26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Skok za nią do wody był dla niego naturalnym odruchem. Nie znosił tego paraliżu strachu, jaki próbował go opanować na widok Zoi wypadającej z łodzi. Musiał działać.
Nie wiedział, jak bardzo bał się o nią, dopóki nie znalazła się z powrotem przy nim. Sam nie rozumiał, co właściwie było powodem jego troski, ale to już nie było istotne, gdy na jej ustach pojawił się uśmiech. Łagodne spojrzenie i ciepło bijące od jej ciała tworzyło wyjątkową chwilę, której idealnym zwieńczeniem był pocałunek.
Tak się jednak nie stało. Intymny moment popsuła płynąca do nich łódź, a widok znajomych twarzy na dobre rozmył atmosferę wokół tej dwójki, pozostawiając jedynie niedosyt i niezręczność.
Bo Lucien po raz kolejny zapomniał się przy Zoi. Zupełnie wyszło mu z głowy, że zatoka była miejscem spotkania z jego przyjaciółmi i że zamierzał wypłynąć żaglówką z zamiarem dobrej zabawy w towarzystwie bliskich. Ujrzawszy ciemnowłosą w przystani, uznał, że zabranie jej ze sobą będzie świetnym pomysłem, dzięki któremu spędzą ze sobą więcej czasu, a ona pozna trochę jego świata. Mógł się domyślić, że pozostanie sam na sam na łódce skończy się w podobny sposób - we własnych objęciach. Kobieta tak pochłonęła jego uwagę, iż zapomniał ją uprzedzić o gościach, którzy w końcu postanowili do nich dołączyć.
Na jej pytanie i zdezorientowany wyraz twarzy na kilka sekund się zawahał, próbując zebrać myśli w słowa. Wszystko działo się tak szybko, że nie zdążył przemyśleć niczego, co było z nimi związane, a wiedział przecież, że nie unikną pytań.
Nie przypuszczałem, że spotkam Cię na molo — wyjaśnił na swoją obronę, mając nadzieję, że to na razie jej wystarczy. Umówił się z przyjaciółmi, zanim ją zobaczył i postanowił po prostu zabrać ze sobą na pokład. Jego rozsądek przy niej zdawał się działać wybiórczo.

Dziwna nerwowość dopadła go po wejściu z powrotem na pokład, ale nie zamierzał dać tego po sobie poznać. Mogłeś mnie nie zabierać. Na jej równie nerwową uwagę aż rozchylił wargi, na moment wstrzymując powietrze, bo znał na to odpowiedź. Nie mógł jej nie zabrać.
Ale to zrobiłem — odparł w końcu głosem, który mówił, że co się stało, to się nie odstanie. I mimo tego, w jakich okolicznościach spotkali jego znajomych, wcale nie żałował swojej decyzji, co odbijało się w jego oczach, gdy zakładał na nią ręcznik. W tych jej dostrzegł za to czającą się panikę.
Hej, spokojnie. Będzie dobrze. Można im ufać — zapewnił łagodnie, nie poddając się piętrzącym się pod skórą emocjom. Miał ją wprowadzić w swój świat i chciał, by czuła się możliwie jak najbardziej komfortowo. A żeby to zrobić, musiał wykazać opanowanie i przekonać tym Zoyę, że wszystko miał pod kontrolą.
Już miał odwrócić się w stronę przybyszy, żeby się z nimi przywitać, gdy ciemnowłosa złapała go za nadgarstek, mocno pociągając go do siebie. Odwrócił na nią spojrzenie i poruszył brwiami w zaskoczeniu, najpierw patrząc na kurczowo zaciśnięte dłonie wokół jego ręki, a potem na wyraźnie spanikowaną dziewczynę. Westchnął cicho i obdarzył ją łagodnym spojrzeniem.
Po prostu bądź sobą — uśmiechnął się do niej kącikiem ust, wolną dłoń kładąc na jej w celu dodania jej otuchy. Właśnie ta jej naturalność sprawiała, że widział w niej coś, czego w większości innych kobiet nie potrafił dostrzec. — Tylko nie wspominaj o ciąży, dobrze? — Jeszcze jedno krótkie spojrzenie w jej niebieskie tęczówki, przelotne muśnięcie kciukiem jej skóry, i, finalnie wyswobodzony z jej kajdan, wyminął Zoyę, żeby wyjść gościom naprzeciw.

Pierwsza podeszła do niego ciemnowłosa, wysoka kobieta. Obdarzywszy go promiennym uśmiechem, bez skrępowania położyła mu na moment dłoń na piersi.
Cześć, Przystojniaku — mruknęła i pochyliła się, by subtelnie pocałować go w policzek.
Cześć Piękna. — Lucien odpowiedział jej pogodnym uśmiechem, na chwilę zatrzymując dłoń na jej talii i oddając jej buziaka.
Zaraz za Maggie z równie szerokim uśmiechem przywitała się z nim blondynka.
Hej, Lucy — obdarzyła go szybkim buziakiem w policzek. — Nie mówiłeś, że będziesz mieć towarzystwo — zerknęła znacząco na Zoyę.
