49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nastoletnia (a nawet i nieco młodsza Evina, którą powiodłaby ciekawość) pewnie byłaby pierwszą osobą do tego, aby podkradać piwo swojego ojca, więc do tego zadania na pewno się nie nadawała. W końcu dorośli często je pili, więc nic dziwnego, że od najmłodszych lat wyrażała zainteresowanie czymś, co znajdowało się na stole w czasie rodzinnych spędów. Czytanie z kolei na pewno też do niej pasowało. Proszę, jak wiele je łączyło.
- Miałaś bardzo odpowiedzialną funkcję. Dlatego teraz stoisz na straży prawa w prosektorium - rzuciła żartobliwie, uśmiechając się jeszcze do niej.
Sama Swanson dalej odnajdywała się w mniejszych miasteczkach czy miejscach bardziej związanymi z naturą. W końcu wychowywała się na prowincji, a do tego w czasach, gdy pewne technologie ułatwiające codzienność jeszcze nie istniały lub nie były tak powszechne. Może i po latach przywykła już do życia w Toronto, a taka całkowita zmiana mogłaby jej sprawić trudność, ale takie krótkie wypady sprawiały jej sporą frajdę... Może nawet powinna kiedyś zabrać Sama pod namiot... O ile Zaylee nie zejdzie na zawał, gdy pomyśli o tych wszystkich nieszczęściach, które mogłyby spotkać ich syna w takiej dziczy.
Dotychczas Miller z pewnością miała okazję przekonać się o tym, że jej małżonka miała niekoniecznie dobre pomysły, więc pewna doza nieufności była jak najbardziej zrozumiała. Tylko, że złość narastała w nich do tego stopnia, że wszystko inne przestawało mieć takie znaczenie.
Tym razem łatwiej było jej ignorować docinki. Dlatego, że to ona będzie się śmiała ostatnia. Zapewne będzie ją to nieco boleć, bo przy kolizji obtłukła sobie nieco żebra, ale najważniejsze, że gdy tamci byli rozkojarzeni, a obie łódki zachowywały się chwiejnie, detektywka zyskała szansę na dokonanie tej drobnej kradzieży.
- To był mój plan. Nawet jeśli to nie jest jakiś boski specyfik to przynajmniej trudniej będzie im coś złapać na pusty haczyk - odpowiedziała, wzruszając ramionami, bo przynajmniej w ten sposób mogła się odegrać na mężczyznach. - Może to jednak są jakieś mitologiczne kulki na ryby. Kto wie...
Na razie miały się dopiero o tym przekonać. Swanson otworzyła pudełko, w którym znajdowały się faktycznie kulki, ale uformowane z jakiegoś ciasta, które zapewne musiało być wspomnianym przez Andrewsa sekretem prapradziadka lub kogoś podobnego.
- No to zobaczymy! - oświadczyła, nie przejmując się pobłażliwym spojrzeniem żony.
Oblepiła haczyk ową mieszanką z ciasta po czym zarzuciła go w upatrzony punkt na jeziorze. Teraz wystarczyło trochę poczekać. Może i nie będzie natychmiastowego efektu, ale przynajmniej na coś liczyła...
1d10
W zasadzie to nawet nie musiała czekać zbyt długo. Odwieczny sekret rodziny musiał faktycznie działać cuda, bo wkrótce po zarzuceniu, Evina poczuła jak coś zaczyna ciągnąć. Spławik znalazł się pod powierzchnią wody, a ona szarpnęła wędką i wprawiła w ruch kołowrotek, aby zacząć walkę ze swoją zdobyczą.
Pojedynek był naprawdę trudny. Ryba miotała się w wodzie jak szatan, ale w końcu uległa i została wciągnięta na podkład, a Swanson mogła w końcu odetchnąć i roześmiać się, gdy okazało się, że jej plan chyba mógł zapewnić im nadzwyczajnie dobry wynik.
- Zaylee! Jesiotr! Patrz jakie bydlę! - zwróciła się do koronerki, unosząc słusznych rozmiarów rybę, którą zapewne nie jeden z obecnych na jeziorze wędkarzy chętnie pochwaliłby się na facebooku w boomerskim stylu.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała nic przeciwko, żeby żona zabrała Młodego pod namiot, ale jej niech w to lepiej nie mieszają. Była przyzwyczajona do pewnych wygód i nie zamierzała tego zmieniać. Nie była jakąś wielką damą, chociaż... w sumie to trochę była. W dziczy czekało na Sama mnóstwo zagrożeń, ale nadejdzie w końcu taki czas, kiedy Zaylee zluzuje i nie będzie drżała o zdrowie i życie syna za każdym razem, jak wychodzi z domu. Chyba.
