ODPOWIEDZ
25 y/o
Catch the local sports fever
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W rankingu rodzinnych osób prawdopodobnie plasowałby się na jakimś zaszczytnym miejscu – tak gdzieś w okolicach szarego końca. Doskonale mógł o tym świadczyć fakt, że od czasu swojego powrotu do Toronto – a tego minęło już zaskakująco sporo, zwłaszcza jak na to, że nie planował wracać wcale – nie spotkał się ani razu z własną matką, za to całkiem nieźle radził sobie z ignorowaniem okazjonalnych połączeń od niej. Prawie tak samo skutecznie jak z unikaniem spotkań z Dougiem, co mogłoby już zakrawać na niemały wyczyn, skoro przez przeszło półtora roku co najmniej kilkukrotnie zdążył wplątać się w coś, w co musiała zaangażować się policja. I za każdym razem udawało się to załatwić bez obecności ojczyma, co można byłoby już uznać za niemały sukces – nawet jeśli więcej niż pewne było to, że o wszystkich tych sytuacjach i tak dowiadywał się po fakcie. Czego zresztą nietrudno było się domyślić, choćby przez to, że większość tych ignorowanych połączeń od matki jakoś tak zupełnym przypadkiem całkiem nieźle zgrywała się z tym wszystkim czasowo…
Niezbyt często znajdował czas również na to, by spotkać się z Chloe. I chyba nawet można byłoby zaryzykować stwierdzenie, że kiedy już mieli okazję się widzieć… najczęściej odbywało się to w jej miejscu pracy, jeśli akurat właśnie tam Dante postanawiał wypić kilka – lub kilkanaście, zależnie od okoliczności – drinków. Choć i to nie trafiało się zbyt często, bo jakoś tak się składało, że Emptiness niekoniecznie było najczęściej wybieranym przez niego miejscem.
A jednak wcale nie wahał się w momencie, kiedy przez myśl przeszło mu, żeby napisać do kuzynki i zaproponować jej spotkanie na plaży. Chyba też nie zastanawiał się za bardzo, czy podobnie niespodziewana propozycja mogłaby ją jakoś szczególnie zaskoczyć. W końcu… spędziła z nim pod jednym dachem dostatecznie wiele czasu, by nauczyć się już chyba, że po prostu powinna spodziewać się wszystkiego. Na przykład zioła ukrywanego regularnie w jej pokoju na wypadek, gdyby Douglas postanowił w jakiś sposób zaszkodzić jego zapasom. Albo umówienia jej na randkę-niespodziankę z tym jednym gościem z liceum, którego zdjęcie mogłoby idealnie ilustrować przykład najbardziej stereotypowego nerda. Ewentualnie całkowicie przypadkowego wyłączenia bezpieczników i odcięcia prądu w domu akurat w momencie, kiedy Chloe zbyt długo okupowała łazienkę podczas jakiejś relaksującej kąpieli…
Albo – jak w tym wypadku – tej nagłej wiadomości z propozycją spotkania. I nie tylko. Bo wystarczyło tylko zerknąć w kierunku baru, w którym najwyraźniej organizowano wyjątkowo ciekawy konkurs, żeby dojść do wniosku, że takiej okazji po prostu nie można było zmarnować. Niezależnie od tego, co na ten temat miałaby sądzić Chloe – bo o zdanie raczej nie zamierzał jej pytać, po prostu zaciągając ją do tego upatrzonego baru.
Co ty na to, żeby tak dla odmiany ktoś zrobił drinka tobie? – uśmiechnął się, podsuwając jej pod nos zgarniętą z lady ulotkę z informacją o konkursie. – I tak, możesz pouczać barmana, że coś robi nie tak. Ale wtedy udajemy, że w ogóle się nie znamy. Jak już ma pluć komuś do drinków, to tobie…
Chyba nie wyglądało też na to, żeby miał w ogóle brać pod uwagę, że dziewczyna mogłaby nie być zainteresowana udziałem w tej jakże ambitnej konkurencji. Zwłaszcza, że nie dając jej nawet zbyt wiele czasu na zapoznanie się z zasadami – jakby te faktycznie były jakkolwiek skomplikowane i wymagały jakiegoś wnikliwego wczytywania się… – zdążył już zawołać w kierunku barmana i zadeklarować ich uczestnictwo.
Jak przegrasz, to… – zmarszczył na moment brwi, zastanawiając się nad ewentualną stawką, o którą mogliby zawalczyć. – Dobra, jeszcze nie wiem. Ale coś wymyślę.
