49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lepiej było dmuchać na zimne, bo raczej nie potrzebowały dramatów związanych z oskarżeniami o kantowanie i bójką o przynęty. Zdaniem Eviny wędkarze byli niezrównoważeni, więc nie wiadomo czego można byłoby się po nich spodziewać.
Trzeba było przyznać, że ich profesje zawsze wzbudzały zaintetesowanie. Zapewne byłoby tak nawet jeśli nie byłyby kobietami, bo ludzie zdawali się być zwyczajnie ciekawi osób, które zajmowały się rzeczami zwykle widywanymi w kryminałach. Niektórzy mieli przy tym multum pytań. Bardziej i mniej osobistych, a fakt, że pracowały w stereotypowo męskiej branży był dodatkowym zaskoczeniem i zależnie od rozmówcy mógł wzmagać odczuwany szacunek albo wzbudzać pewną konsternację, że jak mogły sobie radzić w takiej branży.
Utopienie się w jeziorze podczas zawodów rybackich byłoby z pewnością niezbyt ciekawą śmiercią. W dodatku żałosną, patrząc na to ile bardziej ekstremalnych sytuacji udało im się przeżyć. Dlatego też z pewnością dobrze, że nie dolegało jej nic poza lekkim zakrztuszeniem się wodą.
- Nie potopimy się, pacanie, o ile nie będziesz panikował - zapewniła go, ale chyba sama coraz bardziej w to wątpiła.
Jeszcze brakowało, żeby wystraszony dziad wciągnął ją pod wodę. Liczyła jednak na to, że w takim wypadku Miller zatłucze go wiosłem... O ile tylko do niego sięgnie. Na razie jednak warto było być dobrej myśli i zbytnio nie dramatyzować.
- Mój jesiotr! - krzyknęła jeszcze, gdy usłyszała, że Ralph zachwycił się rybą, która pływała, czy raczej tkwiła, w pojemniku wypełnionym odrobiną wody.
Ten wędkarski sukces z na pewno tracił na znaczeniu w zderzeniu z potencjalną śmiercią na tafli jeziora, ale przynajmniej ją zapamiętają jaką tą, która złowiła jesiotra. Teraz z kolei pomagała im wyjść z tej sytuacji zagrażającej życiu, bo co jakiś czas chwytała za kamizelkę Eugene'a, aby pomóc mu utrzymać się na powierzchni wody.
Plan z przewróceniem łodzi brzmiał całkiem prosto, ale jego realizacja już mogła nastręczyć nieco kłopotów. Musieli włożyć w to całkiem sporo siły oraz znaleźć odpowiedni punkt, aby wspólnie podnieść łódkę.
- Dobra! - odkrzyknęła, podpływając we wskazane przez małżonkę miejsce. - Powinno pójść! Na trzy!
Wydawało się, że wreszcie znaleźli odpowiedni punkt podparcia. Teraz należało jedynie się odpowiednio zgrać i po kilku usilnych próbach: łódka w końcu uderzyła dnem o taflę jeziora.
- Przysunę ją do naszej. Przydałoby się obniżyć nieco burtę dla Eugene'a - stwierdziłs, bo lekkie przechylenie łodzi mogło akurat pomóc mężczyźnie w dostaniu się na pokład.
Oby tylko się nie myliła...

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ustalmy sobie jedno - utopienie się w jeziorze byłoby nie tylko nudną śmiercią, ale jednocześnie strasznie wkurwiającą. Szczególnie, jeśli to Zaylee musiałaby przeprowadzać sekcję zwłok, a ona nienawidziła topielców całym serce. Nieważne, czy na dno poszedłby Ralph, Eugene czy sama Evina - byłaby tak samo poirytowana. Istniała jednak spora szansa, że nie nie leżeliby szuwarach przed kilka dni albo tygodni, więc woda nie zatarłaby śladów. Wtedy byłaby wkurwiona trochę mniej. Nikt jednak jeszcze się nie topił, a Eugene niepotrzebnie panikował. Sytuacja była względnie opanowana.
Parsknęła pod nosem, kiedy żona nazwała jednego z dziadów pacanem. Co prawda bardziej pasowałoby do niego określenie kretyn, ale pacan też był spoko. A potem spojrzała na nią z wysoko uniesionymi brwiami, bo Swanson chyba bała się, że Ralph Andrews zamierza jej tego jesiotra ukraść. Nawet jakby, to nie miał za bardzo jak. Znajdowali się na środka jeziora i wątpliwa sprawa, żeby typ wskoczył do wody i dopłynął do brzegu o własnych siłach. I to jeszcze z rybą pod pachą. Nie ma opcji.
