28 y/o
For good luck!
177 cm
zastępca dyrektora The Ritz-Carlton Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sophie skinęła głową, widząc, że Coven w końcu odpuściła szukanie usprawiedliwień dla nieznajomej dziewczyny. Doceniała ludzi, którzy potrafili przyjąć rozsądne argumenty, zamiast brnąć w zaparte, więc taka zmiana nastawienia u rozmówczyni bardzo jej odpowiadała. Widząc, że sytuacja ze spóźnioną kandydatką przestała już zaprzątać im głowę, mogła skupić się na swobodnym prowadzeniu rozmowy.
- Krótka wiadomość po prostu zaoszczędziłaby wszystkim czasu i niepotrzebnego czekania - odpowiedziała zwięźle, biorąc łyk kawy i odstawiając filiżankę na podstawkę. - Cieszę się, że na to tak patrzysz. W pracy z ludźmi proste zasady są najskuteczniejsze i pozwalają uniknąć wielu nieporozumień.
Utrzymanie jasnych granic i wymaganie podstawowej odpowiedzialności od pracowników uważała za fundament dobrej organizacji. Patrząc na siedzącą naprzeciwko Coven, zastanawiała się, na ile ta kobieta potrafi przenieść takie podejście na własny grunt zawodowy i jak radzi sobie z codziennymi obowiązkami w sklepie.
Sophie w hotelarstwie przechodziła przez każdy szczebel — od prostych prac po zarządzenie budżetami i personelem — i zdawała sobie sprawę, że papier z uczelni rzadko przekłada się na rzeczywiste predyspozycje do pracy.
- Stały klient to akurat najlepszy dowód na to, że miejsce działa dobrze i ludzie czują się w nim swobodnie - odpowiedziała spokojnie Sophie, opierając przedramiona na blacie. - Gdyby obsługa była kiepska, a towar słaby, nikt by tam nie wracał. Powtarzalność w handlu nie jest wadą, tylko fundamentem biznesu. - Pociągnęła kolejny łyk czarnej kawy i odstawiła filiżankę na stół, patrząc prosto na rozmówczynię. - A co do studiów... Wyższe wykształcenie daje papier i punkt startowy, ale absolutnie nie gwarantuje, że ktoś będzie dobrym pracownikiem albo poukłada sobie życie - dodała rzeczowo.
Propozycja odwiedzenia sklepu nie umknęła jej uwadze. Zauważyła lekkie zawahanie u Coven, jakby od razu po wypowiedzeniu zaproszenia zaczęła zastanawiać się, czy osoba na kierowniczym stanowisku w ogóle brałaby pod uwagę wizytę w second-handzie. Dla Sophie styl ubierania się był kwestią jakości i dopasowania, a nie metki czy ceny na paragonie.
- Chętnie zajrzę przy najbliższej okazji - odpowiedziała spokojnie Sophie, bez cienia protekcjonalności. - Dobre oko do materiałów i selekcja ubrań pod kątem jakości to podstawa, niezależnie od tego. Fakt, że sama zajmujesz się weryfikacją stanu towaru, pokazuje, że właścicielka mocno polega na twojej ocenie. Gdybyś popełniała błędy i przepuszczała zniszczone rzeczy, sklep szybko straciłby reputację. - Oparła się wygodniej i uniosła filiżankę, przyglądając się szatynce. - A ty sama wyszukujesz tam dla siebie jakieś perełki, czy po całym dniu w pracy masz już dość patrzenia na ciuchy? - Zastanawiała się, czy sama wyciąga dla siebie najciekawsze perełki prosto z dostaw, czy po godzinach spędzonych w lumpeksie woli kupować ubrania w całkowicie innych miejscach.
