34 y/o
For good luck!
176 cm
💼 dyrektor ds. komunikacji i PR w avalon global industries
Awatar użytkownika
Czarna owca, nie tylko w rodzinie. Sprzeciwia się wszystkiemu i wszystkim. Trudno jest nadążyć za jej myślami. Pracoholiczka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciągłe dążenie do realizacji kolejnych naszych większych czy mniejszych pragnień to według Meadow sens życia. Nie chciała obudzić się pewnego dnia bez tego co pchnęłoby ją do wyjścia z domu. Wtedy zastanawiałaby się nad tym, czy to wszystko w ogóle ma jakiś sens. Szukała tego przez cały czas, w swojej pracy, w tym by wreszcie zacząć się z kimś spotykać. Nie dało się przecież zapomnieć o tym, że czuła się najszczęśliwsza w związku, nawet jeśli ten związek był skazany na porażkę. Dopiero po czasie rozmyślała o tym co poszło nie tak ale jak wiadomo od tego wyciągała najwięcej wniosków. Liczyła, że mogła się nauczyć też od tego jak życie toczyło się jeśli chodzi o jej byłych partnerów i partnerki. Tutaj jednak też nie można mówić o zawrotnej liczbie.
Zaylee zaliczała się do osób, które wydawały się wyjątkowe nie tylko ze względu na to, że kiedyś obdarzyła ją silnymi uczuciami ale przez to, że jej praca jest dla samej Meadie tym, czego ona sama nie mogła by robić. Badanie zwłok, kiedy dla niej samo pobranie krwi wydawało się najgorszą chwilą w życiu i od samego myślenia o tym robiło jej się słabo. Potrafiła wytrzymać naprawdę sporo i jej prób bólu również był wysoki to w tej kwestii kompletnie nie widziała siebie jako koronerkę. Kogoś, kto na co dzień zajmuje się krojeniem zwłok. Zdecydowanie to było poza jej jakimkolwiek zasięgiem. Po raz kolejny spojrzała na swoją byłą w innym świetle, jakby teraz zauważała to co przed laty było przykryte przez częste kłótnie i seks.
- Na pewno jesteś bardziej odporna na trupy niż ja - skwitowała tymi słowami, to że jeśli postawić ją teraz obok martwego ciała, to zemdlałaby albo po prostu uciekła. Nawet zapach rozkładającego się ciała był dla niej obrzydliwy a co dopiero grzebanie w środku, przyglądanie się i badanie każdego z kolejnych narządów. Trzeba wytworzyć w sobie odporność na to wszystko, choć czasami bywało to, że ktoś rodził się z większą odpornością, na te wszystkie potworności. Miała jednak nadzieję, że Miller nie jest jedną z tych osób, które zajadają się pączkiem, podczas krojenia. Chyba nie potrafiłaby sobie tego wszystkiego wytłumaczyć tak na swojski rozum.
- Nie chodzi o to czy jest normalna. Mogłam się przecież zainteresować tym czy miałaś jakieś ciekawego, nadzwyczajne przypadki - uniosła brwi, jakby w tym momencie chciała odzyskać odpowiedź na jej propozycje. W rzeczywistości, nie powinny rozmawiać o tym wszystkim w kawiarni. W miejscu, gdzie ktoś mógł usłyszeć o szczegółach, które mogły przerażać, śmieszyć albo kogoś oburzyć. Obie miały specyficzne poczucie humoru - Może jakieś niedorzeczne powody dla których ktoś zmarł? - zapytała wreszcie, pochylając się w tym samym momencie w jej kierunku. Tym samym chciała uniknąć tego by ktoś je podsłuchał. Zaraz się wyprostowała i machnęła dłonią - Nie musisz odpowiadać, chociaż jestem ciekawa - zaśmiała się pod nosem. Zabrzmiała jak jakaś psycholka, która próbowała wyciągnąć od niej szczegóły dotyczące autopsji, którymi później mogłaby się podzielić z innymi.