Odliczyła do trzech i z całych sił podważyła wiosłem łódkę. Przy pomocy Ralpha, który operował drugim i Eviny, która chwyciła ją pod innym kontem, w końcu udało im się obrócić łajbę. Tylko Eugene okazał się bezużyteczny. Był jak typowy chłop-jełop. W dodatku cały czas jojczał pod nosem, że zaraz się utonie.
Panie, to niech pan się już topi — powiedziała, bez krzty wsparcia w głosie. — Nie wiem, czy to groźba czy obietnica, ale przynajmniej będzie już święty spokój — machnęła niedbale wolną ręką, próbując ustawić łódkę obok tej drugiej, która nieco nabrała wody, ale chyba staruszkom nic się nie stanie, jak będą broczyć w niej po kostki. Czy mogła pójść na dno? A cholera wie. Nie zamierzała jednak dłużej przetrzymywać Ralpha na tej ich, więc kiedy tylko złączyli się z sąsiednią łajbą, pchnęła go lekko, żeby ponaglić jego przesiadkę. Gość trochę się zachwiał, ale finalnie dotarł na pokład.
Teraz trzeba było jeszcze rozwiązać problem z Eugenem. Ten to dopiero odpierdalał cyrk - do połowy zawisnął na krawędzi i bezradnie majtał nogami w powietrzu. Miller nie mogła powtrzymać się od wywrócenia oczami.
Pchnij go za dupę — podsuwając żonie wspaniały pomysł. Zadziałało. Chłop, dysząc ciężko, wdrapał się na pokład i opadł na drewnianą ławeczkę. Miller wyciągnęła w stronę Eviny wiosło, żeby mogła się na nim wesprzeć i podciągnąć. Tutaj poszło o wiele prościej.
O matko bosko — wychrypiał Eugene. — Niewiele brakowała, żebyśmy zginęli — pokręcił z niedowierzeniem głową. Żadne dziękuję ani pocałuj mnie w dupę.
Przymknij się już. Trzeba coś złowić — burknął Ralph. — Widzioł żeś, jakiego jesiotra złowiły? Prawie takiego wielkiego, jak mój kolega, hehe — wymownie spojrzał na swoje krocze. — Gdzieś ty podział naszą przynętę? Już wcześniej nie mogłem jej nigdzie znaleźć, ale chyba nie wypadła nam za burtę? — spojrzał na taflę jeziora, jakby spodziewał się, że ujrzy na niej dryfujący pojemnik.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z pewnością nie chciałaby dokładać żonie kolejnych topielców na stół sekcyjny. Z drugiej strony, będąc martwą nie mogłaby jej się narazić... albo inaczej: mogłaby, ale nie odczułaby tego konsekwencji. Pewnie też był jakiś etos lekarski, który zabraniał sekcjonowania członków rodziny. Evina nigdy się tym nie interesowała w szczególny sposób, bo twierdziła, że raczej nie ma ku temu większych powodów.
Trudno było dobrać odpowiednio obelżywe słowo, które idealnie by pasowało do tych dwóch ciołków, którzy wpierw śmieli im ubliżać, a teraz jeszcze wymagali ratunku. Byli doprawdy beznadziejni i Swanson miała nadzieję, ze nigdy więcej już na nich się nie natkną. Chciała jednak, aby mieli pełną świadomość tego, że to właśnie ona złapała jesiotra i nie rzucała słów na wiatr w momencie, gdy zapowiadała, że okaże się jeszcze od nich lepsza, gdy chodziło o łapanie ryb. Nie musieli wiedzieć, że polegała na skradzionej przynęcie. Brak umiejętności na pewno nadrabiała sprytem!
Całe szczęście, że udało im się osiągnąć zamierzony efekt bez pomocy Eugene'a. Jakim cudem on tyle lat przeżył na tym świecie i to jako wędkarz skoro teraz wydawał się być całkowicie beznadziejny i bezużyteczny, gdy tylko doszło do drobnych niedogodności? To była dla niej z pewnością ogromna tajemnica.
Może i łódka nabrała nieco wody, ale za to unosiła się na wodzie i nie wydawało się, aby miała pójść na dno o ile tylko tej dwójce nie wpadnie coś genialnego do łbów. Za to jednak nie mogły odpowiadać. Najlepiej, aby się od nich oddaliły na ile tylko mogły, aby w razie czego nie być zobowiązanymi do tego, aby udzielać im raz jeszcze pomocy.
