Doskonale pamiętała tamten dzień, kiedy w środku nocy zadzwoniła do niej mama i łamiącym się głosem wyrzuciła z siebie,
zginął, Winnie, Cliffie zginął. Nie wierzyła w to do samego końca, myślała że to jest jakiś okrutny żart, że może śni jej się jeden z tych długich koszmarów z których nie można się wybudzić. Może sama miała wypadek, może to jej śpiączka podpowiada najgorsze scenariusze? Brak ciała nie pomagał jej w tym, żeby przejść z tym do porządku dziennego. Dzień pogrzebu do teraz wydaje się jej jakby był za mgłą - masa ludzi podchodząca do niej, do jej rodziców, do Sadie po to żeby złożyć
kondolencje. Naprawdę, kto normalny to wymyślił? W tamtym momencie jedyne o czym myślała to jak najszybsza ewakuacja z cmentarza, czuła jakby sama zaczynała się dusić widząc opuszczaną trumnę. Nie spłynęła jej ani jedna łza przez całą ceremonię, była absolutnie odrętwiała, mowy pożegnalne słyszała jakby były wypowiadane z kompletnej oddali. Nie wytrzymała też do samego końca i pod sam koniec wyrwała się z uścisku mamy i ruszyła szybkim krokiem w stronę bram wyjściowych - słyszała za sobą zduszone szepty, ktoś chyba nawet pokręcił głową z dezaprobatą? Ale oni nie wiedzieli jak czuła się dziewczyna, nie. Clifford, jej starszy brat, najlepszy przyjaciel, osoba przy której dorastała, przy której czuła się w pełni pewna siebie, któremu mówiła wszystko nagle... Zniknęła? Od tak, bez żadnego ostrzeżenia, bez możliwości negocjacji, bez możliwości walki o niego. Po ucieczce z cmentarza pojechała prosto do CN Tower, pierwszy i ostatni raz po jego śmierci. Przesiedziała na szczycie budynku parę godzin, początkowo sztywno, siedząc na krześle i wbijając spojrzenie w widok za oknem, aż wszystkie jej mięśnie zaczęły się trząść z bólu, a ona zwyczajnie... Ryknęła najgorszym płaczem jaki kiedykolwiek jej się przydarzył. Nie mogła się opanować, nawet kiedy ochrona się nią zainteresowała i - chyba dla jej bezpieczeństwa - zaprowadziła do jakiejś salki w której próbowała się opanować. Ignorowała wszystkie telefony i esemesy, które dostawała od rodziców, od Bena, od znajomych i w domu pojawiła się dopiero przed północą, wcześniej zaliczając wszystkie punkty, które kojarzyły się jej z Cliffordem.
A kiedy pierwsza fala smutku minęła, Winnie była na brata zwyczajnie...
Zła. Wściekła wręcz. Jak on mógł zginąć? Czy ktoś mu na to pozwolił? Gdzie jechał w środku nocy i dlaczego był taki nieuważny? Jak mógł ją zostawić kiedy tak bardzo potrzebowała starszego brata? I dlaczego zginął w tak banalny sposób? Był śledczym, do cholery, wszystkie jego akcje stresowały całą rodzinę do granic możliwości, a okazuje się, że to nie jego wyboru kariery powinni się bać, tylko... Samochodów. Tak. jakkolwiek to nie brzmi, była na niego zła, jak zresztą na rodzeństwo przystało. I nie omieszkała mu tego mówić, za każdym razem gdy odwiedzała jego grób (regularnie, każdy czwartek po pracy, niezależnie od tego co działo się w jej życiu), mówiła sama do siebie, licząc, że może to słyszy. Mówiła jak bardzo jest wściekła, jak bardzo jest głupi, a potem... Opowiadała co się wydarzyło w poprzednim tygodniu. Co więcej, nigdy nie usunęła jego numeru telefonu i kiedy potrzebowała się komuś wygadać to zwyczajnie wysyłała do niego wiadomości.
