26 y/o
Welkom in Canada
167 cm
zajmie się twoimi social mediami i asystuje reżyserom w Pinewood Studios
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Spojrzała na Connora, unosząc lekko brew i niedowierzając, że właśnie wkopał własną siostrę. Przynajmniej dzięki temu pozbyli się jednego oprawcy. Według niej został final boss, czyli jej matka, która była jedynie w pozorach szczęśliwa ze swojego małżeństwa i oczekiwała, że jej dzieciom będzie po prostu lepiej. Nie podważała jej intencji, jednak musieli przeżyć życie tak, jak chcieli, nawet gdyby przez to mieli się sparzyć. Całe szczęście udało im się wyrwać z paszczy potwora. Westchnęła cicho, kierując się na górę razem z Connorem i mając nadzieję, że dzięki tej krótkiej ucieczce uda im się nieco odpocząć.
— Dobrze wiesz, jak to wygląda. Jeśli chodzi o spotkania rodzinne to nie liczy się tutaj ochota — mruknęła, bo chyba ich matka miała największą wyrozumiałość do najmłodszego syna, któremu dziwnie na sucho uchodziło umykanie z tego typu przedsięwzięć. Aż żałowała, że nie poszła na jakąś medycynę lub coś innego, bardziej ważnego niż jej obecna praca, dzięki czemu zdobyłaby darmową wymówkę na wymiganie się. — Jesteś cudowny — westchnęła, czując, jak napięcie nieco uchodzi z jej barków, kiedy zaczął masować jej ramiona. Naprawdę czuła ulgę i była wdzięczna, że tak o nią dbał.
— No jak to skąd? Trochę się podłożyliśmy naszym związkiem… ale to i tak ich nie usprawiedliwia. Powinny nam pogratulować i tyle — wybąkała, bo przez chwilę, siedząc tam na dole, pożałowała tego uzewnętrznienia się. Myślała o tym, że lepiej żyło im się spotykając się po kryjomu, bez czyjejś wiedzy i bez naskakiwania o szczegóły dotyczące ich przyszłości. Ale jak już powiedziało się A, to trzeba było powiedzieć B, prawda? — Trzeba by było zrobić zasadzkę. Wyszedłbyś pierwszy, potem ja… chociaż i tak każde z nas przyjechało samo, więc po prostu spotkalibyśmy się u ciebie albo u mniee — przeciągnęła, przejeżdżając rękoma po jego torsie, kiedy grzecznie położył się plecami na łóżko. Gdyby ktokolwiek teraz wszedł… najprawdopodobniej ich matki dostałyby zawału, a Eric pewnie krzyczałby coś o straumatyzowaniu. A przecież nawet nic nie robili!
— Obbby — westchnęła, czując się na tyle komfortowo, że kompletnie zapomniała o tej cholernej koszulce. Cała ta sytuacja tak nią wstrząsnęła, tak zajęła jej myśli, że nawet nie zorientowała się, kiedy zaczęła terroryzować swojego chłopaka. Miał silną wolę, nie ma co!
— Trupa? — zapytała w szoku. — Gdybyś potrzebował o tym porozmawiać… — zaczęła, skupiając się najpierw na pierwszej części wypowiedzi, chcąc okazać mu maksymalne wsparcie, ale zaczął obdarowywać pocałunkami jej obojczyki oraz dekolt, przez co odchyliła nieco głowę, przymykając oczy przez ciepło jego ust na swojej skórze. — Możesz się mną zająć wieczorem… albo jeśli nagle wyprowałyby z domu — rzuciła, zagryzając lekko dolną wargę. Gdyby wyszły to rozwiązałoby to ich obecny problem, chociaż świadomość, że w każdej chwili ktoś mógł wrócić i spotkać ich w dość jednoznacznej sytuacji… chyba wolała zacisze ich mieszkań, gdzie nie musieli się przed niczym hamować.
— Tak, jest w porządku. Teraz nawet bardzo — parsknęła, zaraz spoglądając na niego i kładąc dłonie na jego policzkach, gdzie przejechała po skórze jego twarzy kciukami. Już prawie schylała się, aby skraść z jego ust kolejny pocałunek, jednak w tym samym momencie przypomniała sobie o prezencie, który dostała od niego na wejściu. — Prezent, no tak! — rzuciła wesoło, schodząc z jego nóg i zgarniając bluzkę z oparcia łóżka, którą zaraz przeciągnęła przez głowę i zgarnęła z toaletki prezent. Wróciła na łóżko, siadając na nim po turecku i odpakowała każdą rzecz po kolei, uśmiechając się jak wariatka na każdą rzecz, którą widziała. Definitywnie była szalona z miłości, a każda część prezentu ściskała jej serce, bo wiedziała, że była spersonalizowana i z pewnością myślał, czy jej się spodoba. — Zapniesz mi? — zapytała, odwracając się do niego tyłem, aby mógł zapiąć jej nową ulubioną biżuterię. W czasie kiedy to robił, Stones zajęła się ostatnią częścią prezentu — a dokładniej małym pudełeczkiem, które prędko otworzyła i dostrzegła tam klucz z domkiem. Szybko przemieliła informację, odwracając się w jego kierunku nagle (ale gdy zapiął już jej naszyjnik!) i patrząc to na zawartość pudełka, to na swojego chłopaka. — To klucz do twojego mieszkania?! — zapytała, będąc w szoku, co było po niej widać, ale jednocześnie… i tak spędzali ze sobą dużo czasu, umawiając się na konkretne pory po ich pracy i czasami dostęp do klucza byłby pomocny. Nawet jeśli użycie go byłoby dla niej kompletnie dziwnym uczuciem. — Wiesz, że wtedy już się mnie tym bardziej nie pozbędziesz? — dorzuciła z rozbawieniem, zaraz obracając się, aby siedzieć naprzeciwko niego i pocałowała go krótko w policzek. — Dziękuje. Za cały prezent, jest przepiękny, a koszulkę będę dumnie nosić — zaśmiała się, zaraz zamiast policzka, całując go krótko w usta. Czy mogła trafił na cudowniejszego chłopaka?