Nie uśmiechało jej też łapanie Eugene'a za dupę, ale był to całkiem dobry sposób na to, aby jednak go jakoś wtoczyć na tę łódź. Evina w duchu modliła się o to, aby samej tak nie zniedołężnieć na starość. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie kontuzje jakich doznała w ciągu swojej kariery to kto wie jakie problemy zdrowotne jeszcze się u niej odezwą na emeryturze.
Całe szczęście wciągnęła się do łodzi i rozparła na ławeczce, aby odetchnąć ciężko i dać sobie krótką chwilę odpoczynku. Wyraźnie go potrzebowała po tym całym szarpaniu się w wodzie z ich niegramotnymi gamoniami. Przeniosła spojrzenie na Ralpha dopiero w momencie, gdy ten znów wspomniał o jesiotrze po czym opuściła pobłażliwe spojrzenie na brzuszek piwny, pod którym rzekomo skrywało się ogromne przyrodzenie.
- Raczej sporo większy. Nie poluję na płotki - odparowała, bo nie mogła inaczej skomentować jego słów. - Po takiej wywrotce nie zdziwiłabym się jakby większość waszych rzeczy wylądowała na dnie... No, ale powodzenia, panowie.
Rozmowa o przynęcie była idealnym sygnałem do tego, aby się wycofać tak szybko jak było to tylko możliwe. Zwyczajnie nie chciała znajdować się zbyt blisko w momencie, gdy miała przy sobie skradzioną przynętę. Chwyciła zatem za wiosło i skinęła na drugie głową, aby dać żonie znać, że powinny... no cóż, spływać.
- Próbujemy jeszcze czy masz już wszystkiego dosyć po tych wszystkich akcjach? - zapytała jeszcze, dając Zaylee wybór czy powinny powoli dobijać do brzegu czy może jeszcze przez chwilę pozostać na jeziorze i spróbować nie zezwolić na to, aby ich starania poszły na marne, bo Ralph i Eugene wyprzedzą je w wyścigu po jakiegoś złotego jesiotra czy coś podobnego.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To prawda - nie można było wykonywać autopsji na bliskich, ale Zaylee, gdyby tylko mogła, najchętniej przeprowadziłaby ją na samej sobie w obawie, że taki Bobby Hackman coś spierdoli. Na szczęście teraz była nad jeziorem, nikt nie umarł, a ona nie musiała przejmować się tym, kto po śmierci żony zajmie się jej ciałem. To był problem na przyszłość, nie ma co sobie zawracać głowy głupotami.
Miała do czynienia z większymi kretynami niż Ralph i Eugene, więc ich zachowanie nie robiło na niej większego wrażenia. Byli nieporadni, ale nie groźni. Co prawda to przez nich Swanson wpadła do wody, ale nie zrobili tego z czystą premedytacją. Miller chyba była już po prostu już uodporniona na ludzką głupotę, chociaż w niektórych przypadkach wciąż nie przestawała ją zadziwiać. Co się nawkurwia, to jej, ale ostatecznie dochodziła do wniosków, że szkoda strzępić ryja.
Dobrze, że tych dwóch patałachów trafiło szczęśliwe na swoją łajbę. Gorzej, że zaczęli wypatrywać swojego pojemnika z przynętami. No patrzcie ich - tacy starzy, a pamięć jak u dwudziestolatków. Kto by pomyślał! Zaylee wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Eviną, ale nic nie powiedziała. Nie była kapusiem! Nie popierała jednak jej postępowania. Całe szczęście, że Swanson jakoś z tego wybrnęła, a panowie nie drążyli dalej tematu, chyba godząc się z faktem, że po tej wywrotce, ich rzeczy faktycznie wylądowały na dnie jeziora. Andrews jeszcze biadolił coś pod nosem, że jak oni teraz złowią cokolwiek, ale one już odpływały, żeby nie musieć słuchać jego zawodzenia. Jeszcze go coś olśni i zacznie oskarżać je o kradzież. I po co, na co to komu?
Złowiłaś największą rybę z możliwych. Nie sądzę, żeby ktokolwiek cię pokonał. Oni i tak już dzisiaj nic nie złapią — ruchem głowy wskazała na Eugene'a, który chyba namawiał kolegę na zrezygnowanie z zawodów. I słusznie i tak nie mieli szans, a dla nich do mniejsza konkurencja. — Podpłyńmy do brzegu i wrzućmy go nawagę — zaproponowała. Całe wydarzenie było podzielone na tury, więc na jeziorze zostały może jeszcze cztery inne łódki. I chyba nikomu nie szło wybitnie dobrze, ale co się dziwić - nikt nie miał sekretnej przynęty z pokoleniowej receptury Andrewsów.