coven bremers
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mimo szczerych chęci nie mogła dłużej usprawiedliwiać zachowania tamtej dziewczyny. Pewnie dlatego, że sama nie miała pojęcia, jak zachowałaby się w podobnej sytuacji. Notorycznie się spóźniała, a to już automatycznie nie czyniło z niej kogoś, kto mógłby oceniać innych. Miała też mnóstwo innych wad, z których zdawała sobie sprawę bardziej albo mniej. Raczej mniej. Coś, co dla kogoś wydawało się dziwaczne, dla niej było zupełnie normalne. Zdawała sobie jednak sprawę, że w pracy Sophie obowiązywały jakieś standardy i trzeba było się ich trzymać. Miała odpowiedzialne stanowisko i zarządzała ludźmi, więc musiała się na tym znać. Co taka Coven, która pracowała w lumpeksie, mogła o tym wiedzieć? Pewnie niewiele. Nie próbowała też udawać mądrzejszej, niż była w rzeczywistości. A w rzeczywistości brakowało jej piątej klepki. Albo nawet dziesiątej.
To prawda — skinęła głową, zgadzając się z nią w kwestii miejsca i towaru. — Ludzie chętnie do nas zaglądają, a potem stają się stałymi klientami. Wszystko ze względu na przystępne ceny. Można naprawdę nieźle obkupić się w markowych, używanych rzeczach za niewiele pieniądze. No i zawsze chwalą sobie atmosferę — uśmiechnęła się szeroko, bo tę atmosferę, to akurat robiła ona. Wiadomo, że nie pani Wilson, która wyginała usta w uśmiechu w taki sposób, że nie wyglądał on zbyt naturalnie. No chyba, że naturalnym jest w tym przypadku kot srający pustyni.
Z tymi studiami Bremers miała jednak wątpliwości. Papier coś tam jednak w życiu zmieniał. Wystarczyło spojrzeć na jej braci, którzy dzięki temu mieli o wiele większe możliwości, a to zapewniało im znacznie lepiej płatną pracę. Coś w tym było, kiedy ojciec mówił, żeby się uczyła, bo będzie kopać rowy. Wprawdzie nie przerzucała tony piachu, ale przerzucała sterty ubrań w second handzie.
Teoretycznie masz rację, ale w praktyce wygląda to trochę inaczej. Spójrz tylko na siebie — ruchem głowy wskazała na Sophie. — Nie powiesz mi chyba, że swoje stanowisko objęłaś bez żadnego wykształcenia? — uśmiech Coven nieco przygasł. W takich momentach uświadamiała sobie, że trochę jej w życiu nie wyszło i że mogła niektóre rzeczy zrobić inaczej. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, prawda?
Zaraz jednak rozpogodziła się, słysząc, że dziewczyna chętnie zajrzy do sklepu, w którym pracowała. Może jednak nie miało dla niej większego znaczenia, gdzie kto się ubierał? No i nie było powiedziane, że koniecznie będzie musiała coś zakupić.
Reputację? Gdybym popełniała jakieś ogromne gafy, to pani Wilson wyrzuciłaby mnie na zbity... zwolniłaby mnie — zreflektowała się i upiła łyk swojej kawy. — Nowe dostawy mamy w poniedziałki i czwartki. Tak tylko wspominam, jakbyś chciała upatrzeć sobie coś fajnego — dodała znad swojej filiżanki. Chciała użyć słowa niesztampowego, ale nie była pewna, czy to dobrze odzwierciedlałoby to, co miała na myśli i czy nie oznaczało czegoś innego. Głupio tak na starcie wydurnić się przy nowo poznanej dziewczynie. Ale czy nie wydurniła się już wystarczająco, rozlewając kawę na jej stolik? No właśnie.
