#potem_sprawdzę
To był ten dzień, kiedy Markowi bardzo źle się spało i nie potrafił zrozumieć, dlaczego. Śniły mu się jakieś głupoty, że odwiedził go komornik, w pracy dowiedział się, że został wylany, a każda karta, którą przykładał do terminala, okazywała się zablokowana. Obudził się w momencie, gdy został potrącony przez rowerzystę i zastanawiało go, czemu akurat takie obrazy postanowił stworzyć mózg, skoro… no dobra, spędzał dużo czasu w robocie - może nawet więcej niż wcześniej, ale cóż zależało mu na
statystykach.
Lubił widzieć wykresy idące w górę i niepokoiło go, gdy szły w dół. Dodatkowo doskonale zdawał sobie sprawę, że konkurencja NIE spała, a na rynku było pełno agencji deweloperskich. Ważne były zyski, zyski i zadowolenie klientów, bo zadowolenie klientów równało się poleceniom, a polecenia równały się kolejnym klientom, a kolejni klienci (i ogólnie klienci) oznaczali co? Z Y S K. No, także ktoś musiał pracować po godzinach, żeby inni mogli otrzymać dobrą pensję. Poza tym, czasami wychodził jak normalny człowiek, bo NIE odpuściłby golfa - szanujmy się! Golf go… uspokajał, aczkolwiek niejeden kij wylądował na ziemi, ponieważ Rosenhall w złości takowym rzucił albo chciał go połamać, lecz w porę się opanowywał. Na szczęście, im dłużej grał, tym bardziej kontrolował swoją agresję, dzięki czemu aktualnie już, gdy wychodziło mu… niezbyt dobrze, albo rzucał przekleństwem, albo wymachiwał nogą tak, jakby kopał wyimaginowany kamień.
Jadąc rano do pracy, był tak zaspany, że raz nie dość, że prawie przejechał na czerwonym świetle, to dwa, w ostatniej chwili wyhamował przed przejściem dla pieszych, przez które przechodziły dwie osoby, bo wydawało mu się, że ludzie są DALEKO - niestety źle ocenił sytuację.
Po dojechaniu do pracy, pierwsze co zrobił, to poszedł zrobić sobie podwójne espresso. Czy go pobudziło? Trochę albo raczej na tyle, że dał radę wykonywać swoją pracę i spotkać z klientami - tzn. oni go odwiedzili - przez około… dwie? Może trzy godziny. Potem, zrobił sobie kolejną kawę, lecz ta już nie działała zbyt dobrze, więc jakoś po południu, podczas przerwy na lunch, postanowił wybrać się do PRAWDZIWEJ kawiarni, uważając, że tamtejsza kawa NAPRAWDĘ go pobudzi.
Szedł, czując się jak zombie - na wszelki wypadek, wziął ze sobą służbowy telefon i dobrze zrobił, bo przed samą kawiarnią, zadzwonił do niego klient, by zapytać o możliwość spotkania w następnym tygodniu. Mark odpowiedział na zadane pytania i po zakończonej rozmowie, wszedł do kawiarni. Uwielbiam ten zapach… pomyślał, gdy tylko jego nozdrza uderzył zapach palonej kawy. Stanął, przyglądając się wywieszonej za baristką rozpisce kaw - choć doskonale wiedział jaką chciał, a zaraz potem zjechał spojrzeniem na ciasta. Widząc tiramisu, czuł, jak zaczyna mu lecieć ślinka, więc szybko przejechał dłonią po buzi. Poza tym uświadomił sobie jedno…
Nie jadł śniadania.
Z zamyślenia wyrwał go głos. Kobiecy głos. Zamrugał kilkakrotnie, rozejrzał się w obie strony - choć wcale nie musiał, ponieważ poczuł rękę na swoim ramieniu - i po chwili zauważył, kto mówił. Sam nie wiedział, co go bardziej zaskoczyło, czy to, że nieznajoma nazwała go kochaniem, czy pytanie o to, co by WZIĘLI.
- Eee… - zaczął, choć zaraz chrząknął, dalej nie rozumiejąc, co tu właściwie się odpierdzielało…
Czy to jakaś gra? Czy jestem tak zmęczony, że zapomniałem, że kogoś mam? No ale Mark, jak to Mark, postanowił wejść do gry, nie wiedząc, czego się spodziewać później. Poza tym, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.
- Znaczy hmm… nie wiem, jak Ty słoneczko ale ja mam straaaaaszną ochotę na tiramisu. A Ty? Czyżby na serniczek? Albo szarlotkę? Do picia bym wziął americano, a Ty byś pewnie chciała coś z mlekiem? - spytał, zmniejszając odległość - miała szczęście, że jej perfumy mu się podobały, to przynajmniej nie chciał zachować dystansu. Nagle zauważył też ciasto zielony mech i aż mu w brzuchu zaburczało.
- Oo i zielony mech tu mają, no proszę. - powiedział zaskoczonym tonem, bo, szczerze powiedziawszy, miał wręcz OGROMNĄ słabość do właśnie takowego ciasta. Rosenhall, jak na
dobrego chłopaka przystało, już zaczął wyciągać portfel z tylnej kieszeni spodni.
- Wybierz sobie, co tylko chcesz, a ja zapłacę. - dodał, mając wrażenie, iż ludzie za nimi zaczynają się niecierpliwić… Ups. Nieznajoma miała to szczęście, że nie trafiła na biednego. Aczkolwiek nagle Mark przypomniał sobie swoje dzisiejsze sny i mina automatycznie mu zrzedła.
Po zapłaceniu - bardzo niepewnie przykładał kartę do terminala, a gdy płatność została zaakceptowana, odetchnął z ulgą - i wzięciu paragonu, zaczął rozglądać się za wolnym miejscem dla DWÓCH osób. Usiadł przy oknie, uważnie obserwując tę, która nazwała go kochaniem.
- Nie wiem, czy słyszałaś, ale ktoś w kolejce powiedział, że jesteśmy ładną parą. - rzucił nagle, patrząc na osobę, która wypowiedziała te słowa, a następnie zaczął mieć cichą nadzieję, że nie będą musieli zbyt długo czekać.
Vivienne