ODPOWIEDZ
24 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

czerwiec 2021, Fashion Week, Barcelona

Nienawidził bieli.

Z tego powodu już podczas krótkiej podróży przez Barcelonę, gdy deszcz wisiał w powietrzu i groził ulewą, jedyną rzeczą na jakiej temat on i Serena wymienili kilka słów była pogoda. Marlow od rana była w nieprzysiadalnym humorze i Lian unikał ją przez większość dnia, ale gdy w standardowy plan mieszczący się w tym co ustalone wkradło się coś, co jej zdaniem miało być jedynie kurtuazyjną wizytą estymowaną na górą godzinę, nie wytrzymał.
Awantury coraz częściej przeplatały się z typowym harmonogramem ich pracy i nikt się już szczególnie nie dziwił kiedy wspólna przestrzeń rozkwitała bukietem wyzwisk, głównie jego autorstwa, z wstawkami rodzimego języka gdy angielski przestawał wystarczać i stawał się zbyt zubożały. Jego wściekłość na ogół posiadała jednak bardzo krótki żywot bo Lian szybko rozeznawał się w jej bezcelowości, tracił werwę i ochotę, a wreszcie markotniał i wszyscy udawali, że element wyrażanej przez niego zgody był obligatoryjny. Być może po to by poczuł się lepiej.
Niezależność odsiewali mu przez całe życie, więc koniec końców Lian uśmiechał się i kiwał głową. Tego od niego oczekiwano, przecież był Kimś przed duże „K“, a to obligowało do poświęceń.
Czy poza ciszą miał jeszcze cokolwiek swojego, co mógłby poświęcić pod dyktando scenariusza pisanego dla niego obcymi rękami?
Podobnie uśmiechał się i kiwał głową gdy ustalali mu nowe cudowne diety, skracali odstępy pomiędzy występami i ubierali w to, co pasowało do okazji i aktualnej wizji. Bo przecież musiał się zgodzić - luksusu odmowy nie posiadał. Myśl o takiej ewentualności, czysto teoretyczna i abstrakcyjna ważyła tonę i w odczuciu była jak kontrabanda do jakiej nie miał prawa.

A teraz, biały od stóp do głów i przepychany do przodu pomiędzy rozgrzany tłum paznokciami Sereny wbijającymi mu się w plecy, czuł się cholernie samotnie wśród niemal setki osób garnącej zewsząd dookoła. Nawet gdy ktoś zdawał się patrzeć mu prosto w oczy Lian wiedział, że widzi produkt. Nikt nie widział jego.
Poruszając się jak duch w ludzkiej skórze podążał w kierunku w którym popychała go Marlow, słysząc urywki śmiechów, rozmów i wykrzykiwanych imion, ale nie widząc twarzy rozmywających mu się przed oczami ze zmęczenia. Nie miał pojęcia kiedy trafił na piętro willi zdającej się być luksusowym labiryntem pokoi, korytarzy i poziomów, ani co stało się z Marlow po drodze. Uczepiony kurczowo balustrady obserwował przez chwilę bezkształtny tłum przypominający mu z tej perspektywy niespokojne morze i nagle zapragnął naprawdę je zobaczyć, choć przecież nigdy nie było na to czasu.
Lian?! O boże, myślałam, że zostajesz w hotelu czy... fajnie, że jesteś. Ale pamiętasz mnie, co nie?
Głos wydawał się być znajomy i dopiero po dłuższej chwili jego spojrzenie pojaśniało jakimś wewnętrznym zrozumieniem. Uśmiechnął się nawet blado, jednocześnie po czasie orientując się, że w jednej dłoni zamiast poręczy trzyma pełną szklankę.

Tina. Pamiętam, pewnie, ja...
CO?
Pamiętam! Tina Levitt, spotkaliśmy się w zeszłym roku w Nowym Jorku! 一 Głośna muzyka wymusiła podniesienie głosu, a ogólna niechęć znajdowania się tego wieczora wśród ludzi skłoniła go do zajrzenia do szklanki. Levitt z zaskoczeniem obserwowała jak Mei osuszył ją prawie do spodu, ale dopiero gdy uśmiechnął się do niej szeroko - na tyle, że poczuł to aż w odrętwiałych policzkach - zmarszczyła subtelnie pociągnięte fioletem brwi.
Oho. Ciężka noc?
Prawdopodobnie 一 zgodził się, wychylając lekko przez barierkę. Kilka pasm włosów wyplątało się z wystylizowanego kucyka i przykleiło do różowiejących od gorąca i alkoholu skroni. 一 Jeszcze nie wiem.

Po ponad kwadransie zaskakująco klejącej się rozmowy i kolejnej szklance czegoś, co krążyło wśród gości jak krew w krwioobiegu Lian finalnie zdołał się rozluźnić na tyle by zobaczyć lepsze perspektywy na wieczór. Marlow nie wspominała o Seungyeon, która zdaniem Levitt miała przynajmniej pokazać się po północy i Lian odkrył nagle, że właściwie to chciałby ją zobaczyć. Na godzinę, pół, choćby pięć minut.

Chcesz usłyszeć coś ciekawego? 一 zagaił w przypływie lepszego humoru i chwilowej odwagi podbitej alkoholem. 一 Pewnie, że chcesz.
Plotki?
Nie. Lepiej, coś zupełnie na pewno. 一 Pokręcił lekko głową, a ciemne włosy liznęły jego bladą twarz z kontrastującymi na niej niezdrowo wypiekami. W różowo-fioletowym świetle opływającym salę cienie pod jego oczami zdawały się żyć własnym życiem jeszcze bardziej upodabniając go do pokutującej zjawy w brokacie. 一 Ten typ na drugim balkonie. Widzisz go? Siedzi w środku, poważny jak w żałobie.
No widzę. Co z nim? 一 Tina przysunęła się i stuknęła go łokciem w ramię by przesunął się i zrobił jej trochę miejsca. 一 To nie ten z... nie wiem. Nie ma jakiegoś małego atelier?
Ma. I wcale nie małe.
Pierdolisz! Skąd wiesz?
Bo to jest mój plan na najbliższe dwie godziny 一 obwieścił wylewnie, zapijając gorycz tym co zostało w szklance. Kiedy i to nie przyniosło spodziewanego efektu ulgi Lian przechylił się i wyciągnął rękę po to, co Levitt ogrzewała w kieliszku od ostatnich dziesięciu minut.
W sensie, że co?
W sensie, że muszę się do niego koniecznie pofatygować, mrugnąć i słowem zrobić co się da, żeby zerżnął mnie gdzieś na boku.
Po krótkiej, mocno wymownej ciszy Tina parsknęła śmiechem, on zresztą też, głośniejszym nawet i przebijającym się przez muzykę. Ktoś prawie wytrącił mu drinka Levitt z ręki, ale cudem udało mu się nie wypuścić go na grupkę siedzącą piętro niżej.

A tak poważnie, to jest właśnie zajebisty plan mojej agentki. To zawsze wygląda tak samo, wiesz jak jest. Zawsze... hmm, rozumiesz 一 odezwał się wreszcie już bez sztucznej wesołości i tylko mocniej wsparł się o barierkę, jakby jego ciało zaczynało mu ciążyć.
Właściwie to nie rozumiem 一 mruknęła w odpowiedzi i przez parę kolejnych minut obydwoje szukali tematu, który mógłby zatrzeć tę przypadkowo udzieloną niezręczność spontanicznej wylewności. Widząc jak Levitt skubie wargę stuknął ją łokciem w ramię, a na widok jej urażonego, pytającego spojrzenia uśmiechnął się już znacznie mniej sztucznie, jakby ta chwila normalności wystarczyła by nabrał sił na resztę wieczoru.
Nie musisz, tylko żartowałem.


Krótko po północy było po wszystkim.
Biel dokuczała mu teraz bardziej, choć komplet leżał na nim bez zarzutu, zwłaszcza gdy Asher w swej uprzejmości zszył mu naderwany kołnierz i skompletował guziki. Pachniał jego cytrusowo-gorzkimi perfumami i nawet gdy na ślepo krążył co najmniej dwadzieścia minut w duchocie, gęstym dymie i wśród mnogości innych zapachów by znaleźć drogę do stolika Seungyeon, pod koniec wciąż czuł je na sobie jakby wsiąkły mu w skórę. Czuł również drżenie obolałych, omdlewających mięśni, więc z ulgą wcisnął się na kanapę. Spojrzeniem odnalazł jej twarz, na krótko nawiązał kontakt wzrokowy tęskniąc chyba za czymś znajomym, a palcami prawej ręki musnął ledwie jej nadgarstek pod osłoną szerokiego, błyszczącego blatu. Nie dołączył do rozmowy - zamiast tego uśmiechnął się przepraszająco wymawiając od konwersacji zmęczeniem i bólem głowy, poinformował, że przyszedł wyłącznie potowarzyszyć jej przez chwilę i z wytłumionym, bezgłośnym westchnieniem opadł ostrożnie na oparcie kanapy.
Dopiero teraz pozwolił sobie na moment zamknąć oczy.



Seungyeon Han
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I.
Neon gravestones try to call