Wszystko, co mam teraz na sobie jest z lumpa — oznajmiła dumnie, bo niby miała na sobie zwykły t-shirt i jeansy, to ubrania były dobre gatunkowo. — Zwariowałaś? Nigdy nie mam dosyć patrzenia na ciuchy! Kocham ubrania miłością niepojętą. I chyba jestem trochę uzależniona od zakupów — stwierdziła po krótkim namyśle. Miała mały problem i ciężko było jej się z tym kryć. — Czasami można dorwać tam takie rzeczy, które normalnie kosztują fortunę. Przy dostawie zawsze staram się odłożyć coś dla siebie i dla znajomych. O ile trafię w ich gust — wyjaśniła pokrótce, jak to u niej wyglądało. Bremers zawsze dziwiła się szczerze, kiedy ktoś nie miał takiego fioła na punkcie ciuchów, jak ona.

Sophie Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
28 y/o
For good luck!
177 cm
zastępca dyrektora The Ritz-Carlton Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla Sophie kwestia trzymania się standardów i odpowiedzialności w pracy była czymś oczywistym. Zarządzanie ludźmi wymagało od niej codziennego pilnowania procedur, dyscypliny i rzetelności, co z czasem stało się jej naturalnym sposobem myślenia. Rozumiała jednak, że rynek pracy jest mocno zróżnicowany, a specyfika zajęcia w second-handzie opiera się na zupełnie innych zasadach niż praca w korporacyjnej strukturze. Nie oczekiwała od nikogo znajomości hotelowych wymogów ani udawania wiedzy z zakresu zarządzania. Przyjmowała po prostu do wiadomości, że każdy ma własne podejście do obowiązków i własną perspektywę na to, co jest w życiu normalne.
Wysłuchała wypowiedzi Coven, przyjmując jej słowa ze spokojnym skinieniem głowy. W myśli od razu przeanalizowała mechanizm — niska cena i dobre marki zawsze przyciągały ludzi, niezależnie od branży. To była najprostsza logika rynkowa, która broniła się sama.
- Dobra atmosfera i dobre ceny to najlepsze połączenie, żeby ludzie chcieli wracać - powiedziała z lekkim uśmiechem, opierając się wygodniej. - Bo sam tani towar nie utrzyma klienta, jak obsługa jest sztywna albo sztuczna. Więc jeśli robisz tam dobry klimat, to wcale się nie dziwię, że macie stałych ludzi.
Finch wysłuchała pytania i spojrzała na Coven. Dziewczyna wprost nawiązała do stanowiska i podała w wątpliwość, czy da się dojść do tego miejsca całkowicie bez papierka. Wiedziała, że dyplom potrafi skrócić drogę, wyeliminować część przeszkód i dać przewagę. Sama nie zamierzała udawać, że wykształcenie jest bez znaczenia, z drugiej strony doskonale znała przypadki ludzi z tytułami, którzy całkowicie wykładali się na prostej organizacji.
- Nie objęłam go bez wykształcenia - odpowiedziała spokojnie, patrząc na nią bez wyższości. - Ale sam dyplom daje ci tylko wstęp do rozmowy. Pomaga wystartować wyżej, ale bez umiejętności i tak cię nie utrzyma. - Sama nie zamierzała udawać, że wykształcenie jest bez znaczenia, z drugiej strony doskonale znała przypadki ludzi z tytułami, którzy całkowicie wykładali się na prostej organizacji.
Informację o poniedziałkowych i czwartkowych dostawach przyjęła całkowicie naturalnie. Sama w codziennym życiu stawiała na porządek i jakość, więc fakt, że ktoś potrafił wyszukać dobre ubrania w gąszczu wieszaków, uważała za praktyczną umiejętność.
- Poniedziałki i czwartki zapamiętam - odpowiedziała z lekkim uśmiechem. - A co do pilnowania języka przy pani Wilson, najważniejsze, że wykonujesz swoją robotę tak, że szefowa nie ma powodów do wyciągania konsekwencji. Wpadnę w któryś z tych dni zobaczyć, co tam wyławiasz z wieszaków.