Praca była dla niej ważna i była też próbą pokazania wszystkim, że jest w tym najlepsza. Miała obsesję na punkcie tego by ciągle stać na szczycie. Może nie do końca działało to na jej korzyść bo przecież taka niezdrowa konkurencja, kiedyś mogła skończyć się tragedią. Mimo wszystko pozostawała w pracy, która dawała jej satysfakcję, chwilami chyba lepszą niż seks i inne rozrywki, które uwielbiała. Chociaż tutaj może sobie tak porównywać bo ostatnio nie miała zbytnio czasu by spotykać się z kimś, nawet na krótką chwilę.
- Oczywiście, że jestem. Nie mówię tego bo jestem zapatrzona w siebie - próbowała się teraz nie roześmiać ale miała z tym kłopoty - Jasne, przecież wiesz, że nie usiedziałabym tam i udawała, że wszystko jest w porządku, kiedy każdy zacząłby mnie wkurzać - zmierzyła wzrokiem kelnerkę od której odebrała swoją kawę. Zamieszała jeszcze łyżeczką i powoli upiła odrobinę, żeby spróbować. Mruknęła jedynie, że jest zadowolona. Oczywiście to nie jest najlepsza kawa jaką piła ale ta nie była aż taka zła.
Dobrze, że w tym momencie odłożyła filiżankę i wbiła swój wzrok w Zaylee. Nie spodziewała się, tego co usłyszała. Nawet ta bezsensowna odpowiedź miała teraz więcej sensu niż to, że starała się o dziecko ze swoją żoną. Oczywiście to nie tak, że tego dla niej nie chciała. Po prostu nie pomyślałaby, że to wszystko stałoby się tak szybko? A może naprawdę nie znała swojej byłej aż tak dobrze. Przecież praktycznie nie rozmawiały o tym.
- Pierdolisz? - wybałuszyła oczy i znowu milczała - Znaczy się. Gratuluję. Naprawdę cieszę się - uśmiechnęła się do niej. Szczerze i z pewną radością ale z drugiej strony docierało do niej, że ona nie może się pochwalić ani jednym ani drugim ani tym, że kogoś ma. Wreszcie usłyszała pytanie o jej własne życie prywatne - Nie, żadne z tych. Nadal singielka. Nie udało mi się nikogo namówić na małżeństwo i raczej nie nadaję się na bycie matką. Kto by ze mną wytrzymał? - prychnęła pod nosem bo ona nie czuła się gotowa na żaden z tych kroków. Może i to lepiej, że jeszcze nie urodziła dziecka. Nie potrafiła porzucić swojego dotychczasowego życia dla drugiej osoby - Mniejsza ze mną. Już od dawna jesteście razem? Dziesięciolatek? W sumie dobra decyzja, nie musicie się babrać z pieluchami - zaśmiała się cicho pod nosem. Nie chcąc sobie z tego żartować a raczej podziwiając kobiety, że w ogóle chciały dać temu dziecku kochający dom.


zaylee miller
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była odporna, nie mogła temu zaprzeczyć. Na studiach medycznych sfokusowała się na konkretnym kierunku, chociaż ojciec bardzo ubolewał, że nie została jakimś neurochirurgiem albo kardiologiem. Przecież miała potencjał. Zaylee nie mogła nic poradzić na to, że bardziej ciągnęło ją w kierunku martwych niż do ratowania życia jeszcze żywym. Jej praca nie była łatwa, ale przynosiła satysfakcję. Dzięki niej wskazówkom, wiele śledztw zostało zamkniętych, a bliscy ofiar zaznali spokoju. Nie potrafiła jednak ile razy ogarniała ją frustracja wynikająca z bezradności. Przy niektórych sprawach prawie sama umarła. Trochę na własne życzenie, bo wciskała nos w nieswoje sprawy, ale to nie zmieniało, że dwukrotnie była jedną nogą w grobie.