Barcelona, stolica Katalonii słynąca z niezwykłej architektury, pięknych piaszczystych plaż, wydarzeń muzycznych… Słoneczna Barcelona. Miała siedem lat, gdy powiedziała rodzicom, że jak dorośnie, to chce zwiedzać świat i podróżować. Zafascynowana widokami, które widywała na zdjęciach z Hiszpanii, marzyła o tym, by zwiedzić słoneczne kraje Europy. Była zakochana w zachodach słońca nad morzem, wyobrażała sobie spacery po plaży, podmuchy ciepłego wiatru i otulające ciepłem wieczory. To marzenie zakiełkowało w niej dzięki programom telewizyjnym i wspomnieniom członków rodziny, którym udało się zwiedzić ten piękny kraj. Im starsza była, tym większą fascynację wzbudzały w niej kraje Europejskie — różnorodność kulturowa, geograficzna, językowa. Chciała urwać się z Korei, by choć odrobinę zaspokoić swoją ciekawość i poznać tę część świata oddaloną o tak wiele kilometrów od Seulu, w którym się wychowywała. Czuła się bardziej jak obywatelka całego świata, nawet jeśli znała go jedynie z fotografii i opowieści. Z biegiem lat dziecięce marzenia ustąpiły miejsca codzienności. Całkowicie poświęciła się muzyce, a wizja słonecznej Hiszpanii zatarła się gdzieś pomiędzy treningami, występami i niekończącymi się godzinami spędzonymi w studiu. Nigdy nie przypuszczała, że to właśnie kariera artystyczna pomoże jej w spełnieniu dziecięcego marzenia.
Kilka tygodni wcześniej jej agencja odebrała oficjalne zaproszenie od jednego z domów mody uczestniczących w Barcelona Fashion Week. Ze względu na popularność, została zaproszona na to wydarzenie w charakterze gościa specjalnego, by wziąć udział w spotkaniach z przedstawicielami marki, udzielić kilku wywiadów i pomówić o nowym kontrakcie. Paradoksalnie więc to nie dziecięce marzenia ani spontaniczna decyzja przywiodły ją do Hiszpanii, lecz praca, która przez lata całkowicie pochłonęła jej życie. Dopiero stojąc na barcelońskich ulicach, uświadomiła sobie, że jedno z jej najstarszych marzeń spełniło się zupełnie niespodziewanie. W drodze do hotelu, w którym przespać noc przed wydarzeniem, uświadomiła sobie, że gdyby teraz stanęła obok dziesięcioletniej dziewczynki marzącej o niezwykłej przygodzie, która czasem wątpiła we własną przyszłość i umiejętności, poklepałaby ją po ramieniu i dodała otuchy kilkoma wspierającymi słowami. Bambi, przytuliłaby ją do siebie i powiedziała, że nie powinna się martwić, bo w końcu uda jej się zrealizować swoje plany i kiedyś stanie się kimś, kto będzie wzorem do naśladowania dla tysięcy — albo nawet milionów — ludzi, których pokocha i którzy pokochają ją, nawet jeśli prywatnie nie będzie znała żadnej tej osoby.
Czuła ekscytację na myśl o Fashion Weeku, którą podzieliła się ze swoim agentem. Hudson, siedzący obok, zerkał na nią z rozbawieniem, gdy przez całą drogę opowiadała o tym, jak bardzo cieszy się z zaproszenia. W duchu liczyła na to, że uda jej się dotrzeć odpowiednio wcześnie i obejrzeć cały pokaz, jednak wystarczyło jedno spojrzenie na harmonogram, który podał jej Hudson, by zrozumiała, że plany będą musiały poczekać. Jeszcze tego samego dnia czekała ją sesja zdjęciowa i nagranie kampanii reklamowej dla europejskiej marki, które przeciągnęły się znacznie dłużej, niż zakładano. Oficjalna część wydarzenia miała już dobiegać końca, a jej obecność przewidziano dopiero na zamknięte przyjęcie dla gości specjalnych oraz spotkania z przedstawicielami domu mody. Głęboko westchnęła, komentując napięty grafik jedynie cichym pomrukiem rozczarowania. Marzyła o tym, by chłonąć atmosferę Fashion Weeku od pierwszej minuty, ale obowiązki — jak zwykle zresztą — okazały się ważniejsze. Sesja zdjęciowa dla Harper's Bazaar ciągnęła się niezwykle wolno. Yeon miała problem z koncentracją, bo gorzkie myśli odciągały ją od obowiązków. Żałowała, że nie mogła zobaczyć całego pokazu. Sesja, zamiast trwać do dwunastej, przeciągnęła się do dwunastej trzydzieści. Od drugiej po południu, czekały na nią nagrania spotu reklamowego, wywiady… Wszystko, czego tak bardzo nie lubiła robić. Starała się przez cały czas uśmiechać i udzielać odpowiedzi zgodnie z tym, czego od niej oczekiwano. Dopiero późnym popołudniem udało jej się wrócić do hotelu, zmienić stylizację, zjeść kolację i udać się na Fashion Week.
Była cholernie zmęczona tym dniem — a myśl, że miała zostać tam do minimum drugiej w nocy, napawał ją przerażeniem.
Szczerze? Przeszła jej cała ochota na to całe wydarzenie. Chciała wrócić do pokoju hotelowego, zmyć makijaż i po prostu pójść spać.
Szkoda, że obowiązki wzywały.

Dwudziesta trzecia trzydzieści — o tej godzinie dotarła na wydarzenie. W błyszczącej, czarnej sukni sięgającej ziemi — zgodnie z tematyką zespołu — wyrazistym makijażem podkreślającym jasną cerę i pokręconymi włosami. Nienawidziła czerni, ale dziwnym zbiegiem okoliczności, styliści upierali się przy tym kolorze, bo podkreślał rzekomo jej urodę i dodawał jej eteryczności, czymkolwiek to było. Nauczyła się przytakiwać dla zasady. W końcu musiała prezentować się dobrze, bo była gwiazdą, a opinia publiczna zależała między innymi od jej wizerunku. Zdjęcia na ściance zajęły dłuższą chwilę. Błyski fleszy raz po raz oświetlały jej twarz, a ona z wprawą zmieniała pozy, posyłając fotografom uprzejmy uśmiech. Kilka krótkich wywiadów, grzecznościowe wymiany zdań z dziennikarzami i organizatorami, kilka komplementów dotyczących stylizacji… Wszystko zgodnie ze znanym już scenariuszem. Dopiero później Hudson zaprowadził ją do stolika w spokojniejszej części sali, gdzie czekał przedstawiciel marki. Mężczyzna wstał, gdy tylko się zbliżyła, wyciągając dłoń na powitanie. Poza jej wyglądem zapadała w pamięci jeszcze z jednego powodu. Otaczał ją subtelny zapach perfum, w którym świeża bergamotka i jaśmin delikatnie łączyły się z ciepłym piżmem.
— To dla mnie ogromna przyjemność, wreszcie panią poznać. Od dawna obserwujemy pani działalność i jesteśmy zachwyceni — powiedział z lekkim uśmiechem, przesuwając spojrzeniem po stylizacji dziewiętnastoletniej dziewczyny. Yeon odwzajemniła ten gest, pochylając lekko głowę.
— Dziękuję za zaproszenie. Zawsze chciałam przyjechać do Barcelony i wziąć udział w tak dużym wydarzeniu — przyznała z wyuczonym uśmiechem. Kelner postawił przed nimi kieliszki z winem, lecz ledwo zwilżyła usta. Hudson usiadł obok, dyskretnie przejmując rozmowę wtedy, gdy schodziła na kwestie kontraktowe. Przedstawiciel marki opowiadał o planowanej kampanii, podkreślając, że szukali osoby, która będzie uosabiała elegancję, tajemniczość i nowoczesność. Wspomniał o sesjach zdjęciowych planowanych jesienią, krótkim filmie promocyjnym oraz kilku wydarzeniach w Europie i Azji, podczas których miałaby reprezentować markę.
Słuchała uważnie tego, co miał do powiedzenia mężczyzna, zadając co jakiś czas krótkie pytania dotyczące kontraktu. W rzeczywistości większość rzeczy zostawiała do ugadania Hudsonowi — wiedziała, że była tylko produktem, który miał zostać wystawiony na pokaz. Zadanie Yeon polegało wyłącznie na zrobieniu pierwszego dobrego wrażenia, warunki współpracy negocjował jej agent. Przebywanie w towarzystwie tych dwóch mężczyzn było męczące. Miała cichą nadzieję, że niebawem dyskusja się skończy i każdy pójdzie w swoją stronę. Wolała spotkać się z Lianem. W przeciwieństwie do niego wiedziała, że miał pojawić się na wydarzeniu. Przez większość czasu próbowała namierzyć go wzrokiem. Czuła rozczarowanie, gdy po kilku minutach wciąż nie mogła go odnaleźć.

Chciała, żeby był obok.


Żeby ją wsparł, chociażby swoją obecnością, bo pośród wszystkich tych obcych ludzi, tylko on był osobą, która widziała w niej prawdziwą Yeon. Wiedziała, że musiałby udawać wraz z nią, ale jego obecność ukoiłaby to dziwne napięcie zaciskające się wokół jej żeber mocniej, niż gorsetowa część sukienki. Nie była pewna, czy w ogóle wiedział, że miała tu być; ale szczerze na to liczyła. Los okazał się dla niej łaskawy. Lian podczas trwania rozmowy pojawił się przy stoliku i przysiadł na kanapie. Podłapała jego spojrzenie, odwzajemniła je i odetchnęła z cichą ulgą. Gdy tylko usiadł, dotarł do niej zapach cytrusowo-gorzkich perfum, które nie należały do niego. Próbowała to zignorować i skupić się na rozmowie między negocjatorami. Muśnięcie jej nadgarstka było niemal niezauważalne, a jednak wystarczyło, by na ułamek sekundy odwróciła uwagę od toczącej się rozmowy. Uniosła na niego wzrok i odpowiedziała ledwie dostrzegalnym uśmiechem. A on przymknął oczy. Zdecydowanie nie miał ochoty na dyskusję. Przedstawiciel marki, najwidoczniej nie zauważając niechęci Liana do rozmowy, usilnie próbował go zagadywać.
— Może nam chociaż powiesz, jak minął wieczór? Jak ci się podoba w Barcelonie? Podobały ci się pokazy? — dopytywał, sięgając po (kolejną) lampkę wina. Najwidoczniej alkohol zaczął przez niego przemawiać, co sugerował jego zaczepny ton i sposób, w jaki zerkał na Yeon i Liana. — Dzisiaj jesteś tu służbowo, czy bardziej dla towarzystwa słodkiej Bambi? — dopytał bezpośrednio, uśmiechając się przy tym dość jednoznacznie.
— Przyszliśmy porozmawiać o kontrakcie… Z tego, co się orientuje, Liana on nie dotyczy, więc nie powinno to pana interesować… — upomniała bez przebierania w słowach. Yeon najpierw mówiła, później myślała — jedni ją za to lubili, inni niekoniecznie. Hudson, który siedział obok, posłał w jej stronę upominające spojrzenie, które świadomie zignorowała.

Lian Mei
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
24 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Po krótkim ostygnięciu na kanapie Lian znów zmusił płuca do zaczerpnięcia oddechu, pomimo duszności jakie wywoływały cytrusowe nuty perfum, tak samo inwazyjne jak dłonie, które w jego odczuciu wciąż poruszały się pod koszulą poszukując czegoś jeszcze, co mogłyby zawłaszczyć i ukraść. Ale czuł też ciepło skóry Yeon, gdy wierzch jego dłoni niemal stykał się z wierzchem jej ręki, nie dotykając, ale dość blisko by być pewnym jej fizycznej obecności. Czasami zmieniał ten układ, momentami wyciągał palce i upewniał się, że wciąż tam była.
Wywołany pytaniem, które nie trafiło do niego od razu lecz sporym opóźnieniem, Lian otworzył oczy ledwie do połowy i zwrócił wzrok w stronę mężczyzny zajmującego cały jeden brzeg stolika. Blade wargi zacisnęły się krótko gdy przełykał ślinę, musiał zwilżyć je końcem języka by nie popękały mu kąciki ust.
Dzisiaj jestem tu z bólem głowy 一 upomniał się obcesowo i przeniósł spojrzenie w kierunku Han.
Czule.
Tak jak bardzo zakochany mężczyzna powinien patrzeć na bardzo piękną kobietę.

I ze zmęczeniem rozcieńczającym ten efekt.