To była spontaniczna decyzja — odparł Lucien bez zająknięcia swobodnym tonem, zbijając z Henry’m piątkę. Tak, jakby ta decyzja wcale nie miała dla niego większego znaczenia.
Spontaniczna? Takie słowo istnieje w Twoim słowniku? — Elle rzuciła mu zaczepne spojrzenie, wyraźnie strojąc sobie z niego żarty, na co Lucien pokazał jej język.
Po tym szybkim przywitaniu, odwrócił się do Zoi. Kim była? Co mógł o niej powiedzieć? Żadne z określeń, które przychodziły mu do głowy, nie były dostatecznie dobre. Nie było chwili na wahanie.
To jest Zoya. Moja przyjaciółka — przedstawił ją najprościej, jak potrafił, w przelocie posyłając jej lekki uśmiech. Matka mojego dziecka.
Niemożliwe. To Ty masz innych przyjaciół poza nami? — Blondynka na chwilę uniosła wysoko brwi, by zaraz roześmiać się cicho w rozbawieniu. Żartobliwość udzieliła się także Lucienowi, który parsknął śmiechem, czując, jak napięcie w jego mięśniach zaczyna odpuszczać.
Ukrywałem się z tym, żeby nie było wam przykro — uśmiechnął się łobuzersko w jej stronę, na co dziewczyna puściła mu oko.
Jasne — zdążyła odpowiedzieć, kiedy przed nią wysunęła się wysoka ciemnooka, która wyciągnęła do Zoi rękę.
Jestem Margaret. — Lekki, grzeczny uśmiech ozdobił jej twarz, lecz w jej uważnym spojrzeniu, z jakim przyglądała się Weasley, nie było cienia entuzjazmu. Blondynka przewróciła teatralnie oczami.
Daj spokój, Maggie, nie bądź taka oficjalna — klepnęła Maggie w ramię, po czym przepchała się przed nią do Zoi. — Jestem Elle — wskazała dłonią na siebie. — A to Henry — przekrzywiła głowę, żeby wskazać na stojącego obok mężczyznę, który momentalnie posłał Zoi szeroki uśmiech, znacznie przyjemniejszy od tego Margaret i podał jej dłoń na znak, że miło było mu ją poznać.
Lucien przyglądał się temu wszystkiemu z boku, zadowolony z dobrego przyjęcia Zoi, gdy wtem przysunęła się do niego Maggie.
To gdzie się poznaliście? — zapytała zaciekawionym, swobodnym głosem, spoglądając to na Spencera, to na Weasley. Mężczyzna zerknął na Zoyę, a jego tęczówki rozbłysły pod wpływem zawadiackich iskier.
W klubie. Podobno spadłem jej z nieba — przyznał z rozbawieniem, odwracając głowę z powrotem na towarzyszy. Nie kłamał. Naprawdę tak było, a jednak brzmiało to komicznie, bo udało mu się tym rozbawić przyjaciół.
Nie powiedziałabym, że jesteś aniołkiem — Maggie ściągnęła brwi, posyłając mu nieco zadziorny uśmieszek. Widząc to, Lucien przygryzł wargę, próbując powstrzymać mimowolny uśmiech. Wiedział dokładnie, co miała na myśli, ale zamierzał milczeć, jak grób. Co było, to było. A teraz obok stała Zoya.
Chociaż to przecież niczego nie zmieniało.

Zoya
25 y/o
For good luck!
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ale zrobiłem - zaświszczało jej w uszach i aż rozchyliła wargi, przypomniawszy sobie rozmowę na farmie, podczas której poruszyli temat zuchwałości i arogancji.
Dla Zoi intencje Luciena wciąż nie były jasne. Nie wiedziała, czego powinna się spodziewać. Nie wiedziała też, czego oczekiwał od niej w chwili, w której chciał przedstawić jej swoich znajomych. Sama nie odważyłaby się na taki krok. Nawet nie zdradziła jeszcze jego tożsamości Adeline, choć kochała tę kobietę jak siostrę.
Nic więc dziwnego, że Zoya nie uspokoiła się ani po jego słowach, ani po radzie, aby po prostu była sobą. Uważała, że jej prawdziwy charakterek potrafił być obosiecznym mieczem, a Lucian najwyraźniej naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, co mówił. A potem po raz kolejny dał jej do zrozumienia, że i c h ciąża, nawet w tak z a u f a n y m towarzystwie, pozostawała tematem tabu, czym - pomimo wcześniejszych, szczerych chęci - jeszcze bardziej zdenerwował Zoyę.
Toć nie była samobójcą, aby się narażać!

Przez chwilę obserwowała cały proces powitań, starając się jednocześnie nie zdradzić miną, jak bardzo nie podobało jej się to, że obecnie znajdowała się na pokładzie.
Co dziwniejsze, gdy ujrzała wysoką, ciemnowłosą kobietę, która położyła dłoń na klatce piersiowej Luciena i pocałowała go w policzek, patrząc na niego z podejrzaną dla Zoi poufałością, poczuła, jakby na moment ktoś odebrał jej tlen. Powstrzymała się jednak od prychnięcia, gdy w podobny sposób Lucien powitał się z drugą dziewczyną. Ta (w przeciwieństwie od Maggie) z kolei wydawała się bardziej zainteresowana nową osobą niż samym Spencerem.
