwała ona jednak zbyt długo. Blondyn zsunął palce na swój rozporek, który rozsunął, zaraz zrzucając swoje garniturowe spodnie gdzieś na podłogę. Tej nocy przechodził zupełnie samego siebie. Coś w tonie jej głosu sprawiało, że nie śmiał i nie zamierzał jakkolwiek się sprzeciwiać. Zaraz złapał dziewczynę lekko w pasie, przyciągając bliżej swojej klatki piersiowej. Czuł jej piękny zapach i bliskość, która działa cholernie elektryzująco. Oparł podbródek na czubku jej głowy, a wolną dłoń położył na jej włosach.
Pierwszy raz naprawdę kogoś przytulał. Czuł się z tym dziwnie, jakby robił coś złego, a jednocześnie jego serce zaczęło bić nieregularnie.
— Straszna z ciebie wariatka — mruknął, gdy jego organizm zaczął się wyciszać. Przymknął tylko na krótką chwilę oczy, bo zaczął wyraźnie odczuwać swoje zmęczenie. I naprawdę nawet nie zauważył, kiedy zasnął, po raz pierwszy tak mocno, obejmując swoją Calliope.
Jego budzik zaczął dzwonić około szóstej rano. Cyrus miał wrażenie, że jego głowa wybuchnie; wyciągnął palce, aby wyłączyć alarm. Dopiero po chwili dostrzegł drobną sylwetkę dziewczyny tuż obok siebie. A więc to wszystko nie było tylko snem. Mężczyzna wysunął się subtelnie z jej objęcia, czując jak zdrętwiały mu wszystkie kończyny od tkwienia przez parę godzin w tej samej pozie. Spał niecałe pięć godzin, ale to i tak był nie lada sukces. Przez chwilę spoglądał na nią z uwagą; wyglądała mega uroczo, jak spała… I na samą myśl o tym, rezydent miał ochotę roześmiać się gorzko. W tym to nawet Bowen mu nie pomoże. Zwariował. Nie potrafił wyjaśnić tej dziwnej słabości. Cy wstał z łóżka, żeby założyć swoje spodnie i podszedł do lustra, żeby przeczesać palcami swoje blond loki i doprowadzić się do porządku. Wtedy też zerknął w odbiciu na Callie. Chyba zaczynał mieć nową obsesję, co dla żadnego z nich, nie wróżyło nic dobrego. Jak do tego w ogóle doszło?
Odwrócił się z powrotem do niej, kucając przy łóżku, by musnąć palcami jej policzek.
— A ty co, bezrobotna? — rzucił złośliwie, pstrykając ją przy tym w czoło.
— Nie leń się, dzieciaku — mruknął, sięgając po swoją koszulę.
calliope