Deklaracja o uzależnieniu od zakupów oraz odkładaniu ubrań przy każdej dostawie dwa razy w tygodniu uruchomiła w głowie Sophie uporządkowaną naturę. Od razu wyobraziła sobie chaos i szafę pękającą w szwach przy takim tempie znalezisk.
- Wyglądasz dobrze, a materiał faktycznie broni się sam. Widać, że masz do tego oko - powiedziała z delikatnym uśmiechem, opierając brodę na dłoni. - Tylko skoro przy każdej dostawie dwa razy w tygodniu odkładasz coś dla siebie i znajomych, to masz jeszcze w ogóle miejsce w szafie? - zachichotała, dziwiąc się sama sobie, bo dawno nie chichotała jak nastolatka.
coven bremers
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czasami zastanawiała się, czy lumpeks dalej funkcjonowałby, gdyby tam nie pracowała. Podobno nie ma ludzi niezastąpionych, ale kto chciałby przebywać w towarzystwie samej pani Wilson? Albo kogo właścicielka zatrudniłaby na jej miejsce, żeby był równie otwarty na ludzi? Totalnie szara muszka chyba nie sprawdziłby się w handlu. To oczywiście nie oznaczało, że Coven miała jakiś niebywały talent, ale faktycznie miała gadane. Ojciec zawsze żartował, że nawet łysemu wcisnęłaby grzebień. No i nie miała w sobie za grosz wstydu. Chyba że rozlewała na kogoś kawę, ale wtedy to nawet nie był wstyd, tylko wyrzuty sumienia, że coś zniszczyła.
Niektórzy wracają do nas od otwarcia — pochwaliła się, jakby naprawdę było się czym szczycić. Bo jakaś stara baba zagląda do nich dzień w dzień, żeby kupić sobie jakąś spódnicę albo chustę. No dobra, przychodzili też młodzi ludzie, którzy zawsze wygrzebywali perełki, które nawet Bremers potrafiła przegapić, mimo wcześniejszej selekcji.
Uniosła wysoko brwi, szczerze dziwiąc się, że Sophie zdobyła tak wysokie stanowiska bez żadnego wykształcenia. Takie coś było w ogóle możliwe? No, teraz to jej zaimponowała. Może powinna podpytać, jak to zrobiła, żeby wspiąć się na sam szczyt swojej kariery? Tylko o jakiej karierze tutaj mowa? Miałaby wygryźć panią Wilson i przejąć stanowisko kierownicze? A czy ona w ogóle chciała być szefową? Zdecydowanie lepiej czuła się, kiedy ktoś dawał jej jasne i wyraźne polecenia. Najlepiej drukowanymi literami. Pokazywał palcem, co powinna zrobić, i przypominał o obowiązkach. Z takim charakterem i wiecznie głową w chmurach nie byłaby dobrym pracodawcą. Z kolei prowadzenie sklepu w pojedynkę wiązało się z niezłym zapierdolem. Pewnie skończyłoby się tak, że połowa towaru leżałaby nierozpakowana na zapleczu, a reszta czekała na jutro, które nigdy by nie nadeszło. Finalnie nagromadziłaby mnóstwo rzeczy, z którymi nie wiedziałaby, co zrobić. Ta wizja tylko utwierdzała ją w przekonaniu, że powinna zostać przy tym, czym zajmowała się do tej pory.
A to na pewno — pokiwała ze zrozumieniem głową. — I jak to było? Byłaś na niższym stanowisku, ktoś cię zauważył i docenił twoje umiejętności, stwierdzając, że na pewno sobie poradzisz? — zapytała, wyraźnie zainteresowana tym, jak potoczyła się jej ścieżka kariery. Trzeba było mieć naprawdę dużo samozaparcia, żeby dojść tak wysoko.
Uśmiechnęła się szeroko, słysząc, że dziewczyna chętnie zajrzy do second-handu w któryś dzień dostawy. A jak trafi wtedy na jakąś perełkę, to już w ogóle bajka. Oczywiście Coven nie mogła zagwarantować, że na pewno zdoła coś upatrzyć, ale przynajmniej było pewne, że ciuchy i akcesoria nie będą jeszcze do końca przebrane.
