Szanowała ich relację prywatną bardziej niż pokazową. Nawet jeśli sprecyzowanie jej sprawiało trudności, bo nie było szufladki, do której mogliby zostać zamknięci, ani zapisanej karteczki, na której widniałyby słowa podsumowujące to, co między nimi było. To, co pokazywali światu, było dużo łatwiejsze do skategoryzowania. Odgrywali rolę, która została im przypisana na potrzeby biznesowe. W blasku fleszy musieli odgrywać szczęśliwą parę. Najlepiej idealną, taką, na jaką zasługiwał świat. Dzięki rozpoznawalności Liana Yeon była dużo bardziej widoczna. Nie była już tylko członkinią grupy k-popowej — była dziewczyną młodego, ambitnego pianisty, ulubieńca ludzi i tłumów. To też rzutowało na jej wizerunek. Odkąd zaczęła „spotykać się” z Lianem, zainteresowanie jej osobą znacznie wzrosło, zaczęła dostawać więcej propozycji. Nie chciała wybijać się na jego nazwisku — chciała wykorzystać okazję. Sytuacja, w której się znaleźli, bardzo jej odpowiadała. Nie mogła powiedzieć tego samego o męskiej części swoich fanów. Ci często wyrażali wzburzenie i frustrację poprzez wylewanie jadu w komentarzach na portalach społecznościowych. Ja pierdolę, przecież oni nawet do siebie nie pasują —było tego dużo więcej, gdzieś pomiędzy wrzucaniem serduszek w komentarzach i propozycjami małżeństw zarówno ze strony fanów Yeon, jak i fanek Liana, które prawdopodobnie marzyły o pierścionku zaręczynowym.
To była łatwiejsza część ich relacji.
Na prywatną trudniej było znaleźć słowa.
Może klucz tkwił w tym, że nie wszystko dało się opisać słowami, bo niektóre rzeczy po prostu były. Nikt nie zastanawiał się nad tym, czy po zajściu słońca na niebie pojawi się księżyc — to było naturalne, zupełnie jak obecność Liana, którą ceniła sobie Yeon. Nazywając go przyjacielem, nie kłamała. Nie kłamała też wtedy, gdy mówiła, że za nim tęskni. Lubiła jego bliskość i chłód palców, gdy jej dotykał. Wiedziała, że emocje, które w niej wywoływał, były szczere. Szczerze się przy nim śmiała, dzieliła swoimi przeżyciami, opowiadała historie, które prawdopodobnie nawet go nie interesowały. Czymkolwiek było uczucie, którym go darzyła, było niepodważalnie prawdziwe. Szukanie słowa, którym mogłaby je opisać, zabiłoby sens jego istnienia. Uważała, że było wyjątkowe właśnie dlatego, że nie była mu przypisana żadna definicja — co paradoksalnie nie oznaczało, że nie czuła się tym zmęczona. Chciała wiedzieć, kim dla niego była. Zależało jej na nim, może nawet bardziej niż by chciała, niż obydwoje by chcieli. Granica między ich relacją publiczną a prywatną zacierała się w miejscu, w którym powinna pojawić się nieprzerywana, grubo narysowana linia. Dręczyło ją najbardziej to, że nawet jeśli, z jej strony było tu coś więcej niż koleżeństwo, czy przyjaźń, chciała skupić się przede wszystkim na karierze.
Bawiły ją jego westchnięcia — w myślach już zaczęła je liczyć. Od północy zdążyła je usłyszeć ze cztery, może pięć razy. Pierwsze pojawiły się podczas rozmowy z ambasadorem, kolejne w windzie, jeszcze jedno na korytarzu, a te ostatnie zaledwie kilka sekund temu. Pochyliła lekko głowę, przysłaniając dłonią usta, by nie parsknąć śmiechem na skojarzenia, które pojawiły się w jej głowie. Dotarło do niej, że Lian mimo swojego wieku, odnalazłaby się w roli starszego pana siadającego na bujanym krześle. Potrafiła wyobrazić go sobie siedzącego na słomianym, bujanym krześle na tle pola kukurydzy, wzdychającego ciężko i od serca za każdym razem, gdy ktoś od niego młodszy, zarzuci absurdalnym pomysłem. Nawet jeśli siedzieli przez chwilę otoczeni bezsłowną ciszą, tak tej ciszy brakło, gdy Yeon napędzana wyobraźnią, szczerze się zaśmiała. — Dobijesz dzisiaj do dziesięciu takich westchnień?