the best man
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Ratownik medyczny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
911 what's your emergency?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Wiem, wiem… masz rację. - odparł, wzdychając cicho. Sam też nie pamiętał, kiedy ostatnim razem zasiedli na wspólnym obiedzie wszyscy razem. Jego ojciec był kierowcą tira i najczęściej zjeżdżał wyłącznie na weekendy, bardzo zmęczony, a siostra projektowała wnętrza. Nie miał pojęcia, co u niej aktualnie się działo, ale widział na storkach, że chodziła na spotkania z koleżankami do różnych knajpek, a już dawno nie widział nic z oznaczeniem jej chłopaka. Poznał Josha i uważał go za spoko gościa. Trochę zamkniętego, ale nie każdy musiał się otwierać od razu z czego Connor doskonale zdawał sobie sprawę. Niektórzy potrzebowali czasu.
- Miło, że tak uważasz, najdroższa. - odpowiedział z uśmiechem, jeszcze przez chwilę masując ramiona Camelci, a na zakończenie musnął ustami jej ramię.
- Chyba byłoby za nudno, gdyby nam wyłącznie pogratulowały. Ciekaw jestem, co już nasmarowały na grupie sąsiedzkiej. I ciekawe, czy moja mama jest już po rozmowie z moją siostrą… - odparł, wyciągając telefon z kieszeni, aby sprawdzić powiadomienia, lecz do tej pory nie widział odpowiedzi na wiadomość. Nieodebranego połączenia także nie widział, więc może jednak niepotrzebnie ostrzegał siostrę. Zaczęły nim targać wątpliwości…
- Wiesz co? Jest to jakiś plan. Ich miny na pewno byłyby bezcenne. - stwierdził, parskając śmiechem, bo sam byłby w szoku, kiedy np. jego siostra albo kuzynka oświadczyłaby, że z kimś się spotyka, znika ze swoją drugą połową, a nagle… jedno wychodzi, trzaskając drzwiami, i zaraz potem drugie. Pewnie zaraz by naskrobał wiadomość z pytaniem, czy wszystko okej.
- Trzymam mocno kciuki. - odpowiedział, bo wydawało mu się, że pula została wyczerpana, choć znając kreatywność swojej mamy i pani Stones… na bank jeszcze nieraz ich, tj. jego i Camę, zaskoczą.
- - A bo reanimowaliśmy potrąconego młodego człowieka. W pewnym momencie doszło do zatrzymania krążenia i naprawdę myśleliśmy, że to już koniec. Ale po ostatnim wyładowaniu elektrycznym, wrócił do nas. - wyjaśnił, przypominając sobie tę sytuację, podczas której każda sekunda miała znaczenie. Na szczęście tu wszystko dobrze się skończyło, ale nie wszyscy mieli takiego farta. Niektóre akcje kończyły się stwierdzeniem zgonu i przykryciem ciała. No, ale nie chciał o tym teraz myśleć, ponieważ poczuł na policzkach ciepłe dłonie swojej dziewczyny i czekał, aż ich usta złączą się w pocałunku. Zamknął nawet oczy, lecz ostatecznie niczego nie otrzymał poza słowami świadczącymi o tym, że Cama przypomniała sobie o prezencie. Westchnął, otworzył oczy i zaczął uważnie obserwować swoją dziewczynę.
- Oczywiście, że zapnę. - i po tych słowach sięgnął do zapięcia - za czwartym razem mu się udało i naszyjnik nie było opcji że spadni.
Uniósł kąciki ust, kiedy zauważył wyraz twarzy Camelci, która łączyła kropki. Skinął głową, aby potwierdzić, iż owszem, to co trzymała w dłoni, było kluczem do jego sercamieszkania.
- Ale ja absolutnie nie chcę się Ciebie pozbywać, kochanie. - odpowiedział zgodnie z prawdą. Naprawdę ucieszyła go reakcja Camy, która w podzięce obdarowała go buziakiem w policzek, a potem w usta - ten drugi oczywiście Connor postanowił przedłużyć, bo halo! Chciał i mógł. Poprzedni pocałunek wydawał mu się ZA K R Ó T K I. Poza tym to była jego odpowiedź na podziękowanie.
- Ogólnie mam taką samą, więc… któregoś dnia możemy mieć matching outfit jak na parę przystało. - powiedział, kiedy już jego usta nie były zajęte całowaniem Camy - choć bardzo niechętnie się odsunął. Natomiast co do strojów - z tego, co kojarzył, niektóre pary miały np. takie same piżamy, więc oni mogli się pochwalić IDENTYCZNYMI T-shirtami ze swoimi podobiznami. Poza tym, on naprawdę poświęcił trochę czasu, bo po pierwsze, musiał znaleźć odpowiednie zdjęcie, a potem szukał strony, która mu to ładnie zrobi na koszulce - dłużej mu się oczywiście zeszło ze znalezieniem foteczki, gdyż mieli ich całkiem sporo, co notabene nie powinno dziwić, skoro znali się odkąd Stonesi się przeprowadzili do Toronto.

