ODPOWIEDZ
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002.
Karaczany są starsze od dinozaurów. Ich przodkowie pojawili się ponad 300 milionów lat temu, więc istniały na długo przed Tyrannosaurusem 🪳🦖

Leżała na podłodze w swoim pokoju, który jeszcze jakiś czas temu należał do jej siostry, ale Milagros wyprowadziła się w przekonaniu, że na swoim będzie jej lepiej. Gówno prawda. Nie miała pojęcia, co traciła, nie mieszkając już pod jednym dachem z ich poczciwymi staruszkami. Za to Pixie tylko na tym zyskała. Teraz miała wyjście na balkon, na którym wystawały jej nogi, podczas gdy reszta ciała spoczywała na dywanie. Mama wiele razy powtarzała jej, żeby jarała na zewnątrz, ale dziś wyszli z ojcem do jakichś znajomych, więc nie musiała biegać z odświeżaczem powietrza, żeby unicestwić zapach, który rzekomo im przeszkadzał, a tak naprawdę to wcale nie. Pix dobrze wiedziała, że sami palili blanty, kiedy nikt nie widział. Ale każdy czuł, więc potem zgrywali niewiniątka. Nigdy jednak nie próbowali jej umoralniać ani twierdzić, że było to czymś złym. No bo halo, przecież to czyste THC, a nie żadna nikotyna! Zwykłe pety dopiero cuchnęły. Griffin palił fajki i potem przesiąkały nimi wszystkie jego ciuchy. Swoją drogą, czy on w ogóle wrócił do domu? Tego nie zdołała zarejestrować.
Zaciągnęła się porządnie lokiem i obróciła głowę w stronę terrarium z karaczanami, które nocą stawały się o wiele aktywniejsze niż w dzień. Japa sama cieszyła się na ich widok. Gapiła się na nie przez dobre piętnaście minut, chociaż dawno straciła poczucie czasu. W końcu zaparła się na łokciach, do czego zmusiło ją ssanie w żołądku. Jeść. Ogarnął ją tak ogromny głód i była pewna, że za chwilę tutaj umrze. Dogasiła niedopałek blanta w prowizorycznej popielniczce zrobionej z puszki po coca-coli i nieporadnie podniosła się na równe nogi. Uwielbiała stan, w którym w głowie przewijało się milion myśli na minutę, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Co prawda musiała skoordynować ruchy, żeby dotrzeć do drzwi, a potem do schodów, ale wiadomo, że dała radę. A schodząc na dół, miała wrażenie, że unosi się na miękkiej, puszystej chmurce. Dlaczego ludzie nie chodzili zjarani codziennie? Przecież to pomogłoby zapobiec wojnom! Wszyscy kochaliby się najmocniej na świecie i byli przeszczęśliwi. MAKE LOVE, NOT WAR.
Pixie zdecydowanie miała w sobie coś z hipiski. To pewnie przez bezstresowe wychowanie. A może jej biologiczni rodzice byli dziećmi kwiatami? Czasami wyobrażała ich sobie jako parę z długimi, jasnymi włosami i bandanami na czołach. Matka na pewno chodziła w zwiewnych, kolorowych sukienkach, a ojciec w dzwonach z frędzlami. Nikt nie znał powodów, dla których zdecydowali się oddać córkę do domu dziecka, ale Pix lubiła znajdować im na to wymówki. Może byli po prostu bardzo młodzi? Dużo młodsi od niej? Mieli zaledwie po szesnaście lat i nie byli w stanie zająć się wychowaniem córki, a chcieli dla niej jak najlepiej. O, to była bardzo fajna teoria!
Doczłapała się do kuchni i włączyła światło, a potem nogi same poniosły ją do lodówki. Znowu jak na chmurce! W środku nie znalazła niczego poza kawałkiem cebuli i jedną podwiędłą marchewką. W porządku, to przecież wystarczyło, żeby wyczarować coś z niczego! Wyjęła ubogie składniki i wyciągnęła z dolnej szafki garnek, który zalała wodą i postawiła na gazie. Cyk-cyk-cyk. Ogień buchnął gwałtownie przed wyregulowaniem pokrętła. Dobrze, że Pixie nie nachylała się akurat, żeby odpalić od niego jointa, bo pewnie spaliłaby sobie brwi i pół mordy. Stanęła przy jednym z blatów i sięgnęła do szuflady po obieraczkę, żeby oskrobać tę smutną marchewkę. Może przy tym zagięciu czasoprzestrzeni woda na makaron zagotuje się trzy razy szybciej. Albo wolniej. Zależy, z której strony na to spojrzeć.