Plany Swanson nie zawsze kończyły się zbyt dobrze. Podejrzewała, że z podwędzeniem przynęt będzie podobnie. Albo to będzie niewypał, albo przeciwnicy zorientują się, zgłoszą to organizatorom i zostaną zdyskwalifikowane. A wtedy to dopiero będzie wstyd. Wstyd na całe jezioro!
Zwariowałaś — podsumowała krótko bzdury, które wygadywała Evina. Nie wierzyła w takie rzeczy. Wiadomo, że Andrews ściemniał, tylko po to, żeby pokazać swoją wyższość. Nie było żadnego rodzinnego sekretu ani tajemniczej receptury. Gość nie dość, że sobie z nich kpił, to jeszcze robił je w chuja.
Patrzyła, jak Swanson otacza haczyk dziwną papą, która wyciągnęła z pojemnika. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco, więc jaka ryba miałaby się na to załapać? Otóż po chwili okazało się, że gigantyczna. Miller poderwała się z miejsca, kiedy żona toczyła bój ze zdobyczą. Chciała jej jakoś pomóc, ale wspólne trzymanie wędki pewnie skończyłoby się wypadnięciem z łódki, czego jednak Zaylee wolała uniknąć, bo miała świeżo umyte włosy. Walka zakończyła się jednak sukcesem, a Evina uniosła do góry swoją zdobycz.
Niewiarygodne — wyrwało jej się mimowolnie, kiedy przyglądała się rybie z bliska. — Dawaj mi to — sięgnęła po pojemnik i okleiła ciastem haczyk przy swojej wędce i zarzuciła ją do wody. Dalej nie mogła uwierzyć, jak jesiotr szybko łyknął przynętę. Miller myślała, że takie rzeczy to tylko w Fortnitecie, bo Sam pokazywał jej, jakie bronie można wyciągnąć z wody. Szczerze mówiąc, trochę wkręciła się w tą gierkę i czasami grała z Młodym duety na podzielonym ekranie.
Czekała, obserwując, jak tafla wody drga delikatnie, a kręgi rozchodzą się się jeden po drugim. Nagle żyłka napięła się gwałtownie, a spławik zniknął pod powierzchnią wody. Wędka szarpnęła jej się w dłoni, gdy coś ciężkiego pociągnęło haczyk w głąb jeziora.

1d10

Miller zacisnęła mocniej palce na wędce i zaczęła powoli nawijać żyłkę na kołowrotek. Coś szarpało się pod wodą, raz po raz próbując uciec w bok, ale w końcu opór zelżał i na powierzchni zamigotał żółty grzbiet. Jeszcze kilka szybkich ruchów korbką i ryba wynurzyła się z wody, trzepocząc gwałtownie ogonem i rozchlapując jezioro na wszystkie strony.
Pa na to — może i jej zdobycz nie była tak imponujących rozmiarów, ale też robiła wrażenie. — Nigdy mu tego nie oddamy — zadecydowała, ruchem głowy wskazując na pojemnik z przynętą. — To okoń? Co mam z nim zrobić? Jakoś smutno się na mnie gapi — stwierdziła, bo ryba wlepiała w nią swoje czarne ślepia.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na razie wspólne macierzyństwo było dla nich kompletnie nowym doświadczeniem. Zwłaszcza dla Zaylee, która ze swoim pedantyzmem oraz wykształceniem medycznym, które szeptało jej tysiące możliwych zagrożeń, które mogły sprowadzić zgubę na Samuela. Na pewno kiedyś jednak przyjdzie moment, gdy nie będzie mu wróżyła gangreny przez źle opatrzone skaleczenie po tym jak wywróci się na podwórku.
Plany miały to do siebie, że nawet jeśli były dobre to wykonanie mogło być słabe, albo nagle pojawiały się komplikacje, których nie dało się przewidzieć. Całe szczęście, że tym razem wszystko przebiegło kompletnie bezproblemowo, a w ich posiadaniu znalazł się wyjątkowy artefakt wędkarski, który mógł im zapewnić przewagę w tych zawodach. Nie mogła zmarnować podobnej okazji.