birthday bby <3
26 y/o
Welkom in Canada
167 cm
zajmie się twoimi social mediami i asystuje reżyserom w Pinewood Studios
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Mówisz, że rzeczywiście coś jest na rzeczy? — zagadnęła, nawiązując do tematu jego siostry. — Swoją drogą, milutko ich wkopaliśmy. I ją, i Erica, jeszcze brakuje, żebym powiedziała coś o Dannym i z pewnością zdobyłabym puchar znienawidzonej siostry roku — parsknęła. Naprawdę nie miała zamiaru podkopywać młodszych braci, ale sytuacja wywarła na niej presję. Szczerze sądziła, że pośredni Stones miał ciekawsze wiadomości o swoim związku niż najstarsza latorośl, bo przecież o Camelli i Connorze można było się domyślić wcześniej — ich bliższa relacja, spędzanie wspólnie czasu, a na dodatek mówienie przez pół ich znajomości, że do siebie pasowali. Niektórzy by stwierdzili, że ulegli wpływowi wszystkich wokół, ale nikt by nawet nie podejrzewał, z jaką falą niewypowiedzianych emocji musieli mierzyć się przez lata.
— Jeju, czyli naprawdę o krok od trupa — mruknęła, delikatnie gładząc go po policzku i zaraz przejeżdżając palcami po jego włosach. — Musisz być zmęczony, a jeszcze własna rodzina dała ci w kość — westchnęła. Jego praca była wymagająca i nigdy nie miała pretensji, jak wracał z niej w średnim humorze. Miał praktycznie codzienne spotkania z kostuchą, która tylko czyha, aby zabrać człowieka spod rąk ratowników. Ciągłe walczenie o ostatni oddech i przepychanie się ze śmiercią nie było czymś, czego chciałoby się na co dzień doświadczać, ale niektórzy byli skłonni do poświęceń.
Uśmiechnęła się szczęśliwa, cierpliwie czekając, aż jej chłopak upora się z zapięciem i zaraz odwróciła się w jego kierunku, odgarniając włosy do tyłu, aby zaprezentować mu jak delikatny naszyjnik zdobi jej dekolt. — Pasuje mi? — zapytała wesoło, wyciągając lekko szyję do ekspozycji. To nie był koniec niespodzianek podczas dzisiejszego dnia. Nie spodziewała się dostać jej własnego klucza do mieszkania Connora; z piękną przywieszką i to sprawiło, że nieco się wzruszyła. Poczuła piekące w oczach łezki, ale pokiwała lekko głową na boki, aby powstrzymać nieco swoją emocjonalność.
— No ja myślę. Inaczej byś zobaczył, jaką masz zawziętą dziewczynę. — Zaśmiała się cicho przy jego wargach, rozkoszując się zaraz tym przedłużonym pocałunkiem i bliskością Walkera po całym, długim dniu. Teraz nachodził najlepszy moment jej urodzin, kiedy wszystkie obowiązki związane z odwiedzinami, dmuchaniem świeczek i inne takie zostały spełnione. — Będę musiała się przyzwyczaić, bo to nie będzie takie oczywiste z niego korzystać — rzuciła, odsuwając się lekko od niego i nosem szturchając ten jego, żeby zaraz oprzeć się policzkiem o jego ramię.
— Masz taką samą? Ze swoim zdjęciem? Teraz to jestem ciekawa, jakie wybrałeś, będziesz musiał mi koniecznie pokazać, jak do ciebie pojedziemy — odpowiedziała z entuzjazmem, przysuwając się do niego i wplątując palce w jego włosy, jednocześnie zmniejszając znowu między nimi dystans. Dalej była blisko jego ust, spojrzała na nie, zaraz przenosząc spojrzenie na jego oczy. Uwielbiała być tak blisko niego, czuć jego dotyk, ale mieć to poczucie bezpieczeństwa, gdy był obok. Minęło już trochę czasu odkąd zostali parą i przez te kilka miesięcy jej uczucia były coraz bardziej potęgowane; już wcześniej była w nim zakochana po uszy, ale nieznośnie tłumiła w sobie te emocje, a teraz… teraz mogła je rozwijać, cieszyć się z nich i celebrować każdą wspólną chwilę na milion sposobów. — Możemy niedługo pojechać, co ty na to? Żeby nie dawać już im pożywki z naszego związku, przetestować klucz i zająć się faktycznie ważnymi sprawami — powiedziała cicho, przenosząc jedną dłoń na jego policzek i lekko przejechała po nim kciukiem. Serce biło jej jak oszalałe, kiedy w jej gardle ugrzęzły słowa, które chciała powiedzieć już od dłuższego czasu. — Kocham cię, wiesz? — zapytała cicho, patrząc na niego czule i z lekkim wzruszeniem. Czy mogła być bardziej szczęśliwa?

