28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

When everything comes crashing down

Cyrus nie potrafił zebrać swoich myśli w jedno, gdy wyjeżdżał spod domu rodzinnego Calliope. Jego palce zaciskały się nerwowo na kierownicy, a wzrok pozostawał bezustannie rozbiegany. Adrenalina wciąż buzowała w jego organizmie, a przez wściekłość, nie mógł wyzbyć się tego uporczywego szumu w swojej głowie. Raz za razem, odtwarzał scenę sprzed paru minut; najpierw twarz Davida i te wszystkie słowa, padające z jego ust jak pociski, a potem jej matkę, która zamiast ją wspierać, jeszcze bardziej pogarszała sytuację. Lockhart dwukrotnie powstrzymywał się przed zawróceniem pojazdu i dokończeniem tego, co zaczął. Czuł, że mógł zrobić znacznie więcej i ta myśl doprowadzała go do szału. Nigdy nie zależało mu na zgrywaniu bohatera, ale… Ale będąc świadkiem krzywdzenia Callie, coś w sposobie jego myślenia, uległo nagłej zmianie.

Rezydent nie mówił o tym głośno, ale był kurewsko przerażony swoim własnym zachowaniem. Nigdy nie dopuścił się czegoś takiego; nigdy nie rzucił się na nikogo z pięściami, jak jakiś wariat. Nigdy też nie miał realnego powodu do użycia przemocy, a wystarczył jeden impuls, jedno złe słowo, skierowane w stronę Calliope, by całkowicie oszalał, dając się ponieść emocjom. Cholera. To dziwne, że nagle miał dla kogo walczyć i że czyjś los obchodził go do tego stopnia, że czuł się w obowiązku r e a g o w a ć. Szybko jednak zrozumiał, że niezależnie od tego, jakie relacje łączą go z Nerrezą; i to czy miało to jakąkolwiek przyszłość czy też nie, nie miało zbytnio żadnego znaczenia. Cyrus miał swoje zasady. Mógł zrobić wszystko i w dowolny sposób zepchnąć kogoś na samo dno, ale nie wyobrażał sobie, żeby… Lockhart nieświadomie zacisnął dłonie w pięści. Czuł wściekłość na samą myśl, że ktoś mógłby ją skrzywdzić. I to raz za razem, nie znając najmniejszego umiaru.

Nie było nawet chwili, w której to właśnie ją uznałby za winną czemukolwiek. Cyrus doszedł do wniosku, dość prostego zresztą, że nie wychowywała się w zbyt dobrym domu; a to z kolei, wyjaśniało pewne jej zachowania lub nawyki. Wiadomo, że żadna rodzina nie jest idealna i każda robi sobie w jakiś sposób krzywdę, ale to przez co musiała przejść Callie było niewybaczalne. Cy nie zamierzał pozwolić jej na powrót do tego miejsca, a przynajmniej już nie w pojedynkę. Lockhart chciał zrzucić swoje zdenerwowanie na drugi plan, ale spoglądając na nią, czuł jak wszystko w nim na nowo ożywa. Zwariował. Co mu się stało? Zachowywał się, jakby nie miał żadnej kontroli nad swoimi emocjami. Kretyn.

Tak, chciał emocji. Chciał, żeby jego życie przestało być monotonne i kompletnie pozbawione jakichkolwiek kolorów. Nie sądził jednak, że jego codzienność nabierze takich jaskrawych barw i tempa. No cóż, może Hamilton na najbliższy tydzień, wcale nie będzie dla nich najgorszą możliwą opcją.
— Callie, nie powstrzymuj mnie następnym razem — poprosił, patrząc na nią z powagą. — Jeśli nie chcesz na to patrzeć, to wyjdź, ale już nie powstrzymuj mnie przed tym więcej — powiedział twardo. Cóż, podświadomie liczył na to, że to pierwszy i ostatni raz, gdy widzi Davida. Chciał jednak postawić tę sprawę tak jasno, jak się tylko dało. Cyrus odruchowo chciał zapytać się o to, kto jeszcze o tym wszystkim wiedział, ale podejrzewał, że ta odpowiedź może go mocno nie zadowolić, więc zacisnął mocno wargi, powstrzymując się przed kąśliwym komentarzem, który na pewno nie byłby teraz na miejscu. Czując, jak dziewczyna gładzi go po policzku, spojrzał na nią z dziwnym błyskiem w oku; nie był przyzwyczajony do tak skrajnych uczuć. Chyba sam czuł się nieco zagubiony, ale nie chciał tego rozgrzebywać. Sam fakt, że jego serce biło tak niespokojnie, był dla niego cholernie niekomfortowy.