Perry 🥦
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
159 cm
studentka weterynarii na university of toronto
Awatar użytkownika
sorry I’m late, I saw a dog
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
"NA PEWNO NIE ZASNĘ, PERRY. OBEJRZYMY FILM DO KOŃCA, OBIECUJĘ." Tak brzmiały słowa Griffina, zanim zasnął po czterdziestu minutach, heh.

Griff leżał rozciągnięty na całej długości łóżka, z porzuconym na piersi pilotem - Perry spojrzała na niego z politowaniem (no ale rozczuleniem trochę też, żeby nie było), po czym sięgnęła po ów pilot i wyłączyła Avengersów w momencie, gdy Czarna Wdowa akurat biła się z jakimś przychlastem. Jak mieli skończyć całą serię do grudnia, żeby zdążyć ze wszystkimi filmami przed wyjściem Doomsday, kiedy on zasypiał w połowie... nie, nie w połowie, w jednej trzeciej filmu?! Eh. Położyła się wygodnie obok niego i wlepiła swoje orzechowe spojrzenie w sufit. To był dobry dzień - nie mogła narzekać i nie miała prawa być zła, że zasnął. Poza tym mieli wakacje, prawie cały dzień spędzili nad jeziorem, a wieczorem jeszcze poszli na koncert, który był absolutnie GENIALNY, mimo że nie znała nazwy żadnego zespołu, ups. Nadal miała na nadgarstku plastikową, neonową opaskę, której zapomniała zdjąć… Um, nevermind. Przekręciła się na bok i znów zerknęła na Griffa, który spał jak dziecko, no ale nic dziwnego, to był dzień pełen wrażeń. Złożyła miękki, ostrożny pocałunek na jego policzku i już miała spróbować zasnąć (mimo że oczy świeciły jej się jak pięć maple coinsów), kiedy jej własny żołądek zaczął dopominać się o jedzenie. Um. W sumie zjadłaby frytki, ale wątpiła, czy państwo Fontaine mieli w swojej kuchni zapasową paczkę. Postanowiła zaryzykować.

Wymknęła się z sypialni Griffina na paluszkach. Spotykała się z nim od ośmiu miesięcy i nieraz już u niego nocowała, ale - no wiecie - to wciąż nie był jej dom i nie czuła się tu jak u siebie, mimo że każdy mieszkaniec był dla niej bardzo miły. Po prostu nie lubiła myszkować ludziom po kątach w środku nocy. W dzień w sumie też nie, mama dobrze ją wychowała. W głowie już zaczęła układać plan - dorwać suche płatki śniadaniowe, zabrać je do pokoju, przetrwać do rana i, przede wszystkim, nie natknąć się na RODZICÓW GRIFFA, bo to byłoby… no… awkward, nie? Dziwnie byłoby minąć się z mamą Griffa na korytarzu, mając na sobie piżamę w wesołe jeże i rozmazany makijaż po koncercie. I żeby było jasne, Perry nie miała żadnych problemów ze small talkiem, ale tłumaczenie się potencjalnym… teściom (???), dlaczego grasowała po ich domostwie jak szop, byłoby wyzwaniem, okej?

Była już w połowie schodów, gdy spostrzegła, że światło w kuchni było zapalone. No nieeee. Onienienienienienie. NO SERIO?! Zrobiła zbolałą minę i już miała odwrócić się na pięcie i ewakuować się z powrotem do sypialni swojego chłopaka, gdy znowu zaburczało jej w żołądku. No dobra. Musiała zaryzykować. Raz gruszce śmierć. Let’s go (a było to dość zbolałe let’s go, bo nie miała pojęcia, że państwo Fontaine wybyli z wizytą do znajomych)! W kilku krokach pokonała resztę schodów, cichaczem podkradła się do kuchni, wychyliła głowę zza ściany i zobaczyła… Pixie! Z marchewką! Pixie… z marchewką? Na jej twarzy momentalnie pojawił się uśmiech. Pixie była siostrą jej chłopaka, wegetarianką i absolutnie zajebistą personą znającą się na robaczkach. - Urządzasz nocny napad na warzywniak? - wypaliła z uśmiechem, po czym oparła się o futrynę, skrzyżowała ręce na piersiach i zmrużyła oczy, bo właśnie zauważyła, że PIXIE WSTAWIŁA MAKARON. A że obie nie jadły mięsa, toooo ta informacja była mega obiecująca. - Macie ser? - dodała chwilę później, przenosząc spojrzenie na lodówkę. Zjadłaby makaron z serem. I marchewką.