Wzruszył ostatecznie ramionami, uznając najwyraźniej, że w gruncie rzeczy wcale nie było to aż tak bardzo istotne. Zwłaszcza, że istniała spora szansa na to, że po tym pierwszym – albo którymś kolejnym – drinku wymyślenie ewentualnej kary mogłoby być nieco łatwiejsze.

Chloe Wilson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
26 y/o
For good luck!
162 cm
barmanka Emptiness
Awatar użytkownika
Shots, shots, shots, shots, shots
Everybody!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Chloe bardzo ucieszyła wiadomość otrzymana od Dantego, z którym miała wrażenie, że ostatni raz widziała się BARDZO dawno temu. A przecież BYŁO LATO, więc pogoda wręcz zachęcała do spotkań, no ale wiedziała, że mógł być zajęty jakimiś swoimi obowiązkami łącznie ze swoją dziewczyną. Niejednokrotnie łapała się na tym, że pisała wiadomość do kuzyna, lecz ostatecznie nie klikała "wyślij", bo a to ktoś ją zawołał, a to woda w garnku zaczynała kipieć, a to przyjaciółka zadzwoniła i należało czym prędzej udzielać porad…
Ogólnie z powodu pożaru w Emptiness, została wysłana na urlop, dzięki czemu NIE musiała się martwić o dostępność danego dnia. Znaczy, upewniła się jedynie, czy przypadkiem nie ma wizyty u manicurzystki lub fryzjerki, ale nie, w kalendarzu ten dzień był całkowicie pusty. Tak więc potwierdziła swoją obecność i gdy nadszedł dzień spotkania, przyszła w szortach, bluzce na ramiączkach, a na nosie miała okulary przeciwsłoneczne. W uszach miała słuchawki bezprzewodowe, z których leciała muzyka ze Spotify'a - a dokładniej stworzona przez nią playlista, do której co jakiś czas dodawała różne, uważane za całkiem spoko, utwory.
Ujrzawszy Dantego, pomachała do niego, jakby chciała mieć pewność, że ją dostrzegł. Przywitała go mocnym uściskiem, zarzucając ręce na szyję. Po odsunięciu się przeanalizowała go od stóp do głów, niczym skanerem, doszukując się nowych dziarek lub niepokojących śladów, o które zaczęłaby oczywiście dopytywać. Sama niejednokrotnie pamiętała poobijaną twarz brata, który po wypiciu zbyt dużej ilości trunków odpalał tryb z niewyparzoną buzią, co nie każdemu się podobało…
Słysząc słowa Dantego, oczy jej się zaświeciły, bo w sumie… czemu miałaby odmówić?
- Drinka dla mnie? W sumie… chętnie bym się przekonała, czy robią dobre, czy gorsze od moich. - stwierdziła, a po usłyszeniu kolejnych słów brata, parsknęła śmiechem i trąciła go w ramię.
- Żebym ja Ci przypadkiem nie napluła. - zagroziła.
- No ale dobrze, dobrze. Postaram się trzymać buzię na kłódkę. Obiecuję. - dodała, przykładając dłoń do piersi, jakoby NAPRAWDĘ składała obietnicę, choć… o ile będą dobre, nie będzie miała podstaw do krytyki, natomiast jeśli będą beznadziejne, zapewne z jej wyrazu twarzy uda się to odczytać, bo niestety, ale nie zawsze potrafiła zachować pokerową twarz - dlatego nie grywała w pokera.Wolała Makao.
Z zasadami się nie zapoznawała, gdyż uważała, że nie powinny być jakoś wielce skomplikowane. Szła totalnie na yolo.
- Okej. A jak Ty przegrasz, opłacasz mi czynsz… no dobra, połowę czynszu. - powiedziała, posyłając w kierunku Dantego uroczy uśmiech.
- Ech dobra, nie zrobię Ci tego, znaj moje dobre serce. Jak przegrasz… przez jeden dzień chodzisz w makijażu wykonanym przeze mnie.. - poprawiła się, uważając drugą propozycję za nieco bardziej ZABAWNĄ.
- Niech zatem wygra lepszy. - rzuciła, wyciągając dłoń do Dantego, by ją uścisnąć. Naprawdę ciekawiło ją, jak te całe zawody się potoczą.
Barman przygotował pierwsze drinki, więc Chloe, nie czekając ani chwili dłużej, sięgnęła po szkło i przechyliła je.
(ogólnie to pragnę tylko od siebie dodać, że kostki najpierw sie NIE dodały a potem dodały się dwie... ustalone, że gra toczy się dalej)
Wypity alkohol piekł jej przełyk ale nie był zły. Odstawiwszy szklankę, czekała aż barman poleje kolejna kolejkę.