Kiedy blondynka nawiązała z nią kontakt wzrokowy, Zoya mimowolnie drgnęła i stanęła bliżej, choć wciąż się nie odezwała. Nie chciała wtrącać się w ich frywolną, zaczepną pogawędkę, więc nadal obserwowała wszystko z delikatnym, acz niepewnym uśmiechem.
Aż w końcu Lucien przedstawił ją jako swoją przyjaciółkę. Gdy w tym samym momencie odwrócił się w jej stronę i uśmiechnął, nie odwzajemniła tego gestu z taką samą szczerością jak on. Spojrzała mu prosto w oczy z iskrami złości, marszcząc w charakterystyczny dla siebie sposób nos, po czym z lekkim szyderstwem uniosła kąciki ust.
Następnie prychnęła, odrobinkę bardziej rozluźniona, kiedy Ellie w teatralny sposób zadała swoje pytanie. Może dzięki temu poczuła się swobodniej, a przynajmniej do czasu, aż Margaret zdecydowała się przedstawić. To z kolei ponownie skomentowała blondynka.
Miło mi was poznać — powiedziała z niesłychaną uprzejmością. — Tak jak ujął to Lucien, jestem Zoya. Jego przyjaciółka — dodała, potwierdzając tym samym słowa Spencera.
Niespodziewanie Ellie rzuciła jakąś anegdotkę dotyczącą stojącego obok Henry’ego. Chyba zrobiła to tylko po to, aby zapodać jakikolwiek luźny temat. Zoya natychmiast się roześmiała. Oczywiście w przeciwieństwie do bruneta, który w odpowiedzi strzelił blondynkę w ramię.
Pomimo tego stała wystarczająco blisko, aby usłyszeć, jak Margaret zapytała Luciena o okoliczności ich poznania. Właściwie sama była ciekawa, co odpowie i czy w ogóle jakkolwiek się przygotował. Niemniej, gdy tylko usłyszała jego słowa, natychmiast posłała mu zdumione spojrzenie. Jednocześnie w jej oczach zatańczyły iskry oburzenia. Pozostali jednak podchwycili żart i od razu się roeśmiali. W przeciwieństwie do Zoi, która wzrokiem zdawała się pytać o to, co wyprawiał.
Nadal badała grunt. Nie wiedziała na ile rzeczywiście mogła sobie pozwolić z tym całym byciem sobą.
Z kolei słysząc słowa Maggie mimowolnie zmarszczyła brwi, najwyraźniej zaciekawiona tym tematem.
Mnie się wydaję całkiem sympatyczny, ale pewnie jeszcze tak świetnie go nie znam — zaśmiała się znowu, o zrozo, złośliwie i uroczo marszcząc ten swoj nosek, po czym odwróciła się plecami do Luciena i kontynuuowała rozmowę z Ellie. Dziewczyna akurat znowu napomknęła coś o Henrym!
Możesz przestać stroić sobie ze mnie jakieś podśmiechujki? — prychnął brunet, ni to rozbawiony, ni obrażony. Pstryknął rozchichotaną blondynkę w czoło, po czym założył ręce na biodra i bardzo odważnie przesunął spojrzeniem po sylwetce Zoi. Nie dało się tego nie zauważyć, więc intuicyjnie skrzyżowała ramiona. Celowo splotła je wyżej, aby zasłonić mu widok swoich piersi. I chyba właśnie w tym momencie cmoknął, ale już nie była tego pewna, bo Ellie uwiesiła się na jej ramieniu, jednocześnie wskazując na brzeg Scarborough Bluffs.
Uwielbiam to miejsce! — krzyknęła. — To co, pijemy coś? Zoya, lubisz Sex on the Beach?Whatever. Sex on the beatch; Sex on the club. — Bo Maggie to tylko fanka margarity — i pociągnęła ją w stronę barku.
Zoya ledwo zdążyła odwrócić się w kierunku Luciena i Maggie. Posłała mężczyźnie wymowne spojrzenie, a następnie wytknęła mu język. Już w pełni rozchochocona, skupiła się na Ellie, która zapalczywie grzebała za ladą.
Po piętnastu minutach rozmowy o wszystkim i o niczym, w trakcie której dołączył do nich także brunet, Ellie skończyła przygotowywać napoje. Widać było, że była lepiej zaprawiona, bo zważywszy na antybiotyk, zrobiła dla Zoi nawet bezalkoholową wersję. Reszcie, nawet kapitanom, nie poskąpiła alkoholu.
Chyba nic dziwnego, że Zoya planowała zająć miejsce na kanapie obok Luciena. Jednak Maggie rozłożyła swoje długie, opalone nogi na 3/4 mebla. Wsparła się przy tym łokciem o bark Spencera. Zoya podała mu więc jedynie drinka, przypadkiem stykając się z nim palcami, po czym sama przysiadła po drugiej stronie z własnym napojem.
Nerwowo pociągnęła spory łyk i odwróciwszy głowę, przypadkiem nawiązała kontakt wzrokowy z Henrym. Ten z kolei skorzystał z wolnego miejsca i przysiadł obok Zoi, uprzednio wyciągając ramiona wzdłuż całego oparcia kanapy.
