mentions of sexual abuse, molestation, trauma, domestic abuse, emotional distress, panic, aftermath of violence, healing after abuse.
you're so sweet,
i hate that
r z e c z y w i s t o ś ć
Od wielu długich lat rozmazywała się przed jej brązowookim spojrzeniem. Poczucie własnej wartości, jakiekolwiek uczucie, w którym faktycznie mogłaby poczuć, że ktoś jej pragnął, ale nie w ten obleśny sposób, który nigdy nie powinien mieć prawa bytu. Nie wtedy, gdy osoba mieszkająca pod twoim dachem, osoba mająca dawać ci poczucie bezpieczeństwa, rozsuwała pierzynę, pod którą się chowałaś, dotykając cię w sposób zarezerwowany wyłącznie dla kogoś bliskiego twojemu sercu. Przekraczała wszystkie dozwolone granice.
Sekret za sekretem.
Strach przed prawdą, która mogłaby wyjść na światło dzienne i zderzyć cię z szarą, kurewsko bolesną rzeczywistością, w której tak naprawdę nie byłaś nic warta. Każde spojrzenie w lustro, każde przyglądanie się swojemu odbiciu, doprowadzało cię do granic możliwości. Gęsia skórka przebiegała po ramionach, stawiając wszystkie włoski na baczność, jakby samo muśnięcie ledwo wyczuwalnego powietrza dawało wrażenie, że on nadal tam był. Z tobą.
Bycie przestało być bezpieczeństwem.
Bycie przestało być czymś naturalnym.
Bycie zaczęło być tarczą. Ochroną. Drugą Callie.
Paradoksalnie…
Aż do teraz.
Lata terapii i przełom, którego doświadczyła ponad miesiąc temu, obiecując sobie zemstę na mężczyźnie, który złamał jej serce, który dopuścił do tego, że została wykorzystana przez jego kolegów… teraz były powodem, dla którego w końcu chciała być. Nareszcie, pomimo strachu, pomimo przemocy, która kilkanaście minut temu miała miejsce, czuła się cholernie b e z p i e c z n a.
Realization hit her hard.
Serce zaczęło bić jej jak oszalałe, a w kącikach oczu znowu zebrały się łzy. Przez kilka sekund tkwiły tam uparcie, aż w końcu pozwoliły sobie wypłynąć. Zupełnie tak, jakby wraz z nimi spływały wszystkie te chwile, w których czuła się nic niewarta. Wszystkie momenty, gdy jej życie rozpływało się w rozmazanych kolorach, teraz powoli sunęły po jej bladych policzkach, pozwalając jej w końcu spojrzeć na świat w wyraźniejszych barwach. A na czele tego nowego krajobrazu, tam, gdzie nagle stał jej dom, był on.
c y r u s
Spojrzała na niego.
- Nie - odpowiedziała znowu.
- Zostanę przy tobie i najwyżej będę współwinna. - Wzruszyła ramionami, próbując zamienic to w lekki żart, choć gardło nadal miała ściśnięte.
- Będę do ciebie pisała przez jakieś więzienne fora typu date a prisoner. - Uśmiechnęła się do niego, gładząc go po policzku i wpatrując się w jego błękitne tęczówki. Te same, które jeszcze chwilę wcześniej patrzyły na nią z determinacją wypowiedzianych przez niego słów.
- Dobrze - wyszeptała cicho, opierając się o siedzenie. Poczuła, jak czerwień zbiera się na jej policzkach, nieco onieśmielona samym faktem, że naprawdę chciał się nią zaopiekować.
Nie zasługiwała na to.
Spojrzała na jego telefon, chwyciła go i szybko wstukała numer do szefowej, pisząc, że nie będzie jej przez tydzień. Kilka wiadomości później, po próbach usprawiedliwienia się i wyjaśnienia sytuacji bez mówienia całej prawdy, w końcu dostała pozwolenie.
- Uff, będę musiała nadrobić wszystkie godziny, jak wrócę - zerknęła na niego.
- Ale przynajmniej spędzę kilka dni ze swoim chłopakiem. - Uśmiechnęła się szeroko. W dalszym ciągu próbowała przyzwyczaić się do tego, że tak właśnie teraz miały się rzeczy... że naprawdę był jej. Spoglądała przez okno, słuchając muzyki i co jakiś czas kładąc dłoń na jego udzie, gładząc je powoli. Chciała po prostu cały czas się go trzymać.
Wchodząc do apartamentu, rozejrzała się dookoła.
- Wow, ten szpital to serio cię uwielbia - uśmiechnęła się, zerkając na niego i rozglądając się po wnętrzu.
- Będę miała wytrzymać dwanaście godzin bez ciebie?! - Jęknęła dramatycznie, podchodząc do okna.
- Może obejrzę jakiś serial - dopowiedziała na tyle głośno, żeby ją usłyszał, z wyraźnym niezadowoleniem w głosie, zanim ruszyła w kierunku sypialni. Wszystko było takie czyściutkie i schludnie ułożone.
Typowy Lockhart. Zaśmiała się pod nosem sama do siebie, przesuwając spojrzeniem po idealnie uporządkowanej przestrzeni. Potem odwróciła się, gdy wszedł do sypialni, i uniosła wzrok, napotykając jego niebieskie tęczówki.
- Teraz lepiej - odparła, wtulając się w niego i oplatając ramionami jego pas.
- Postaram się, żebyś nie miał mnie dosyć. - Parsknęła pod nosem.
- Nie będziesz? - uniosła brew, uśmiechając się cwaniacko, gdy uniósł jej podbródek.
- Może spróbuję ci jutro coś ugotować, tylko nie obiecuję, że nie zostawię za sobą armagedonu. - Uśmiechnęła się do niego niewinnie.
- Potrzebuję tylko twojej karty, ale będę grzeczna.
Wysunęła dłoń ku górze, by wpleść palce w jego blond loki, po czym przyciągnęła go do siebie, sama stając na palcach. Złączyła ich usta w czułym pocałunku. Był powolny, delikatny... miał przekazać mu, jak bardzo doceniała to, co dla niej zrobił.
- Itoshii hito - mruknęła przez pocałunek, uśmiechając się do niego lekko.
- To będzie twój pet name… w skrócie będę mówiła Ito. - Zerknęła na niego,
- W języku japońskim to znaczy… - zaczęła powoli, zanim przysunęła go znowu na tyle blisko, by wyszeptać mu prosto przy ustach,
- my love.
say I'm crazy,
do you wanna bet?
my love❤︎