No ale najchętniej to frytki.

pixie 🐛
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ależ ona się umordowała z tą jedną marchewką, no dajcie spokój! Oskrobała ją tak, że niewiele z niej zostało, ale cały czas wydawało jej się, że jest tam jeszcze coś czarnego. Jakaś dziura wygryziona przez owada i chyba liczyła na to, że natknie się w niej na larwę połyśnicy marchwianki. I nie zmyślam, serio są takie owady! Pixie też by sobie tego nie wymyśliła. Co najwyżej ubzdurała sobie, że rzeczywiście coś widzi, co w jej przypadku było całkiem prawdopodobne, bo oczy miała tak czerwone i tak przymrużone, że wyglądała, jakby zaraz miała zasnąć na stojąco.
Dopiero głos zza pleców wyrwał ją z transu. Odwróciła się powoli, nie będąc do końca przekonaną, kogo właściwie zobaczy. To nie mogła być mama, bo ona pewnie zaczęłaby się wydzierać i mówić, że Pix do reszty zgłupiała, bo żeby o tej porze kręcić się po kuchni i gotować, to masakra i w ogóle skaranie boskie z tą dziewczyną. Nie był to też tata, to akurat było oczywiste. Nie miała również pojęcia, dlaczego tak zdziwiła się na widok Perry, ale zdziwiła się szczerze. Marysia była lekko w szoku. Nie spodziewała się jej tutaj, chociaż właściwie powinna. Czasami nocowała u Griffina, tak przecież robią pary. Pixie o związkach wiedziała niewiele, bo sama nigdy w żadnym nie była, ale nietrudno było się domyślić, jak to wygląda w rzeczywistości. Dalej też nie rozumiała, dlaczego Griff po prostu nie zamieszka z Wallace. Ona by zamieszkała. To znaczy, będąc na jego miejscu!
Tak, a co? — uniosła do góry oklapniętą marchewkę bez połyśnicy marchwianki. Niestety. — Jestem taka głodna! Przysięgam, zaraz się przekręcę! Ty też jesteś? A gdzie Griffin? — rozejrzała się dookoła, jakby brat miał się zaraz zmaterializować w kuchni. Nic takiego jednak się nie wydarzyło, a Pixie wyszczerzyła się jak głupia do sera. A właśnie, ser! — Może? Zobacz w lodówce, ja tam nic nie mogę znaleźć — westchnęła ciężko. Ale ciężko jest cokolwiek znaleźć, kiedy w tej lodówce praktycznie nic nie ma.
Zamilkła na moment, myśląc nad czymś intensywnie. Przez cały czas wpatrywała się w Perry, aż w końcu pokiwała z aprobatą głową.
Czadową masz pidżamę — stwierdziła niczym prawdziwa znawczyni pidżamowych trendów. — Wiesz, że mrówki mogą być dla jeży jednocześnie przekąską i perfumami? — zapytała, ale sądząc po minie Wallace, ta chyba niespecjalnie orientowała się w temacie. — Po kontakcie z intensywnie pachnącymi owadami zaczynają się mocno ślinić, aż wokół ich pyska powstaje mnóstwo piany, a potem rozprowadzają tę ślinę po kolcach, jakby chciały się wypachnić tym, co znalazły — wyjaśniła i minęła dłuższa chwila, zanim skarciła się w myślach za ciągłe paplanie o rzeczach, które Perry najpewniej w ogóle nie interesowały. A może jednak? W końcu studiowała weterynarię! Tylko Fontaine znowu wyjdzie na przemądrzałą, a przecież nie chciała tak wypaść w oczach Wallace.
Dziewczyna brata strasznie ją stresowała. To głupie, bo nie było ku temu żadnych powodów! Dogadywały się i chyba nawet lubiły. Raz czy dwa zdarzyło im się wylądować na wspólnej imprezie, na której - oczywiście - był również Griffin. Tylko czy w stresie człowiek nie powinien zapominać języka w gębie? Tymczasem ten Pixie rozwiązywał się i paplał, co mu ślina na język przyniosła. Jak z tą śliną jeży. Tragedia. Na swoje usprawiedliwienie miała jednak to, że była zajebiście ujarana. Tak, to na pewno przez THC. Nie było na to innego wytłumaczenia!