Schudła — codziennie sprawdzała swoją wagę w obawie o to, że z dnia na dzień po prostu przytyje. Ciemnym cieniem, gdzieś w umyśle Yeon, pojawiało się przekonanie i obawa o to, że za chwilę znów przytyje, a rozmiar ubrań, jaki nosiła, będzie musiała zmienić na większy. Przekonanie o nadwadze — mimo zapewnień ze strony bliskich jej osób — było silniejsze od rzeczywistości. Rzeczywistość była taka, że traciła na wadze. Już wcześniej eksponowała zaostrzony łuk obojczyków, który swoją drogą, bardzo lubiła. Teraz wgłębienie było głębsze, ramiona dziewczyny smuklejsze. Bawełniana bluzka od piżamy, nieco przyduża, nie w jej rozmiarze, zsuwała się z drobnych ramion, odsłaniając je wraz z dekoltem. Nie czuła się najlepiej w swoim ciele. Zatruwała swoje myśli kompleksami i przekonaniem, że wciąż nie była idealna. Przyglądała się swoim koleżankom z branży, które w jej osobistym odczuciu, prezentowały się perfekcyjnie i chciała wyglądać podobnie.
Ściśle przestrzegała diety, licząc nieustępliwie kalorie. Za każdym razem, gdy przekraczała ilość dozwoloną, robiło jej się niedobrze i była na siebie wściekła. Rano nie potrafiła zmusić się do śniadania, a jeśli już, nie było tego zbyt wiele. Nie lubiła, gdy mama zapraszała ją do siebie na obiad. Gotowała smacznie, zawsze ładnie pachniało i wyglądało, ale nakładała zbyt duże — zdaniem Han — porcje. Robiło jej się słabo od samego patrzenia. Często wmuszała w siebie jedzenie, bo nie chciała zrobić przykrości swojej rodzicielce. W końcu po przełknięciu pierwszej porcji z łyżki z drugą powinno być łatwiej. Błąd. Z drugą było jeszcze gorzej — zamiast jeść, myślała ile o ilości kalorii w jednej miseczce japchae. Jeszcze kilka lat temu to było jej ulubione danie, teraz nie mogła na nie spojrzeć bez obrzydzenia. Nie czuła się najlepiej, ale powtarzała sobie w myślach, że robi to dla siebie. Chciała być w pełni usatysfakcjonowana swoim wyglądem, bo jak na razie, przeglądając się w lustrze, wciąż zastanawiała się nad tym, z czego powinna jeszcze zrzucić, żeby uzyskać wymarzone proporcje ciała. Odbijało się to na jej wyglądzie zewnętrznym, choć ona tego nie dostrzegała, a jeśli już, zrzucała to na przemęczenie, czasem wahania hormonalne czy inne problemy natury kobiecej. Dopiero po zmyciu makijażu na wierzch wychodziły niedoskonałości jej cery, ale na szczęście bez makijażu widywała ją tylko rodzina i Lian, jak już się spotykali. Przed nim nie musiała się maskować; mierzył się z podobnymi problemami i presją otoczenia.
Obdarzyła go łagodnym spojrzeniem, przechylając niepokornie głowę.
— Ty mi mówisz, że mam się nie ruszać, a ja niekoniecznie słucham. Średnio lubię to robić — westchnęła markotnie, patrząc na niego w sposób szukający aprobaty i zrozumienia.