— Coś wymyślimy. Ubrania to nie jest coś, czym musisz się teraz martwić — stwierdził, zanim włączył silnik, ruszając powoli w stronę Hamilton. — Od teraz niczym nie musisz się zresztą martwić — wymruczał cicho, skupiając się na drodze. — Napisz już teraz — powiedział, wyciągając telefon z kieszeni. Droga do hotelu zajęła trochę więcej czasu niż wtedy, gdy pędził, żeby zdążyć przed czymś, co… Cóż, zarówno David, jak i Cyrus gorzko by pożałowali.
Przez większość czasu jechali w ciszy, słuchając muzyki; Lockhart był pogrążony w swoich myślach, ale z każdym kilometrem, oddalającym ich od Toronto, coraz bardziej się uspokajał. Dopiero, gdy otworzył drzwi, prowadzące do swojego apartamentu i puścił ją przodem, odetchnął z pewną ulgą. Czuł, że powoli odzyskiwał nad sobą jakiekolwiek panowanie.
— Przez ten tydzień możesz spędzać tu tyle czasu, ile tylko chcesz Przez kolejne dwa dni mam dwunastki, więc będziesz mogła sobie odpocząć — powiedział cicho, zanim ruszył w kierunku łazienki, żeby zmyć z rąk krew. Dostrzegł rozcięcia na swojej skórze, ale zignorował je, skupiając się na pozbyciu czerwoności ze swoich palców. To dziwne. Miał kontakt z krwią każdego dnia, ale to pierwszy raz, gdy nie zmywał jej po swojej operacji.

Lockhart wrócił po chwili do sypialni, zatrzymując się w połowie drogi, by zmierzyć ją uważnym spojrzeniem. — Jak się czujesz? — zapytał ostrożnie, zerkając w jej ciemne oczy. — Przynajmniej nie muszę szukać pretekstu, by mieć cię teraz tylko dla siebie — zażartował, przyciągając ją w swoje ramiona i zamknąć w łagodnym uścisku. — I nie będę się już tutaj nudził — zaśmiał się, unosząc palcami jej podbródek.

You're the one I want

babe
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
mentions of sexual abuse, molestation, trauma, domestic abuse, emotional distress, panic, aftermath of violence, healing after abuse.
you're so sweet,
i hate that

r z e c z y w i s t o ś ć

Od wielu długich lat rozmazywała się przed jej brązowookim spojrzeniem. Poczucie własnej wartości, jakiekolwiek uczucie, w którym faktycznie mogłaby poczuć, że ktoś jej pragnął, ale nie w ten obleśny sposób, który nigdy nie powinien mieć prawa bytu. Nie wtedy, gdy osoba mieszkająca pod twoim dachem, osoba mająca dawać ci poczucie bezpieczeństwa, rozsuwała pierzynę, pod którą się chowałaś, dotykając cię w sposób zarezerwowany wyłącznie dla kogoś bliskiego twojemu sercu. Przekraczała wszystkie dozwolone granice.

Sekret za sekretem.

Strach przed prawdą, która mogłaby wyjść na światło dzienne i zderzyć cię z szarą, kurewsko bolesną rzeczywistością, w której tak naprawdę nie byłaś nic warta. Każde spojrzenie w lustro, każde przyglądanie się swojemu odbiciu, doprowadzało cię do granic możliwości. Gęsia skórka przebiegała po ramionach, stawiając wszystkie włoski na baczność, jakby samo muśnięcie ledwo wyczuwalnego powietrza dawało wrażenie, że on nadal tam był. Z tobą.

Bycie przestało być bezpieczeństwem.
Bycie przestało być czymś naturalnym.
Bycie zaczęło być tarczą. Ochroną. Drugą Callie.
Paradoksalnie…
Aż do teraz.

Lata terapii i przełom, którego doświadczyła ponad miesiąc temu, obiecując sobie zemstę na mężczyźnie, który złamał jej serce, który dopuścił do tego, że została wykorzystana przez jego kolegów… teraz były powodem, dla którego w końcu chciała być. Nareszcie, pomimo strachu, pomimo przemocy, która kilkanaście minut temu miała miejsce, czuła się cholernie b e z p i e c z n a.
Realization hit her hard.
Serce zaczęło bić jej jak oszalałe, a w kącikach oczu znowu zebrały się łzy. Przez kilka sekund tkwiły tam uparcie, aż w końcu pozwoliły sobie wypłynąć. Zupełnie tak, jakby wraz z nimi spływały wszystkie te chwile, w których czuła się nic niewarta. Wszystkie momenty, gdy jej życie rozpływało się w rozmazanych kolorach, teraz powoli sunęły po jej bladych policzkach, pozwalając jej w końcu spojrzeć na świat w wyraźniejszych barwach. A na czele tego nowego krajobrazu, tam, gdzie nagle stał jej dom, był on.

c y r u s

Spojrzała na niego. - Nie - odpowiedziała znowu. - Zostanę przy tobie i najwyżej będę współwinna. - Wzruszyła ramionami, próbując zamienic to w lekki żart, choć gardło nadal miała ściśnięte. - Będę do ciebie pisała przez jakieś więzienne fora typu date a prisoner. - Uśmiechnęła się do niego, gładząc go po policzku i wpatrując się w jego błękitne tęczówki. Te same, które jeszcze chwilę wcześniej patrzyły na nią z determinacją wypowiedzianych przez niego słów. - Dobrze - wyszeptała cicho, opierając się o siedzenie. Poczuła, jak czerwień zbiera się na jej policzkach, nieco onieśmielona samym faktem, że naprawdę chciał się nią zaopiekować.