Perry 🦔
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
159 cm
studentka weterynarii na university of toronto
Awatar użytkownika
sorry I’m late, I saw a dog
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Umm, Pixie wyglądała na szczerze zaskoczoną, widząc Perry w kuchni o tej porze… zupełnie jakby Perry była jakąś pozaziemską formą życia, a nie dziewczyną jej brata, no ale mniejsza o to. Kurczę, Perry bardzo lubiła Pixie, mimo tej całej fascynacji OWADAMI, która tak w sumie to... była bardzo urocza. Według Wallace każde żywe stworzonko zasługiwało na szacunek, a Pixie wydawała się jedną z tych rzadkich osób, które bez wahania ochroniłyby najmniejszą mrówkę. To naprawdę było przeraźliwie urocze!!! - A mogę dołączyć?! - rzuciła z entuzjazmem Perry, po czym - nie czekając na odpowiedź - po prostu weszła w głąb kuchni. Przesunęła wzrokiem po blacie i składnikach, które Fontaine zdążyła wyciągnąć. Yyyy... POOR. Znaczy, PURE, bardzo czysto mieli w tej kuchni. - Jeeeeju, tak, ja też jestem, a Griffin zasnął, jak oglądaliśmy Avengersów, mimo że mi obiecał, że nie zaśnie - przewróciła oczami, bo Griffin znowu odjebał obiecanki cacanki, a potem człowiek zostawał sam o trzeciej nad ranem czy tam o którejś z pustym żołądkiem. Ech, przynajmniej zjedli dziś razem frytki, więc nie mogła narzekać aż tak bardzo, prawda? A ser… Może? Zobacz w lodówce, ja tam nic nie mogę znaleźć. Perry zrobiła zgrabny obrót wokół własnej osi i skierowała się w stronę lodówki. - Yeees, madame - rzuciła pod nosem, po czym z premedytacją poślizgnęła się w swoich skarpetkach po podłodze, żeby płynnym ruchem podjechać wprost pod drzwi lodówki. Zajrzała do środka - no, nie miały zbyt dużego wyboru, aleee… za kartonem mleka owsianego dostrzegła SER! - Ej, jest ser! Zjedzmy makaron z serem, Pix! - zaproponowała uszczęśliwiona, wyciągając ser z lodówki i kładąc go na blacie obok Fontaine.

W tym momencie poczuła na sobie intensywny wzrok Pixie i ich spojrzenia zetknęły się ze sobą. Czy ona właśnie taksowała wzrokiem jej outfit?! I czy właśnie jej się… spodobał?! Perry obdarowała koleżankę szerokim uśmiechem i chwyciła za rąbek koszulki. - Prawda, że jest odjazdowa?! Musiałam ją mieć. Też chciałabyś taką czy wolałabyś w… mrówki? - spytała, marszcząc brwi. Szkoda, że Pixie miała urodziny w czerwcu, bo Perry bez wahania sprawiłaby jej jakąś cute, owadzią piżamkę, chociaż prezent, który podarowali jej razem z Griffinem, też był dość cool, bo zabrali Pixie na limitowaną wystawę BEES w Royal Ontario Museum. A właściwie to Perry zabrała Pixie w imieniu swoim i Griffina, bo jej cudowny chłopak akurat się rozchorował, ale same, we dwie, też bawiły się świetnie! Poza tym pszczółki były puchate i urocze, więc tylko głupiec by się nie ucieszył.