- Słuchaj... To on przedstawiał w ten sposób tę przynętę. Może miał rację, albo to jemu kompletnie padło na łeb. Zobaczymy - skwitowała, bo może i sama w tym momencie nieco dramatyzowała, ale mogła przecież się podpiąć pod teatralność wędkarza.
Całe szczęście okazało się, że przynęta musiała być naprawdę skuteczna o czym mógł zaświadczyć gigantyczny jesiotr. Była ciekawa tego jak zareagują na jej zdobycz pozostali, gdy tylko zaprezentuje ją na brzegu. Wyglądała przy tym na nieziemsko zadowoloną z siebie o czym świadczył szeroki uśmiech widniejący na twarzy detektywki. Czyli jednak miała rację. To było jedno z przyjemniejszych uczuć na świecie.
- Mówiłam ci! - niemal się zaśmiała w momencie, gdy tylko Miller rzuciła się do przynęty prapradziadka Andrewsa.
Jesiotr trafił do znajdującego się na rufie pojemnika, a Zaylee była kolejną, która użerała się z szarpiącą za haczyk rybą, gdy Swanson przygotowywała się do kolejnego zarzucenia przynęty. Musiała też przyznać, że może i zdobycz jej żony była nieco mniejsza przez co nie robiła tak kolosalnego wrażenia, ale wciąż była naprawdę porządną rybą.
- Okoń. Do pojemnika z nim. Potem może zrobimy go na kolację - rzuciła, uśmiechając się do niej cwanie, przejmując tego okonia, który wkrótce dołączył do wcześniej złapanego jesiotra, a Evina mogła ponownie zarzucić wędkę, wyrzucając spławik w upatrzony wcześniej punkt na tafli jeziora.
1d10
Spodziewała się, ze tym razem również pójdzie jej nadzwyczaj dobrze, ale tym razem musiała się rozczarować, bo wędka znalazła się gdzieś w szuwarach i zahaczyła o znajdujący się tam stary but. Detektywka zaklęła jeszcze pod nosem, zaczynając kręcić kołowrotkiem, aby przyciągnąć do siebie z powrotem haczyk, na którym całe szczęście dalej znajdowała się przynęta, gdy nagle pod wodą zamajaczył jakoś ogromny cień, a potem coś uderzyło w ich łódkę od spodu z ogromną siłą.
Zachwiała się i opadła na jedną z ławeczek w łodzi, wypuszczając z dłoni wędkę, która wciąż była uczepiona dziurawego buta wyrwanego z szuwarów.
- Ja pierdolę... Co to było?! - zapytała tylko, starając się dojrzeć ten monstrualny kształt w toni jeziora i przygotowując się na ewentualny kolejny atak.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na razie tylko liznęła macierzyństwa. Sammy nie mieszkał z nimi jeszcze na stałe i niby wiedziała, czego się spodziewać, ale szansa, że przestanie ostrzegać go przed zarazkami i chorobami pokroju wszelakiego była niewielka. Miller miała na tym punkcie niezłego pierdolca. Każde byle zadrapanie musiało być porządnie odkażone, zanim dzieciok wróci do dalszej zabawy, a guz nabity na czole obejrzany z każdej strony, żeby wykluczyć ewentualny wstrząs mózgu. Taka matka to jednocześnie zbawienie i przekleństwo, bo jej nadopiekuńczość mogła być wykończająca, ale przynajmniej chłopiec będzie miał pewność, że nigdy nie pozostanie sam sobie.
Nie do końca uważała, żeby wszystko było zasługą przynęty Andrewsa, ale tak na wszelki wypadek nie powinny mu jej oddawać. Według Zaylee, ich zdobycze były jedynie łutem zwykłego szczęścia. Przyfarciło im się, ale nie zamierzała niszczyć żonie humoru i ścierać uśmiechu z jej twarzy.
Mówiłaś, mówiłaś — rzuciła dla świętego spokoju, umieszczając rzucającą się rybę w pojemniku. — Chcesz go potem opierdolić? I pewnie to ja mam go filetować, co? — spojrzała na Swanson, bo z nich dwóch, to zdecydowanie ona lepiej posługiwała się ostrymi narzędziami, a przecież detektywka nie wpakuje okoniowi kulki w łeb. Najpierw i tak musiały zaprezentować to, co złowiły przed czekającym na brzegu jury, który oceni gatunek, wielkość i wagę ryb.
