ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
165 cm
technik radiologii mount sinai hospital
Awatar użytkownika
₊⊹ she's suicidal, but differently
₊⊹ dzień bez muzyki to dzień stracony
₊⊹ zanim ci pomoże (bo jest skłonna to zrobić) zastanowi się najpierw, czy jej to nie zaszkodzi
₊⊹ nie ufa nikomu w pełni
₊⊹ prędzej uratuje swoje koty niż twoje dziecko, bez względu na konsekwencje prawne (sorry not sorry)
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
Niechęć do spędzania czasu poza domem niekoniecznie wykluczała się z zainteresowaniem lokalami gastronomicznymi, których się jeszcze nie odwiedziło. Przynajmniej tak tłumaczyła to sobie Janelle, nie mając zamiaru do przyznania się do kolejnej sprzeczności we własnym zachowaniu. Posiadała ich już sporo, ale żadna z osobna nie zmieniała absolutnie niczego. Nie miała już zapału, by silić się na walkę z samą sobą, zwłaszcza że generalnie nie miało to katastrofalnych skutków. Jeszcze.
Dzisiaj miała natomiast "dobry" humor. W jej przypadku, znaczenie tego słowa nie było aż tak dosłowne. Dobry oznaczał u niej coś, co jeszcze nie zdążyło się zepsuć, ale wciąż mogło. Było to pesymistyczne podejście nakręcane głównie przez ją samą, ale sporo winy leżało w jej braku szczęścia. Dlatego też już pierwszą myślą, która pojawiła się w jej głowie po wejściu do kawiarni, było to, że w powietrzu już czuła jakiegoś psikusa. Zapach ziaren kawy, sernika lub słodkiego syropu? Nie, to będzie pech, nad którego wizualizacją już zaczęła się zastanawiać. Mogła być to wylana na nią kawa, potknięcie się o powietrze, a może i nawet coś gorszego. Nie zdziwiłaby się nawet, jakby skończyła z jakąś kontuzją.
Zajęła jeden z wolnych stolików, wyciągając jednocześnie telefon tak, by przypadkiem nie rozwalić sobie nowych paznokci. Czarnych, z domieszką zieleni. Dzisiejszy strój wpisywał się w kategorię mroczną i edgy, co też podkreślał dość mocny makijaż oczu. Trochę kontrastowało się to z jej humorem, choć mogło być idealnym podkreśleniem żałości, która mogła na nią czekać w niedalekiej przyszłości. Często swoim ubiorem zwiastowała jakąś przykrość lub powód do zdenerwowania.
W czasie oczekiwania na swoją koleżankę, Yunę, wyciągnęła z plecaka słuchawki i włączyła obserwowanego przez nią streamera. Był to Meksykańczyk, więc jej mózg przestawił się na moment na tryb języka hiszpańskiego. Tym sposobem na chwilę zapomniała o swojej zbyt przesadzonej nędzy, z którą i tak nigdy z nikim się nie dzieliła. Wyglądała na chodzącą depresję, to akurat fakt, ale nikt nie był świadomy tego, jak bardzo gniła od środka. I może lepiej, by tak pozostało. Przynajmniej przy znajomych, którzy nie byli w stanie jej efektywnie pomóc na dłuższy okres czasu. Wypady na ukochaną kawę ze znajomymi twarzami były jednak tymczasowym plastrem na jej serce, więc przy odpowiednim nastawieniu umiała i lubiła z tego korzystać. Nie inaczej było dzisiaj.

Yuna Crowe
Lin
kierowanie moją postacią bez mojej zgody, posty z AI, ghosting bez słowa
21 y/o
For good luck!
170 cm
studentka astronautyki na UTIAS
Awatar użytkownika
want to build starships
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Musiała wyjść z domu. A raczej prędzej rodzinka bardzo mocno wmawiała jej, że powinna po kilku dniach w domu wyjść do ludzi. Wczorajszy dzień spędziła w książkach i grach. Nie przeszkadzało jej to. Była osobą, która wolała własne towarzystwo przede wszystkim. Czasami jednak były dni gdzie faktycznie po prostu potrzebowała być wśród znajomych. Nawet jeśli w większej części nie łapała wszelkich żartów i za bardzo przyjmowała wszystko na poważnie. Pracowała nad tym i owszem, ale przychodziło jej to bardzo trudno. Jak to mówią małymi kroczkami i może kiedyś się polepszy. Może. Przynajmniej tak jej wciąż powtarzali. Jednak najważniejsze w tym wszystkim było to, że Yuna mimo wszystko miała znajomych, którzy faktycznie chcieli z nią przebywać. O tych potrzebowała dbać, więc umówiła się z nikim innym jak Janelle na kawę. Potrzebowała chociaż na trochę odciągnąć się od tych wszystkich książek i nauki, a spędzenie czasu z znajomą było bardzo dobrym pomysłem. Pomijając fakt, że w sumie dawno się z nią nie widziała. Wymieniały się wiadomościami od czasu do czasu, ale Yuyu miała to do siebie, że bywały momenty iż zapominała o bożym świecie a wiadomości od znajomych pozostawały odrobinę zapomniane. Już nawet nie próbowała się bronić, bo to była tylko i wyłącznie jej wina. Własnie dlatego wszystkim dookoła marudziła żeby do niej dzwonili.
Miała lekki poślizg na spotkanie. Tym razem to wina taksówki, którą zamówiła. Jakoś dzisiaj nie miała ochoty siadać na motor, a też planowała się po spotkaniu może gdzieś przejść. Trzeba było pooddychać trochę świeżym powietrzem, które w mieście raczej było drugiej świeżości, ale nie chciała w to wnikać.
Weszła do środka momentalnie wyszukując wzrokiem znajomą i gdy ją wreszcie zlokalizowała momentalnie ruszyła w jej kierunku mało po drodze nie tratując dzieciaka, który plątał się ludziom pod nogami.
-Wybacz. Bardzo mądrze nie wliczyłam korków w podróż, a mam wrażenie, że kierowca taksówki miał radar i po drodze wciskał się we wszystkie możliwe korki - mruknęła siadając naprzeciw znajomej. Dopiero po chwili załapała, ze ta ma słuchawki w uszach, więc bez pozwolenia wyjęła jej jedną z ucha -Co oglądasz? - spytała jak nigdy nic stwierdzając, że wyjaśnienia spóźnienia nie są przecież w sumie potrzebne.