Zaraz Pix odpaliła swój monolog o jeżach, mrówkach, ślinach i pianach, przez co Perry rozdziawiła buzię i zastygła w bezruchu, słuchając dziewczyny z lekkim osłupieniem. Skąd ta dziewczyna to wszystko wiedziała?! Okej, fakt, że Pixie wiedziała takie rzeczy, nie był jeszcze aż tak dziwny, ALE JAK ONA POTRAFIŁA TO WSZYSTKO POWTÓRZYĆ BEZ ZAJĄKNIĘCIA SIĘ?! - Yyyy… nie - odpowiedziała Perry z rozbrajającą szczerością na pytanie, po czym przechyliła głowę na bok. W sumie to był bardzo interesujący temat! Oho, chyba właśnie złapała przynętę. - Myślisz, że to kamuflaż zapachowy przed drapieżnikami czy dodatkowa broń na kolcach? - zastanowiła się na głos, po czym podskoczyła i usadowiła się na blacie obok Pixie. Ich spojrzenia znowu zetknęły się ze sobą akurat w momencie, gdy oczy Perry nagle rozbłysły. Rozdziawiła buzię ponownie, bo w jej głowie właśnie eksplodowała petarda z fantastyczną myślą. Po prostu ją OLŚNIŁO. - Pixie… jeże odkryły starożytną alchemię - palnęła od czapy, ale to akurat nikogo nie powinno dziwić, bo ona zawsze była odklejona, mimo że teraz uważała się za genialną.

Perry była tak dumna ze swojego odkrycia, że… no… kompletnie przegapiła fakt, że garnek z makaronem zaczął niebezpiecznie bulgotać i kipieć, ale była tak zachwycona swoim odkryciem, że… no… ten makaron to kipiał tak w tle bardziej.
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pierwszy szok szybko Pixelozie minął. Nie spodziewała się po prostu, że ktoś poza nią jest w domu. Griffin wspominał, że wychodzi, ale o której wróci i że w ogóle zamierza, to tego już nie powiedział. Teraz zaczęła się zastanawiać, czy po wyjściu rodziców zamknęła drzwi na klucz. Kiedyś ją okradną i tyle z tego będzie. Wiele wprawdzie nie miała, ale jej terraria! Szansa, że rabusie zainteresowaliby się kolekcją owadów była niezerowa. Ludzie handlowali insektami w interencie, a jej kolonia mrówek robiła imponujące wrażenie. To znaczy, chyba tylko dla niej, bo ani jej znajomi, ani blisy nie byli jakoś specjalnie zainteresowani zainteresowaniami najmłodszej Fontaine. W ogóle napisałam Fornitne, bo przed chwilą przestałam grać, lol.
No jasne, że możesz — wykonała zachęcający gest ręką, zapraszając Perry w głąb kuchni. Głąb to był jej brat, który zasnął na filmie zamiast zająć się swoją dziewczyną. W sensie, zamiast obejrzeć z nią do końca Avengersów. Z tych chłopów to naprawdę straszne jełopy. Chociaż Pixie też zdarzało się zasnąć podczas seansu, ale nigdy w czyimś towarzystwie i nigdy, jak była zjarana! Wtedy produkcje wydawały się czterysta dwadzieścia razy fajniejsze. — I tak zawsze gotuję tyle makaronu, że można wykarmić tym całą armię — dodała, co było prawdziwe. Niech pierwszy rzuci kamień ten, kto tak nie miał. — Słuchaj, ty nie słuchaj Griffa, jak coś obiecuje, bo będziesz zapierdalać zimą w kapciach — zażartowała. Nie no, nie było z nim aż tak źle. To był dobry chłopak i Perry naprawdę nie mogła trafić lepiej. Albo raczej, to on nie mógł lepiej trafić, skoro przytrafiła mu się taka fajna dziewczyna.
Pokiwała entuzjastycznie głową, a potem spojrzała na marchewkę, którą cały czas trzymała w dłoni. Dziwacznie to wyglądało, więc odłożyła ją na deskę.
Tylko z serem? Bo są też pomidory z puszki, cebula i czosnek. No i to — wymownym ruchem wskazała na zwiędnięte, pomarańczowe warzywo. — Ale w sumie możemy to olać i dać tylko ser. Mnóstwo sera. Tak dużo, że będzie ci się wylewał uszami — wyrzuciła ręce w powietrze. Obietnica? Groźba? To niech Wallace sama już sobie wybierze.
Super było na tej wystawie o pszczółkach. Dobrze, że nie było tak żadnych prawdziwych (chyba?), bo Pix była uczulona na ich jad. Jak była mała, to jedna ją upierdoliła i prawie umarła. W zasadzie właśnie wtedy odkryto, że miała alergię na pszczeli jad. Inaczej do tej pory żyłaby sobie w błogiej nieświadomości, a tak to zawsze miała przy sobie autowstrzykiwacz z epinefryną. Okej, prawie zawsze. Teraz nie miała, bo został na piętrze, ale chyba w kuchni nic ją nie użre?
Pewnie, że w mrówki! Albo w koniki polne! Albo w ćmy! — wymieniła. Ale teraz wymyślała. Prawda była taka, że Fontaine ubrałaby każdą pidżamę w owady. I w jeże też. Ta w Perry była strasznie urocza. TA PERRY, NIE W PERRY. Wtf, bro.
Nie spodziewała się, że dziewczyna tak chętnie podejmie dyskusję o ślinie jeży. Ale w końcu to jeże, a Wallace uwielbiała jeże całą sobą.
W sumie naukowcy dalej nie wiedzą, dlaczego tak robią. Jest kilka teorii, kamuflaż jedną z nich. Ale może to być też ochrona przed pasożytami — powiedziała tyle, ile wiedziała. Była mądra, ale nigdy nie próbowała zgrywać mądrzejszej niż była w rzeczywistości. O alchemii akurat nie pomyślała. Cholera, Wallace mogła mieć rację! W tym stanie mózg Pix zaczął pracować na pełnych obrotach. Poczuła się tak, jakby były połączone ze sobą światem!
O kurde! — dopiero bulgocząca woda w garnku sprowadziła ją nieco na ziemię. Podskoczyła do kuchenki i zmniejszyła gaz. Trochę się ulało, ale już trudno, potem to wytrze. — Nie chcę nic mówić, ale możliwe, że właśnie dokonałaś wielkiego odkrycia, Persephono. Wiesz, co jeszcze pomogłoby ci dokonać większej ilości odkryć? Marihuana. Chcesz spalić blanta? — zaproponowała luźno, ale oczywiście bez zbędnego nagabywania. Totalnie rozumiała, jeśli ktoś nie chciał palić i bardzo nieładnie było tak zmuszać innych do jarania.