But, na który natrafiła Evina, tylko potwierdzał teorię koronerki, że wcześniej miały po prostu fuksa. Parsknęła pod nosem śmiechem, ale zaraz uniosła brwi, dostrzegając, jak żona opada na swoje miejsce.
Gdzie? — wychyliła się za burtę, żeby dojrzeć to, o czym mówiła. — Coś musiało ci się przewidzieć — dodała, bo wprawdzie widziała, jak woda w miejsce zarzuconej wędki porusza się niespokojnie, ale to musiała być po prostu jakaś ryba. Pewnie znowu jakiś gigantycznych rozmiarów jesiotr. Były na jeziorze, a nie nie na morzu, więc nie spodziewała się tutaj żadnych rekinów olbrzymich czy innych długoszparów.
Zarzuciła ponownie wędkę, chcąc rozwiać przypuszczenia, że wszystko było zasługą sekretnej przynęty. Już stary but świadczył o tym, że to było zwykłe dyrdymały.

1d10

No co jest grane — mruknęła, czując, że o coś zahaczyła. Kolejny jesiotr? Szarpnęła nieco mocniej, ale wędka ani drgnęła. Na nic zadało się kręcenie kołowrotkiem. Sfrustrowana Zaylee podniosłą się z drewnianej ławeczki i nachyliła się, żeby spróbować pociągnąć za samą żyłkę akurat w momencie, kiedy łódką niefortunnie bujnęło. Straciła równowagę, zanim zdążyła się wyprostować i wpadła wprost do wody. — Japierdolęnienawidzięcię — wydyszała, kiedy wynurzyła się na powierzchnię. Odkaszlnęła kilkakrotnie i przeczesała do tyłu mokre włosy. Swoje słowa oczywiście kierowała do Swanson, bo do kogo innego? To ona namówiła ją na wzięcie udziału w tym jebanym konkursie.
Za ich plecami dało się słyszeć rubaszny śmiech starszych panów, którzy właśnie wskazywali na Miller, która złapała się łódki i próbowała podciągnąć, żeby wpełznąć na pokład.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miały przed sobą zdecydowanie jeszcze wiele jeśli chodziło o kwestie związane ze wspólnym życiem rodzinnym. Zdążą się jeszcze przekonać o tym jakimi będą matkami, a w naturalny sposób wiele kwestii się zmieni z czasem, bo to było nieuniknione. Najważniejsze jednak było to, aby Sam zawsze miał zapewnione przyjazne mu otoczenie oraz znajdował się blisko osób, które prawdziwie o niego dbały. Z dwojga złego to już lepiej, aby przesadzały w stronę nadopiekuńczości niż miały go zostawiać całkowicie samopas z poczuciem, że jest im w pewien sposób obojętny.
- Nie wymagam tego. Umiem sama oporządzić rybę, aby przygotować posiłek dla małżonki - zapewniła ją, bo nawet jeśli Miller posługiwała się od niej o wiele sprawniej nożem to Evina wciąż nie była pod tym względem szczególnie ułomna.
Może i od dawna nie miała okazji kupować jakiejś ryby w całości, aby przygotować z niej posiłek, ale pewnych rzeczy się nie zapominało. Może i nie obrobi jej w dwadzieścia sekund, ale dalej mogła w miarę szybko wyfiletować tego okonia, a jesiotr mógł z nimi wrócić do Toronto, bo co się będzie marnować. Przynajmniej miały pewność, że dostały rybę, która nie była tuczona antybiotykami.
Na wszystko można było patrzeć dwojako. Albo wcześniej miały szczęście albo po prostu teraz miały pecha. Evina przysięgłaby, że wszystko przez to, że źle zarzuciła wędkę i przez to zahaczyła o coś, co w ogóle nie powinno znajdować się w jeziorze. Szkoda tylko, że nie bardzo miała okazję by zarzucić ją ponownie, bo w łódkę uderzyło coś ogromnego.
- Nie przewidziało mi się, że coś w nas przyjebało! - odpowiedziała może i odrobinę zbyt ostro, ale Zaylee z pewnością też to poczuła.