Dante Levasseur
25 y/o
Catch the local sports fever
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie skomentował w żaden sposób – jeśli nie liczyć wymownie uniesionych na moment brwi – tych jej oględzin na powitanie. Ale… też nie było po prostu czego komentować – bo jednak tym razem raczej nie mogła doszukać się żadnych nowości. Może i rzeczywiście nie widzieli się dość dawno, najwyraźniej jednak nie aż tak, by w tym czasie Dante zdążył dorobić się jakiegoś nowego tatuażu. A jeśli w ostatnim czasie zdarzyło mu się – mniej lub bardziej zasłużenie – dostać od kogoś po mordzie, to… chyba musiało minąć tego czasu wystarczająco, by jakiekolwiek ślady przestały być widoczne.
Choć pewnie istniała też możliwość – znacznie mniej prawdopodobna, ale jednak wciąż jakaś – że ten wreszcie nauczył się trzymać język za zębami, niezależnie od ilości wypitego alkoholu i znalazł sobie jakieś lepsze hobby niż działanie innym na nerwy. Chociaż… nie, prawdopodobieństwo takiej wewnętrznej przemiany zdecydowanie było zbyt małe, żeby w ogóle brać coś podobnego pod uwagę. Z czego akurat Chloe chyba świetnie powinna zdawać sobie sprawę, spędziwszy z nim dostatecznie wiele czasu, by móc przekonać się, że nic takiego zwyczajnie nie mogło się wydarzyć.
Że niby nigdy jeszcze ci się nie zdarzyło…? – zaśmiał się, słysząc tę jej groźbę, która… chyba nawet powinna zabrzmieć całkiem przekonująco. Zwłaszcza, że pewnie znalazłoby się co najmniej kilka powodów, dla których dziewczyna miałaby chcieć doprawić jego drinka w podobny sposób. Mimo wszystko, najwyraźniej wciąż nie miał zamiaru podchodzić do tego zbyt poważnie. Albo po prostu wychodził z założenia, że dorastanie pod jednym dachem z automatu uodparniało na podobne zagrożenia. – Ale dobrze, że o tym wspominasz. Przypomnij mi za jakiś czas, żeby więcej nie zamawiać u ciebie żadnych drinków.
Trudno pewnie byłoby jednoznacznie stwierdzić, czy szeroki uśmiech, jakim ją uraczył miał wynikać bardziej z jej zgody na udział w tych jakże ambitnych zawodach, czy może jednak stanowił tylko uzupełnienie tej deklaracji, jakoby faktycznie nie zamierzał więcej pić niczego przygotowanego przez nią – tak na wszelki wypadek.
I nie, na pewno nie zamierzał pozbywać się tego uśmiechu, nawet po usłyszeniu warunków, jakie musiałby spełnić w razie przegranej. Zwłaszcza, że tego pierwszego, którego i tak nie miałby szans zrealizować, i tak dość szybko się wycofała. Drugi natomiast… właściwie faktycznie nie brzmiał aż tak najgorzej. Przynajmniej póki nie zawierały się w nim jakieś upierdliwe kruczki – jak choćby to, że ten dzień miałby faktycznie spędzić poza domem. Albo przynajmniej na trzeźwo…
Słuchaj… o ile właścicielowi twojego mieszkania wystarczy ładny uśmiech, to mogę ci opłacić nawet cały czynsz. I to bez zakładu – parsknął śmiechem, chyba dość jasno dając do zrozumienia, że od dłuższego czasu jakoś tak nadal nie spieszyło mu się wcale do pracy, a posiadane dotąd oszczędności w niewyjaśnionych okolicznościach chyba zdążyły się już w sporej mierze upłynnić. Bardzo możliwe, że całkiem dosłownie. W końcu jakąś ich część faktycznie miał okazję przepić w miejscu pracy kuzynki. Ale… wnioskując po tym, że wciąż towarzyszył mu naprawdę dobry humor, raczej trudno byłoby powiedzieć, że miałoby mu to jakoś szczególnie przeszkadzać.
Ale dobra, niech będą te twoje popisy artystyczne – dodał z uśmiechem, dla przypieczętowania zakładu ściskając jej wyciągniętą dłoń i odwracając się po chwili w stronę baru, gdzie na ladzie rzeczywiście czekały już na nich pierwsze drinki.
Bez zastanowienia sięgnął po swoją szklankę, opróżniając ją w kilku sporych łykach. Ewidentnie zbierane przez lata doświadczenie nie szło na marne, a wizja prezentowania się w makijażu wykonanym przez Chloe póki co wcale nie wydawała się zbyt realna. Uśmiechnął się zresztą w jej stronę, odstawiając puste szkło na blat i tylko przelotnie zauważając spojrzenie barmana, które mogłoby sugerować, że ten właśnie poświęcił przynajmniej kilka sekund na zastanowienie się, czy aby na pewno wlał do tej konkretnej szklanki odpowiednio dużo alkoholu.