Jasne! Tylko lojalnie ostrzegam, że mogę być wtedy zajęta i za bardzo nie pogadamy. No wiesz... pani Wilson — oznajmiła konspiracyjnym tonem. Właścicielka zawsze zwracała uwagę na to, z kim Bremers spoufalała się w sklepie, i karciła ją wzrokiem albo znaczącym odchrząknięciem, kiedy wdawała się w zbyt długą pogawędkę.
Ożywiła się jeszcze bardziej, kiedy Sophie skomentowała to, co miała na sobie. Coven była łasa na komplementy, a oprócz tych dotyczących ubrań uwielbiała też pochwały jej wyglądu. To były dwa aspekty, dzięki które sprawiały, że czuła się naprawdę pewnie. Chichot dziewczyny była na tyle był bardzo zaraźliwy i Bremers sama wydała z siebie śmiech. Był o wiele głośniejszy i radośniejszy od tego blondynki, ale niewątpliwie szczery.
Szafę mam pełną, to fakt. Ale co jakiś czas przeglądam rzeczy, w których nie chodzę i puszczam je w obieg. No wiesz, wystawiam ubrania na Poshmark Canada i Depop, więc ciągle jest przemiał. Sprowadzam do domu nowe, ale pozbywam się starego — wyjaśniła pokrótce, jak to wyglądało w jej wykonaniu. — A znajomi raczej odbierają wszystko na bieżąco. I pewnie też mają pełne szafy. Ale sama na pewno wiesz, jak to działa, w końcu jesteś kobietą — dodała, odgórnie zakładając, że każda kobieta ma pełną garderobę.
Spojrzała przez okno, gdzie na zewnątrz zaczęło się przejaśniać. Deszcz prawie ustał, a po szybach spływały pojedyncze krople. Jeszcze chwila i po ulewie nie będzie nawet śladu. Poza kałużami, oczywiście.

Sophie Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
28 y/o
For good luck!
177 cm
zastępca dyrektora The Ritz-Carlton Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na moment zawiesiła wzrok na padającym za oknem deszczu, pozwalając sobie na chwilę osobistej refleksji, której zazwyczaj unikała w relacjach z ludźmi. Na co dzień rzadko rozmyślała o własnych potrzebach poza kontekstem zawodowym. Pracując w hotelu, przywykła do pełnienia roli osoby, która wyłącznie kontrolowała sytuację, rozwiązywała cudze problemy i pilnowała, by wszystko działało jak w zegarku. Pomyślała o tym, jak mocno ten tryb ciągłej gotowości utrwalił w niej potrzebę posiadania przestrzeni tylko dla siebie. Możliwe że Coven czerpała energię z ciągłego przebywania wśród ludzi, głośnych dostaw i rozmawiania o ubraniach, jednak Sophie do ładowania baterii potrzebowała przeciwieństwa — ciszy, ładu i miejsca, w którym nie musiała bywać wicedyrektorką. Uświadomiła sobie, że kawa w deszczowy dzień z nową znajomą, z dala od dzwoniących ciągle telefonów, była dokładnie tym resetem, którego potrzebowała.
- Tacy stali klienci to najcenniejsze, co może mieć mały biznes - odpowiedziała Sophie, krzyżując ręce na klatce piersiowej i prostując lekko plecy. - Najważniejsze, że wychodzą zadowoleni i wracają, bo to znaczy, że sklep żyje. - Zejestrowała bijącą od rozmówczyni dumę. Fakt, że klienci potrafili znaleźć tam coś wartościowego, świadczył po prostu o dobrym zaopatrzeniu sklepu.