janelle lee
24 y/o
For good luck!
165 cm
technik radiologii mount sinai hospital
Awatar użytkownika
₊⊹ she's suicidal, but differently
₊⊹ dzień bez muzyki to dzień stracony
₊⊹ zanim ci pomoże (bo jest skłonna to zrobić) zastanowi się najpierw, czy jej to nie zaszkodzi
₊⊹ nie ufa nikomu w pełni
₊⊹ prędzej uratuje swoje koty niż twoje dziecko, bez względu na konsekwencje prawne (sorry not sorry)
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cieszyć się, że akurat Janelle nie miała już problemu pod tytułem „rodzina”. Od pewnego czasu mieszkała już w wynajętym mieszkaniu i jeśli chciała zostać w domu, nikt nie wisiał jej nad głową i nie prawił kazań o tym, czy powinna gdzieś wyjść poza pracą czy nie. I tak miała raczej taką rodzinę, która traktowała ją bardziej jak dodatek niż pełnoprawny członek. Owszem, miała dach nad głową, jedzenie, bezpieczeństwo. Brakowało jej jednak miłości. Wciąż, lepsze to niż jakakolwiek przemoc fizyczna lub psychiczna. Mogła trafić o wiele gorzej, a skoro teraz miała kącik tylko dla samej siebie… Tylko lepiej. Przynajmniej w takim generalnym zamyśle.
Jak na osobę, która boryka się z nieufnością, miała całkiem sporą cierpliwość do ludzi odzywających się najpierw raz na tydzień, potem raz na miesiąc. Albo na odwrót. Jak kto woli. Janelle nauczyła się już natomiast nie czekać na wiadomości z utęsknieniem, zyskując tym samym upragnioną obojętność, która zdecydowanie pomagała niektórym relacjom przetrwać. W przypadku Yuny nie było nawet jeszcze tak źle, a Lee mogła zrozumieć, że ta miała swoje obowiązki, studia i podobne sprawy. Nie było też z jej strony presji na spotkanie na już, bo to całkowicie mijało się z jej postanowieniami. Odnotowała natomiast w głowie fakt, że Yuna była chętna na wypad na kawę, przez co Janelle miała teraz powód, by to ona wyszła z inicjatywą przy następnym razie. Też potrafiła być dobrą koleżanką… Ale najpierw musiała otrzymać zachętę.
Nie miała też nic przeciwko czekaniu, zwłaszcza gdy już wzięła się za oglądanie. Nie otrzymała też wiadomości od Crowe o odwołaniu spotkania, więc te piętnaście minut jej nie zbawi. Czekała pewnie nawet jeszcze mniej, choć nie zwróciła na to uwagi, zbyt zajęta transmisją by spoglądać na zegar w rogu ekranu. Szkoda tylko, że nie widziała akcji z dzieciakiem. Nie lubiła ich tak bardzo, że potencjalne zderzenie mogłoby ją nawet rozbawić. Miała bardzo dziwne poczucie humoru.
Och! ¡Hola. — oczywiście nie wyłapała konkretnie tego, co mówiła do niej Yuna, ale dość szybko zarejestrowała kogoś przysiadającego się do jej stolika. Nie była jednak przytomna na tyle, by przestawić się od razu na odpowiedni język. Zdążyła jeszcze zaprotestować na wyjęcie jej słuchawek z uszu, ale tak czy siak powinna była to zrobić. Dopiero wtedy kliknęło jej, że nie odezwała się po angielsku. — To znaczy, cześć. — poprawiła się, po czym chrząknęła cicho. Wyjęła drugą słuchawkę, odkładając obie na bok i w końcu wyłączyła streama, blokując telefon na sam koniec. — Aa, nic takiego. Grę w klocki, nic interesującego. — mówiła oczywiście o Minecrafcie. Streamer, którego oglądała, organizował swój własny event w grze. Co ciekawe, miał tam wystąpić nawet sam bbno$, też Kanadyjczyk.

Yuna Crowe
Lin
kierowanie moją postacią bez mojej zgody, posty z AI, ghosting bez słowa
ODPOWIEDZ

Wróć do „Cafe Wanoka”