Czy to konieczne? 一 zapytał poniekąd w eter, choć liczył na rzeczową odpowiedź ze strony Hudsona. Odetchnął ciężej, przekrzywił się na kanapie i przychylił bliżej Yeon, niemal trafiając koniuszkiem nosa w jej błyszczący od rozświetlacza policzek. 一 Nie od tego masz agenta? To chyba nie nasza robota, moglibyśmy wrócić do... hmm, gdzie zarezerwowałeś jej hotel?
Ożywił się nagle, podobnie jak Hudson, który wybity z rytmu posłał pytające spojrzenie w stronę swojej podopiecznej. Jednocześnie było w tym coś porozumiewawczego, coś, co wcześniej pozwoliło mu chłodno określić stan Liana i stwierdzić, że wypił dość jak na jeden wieczór. Może wysłanie ich do hotelu nie było w tej sytuacji najgorszym pomysłem?

Palazzo Parigi.
Oczywiście, przecież agencja nie lubiła dezorganizować ich pobytów i zwykle rezerwowała ten sam hotel.

Świetnie 一 wyrzucił krótko na wydechu, z kolanem nerwowo podrygującym mu pod blatem. 一 Jest raczej późno, uznałbym to za koniec dnia.
Widziałeś scenę naszej marki? Coś zwróciło twoją uwagę? Poza...
Proszę kontaktować się z agentką.
Badam wstępne zainteresowanie produktem, nie ma powodu do nieuprzejmości.
Raczej moją cierpliwość. Poza tym produkt nie jest zainteresowany i nigdy nie twierdził, że jest uprzejmy.
W zaledwie kilkusekundowej chwili ciszy, w której obie strony rozważały zaostrzenie języka narastającego spontanicznie konfliktu, Hudson ocknął się wreszcie i przypadkiem przewrócił swój kieliszek, rozlewając chemicznie pomarańczowego drinka prosto na spodnie Liana. Ten nie zareagował od razu, początkowo jedynie przyglądając się z relatywnym zainteresowaniem rozrastającej się na blacie plamie. Dopiero kiedy zalała mu lewe kolano i zaczęła spływać wzdłuż łydki Mei przechylił głowę, spojrzał pod stół i rozmasował sobie palcami kąciki szczypiących od dymu oczu.

No to dla mnie to chyba koniec tego spotkania 一 oświadczył płasko, nie wiedząc, czy wzbierająca w nim niecierpliwość wynikała z obecności Hudsona i - cóż, kimkolwiek był mężczyzna gnębiący go uciążliwie nijakimi pytaniami - czy z drinka, jaki miał lada moment zastygnąć mu lepko na skórze. 一 Idziesz gwiazdo?
Pewne nawyki zdawały się być wyryte w kościach, bo gdy Lian wstał i odstawił na bok pusty kieliszek po felernym drinku, pierwszą rzeczą jaka zadziałała była pamięć mięśniowa. Z paskudną plamą na spodniach, widoczną tym bardziej przez tę chirurgiczną, obrzydliwą biel, uczepił się krańca blatu, natomiast drugą rękę wyciągnął zapraszająco w stronę Yeon.


Nie pamiętał dokładnie trasy przez zatłoczone nawet o tej porze miasto. Powieki ciążyły mu, a gdy już otwierał oczy miał wrażenie, jakby obserwował świat przez przybrudzony kalejdoskop; barwy rozmywały mu się i momentami dwoiły, nawet siedząca w ciszy obok Yeon wyglądała jak plama czerni z cieplejszymi akcentami w postaci biżuterii i jaśniejszych włosów.
Ostatnio były ciemniejsze 一 zauważył, kiedy w tej samej ciszy obydwoje stanęli w windzie, a jej drzwi zamknęły się powoli odcinając ich od lobby oraz ciekawskich spojrzeń boya hotelowego. To, że Lian wsparty lustro ewidentnie walczył z grawitacją nie przeszkadzało mu w dokonywaniu bardzo oczywistych odkryć. 一 Ale jesteś tak samo pyskata jak... kiedy w ogóle się ostatnio widzieliśmy?
Nie był pewien. Już dawno temu zgubił się we własnym kalendarzu, w przeciwieństwie do Sereny, która recytowała go na pamięć w perspektywie kwartału wprzód.
Mniej więcej w połowie mozolnej wędrówki windy ku apartamentom na górze uderzyło w niego nowe, mniej przyjemne wrażenie jakoby się dusił, więc drżącymi dłońmi sięgnął do guzików pod szyją. Śliskie i okrągłe, wykonane z masy perłowej, uciekały jego opuszkom, które po prostu ślizgały się irytująco i przez moment rozważał, czy po prostu nie rozerwać w cholerę tego piekielnego kołnierza.

Ja pierdolę, co za... 一 syknął rozeźlony, kiedy z prostej czynności problem rozrósł się na trwającą już ponad minutę walkę o odrobinę luzu. Morderczy kołnierz wciąż wpijał mu się w gardło i im dłużej to trwało tym bardziej Lian tracił cierpliwość. 一 Mogłabyś?


Seungyeon Han
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nasączona zapachem słodkich drinków, gorzkich papierosów i uczuciem zmęczenia atmosfera stawała się coraz gęstsza i dużo cięższa, niż zaledwie kilka minut temu. Zbyt duża ilość drogiego alkoholu, którego smak utrzymywał się na podniebieniu dużo dłużej, niż powinien, nie sprzyjał wymianie uprzejmości, czy rozmowom o produkcie. Yeon nie wypiła dużo, w przeciwieństwie do siedzących obok niej mężczyzn. Hudson był równie zmęczony jak ona i wystarczyło jedno spojrzenie na jego twarz, by zrozumieć, że miał dość. Ciemne oczy mężczyzny w sztucznym świetle, wydawały się nieco podkrążone, a każda drobna zmarszczka na jego czole, podświetlona. On również miał dość tego dnia, co było zupełnie zrozumiałe. Od rana musiał jej pilnować, jeździć razem z nią, dokąd by się nie udała i sprawdzać, czy wszystko szło zgodnie z harmonogramem dnia. Ambasador marki, którego nieszczególnie polubiła, w przeciwieństwie do niej i Hudsona, był w iście szampańskim nastroju. Pił drinka za drinkiem, proponując coraz ciekawsze, choć bezsensowne podpunkty kontraktu, które szybko naprostowywał Hudson. Yeon była tutaj zbędna. Niewiele miała do powiedzenia. Wierzyła natomiast w umiejętności swojego agenta, który przez długi czas ich wspólnej współpracy, nie zdążył jej jeszcze zawieść. Podziwiała go za to, że potrafił wszystko zaplanować. Poza tym jego umiejętności negocjacyjne były na wysokim poziomie, dlatego nie musiała obawiać się o układy, które mogłyby zadziałać na jej niekorzyść. Mogła odejść w każdej chwili od stołu, opuścić towarzystwo i wrócić do hotelu. Chciała jednak zostać. Posłuchać ich rozmowy i zapoznać się z warunkami umowy, o ile takowa ostatecznie zostanie nawiązana.
Lian… Również był w gronie tych zmęczonych, pijanych mężczyzn. Wypił kilka drinków za dużo, więc winą za jego kiepskie samopoczucie obarczała alkohol. Rozumiała jego niechęć do rozmowy i z trudem powstrzymywała uśmiech, gdy kątem oka dostrzegała zmęczenie malujące się na twarzy Liana. Mimo wszystko lubiła na niego patrzeć. W końcu był jej chłopakiem i mimowolnie raczyła go czułym spojrzeniem. W końcu ich związek był idealny. Dla świata byli razem, więc nie mogli psuć tej narracji. Wypuściła powietrze przez nos, z trudem powstrzymując się przed przeczesaniem palcami włosów Liana, gdy nachylił się w jej stronę. Hudson nie odpowiedział od razu na pytanie. Posłał w ich kierunku porozumiewawcze spojrzenie, sugerujące, że nie było w tym żadnej konieczności.
— Pan Ferrer chciał poznać osobiście Bambi, zanim zaproponuje jej współpracę. Resztą się zajmę — odpowiedział rzeczowo, uprzednio informując Liana o hotelu, w którym zarezerwowano apartament Han.
Słysząc wymianę zdań między Mei, Han i Ferrerem, odchrząknął napominająco, sugerując ukrócenie dyskusji. To był moment, w którym się ocknął, przewracając kieliszek, którego zawartość rozlała się na śnieżnobiałe spodnie Liana. Seungyeon odsunęła się od chłopaka na bezpieczną odległość, unikając zamoczenia drobnej koronki, którą wyszyta była suknia wieczorowa. Wystarczyło, że Mei był mokry. Nie musiała mu towarzyszyć w tym przedsięwzięciu. Yeon wymieniła z mężczyznami jeszcze kilka wyuczonych uprzejmości, po czym idąc za przykładem Liana, podniosła się z miejsca.
— Również będę się zbierać — oznajmiła, żegnając się skinięciem głowy i podała do Lianowi.


Odetchnęła z ulgą, gdy wyszli przed budynek, w którym odbywał się Fashion Week. Głośne śmiechy wychodzących gości i klasyczne melodie odgrywane przez wynajętych muzyków, zapewne znane większości zebranych osób, towarzyszyły im aż do samochodu, który odwiózł ich do hotelu. Nocna Barcelona pachniała latem — z tym kojarzył się Yeon zapach wpadający do wnętrza samochodu przez uchyloną szybę. Znad wybrzeża docierał zapach słonej bryzy, deszczu i jedzenia z mijanych przez samochód restauracji, które mimo późnej pory wciąż tętniły życiem. Następnego dnia, przed wylotem, planowała zrobić sobie jeszcze wycieczkę po mieście i zwiedzić kilka polecanych przez użytkowników google lokacji. Widziała niejedno miasto późną porą, zwiedziła ich sporo, ale za każdym razem wyglądała przez szybę ze szczerym podziwem. Chyba nawet żałowała, że szybko dotarli do hotelu. Yeon oczywiście wchodząc do środka, przywitała się z boyem hotelowym, machając do niego, jak do starego znajomego. Chłopak nieco się speszył, co uznała za dość urocze.
— Rozjaśniłam o dwa tony. Za to ty nie byłeś wtedy aż tak porobiony — powiedziała z rozbawieniem, przylegając plecami do znajdującego się za nimi lustra.
Pytanie nieco zbiło ją z tropu, bo szczerze mówiąc, nie pamiętała dokładnie, kiedy ostatnio się widzieli. Wydawało jej się, że minął miesiąc... może półtora. — Wydaje mi się, że z półtora miesiąca temu… Może więcej? Sama nie wiem.. — westchnęła. Przeczesała dłonią gęste loki, wsuwając ją między miękkie pasma i próbując sobie przypomnieć tamto spotkanie. Koncert? Zbiórka? Premiera albumu? To było trudne. Winda poruszała się mozolnie ku górze, testując cierpliwość Yeon. Chciała z niej wyjść, dojść do apartamentu, zdjąć sukienkę i przytulić do miękkiej pościeli. Myślami była już w łóżku. Szkoda, że tylko myślami. Fizycznie wciąż znajdywała się w windzie, której szum i powolne ruchy sprawiały, że Yeon uparcie walczyła z nadmierną sennością.
— Rety, jaki ten facet był denerwujący… — jęknęła niezadowolona, wywracając przy tym oczami. Rozmawiała z różnymi osobami, ale Ferrer był wybitnie męczący.