Uniesione brwi Coven były chyba jedynym czytelnym sygnałem, że słowa o karierze i stanowisku w jakiś sposób ją zaskoczyły. Finch dostrzegła natychmiastową reakcję, ale nie zamierzała ciągnąć wątku ani dociekać, co dokładnie przeszło jej rozmówczyni przez myśl. Przeniosła wzrok na swoją filiżankę, biorąc kolejny łyk ciepłego napoju i pozwalając, by przy stoliku zapadła na chwilę cisza. Nie szukała w tym żadnego głębszego dna - ludzie w trakcie rozmowy po prostu czasem zawieszali głos i odpływali myślami do własnych spraw.
- Dokładnie tak. Zaczynałam na recepcji - odpowiedziała i wyprostowała się na krześle. - W takim miejscu od razu widać, kto potrafi opanować chaos, a kto w nim tonie. Po prostu robiłam swoje, szybko uczyłam się procedur i nie bałam się brać odpowiedzialności, kiedy wszystko zaczynało się sypać. - Zawiesiła na chwilę głos, spoglądając na rozmówczynię. - W hotelarstwie to praktyka i opanowanie decydują o wszystkim. Kierownictwo potrzebowało kogoś, kto utrzyma dyscyplinę i zareaguje w kryzysie bez paniki. Zauważyli, że nie mam problemu z podejmowaniem trudnych decyzji, więc stopniowo dostawałam wyższe stanowiska, aż trafiłam na sam szczyt.
Dostrzegła ten szeroki uśmiech i bez trudu wyłapała entuzjazm, jaki wywołała zapowiedź wizyty w sklepie. Chociaż sama miała do zakupu ubrań podejście praktyczne, energia Coven w jakiś sposób ożywiała tę toczącą się rozmowę.
- Spokojnie, doskonale to rozumiem. Praca to praca, szefowa ma prawo wymagać skupienia - powiedziała z porozumiewawczym uśmiechem. - Wpadnę przejrzeć wieszaki, bez odciągania cię od obowiązków. Nie chciałabym wpędzić cię w kłopoty u pani Wilson. - Spojrzała na okno, za którym deszcz powoli zaczął odpuszczać, po czym znowu przeniosła wzrok na Coven. - Zresztą, sama nie znoszę, kiedy w hotelu pracownicy ucinają sobie prywatne pogawędki zamiast zajmować się gośćmi. Więc obiecuję być wyjątkowo dyskretną klientką - dodała i mrugnęła do niej okiem.
Słuchając o Poshmarku, czuła lekkie rozbawienie, zmieszane ze zmęczeniem na samą myśl o takim trybie życia. Dla Sophie ubrania były po prostu narzędziem: miały idealnie leżeć, być czyste i wygodne. Wizja fotografowania ubrań, pakowania kartonów i odpisywania kupującym po godzinach wydawała jej się stratą energii, którą wolalaby poświęcić na święty spokój albo dobrą książkę. Z drugiej strony dostrzegała w tym pewien podziw dla obrotności towarzyszki — dziewczyna miała w sobie zaradność.
- System z wyprzedawaniem starego towaru brzmi rozsądnie, ale u mnie ta teoria zupełnie by się nie sprawdziła - odparła, uśmiechając się. - Moja szafa jest mocno okrojona i minimalistyczna. Trzymam się wyłącznie sprawdzonych klasyków, żeby nie tracić rano czasu na zastanawianie się, co do czego pasuje.
Zauważając, jak ulewa na zewnątrz powoli się kończy, poczuła ukłucie lekkiego żalu. Ta pauza w ciągu dnia była przyjemnym oddechem od codziennych rygorów, ale pragmatyczna część jej natury od razu doszła do głosu. Przerwa dobiegała końca, a realny świat ze swoimi sprawami czekał tuż za drzwiami.