Nie zasługiwała na to.

Spojrzała na jego telefon, chwyciła go i szybko wstukała numer do szefowej, pisząc, że nie będzie jej przez tydzień. Kilka wiadomości później, po próbach usprawiedliwienia się i wyjaśnienia sytuacji bez mówienia całej prawdy, w końcu dostała pozwolenie. - Uff, będę musiała nadrobić wszystkie godziny, jak wrócę - zerknęła na niego. - Ale przynajmniej spędzę kilka dni ze swoim chłopakiem. - Uśmiechnęła się szeroko. W dalszym ciągu próbowała przyzwyczaić się do tego, że tak właśnie teraz miały się rzeczy... że naprawdę był jej. Spoglądała przez okno, słuchając muzyki i co jakiś czas kładąc dłoń na jego udzie, gładząc je powoli. Chciała po prostu cały czas się go trzymać.

Wchodząc do apartamentu, rozejrzała się dookoła. - Wow, ten szpital to serio cię uwielbia - uśmiechnęła się, zerkając na niego i rozglądając się po wnętrzu. - Będę miała wytrzymać dwanaście godzin bez ciebie?! - Jęknęła dramatycznie, podchodząc do okna. - Może obejrzę jakiś serial - dopowiedziała na tyle głośno, żeby ją usłyszał, z wyraźnym niezadowoleniem w głosie, zanim ruszyła w kierunku sypialni. Wszystko było takie czyściutkie i schludnie ułożone. Typowy Lockhart. Zaśmiała się pod nosem sama do siebie, przesuwając spojrzeniem po idealnie uporządkowanej przestrzeni. Potem odwróciła się, gdy wszedł do sypialni, i uniosła wzrok, napotykając jego niebieskie tęczówki. - Teraz lepiej - odparła, wtulając się w niego i oplatając ramionami jego pas. - Postaram się, żebyś nie miał mnie dosyć. - Parsknęła pod nosem. - Nie będziesz? - uniosła brew, uśmiechając się cwaniacko, gdy uniósł jej podbródek. - Może spróbuję ci jutro coś ugotować, tylko nie obiecuję, że nie zostawię za sobą armagedonu. - Uśmiechnęła się do niego niewinnie. - Potrzebuję tylko twojej karty, ale będę grzeczna.

Wysunęła dłoń ku górze, by wpleść palce w jego blond loki, po czym przyciągnęła go do siebie, sama stając na palcach. Złączyła ich usta w czułym pocałunku. Był powolny, delikatny... miał przekazać mu, jak bardzo doceniała to, co dla niej zrobił.- Itoshii hito - mruknęła przez pocałunek, uśmiechając się do niego lekko. - To będzie twój pet name… w skrócie będę mówiła Ito. - Zerknęła na niego, - W języku japońskim to znaczy… - zaczęła powoli, zanim przysunęła go znowu na tyle blisko, by wyszeptać mu prosto przy ustach, - my love.

say I'm crazy,
do you wanna bet?

my love❤︎
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

It's hopeless for us, so hopeless for us
Baby, I tried, but I think we might be lost


Cyrus drgnął, ale nie poruszył się nawet o milimetr, gdy dostrzegł łzy, spływające po jej policzkach. Siłą woli powstrzymywał się przed wyskoczeniem z pojazdu, żeby dołożyć całej jej rodzinie na tyle, że już nigdy więcej nie podniosą na nią ręki. Mimo przeogromnej chęci, by zrobić coś więcej, Lockhart nie zdecydował się na żadną z tych rzeczy, które pojawiły się w jego umyśle; głównie z szacunku do Calliope, bo to przecież było jej życie i jej… b l i s c y. Rezydent neurochirurgii liczył jednak na to, że dziewczyna nie wróci już więcej do domu. Zastanawiał się, czy nie zaproponować jej wspólnego odebrania jej rzeczy, bo nie wyobrażał sobie, żeby puścić ją tam zupełnie samą. Lockhart zaczął zastanawiać się, co powinni zrobić dalej. Najchętniej zaproponowałby jej wspólne mieszkanie — przynajmniej przez jakiś czas, ale podejrzewał, że Callie zwyczajnie się na to nie zgodzi. Cy nie zamierzał też pozwolić na to, by wprowadziła się do swojego głupiego przyjaciela, więc albo wynajmie jej kawalerkę albo będzie modlił się o jakąś przyjaciółkę, która ją do siebie przygarnie. Tak czy inaczej, czasy gdy Calliope mieszkała w domu rodzinnym, oficjalnie się kończyły.