Będziesz mogła odebrać sobie tę swoją koszulkę, bandanę, wielki atlas ryb czy co oni tam jeszcze mają w nagrodach — dodała na zachętę. Było ciepło, ale niespecjalnie widziało jej się siedzenie w mokrych ciuchach. Wolałaby wrócić do domu i się przebrać, a potem może coś poczytać na leżaku. Może być nawet ten atlas ryb. Zresztą naprawdę była ciekawa, czy znajdzie się ktoś, kto złowi coś większego od jesiotra Eviny. Co najwyżej mógłby to być inny, jakiś dłuższy jesiotr, ale bez przesady. Na pewno nie wszyscy mieli aż tyle szczęścia. A jeśli tak, to oznaczało, że w tym jeziorze pływały same jesiotry. I jeden smutny okoń Miller.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obie doskonale zdawały sobie sprawę z tego, że Miller była przekonana o swojej wyższości nad ogromną rzeszą koronerów. Swanson musiała przyznać, że słusznie, bo wielu nie było tak dokładnych i spostrzegawczych jak ona, więc nie można było tu było zbytnio zarzucać jej czegoś na kształ przerostu ego. Nie miała jednak pewności czy sekcjonowanie kogoś tak bliskiego nie byłoby dla Zaylee zbyt traumatycznym przeżyciem. Nie było jednak potrzeby, aby mad tym się zbytnio zastanawiać. Evina nigdzie się nie wybierała, ale jeśli już by się coś jej zdarzyło to najważniejsze, aby nie sekcjonował jej Bobby Hackmann.
Biorąc pod uwagę fakt, że chcąc czy nie chcąc w czasie swojej pracy miały okazję do tego, aby obcować z wieloma różnymi typami ludźmi to nie trudno było natrafić na kogoś, kto byłby jeszcze większym skaraniem boskim niż Ralph i Eugene. Niemniej jednak użeranie się z nimi na środku jeziora i ładowanie do łodzi nie było najprzyjemniejszym zajęciem, które przyszło im wykonywać.
Nie było najprościej, ale przynajmniej zrobiły dobry uczynek i upewniły się czy ta dwójka się przypadkiem nie potopi, a to już było zdecydowanie coś. Pasmo niekończących się sukcesów, które mogłoby zostać zrujnowane przez to, że panowie znaleźliby swoją przynętę na ich łodzi. Do tego na pewno nie mogły dopuścić. Dlatego też cieszyła się, że Zaylee nie oponowała w momencie, gdy detektywka dała jej znać, że powinny się zbierać. Lepiej było nie ryzykować tego, że przypadkiem powie coś, co mogłoby wzbudzić podejrzenia tej dwójki.
- Może i rozegrane nieczysto, ale przynajmniej utarłyśmy im nosa - przyznała, bo może nie powinna być z siebie dumna, że zyskały jesiotra skradzionymi dobrami, ale gdyby Swanson była tak beznadziejna to na pewno nie utrzymałaby takiego kolosa na wędce i nie wciągnęła na łódź.
Wydarzenie powoli faktycznie dobiegało do końca, a może i nie udało im się złowić większej ilości ryb, ale przynajmniej zaliczyły jakiś sukces. Nagroda za przynajmniej sam udział już im się należało, a jesiotr i okoń powinny zostać wyjątkowo wynagrodzone.
- Będziesz chciała jeszcze wciągnąć na siebie tę koszulkę, bo dostaniesz coś suchego do przebrania - skomentowała, bo doskonale wiedziała, że Miller marzyła o zmianie odzieży oraz pewnie ożywczym prysznicu, aby zmyć z siebie tę nieprzyjemną przygodę w jeziorze.
Przybiwszy do brzegu, skierowały się od razu do jury, aby zaprezentować swoje zdobycze, co zostało im wynagrodzone torbą jakiś drobnych fantów, które zamówione w ilości hurtowej musiały kosztować grosze, ale niemniej cieszyły jak prestiżowe nagrody. Będą miały czym się pochwalić po powrocie do Toronto.
- No to jaki plan, Miller? Wracamy do domku się przebrać? - zapytała, narzucając na grzbiet ich sprzęt wędkarski. - Nie wiem jak ty, ale marzy mi się dobrze schłodzone piwo...
Bez znaczenia było dla niej to czy wypiją je w pobliżu swojego małego azylu czy może skierują się do pobliskiego baru.