Mogłaś, ale tego nie zrobiłaś. Po takim czasie, to naprawdę nie ma większego znaczenia — zapewniła, bo ani jej to nie ziębiło, ani nie grzało. Było, minęło. Ona sama też niespecjalnie wychylała się ze swoją pracą w przekonaniu, że Meadow nie jest zainteresowana. — Prowadzę całą listę niedorzecznych śmierci. Przeprowadzałam sekcję zwłok mężczyźnie, który ostał potrącony przez rower, kiedy próbował zrobić zdjęcie jadącemu rowerzyście. Na mój stół trafił też kiedyś mężczyzna, który został zadziobany przez ptaki podczas napadu na sklep zoologiczny — wymieniła to, co akurat przyszło jej do głowy. — Ale zazwyczaj są to brutalne morderstwa, o których raczej nie słucha się z uśmiechem na twarzy — dodała, dając Langenberg do zrozumienia, że na ogół nie jest tak absurdalnie.
Pokiwała głową, bo doskonale wiedziała, że była partnerka nie potrafiła zamknąć się i przejść obok czegoś obojętnie. Pod tym względem niewiele się od siebie różniły, chociaż Zaylee bardzo często po prostu ignorowała ludzi i robiła swoje. Czasami szkoda strzępić ryja. Spodziewała się również takiej reakcji, kiedy powiedziała jej, co wydarzyło się w jej życiu prywatnym. Meadie była ewidentnie zaskoczona, ale nie było się co dziwić. Gdyby ktoś powiedział Miller, że za kilka lat będzie w związku małżeńskim i zdecyduje się na dziecko, wyśmiałaby go prosto w twarz. Jak widać, życie lubiło zaskakiwać.
Tak, wiem, to brzmi niedorzecznie — parsknęła w swoją filiżankę. — Ale najwyraźniej przyszedł mój czas. Nic z tego nie było jednak zaplanowane — dodała, bo sypiając z detektywką, nie przypuszczała, że zaprowadzi je to do związku, narzeczeństwa, a potem ślubu. Tak, jak nie spodziewała się, że zwykłe przesłuchania dziewięcioletniego chłopca z domu dziecka skończy się staraniem o adopcję.
Spojrzała na Langberg trochę pobłażliwie. Zdecydowanie była dla siebie zbyt surowa. Nie powinna myśleć o sobie w taki sposób.
Słuchaj, nic na siłę. Kiedyś znajdzie się ktoś odpowiedni. Najgorsze, co możesz zrobić, to szukać na siłę — wyjaśniła spokojnie, bo przecież każdy wie, że takie rzeczy zdarzają się w najmniej spodziewanych momentach. — Pracujemy razem, znamy się prawie dekadę, ale jesteśmy razem przeszło dwa lata, a pobrałyśmy się w maju. A Sammy'ego poznałyśmy w trakcie współpracy przy jednej sprawie. To on — wyciągnęła z torebki telefon i włączyła galerię, wyszukując wśród fotografii zdjęcie blondwłosego dziesięciolatka.

Meadow Langenberg
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
34 y/o
For good luck!
176 cm
💼 dyrektor ds. komunikacji i PR w avalon global industries
Awatar użytkownika
Czarna owca, nie tylko w rodzinie. Sprzeciwia się wszystkiemu i wszystkim. Trudno jest nadążyć za jej myślami. Pracoholiczka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przecież ktoś musi zajmować się martwymi, żeby móc rozwiązać zagadki a i w wielu sprawach uratować życie innych. W jakimś sensie miała więc udział w tym by to robić, nawet jeśli nie robiła tego dosłownie. Bezradność była jednak czymś normalnym dla tych wszystkich, którzy próbowali odkryć prawdę, wsadzić te złe i bestialskie osoby do więzienia. Ona nie mogła powiedzieć, że jej praca była chociaż w jednym procencie aż tak ważna i imponująca. W sumie jeśli teraz o tym myślała to przecież nie było nic aż tak ambitnego w tym, że zajmowała się komunikacją i PR'em. Z drugiej jednak strony nie można jej odmówić tego, że też zajmowała się ratowaniem. Zazwyczaj ratowaniem tyłka tym, którzy na to nie do końca zasługiwali. Liczyła się też oczywiście wielka firma dla której pracowała, to że przez zły PR wszystko mogło się posypać a wtedy ona musiałaby szukać nowej pracy. Znowu okazuje się, że jest w tym wszystkim samolubna bo jakby na to nie patrzeć chodziło nie tylko o satysfakcję z dobrze zrobionej roboty ale utrzymanie swojego stanowiska, a jak wiadomo jako dyrektorka zarabiała dość sporo. Podejście Meadow mogło irytować ale przecież nikt nie wiedział czego tak naprawdę w życiu pragnie i jaka jest. No może poza Zaylee, choć i w ich relacji brakowało tej bliskości, która dawała im całkowite zrozumienie tej drugiej osoby. Raczej wiele mogły się jeszcze o sobie nauczyć. Zdecydowanie teraz po tych czterech latach.