Po usłyszeniu soczystego ja pierdole, odwróciła głowę w stronę Liana. Mei przegrywał walkę z nieszczęsnymi guzikami od koszuli, a ona zastanawiała się przez chwilę, czy powinna mu w tym pomóc, czy może poczekać, aż sam o tę pomoc poprosi. Nie wątpiła w spryt jego palców. Odnosiła jednak wrażenie, że akurat tym razem ciemnowłosy był na przegranej pozycji.
— Oprzyj się, bo jeszcze się wypieprzysz — mruknęła, przysuwając się do niego bliżej, zmuszając go swoją bliskością do ponownego oparcia się plecami o lustro. Uniosła dłonie do kołnierzyka jego koszuli, wsuwając palce między materiał a ciepłą skórę szyi. Rozpięła pierwszy guzik powoli, z zadziwiającą starannością, pozwalając opuszkom palców przesunąć się nieco niżej, do drugiego.
— Drugi też ci przeszkadza? — zapytała, unosząc ponownie wzrok na Liana. Uderzająca różnica wzrostu między nimi nie stanowiła jednak przeszkody w podłapaniu jego spojrzenia. Z premedytacją nie odwracała wzroku. Chciała wiedzieć, czy potrafiła zwrócić na siebie jego uwagę. Była nieco próżna, ale nie zamierzała z tą cechą walczyć — przynajmniej nie teraz, zbyt dobrze się przy tym bawiła.


Lian Mei
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
24 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Nie pamiętał numeru swojego pokoju hotelowego.
Nawet w jego głowie, mimo że był naocznym świadkiem szczerości tej sytuacji i wiedział przecież, że nie stało za tym nic więcej, brzmiało to jak bardzo wyświechtana wymówka.
Nie pamiętam pod którym mnie... hmm. Powinno być chyba na karcie? 一 podjął i tak na głos, w trakcie gdy Yeon zlitowała się i pomagała mu właśnie rozpiąć ciasno przyszyty guzik. Tak, jakby Asher w perspektywie na kilka godzin wprzód usiłował się jeszcze przypomnieć. 一 Wszystkie mi przeszkadzają 一 stwierdził płasko i z jakąś wyjątkową dozą goryczy, tym samym kategorycznie zamykając temat. Uwolniony częściowo od drętwego wrażenia uścisku w gardle zrekompensował sobie zaraz ten brak niewygody i wgniótł sobie barierkę wyrastającą na wysokości łokcia przy lustrze prosto w nerkę.
Im bliżej pokoju tym bardziej czuł jak ramiona spinają mu się w pełnym napięcia oczekiwaniu, aż to wszystko się skończy aż winda wypluje ich do dusznego holu i puści w swoje strony.

To chyba nie zejdzie, co? 一 Znacząco odchylił na bok kolano pokazując barwną plamę na udzie; pamiątkę po bajecznie słodkim drinku jaki zasychał mu sztywną skorupą na kredowobiałym materiale. Satysfakcja jaka wykiełkowała gdzieś wśród tego pytania była zauważalna, ale jeżeli nie dość oczywista, Lian skwitował to jeszcze prychnięciem śmiechem przez nos. Prawie bezgłośnie - jakby kichnął.
Winda zdążyła ćwierknąć i otworzyć się szeroko na ich piętro zanim Mei znalazł w którejś z kieszeni kartę hotelową, więcej czasu zajęło mu odczytanie liczby - 1716. Przez chwilę próbował odcyfrować numer do góry nogami, ale 91L1 nie brzmiało w żaden sposób znajomo.
Zatrzymani pośrodku ciągnącego się monotonnie korytarza, z surrealistycznym wrażeniem znalezienia się w jakiejś liminalnej przestrzeni potęgowanym przez wszechobecną pustkę, Lian zapercypował w pewnym momencie, że tak czy inaczej będą musieli się rozdzielić. Co więcej, uświadomienie sobie, że pokój Yeon znajdował się w zupełnie przeciwnym kierunku sprawiło, że chcąc nie chcąc - poczuł zawód.

No i chuj 一 skwitował odkrycie rzeczowo, z powagą i trudnym do wytłumaczenia nerwem. Tym samym tonem zazwyczaj godził się na wszystko, na co w głębi duszy życzyłby sobie odpowiedzieć "wolałbym nie", a więc ze zrezygnowaniem nie mającym zbyt wiele wspólnego z pogodzeniem się z rzeczywistością. 一 Mój jest w drugą stronę.
Ale nie ruszył się z miejsca, nadal sztywno trzymając w ręku kartę i patrząc na nią z taką niechęcią, jakby właśnie mu naubliżała. Wiedział, że powinien był coś zrobić, kurwa, ruszyć się a nie wrastać w wykładzinę i zbierać z nią kurz, jednak stał tam zbolały jakimś wewnętrznym dylematem, którego nie potrafił jeszcze przełożyć na język ludzki.
Na karcie nie pojawiła się żadna podpowiedź, a nawet po tym jak Lian westchnął sobie od serca, wzruszył ramionami i wbił wyczekujące spojrzenie w sufit, rozwiązanie nie spłynęło na niego natychmiast. Dopiero kiedy po przedłużającym się epizodzie nieco niewygodnej ciszy ruszyli w swoje strony, a każde stuknięcie jej obcasa cichsze od poprzedniego drażniło go w jakiś niewytłumaczalny sposób, zatrzymał się gwałtownie i obrócił. Zdążył zwilżyć spierzchnięte wargi końcem języka zanim wypalił bezmyślnie w korytarz za plecami:

Mogę przyjść do ciebie później?
Naprawdę bardzo chciał w tym momencie zabrzmieć inaczej.
Mniej desperacko, mniej jak dzieciak, który nie do końca wierzy, że w ogóle wolno mu o tym pomyśleć. Wolałby bardziej obojętnie, a jeżeli nie, to przynajmniej jak ktoś, kto za takim pytaniem zadanym w środku nocy w pustym hotelowym korytarzu przynajmniej ukrywa wartą uwagi propozycję.

Zostanę tylko chwilę, wiesz, że lepiej śpię kiedy... wiesz przecież 一 uciął tłumaczenie, przypominając sobie, że z Yeon nie zna się mimo wszystko od wczoraj. 一 Przebiorę się.
Przełamanie było mu potrzebne. Dzięki temu nie musiał pytać o pozwolenie po raz drugi, zwłaszcza, że nie był gotowy na odmowę. Nie dźwignąłby jej, po prostu.



Seungyeon Han
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszystkie mu przeszkadzały — ale z resztą będzie musiał poradzić sobie samodzielnie. Patrząc po jego stanie trzeźwości, zdjęcie nieszczęsnej, białej koszuli i walka z guzikami, zajmie mu prawdopodobnie dłuższą chwilę. A dotarcie do pokoju? Hotel był ogromny, ciągnęły się nim przestronne korytarze, których było pełno na każdym piętrze. Oni jechali na to najwyższe, a tam układ był nieco inny, było kilka mało intuicyjnych zakrzywień, które mogły — acz nie musiały — zdekoncentrować. Bambi tym bardziej nie wiedziała, pod którym numerem został zameldowany. Miała natomiast nadzieję, że w całym zamieszaniu nie zgubił karty dostępu, wtedy naprawdę miałby problem. A ona nie chciała tracić czasu na szukanie jej. Była późna godzina, Yeon czuła się zmęczona. Odkąd wstała, brakowało jej czasu na podstawowe potrzeby. Harmonogram dnia rozjechał się ze względu na opóźnienia spowodowane problemami technicznymi sprzętu i nie miała kiedy tak naprawdę odetchnąć. Dopiero teraz miała tę chwilę, dlatego zamierzała wykorzystać ją jak najlepiej. Zignorowała przepełnioną goryczą odpowiedź Liana, którą kategorycznie zakończył temat i odsunęła się od niego, wywracając oczami. Mimo zmęczenia była w zdecydowanie lepszym nastroju. Właściwie Yeon bardzo rzadko towarzyszył kiepski humor. Była raczej pozytywnie nastawiona do życia, świata, ludzi i na ogół tryskała energią — zwłaszcza w większym gronie. Lubiła skupiać na sobie uwagę — karmiła swoje ego energią innych osób i ją przejmowała. W towarzystwie Liana była spokojniejsza.
— Nie sądzę. Wyrzuciłabym je na twoim miejscu. Poza tym biel to i tak nie twój kolor — uważała, że Lianowi dużo lepiej było w czerni. Jasne kolory wyglądały na nim nienaturalnie dziwnie i dodawały mu delikatności, która wizualnie średnio do niego pasowała. Czerń za to idealnie współgrała z jego ciemnymi, niesfornymi włosami i wyraźnymi rysami twarzy, podkreślając ich ostrość. Zupełnie jak kolor skóry. Lubiła ten kontrast między głęboką czernią ubrań a jasną cerą chłopaka. Nie była ekspertką modową, ale była przekonana, że ten kolor nadawał mu nie tylko charakteru, ale i podkreślał intensywność spojrzenia. Siebie wolała w jasnych kolorach, idealnie pasujących do jej osobowości. Bambi należała do sceny i reflektorów; Yeon do codzienności. Jazda windą była tak monotonna, że naprawdę mogłaby oprzeć głowę o ramię Liana i przysnąć. Uratował ich dźwięk zatrzymującej się windy i numer piętra wyświetlający się ponad drzwiami.
Wraz z wyjściem dziewczyny po korytarzu rozszedł się stukot wysokich obcasów. Zatrzymując się pośrodku, między pustą ścianą a drzwiami prowadzącymi do apartamentu, który tej nocy nie należał do niej, rozsunęła przewieszoną przez ramię kopertówkę. Odnalezienie karty z numerem pokoju nie sprawiło jej większego problemu — tkwiła wsunięta w niewielką kieszonkę, tuż pod palcami. Swój apartament zdążyła już wcześniej odwiedzić, więc znała numer. Mimo to odruchowo porównała go z tym widniejącym na karcie Liana. Jak można się było spodziewać, były różne, co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że za chwilę będą musieli się rozstać. Z wyraźnym rozczarowaniem podeszła bliżej i, chcąc upewnić się, że niczego nie pomylili, bezceremonialnie zajrzała mu przez ramię, porównując oba numery z odległości zdecydowanie mniejszej, niż wypadało. Najwyraźniej pojęcie przestrzeni osobistej nie robiło na niej większego wrażenia. Zaklęła w ojczystym języku, przenosząc niezadowolone spojrzenie z karty Liana na jego twarz. Akurat zerkał w sufit, jakby szukał w nim odpowiedzi na niezadane na głos pytanie.
— Serio nie mogli nam ogarnąć czegoś bliżej… Komunikacja jak zwykle na najwyższym poziomie — rzuciła markotnie, tym samym dając początek tej ciszy, która między nimi zapadła i w której się rozeszli.