Siedzenie w jednej pozycji było męczące. Bardzo tego nie lubiła. Zaciskanie palców na materiale bluzki, czy wyciąganie pojedynczych nitek z krótkich spodenek nie było nawet w połowie tak satysfakcjonujące, jak rozmowa. Nawet fryzjerzy i makijażyści z nią rozmawiali. A Lian, choć dotykał jej włosów i sprawiał jej w ten sposób przyjemność, wybrał ciszę — często wybierał ciszę. Nie wymagała od niego słownych deklaracji, choć sama chętnie nimi rzucała i dzieliła się swoimi odczuciami. Dlaczego miałaby udawać, że jest inaczej, skoro nie widziała go przez te kilka tygodni? Lubiła mieć go obok siebie. Wymieniane wiadomości to jedno — one nie zastępowały przytulenia, nawet jeśli chęć do tego była z reguły jednostronna, czy rozmowy, gdy siedzieli naprzeciw siebie, obok, albo dzielili jedną przestrzeń, przebywając w różnych pomieszczeniach.
W pokoju hotelowym było po prostu dobrze.
— Dokończ, ale już nie będę się odwracać. Wole na ciebie popatrzeć. Zabawnie marszczysz brwi, jak się skupiasz. Tutaj najbardziej widać — uniosła się nieco, by dotknąć palcem wskazującym do wybranego przez siebie miejsca między brwiami Liana. Kąciki ust dziewczyny uniosły się w lekkim uśmiechu; podłapała jego spojrzenie zawieszone na wysokości jej ust. Uśmiechnęła się, bo dostrzegła zainteresowanie z jego strony. Nim odpowiedziała na pytanie o następny dzień, zdążyła minąć chwila — wystarczająco długa, by Lian nieco się ożywił i uniósł wzrok.
— Wyjątkowo mam czas dla siebie. A ty? — zapytała, przesuwając palcami wzdłuż luźno opadającego kosmyka włosów, łaskoczącego po obojczyku i dekolcie.
A może... Może będą mieli trochę czasu, żeby spędzić go wspólnie?
Zainteresowanie Yeon wzbudziły kolejne słowa Liana. Zerknęła na niego ze zdumieniem, może niedowierzaniem, które wymalowało się na twarzy dziewczyny, gdy powiedział o pogróżkach. Otworzyła szerzej oczy i rozchyliła lekko usta, szykując się do błyskotliwego komentarza, którym mogłaby rzucić w celu odniesienia się do sytuacji. Poczuła przypływ zażenowania i rozczarowania zachowaniem swoich fanów. Nie miała wpływu na tych ludzi, może za bardzo się tym przejmowała, ale to, co usłyszała, nie było ani trochę miłe. Pochyliła głowę, chowając twarz w dłoniach, jakby tym gestem chciała odciąć się grubym murem od słów Liana. Zerknęła na niego, uprzednio rozsuwając palce. W odsłoniętych tęczówkach Yeon połyskiwało szczere rozbawienie.
— Mają rację. Przecież poświęcasz mi za mało czasu... Nie wiem, ile dostałeś tych pogróżek, ale każda z tych osób na pewno poradziłaby sobie lepiej na twoim miejscu. Może poczytaj te listy i wyciągnij odpowiednie wnioski, co? — ułożyła dłonie w poprzedniej pozycji — oparła je o łóżko, blisko swoich kolan. Nie była zdziwiona tymi listami. Poczułaby się zaskoczona dużo bardziej, gdyby ogłoszenie
związku Bambi i Liana spotkało się z ciszą. To był gorący temat. Przeglądając portale społecznościowe natrafiała na ich wspólne zdjęcia. Nagłówki często ją bawiły, podobnie jak
fakty przekazywane z ust do ust, bo każdy dziennikarz odbierał inaczej słowa, których używali podczas wywiadów.