Pewnie, że po czasie to zastanawianie się czy powinna bardziej się interesować czy też nie, nie miało większego sensu. Wręcz nie było powodu by dłużej drążyć ten temat. Chyba dlatego palnęła pytaniem o dziwne zgony. Po chwili zdała sobie sprawę, że to chyba nie było odpowiedne pytanie, nie w chwili kiedy ciągle mówimy o osobie zmarłej. Bez względu na to jaki był powód śmierci. Spuściła na moment głowę.
- Wiem, że nie powinnam o to pytać. Przecież to nie ma znaczenia w jaki sposób ktoś zmarł. W dodatku mówimy tutaj o tragedii a ja pytam o jakieś dziwaczne przypadki - wywróciła oczami, nawet jej głupie poczucie humoru tutaj zaczynało odczuwać dyskomfort. Może dlatego, że przecież przed chwilą rozmawiały o zamordowanych dzieciach, a ona jak gdyby nigdy nic wypaliła to nieprzemyślane pytanie - Śmierć sama w sobie nie jest zabawna i nie powinnam sobie z tego żartować - rzuciła podnosząc filiżankę z kawą i upijając kolejny spory łyk, żeby tylko na moment zamknąć się i nie powiedzieć czegoś równie debilnego.
Niedorzeczne. Może i trochę tak było ale zaskoczenie, które było widać teraz na twarzy Meadie wynikało pewnie dlatego, że ona sama zdała sobie sprawę, że stała w miejscu. No i też dlatego, że nie spodziewała się aż takich zobowiązań i zmian w życiu byłej. W tym wszystkim było czuć, że naprawdę cieszyła się, że była z kimś, kto dał jej to poczucie bezpieczeństwa i mogły myśleć o stworzeniu rodziny, pełnej rodziny. Czy w tym wszystkim dostrzegała szansę dla siebie? Zapewne tak. Może w dalekiej przyszłości i ona zacznie zastanawiać się nad posiadaniem męża/żony i dzieci. Choć obawiała się, że naprawdę będzie paskudną matką. Wiedząc, że jej rodzice tak marnie poradzili sobie w swojej roli, nie chciała by jakiekolwiek dziecko przeżywało coś podobnego. Nie miała zbyt dobrych przykładów, nie mogła się uczyć tego jak być dobrym rodzicem.
- Nie powiedziałabym, że to niedorzeczne, raczej zaskakujące ale nie mówię tego jak o czymś złym - próbowała się jakoś wytłumaczyć, głównie z tej swojej głupiej reakcji i tego, że musiała zrobić zabawną minę jak usłyszała o żonie i dziecku - Nie warto planować, to prawda. Czasami to wszystko po prostu się dzieje - uśmiechnęła się delikatnie. W jakimś sensie ulżyło jej, że jest też dla niej nadzieja, bo czasami miała problem z tym by zrozumieć, że to jeszcze nie była odpowiednia chwila. Jeszcze znajdzie się ktoś, kto wytrzyma z nią dłużej niż jeden dzień albo kilka tygodni. Miała trudny charakter i zdawała sobie z tego sprawę. Nie jednokrotnie coś się psuło między nią i jej partnerami bo po prostu ich wkurzała.
