W gruncie rzeczy Griff był przeraźliwie słodki, zwłaszcza na początku ich relacji. Ich pierwsza randka była zresztą najbardziej urokliwą randką pod słońcem - zabrał ją wtedy do schroniska dla zwierząt i przez pół dnia wyprowadzali razem psiaki. Z czasem stało się to ich stałym, sobotnim nawykiem! Ach, w Griffinie w ogóle była masa troski i takiego… urokliwego ciepła, bo dbał o nią na każdym kroku i wyglądało na to, że nieprędko miało mu się to znudzić. Zresztą, byli ze sobą już osiem miesięcy… A osiem miesięcy w tym wieku to jak wieczność, nie? Perry ani przez moment nie żałowała, że z nim była.
I tak zawsze gotuję tyle makaronu, że można wykarmić tym całą armię. -
Znam to, a potem jem aglio e olio przez cały tydzień - westchnęła Perry z udawaną rezygnacją, bo w głębi duszy w ogóle jej to nie przeszkadzało. Kochała AGLIO E OLIO.
Chwilę później Pixie wypaliła swój żart o Griffinie i zapierdalaniu w kapciach w zimę, przez co Perry zachichotała pod nosem. -
Dobrze, że mam ciepłe kapcie - odpowiedziała rozbawiona. -
Spodobałyby ci się moje kapcie, takie puchate pandy - dodała, siedząc już wygodnie na blacie i zaczynając energicznie machać nogami w powietrzu. Co prawda, nie miała teraz tych uroczych kapci, o których wspomniała, na nogach - bo zostały u niej w domu, lool - a tu prezentowała jedynie całkiem zwyczajne skarpetki, ale kto by się tym przejmował? Bo na pewno nie Perry.
Przechyliła głowę na bok, gdy Pixie zaczęła wyliczać składniki, które mogły wykorzystać. Jakoś… po tym koncercie nie miała ochoty na pełnowartościowe danie. Pełnowartościowe dania były przereklamowane, tak w ogóle. I ciężkostrawne (jakby makaron z serem nie był ciężkostrawny xD)! -
A jesteś na jakiejś diecie czy coś? Jak nie, to totalnie to olejmy i dajmy sam ser - zaproponowała. -
Kocham ser - dodała zaraz, zerkając na sufit, jakby spodziewała się tam zobaczyć jakiegoś serowego, boskiego posłańca albo samego Latającego Potwora Spaghetti posypanego pysznym, ciągnącym się serem. W sumie to stwierdziła sobie w myślach, że chciałaby, żeby ser wylewał jej się uszami, ale nie powiedziała tego na głos, bo nie.
A propos wystawy, to właśnie wtedy Perry dowiedziała się, że Pix była uczulona na jad pszczółek, ale na szczęście na samej ekspozycji nie było ani jednego żywego owada, za to było pełno genialnych rzeźb, eksponatów (na przykład skamieniała pszczółka zatopiona w bursztynie, świeć panie Latający Potworze Spaghetti nad jej duszą) oraz uroczej biżuterii. Perry kupiła sobie wtedy breloczek do kluczy w kształcie puchatej pszczoły i nosiła go przy torbie do dzisiaj. -
Słuchaj, poszukam coś cool i wyślę ci linka - obiecała, domykając temat piżamy w… mrówki, koniki polne albo ćmy. O ile w istnienie piżamy w mrówki głęboko wierzyła, tak co do ciem i koników polnych miała wątpliwości, ale czego się nie robiło, żeby uszczęśliwić słodziarę-owadziarę, która miała też dużą wiedzę o jeżach. Perry słuchała o jeżowych naukowcach z przechyloną na bok głową, kontemplując nad losem mrówek i jeżyków - a tak swoją drogą, ciekawe czy gdzieś niedaleko Toronto istniało miejsce, gdzie można było po prostu posiedzieć z jeżami i popatrzeć, jak wcinają chrząszcze? -
Interesujące… - wymruczała pod nosem, całkiem pochłonięta przez swoje rozmyślania, i dopiero po dłuższej chwili ogarnęła, że makaron im bulgotał.
Na moment przestała machać nogami i znowu rozdziawiła buzię, ale - na szczęście - Fontaine okazała się superhero i uratowała kuchenkę przed katastrofą. -
Ups - skomentowała krótko Perry z rozbrajającym uśmiechem, bo w sumie nic strasznego się nie stało, prawda? Wróciła do radosnego machania nogami, obijając od czasu do czasu piętami o front szafki.
No i wtedy Pix zwróciła się do niej pełnym imieniem. Perry spojrzała na nią ze zmarszczonymi brwiami, bo zazwyczaj ludzie zwracali się do niej per Persephone tylko wtedy, gdy byli na nią źli, na czele z jej mamą i starszą siostrą, a tutaj Pixie zwracała się do niej pełnym imieniem i… proponowała jej blanta? -
Wooow - wymsknęło się Perry, przy okazji otwierając szeroko oczy. Zastygła na moment w zachwycie, po czym… -
Chcę! - przytaknęła. Pixie nie musiała wiedzieć, że to będzie jej pierwszy blant w życiu, nie? Do tej pory Perry paliła tylko fajki podebrane Griffinowi, więc…
Let’s see, what happens? -
Ale nie tutaj, co nie? Bo weszliby wasi rodzice i mogłoby być… dziwnie? - zastanowiła się na głos, po czym nachyliła się do Pixie z poważną miną. -
Gdzie macie durszlak? - wypaliła, wskazując podbródkiem na buzujący makaron, który aż prosił się o odcedzenie i zasypanie toną sera.
pixie 