Zwyczajnie była przekonana o tym, że coś zimnego do picia i w dodatku zawierające procenty jak najbardziej im się w tym momencie należało po tak ogromnej przygodzie na tafli jeziora.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiała przyznać, że dopierdolenie tym dwóm typom było całkiem satysfakcjonujące. Wciąż nie pochwalała kradzieży przynęty, ale ratując im dupska, chyba dały im do zrozumienia, że Zaylee potrafiła nie tylko złowić rybę, ale też udzielić pomocy. Ciekawe, czy postąpiliby podobnie, gdyby to im przytrafiło się coś podobnego. Już pomijając fakt, że obie pewnie poradziłyby sobie same. Czy w ogóle zainteresowaliby się, gdyby ich łódka wywróciła się do góry nogami? Cholera wie. Lepiej nie kusić losu i się o tym nie przekonywać.
Dlatego propozycja powrotu na brzeg wydawała się najrozsądniejsza. Poza tym Zaylee zdążyła się już przekonać, że machanie wędką nie mieściło się w zakresie jej zainteresowań i raczej nie zamierzała tego powtarzać.
Będę chciała, ale wcale nie jest powiedziane, że pośród tych gadżetów będzie jakaś koszulka — odparła. Na razie paradowanie w samym czarnym staniku w niczym jej nie przeszkadzało. Przynajmniej złapie trochę słońca, a po powrocie do domku od razu wskoczy pod prysznic.
Większość nagród sprezentowanych przez organizatorów była strasznie bzdurna. No i faktycznie nie było tam koszulki. Znalazły się za to wysokie skarpety, czapka z daszkiem, kubek, breloczki, smycze, przypinki, notes, długopis i pewnie pierdyliard innych rzeczy, których nigdy nie użyją. A gdzie puchar? Gdzie medal za tak wspaniałe osiągnięcia? Doprawdy żałosne. No nic, te rupiecie najwyżej wcisną Samowi, dzieciak się ucieszy.
Możemy iść na piwo tego baru przy pomoście — wskazała ruchem głowy na rozstawione, zadaszone stoisku z ladą i kilkom postawionymi przy nim hokerami. — Już i tak cuchnę jeziorem, więc bez różnicy — machnęła niedbale ręką. Mogły sobie chwilę tam posiedzieć, a potem wziąć jeszcze po butelce na wynos i wrócić do wynajętego lokum.
Zgarnęły toboły i ruszyły do baru. Wcześniej Miller narzekała, że nie założyła jakichś wygodnych adidasów, potem za to dziękowała, bo woda chlupałaby jej w butach po tym nurkowaniu, a teraz znowu psioczyła pod nosem, że piasek nasypywał jej się do klapków. Nie byłaby sobą, gdyby wszystko nagle zaczęło jej pasować.
Zajęły miejsce na wysokich stołkach i od od razu poprosiła o najbardziej kwaśne piwo, jakim dysponowali w swojej rzemieślniczej ofercie. Miała ochotę wypić coś rześkiego. W taką pogodę nie ma co raczyć się żadnym mocniejszym alkoholem.
Dalej chcesz jeść na kolację rybę? Nie lepiej wypuścić je do jeziora? — zapytała odnośnie jesiotra i okonia. Obie wyglądały na trochę skołowane, ale dalej żyły i możliwe, że w wodzie doszłyby do siebie. Na wydarzeniu było sporo budek z żarciem i przywiozły też ze sobą rzeczy na grilla, więc naprawdę nie musiały pozabawiać żywota tych kręgowców.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba udało im się wypełnić misję na ten dzień. Udowodniły facetom, że faktycznie było je stać na więcej niż mogliby pierowtnie przypuszczać. Mogły zatem na pewno być z siebie dumne. Chociaż byłoby miło jakby udał9 im się złowić nieco więcej ryb. Właśnie po to przecież wypłynęły na jezioro, ale rzecz jasna wszystko skończyło się w zupełnie nieoczekiwany sposób. Jak to zwykle było, gdy tylko wychodziły gdzieś razem to już była reguła.
- Trzymam kciuki za to, aby jednak były - odparła, uśmiechając się cwanie.
Na razie nie miała, co narzekać, bo mogła popatrzeć na pozbawioną koszulki małżonkę. Nie żeby cierpiała na deficyt takich widoków, ale zawsze miło było skorzystać z okazji do tego, aby się porozkoszować takim widokiem.
Koszulki może i nie zostały, ale za to miały pierdyliard innych rzeczy. Z pewnością notatniki czy długopisy w końcu uda im się wykorzystać. Jakby nie patrzeć to obie należały do osób, które wciąż wykonywały odręczne notatki. Przynajmniej nie musiały kupować przez jakiś czas nowych materiałów biurowych w tym celu. Ewentualnie to właśnie Sam mógł otrzymać część ich łupów, bo potrafił cieszyć się ze wszystkich pierdół.