- Zaczęło się od przyjaźni? - spytała - Gdzieś czytałam, że często najlepsze związki to właśnie takie, które budowane są na przyjaźni, a później to samo jakoś wychodzi - nie wymądrzała się ale chyba tak było, że miłość, pożądanie to tylko jeden z kilku elementów, który wiąże się z tym, że jesteśmy z kimś w związku. Pochyliła się w jej kierunku, kiedy pokazała jej zdjęcie chłopca. Uśmiechnęła się znowu - Uroczy jest. Mam nadzieję, że szybko będziecie mogły sfinalizować adopcję. Jestem pewna, że dacie mu to co potrzebuje, szczególnie jeśli sporo już przeżył - posłała swojej byłej delikatny uśmiech, chcąc jej pokazać, że mimo swojej częstej niechęci do dzieci to potrafiła wykrzesać z siebie odrobinę dobra i zrozumienia - Pewnie twoja żona to też niezła wariatka - zaśmiała się pod nosem, nie dlatego że była złośliwa - Wiesz, nie da się być całkowicie normalnym, jeśli ktoś ma wytrzymać z tobą albo ze mną - miały przecież podobne charaktery a to mogło być bardzo problematyczne i tylko najbardziej wytrwali dawali sobie radę albo tylko ci, którym zależało.


zaylee miller
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Według Miller śmierć bywała zabawna. Czasami miewała na swoim stole naprawdę absurdalne przypadki. Trochę jak w tym programie Śmierć na 1000 sposobów, gdzie ludzie ginęli przez własną głupotę. Ostatnio była też na wykładzie na uniwersytecie, gdzie opowiadała o niektórych sprawach studentom. Było poważnie, ale momentami śmiesznie. I chociaż swoją pracę traktowała bardzo poważnie, to nie traciła przy tym swojego sarkastycznego poczucia humoru. Dlaczego by miała? Nie każdy je rozumiał i chyba to był jeden z wielu powodów, dla których z Meadow gdzieś się po drodze rozminęły. Nie były kompatybilne pod wieloma względami i po prostu nie była im pisana taka miłość aż po życia kres. Ale czy to w ogóle była miłość? Takie wyznania nigdy nie padły, więc raczej nie. Prędzej fascynacja i pociąg seksualny.
To ma znaczenie, w jaki sposób ktoś zmarł — zaznaczyła, bo w jej zawodzie było to naprawdę istotne. — W ciekawości nie ma nic niestosownego — dodała z lekkim uśmiechem. Ludzie zwykle mieli wiele pytań, które może dla Zaylee wydawały się oczywiste, ale nie widziała problemu, kiedy musiała udzielić im konkretnej i satysfakcjonującej odpowiedzi.
Skinęła głową i odłożyła filiżankę na spodek. Langenberg miała absolutną rację - czasami coś po prostu coś się działo i nie dało się przewidzieć, co czeka na nas za rok, pięć lat albo dekadę. Na pewne sprawy miało się wpływ, ale przecież też nie zawsze.
Od przyjaźni? W żadnym wypadku — zaśmiała się, bo trudno było nazwać to, co połączyło ją i Evinę przyjaźnią. Od początku działałyśmy sobie na uzębienie. Zaczęło się od docinek, a potem od współpracy przy śledztwie. Daleko było nam do przyjaciółek — wyjaśniła mniej więcej, jak to w ich relacji wyglądało. Pod wieloma względami były do siebie aż zbyt podobne, pewnie dlatego tak często się ścierały. Ale było im razem dobrze. Może nie było już takiego ognia, jak na samym początku i wpadły w rutynę, ale nikt nigdy nie powiedział, że rutyna była czymś niewłaściwym.
Miała nadzieję, że będą potrafiły zapewnić Samowi wszystko, na co zasługiwał. Młody trafił do domu dziecka, kiedy miał niespełna trzy lata i nikt nigdy się nim zainteresował. Dziwne, bo to był naprawdę bystry i zabawny dzieciak. Nie sprawiał większych problemów, chociaż Zaylee na pewno nie określiłaby go mianem aniołka.
Jesteśmy już na finiszu, ale wiadomo, jak to jest. W naszej pracy zawsze coś się dzieje i niektóre rzeczy musimy odkładać na później — ponownie się uśmiechnęła, ale trochę smutniej niż wcześniej. Miała obawy, że przez wykonywane zawody, nie poświęcą Samuelowi wystarczającą ilość czasu. Nie mogły mu obiecać, że zawsze będą na jego treningach czy szkolnych przedstawieniach. Na razie wszystko wskazywało na to, że chłopiec to rozumie, ale jak będzie w rzeczywistości, to się dopiero okaże, kiedy zamieszka z nimi na stałe, a nie tylko od święta.
