Tak w sumie to… Perry była wdzięczna, że dzięki Griffinow poznała taką fajną rodzinkę, gdzie zarówno rodzice, jak i liczne rodzeństwo, przyjęli ją z otwartymi ramionami. Wychodziło na to, że przenosiny na studia do Toronto były bez dwóch zdań najlepszą decyzją w jej całym życiu. No ale dość o cudowności Fontaine’ów, bo chwilowo pojawiły się ciekawsze tematy do kontemplacji - AKSOLOTLE. -
Aaa, kocham aksolotle! - zawołała Perry z zachwytem, gdy Pixie wspomniała o swoich różowych kapciach. -
Griffin wygrał mi taką wielką maskotkę aksolotla na jarmarku, wiesz? Przeurocze są - rozmarzyła się. Ech, Perry była bardzo podatna na wszelkie słodkie internetowe obrazki, nawet jeśli połowa z nich była stworzona przez AI (co kiedyś Pixie wytknęła jej w smsie!). No dobra, ale zaraz, zaraz, bo Perry się wydawało, że ze dwa razy widziała takie różowe papucie w pokoju Griffina - czy Pixie rzucała nimi w brata podczas kłótni, czy po prostu cała rodzina grała nimi od czasu do czasu w zbijaka? No bo przecież Pix nie zostawiłaby ich tam tak o, przez zwykłe roztargnienie, prawda? Ciekawe!
Jednak Perry nie było dane myśleć o tych kapciuszkach dłużej, bo… popełniła
gafę. Aż nabrała powietrza w płuca z powodu swojego pytania o dietę. Co jej przyszło do głowy, żeby pytać o coś takiego? Rany, ale zjebała. Musiała to jakoś odkręcić. -
Według mnie wyglądasz świetnie, ale wiesz jak jest… różni są ludzie, Pixie, może akurat byłabyś w swojej clean girl era czy coś - rzuciła Wallace szybko, żywo przy tym gestykulując. Ciekawe, czy w ogóle dobrze użyła tego terminu, bo coś tam jej się obiło o uszy w tej kwestii, ale… noo… różnie bywało, nie? -
Ja chyba nigdy nie byłam w tej era - oznajmiła zaraz z rozbrajającą szczerością i wzruszyła ramionami. Niespecjalnie interesowały ją trendy, a jej własna dieta… cóż, nie stała nawet w pobliżu obok słowa "zdrowa". Tak naprawdę, gdyby Perry mogła, żywiłaby się tylko i wyłącznie frytkami oraz pizzą z brokułami, fetą i prażonym słonecznikiem, która była jej ulubioną pizzą. Jak na wegetariankę odżywiała się… cóż, dość słabo. Aaa, i jeszcze co do tamtej lipcowej wystawy BEES - Pixie wcale się na nią nie wprosiła! To był jej prezent urodzinowy, bo Perry kupiła z Griffinem aż trzy bilety. Jeden po prostu się zmarnował, kiedy Griff się rozchorował, a nikt inny nie chciał z nimi iść. Trudno, ich strata.
Nagle Perry odrobinę się rozczuliła, bo Fontaine nie tylko zaproponowała jej blanta i posiadówę na zewnątrz, ale też podała jej durszlak z górnej szafki, mimo że Perry w gruncie rzeczy mogła zrobić to sama. -
O, dziękuję, jesteś the best - odpowiedziała, gdy Pixie podała jej durszlak. Cholera, Griffin i Pixie byli tak wspaniale wychowanymi młodymi ludźmi, nic, tylko ich chwalić, achhh!
Dobra, to ja skoczę na górę i za momencik wracam! -
Okej, tylko nie potknij się po drodze! - rzuciła przez ramię do wychodzącej z kuchni dziewczyny, mimo że nie wiedziała, dlaczego Pixie miałaby się po drodze potknąć… No, nieważne, bo Wallace właśnie wzięła się za odcedzanie makaronu - a musicie wiedzieć, że udało jej się wylać wrzątek i przerzucić cały makaron na sitko bez żadnego oparzenia, co było godne pochwały, wow!
Hehe, skoro Misja Makaron została oficjalnie zakończona sukcesem, a Perry nie miała nic więcej do roboty, bo czekała na powrót Pixie… uszczypnęła kawałek sera i wsunęła go do ust.
Yum, yum, yum. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal,
yum, yum, yum. W sumie Pixie wróciła na dół z blantem bardzo szybciutko (Perry nie musiała nawet długo czekać), od razu proponując NAJPIERW JARANIE, POTEM JEDZENIE. Wallace zawiesiła tęskny wzrok na parującym makaronie. -
Ummm… - zaczęła powoli, chwilę się zastanawiając. W sumie… Makaron przecież nigdzie im nie ucieknie, prawda? A skoro Pixie prosiła o zaufanie… To Perry musiała jej zaufać. Była siostrą jej chłopaka! -
No dobra, ufam ci! - wzruszyła ramionami i ruszyła za Fontaine w stronę drzwi prowadzących do ogrodu.
W ogrodzie Perry zignorowała jakiekolwiek ogrodowe schodki i krzesełka (o ile w ogóle jakieś były) i bez wahania walnęła się na trawę, żeby… umm… a bo ja wiem, nadrobić kontakt z naturą? Złożyła dłonie pod głową i spojrzała w rozgwieżdżone niebo. Ładne było to niebo. -
A może gwiazdy to tak naprawdę kosmiczne robaczki i one tam na górze też właśnie jedzą swój nocny makaron z serem? - wymamrotała pod nosem, nie odrywając wzroku od przeróżnych konstelacji, których nie potrafiła nazwać.
pixie 