love you so much
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Ratownik medyczny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
911 what's your emergency?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Tak mi się wydaje… ostatnio jak rozmawialiśmy, nie była zbytnio zadowolona ani szczęśliwa, choć mogła być po prostu zmęczona. O, momencik. - powiedział, czując, jak telefon wibruje, co oznaczało najprawdopodobniej nadejście wiadomości.
- O wilku mowa… - rzucił ciszej, jakby chciał by tylko Melcia wiedziała o wiadomości otrzymanej od własnej siostry. Connor czym prędzej przejechał wzrokiem po każdym słowie i nerwowo przeczesał dłonią włosy.
- Przed chwilą skończyła rozmawiać z mamą… i potwierdziła, że aktualnie jest singielką. Powie mi więcej później. Znaczy, tak napisała. Najwyżej sam do niej później zadzwonię. - dodał jeszcze od siebie, zastanawiając się, czy to dobry pomysł, jednocześnie będąc bardzo ciekawym, co było powodem rozpadu długoletniego związku. Przecież Walker doskonale pamiętał śmiechy wraz z uśmiechami, goszczącymi na twarzach zarówno jego siostry, jak i jej chłopaka, gdy przychodzili razem, trzymając się za ręce.
- Mam tylko nadzieję, że jej nie zdradził… - bo to by było chyba najgorsze z najgorszych a wtedy…. Connor bardzo chętnie porozmawiałby sobie z byłym siostry, bo absolutnie NIE zasługiwała na taki los.
Zaraz jednak schował telefon, ponieważ swoją uwagę chciał skupić na tej, którą miał przed sobą.
- Jakbyś jeszcze Danego wkopała, to już byłby strike niczym w kręglach. Nie dałoby się tego przebić. - stwierdził. - Można by uznać więc remis. Ja wkopałem siostrę, Ty brata. - dodał jeszcze, wyciągając dłoń, by Camellia przybiła piąteczkę - i jeśli to zrobiła, zgiął swoje palce i nie wypuścił zbyt szybko jej dłoni.
Spojrzał na swoją dziewczynę, choć zaraz wtulił swoją twarz w dłoń brązowookiej, czym przypominał głodnego głaskania, a jednocześnie ocierającego kociaka. Cieszyło go, że rozumiała i nie prawiła mu wyrzutów.
- W sumie to tak. Jestem zmęczony, ale wypiję kawę i będzie git. Ostatecznie dwie. - odparł z lekkim uśmiechem - w międzyczasie pozwolił wyswobodzić Camci jej dłoń z uścisku, umożliwiając swobodę ruchów. Cóż, nie pierwszy raz musiał przełknąć to, co wpadło mu do uszu zaraz po pracy. Kiedyś po szkole najczęściej wylewano na niego wiadro słów, zachęcających i goniących do nauki, choć po wypadku… rodzice przestali naciskać z prostego powodu - cieszyli się, że ich jedyny syn przeżył.
Choć wtedy Connor wolałby umrzeć z powodu poczucia winy.

