26 y/o
For good luck!
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Najpierw zamarła, kiedy poczuła chwyt na swoim nadgarstku. A później? Później nie potrafiła opisać ulgi, jaka ją ogarnęła, kiedy usłyszała głos Koreańczyka, a finalnie otworzył oczy. Co ważniejsze – nie potrafiłaby wytłumaczyć, czemu w ogóle to uczucie się pojawiło, a raczej – czemu było tak duże. Bo, oczywiście, jakąś jej część mogłaby obronić tym, że był on po prostu człowiekiem, a ona nieszczególnie wiedziałaby, co zrobić z jego ciałem i jak to potem wyjaśnić koronerowi. Tylko, że to, co poczuła, było znacznie większego kalibru.
  Zbyt dużego, jak na troskę o zwykłe, ludzkie życie. Była wrażliwa na krzywdę, była miła, opiekuńcza, ale czy jej oczy zaszłyby łzami, gdyby ktoś, na kim jej nieszczególnie zależało, odszedł?
  Nie.
  Uśmiechnęła się, niekontrolowanie, kiedy nazwał ją upierdliwą. Wierzchem dłoni, której nie trzymał, otarła wilgotne kąciku oczu, starając się przywołać do porządku, aby nie wyszło… niezręcznie. Głupia – cieszyła się z tego, że ją facet zwyzywał. Chociaż ciężko było nazwać subiektywną ocenę zwyzywaniem. Prawdopodobnie była dla niego upierdliwa. A on, biedny, musiał ją znosić.
  Zbyt zachwycona tym, że wydawał się mieć siłę, pomimo mocno rozgrzanego ciała, nie zatrzymała go, kiedy podnosił się do siadu. Pojawiła się tylko myśl – że nie powinien; że powinien leżeć i odpoczywać, bo wciąż był hot rozpalony.
  — Ty się dziejesz — burknęła, trochę z żartem, z udawaną pretensją, a trochę z tą ulgą, która pojawiła się, gdy tylko pierwszym ruchem wyrwał ją z przekonania, że nie jest fatalnie. Jednym uściskiem, który dalej trwał, co dopiero odnotowała. No tak, pilnował, aby nie wpadła znowu na pomysł wybierania numeru alarmowego.
  Przynajmniej tym razem zrobił to subtelnie, nie rzucając jej na dechy.
  — Martwiłam się o ciebie — przyznała otwarcie, nieszczególnie traktując to wyznanie, jako coś mocno nie na miejscu w relacji ochraniana-ochroniarz. — Wciąż jesteś bardzo gorący — dodała, zanim dotarło do niej, że można było to interpretować dwojako. I z obiema wersjami nie sposób było się nie zgodzić. — T-to znaczy dalej masz wysoką gorączkę. — Czemu spąsowiała? Co za głupota. — W pewnym momencie po prostu przestałeś reagować na to, co robiłam. I nie reagowałeś przez pewien czas, gdy próbowałam cię dobudzić, więc… — Spanikowała. Bała się, że to będzie miało fatalne zakończenie, a jej dom na nowo będzie pusty. Choć nigdy nie powinna się przecież przyzwyczajać, że znowu ktoś w nim jest – ktoś z kim rozmawiała, choć często był to po prostu jej monolog. Ale ktoś, kto wypełniał przestrzeń. — Po prostu martwiłam się. — Sprowadziła to z powrotem do punkt, w którym zaczęła.
  W głównej mierze dlatego, że po jego niewzruszonej minie – którą notabene miał zawsze – uznała, że nie chciał tego słuchać. I były to dla niego niepotrzebne, emocjonalne wyrzygi, które niekoniecznie musiały być częścią jego pracy.
  Sięgnęła więc po blister, który leżał na stoliku, tuż obok szklanki z wodą, z którą go przyniosła. Jednocześnie świadomi starała zrobić to tak nieinwazyjnie, aby samej nie przełamać tego ubezpieczającego chwytu na jej nadgarstku, przerzucając odpowiedzialność za to na niego. Aż przestanie ją kontrolować. A ona tym samym karmić swoją potrzebę bliskości.
  — Weź to, dalej trzeba zbić gorączkę. I zrobię ci herbaty. Chcesz może jakąś konkretną? Mama miała całą kolekcję. Jagodowe, cytrusowe, truskawkowe, morelowe, jakie tylko chcesz. Ktoś to musi wypić. — Uśmiechnęła się, choć trochę krzywo. To był pierwszy raz, kiedy wspomniała któregoś z rodziców, jego nawyki, bez zalewania się łzami i odcinania na nowo.