W wodzie czaiło się coś ogromnego. Nie miała pojęcia, co, ale to bydlę napełniało ją strachem. Głównie dlatego, że nie miała pojęcia czym było.
Wstała jednak i miała już kolejny raz zarzucić wędkę, gdy znowu zarzuciło łodzią, ale tym razem pojawiła się dodatkowa ofiara w postaci Miller za burtą. Całe szczęście, że miała siły na to aby wykrzyczeć swoje emocje, bo dzięki temu detektywka miała pewność, że nic jej nie jest.
- Spokojnie. Wciągnę cię, jasne? - zapewniła, przechylając się przez burtę, aby wyciągnąć rękę do małżonki.
Wszystko to przy akompaniamencie śmiechu wędkarzy z pobliskiej łódki, którzy się tym śmiechem zanosili. Przynajmniej do czasu, gdy tuż obok nich nie wynurzył się... łoś? Tak. Nie było co do tego wątpliwości. Rozłożyste poroże było oblepione wodorostami, a masywny pysk unosił się wraz z potężnym grzbietem nad powierzchnią wody. Mężczyźni tak się zlękli tej kanadyjskiej kelpie, że miotając się wywrócili ją do góry dnem. Tyle z ich połowów oraz cennych sprzętów. Swanson z kolei przyglądała się temu jak zwierze spokojnie kieruje się na brzeg.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że Evina potrafiła oporządzić rybę. I oczywiście, że Zaylee zrobiłaby to lepiej. A przynajmniej tyle mogła zrobić w kuchni, nie licząc kanapek czy jajecznicy. Zwykle niespecjalnie się tam przydawała, ale miewała swoje momenty. Nie zapominajmy, że kiedy Swanson była chora, to ugotowała zupę. I to nie byle jaką, a zajebistą. To było jej największe osiągnięcie kulinarne. Ale lubiła kroić, więc można było ją do tego wykorzystywać, a ona chętnie to robiła.
Dalej nie była przekonana, czy faktycznie wcześniej coś uderzyło w łódkę. Prędzej obstawiałaby jakiś kamień, podobny do tego, o który zahaczyła wędka Miller, tylko znacznie większy i że to one na niego wpadły, kiedy nieco przesunęły się na jeziorze. Teraz była jednak zbyt wkurwiona, żeby się nad tym zastanawiać, bo sama wylądowała w wodzie. Nic jej się nie stało, no bo też bez przesady, To nie rwąca rzeka, do której zepchnął ją kiedyś Caleb Foster. Może nie wyglądała, ale wbrew pozorom całkiem nieźle potrafiła pływać.
Dam sobie radę — odparła butnie, ignorując wyciągniętą rękę żony. Potrafiła podeprzeć się o własnych siłach, pomimo śmiejących się wędkarzy. Nagle za jej plecami rozległ się krzyk - Eugene próbował złapać równowagę, wymachując rękami, zanim łódka została wywrócona do góry nogami. Zaylee automatycznie odwróciła się w tamtym kierunku. Nie widziała całego zdarzenia, ale miała okazję zobaczyć łosia, który podpływał do brzegu.
Dobra, weź mi jednak pomóż — finalnie złapała dłoń Swanson i pozwoliła, żeby ta pomogła jej wejść na pokład. Tak na wszelki wypadek, gdyby jednak łoś postanowił zmienić zdanie i zawróci.
Zdjęła przemoczoną koszulkę i zaczęła wyżymać ją z wody, jednocześnie obserwując, jak pan Andrews i jego kolega próbują utrzymać się na powierzchni. Obaj kurczowo złapali się dna kadłuba, patrząc, jak łoś, który doprowadził do całego zamieszania, wylazł na brzeg i, ociekając wodą, ruszył w stronę gęstych zarośli.
Chyba powinnyśmy im pomóc — stwierdziła niechętnie Miller, ruchem głowy wskazując na taplających się w jeziorze mężczyzn. — Uwierz, też wolałabym ich tutaj zostawić, ale coś mi podpowiada, że nie są doskonałymi pływakami — powiedziała w momencie, kiedy pan Andrews na moment zniknął pod wodą i wynurzył się dopiero wtedy, gdy jego kolega pociągnął go za chabety. Dziadek złapał ogromny haust powietrza i zakaszlał, wypluwając z siebie resztkę wody. Straszny był z niego kutas, ale Zaylee naprawdę wolałaby nie mieć go na sumieniu. Jakby nie patrzeć, była lekarzem i powinna reagować w podobnych sytuacjach.