- Miejsce dobre jak każde inne. Może być - przytaknęła po czym przysunęła się do małżonki. - Nie no. Nie jest tak źle. Chociaż perfumami nie pachniesz.
To była zwyczajna woda z jeziora, a nie jakieś toksyczne bagna, więc tragedii w tej kwestii nie było. Dlatego obładowane tobołami zawinęły do pobliskiego baru zamiast udać się od razu do domku.
Opadła ciężko na jeden z hokerów tuż przy barze i zdecydowała się zamówić jedno z typowych piw, które znajdowało się w ofercie lokalu.
- Niekoniecznie. Jak chcesz to możemy ją wypuścić i skombinować coś innego na kolację - odpowiedziała, gdy żona zapytała o te dwie nieszczęsne ryby z pojemnika. - Możemy nawet tutaj coś zamówić jak się zasiedzimy.
Barman pojawił się tuż przed nimi, przynosząc im zamówione napoje, a gdzieś za nimi rozległa się wrzawa podekscytowanych głosów oraz rytmiczne uderzanie o blaty stołów.
- Co jest? - zapytała, odwracając się skonsternowana w kierunku skandującego tłumu zebranego wokół jednego ze stolików.
- Urządziliśmy konkurs na to kto da radę wypić największą liczbę szotów. Zwycięzca otrzyma nagrodę w wysokości pięciuset dolarów i Koronę Drunkarda. Wchodzicie w to? - odezwał się barman, który najwyraźniej usłyszał jej pytanie.
Kusiło ją od razu skinąć głową bo kiedyś weszłaby w to wszystko bez większego namysłu, ale za sprawą Zaylee zdecydowanie przystopowała z alkoholem. Jasne, wciąż lubiła się napić i pewnie robiła to częściej niż przeciętna kobieta w jej wieku, ale nie piła w hurtowych ilościach ani też nie robiła tego super regularnie.
- Co ty na to? - zapytała, spoglądając na koronerkę. - Skoro już tu jesteśmy... A pięćset dolarów piechotą nie chodzi.
Była dobrej myśli. W tym na pewno miała o wiele większą wprawę niż w łowieniu ryb, a legendarna wątroba Swansonów na pewno mogła jej pomóc w zdobyciu zwycięstwa.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zapach jeziora nie powinien nikomu przeszkadzać, bo Swanson zajeżdżała dokładnie tak samo, więc nie powinna czuć żadnej różnicy. Gorzej z ludźmi, którzy je mijali, ale kto by się przejmował takimi bzdurami? Na pewno nie Zaylee, która była odporna nie tylko na wszystkie zapachy na świecie, ale też na opinie innych. W dupie miała, co ludzie sobie pomyślą. Jako nastolatka więcej brała do siebie, a teraz? Spływało to po niej jak po kaczce.
Bar nad jeziorem nie robił wrażenia, ale był dobrze zaopatrzony. Właściciele najwyraźniej przygotowali się na to wydarzenie, chociaż pewnie w sezonie mieli tutaj mnóstwo klientów. Poza sezonem raczej średnio, nikt nie wpadał do otwartego baru nad jeziorem na piwo, gdzie od wody ciągnęło, a w Kanadzie srogie zimy często dawały w kość.
Wypuśćmy je — zadecydowała ze skinieniem głowy. — I tak jestem jakąś ogromną miłośniczką ryb. Wolę opierdolić jakiegoś tłustego burgera — zadecydowała, zupełnie nie dbając o to, czy coś jest zdrowe czy nie. Miała kiedyś fazę na zdrowe odżywianie, które potrwało całe dwa dni. Nigdy więcej do tego nie wróciła, chociaż jak Sam zamieszka z nimi na stałe, trzeba będzie ograniczyć nawyki. Ale catering powinien załatwić sprawę. A jaka oszczędność czasu!
Wyciągnęła z torby paczkę papierosów i korzystając z okazji, że znajdowały się na zewnątrz, odpaliła jednego, przyglądając się skandującemu tłumowi. A kiedy barman wyjaśnił, o co chodzi w tym całym zamieszaniu, Miller mogła domyślić się, że chodzi o jakąś pijacką zabawę dla ochlejusów.