  Więc to był postęp. I kolejny krok przez jej żałobę.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie bardzo rozumiał co się z nią działo i dlaczego. W końcu żył, oddychał, a dookoła nikogo nie było. Przygaszone światło. Cisza, spokój. Kilka otwartych książek i ona, która wydawała się być z jakiegoś powodu mocno poddenerwowana i zmartwiona, chociaż nic dookoła nie mówiło, że powinna. Nie mieli nieproszonych gości, nic się nie paliło, ani waliło. To dlaczego była tak…
Ty się dziejesz.
Brew mu wyraźnie drgnęła w zaskoczeniu i wyraźnym niezrozumieniu jej wypowiedzi. Co to niby miało znaczyć?
Co? — Zwykle zdawał się szybko łączyć fakty, ale w tym momencie, możliwe, że przez podwyższoną temperaturę, która w dalszym ciągu była zbyt wysoka do normalnego funkcjonowania, ale niższa niż kilka godzin temu, myślał w nieco zwolnionym tempie.
A może naprawdę nie rozumiał co miała na myśli.
Szybko jednak przekonał się o co chodziło.
Martwiła się. Ona martwiła się o niego.
Obserwował ją. Jak mówiła. Jak się myliła i próbowała wytłumaczyć własne myśli. Nie przerywał jej. Starał się zrozumieć, chociaż dla kogoś takiego jak on było to dość ciężkie. Raz w życiu pozwolił sobie na zbliżenie się do drugiej osoby i jak to się skończyło? Musiał jednak przyznać, że przez nią stał się nieco bardziej… ludzki. Powinien był więc bardziej rozumieć jej odczucia, a jednak po utracie partnerki, wycofał się i zamknął te ludzkie części siebie, które najbardziej zostały narażone na zranienie.
Znowu wydawał się być maszyną bez uczuć. Robotem, który miał tylko wykonać swoją robotę i nie angażować się emocjonalnie w żaden sposób. Wtedy był niezawodny. Nie mógł pozwolić sobie drugi raz na tak kardynalny błąd.
Dlaczego? — spytał. Dla niego było to nielogiczne, że się martwiła. Miała go traktować jako dekorację. Człowieka, który był obok, ale nie miał się angażować w jej życie oraz relację. Miał jedynie przymus podążania za jej osobą. Jego zadaniem było, aby ją chronił, a nie się w jakikolwiek sposób do niej zbliżał. Ani fizycznie, ani mentalnie.
Jak zawsze przy tego typu pracy.
Może jakby pozwolił sobie na opuszczenie muru, który ponownie wzniósł, zauważyłby pewne podobieństwo i schemat. A może już go zauważył i tym bardziej wolał go zignorować.
Mogłaś mi sprawdzić puls, zamiast mnie bić — stwierdził, sięgając wolną dłonią do rozgrzanego czoła, aby je przetrzeć wierzchem.
Czuł, że w dalszym ciągu jego ciało było słabe i dziwnie wątłe, ale miał więcej siły niż kilka godzin temu. Wciąż nie był to jego szczyt formy. W zasadzie było do niego naprawdę daleko, ale chociaż mógł już jakoś myśleć, a pojedynczy ruch nie wymagał od niego ogromu siły.
Obejrzał się na blister, który wyciągnęła o dopiero wtedy zorientował się, że wciąż trzymał jej nadgarstek, jak gdyby chciał ją powstrzymać przed… no właśnie teraz już nie wiedział przed czym.
Zerknął na jej uśmiechniętą twarz i odwrócił spojrzenie, wypuszczając ją ze swojego chwytu.
Obojętnie — odpowiedział krótko, może nazbyt oschle.
Sięgnął po tabletki, aby wrzucić je sobie do gardła. Nie dlatego, że był nie wiadomo jak grzecznym pacjentem, ale dlatego, że uważał, że potrzebował jak najszybciej przywrócić sobie jasność umysłu oraz zdolność do pracy.
Co to jest? — spytał, przenosząc wzrok na rozrzucone notatki, woląc skupić się na czymś innym, w nadziei, że tabletki zaczną działać i teraz temperatura prędko zmaleje, a on wróci do bycia sprawnym sobą.

Maelle Lennox
26 y/o
For good luck!
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  W pewnym momencie, tak po prostu, postanowiła przestać walczyć z tym, co czuła i myślała. Zdecydowała się uznać za całkowicie normalne, że martwiła się o mężczyznę, który wcale nie był przy niej z wyboru a z konieczności. Konieczności, o której nie on zadecydował. Nie zgadzała się też, by upraszczać to do kwestii martwiłby mnie tak jak każdy inny. Bo różnicę dość prędko pojęła – Damon, choć nie z własnego wyboru, zajął przestrzeń w jej życiu i wypełnił sobą pustkę nie tylko fizycznie w domu.