Poczucie winy paliło go od środka.
Nie potrafił powiedzieć, co tak właściwie mu pomogło. Teraz natomiast wiedział, że miał dla kogo żyć. Dzięki Camelii każdy dzień był zwyczajnie piękniejszy. Żywszy. Pełen bardziej wyrazistych kolorów.
- A nawet bardzo pasuje. - odpowiedział ze szczerym uśmiechem, zgodnie ze swoim przekonaniem. Wyciągnął telefon i zrobił Melci dwa zdjęcia na pamiątkę. Miło było obserwować wymalowaną na twarzy Camy radość z urodzinowych podarunków.
- Przy Tobie jestem naprawdę szczęśliwy. Jak więc miałbym chcieć, pozbyć się swojego szczęścia, hm? Musiałbym być naprawdę głupi. - stwierdził, kręcąc głową, jakby ten gest miał potwierdzać wypowiedziane przez niego słowa.
- Chociaż z drugiej strony… kusząco brzmi zobaczenie zawziętości swojej dziewczyny… - dodał, wyciągając wcześniej palec wskazujący do góry tak, by było wiadomo, że chciał coś jeszcze powiedzieć, aczkolwiek zaraz potem rozkoszował się słodkim jak miód pocałunkiem, przez który miał wrażenie, że odlatuje do wspaniałego miejsca, gdzie byli tylko on i jego Camellia.
- Na spokojnie. Po prostu… chciałbym móc z Tobą spędzać więcej czasu, podziwiać, jak robisz poranną kawę i razem oglądać film bez wcześniejszego umawiania się. - odparł, patrząc Stones prosto w oczy. Oczywiście było jeszcze kilka innych powodów, ale wymienił te, które akurat przyszły mu do głowy.
- Zobaczysz. - powiedział, zabawnie poruszając brwiami i głaszcząc Camę po głowie, nie zamierzając tak z marszu zdradzać tego, co widniało na JEGO koszulce. Gdy znów była blisko, nie omieszkał wykorzystać sytuacji i złączył ich usta w pocałunku, bo mógł i chciał - za bardzo go kusiła… samą sobą i swoimi perfumami. Ten pocałunek był podobny do poprzedniego, lecz jakby odrobinę bardziej zachłanny. Przerwał go po chwili i uważnie wysłuchał Camy, absolutnie nie spodziewając się, że zaskoczy go tak pięknymi słowami, dzięki którym miał wrażenie, jakby dostał skrzydeł. Jasne, powinien zdawać sobie sprawę, że skoro łączyło ich uczucie, to prędzej czy później padnie wyznanie, lecz nie sadził, że dojdzie do tego właśnie T E R A Z. Zamrugał kilkakrotnie, jakby chciał mieć pewność, że nie śnił.
- Ja też Cię kocham. I to bardzo. - powiedział, patrząc dziewczynie prosto w oczy, będąc pewnym swoich uczuć jak tego, że 2+2 było 4.
Gdyby ktoś go zapytał o najszczęśliwszy moment z życia, wymieniłby właśnie tę sytuację, bo z ust Stones brzmiały one niczym najpiękniejsza melodia. Connor ujął twarz Camy w dłonie i po raz trzeci nachylił się do jej ust, jakby chciał przypieczętować wypowiedziane chwilę wcześniej wyznanie. Całował ją najczulej jak tylko potrafił, a kciukami gładził policzki swej lubej.
Gdy oderwali się od siebie, Connor z uśmiechem odparł:
- Jedźmy do mnie. Myślę, że nikt się nie pogniewa. - a jak się pogniewają, to po kilku dniach im przejdzie. Walker po prostu… chciał nieco więcej prywatności, a oprócz tego ciekawiły go te ważne sprawy.