Perry 🦔
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
159 cm
studentka weterynarii na university of toronto
Awatar użytkownika
sorry I’m late, I saw a dog
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W gruncie rzeczy Griff był przeraźliwie słodki, zwłaszcza na początku ich relacji. Ich pierwsza randka była zresztą najbardziej urokliwą randką pod słońcem - zabrał ją wtedy do schroniska dla zwierząt i przez pół dnia wyprowadzali razem psiaki. Z czasem stało się to ich stałym, sobotnim nawykiem! Ach, w Griffinie w ogóle była masa troski i takiego… urokliwego ciepła, bo dbał o nią na każdym kroku i wyglądało na to, że nieprędko miało mu się to znudzić. Zresztą, byli ze sobą już osiem miesięcy… A osiem miesięcy w tym wieku to jak wieczność, nie? Perry ani przez moment nie żałowała, że z nim była. I tak zawsze gotuję tyle makaronu, że można wykarmić tym całą armię. - Znam to, a potem jem aglio e olio przez cały tydzień - westchnęła Perry z udawaną rezygnacją, bo w głębi duszy w ogóle jej to nie przeszkadzało. Kochała AGLIO E OLIO.

Chwilę później Pixie wypaliła swój żart o Griffinie i zapierdalaniu w kapciach w zimę, przez co Perry zachichotała pod nosem. - Dobrze, że mam ciepłe kapcie - odpowiedziała rozbawiona. - Spodobałyby ci się moje kapcie, takie puchate pandy - dodała, siedząc już wygodnie na blacie i zaczynając energicznie machać nogami w powietrzu. Co prawda, nie miała teraz tych uroczych kapci, o których wspomniała, na nogach - bo zostały u niej w domu, lool - a tu prezentowała jedynie całkiem zwyczajne skarpetki, ale kto by się tym przejmował? Bo na pewno nie Perry.

Przechyliła głowę na bok, gdy Pixie zaczęła wyliczać składniki, które mogły wykorzystać. Jakoś… po tym koncercie nie miała ochoty na pełnowartościowe danie. Pełnowartościowe dania były przereklamowane, tak w ogóle. I ciężkostrawne (jakby makaron z serem nie był ciężkostrawny xD)! - A jesteś na jakiejś diecie czy coś? Jak nie, to totalnie to olejmy i dajmy sam ser - zaproponowała. - Kocham ser - dodała zaraz, zerkając na sufit, jakby spodziewała się tam zobaczyć jakiegoś serowego, boskiego posłańca albo samego Latającego Potwora Spaghetti posypanego pysznym, ciągnącym się serem. W sumie to stwierdziła sobie w myślach, że chciałaby, żeby ser wylewał jej się uszami, ale nie powiedziała tego na głos, bo nie.