Było dziwnie, ale według Zoi stosunkowo lepiej, niż na samym początku.
Czym się właściwie zajmujesz, Zoyka? — Dołączyła do nich Ellie. Położyła pozostałe napoje na stole i usadowiła tyłek na pufie. — Lubisz żeglować?
Jestem weterynarzem — Zmieliła ślinę i znowu upiła łyk drinka. — Właściwie to mój pierwszy raz, więc jeszcze nie wiem, czy lubię. Przypadkiem spotkaliśmy się z Lucienem na molo i zaproponował, abym do was dołączyła — skłamała głado, nieco poprawiając rzeczywistą wersję wydarzeń.

Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Domyślał się, co kryło się za tą złością skrytą w oczach Zoi. Ewidentnie była zła za to, na jaką minę ją wprowadził. I choć zdawał sobie sprawę, że trochę zawinił, nie przygotowując jej na poznanie z jego przyjaciółmi, to patrząc na jej zmarszczony nos musiał przyznać w myślach, że była urocza.
Trochę obawiał się nie tylko tego, jak przyjaciele zareagują na dziewczynę, ale i tego, jak ona zareaguje na nich. Mimo wszystko zależało mu na tym, żeby każda ze stron się ze sobą dogadała. W końcu Zoya miała stać się nieodłącznym elementem jego życia, o czym pozostali mieli dopiero przekonać się za jakiś czas.
I, patrząc po ogólnej atmosferze, wszystko wydawało się zmierzać w dobrym kierunku. Nie mógł nie zauważyć momentu, w którym Zoya się zaśmiała, bezwiednie spoglądając w jej kierunku. Po chwili zajęła go Maggie. Reakcja pozostałych na jego odpowiedź nie była dla niego tak ważna, jak Zoi, która była widocznie oburzona. Rozbawiony wzruszył na to jedynie beztrosko ramionami. Naprawdę nie miała się czym przejmować.
Akurat tego nie da się zaprzeczyć — Margaret uśmiechnęła się kącikiem ust, ale Lucien nie zwrócił na nią uwagi, wpatrując się w Zoyę i jej kolejną złośliwą minę. Całkiem sympatyczny. Brzmiało to bardzo niewinnie. A oboje wiedzieli, że nie miało to z nim zbyt wiele wspólnego.
Na pytanie Ellie o picie już miał zaoponować, ale wtedy Maggie pociągnęła go za rękę, zwracając na siebie jego uwagę.
Bo jest najlepsza — przewróciła oczami. — Chodź, Luke, pomóż mi z playlistą. — To nie była propozycja, bo zaraz wyciągnęła go w stronę sprzętu.
Lucien w przelocie spojrzał na Zoyę, która z pewną złośliwością pokazała mu język. Nieznacznie prychnął, powracając wzrokiem do przyjaciółki. Jeśli wcześniej wydawało mu się, że miał wszystko pod kontrolą, to teraz uświadomił sobie, w jak wielkim był błędzie. Chyba nie pozostało im nic innego, jak poddać się temu szaleństwu.
Z podłączeniem i wybraniem odpowiedniej muzyki zeszło im się dłużej, niż przewidywał, nie przeszkadzało mu jednak, że dziewczyna co chwila zaglądała mu przez ramię, w międzyczasie dyskutując z nim na temat wakacji i pytając go o zdanie w kwestii kierunków. Lekki ton rozmowy sprzyjał żartobliwości i wybuchom śmiechu, które co chwila przecinały powietrze.
Te zelżały, gdy na chwilę dołączył do nich Henry, zmieniając temat ich rozmowy.
Hej, Luke. Ta Twoja przyjaciółka to naprawdę tylko przyjaciółka? — zapytał zaciekawiony.
Na to pytanie Lucien mimowolnie się spiął. W tej chwili naprawdę trudno było określić rodzaj relacji, w jakiej tkwili z Zoyą. To, że mieli mieć ze sobą dziecko, zmieniało między nimi tyle, że oboje chcieli mieć ze sobą dobry kontakt. Bez małżeństw, bez związków, tak, jak Zoya zaznaczyła to w Huntsville. A on się z tym zgadzał. Tak przecież było prościej.
Tak — odparł krótko, naturalnym tonem, przesuwając wzrokiem po kumplu, żeby w następnej sekundzie wrócić do tableta i w końcu zdecydować się na losowy utwór. Widział po Henry’m to kiwnięcie głową i cień uśmiechu, zanim odszedł z powrotem do dziewczyn, ale tłumaczył sobie w myślach, że i tak nie miał u niej szans. Nie dostrzegł tylko, że Maggie również odetchnęła z ulgą, a uśmiech nie przestawał schodzić jej z ust.
Po chwili usadowił się na kanapie i spojrzał na zbliżającą się w jego kierunku Zoyę. Miał jakąś dziwną nadzieję, że usiądzie obok, ale zamiast niej kątem oka zobaczył przysuwającą się do niego Maggie.
Dziękuję — odebrał drinka od przyjaciółki, patrząc na nią odrobinę dłużej, niż wypadało. Ich przypadkowe zetknięcie palców odczuł aż nazbyt świadomie, ale nie dał tego po sobie poznać.
