Granica jest bardzo cienka jak świeży, sklejony lód; granica jest bardzo cienka, przymglona i przy tym żywa jak ślad odciśniętej szminki na powierzchni naczynia lub odsłoniętej skórze. Jest przekonany teraz że mógłby wyczuć jej obrys, wyczuć jak ugina się lekko i niebezpiecznie kiedy tylko utrzyma punkt nacisku. Wie jak niewiele trzeba, by ją obecnie złamać, wszystko co teraz robi jest właśnie takie, graniczne; i błąka się w dymie znaczeń których nie może (nie chce) w danym momencie nazwać i dalej tkwi w tym kokonie jak ćma pod dachem namiotu szukając metamorfozy, szukając sensu, szukając czegokolwiek co da mu zastrzyk emocji których zazwyczaj nigdy nie stosuje i które nie mają szansy rozpuścić się w krwiobiegu. Komentarz na jego temat był w końcu niezwykle trafny, chciał stąd wyjść i chciał uciec, choć szybko też zmienił zdanie próbując w tej chwili znaleźć coś dla siebie. Zrozumiał, że ryzykował. Grał niebezpiecznie stawiając na szali wszystko, włącznie z tym, że mógł wkrótce oszukać samego siebie. Przyszedł, by udowodnić jak wyglądają naprawdę te przyjęcia. Nie.
Jeszcze raz. Przyszedł bo był ciekawy dużo bardziej niż chciał tu cokolwiek udowodnić. Prawdziwą używką stała się ich rozmowa; jak partia szachów w której mieli wzajemnie zrzucać swoje figury. Nie grał tutaj by wygrać, mógł tylko odejść od stołu lub przegrać doszczętnie razem z drugim uczestnikiem.
-
Nie mówiłem, że jesteś. Mówiłem, że możesz być - wyznał mu uszczypliwie, tonem, który był dźwięczny jak niewinne draśnięcie mające za zadanie jedynie lekko trącić mu świadomość. Nie wiedział o nim nic więcej poza tą wyważoną i skąpą treścią którą dotąd przedstawił, a która, jak mógłby stwierdzić mówiła o nim niewiele choć przy tym mówiła wszystko. Zostawał z niczym, z samą kością domysłów którą nadgryzał próbując przedostać się do szpiku.
-
Niewiele, na spróbowanie - oznajmił decydując że należałoby docenić jego gest i nie skazywać go na sączenie resztek wina w samotności, chociaż przy tym nie uważał by w jakiś sposób miało mu to przeszkadzać. Patrzył na niego i zaczynał rozumieć z kim mógłby mieć do czynienia. Ludzie chcieli z nim być albo chcieli nim być, część może nawet myślała że będzie w stanie nim zawładnąć, pochwycić nagle za włosy zaciskając potrzaski swoich dłoni i nagiąć do kształtów marzeń palących nagłą gorączką ich umysły. Wymagał jednak respektu większego niż zabytkowe zamknięte w pudełku karty. Nie można było go słuchać. Nie można było
nie słuchać. Nie można było uginać przed nim kolan, nie można było pomyśleć że ma się choć trochę wpływ.
Słysząc dalsze pytanie, z jego ust pomknął szmer który mógł stać się cichym, wątłym powiewem śmiechu, choć nie był śmiechem, prychnięciem, był czymś innym, beztroskim, co mknęło bez uzbrojenia bez planu na przeciwległą stronę. Przez moment, ten krótki moment wydawał się nawet poruszony dogłębnie tą ciekawością, równocześnie świadomy że nie jest w stanie wyjaśnić jej na poziomie tego co aktualnie oczekuje.
-
Nie wiem.
Dlatego że nie wiedział, nie zadbał o to aby się przygotować oraz co gorsza nie poświęcił choć jednego momentu na błahe zastanowienie. Nie wiedział, nie próbując się bronić, przekonany że za tym wszystkim stoi właściwy cel. Nigdy nie był człowiekiem skłonnym przeżywać przeszłość. Doceniał różne odczucia, dlatego głównie, że miał świadomość jak potrafiły być ulotne. Każde z nich miało wartość gdy rozpuszczało się po jego wnętrzu, nie później, bo później gniew nie był gniewem, fascynacja nie była fascynacją, pożądanie nie było pożądaniem. Pomiędzy wszystkim jest cisza.
-
Ekscytacja - wymienił jego słowo, a później dołączył drugie -
czy podniecenie - mówił neutralnie, zupełnie jakby to określenie nie wywierało na nim najmniejszej presji, żadnego namacalnego pod powłoką poruszenia -
mają dla mnie sens tylko w chwili, gdy trwają - oznajmił, nieznacznie się nachylając. Wyglądał, jakby wciąż na coś czekał, jakby pytanie które zadał mu jeszcze na początku powtarzało się ciągle w każdym, miarowym cyklu oddechu, w każdej warstwie spojrzenia. Był czujny tak jak stworzenie które jak dotąd nie wie, czy może zaatakować; czy powinno. Czy było tylko ofiarą?
-
Nie, kiedy są historią - rozwinął swój punkt widzenia. Później wszystko stawało się mieszanką frustracji, żalu albo tęsknoty. Nikt nie był w stanie nawet o tym właściwie opowiedzieć, tak, żeby móc autentycznie to odtworzyć każdy detal. Tworzyło jedynie popiół, a on jak dało się zauważyć nie miał szacunku do czegoś tylko dlatego, że minęło.
-
Mógłbym, teoretycznie, powiedzieć ci, jeśli któreś z nich poczuję - zaoferował -
ale to bez znaczenia. Sam równie szybko dowiesz się i zobaczysz - bo wiem że doskonale odczytasz co dzieje się powierzchownie; wiem, że mam przed sobą osobę która jest uważna, wiem i nie będę próbować odjąć ci wszystkich cech, które obecnie w tobie zauważam. Wzruszył bez przekonania ramionami. Był tylko jeden warunek.
Napięcie znowu szarpnęło się, niespokojne.
-
O ile chcesz je wywołać - nie prowokował. Sprawdzał.
Edward Wentworth