— A tu cię zaskoczę, że nie jest wariatką — znów sięgnęła po swoją filiżankę. — Jest ode mnie o wiele spokojniejsza. Może to kwestia wieku. Nie wyszłoby nam, gdybyśmy obie były takie pierdolnięte — puściła do Meadow oko, nawiązując trochę do ich związku sprzed lat. — Czyli co? Z nikim się nie spotykasz? Nie ma na horyzoncie żadnego sensownego gościa ani panny, która zawróciłaby ci w głowie? — zapytała, bo na razie dowiedziała się tyle, że Langenberg nie wyszła za mąż, ale to nie musiało świadczyć o tym, że z nikim się nie widywała.

Meadow Langenberg
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
34 y/o
For good luck!
176 cm
💼 dyrektor ds. komunikacji i PR w avalon global industries
Awatar użytkownika
Czarna owca, nie tylko w rodzinie. Sprzeciwia się wszystkiemu i wszystkim. Trudno jest nadążyć za jej myślami. Pracoholiczka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W tym wszystkim mógł być powód dla którego Zaylee kompletnie nie zwariowała w swojej pracy. Nie przestała szukać w tym drugiego dna, zabawnej strony tego trudnego i poważnego zawodu. Każdy radził sobie w inny sposób ze stresem a jej sarkastyczny humor nie był dla każdego i zapewne nie zawsze trafiał w "gusta" Meadie. Choć i tak w ich relacji rzadko dochodziło do przyjemniejszej wymiany zdań. Może tylko w czasie kłótni dało się usłyszeć coś co miało być zabawne ale działało to jednak tylko jednostronnie. Pozostawiając w tym wszystkim Langenberg z kolejnym powodem by dorzucić oliwę do ognia i rozpętać jeszcze większe piekło ze swoja ex. Daleko było im do miłości, do jakiegokolwiek głębszego uczucia bo chyba nie na tym polegała ich relacja. Spełniały dość przyziemne potrzeby, które pojawiały się w życiu jednej i drugiej i tak było im wygodniej, aż do chwili kiedy to już musiało nie wystarczyć. Szukały w sobie czegoś więcej ale im dalej w las tym okazywało się, że praktycznie nie mają o czym rozmawiać. Kłótnia stała się jedynym powodem komunikacji, co jak na załączonym obrazku nie było najlepszym wyjściem.
Uśmiechnęła się bo jej słowa na pewno mogły ją uspokoić, że wcale nie jest z nią aż tak źle i jej umysł nie poszedł jeszcze w złą stronę. Oczywiście nie będzie chciała już drożyć ten temat, raczej nie było powodu by dopytywać i wychodzić na ciekawską. Nawet jeśli ciągle się w niej to tliło. Poznanie kogoś od tej drugiej, może mniej konwencjonalnej strony. Z drugiej jednak strony nie były blisko, przecież od czterech lat nie miały ze sobą żadnego poważnego kontaktu. Niby dlaczego teraz miałaby interesować się jej pracą i życiem osobistym. Wychodziła w tym momencie na totalną hipokrytkę, która żądała tylko szczerej odpowiedzi, a tak naprawdę nie dawała od siebie nic w zamian. Może ją to jeszcze zastanowi ale teraz kompletnie nie myślała o tym w podobnych kategoriach.
- Hmm. Ciekawe. Czy z każdą swoją była zaczynałaś od uprzykrzania sobie życia? - zaśmiała się pod nosem, może nie do końca mając nic złego na myśli - Czy nie było tutaj tak burzliwie jak u nas? Do dzisiaj nie pamiętam ile sztuk talerzy porozbijałyśmy w mieszkaniu - pokręciła ciągle rozbawiona tym, że coś jej to przypominało. Choć na pewno nie można było powiedzieć, że w tych relacjach były jakieś znaczące podobieństwa. Raczej ich "związek" mógł uchodzić za bardziej patologiczną formę. Z perspektywy czasu i ona dostrzegała, że to nie było najnormalniejsze i najbardziej dojrzałe podejście do jakiegokolwiek konfliktu, który mógł się narodzić między kobietami. Teraz mogła sobie z tego żartować ale czy aby na pewno powinna?