Została w miejscu, gdy Mei wychylił się w jej stronę, znacząco zmniejszając dzielącą ich odległość — była pewna, że poczuła muśnięcie ciepłego powietrza na swoich ustach. Zatrzymała na chwilę oddech w piersiach, starając się zachować nad nim kontrolę. Nie przewidziała tego, że ten jeden, niby niezobowiązujący gest, przywoła ciepło na jej policzki. Powiodła spojrzeniem za ruchem jego palców, zapamiętując to uczucie, które zaczęło jej towarzyszyć, gdy Lian przeczesywał pasma jej włosów. Czuła się wyjątkowo, gdy to robił. Świadomość, że postępował z nią w ten sposób, choć z reguły unikał dotyku, napawała ją satysfakcją. Unosząc palcami jej podbródek, zmusił Yeon do skrzyżowania z nim spojrzenia. Była pewna, że odbijające się w ciemnych oczach światło lampki nocnej zdradzało czający się w nich błysk, jakim obdarza się tylko kogoś wyjątkowego.
Czuła się zmieszana.
Odsłonięta.
Niepewna.
Uczucie niepewności spotęgowało pytanie o dietę.
— Tak, trzymam się diety. Nie mogę jeść, Lian. Nawet jakbym chciała, po prostu nie mogę... — odpowiedziała ledwo słyszalnie, jakby próbowała uhonorować ciszę, która w tym momencie wydawała jej się dużo potrzebniejsza, niż zazwyczaj. Siedzenie naprzeciw niego, z ciemnymi tęczówkami wbitymi w te jej, sprawiało jej dyskomfort. Nie mogła mówić o swojej diecie z tą całą pewnością siebie, którą na ogół emanowała.
— Muszę jeszcze schudnąć, żeby w końcu zacząć się sobie podobać. Słyszałam uwagi, że wciąż ważę za dużo. Mój wygląd to główna rzecz, jaką mam do zaoferowania... — w tej branży liczył się nie tylko talent, ale przede wszystkim wygląd. Wszystko zaczynało się od dobrej prezentacji. Ładne opakowanie przyciągało uwagę ludzi, bo to głównie po nim oceniano innych. Jeśli w grupie byłyby piosenkarki plus size, prawdopodobnie nie przyciągnęłyby takiej uwagi. Na pewno nie w takiej ilości jak atrakcyjne, pełne życia kobiety o delikatnych rysach twarzy i drobnych posturach.
Sięgnęła prawą dłonią do nadgarstka Liana, zaciskając na nim lekko ciepłe palce z zamiarem odsunięcia jego dłoni od swojego podbródka. Temat, który poruszył, był dla niej trudny i niewygodny. W swoich zaburzeniach zamykała wszystkie swoje demony i zagwozdki, którymi nie chciała dzielić się ze światem. Nawet jeśli tą osobą był Lian — wolała zachować te myśli dla siebie, w tej bezpiecznej strefie, niemożliwej do przekroczenia przez kogoś innego. Chciała być z nim szczera, lecz nie potrafiła mówić o swoim zaburzeniu, potwierdzonym zresztą przez terapeutę, bez załamania głosu. Miała ochotę odciąć się od tego tematu, bez wywlekania na wierzch tego, co przynosiło uwierający dyskomfort, może nawet cierpienie, z którym nie do końca potrafiła sobie poradzić, mimo rozmów z terapeutą.
— Czemu przestałeś... — wypuściła powietrze nosem, przymykając przy tym oczy. Ciemne rzęsy dziewczyny rzuciły cień na jej policzki, a chwilę później uniosły się wraz z powiekami.
— To twój wybór. Masz prawo samodzielnie podjąć decyzję i wybrać, co jest dla ciebie lepsze. Tylko postaraj się nie mieć wyrzutów sumienia, są najgorsze... I to chyba najtrudniejsza część — wyniszczające. Nawet jeśli Yeon nie potrafiła zrezygnować zdjęty, zbyt skupiona na swoim wyglądzie i prezentacji, nie mogła wymagać tego samego od Liana.
To było jego życie.
Jego decyzja.
Jego ciało.
Choć niektórzy nieszczególnie chcieli to zrozumieć, bo byli przekonani, że mają prawo decydować o czyimś wyglądzie. Życiu. Wszystkim.
Lian Mei