Kiedyś gdzieś przeczytała, że żałoba jest jak taki rozsypany brokat w mieszkaniu - możesz odkurzyć i umyć podłogi i wydaje ci się, że jest już czysto ale potem odsuniesz jakąś szafkę, fotel i znajdziesz resztki tego brokatu. Po osiemnastu miesiącach było
lżej, ale nie było lekko. Za każdym razem jak wydarzyło się jej w życiu coś super chciała zobaczyć jego reakcje. Kiedy wydarzyło się coś złego chciała usłyszeć jakąkolwiek radę, albo głupi żart który by ją choć trochę podniósł na duchu. Ale musiała wrócić do normalności, musiała wrócić do pracy i udawać, że wszystko jest okej.
Aż nagle parę dni temu odezwał się do niej mężczyzna, mówiący, że jej brat, Clifford, będzie na nią czekał w ich miejscu, w CN Tower. Oczywiście, że nie uwierzyła, prychnęła nawet śmiechem i powiedziała, że ma się z nią więcej nie kontaktować. Bo co to jest za chory żart? Ale ta myśl nie wychodziła z jej głowy przez kolejne dwa dni kiedy zbliżał się
ten dzień. Nie chciała tam jechać, bała się tego miejsca, ostatni raz była tam po jego pogrzebie. Zresztą co to znaczy będzie tam czekał? Clifford nie żył i zaczynała się z tym faktem godzić, a przynajmniej na tyle na ile można się z tym pogodzić. Co nie zmieniło faktu, że... Przyjechała. Spóźniona, stała zresztą na dole budynku i od parunastu minut wahała się czy powinna w ogóle tam wejść. Dlaczego ona się w ogóle tak stresowała?
- Ducha przecież nie zobaczę... - mruknęła z irytacją do samej siebie, po czym wzięła głęboki wdech i kręcąc z niedowierzaniem głową, weszła do windy, która miała ją zawieźć na sam szczyt.
Rozejrzała się po punkcie obserwacyjnym, przerzucając spojrzenia po turystach i miała ochotę prychnąć sama do siebie. Co ona sobie wyobrażała? Czy to był jakiś test o który poprosiła kadra ze szpitala, żeby sprawdzić czy całkiem już jej odbiło? I miała się już odwrócić na pięcie i wyjść z tego przeklętego miejsca, gdy... Gdy zobaczyła znajomą jej posturę, mężczyznę patrzącego prosto przez okno. Stał do niej plecami ale doskonale poznała jego włosy, jego sposób stania i... Poczuła jak robi jej się słabo. Przecież to niemożliwe. Widziała jego akta śmierci. Rozmawiała ze służbami na miejscu wypadku. Widziała dogaszające się auto. Odwiedzała jego nagrobek KAŻDEGO TYGODNIA. Czuła jakby jej ciało zaczęło pracować jak na autopilocie i dystans dzielący ją i mężczyznę się zmniejszył, tak że stanęła zaraz za nim. Podniosła dłoń i dotknęła jego ramienia
- Cliff... - głos ugrzązł jej w gardle, kiedy mężczyzna się odwrócił i mogła spojrzeć w jego twarz. Trochę zmienioną, bardziej zmęczoną, ale... Jego
żywą twarz
- Clifford? - powtórzyła zachrypniętym głosem, potrząsając głową
- Czy ja oszalałam? Przepraszam, ja... Co się dzieje? Jak? To naprawdę ty? - wyrzucała szeptem z siebie te słowa, ze ściągniętymi brwiami i nie spuszczając z niego szeroko otwartych oczu. Jakby się bała, że zaraz zniknie, że to jej niewyspanie, przemęczenie robi sobie z niej żarty, a on tak naprawdę zaraz się rozpłynie w powietrzu.
- Ja... Chyba muszę usiąść - wysapała czując jak pojawiają się pierwsze czarne plamki przed jej oczami, a ona sama ścisnęła go mocniej za przedramię. Nie, ona nie zemdleje - co jeśli odwróci wzrok choćby na sekundę a jej brat znowu zniknie?
Clifford Bloomfield