A, i żeby było jasne… nie mam zamiaru nieść cię do domu – oznajmił rozbawiony, skoro wyglądało na to, że pojedynek wciąż trwał i że na tym jednym drinku żadne z nich miało nie poprzestać. – Ale może zastanowię się, czy nie zamówić ci jakiegoś Ubera.
Bo przecież mimo wszystko raczej nie zamierzał zostawić jej kompletnie pijanej na plaży. Choć pewnie wciąż mogło się skończyć tak, że zostaną na niej wspólnie. Obydwoje w stanie dość odległym od trzeźwego...

Chloe Wilson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
26 y/o
For good luck!
162 cm
barmanka Emptiness
Awatar użytkownika
Shots, shots, shots, shots, shots
Everybody!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Zmarszczyła brwi, bo o co Dante ją w ogóle posądzał?! Co jak co, ale jemu nigdy tego nie zrobiła, niemniej uznała, że będzie grać tajemniczą, bo tak.
- Pf, nie odpowiem na to pytanie. - powiedziała, krzyżując dłonie na piersiach. O ile Dantemu naprawdę do tej pory nie pluła, tak innym już tak, ponieważ jakoś musiała się odpłacić tym, którzy ją wkurwiali. Każdy miał swoją granicę wytrzymałości, a ona pracując już trochę za barem, wiedziała jak to robić; poza tym, niektórzy zasługiwali na coś więcej niż tylko dodatek do drinka…
- Oj, no weź, nie bądź taki. - szturchnęła Dantego łokciem. - Nieraz przecież piłeś po mnie colę albo sok i jakoś to Cię nie brzydziło. - odparła oburzona, przewracając oczami, no bo HALO, jako członek rodziny, powinien ją wspierać nie tylko obecnością w Emtpiness - które aktualnie było zamknięte po pożarze - ale także dorzucać się do pensji poprzez kupowanie drinków. Jakby zostawił napiwek, to też by nie była zła, ba! Zrobiłaby mu naprawdę ZAJEBISTEGO drinka, jakiego na pewno NIGDZIE indziej NIGDY nie pił. Albo po prostu postawiłaby im jedzenie, gdyby postanowili pójść coś zjeść.
- Na ładny uśmiech to czasami wydłużał czas opłacenia czynszu, ale chyba zaczynał się uodparniać, wiesz? - bo zauważyła pewną zmianę, tzn. o ile na początku, gdy posyłała właścicielowi swój najpiękniejszy uśmiech, pozwalał zapłacić mniej więcej tydzień później, lecz z każdym uśmiechem skracał termin, aż ostatnim razem dał jej tylko DWA dni. Masakra… Dlatego ten jeden dzień wolała sobie zostawić, kiedy naprawdę będzie tragicznie. Aktualnie dawała radę, więc trzymała tę złotą kartę zamkniętą w dobrze zamkniętym pudełku.
Oczywiście, ciekawiły ją te zawody i zamierzała pokazać klasę. Pracowała w klubie i wiele drinków mogła odhaczyć jako wypite.
- Fantastycznie. - klasnęła radośnie w dłonie, zadowolona ze zgody na oryginalny makijaż, totalnie nie mogąc się doczekać, aż Dante przegra… znaczy, oczywiście trzymała za niego kciuki, wiadomo! Nie chciała przecież, żeby zbyt szybko zaczął zgonować, ponieważ byłoby NUDNO. Odpaść na samym starcie? Masakra… To prawie jak zaliczyć falstart podczas biegu. Coś o tym wiedziała, bo gdy brała udział w zawodach szkolnych w bieganiu dookoła boiska, zaczęła szybciej od przeciwniczek, będąc przekonaną, że sędzina użyła gwizdka. Ach te czasy liceum…
Obserwowała uważnie reakcję Dantego i wiedziała, że obydwoje przeszli do kolejnej rundy. Chloe przeniosła wzrok z kuzyna na stojącą przed sobą szklankę, którą po chwili stuknęła lekko o szkło Levasseura, a następnie z lekką niepewnością upiła kilka łyków.
Musiała przyznać, że ten z drugiej rundy był niczego sobie i gdyby mogła, poprosiłaby znów o to samo, ale niestety...
- Dobry? - spytała z uśmiechem, będąc ciekawą reakcji oraz odpowiedzi Dantego. Ciekawe, czy dostaliśmy to samo...
1d10
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”