love of my life <3
26 y/o
Welkom in Canada
167 cm
zajmie się twoimi social mediami i asystuje reżyserom w Pinewood Studios
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Uważnie obserwowała, jak jej chłopak odczytywał wiadomość i widziała, jak z każdą chwilą jego mimika twarzy się zmieniała — mogłaby przysiąc, że wręcz twarz mu zrzedła przez rodzaj wiadomości, jaki dostał. Już na tym etapie wiedziała, że to nie było nic miłego i albo byli w fazie rozstania, albo już było — niestety — pozamiatane. Wydęła lekko dolną wargę, kiedy Connor poinformował ją o fakcie zakończenia związku przez jego siostrę. Było jej przykro, oczywiście! W końcu obydwóch Walkerów znała że praktycznie od zawsze. Nawet jeśli finalnie zaprzyjaźniła się bardziej z chłopakiem, tak jego siostra zawsze była ważną postacią, co prawda przewijającą się w tle.

— Przykro mi, będę musiała ją wytulić. I myślę, że to dobry pomysł do niej później zadzwonić — przytaknęła, bo z pewnością w tak ciężkiej chwili potrzebowała wsparcia najbliższych, tylko zastanawiała się, dlaczego nie odezwała się wcześniej; tłumienie w sobie tych negatywnych emocji też nie było dobrym rozwiązaniem. — Jeśli ją zdradził to trzeba będzie zaplanować odcięcie mu tego i owego, żeby pożałował swoje decyzje — odpowiedziała śmiertelnie poważnie. Camellia nie wiedziała, czy wybaczyłaby zdradę. Co prawda, nigdy nie rozważała na ten temat i patrząc na Connora również nie wyobrażałaby sobie momentu, w którym mógłby skrzywdzić ją w ten sposób. Przymrużyła jednak oczy, wystawiając palec ku górze, lekko machając nim na boki. — To ostrzeżenie również dla ciebie — dodała, po czym zaśmiała się. Nie podejrzewałaby go o to, a gdyby jednak los z niej zadrwił i stałoby się inaczej… cóż, mocno by się zawiodła.

— Dobrze, remis. — Uśmiechnęła się, przybijając piąteczkę i gdy zgiął palce, splatając je z tymi dziewczyny, Stones uśmiechnęła się jeszcze szerzej, z radością patrząc na ich złączone dłonie. Może to zabrzmi okropnie, ale… niektórzy się rozstawali, żeby inni mogli być szczęśliwi, prawda? Taki był krąg życia, chociaż szkoda, że ten okropny los spotkał akurat osobę z ich najbliższego otoczenia.