Teoretycznie.
Praktycznie zatrzymało ją w miejscu pytanie Liana rzucone z głębi korytarza. Stukot obcasów ucichł, gdy odwróciła się przez ramię. Przez moment tylko patrzyła na niego, jakby próbowała ocenić, czy za tym żałosnym pytaniem kryło się coś więcej, niż prośba. Wiedziała o jego problemach ze snem. Nawet nie musiał nic mówić. Gdyby obudził się w środku nocy, i tak zostawiłaby drzwi otwarte, żeby mógł przyjść bez pukania. Nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni. Sama również nie zamierzała położyć się od razu. Musiała zrzucić koronkową sukienkę, zmyć ciężki makijaż i wreszcie przestać udawać kogoś, kim była przez ostatnich kilka godzin. Pół godziny minęłoby, zanim w ogóle znalazłaby się pod kołdrą.
— Możesz zostać do rana — przez chwilę i tak by się nie wyspał. Nie czekając na odpowiedź, odwróciła się i ruszyła dalej korytarzem. Stukot obcasów ponownie odbił się od ścian hotelu, aż zatrzymała się przed drzwiami swojego apartamentu. Zielona dioda zamigotała po przyłożeniu karty, zamek cicho kliknął, a Yeon zniknęła w środku. Nie zamknęła za sobą całkowicie drzwi, zostawiła je jedynie lekko przymknięte.
Zniknięcie za drzwiami było jak odcięcie się od ciężkiego wieczoru. Zrzuciła szpilki, zostawiając je przy wejściu, a zaraz za nimi kopertówkę, która także wylądowała na podłodze. Kilka minut później koronkowa sukienka ustąpiła miejsca nieco zbyt dużej, lecz miękkiej koszulce i krótkim spodenkom. Najwięcej czasu zajął jej prysznic i zmycie makijażu. Dopiero kiedy z twarzy zniknęły ostatnie ślady tuszu i rozświetlacza, mogła spojrzeć w lustro i zobaczyć po prostu swoje odbicie. Przysiadając na brzegu łóżka z niewielkim słoiczkiem kremu, zamierzała go odkręcić. Słysząc delikatne skrzypnięcie drzwi, nawet nie uniosła spojrzenia. Spodziewała się Liana. Jedynie przesunęła się odrobinę na łóżku, zostawiając więcej miejsca, jakby ten gest był równie oczywisty, jak codzienna pielęgnacja. — Nie zgubiłeś się na korytarzu?


Lian Mei
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
24 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Biel to i tak nie twój kolor.
Z jakiegoś powodu ze wszystkiego o czym rozmawiali przez ostatnią godzinę - mimo że nie było tego wiele - Lian zapamiętał szczególnie to jedno i teraz odtwarzał to sobie od nowa, gdy patrzył na plamę. Zdjęte spodnie wisiały przełożone przez wieszak, na którym wkrótce pojawiła się wygnieciona koszula. Jutrzejszego poranka obsługa miała znaleźć je podczas sprzątania pod łóżkiem, ale na razie Lian zostawił komplet na klamce do łazienki i odwrócił wzrok; nie zauważył nawet, że dygotał.
Woda pod prysznicem była gorąca, termostat przekręcony maksymalnie w lewo, a mimo to miał wrażenie, że ciepło było poza jego zasięgiem. Mógł się jednak przez chwilę pooszukiwać, prawda, pospacerować pod deszczownicą, pooglądać z bliska wszystkie kafelki i skupić się dla odmiany na czymś innym, gdy szorstką stroną gąbki próbował dotrzeć wszędzie. Wolał wówczas nie myśleć.
W łazience przypominającej szklarnię zostawił ręcznik i odzyskał częściowo trzeźwość, w szafie odnalazł jałowy, szpitalnie biały szlafrok i już nie miał siły by rozeźlić się na dobre. Przyjął tę przykrość jak pozostałe, traktując je po prostu niczym złośliwą konieczność na jaką nie miał wpływu, szlafrok założył i przewiązał się nim ciasno w pasie, tak energicznie jakby tym samym kategorycznie coś postanawiał. W rzeczywistości po prostu ciążyła mu ta dotkliwa cisza panująca w sypialni i kilka zbyt wyraźnych wspomnień minionego wieczora.

Odnalazł Yeon w jej pokoju, siedzącą na skraju materaca po jednej stronie łóżka. Słoiczek kremu w jej dłoniach podpowiadał mu, że była już po prysznicu, a to, że nawet nie podniosła głowy gdy domykał drzwi - że podobnie jak on, ten powtarzany schemat zawierający początkowe pozorne niezainteresowanie, pytanie zadawane tym samym sztucznie niezobowiązującym tonem i tę samą odpowiedź jakiej Han udzielała zawsze, uznawała już za pewną rutynę.
Jej pokój był jaśniejszy, Yeon w przeciwieństwie do niego zapaliła przynajmniej lampkę nocną, o walizkę rozłamaną dramatycznie na pół na środku prawie się potknął, a wciąż obecny zapach jej perfum pomógł rozwiązać uparty supeł, jaki zawiązał mu się na wysokości żołądka.
Cisza w tym pokoju brzmiała inaczej.
Odróżniam numery 一 odparł płasko, z przyzwyczajenia cierpko i z niezasłużoną niechęcią. Pewne przyzwyczajenia ciężko było wyplenić. 一 Może tylko trochę. 一 Postanowił jednak złagodzić ton czując, że nie powinien był atakować jedynej życzliwej mu osoby. Materac stęknął pod nim cicho sprężyną gdy usiadł po drugiej stronie łóżka, a Lian wziął bezmyślnie do rąk poduszkę z brzegu i palcami zaczął rozprostowywać drobne zmarszczki poszewki.
Mógł się po prostu położyć, obrócić plecami i spróbować zasnąć. Zazwyczaj tyle wystarczało by jego sponiewierany tryb czuwania odpuścił i pozwolił mu odpocząć, wątpił by tym razem było inaczej. Miewał gorsze wieczory, aczkolwiek Asher jak zwykle zawiesił poprzeczkę wysoko.

Nie zrozum mnie źle, martwię się o ciebie. W zeszłym miesiącu bez problemu mieściłeś się w zerówkę, więc co się stało?

Lian musiał mu to przyznać; Harland był świetnym projektantem, nawet okrucieństwo potrafił ubrać w doskonale skrojoną troskę. Gdyby nie był jej celem być może by mu uwierzył, tymczasem wciąż czuł gorycz na końcu języka i wyrzuty sumienia względem grzanki jaką zjadł na śniadanie zamiast swojego zwyczajowego przydziału migdałów.
Położył się po paru minutach upartego siedzenia w ciszy, obrócony tyłem do Yeon i z tą samą poduszką wokół której owinął ramiona, nie potrafił jednak odnaleźć komfortu. Coś uwierało go z każdej strony i czuł, że nie chodziło o materac.

Zamierzasz się położyć? 一 zapytał neutralnie, bez ciekawości i presji pośpiechu; pytał wyłącznie po to by utrzymać kontakt, upewnić się, że nie był sam nie tylko fizycznie. 一 Wszystko i tak wsiąknie w poduszkę.
To akurat była pewna złośliwość, zamierzona tym razem. Nawet odwinął się z jednego boku na drugi i utkwił nieruchome, sztywne spojrzenie w jej wyprostowanych plecach, przez moment uznając, że tyle mu wystarczy.
Włosy Yeon spływały puszystymi wstęgami załamując się na ramionach i plącząc przy końcach, więc niewiele myśląc Lian wyciągnął przed siebie jedną rękę i zapragnąwszy je porozdzielać chwycił za jedno z długich, miękkich pasm. Kołtun ustąpił praktycznie sam, nie musiał nawet wsuwać głębiej palców.

Zrobić ci warkocz, królewno? 一 sarknął ironicznie, udając, że wcale nie miał na to ochoty. Kiepsko zresztą - chęć była oczywista i trochę irracjonalna, bo przecież zwykle unikał fizyczności. Dzisiaj sam o nią zabiegał.
W ciszy odrzucił poduszkę i podsunął się bliżej, wsparł się o łokieć i chwycił w dłoń całą garść jej włosów by zapędzić je na tył i zorganizować sobie wstępnie całość. Myśl o zajęciu czymś rąk była świeża i uchwycił się jej desperacko, z mocnym postanowieniem nieroztrząsania natury tego absurdalnego zachciejstwa.
Kolejne skrzypnięcie uprzedziło niewielką zmianę pozycji - Lian podciągnął się do siadu - i w już znacznie bardziej zaplanowany sposób złapał jej włosy oburącz, jakby chciał ocenić ich gęstość i sprawdzić wagę. Szorstkość jaka pozostała mu na skórze zdradzała obecność lakieru, więc cmoknął krótko pod nosem.

Siedź prosto 一 zarządził krótko i rzeczowo, postanawiając za nich obydwoje. Jego chłodne palce wpłynęły pomiędzy pasma tuż przy skórze, mozolnie i cierpliwie pomagając Yeon rozluźnić się po znoszeniu ciężaru upięcia przez cały dzień. 一 Boli?


Seungyeon Han
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rutyna, zdaniem Yeon, była ważna w tej relacji z Lianem. Ze względu na napięte harmonogramy widywali się rzadziej, niż chciałaby Han. Doceniała wymieniane wiadomości i rozmowy, bo dzięki nim czuła, że Lian był naprawdę częścią jej życia — nawet jeśli nie było go obok, a ich współistnienie opierało się głównie na kontakcie internetowym. Podobnie jak ta krótka wymiana zdań. Oboje doskonale wiedzieli, jak wyglądała, a mimo to żadne z nich nie próbowało jej zmieniać. Być może właśnie dlatego Yeon tak bardzo ją lubiła. Dawała jej poczucie, że przynajmniej jedna rzecz w jej życiu wciąż pozostawała niezmienna.
Han darzyła toczące się w światłach reflektorów życie pewnym rodzajem miłości, którego jednoznaczne określenie byłoby trudne. Nastawiona na sukces i zdobywanie kolejnych wyżyn, nie potrafiła wyobrazić sobie siebie w innym miejscu niż na scenie. Ten świat przemawiał do niej feerią barw i dźwięków, gwarem oraz wiwatami szczęśliwych ludzi, którzy przychodzili na koncerty, by spędzić trzy magiczne godziny w towarzystwie swoich idoli. Relacja Yeon z branżą artystyczną wiązała się z wyrzeczeniami, na które w większości była gotowa. Wyrzekła się prywatności na rzecz życia publicznego — była to konsekwencja podjętej przez nią decyzji. Przestrzegano ją przed tym, gdy miała szesnaście lat. Zanim rodzice podpisali umowę z wytwórnią, dopytywali, czy jest na to gotowa.