  W jakimś stopniu musiała się przywiązać do kogoś, z kim dzieliła przestrzeń, kogo karmiła, kto od czasu do czasu z nią porozmawiał i kto dbał o to, by była bezpieczna – nawet jeśli wcale tego nie chciał.
  I choć uświadomiła to sobie, jeszcze zanim zapytał dlaczego, to gdy wybrzmiało pytanie, nie potrafiła w tak prosty sposób odpowiedzieć.
  To, co myślała było jednym; to, o czym powinien wiedzieć, było drugim.
  A miała pełną świadomość, że nie podzielał jej perspektywy.
  Czuła się więc głupio – z zaszklonym spojrzeniem, paniką wciąż drgającą w jej głosie i z koniecznością znalezienia niekoniecznie w pełni szczerej odpowiedzi, która zamknęłaby temat a nie zdradziłaby szczególnie dużo. Przy okazji biorąc pod uwagę, że wiedziała o nim tyle, że miał radar na bullshit. Albo to po prostu ona była w niego bardzo kiepska.
  — Pan Salvatore pewnie by podejrzewałby o współudział w tej śmierci, czy coś; Poza tym miałabym problem z zabraniem twoich zwłok i ukryciem ich. — Spróbowała zasłonić się żartem; bardzko kiepskim i zdecydowanie mało zabawnym.
  Darowała sobie jednak dalsze tłumaczenie i zapewnianie go, że zanim przeszła do bardziej brutalnych metod, próbowała wszystkich innych, nieco mniej inwazyjnych.
  Zmianę temperatury – tylko metaforyczną – wyczuła jednak natychmiastowo. Przyszła wraz z odwróconym spojrzeniem – w tym przypadku skarciła się za fakt, że za bardzo się szczerzyła; przypieczętowała ją słyszalna oschłość, do której powinna była się już przyzwyczaić – i pewnie w jakimś stopniu przyzwyczaiała. Ale nie takim.
  Udzieliła sobie reprymendy, krótko przeskakują spojrzeniem na swój nadgarstek. Ten sam, na którym, pomimo braku, wciąż czuła ten stanowczy uścisk. Kontrolujący, nie za mocny, ale zdecydowanie przeciągnięty poza granicę potrzeby.
  Wstała i przeszła do kuchni, upychając wspomnienie matki i jej pokaźnej kolekcji herbat, znów głęboko w umyśle. Wyciągnęła tę, która była w zasięgu ręki i nastawiła czajnik w milczeniu; korzystając z tych paru minut, aby zapanować nad swoimi emocjami. Nad tym, by ucisnąć siebie z powrotem w ryzy obcego, cennego kapitału, który należało chronić.
  Postawiła na stoliku kubek z gorącym napojem i spojrzała krótko w stronę mężczyzny.
  — Przeglądam teraz stare maile od rodziców. — Cofnęła się, siadając na swoim wcześniejszym miejscu – na podłodze, plecami obierając się o sofę, którą zajmował. — Ich wpisy z dzienników i takie tam. — Podzieliła się z nim wyłącznie tym.
  Nie zamierzała jednak dzielić się większymi spostrzeżeniami wobec pewnych niespójności, które odnotowała przez te kilkanaście dni uporczywego analizowania tego samego. Nie zamierzała opowiadać o tropie, który miała z prostego tylko powodu – mogła musieć ufać mu na tyle, aby funkcjonować obok niego, ale w kwestii zagadki śmierci jej rodziców nie ufała nikomu. Jego obecność tutaj i powód, dla którego w ogóle tutaj był od pierwszego dnia działały jak paliwo do dalszego analizowania i węszenia. Skoro dostała potwierdzenie – choć nie wprost – że śmierć jej rodziców nie była tylko przykrym wypadkiem, to chciała znaleźć przyczynę. Powód, dla którego zginęli akurat teraz. A przede wszystkim chciała wiedzieć kto był za to odpowiedzialny.
  — Połóż się — poprosiła, nie wdając się w dalszą dyskusję na temat swojego zajęcia. — Im więcej śpisz, tym lepiej dla twojego organizmu.
  I lepiej dla niej, bo dopiero wtedy dane byłoby jej wrócić do dalszego przeprowadzania śledztwa na własną rękę.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
ODPOWIEDZ

Wróć do „#12”