Ja odpadam — odparła, wypuszczając dym kącikiem ust. — Wiesz, że nie mam najmocniejszej głowy, a nie zamierzam skończyć tego dnia pod stołem. Ale śmiało, spróbuj swoich sił — zachęciła ją uśmiechem. Czasami trzeba było wiedzieć, gdzie kończą się czyjeś możliwości, a Zaylee doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że lepiej pozostać przy piwie. Nigdy nie miała ani wielkich ciągot do alkoholu, ani nie była szczególnie odporna na jego działania. Było ciepło, a chwilę temu siedziały w pełnym słońcu. Nie była aż tak głupia, żeby decydować się na coś podobnego. Nie miała jednak zamiaru umoralniać żony i powstrzymywać jej przed czymkolwiek.
Oprócz pieniędzy do wygarnia jest wieczna chwała — wtrącił barman, a Miller spojrzała na niego z pożałowaniem. Czyli nic i można to odebrać nigdzie. Ulubiona nagroda koronerki. — Szykować dla pani kieliszek? — zwrócił się do Eviny. — Jak jest pani zdecydowana, to zapraszam do tamtego stolika — wskazał na ten, z którego dochodziły coraz większy doping. Zaylee zsunęła się ze swojego hokera i załapała za swoje piwo. Może chciała brać udziału, ale chętnie popatrzy na poczynania żony. Była ciekawa, czy zdoła przepić tych wszystkich rosłych chłopów. Jeśli nie, to przynajmniej miała obok trzeźwą jak szczupak, która zataszczy ją do domku.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wokół nich roiło się wprost od ludzi, którzy dobrowolnie kąpali się na jeziorze na wyznaczonej do tego plaży, więc nie były jedynymi pachnącymi pobliskimi wodami. Jedyna różnica polegała na tym, że im dodatkowo towarzyszyły mokre ubrania. Całe szczęście, że te powoli schły w świecącym na niebie słońcu oraz upale. Przynajmniej tyle dobrego.
Przewagą takich niepozornych barów było to, że znajdowały się w pobliżu. W sezonie urlopowym zatem przywoływali do siebie wszystkich, którzy relaksowali się w domkach lub nad jeziorem i nie planowali wybywać gdzieś dalej, aby napić się zimnego piwa lub zamówić jakiegoś ciekawego drinka. Dlatego też mogli sobie dyktować nieco wyższe ceny dla leniwców, ale całe szczęście dla nich nie miało to tak wielkiego znaczenia. Raz na jakiś czas mogły sobie pozwolić, aby na wyjeździe nieco przepłacić za napoje.
- Dobra. W takim razie wypuszczamy, a na obiad burger z frytkami - zdecydowała, bo jej również odpowiadała taka opcja.
Póki Sama nie było obok to mogły korzystać. Później będą musiały ograniczyć fastfoody w domu i jedynie raczyć się nimi wtedy, gdy syn nie będzie tego widział, aby przypadkiem nie zachęcać go do nieodpowiedniej diety. Tylko tego im brakowało, aby dzieciak nie otrzymywał odpowiednich składników odżywczych i roztył im się pomimo uczęszczania do szkółki piłkarskiej.
Stare nawyki odezwały się w niej w momencie, gdy tylko Zaylee zapaliła papierosa, siedząc przy barze. W zasadzie bezmyślnie sięgnęła do jej dłoni, aby wyjąć spomiędzy jej palców papierosa i samej się nim zaciągnąć. Robiła tak już od samego początku ich związku, a nawet jakiś czas przed nim. Z początku wywoływało to pewną irytację u koronerki, ale później zdecydowanie bardziej oswoiła się z tym paleniem na spółkę.
- Wiem. Pamiętam jak się skończyła impreza urodzinowa wujka Randy'ego - przypomniała, ale w zasadzie sama również wtedy się mocno porobiła, więc nie miała prawa oceniać.
Zdecydowanie za dużo wtedy wypiła. Zwłaszcza, że chodziło o rodzinne nalewki, które posiadały legendarny woltaż. Nic dziwnego, że spędziły potem noc w areszcie, gdzie miały wytrzeźwieć po tym jak wdały się w sprzeczkę z policjantami w Whitby.
- Chętnie spróbuję swoich sił. Jedna z nas jak widać chce zachować trzeźwy umysł, żeby mnie odholować do domu - odpowiedziała barmanowi, posyłając jeszcze krótkie spojrzenie Miller i przytaknęła na propozycję mężczyzny.
Ruszyła w kierunku odpowiedniego stolika, gdzie przyszykowano już dla niej szot. Miała za sobą już krótką rozgrzewkę w postaci paru łyków piwa, co może niekoniecznie było mądre, bo nie powinna mieszać, ale liczyła na to, że żelazna wątroba ją uratuje od śmierci.
Wokół już rozlegały się pierwsze wiwaty i okrzyki dopingu, gdy chwyciła w dłonie pierwszy kieliszek, aby wychylić jego zawartość jednym palącym haustem.