Odpowiadała, że tak.
 

Chciała osiągnąć sukces, udowodnić sobie i innym, że mogła być kimś, i wciąż w to brnęła. Po trupach do celu.  
(Ale co o świecie, życiu i wyrzeczeniach miała wiedzieć zaledwie szesnastoletnia dziewczyna?)


Zbyt zaślepiona wizją perfekcyjnej przyszłości, zdawała się nie zwracać uwagi na trudności, jakie zaczęła miewać, odkąd wytwórnia zaczęła zbyt mocno ingerować w jej życie, ciało i funkcjonowanie. Coraz częściej dopadały ją stany depresyjne, niechęć do jedzenia, omdlenia i przekonanie, że wciąż ważyła zbyt dużo jak na idolkę. Dręczyły ją niczym koszmary z dzieciństwa i przerażające potwory zamieszkujące pod łóżkiem.

Dziecko, spójrz na siebie. Strasznie schudłaś, jesteś przemęczona — te słowa często wychodziły z ust jej mamy, gdy się widywały. Powtarzała wtedy, że czuła się dobrze, bo chciała ją uspokoić. 
Zjedz coś, przecież cię nie otruję — niby rzucane w żartach, wywołujące nieszczere uniesienie kącików ust. W rzeczywistości na samą myśl o jedzeniu robiło jej się niedobrze.

Nie mogła powiedzieć wprost osobie, która się o nią martwiła, że czuła się naprawdę źle. Łatwiej było jej udawać, że wszystko jest w porządku, niż przyznać, że cena za wymarzone życie zaczynała ją przerastać. Wciąż zależało jej na rozpoznawalności, pieniądzach i wszystkim, co przez lata kojarzyła z sukcesem. Była gotowa wiele poświęcić, by tego nie stracić. Nawet jeśli coraz trudniej było jej uwierzyć, że rzeczywiście nadal czuła się dobrze. Odnosiła wrażenie, że wciąż daje siebie zbyt mało, choć poświęcała wolne godziny na dodatkowe zajęcia, chociażby z tańca, żeby nadążyć za resztą grupy. Nigdy nie brakowało jej ambicji ani wytrwałości. Niektórzy mylili je jednak z próżnością i materializmem — a może po części właśnie tak było?
Odwracając głowę przez ramię, zerknęła na niego z lekkiego ukosa, gdy poczuła jego obecność tuż za sobą. Szorstkość jego tonu nie była ani obca, ani straszna. Zdążyła przywyknąć do tej oschłości i powściągliwości w słowach. W ich duecie to Yeon odgrywała rolę tej bardziej wylewnej, ekstrawertycznej i energicznej osoby. Mei potrafił ostudzić jej temperament trafnością argumentów — czasem nawet jednym, wystarczająco solidnym, by ściągnąć Yeon na ziemię. Nawet w tamtej chwili, gdy zerkała na niego kątem oka, trzymając w dłoni cholerny słoiczek z kremem, w jej spojrzeniu wciąż czaiło się rozbawienie i zaczepność, choć nie ukrywała, że była zmęczona całym tym dniem.
  — Czyli nie jesteś aż tak nietrzeźwy — obydwoje mieli beznadziejny wieczór.
 Zwalczyła w sobie dziwną potrzebę bliskości i chęci dotyku — rozważała przez chwilę przytulenie się do jego pleców i nawet byłaby skłonna to zrobić, gdyby Lian nie pokrzyżował jej planów przez zmianę pozycji. Odwracając się ku niemu, pozwoliła, by jej ciepłe spojrzenie przemknęło po jasnej cerze kontrastującej z czernią jego włosów. Włosy Yeon, spływające miękko po plecach, zafalowały wraz z tym ruchem, rozsypując się delikatnie na jej ramionach. Ciepłe światło nocnej lampki wtapiało się w jasnoorzechowe pasma, przenikając między nimi i naturalnie przyciemniając ich kolor.
  — Zamierzałam się położyć — zaoponowała, zakręcając słoiczek, który postawiła obok łóżka. Wsunęła go nieco głębiej, jakby odruchowo próbowała uniknąć rozlania jego zawartości, choć po nałożeniu nakrętki nie było już takiego ryzyka. — Dopóki nie uświadomiłam sobie, że mam obok siebie eksperta, który udzieli mi porad, nawet jeśli nie zostanie o nie poproszony — dokończyła swoją myśl, przyjmując nieco uszczypliwy ton, nieszczególnie pasujący do naturalnie miękkiego sposobu bycia i filigranowego wyglądu Yeon, a jednak dodający jej charakterystycznej zadziorności.
Zamarła na krótką chwilę, bardziej zaskoczona samym gestem niż bliskością.
Poczuła delikatne szarpnięcie gdzieś przy końcach włosów, a zaraz potem jego palce, które z łatwością rozdzieliły splątane pasmo. Lian z reguły stronił od bliskości, czy fizyczności — w przeciwieństwie do Han, która do niej lgnęła. Królewno — prychnęła z rozbawieniem, słysząc to irracjonalne określenie. Królewną prawdopodobnie chciała być w wieku ośmiu lat. Gdyby miała teraz wybierać posadę na królewskim dworze, najchętniej zostałaby królową. Podświadomie czuła, że spełniłaby się w tej roli. Kiedy zebrał w dłonie większą część jej włosów, Yeon odruchowo uniosła podbródek. Czuła ciężar własnych pasm przesuwających się po plecach, a potem jego palce, które ostrożnie porządkowały je na karku. Zabawne było to, jak szybko zniknęła jej wcześniejsza potrzeba droczenia się z nim.

Obecność Liana była tak namacalna, że czuła ją pod powierzchnią skóry.

— Nie, na razie nie boli... — przyznała cicho, kiedy kolejny ruch palców Liana, rozluźnił napięcie zbierające się u nasady włosów. Odchyliła głowę, spoglądając na niego przez ramię. Przez chwilę trwała w tej pozycji, czując jego dłoń wciąż zaplątaną między niesfornymi pasmami. W końcu przesunęła się nieco na materacu, jakby nagle uznała, że siedzenie tyłem do niego przestało jej odpowiadać. Obróciła się powoli, zahaczając kolanem o jego nogę. Włosy przesunęły się po jej plecach i ramieniu, rozsypując się między nimi, ale nie wszystkie wymknęły się z jego dłoni. Kilka długich pasm nadal pozostawało między jego palcami. Mogła je odsunąć, lecz świadomie tego nie zrobiła.
— Ale mogłoby zacząć, gdybyś na przykład przestał. To byłoby naprawdę okropne — sugestywny ton, którego wobec niego użyła, w rzeczywistości był przyzwoleniem na dotyk. — Poza tym, stęskniłam się za tobą — jak za przyjacielem, czy może chłopakiem, do którego egoistycznie rościła sobie prawa, skoro dla świata byli szczęśliwą parą? Za jednym i drugim. Lubiła do niego wracać po dłuższym czasie nieobecności i chciała się nim nacieszyć, skoro już dostawała do tego prawo.


Lian Mei
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
24 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Starał się nie roztrząsać na czym dokładnie opierała się ich relacja. Oczywiście wciąż przyjmował ten mało śmieszny koncept aranżowanej pary jako coś, czego rozumieć nie musiał, w końcu liczył się efekt przed kamerą, mimo to Lian od czasu do czasu przypominał sobie, że taka Yeon - jak by na to nie patrzeć - mogła mieć na ten temat zgoła odmienne zdanie.
Jemu wystarczało po prostu, że od czasu do czasu doświadczał luksusu jej obecności obranej z wyćwiczonych uśmiechów, ustalanych z wyprzedzeniem póz, całej tej sztucznej powłoczki nadającej apetyt kamerom kierowanym w ich stronę. Lubił ją taką właśnie: rezolutną, chętną do wymiany drobnych uszczypliwości i - przynajmniej w jakimś stopniu - oporną na okazje do przehandlowania jego słabości dla własnej korzyści. Nie wątpił, że co najmniej kilka większych portali plotkarskich z przyjemnością wyprodukowałoby dla niej przychylny panegiryk w zamian za szczegóły dotyczące jego systematycznych rejterów do kliniki w Alberobello czy Los Angeles.
Tylko zmęczony 一 skwitował dla zasady, jednocześnie wciąż przeplatając pojedyncze pasma jej włosów między swoimi palcami. Na krótko zacisnął mocniej wargi ni to w uśmiechu ni innym nieczytelnym grymasie, zrobił krótką pauzę na oddech i wypuścił powietrze nosem, poruszając jego skrzydełkami. Nie odpowiedział na tę zaczepkę bo wiedział, że skoro zdołał przekonać ją do jakiejś aktywności mógł się spodziewać, że będzie ich więcej.
Z jego strony padło kolejne kategoryczne westchnienie, wyprostował się nawet i ściągnął łopatki tak, jakby zamiast do bardzo zaimprowizowanego zaplatania warkocza zasiadał właśnie do pianina, po czym kolejna porcja ciszy rozcieńczyła ogólne napięcie. Nie wiedział czy Han również czuła ten sam uporczywy ucisk na wysokości żołądka, jemu w każdym razie odrobina milczenia i możliwość skupienia się na czymś prostym ulżyła dość, by złapać głębszy oddech.
W ciszy obecnej wraz z nimi i kładącej się miękko tam, gdzie sam nie czuł się pewnie ze słowami, Lian rozdzielił precyzyjnie jej gęste włosy na trzy równe części i przymierzył się do pierwszego przeplotu. Jednocześnie odsłonił fragmentarycznie jej kark, a na tę nagłą plamę jasności jego wzrok podążył niżej, pierwszy raz świadomie odkrywając jak harmonijne były proporcje tej wąskości do ramion. Nie zauważył tego nigdy wcześniej. Niedokończony warkocz utknął w początkowej fazie i dopiero po chwili ostrym akcentem do wcześniejszego spostrzeżenia przebił się dostrzeżony obojczyk. Dołeczek tuż za nim z jakiegoś irracjonalnego powodu przywołał mu na myśl skojarzenie z herbacianą czarką i jednocześnie zaniepokoiło go to odkrycie; wydało mu się nagle, że Yeon była o wiele szczuplejsza niż te kilka tygodni temu, gdy widzieli się w Nowym Jorku.
W Londynie.
W Paryżu.
W Seulu?
Zanim do tego doszedł, Han obróciła się i niedokończony warkocz wyślizgnął mu się z palców, na co Mei cmoknął z niezadowoleniem i zaklął rodzimym, nieco zniecierpliwionym tā mā de.
Stuknięcie jej kolana o swoje udo pozostawił bez komentarza, ale zerknął w stronę kolizji i znów westchnął sobie ciężko od serca. Robił to dość często tej nocy, może miało to jakiś związek z dusznością towarzyszącą mu jeszcze w windzie.