Gdy tylko się odwróciła, spróbował swojego drinka i aż skrzywił się na smak tej ilości alkoholu. Rzadko kiedy zdarzało mu się pić, a dziś szczególnie nie miał na to parcia. Tak było bezpieczniej, zwłaszcza, że Zoya pić nie mogła.
Cholera, chcecie mnie upić? — zapytał z udawanym wyrzutem. Alkohol jednak rozluźniał, co na początku tego spotkania wcale nie było takim złym pomysłem.
Och, Lucy, widujemy się raz na dwa czy trzy miesiące. I masz wakacje, możesz sobie pofolgować — Ellie machnęła na to lekceważąco ręką.
Pokręcił głową w rozbawieniu, powracając wzrokiem na Zoyę, która usiadła naprzeciwko niego. Co prawda, nie siedziała przy nim, ale stamtąd miał na nią idealny widok. Nie podobało mu się tylko to, że Henry zajął miejsce obok niej. Zaraz jednak skupił myśli na odpowiedzi Zoi, mimowolnie unosząc kąciki ust na wspomnienie o propozycji. Jeśli tak można było nazwać zaciągnięcie jej na swoją łódź…
Stała w kolejce na rejs wycieczkowy. Uznałem, że z nami będzie bawić się znacznie lepiej — wyjaśnił swobodnie. Bo tak właściwie było. Z nim na pewno bawiła się lepiej, niż z pospólstwem pozostawionym na molo. Poza tym taki rejs nie zawierał w sobie aż tylu atrakcji. W gruncie rzeczy nie miała na co narzekać.
Z rozmowy wynikło, że jego przyjaciele posiadali własne firmy albo pracowali w firmach rodziców. Posiadanie zabezpieczonej przyszłości było w tych kręgach zupełnie naturalne. Nikt z nich nie musiał martwić się o swoją karierę. Nie, to co Lucien.
O właśnie, powiedz, Luke, co się stało podczas ostatniego niedzielnego wyścigu? Szło ci przecież tak dobrze — ożywił się Henry.
Zoya się stała, w pierwszej chwili nasunęło mu się na myśl. Wcale nie szło mu tak dobrze, skoro pozwolił sobie tak łatwo się rozproszyć. Grymas niezadowolenia pojawił się na jego twarzy, gdy pomyślał o tym w ten sposób.
Głupi błąd, nie zauważyłem w porę Garcii — odparł, chcąc uciąć temat jak najszybciej. Rozmowa o tym niejako godziła w jego dumę. Ale Henry nie dawał za wygraną.
Wiesz, Zoya, że jest międzynarodowym kierowcą wyścigowym? — zapytał, pochylając się nieco w jej stronę i posłał jej konspiracyjne spojrzenie.
Nie rozmawiajmy może o pracy, co? — Na twarzy Luciena wykwitł grymas. Ten temat był nudny, poza tym nie chciał przytłoczyć Zoi bardziej, niż już mogła to odczuć. W tym momencie Maggie odwróciła głowę w jego stronę i z błyskiem w oczach zagadnęła.
No właśnie, lepiej powiedz, co z Europą? Przecież miałeś lecieć do Toskanii.
Spencer na kilka sekund wstrzymał powietrze, zaskoczony pytaniem. Nie musiał wodzić spojrzeniem po wszystkich, by być pewnym, że każde spojrzenie było skierowane na niego. Łącznie z niebieskim, bystrym wzrokiem Zoi.
Spodziewał się, że odwołanie jego wyjazdu zaintryguje paczkę i miał na to przygotowaną odpowiedź, niemniej obecność Weasley wzbudzała w nim pewien niepokój. Nie miał wątpliwości, że cokolwiek powie przy niej, ta od razu zorientuje się, czemu został w Toronto, zamiast korzystać z odpowiedniego restartu, o którym wspominał na wsi.
Zatrzymały mnie obowiązki — przyznał w końcu lakonicznie.
Obowiązki? Przecież FIA wręcz nakazuje wam 2 tygodnie urlopu, zanim wrócicie do treningów. Powinieneś teraz smażyć tyłek na europejskim słońcu w willi z basenem — Henry przekrzywił głowę, spoglądając na niego z krytyką.
Tym razem w fundacji. Miałem trochę spraw do ogarnięcia, których nie da załatwić się między jednym lotem a drugim. Poza tym, kanadyjskie słońce też wcale nie jest takie złe — wzruszył ramionami, mając wrażenie, że tym razem udało mu się wybrnąć gładko z tematu. Pomoc przy fundacji jego matki zawsze była świetnym pretekstem, jeśli prawda nie była zbyt wygodna. A prawda była taka, że odwołał wyjazd dla Zoi, którą obdarzył krótkim spojrzeniem, badając jej reakcję z nadzieją, że może jednak nie doda dwóch do dwóch.
Dobra, dosyć tego gadania, pijcie szybko i idziemy skorzystać z tego wcale nie takiego złego kanadyjskiego słońca. — Ellie dopiła swoją szklankę i wstała energicznie, żeby podgłosić muzykę.

przyjaciółka
25 y/o
For good luck!