A propos wystawy, to właśnie wtedy Perry dowiedziała się, że Pix była uczulona na jad pszczółek, ale na szczęście na samej ekspozycji nie było ani jednego żywego owada, za to było pełno genialnych rzeźb, eksponatów (na przykład skamieniała pszczółka zatopiona w bursztynie, świeć panie Latający Potworze Spaghetti nad jej duszą) oraz uroczej biżuterii. Perry kupiła sobie wtedy breloczek do kluczy w kształcie puchatej pszczoły i nosiła go przy torbie do dzisiaj. - Słuchaj, poszukam coś cool i wyślę ci linka - obiecała, domykając temat piżamy w… mrówki, koniki polne albo ćmy. O ile w istnienie piżamy w mrówki głęboko wierzyła, tak co do ciem i koników polnych miała wątpliwości, ale czego się nie robiło, żeby uszczęśliwić słodziarę-owadziarę, która miała też dużą wiedzę o jeżach. Perry słuchała o jeżowych naukowcach z przechyloną na bok głową, kontemplując nad losem mrówek i jeżyków - a tak swoją drogą, ciekawe czy gdzieś niedaleko Toronto istniało miejsce, gdzie można było po prostu posiedzieć z jeżami i popatrzeć, jak wcinają chrząszcze? - Interesujące… - wymruczała pod nosem, całkiem pochłonięta przez swoje rozmyślania, i dopiero po dłuższej chwili ogarnęła, że makaron im bulgotał.

Na moment przestała machać nogami i znowu rozdziawiła buzię, ale - na szczęście - Fontaine okazała się superhero i uratowała kuchenkę przed katastrofą. - Ups - skomentowała krótko Perry z rozbrajającym uśmiechem, bo w sumie nic strasznego się nie stało, prawda? Wróciła do radosnego machania nogami, obijając od czasu do czasu piętami o front szafki.

No i wtedy Pix zwróciła się do niej pełnym imieniem. Perry spojrzała na nią ze zmarszczonymi brwiami, bo zazwyczaj ludzie zwracali się do niej per Persephone tylko wtedy, gdy byli na nią źli, na czele z jej mamą i starszą siostrą, a tutaj Pixie zwracała się do niej pełnym imieniem i… proponowała jej blanta? - Wooow - wymsknęło się Perry, przy okazji otwierając szeroko oczy. Zastygła na moment w zachwycie, po czym… - Chcę! - przytaknęła. Pixie nie musiała wiedzieć, że to będzie jej pierwszy blant w życiu, nie? Do tej pory Perry paliła tylko fajki podebrane Griffinowi, więc… Let’s see, what happens? - Ale nie tutaj, co nie? Bo weszliby wasi rodzice i mogłoby być… dziwnie? - zastanowiła się na głos, po czym nachyliła się do Pixie z poważną miną. - Gdzie macie durszlak? - wypaliła, wskazując podbródkiem na buzujący makaron, który aż prosił się o odcedzenie i zasypanie toną sera.