Locke do tej pory nie wiedział do końca, co czuje względem Nerrezy. Gubił się w ich układach, wyznaniach i całej tej otoczce, do której nie zdołał jeszcze przywyknąć. Nadal uczył się, jak funkcjonowało się w normalnym, dorosłym związku, który w niczym nie przypominał tego, który łączył ich jeszcze w college’u. Mężczyzna wierzył, że nie był zdolny do szczerych uczuć, że te skrajne emocje, były tylko przypływem adrenaliny, ale po tym wieczorze, już sam nie wiedział, co się teraz do końca działo w jego życiu. Szum w jego głowie rósł na sile; czuł, że musi zapalić albo napić się drinka, ale zamiast tego odwrócił głowę w kierunku dziewczyny. Cy dość odruchowo uniósł palce, by wytrzeć jej łzy; nie powiedział jednak nic na ten temat. Wydawało mu się, że pewne słowa w niektórych sytuacjach, są po prostu zbędne. Tak było właśnie teraz.

Zostanę przy tobie i najwyżej będę współwinna.

— Nie będziemy się bawić w Jokera i Harley, Callie — parsknął ponuro pod nosem. Zerknął na nią ostrożnie, unosząc lekko kącik ust, choć wcale nie było mu do śmiechu. — Myślę, że zrobiłbym furorę w mieście — stwierdził, mając jednak nadzieję, że do takiej sytuacji nigdy nie dojdzie. Pieprzyć karierę, ale nie chciał rozjebać sobie całego życia. Jeśli miał kogoś wykończyć, to nie zamierzał dać się złapać. — Nie będziesz miała problemów? — zapytał spokojnie, próbując skupić się na drodze, choć w jego umyśle panowała istna burza. Czuł się tak, jakby ktoś przejął jego duszę, jakby miał w sobie intruza, który podejmował za niego pewne i racjonalne decyzje. Dlaczego bezustannie wracał do tego wszystkiego myślami i notorycznie to analizował? — Chyba nie najgorzej, hm? — zaśmiał się na wspomnienie wspólnie spędzonych paru dni. — To pierwszy raz, gdy spędzimy ze sobą tyle czasu. Myślę, że szybko wymiękniesz — rzucił z rozbawieniem, próbując całą swoją uwagę skupić na jeździe, choć jego umysł chwilami was dissociating.

Jego apartament był rzeczywiście piękny i przestronny. Bardziej przypominał małe mieszkanie niż pokój w hotelu, ale to był jeden z warunków, żeby przyjechał na tak długo do Hamilton. Blondyn parsknął pod nosem na jej słowa. — Teraz rozumiesz dlaczego tak bardzo mi się tu nudziło w pojedynkę? — zapytał, unosząc kącik ust w krzywym uśmiechu. — Nie będę miał ciebie dosyć — rzucił z przekonaniem; jak typowy zakochany idiota, pozbawiony resztek kontroli. — O nie. Tutaj ma być porządek, Callie, bo dostaję kurwicy jak jest syf — jęknął, marszcząc przy tym nos. Na wspomnienie o karcie, Cyrus zaśmiał się z niedowierzaniem. — Nie ojebiesz mnie na parę tysięcy? — zapytał, kiwając głową w stronę biurka, gdzie leżał jego portfel. Oddałby jej cały swój dobytek bez żadnych obaw. O pieniądze nigdy nie musiał się martwić, poza tym wiedział, że Callie nie była człowiekiem, która miałaby obsesję na punkcie majątku.

Lockhart nachylił się nad nią, muskając jej buzię swoimi palcami, od razu odwzajemniając ten czuły pocałunek. Cyrus przymknął oczy, słysząc jej słowa i uśmiechnął się dość niekontrolowanie, obejmując ją mocno w pasie. — My love, hm? — powtórzył za nią, składając łagodny pocałunek na jej policzku. Odgarnął pasmo jej włosów za ucho, po czym zerknął jej prosto w oczy. Szum w jego głowie, jak alarm, rozbijający się o jego czaszkę sprawił, że blondyn odchylił lekko głowę. Wbił zmęczone spojrzenie w sufit. — Ostatnio dziwię się, jak wiele jestem w stanie dla ciebie zrobić — wymruczał. — Mój mózg chyba nie nadąża za moimi decyzjami — dodał, rozchylając w końcu powieki, by na nią spojrzeć, wciąż gładząc łagodnie jej ramię. — Ale niczego nie żałuję — stwierdził po dłuższym namyśle.

you're my real change
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”