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zoya zaśmiała się znad swojej szklanki, zdając sobie sprawę, ile Ellie wlała Lucienowi alkoholu. Właściwie próbowała ją przekonać, że to nierozsądne, zważywszy na to, że sterował łodzią, ale blondynka zapewniła, że i tak na pewno wypije tylko jednego.
Na kanapach starała się na niego nie patrzeć, a przynajmniej nie na tyle często, aby ktokolwiek mógł się domyślić, że do przyjaźni było im daleko. Dopiero się poznawali, a zrobili to z najgorszej możliwej strony. Zrobili sobie dziecko.
Gdy usłyszała słowa Luciena, przez parę sekund musiała się zastanowić. Czy... Czy rzeczywiście bawiła się z n a c z n i e lepiej? Na początku na pewno, a teraz trudno było jej to jeszcze jednoznacznie określić. W innych okolicznościach z pewnością cieszyłaby się z nowego, imprezowego towarzystwa i alkoholu. Obecnie jednak nadal próbowała się z tym wszystkim oswoić.
Kto wie, może na rejsie też bym poznała kogoś interesującego — odparła swobodnie, uprzednio mieszając drinka w szklance.
Zoya absolutnie nie uważała, aby zwyczajni ludzie byli pospólstwem. Poniekąd sama do nich należała, skoro nie zarabiała potężnych pieniędzy w rodzinnych firmach, nie rozwijała kariery ani nie mogła liczyć na to, że rodzice pożyczą jej jacht, który, de facto, sama kupiła im w prezencie.
Była zwyczajna. Normalna na swój dziwny sposób i naturalna. Mogła swobodnie powiedzieć swojej przyjaciółce, że była w ciąży i nie zastanawiać się nad tym, czy za chwilę paparazzi wyskoczy jej z kapelusza.
Do czasu, hehe, aż poznała Luciena.
Oburącz złapała szklankę i usadowiła ją sobie na nagich udach. Zarazem spojrzała na Luciena w dziwnym oczekiwaniu na odpowiedź. Chyba po raz pierwszy zastanowiła się, czy taki zawodowiec mógłby nie zauważyć bolidu rywala, czy może był po prostu czymś rozkojarzony. Na przykład ich rozmową w szatni.
Patrzyła na niego, rozmyślając o tym wszystkim, aż pytanie Henry’ego sprawiło, że odzyskała rezon. Mechanicznie skierowała twarz w stronę bruneta i gładko skłamała:
Nie, nie miałam pojęcia.
Jesteście przyjaciółmi, a o tym nie wiesz? — rzuciła Maggie, a w jej głosie wyraźnie pobrzmiewała z pozoru niewinna, prześmiewcza nuta.
Zoya jedynie posłała jej pobłażliwy uśmiech.
Hmm... — Skrzyżowała nogi i lekko dygnęła stopą. Nie zdążyła się wypowiedzieć, bo Lucien w porę się wtrącił, więc natychmiast mu przytaknęła. — Nie wszystkie rozmowy muszą obracać się wokół pracy. Czy jest międzynarodowym kierowcą, czy nie, jakie to ma znaczenie? — zapytała retorycznie. — Nie jestem fanką prędkości — dodała trochę bardziej żartobliwie, aby przypadkiem nie zagęścić atmosfery ich rozmowy. Jednocześnie swoje słowa skierowała bezpośrednio w stronę Luciena, patrząc na niego przez krótką chwilę.
Wtedy jednak Maggie odwróciła głowę w stronę mężczyzny i z błyskiem w oczach zagadnęła o jakąś Europę, czego Zoya również nie zrozumiała. W skupieniu więc słuchała całej wymiany zdań, stopniowo dochodząc do coraz pewniejszych wniosków.
I znowu z jednej strony poczuła się przytłoczona, a z drugiej prawdopodobnie wdzięczna, że Lucien naprawdę poważnie podszedł do ich problemu i postanowił rzeczywiście ją wesprzeć. Albo inaczej, wziąć odpowiedzialność.
Oczywiście jej wewnętrzna złośnica nakazywałaby w tym momencie powiedzieć, że mógł sobie pojechać na ten urlop. Tylko czy wtedy rzeczywiście znajdowałaby się w tak ważnym punkcie ich relacji? Nie, Zoya nie była pewna.
Słuchała więc o jego obowiązkach w fundacji, delikatnie przytakując i spoglądając mu głęboko w oczy. Kiedy skończył, zdała sobie sprawę, że wszyscy wciąż skupiali na nim swoją uwagę, więc ułożyła usta w słowo ,,dziękuję”, po czym uśmiechnęła się wdzięcznie i pokrzepiająco; tak, jak nie przywykła się uśmiechać do innych.
Powinien wiedzieć, że naprawdę to doceniła.
Ten krótki epizod przerwała wstawka Ellie. Dziewczyna zamierzała rozruszać towarzystwo, więc Zoya mimowolnie wstała, a wraz z nią niespodziewanie poderwał się Henry, o którego zahaczyła szklanką. Poskutkowało to wylaniem jej zawartości na nagą klatkę piersiową mężczyzny i hukiem rozbijającego się szkła.