- Ale doceniam twoją obrotność. Robienie z tego własnego małego biznesu wymaga sporej dyscypliny - dodała, przenosząc spojrzenie z powrotem na rozmówczynię. - A skoro niebo się przejaśnia, to wygląda na to, że nasz deszczowy azyl powoli przestaje istnieć.
coven bremers
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sophie miała rację - klienci byli najważniejsi. Bez nich, biznes kręcony przez panią Wilson nie miałby najmniejszego sensu. No i gdyby nie oni, właścicielka nie potrzebowałaby pracownika do pomocy, a Coven nie miałaby pracy. Czasami psioczyła na polecenia szefowej, ale przecież tak naprawdę lubiła swoje stanowisko i chętnie zjawiała się w lumpeksie. Nie była pewna, czy w jakiejkolwiek innej pracy odnalazłaby się tak dobrze. Lubiła ludzi, ale w takiej kawiarni to chyba by jej nie przyjęli po tym, jak rozlała kawę na stolik.
Nie dało się nie zauważyć, że z każdym kolejnym słowem dziewczyny, Bremers była pod coraz większym wrażeniem. Naprawdę przeszła długą drogę, żeby objąć stanowisko zastępczyni dyrektora, a zaczynała od recepcji. Co jak co, ale to naprawdę było imponujące. Ona nigdy nie dałaby rady dojść tak wysoko. Brakowało jej wykształcenia, zdolności i samozaparcia. Ale to nic, prawda? Nie każdy musi być od razu prezesem. Tak, jak nie wszyscy muszą być alfami i omegami.
Niesamowite — zareagowała z nieukrywanym zachwytem. — Musisz być naprawdę dobra, w tym, co robisz. No i na pewno świetnie sobie radzisz z zarządzaniem ludźmi. Oczywiście nie uważam, że rozstawiasz ich po kątkach, ale wydajesz się bardzo... konkretna — dodała, żeby nie zabrzmieć tak, jakby robiła z Sophie jakąś tyrankę.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością, kiedy usłyszała, że nowa znajoma nie chce wpędzić jej w kłopoty. A trzeba przyznać, że mieć na pieńku z kimś pokroju pani Wilson nie było niczym przyjemnym. Ciekawe, czy jak ktoś podpadał w hotelu, to Sophie zachowywała zimną krew, czy czasami ponosiły ją nerwy. Sprawiała wrażenie opanowane. Ale kto wie, może czasami zdarzało jej się podnieść głos?
Nie mogę nic poradzić na to, że też lubię zagadywać do klientów — powiedziała, stając trochę w obronie pracowników hotelu. Bo co w tym było złego? Wiadomo, że trzeba wywiązywać się ze swoich obowiązków, ale Coven sama zauważyła, że ludzie czują się wtedy mile widziani i zaopiekowania. Szkoda, że pani Wilson nie podzielała jej zdania.
Niewiarygodne, że w czasach przepychu, niektórym udawało się zostać przy minimalizmie. Bremers could never. Serio, ona nie miała umiaru i chyba miała poważny problem, jeśli chodzi o zakupy. Oczywiście w życiu nie przyznałaby się do tego, że jest zakupoholiczką. Głównie dlatego, że nie zdawała sobie z tego sprawy i żyła w błogiej nieświadomości.
Jestem przekonana, że znajdziesz u nas coś dla siebie. Może nawet będziesz wkrótce potrzebowała większej szafy — zażartowała i znów spojrzała w stronę okna. Faktycznie przestało padać, a przez ciemne chmury zaczęły nieśmiało przebijać się promienie słoneczne. — Och, masz rację. W takim razie będę się zbierać. Muszę po drodze załatwić jeszcze kilka spraw, a niedługo nigdy nie zdążę. Dzięki za kawę! Kiedyś się odstawię — zapewniła i sięgnęła po długopis, który leżał na blacie. Zapisała na nim swój numer telefonu i wcisnęła go w dłoń Sophie, uśmiechając się przy tym szeroko z myślą, o jakimś kolejnym spotakniu.
koniec
Sophie Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”