1d10
Alkohol był wyjątkowy i palił mocno w gardło. Nie miał większego smaku. Evina miała wrażenie, że to czysty spirytus. Łzy napłynęły jej do oczu, a w gardle znajdował się płynny ogień. Było źle. Zdecydowanie. Chciała nawet zamówić kolejnego szota, ale po odczekaniu krótkiej chwili, która miała zweryfikować czy na pewno utrzyma w sobie ten kieliszek, poczuła jak wszystko uderza w nią ze zwielokrotnioną siłą. Zbyt lekki posiłek i pół dnia spędzone na słońcu faktycznie miało na nią zły wpływ.
- Chyba jednak lepiej odpuszczę - zapowiedziała, czując już, że nogi robią jej się nieco bardziej miękkie, gdy tylko podchodziła do stojącej niedaleko małżonki. - Kiepski dzień na picie.
Oparła się o nią delikatnie i wydała z siebie niezadowolony pomruk. Dobrze, że przynajmniej koronerka miała tyle oleju w głowie, aby z tego wszystkiego zrezygnować. Powinna pójść za jej przykładem, ale przynajmniej spasowała zanim zdążyło ją całkowicie sponiewierać.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miały ten komfort, że mogły pozwolić sobie na wydatki związane z pobytem nad jeziorem. Było je na to zwyczajnie stać. Obie zarabiały dobrze i nie musiały na niczym oszczędzać. Miller nie po to zapierdalała dniami i nocami, żeby odmawiać sobie przyjemności. A skoro nie miała czasu, żeby wyjechać gdzieś na dłużej, to i tak w dużej mierze pieniądze się jej trzymały. Zawsze rozsądnie rozporządzała wydatkami i nie musiała przejmować się, że na coś kiedyś zabraknie.
Burger i frytki to dokładnie to, na co miała ochotę. Przytaknęła skinieniem głowy, ale zaraz spojrzała na Swanson spod przymrużonych powiek, kiedy ta sięgnęła po jej papierosa. Zaylee nie przypominała sobie, żeby dopiero co wyszła ze szpitala, żeby trzeba było jej dawkować nikotynę, dlatego zabrała żonie fajkę spomiędzy palców i wymownie spojrzała na paczkę, żeby wzięła sobie własnego.
To jest właśnie jeden z powodów, dla którego nie piję mocnych alkoholi — zaznaczyła na wspomnienie o imprezie u rodziny Swanson. Strasznie się wtedy sponiewierała, a jakby tego było mało, trafiły na dołek. Na nic zdały się wtedy tłumaczenia i znajomości na policji, bo funkcjonariusze pozostawali nieugięci. Teraz wystarczyło jej jedno piwo, a domu zwykle sięgała po lampkę wina, które pozwalało jej się zrelaksować.
Nie miała problemu z tym, że Evina wzięła swoich sił w piciu. Miała niezły spust, to może uda jej się wygrać. Jakiś czas temu suszyła jej głowę o to, że zdecydowanie za często zagląda do kieliszka, ale z czasem do tego przywykła. Była dorosła i Zaylee nie zamierzała jej niańczyć. To było jej zdrowie. Jeśli chciała przypłacić to marskością wątroby, to proszę bardzo, droga wolna.
Podążyła za nią, żeby przyjrzeć się jej poczynaniom z bliska. Na początku mogło się wydawać, że pierwszy kieliszek wszedł jak miód, ale nic bardziej mylnego, bo mina żony nie wskazywała niczego dobrego. Zrezygnowała szybciej niż w ogóle konkurs zdążył się rozkręcić. Spojrzała na nią z lekkim politowaniem i cmoknęła, dając do zrozumienia, że wiedziała, że tak to się skończy. Trzeba było pozostać przy piwie. Dobrze, że się od tej gorzały nie porzygała, chociaż sądząc po wyrazie twarzy, niewiele brakowało.
Ojej, nie smakowało ci? — rzuciła żartobliwym tonem. — Kto by pomyślał, że zrezygnujesz po jednym szocie — parsknęła pod nosem śmiechem. Zawsze myślała, że Swanson jest mocniejszą zawodniczką. A przynajmniej na taką się kreowała. — Zamówmy jedzenie, weźmy jeszcze po piwie na drogę i zwijajmy się do domku. Marzy mi się prysznic i wylegiwanie na leżaku — oznajmiła. Kiedyś priorytety byłyby inne, ale to pewnie starość czy coś. Teraz myślała jedynie o tym, żeby dobrze się na jeść i walnąć z książką na leżaku. Najlepsza forma odpoczynku.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”