Zoya w pierwszej chwili nie zarejestrowała, że zrobił to specjalnie, więc pospiesznie złapała za ręcznik i, jak gdyby nigdy nic, chciała go wytrzeć. Zanim jednak zdążyła dotknąć materiałem jego skóry, brunet złapał ją pod żebrami i niespodziewanie przeniósł kilka kroków dalej. Najwyraźniej po to, aby nie zraniła się odłamkami.
Jeju, przepraszam — wydukała trochę zdezorientowana, kiedy ostatecznie postawił ją na ziemi. Dopiero wtedy nerwowo zaczęła ścierać napój z klatki piersiowej Henryego, któremu najwyraźniej taka kolej rzeczy się spodobała, bo rozchochocony uniósł ramiona z figlarnym uśmiechem.
Nic się nie stało. To ja powinienem bardziej uważać.
Powinien, przemknęło przez głowę Zoi, ale zamiast to powiedzieć, niewinnie uniosła kącik ust, po czym zerknęła przez ramię na Luciena. Przez piętrzące się w niej zakłopotanie instynktownie potrzebowała odnaleźć go wzrokiem. Kiedy jednak raptem na kilka sekund skrzyżowała z nim spojrzenie, Maggie znowu stanęła na linii ich kontaktu i skradła całą uwagę. Tym razem przywarła policzkiem do ramienia Spencera.
Wskoczymy razem do wody?
Zoya natychmiast się wyprostowała, jednak w tym samym momencie, ku chwale operatora sieci, zadzwonił jej telefon. Nie odpowiadając, złapała urządzenie ze stolika, po czym pośpiesznie ruszyła w kierunku steru, aby odebrać. Dzwonił Ronald, który miał w zwyczaju odzywać się w związku z jakimiś pierdołami, ale akurat dzisiaj miała dla niego wiele cierpliwości.
Kiedy skończyła i teoretycznie zamierzała wrócić do grupy, za plecami ujrzała Luciena. Stał z dwiema pustymi szklankami, z czego jedna ze względu na swój fikuśny kształt, należała do Maggie.
Właśnie wtedy Zoya nie zdążyła powstrzymać ironicznego prychnięcia.
Wszystkie emocje i związane z nimi niewiadome naprawdę zaczęły jej dokuczać. Z jednej strony utrzymanie z tym mężczyzną czysto przyjacielskich relacji wydawało się sensowne. Z drugiej jednak chyba poczuła się zazdrosna. Maggie ewidentnie próbowała zwrócić na siebie uwagę i coraz śmielej zagarniała tę, która należała do Luciena.
To było niesprawiedliwe, ale tak naprawdę nawet nie mogła tego obiektywnie ocenić, bo miała wrażenie, że zbyt łatwo by się zapędziła.
Twoja koleżanka cię wypuściła? — zapytała i mimowolnie wyjrzała zza pleców Luciena w poszukiwaniu tej cholernej, natrętnej rzepy. Z tej pozycji widziała jedynie Ellie i Henry’ego, którzy rzeczywiście postanowili się wykąpać. Zoya cmoknęła z dezaprobatą, a nieprzyjemne uczucie zapiekło ją pod skórą. Całkiem przypadkiem przypomniała sobie jak Maggie stwierdziła, że nie był aniołkiem i obecnie ledwo powstrzymała się od uszczypliwości.

Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pokiwał głową, jakby zgadzał się z jej przypuszczeniami. W pewnym stopniu. Bo owszem, gdyby się nie spotkali, mogłaby inaczej spędzić ten dzień, ale według niego tam, na miejscu, raczej nie było nikogo bardziej interesującego od niego.
Tego już się nie dowiemy — stwierdził, upijając kolejny łyk drinka. Mocnego drinka.
Spotkał się już z wieloma opiniami na swój temat, ale fakt, że był kierowcą wyścigowym, skupiał na sobie znacznie więcej uwagi, niż by tego chciał. Ludzie dostrzegali w nim głównie charyzmatycznego profesjonalistę, potencjalnego rywala i faworyta tegorocznych mistrzostw. A kim był naprawdę? Niewiele osób było w stanie nie patrzeć na niego przez pryzmat jego kariery. Częściowo o to właśnie dbał - o tę prywatność, nie pozwalając innym dostrzec w nim więcej, niż chciał to pokazać.
Swoimi słowami Zoya udowadniała, że postrzegała go nie jako światowej sławy kierowcę, ale jako zwykłego człowieka. Zrozumiawszy to, co kryło się w jej wypowiedzi, nieznaczne drgnęły mu powieki. Nie odwrócił jednak od niej spojrzenia, a w tym jego pojawiło się coś łagodniejszego. Mimo tak prostych słów, zrobiło to na nim wrażenie bardziej, niż się tego spodziewał. A gdy dodała, że nie była fanką prędkości, kącik jego ust uniósł się nieznacznie ku górze. Pewnie jako jedyny w pełni rozumiał ten żart — odnosiło się to nie tyle do niego, co do jej własnej jazdy, o której powiedziała mu na wsi.
Jego uwagę od niej odwróciła Maggie swoim pytaniem o urlop. Prawdę mówiąc, gdyby postanowił wyjechać, nie pojechałby do Huntsville. A przez to nie mieliby możliwości poznać się z Zoyą bliżej.