Mówiłem ci, żebyś się nie ruszała 一 wypomniał niejako tłumacząc dlaczego przerwał. Wyglądało na to, że nie do końca miał świadomość tego jak bardzo irytujący potrafił być gdy udawał, że nie dostrzegał w jej intencjach żartu, z drugiej strony traktowanie wszystkiego z tą samą dozą znużenia i powagi weszło mu chyba w nawyk.
Był gotowy na jej pyskatość, nie zaskakiwała go znajoma chęć droczenia się z uporu, lege artis.
Na „stęskniłam się za tobą“ - nie.

To pewnie moja ekspertyza, której udzielam nawet jeżeli nie zostanę o nią poproszony.
Brak jednoznacznej deklaracji z jego strony czy choćby luźnego nawiązania nie oznaczał, że sam nie tęsknił, po prostu nie potrafił z taką łatwością się do tego przyznać tak, jak robiła to ona. Prawdopodobnie ich tęsknota posiadała pozornie ten sam wspólny mianownik, ale różniła się w szczegółach.

Mam dokończyć? 一 Zdawało się, że pytanie dotyczyło wiszącego na jej ramieniu luźnego warkocza, ale Lian ni spieszył się do ponownego chwytania za rozsypujący się supeł.
Brakowało mu jej gadatliwości, słowotoku zdejmującego z niego ciężar wszystkich myśli, od jakich nie potrafił skutecznie się opędzić. Brakowało mu jej głosu, ale nie tego z podciągniętej przez studio piosenki krążącej po wszystkich stacjach radiowych od Sydney po Chicago. Brakowało mu jej zdolności kształtowania atmosfery, gdy nawet w najgorszych chwilach Yeon wchodząc do pomieszczenia wnosiła ze sobą jakieś ciepło i lekkość. Być może nie było idealnie, ale dzięki niej mógł znów oddychać.
Jedyną rzeczą jaka wisiała między nimi od dawna, niedoprecyzowaną i wprawnie omijaną w rozmowach, była kwestia charakteru ich relacji. Nie oficjalnego - to o dziwo nie pozostawiało miejsca na wątpliwość i swobodne interpretacje. Gdy zostawali sami, poza zasięgiem kamer i poza narracją tych wszystkich Dobrze Życzących czy opiniotwórczych ponoć, wtedy Lian naprawdę nie wiedział kim dla niej jest ani kim mógłby być, gdyby zechciał.
Patrząc na nią teraz, odrobinę za długo i zbyt blisko by udawać, że jego ta tęsknota wcale nie dotyczyła, Lian zastanawiał się jak wiele osób miało okazję zobaczyć ją taką jak teraz: bez makijażu, z nieco zbyt grubą warstwą kremu w okolicach czoła, z włosami krnąbrnie umykającymi z wymyślnych upięć i w zwykłej bawełnianej piżamie.
Lubił oczywiście jej sceniczny wizerunek, skłamałby mówiąc, że jest inaczej; jego sympatie i ulubiona estetyka były raczej powszechnie znane, sam zresztą nie ukrywał, że osobiście był w pewnym sensie fanem niektórych pomysłów Han. To, że pod warstwą gotyckiej koronki, głębokiej czerni i dopracowanej stylizacji rozpoznawał tę gadułę bez filtra i zupełnie zwyczajną dziewczynę jedynie potwierdzało, że pod koniec dnia każde z nich musiało i rezygnowało z wykreowanego wizerunku, bo coś nieustannie ciągnęło ich do jakiejś wiarygodności. Czegoś na czym można było oprzeć myśl, że wciąż byli sobą i nadal posiadali to tego prawo.

Nie masz jutro sesji z samego rana? 一 zapytał wstępnie, niezobowiązująco i jeszcze bez konkretnego planu. Nie znał jej grafiku, nie wiedział jak dokładnie wyglądał jej typowy harmonogram dnia, równie dobrze poranek mógł być zarezerwowany na morderczy trening albo próbę zespołu. 一 Ach, właśnie.
Nagle ożywił się, a spojrzenie uparcie utkwione dotąd na wysokości jej warg pomknęło w kierunku jej nieco zmęczonych oczu. Wargi pozbawione szminki były bledsze, miały ten śliczny piwoniowy odcień różu, do którego miał słabość.

Więc moja agentka twierdzi, że dostałem ostatnio kilka listów z pogróżkami od twoich fanów. Nie czytałem 一 Lian nigdy ich nie czytał 一 ale podobno kwalifikuje się pod pozew. Muszę być naprawdę fatalnym partnerem skoro twój fanklub postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
Przesadzał oczywiście. Droczył się - wisiało mu to przecież i wspomniał o tym wyłącznie by zagaić temat, do którego w rzeczywistości zmierzał - i nawet dźwignął blady uśmiech.
Tym razem materac skrzypnął cicho po jego stronie, gdy siedząc na przeciwko niej złożył bezradnie przedramiona na własnych kolanach i wychylił się głęboko w przód. Był na tyle blisko by stwierdzić, że wcześniej nie było to tylko złudne wrażenie, ale Yeon naprawdę znacząco schudła. Bez błyszczącej łuny rozświetlacza na policzkach i pociągnięć brązera cienie na jej twarzy kładły się głębiej i nie można było zrzucić ich obecności na pracę stylisty.
Ze wzrokiem utkwionym wciąż w jej oczach odwiódł koniuszkami palców luźne pasmo włosów przelewające się przez jej ramię, tą samą ręką chwycił ją później pod szczęką tym samym skłaniając by uniosła głowę.

Nadal trzymasz się diety? 一 Bardziej stwierdził niż zapytał, studiując jej drobną twarz badawczym spojrzeniem. 一 Ostatnio sporo o tym myślałem. Popierdoliłem to, powinniśmy jeść, powinniśmy... przestałem słuchać. Czasami.


Seungyeon Han
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szanowała ich relację prywatną bardziej niż pokazową. Nawet jeśli sprecyzowanie jej sprawiało trudności, bo nie było szufladki, do której mogliby zostać zamknięci, ani zapisanej karteczki, na której widniałyby słowa podsumowujące to, co między nimi było. To, co pokazywali światu, było dużo łatwiejsze do skategoryzowania. Odgrywali rolę, która została im przypisana na potrzeby biznesowe. W blasku fleszy musieli odgrywać szczęśliwą parę. Najlepiej idealną, taką, na jaką zasługiwał świat. Dzięki rozpoznawalności Liana Yeon była dużo bardziej widoczna. Nie była już tylko członkinią grupy k-popowej — była dziewczyną młodego, ambitnego pianisty, ulubieńca ludzi i tłumów. To też rzutowało na jej wizerunek. Odkąd zaczęła „spotykać się” z Lianem, zainteresowanie jej osobą znacznie wzrosło, zaczęła dostawać więcej propozycji. Nie chciała wybijać się na jego nazwisku — chciała wykorzystać okazję. Sytuacja, w której się znaleźli, bardzo jej odpowiadała. Nie mogła powiedzieć tego samego o męskiej części swoich fanów. Ci często wyrażali wzburzenie i frustrację poprzez wylewanie jadu w komentarzach na portalach społecznościowych. Ja pierdolę, przecież oni nawet do siebie nie pasują —było tego dużo więcej, gdzieś pomiędzy wrzucaniem serduszek w komentarzach i propozycjami małżeństw zarówno ze strony fanów Yeon, jak i fanek Liana, które prawdopodobnie marzyły o pierścionku zaręczynowym.
To była łatwiejsza część ich relacji.
Na prywatną trudniej było znaleźć słowa.
Może klucz tkwił w tym, że nie wszystko dało się opisać słowami, bo niektóre rzeczy po prostu były. Nikt nie zastanawiał się nad tym, czy po zajściu słońca na niebie pojawi się księżyc — to było naturalne, zupełnie jak obecność Liana, którą ceniła sobie Yeon. Nazywając go przyjacielem, nie kłamała. Nie kłamała też wtedy, gdy mówiła, że za nim tęskni. Lubiła jego bliskość i chłód palców, gdy jej dotykał. Wiedziała, że emocje, które w niej wywoływał, były szczere. Szczerze się przy nim śmiała, dzieliła swoimi przeżyciami, opowiadała historie, które prawdopodobnie nawet go nie interesowały. Czymkolwiek było uczucie, którym go darzyła, było niepodważalnie prawdziwe. Szukanie słowa, którym mogłaby je opisać, zabiłoby sens jego istnienia. Uważała, że było wyjątkowe właśnie dlatego, że nie była mu przypisana żadna definicja — co paradoksalnie nie oznaczało, że nie czuła się tym zmęczona. Chciała wiedzieć, kim dla niego była. Zależało jej na nim, może nawet bardziej niż by chciała, niż obydwoje by chcieli. Granica między ich relacją publiczną a prywatną zacierała się w miejscu, w którym powinna pojawić się nieprzerywana, grubo narysowana linia. Dręczyło ją najbardziej to, że nawet jeśli, z jej strony było tu coś więcej niż koleżeństwo, czy przyjaźń, chciała skupić się przede wszystkim na karierze.

Bawiły ją jego westchnięcia — w myślach już zaczęła je liczyć. Od północy zdążyła je usłyszeć ze cztery, może pięć razy. Pierwsze pojawiły się podczas rozmowy z ambasadorem, kolejne w windzie, jeszcze jedno na korytarzu, a te ostatnie zaledwie kilka sekund temu. Pochyliła lekko głowę, przysłaniając dłonią usta, by nie parsknąć śmiechem na skojarzenia, które pojawiły się w jej głowie. Dotarło do niej, że Lian mimo swojego wieku, odnalazłaby się w roli starszego pana siadającego na bujanym krześle. Potrafiła wyobrazić go sobie siedzącego na słomianym, bujanym krześle na tle pola kukurydzy, wzdychającego ciężko i od serca za każdym razem, gdy ktoś od niego młodszy, zarzuci absurdalnym pomysłem. Nawet jeśli siedzieli przez chwilę otoczeni bezsłowną ciszą, tak tej ciszy brakło, gdy Yeon napędzana wyobraźnią, szczerze się zaśmiała. — Dobijesz dzisiaj do dziesięciu takich westchnień?

trigger warning
Zaburzenia odżywiania.