Adopcja to decyzja, która w tym momencie byłaby dla samej Meadow czymś naprawdę trudnym. Nie oszukując siebie i innych, większość dzieci pochodziła z trudnych domów. Miała spory bagaż przejść a co za tym idzie mogły sprawiać problemy. Rzecz jasna nie mogłaby wrzucić wszystkich do jednego worka i zawsze znajdą się dzieci, które po prostu szukają domu pełnego miłości. W jej wypadku chodziło raczej o nią samą o to, że nie czuła się na siłach. Kiedy to ona sama miała trudne relacje ze swoimi rodzicami, pamiętając głównie to, że nie czuła się kochana i w tym momencie obawiała się, że nie będzie mogła dać to samo tej drugiej, małej istocie. Patrzyła jednak na Zaylee i wiedziała, że przecież jej historia jest inna. Historia Sama jest inna i nie mogła tego porównywać.
- Jestem pewna, że wszystko jakoś się ułoży. Czasami trzeba po prostu poczekać na odpowiedni moment. Chyba w tej kwestii pośpiech nie jest do końca wskazany, a już na pewno trzeba liczyć się z uczuciami dziecka - mówiła jakby sama miała za sobą milion adopcji, a tak naprawdę nie znała się na tym, nie miała żadnego doświadczenia - Tylko co ja o tym wiem - wywróciła jedynie oczami. Czasami zastanawiała się co też siedzi w jej głowie i jak bardzo mogła się mylić w tym jak postrzega życie, pewne sytuacje. Przecież punkt widzenia mógł się różnić i wszystko to co związane z adopcją dla Miller i jej partnerki było bardziej skomplikowane niż zdawało się to samej Meadow.
- Też tak myślę, że dwie pierdolnięte to o jedną za dużo - posłała jej urocze spojrzenie i po chwili zaśmiała się głośniej. Przecież mogły spojrzeć na przykład ich związku i to jak to wszystko się potoczyło - Potrzebujesz kogoś, kto poskromi twój temperament - dodała już bez rozbawienia albo głupiego uśmieszku na twarzy - Niee. Nie mam nikogo. Głównie przez pracę bo siedzę w biurze od rana do wieczora. Jestem albo zbyt zmęczona albo znudzona by przebywać z kimkolwiek. W dodatku trafiam na bardziej pojebane osoby niż ja - nie mówiła tego z lekkim sercem bo przecież nie tak miało to wszystko wyglądać. Kiedyś marzyła o tym, by z łatwością poznawać kobiety i mężczyzn, by mogła chociaż nad tym nie zastanawiać się w nieskończoność. Nie gdybać na temat tego, co powinna zrobić albo powiedzieć. Może liczyła, że jej wygląd po prostu wystarczy, a przecież na jego punkcie miała sporo kompleksów.
Za nim się obejrzały minęła już ponad godzina, a one siedziały i rozmawiały jak gdyby nigdy nic. Meadow nie zauważyła kiedy wypiła już swoją kawę i kiedy okazało się, że zamiast do apartamentu będzie musiała wrócić do pracy.
- Wybacz ale będę już musiała iść - podniosła się nagle, jak poparzona - Ktoś znowu coś spieprzył w pracy i trzeba posprzątać ten gnój - wkurzyła się nie na żarty ale próbowała to jakoś ukryć przed sobą i przed Zaylee - Nie wiem czy masz ochotę i czy twoja żonka będzie chciała żebyś utrzymywała ze mną kontakt, jak coś to mój numer - podała jej swój numer. Pożegnała się jeszcze za nim ruszyła do wyjścia. W drodze do biura poczuła, że to spotkanie będzie dla niej powodem do rozmyślań. Czuła się dziwnie bo chyba nie tego spodziewała się kiedy znowu na nią wpadnie. Czy liczyła na to, że znowu zaczną się kłócić?
Koniec
zaylee miller
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Yoga Co.”