pixie 🐛
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dzieciaki Fontaine'ów były wychowywane w przeogromnej miłości, więc nic dziwnego, że Griff był troskliwy i uroczy. Pix bardzo zdziwiłaby się, gdyby taki nie był i traktował dziewczyny nie tak, jak powinien. A ojciec to ukręciłby mu łeb przy samej szyi. W ich domu nie brakowało dziwactwa, ale zawsze tłumaczono im, że drugiego człowieka trzeba traktować z szacunkiem. Ona sama byłaby na brata strasznie wściekłaby, gdyby w jakikolwiek sposób skrzywdził Perry. Nie chodzi tutaj o rozstanie, bo czasami ludzie po prostu się rozmijają, ale o na pewno wygarnęłaby, co o nim myśli, jeśli zacząłby ją olewać albo robić na boku. Nie były jeszcze przyjaciółkami, ale lubiły się tak ogólnie, więc fakt, że Griffin był jej bratem, w żaden sposób go nie tłumaczyło ani nie usprawiedliwiało!
Spojrzała z rozbawieniem na Wallace. Pixie też potrafiła nagotować tyle makaronu, że jadła to potem przez cały tydzień i to całkiem sama, bo przecież rodzina kręciła nosem z przekonaniem, że obiad bez mięsa, to żaden obiad.
Oczy aż jej się zaświeciły na wzmiankę o kapciach-pandach.
Ja mam gdzieś takie różowe w kształcie aksolotlów meksykański. Wiesz, to te śmieszne płazy, które wyglądają tak, jakby się uśmiechały — wyjaśniła całkiem bez sensu. Perry na pewno wiedziała, o co jej chodzi. A jak nie, to powinna pokazać jej zdjęcie, ale nie miała pojęcia, gdzie zapodziała telefon. Tak, jak kapcie, których nie widziała od... bardzo dawna. I tak najbardziej lubiła popierdzielać na bosaka albo w skarpetkach. Mama potem krzyczała, że nie da się ich doprać, ale to naprawdę mały, zupełnie nic nie znaczący szczegół.
Na diecie? — spojrzała najpierw na Wallace, a potem na siebie. — A powinnam iść na dietę? — zaniepokoiła się co niemiara, bo po tej trawce z łatwością można było jej wszystko wmówić, a ona łyknęłaby wszystko jak gęść kluski. Normalnie tak nie miała, ale po zielsku mózg Fontaine wytwarzała dziwaczne scenariusze i lubił sobie wyolbrzymiać nieistniejące problemy. Kiwnęła głową, zgadzając się na sam ser. Na co dzień starała się odżywiać zdrowo - dużo warzyw, owoców i jak najmniej bezwartościowych węglowodanów, ale w tym stanie opierdoliłaby sześćdziesiąt siedem wegańskich hot-dogów i sześćdziesiąt dziewięć kawałków pizzy ze szparagami. Makaron z serem musiał jednak na ten moment wystarczyć.
Uśmiechnęła się szeroko na wieść, że Perry chciała podesłać jej linka do pidżam. Co prawda mogła zrobić to sama, nie była tak ułomna, jak Griffin, ale jej propozycja była bardzo miła. Tak miła, jak zaproszenie na BEES, chociaż umówmy się szczerze - Wallace pomyślała o niej tylko dlatego, że Griff nie mógł z nią wtedy pójść. No dobra, on też wcześniej coś wspominał, ale chciał zabrać ją tylko z grzeczności. Możliwe, że Pix sama się wprosiła, bo przecież nie mogła przegapić czegoś takiego, pomimo trudnej relacji z pszczołami.
Reakcja dziewczyny na skręta była prawidłowa i jedyna słuszna. Fontaine nawet nie chciała słuchać odmowy! A skoro kryzys z makaronem został zażegnany, można było zrolować blanta na backstage'u! Przyklasnęła w dłonie i odepchnęła się od blatu.
Spokojnie, wyjdziemy sobie na zewnątrz. A durszlak mamy... w tej szafce na samej górze. Poczekaj, pomogę ci — podeszła bliżej i stanęła na palcach, żeby sięgnąć po metalowe sitko. Nie uważała, żeby Wallace nie poradziła sobie z takim zadaniem, ale Pix była wyższa i łatwiej było jej dosięgnąć. — Dobra, to ja skoczę na górę i za momencik wracam! — wyszczerzyła się do niej i pognała na piętro, absolutnie podekscytowana faktem, że będzie będzie palić lolka z Perry. Nie miały jeszcze okazji razem palić, a Griffin nie był zbyt wielkim fanem trawki. Jego strata!
W mgnieniu oka skręciła fajne, grubiutkiego blanta i zbiegła na dół, ani trochę nie dbając o to, że mogła obudzić brata. Trzeba było nie zasypiać, to nie byłoby problemu.
Najpierw zapalimy, a potem zjemy — zadecydowała, opierając się ramieniem o framugę drzwi. Makaron został profesjonalnie odcedzony, więc można się na chwilę urwać. — Zaufaj mi — dodała, bo każdy wiedział, że po jaraniu włączała się jeszcze większa gastrofaza. Pix już była głodna, ale jak ściągnie kilka buchów, to nabierze jeszcze większego apetytu i nic się nie zmarnuje. Zachęcająco wskazała ruchem głowy w kierunku salonu, przez który wychodziło się na ogród.

Perry 🦔
bubek
nudy i braku zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „#27”