Chwyciła za swoje wiosło i spojrzała wyczekująco na Evinę. Oczami dała jej do zrozumienia, że jakkolwiek panowie nie przypadli im do gustu, to należy im się ratunek. Tym bardziej że inni uczestnicy zawodów wędkarskich niespecjalnie kwapili się do tego, żeby im pomóc. Może po prostu nie zauważyli wywróconej łódki? Niemożliwe, bo Eugene od dobrej minuty wołał, żeby ktoś ich stąd wyciągnąć.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak długo jak Zaylee była jej w stanie pomóc chociażby z obróbką produktów to była naprawdę dobrą asystentką w kuchni. Zwłaszcza, że ostatnio już uspokoiła się ze swoim przeszkadzaniem, które miało za zadanie rozproszyć Evinę. Tak czy siak to jednak Swanson nie była wielką fanką gotowania, więc jeśli w pobliżu nie znajdował się Sam to często zamawiały cokolwiek z jakiejś knajpy. Mogły sobie na to pozwolić, a niektórych dań pewnie nie byłyby w stanie nigdy przyrządzić albo spędziłyby przy garach wieczność.
Łódka stała względnie w miejscu. Uderzenie było zbyt silne, aby okazać się kamieniem czy inną przeszkodą, która nagle znalazła się pod ich skromnym okrętem, a Evina była przekonana o tym, że coś w nie uderzyło. Jak się okazało to zresztą słusznie. Całe szczęście, że tylko jedna z nich wylądowała w wodzie.
- Jasne, że dasz. Jesteś silną i niezależną kobietą - rzuciła bez większego zastanowienia, bo był to jeden ze stałych tekstów, których detektywka używała, odrzucając czyjąś ofertę pomocy.
Jasne, że Zaylee sobie poradzi. Umiała pływać, nie była niczym skrępowana, a woda była spokojna. Nawet łoś, który sobie akurat nurkował w jeziorze odpłynął kawałek dalej. Wyglądało jednak na to, że jego widok nakłonił Miller, aby przemyślała propozycję pomocy i jednak skorzystała z pomocy, a łódka szczęśliwie przy tym manewrze się nie wywróciła chociaż burta po stronie, z której koronerka była wciągana na pokład, znalazła się niepokojąco blisko wody.
- W porządku? Nie uderzyłaś się? - zapytała jeszcze, przesuwając dłonią po głowie żony, aby się upewnić czy przypadkiem się nie uszkodziła o łódkę czy wiosło, gdy wpadła do wody.
Wędkarze, którzy szamotali się kawałek dalej nie byli w tej chwili jej zmartwieniem. Miała swoje priorytety, a dwójka mężczyzn, która z nich szydziła znajdowała się na ich liście nieco niżej. Nawet jeśli znajdowali się w większym zagrożeniu.
- Nie wiem czy jako biedne kobiety damy radę z akcją ratunkową - powiedziała od razu, uderzając w nieco dramatyczne tony, ale zaraz westchnęła. - Chyba powinnyśmy..
Andrews faktycznie wydawał się być blisko utopienia, a towarzysz był jedynym, co trzymało go przez większość czasu na powierzchni. Dlatego też niechętnie chwyciła za wiosło i obrała z koronerką kurs na nieszczęśników w wodzie.
- Spokojnie panowie! - zawołała do nich. - Najpierw was wyłowimy, a potem odwrócimy łódkę.
Odpowiedziały jej słowa, które brzmiały jak nie pierdol tylko ratuj, ale wzbogacone dźwiękami podtapiania się, co jednak nie było zbyt zachęcającym komunikatem. W ostatnim momencie Evina przypomniała sobie o schowaniu do plecaka przynęt Andrewsa, aby ich nie zauważył w ich łodzi. Napotkała przy tym spojrzenie żony, która ją na tym przyłapała. Wzruszyła jedynie ramionami, bo nie potrzebowały dodatkowej dramy, a ta krótka chwila na ukrycie dowodów kradzieży na pewno nie decydowała o życiu lub śmierci wędkarzy, do których już wyciągała pomocną dłoń, licząc na to, że nie wciągną jej do wody.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”