— Kawę?! O tej godzinie?! — zapytała, spoglądając na zegarek na ścianie. Działał, więc prawdopodobnie jej rodzicielka musiała dalej dbać o takie szczegóły. Nie było jakoś późno, ale sam fakt, że dochodził wieczór. — W końcu serducho ci się zatrzyma, jak będziesz pić tyle tej kawy! Lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu pójść spać wcześniej — zasugerowała. Camellia naprawdę była wyrozumiała i szanowała jego pracę, bo miała świadomość, że musiał wiele poświęcić. Jednocześnie nie chciała, żeby się zajechał i no co — wiedziały gały co brały. Jego zawód był jej znany już od dawna, więc chciała dać mu wsparcia, nawet jeśli wiązało się to z pójściem spać o dwudziestej pierwszej; zawsze było to wspólne spanko, prawda?

Zapozowała pięknie do zdjęcia, które jej zrobił. Dostała piękne prezenty i była kompletnie szczęśliwa — najpierw spędziła dzień z rodziną, a później mogła mieć wieczór w swoim ulubionym towarzystwie. Brakowało tylko, żeby pojechali do któregoś z mieszkań, aby zaczerpnąć nieco prywatności.
— Jesteś słodki, wiesz? — zagadnęła z uśmiechem, słysząc o tym, że była jego szczęściem. Automatycznie zachciało jej się płakać, słysząc takie piękne słowa z jego ust, ale zdusiła to uczucie w zarodku, nie chcąc wylewać łez w swoje urodziny. — I nie jesteś głupi. Całe szczęście, bo jeszcze byś mnie pogonił i co ja bym biedna zrobiła? — zapytała, rozkładając na boki ręce i wzruszając lekko ramionami. Byłoby jej przykro; cholernie przykro, ale z pewnością nie dałaby łatwo za wygraną. Zbyt bardzo go kochała, aby odpuścić… i miała zamiar za chwilę mu to powiedzieć! Czy może być lepsza okazji ku temu niż urodziny? Na jego było nieco za wcześnie… teraz czuła, że to uczucie coraz bardziej rosło w siłę, praktycznie rozsadzając jej serducho. Zaraz dźgnęła go lekko palcem między żebra, zanim jeszcze nie była skupiona na ich pocałunku.

— To wszystko brzmi cudownie i… też bym tak chciała — przyznała. Budzić się rano i witać go krótkim buziakiem, poleżeć chwilę dłużej w łóżku, wypić kawę. Wrócić do mieszkania i nie pisać do niego, czy się spotkają, tylko od razu wtulić się w jego ramiona i wybrać, co będą robić wieczorem. Camellia dawno nie była w tak poważnym związku, więc wizja wspólnego zamieszkania nieco ją przerażała, ale jednocześnie ekscytowała. Chciała taki momentów jak teraz więcej, kiedy po prostu wspólnie siedzieli, bez szczególnego umawiania się na randki, tylko po prostu, zwykłe, wspólne chwile, w domowym zaciszu… tylko niekoniecznie ich rodzinnych posiadłości. Nie mogła powstrzymać się od szerokiego uśmiechu, kiedy odpowiedział jej tymi samymi uczuciami. Jej serce rosło, kiedy miała stuprocentowe przeświadczenie, że ją kochał — tak po prostu, niby banalne w swojej prostocie, bo czuła jego emocje z dnia na dzień, ale usłyszenie tego w zamian… była szczęśliwa. Szczęśliwa, że postanowili zaryzykować i kolejny miesiąc celebrowali będąc razem i poznając się od tej zupełnie innej strony.

Całował ją delikatnie, ale czule, odbierając jej dech w piersi. Zarzuciła mu ręce za szyję, przyciągając się jeszcze bliżej niego i chłonąc tę chwilę, kiedy ich uczucia dostały możliwość wyjścia na świat zewnętrzny.
— Nie mogą się pogniewać — odpowiedziała z rozbawieniem; w końcu nie wypadało się złościć na jubilatkę, prawda? Zebrali się, pożegnali się z rodzinką i ruszyli do mieszkania Connora, żeby spędzić tam miło wieczór i dalej celebrować kolejny rok starości Camelli.

koniec.


lovely boy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#5”