Schudła — codziennie sprawdzała swoją wagę w obawie o to, że z dnia na dzień po prostu przytyje. Ciemnym cieniem, gdzieś w umyśle Yeon, pojawiało się przekonanie i obawa o to, że za chwilę znów przytyje, a rozmiar ubrań, jaki nosiła, będzie musiała zmienić na większy. Przekonanie o nadwadze — mimo zapewnień ze strony bliskich jej osób — było silniejsze od rzeczywistości. Rzeczywistość była taka, że traciła na wadze. Już wcześniej eksponowała zaostrzony łuk obojczyków, który swoją drogą, bardzo lubiła. Teraz wgłębienie było głębsze, ramiona dziewczyny smuklejsze. Bawełniana bluzka od piżamy, nieco przyduża, nie w jej rozmiarze, zsuwała się z drobnych ramion, odsłaniając je wraz z dekoltem. Nie czuła się najlepiej w swoim ciele. Zatruwała swoje myśli kompleksami i przekonaniem, że wciąż nie była idealna. Przyglądała się swoim koleżankom z branży, które w jej osobistym odczuciu, prezentowały się perfekcyjnie i chciała wyglądać podobnie.
Ściśle przestrzegała diety, licząc nieustępliwie kalorie. Za każdym razem, gdy przekraczała ilość dozwoloną, robiło jej się niedobrze i była na siebie wściekła. Rano nie potrafiła zmusić się do śniadania, a jeśli już, nie było tego zbyt wiele. Nie lubiła, gdy mama zapraszała ją do siebie na obiad. Gotowała smacznie, zawsze ładnie pachniało i wyglądało, ale nakładała zbyt duże — zdaniem Han — porcje. Robiło jej się słabo od samego patrzenia. Często wmuszała w siebie jedzenie, bo nie chciała zrobić przykrości swojej rodzicielce. W końcu po przełknięciu pierwszej porcji z łyżki z drugą powinno być łatwiej. Błąd. Z drugą było jeszcze gorzej — zamiast jeść, myślała ile o ilości kalorii w jednej miseczce japchae. Jeszcze kilka lat temu to było jej ulubione danie, teraz nie mogła na nie spojrzeć bez obrzydzenia. Nie czuła się najlepiej, ale powtarzała sobie w myślach, że robi to dla siebie. Chciała być w pełni usatysfakcjonowana swoim wyglądem, bo jak na razie, przeglądając się w lustrze, wciąż zastanawiała się nad tym, z czego powinna jeszcze zrzucić, żeby uzyskać wymarzone proporcje ciała. Odbijało się to na jej wyglądzie zewnętrznym, choć ona tego nie dostrzegała, a jeśli już, zrzucała to na przemęczenie, czasem wahania hormonalne czy inne problemy natury kobiecej. Dopiero po zmyciu makijażu na wierzch wychodziły niedoskonałości jej cery, ale na szczęście bez makijażu widywała ją tylko rodzina i Lian, jak już się spotykali. Przed nim nie musiała się maskować; mierzył się z podobnymi problemami i presją otoczenia.

Obdarzyła go łagodnym spojrzeniem, przechylając niepokornie głowę.
— Ty mi mówisz, że mam się nie ruszać, a ja niekoniecznie słucham. Średnio lubię to robić — westchnęła markotnie, patrząc na niego w sposób szukający aprobaty i zrozumienia.
Siedzenie w jednej pozycji było męczące. Bardzo tego nie lubiła. Zaciskanie palców na materiale bluzki, czy wyciąganie pojedynczych nitek z krótkich spodenek nie było nawet w połowie tak satysfakcjonujące, jak rozmowa. Nawet fryzjerzy i makijażyści z nią rozmawiali. A Lian, choć dotykał jej włosów i sprawiał jej w ten sposób przyjemność, wybrał ciszę — często wybierał ciszę. Nie wymagała od niego słownych deklaracji, choć sama chętnie nimi rzucała i dzieliła się swoimi odczuciami. Dlaczego miałaby udawać, że jest inaczej, skoro nie widziała go przez te kilka tygodni? Lubiła mieć go obok siebie. Wymieniane wiadomości to jedno — one nie zastępowały przytulenia, nawet jeśli chęć do tego była z reguły jednostronna, czy rozmowy, gdy siedzieli naprzeciw siebie, obok, albo dzielili jedną przestrzeń, przebywając w różnych pomieszczeniach.
W pokoju hotelowym było po prostu dobrze.
— Dokończ, ale już nie będę się odwracać. Wole na ciebie popatrzeć. Zabawnie marszczysz brwi, jak się skupiasz. Tutaj najbardziej widać — uniosła się nieco, by dotknąć palcem wskazującym do wybranego przez siebie miejsca między brwiami Liana. Kąciki ust dziewczyny uniosły się w lekkim uśmiechu; podłapała jego spojrzenie zawieszone na wysokości jej ust. Uśmiechnęła się, bo dostrzegła zainteresowanie z jego strony. Nim odpowiedziała na pytanie o następny dzień, zdążyła minąć chwila — wystarczająco długa, by Lian nieco się ożywił i uniósł wzrok. — Wyjątkowo mam czas dla siebie. A ty? — zapytała, przesuwając palcami wzdłuż luźno opadającego kosmyka włosów, łaskoczącego po obojczyku i dekolcie. A może... Może będą mieli trochę czasu, żeby spędzić go wspólnie?
Zainteresowanie Yeon wzbudziły kolejne słowa Liana. Zerknęła na niego ze zdumieniem, może niedowierzaniem, które wymalowało się na twarzy dziewczyny, gdy powiedział o pogróżkach. Otworzyła szerzej oczy i rozchyliła lekko usta, szykując się do błyskotliwego komentarza, którym mogłaby rzucić w celu odniesienia się do sytuacji. Poczuła przypływ zażenowania i rozczarowania zachowaniem swoich fanów. Nie miała wpływu na tych ludzi, może za bardzo się tym przejmowała, ale to, co usłyszała, nie było ani trochę miłe. Pochyliła głowę, chowając twarz w dłoniach, jakby tym gestem chciała odciąć się grubym murem od słów Liana. Zerknęła na niego, uprzednio rozsuwając palce. W odsłoniętych tęczówkach Yeon połyskiwało szczere rozbawienie.
— Mają rację. Przecież poświęcasz mi za mało czasu... Nie wiem, ile dostałeś tych pogróżek, ale każda z tych osób na pewno poradziłaby sobie lepiej na twoim miejscu. Może poczytaj te listy i wyciągnij odpowiednie wnioski, co? — ułożyła dłonie w poprzedniej pozycji — oparła je o łóżko, blisko swoich kolan. Nie była zdziwiona tymi listami. Poczułaby się zaskoczona dużo bardziej, gdyby ogłoszenie związku Bambi i Liana spotkało się z ciszą. To był gorący temat. Przeglądając portale społecznościowe natrafiała na ich wspólne zdjęcia. Nagłówki często ją bawiły, podobnie jak fakty przekazywane z ust do ust, bo każdy dziennikarz odbierał inaczej słowa, których używali podczas wywiadów.

Została w miejscu, gdy Mei wychylił się w jej stronę, znacząco zmniejszając dzielącą ich odległość — była pewna, że poczuła muśnięcie ciepłego powietrza na swoich ustach. Zatrzymała na chwilę oddech w piersiach, starając się zachować nad nim kontrolę. Nie przewidziała tego, że ten jeden, niby niezobowiązujący gest, przywoła ciepło na jej policzki. Powiodła spojrzeniem za ruchem jego palców, zapamiętując to uczucie, które zaczęło jej towarzyszyć, gdy Lian przeczesywał pasma jej włosów. Czuła się wyjątkowo, gdy to robił. Świadomość, że postępował z nią w ten sposób, choć z reguły unikał dotyku, napawała ją satysfakcją. Unosząc palcami jej podbródek, zmusił Yeon do skrzyżowania z nim spojrzenia. Była pewna, że odbijające się w ciemnych oczach światło lampki nocnej zdradzało czający się w nich błysk, jakim obdarza się tylko kogoś wyjątkowego.
Czuła się zmieszana.
Odsłonięta.
Niepewna.
Uczucie niepewności spotęgowało pytanie o dietę.
— Tak, trzymam się diety. Nie mogę jeść, Lian. Nawet jakbym chciała, po prostu nie mogę... — odpowiedziała ledwo słyszalnie, jakby próbowała uhonorować ciszę, która w tym momencie wydawała jej się dużo potrzebniejsza, niż zazwyczaj. Siedzenie naprzeciw niego, z ciemnymi tęczówkami wbitymi w te jej, sprawiało jej dyskomfort. Nie mogła mówić o swojej diecie z tą całą pewnością siebie, którą na ogół emanowała.
— Muszę jeszcze schudnąć, żeby w końcu zacząć się sobie podobać. Słyszałam uwagi, że wciąż ważę za dużo. Mój wygląd to główna rzecz, jaką mam do zaoferowania... w tej branży liczył się nie tylko talent, ale przede wszystkim wygląd. Wszystko zaczynało się od dobrej prezentacji. Ładne opakowanie przyciągało uwagę ludzi, bo to głównie po nim oceniano innych. Jeśli w grupie byłyby piosenkarki plus size, prawdopodobnie nie przyciągnęłyby takiej uwagi. Na pewno nie w takiej ilości jak atrakcyjne, pełne życia kobiety o delikatnych rysach twarzy i drobnych posturach.
Sięgnęła prawą dłonią do nadgarstka Liana, zaciskając na nim lekko ciepłe palce z zamiarem odsunięcia jego dłoni od swojego podbródka. Temat, który poruszył, był dla niej trudny i niewygodny. W swoich zaburzeniach zamykała wszystkie swoje demony i zagwozdki, którymi nie chciała dzielić się ze światem. Nawet jeśli tą osobą był Lian — wolała zachować te myśli dla siebie, w tej bezpiecznej strefie, niemożliwej do przekroczenia przez kogoś innego. Chciała być z nim szczera, lecz nie potrafiła mówić o swoim zaburzeniu, potwierdzonym zresztą przez terapeutę, bez załamania głosu. Miała ochotę odciąć się od tego tematu, bez wywlekania na wierzch tego, co przynosiło uwierający dyskomfort, może nawet cierpienie, z którym nie do końca potrafiła sobie poradzić, mimo rozmów z terapeutą.
— Czemu przestałeś... — wypuściła powietrze nosem, przymykając przy tym oczy. Ciemne rzęsy dziewczyny rzuciły cień na jej policzki, a chwilę później uniosły się wraz z powiekami.
— To twój wybór. Masz prawo samodzielnie podjąć decyzję i wybrać, co jest dla ciebie lepsze. Tylko postaraj się nie mieć wyrzutów sumienia, są najgorsze... I to chyba najtrudniejsza część — wyniszczające. Nawet jeśli Yeon nie potrafiła zrezygnować zdjęty, zbyt skupiona na swoim wyglądzie i prezentacji, nie mogła wymagać tego samego od Liana.

To było jego życie.

Jego decyzja.

Jego ciało.


Choć niektórzy nieszczególnie chcieli to zrozumieć, bo byli przekonani, że mają prawo decydować o czyimś wyglądzie. Życiu. Wszystkim.

Lian Mei
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”