Byłby nieszczery wobec samego siebie, gdyby nie przyznał, że nie pomyślał o tym, by wylecieć z Toronto na dwa tygodnie i odizolować się od tego problemu. Po tak tragicznie zakończonej połowie sezonu potrzebował spokoju, odpoczynku i kompletnej regeneracji od uporczywych, negatywnych myśli. Rozsądek jednak nie pozwolił mu na taki błąd.
Dlatego teraz spędzał czas na swojej żaglówce w towarzystwie Zoi i jej przyjaciół. Kiedy ostatecznie podniósł wzrok na Weasley, na ułamek sekundy zastanowiło go, jak znaleźli się w tej sytuacji? Och, wiedział aż zbyt dobrze. Przez niego. Nie mógł wystawić swoich przyjaciół. Ale nie chciał też zostawiać jej na molo samej.
Widział to głębokie spojrzenie, jakim obdarzyła go po jego wyznaniu. A potem dostrzegł ten niewielki ruch jej ust, układający się w słowa wdzięczności. Kiedy kąciki jej ust rozszerzyły się subtelnym uśmiechu, mimowolnie oblało go przyjemne ciepło. Skinął prawie niedostrzegalnie głową, odpowiadając jej tym samym drgnięciem ust. Na te kilka sekund niemal zapomniał o tym, że nie byli sami.
Przypomniała mu o tym Ellie. Lucien zdążył odłożyć swoją w połowie pustą szklankę z drinkiem na blat stolika, kiedy tuż przed nim wydarzyła się osobliwa sekwencja zdarzeń. Jego bystre spojrzenie bez najmniejszego problemu zarejestrowało podniesienie się Zoi z miejsca i pospieszne poderwanie się Henry’ego, by w następnej chwili szklanka chlusnęła w jego nagi tors i rozbiła się pod stolikiem. Odłamki szkła momentalnie posypały się po podłodze, a jeden z nich odbił się od stopy Spencera, niemniej nie to było teraz ważne.
Z przyspieszonym biciem serca patrzył na wystraszoną Zoyę, czy nic się jej nie stało, ale brunet zareagował szybciej, przenosząc ją poza obszar wypoczynkowy. Lucien nerwowo zwilżył wargi, starając się stłumić w sobie nagłą potrzebę zaciśnięcia szczęk na widok Zoi wycierającej klatkę piersiową Henry’ego. Ledwo zarejestrował komentarz Maggie, że narobiło się.
Kontrolował swój oddech, usilnie próbując sprawić wrażenie, że to był tylko wypadek, a zachowanie tamtej dwójki wyglądało całkiem niewinnie. Nie mógł jednak nie zauważyć wyraźnego zadowolenia bruneta, gdy Zoya raz po raz gładziła ręcznikiem jego dość przyzwoicie wyrzeźbione mięśnie, zdając sobie sprawę, że to raczej nie był przypadek. Sprytny ruch, Henry.
Gdy zetknęli się wzrokiem i zobaczył jej niepewność, niepostrzeżenie zmielił ślinę w ustach. Wtedy poczuł na swoim ramieniu ciepło bijące od Margaret i momentalnie skupił na niej swoją uwagę. Na jej pytanie zawahał się. Nie odpowiedział od razu, ukradkiem obserwując sięgającą po telefon Zoyę i odprowadzając ją wzrokiem, gdy odeszła w głąb żaglówki, dopiero po kilku sekundach przenosząc wzrok na Maggie.
Lepiej tu posprzątam — uśmiechnął się kącikiem ust i wstał po szczotkę i zmiotkę, żeby posprzątać ten bałagan. W czasie, kiedy ciemnowłosa rozmawiała przez telefon, żartował sobie luźno z przyjaciółmi, stwarzając pozory naturalności. Czas bez Zoi jednak wyjątkowo mu się dłużył, więc w końcu zaproponował zrobienie dziewczynom kolejnych drinków i pod tym pretekstem, ze szklankami w dłoniach, podszedł do dziewczyny. Powinien przecież upewnić się, że wszystko było w porządku, prawda?
Już miał ją zagadnąć i o to zapytać, kiedy Zoya rozłączyła się i odwróciła w jego stronę. Początkowe zaskoczenie malujące się na jej twarzy ustąpiło miejsca zniecierpliwieniu i dziwnej złośliwości słyszalnej w jej pytaniu. Ściągnął brwi trochę zdezorientowany.
Maggie? Jakby kiedykolwiek mogła mnie zatrzymać — odparł ze sceptycyzmem w głosie, prychając nieznacznie na tę niedorzeczność. Margaret nie była dla niego niczym więcej, jak przyjaciółką. Dawno temu postawił granice, których nie przekraczał, a ona zdawała się to akceptować. W jej zachowaniu nie widział nic złego. — Za to Henry’emu bardzo podobała się Twoja nieoceniona pomoc. Przypomniało mi to coś — jego wystudiowany, lekki ton przy ostatnich słowach przybrał nieco głębszą formę. Jemu też ochoczo pomogła zmyć z siebie marker pod prysznicem. W tym momencie, podpuszczany nie zdefiniowanymi emocjami, postanowił zaszczepić w niej tamte wspomnienia z Huntsville. Błysk w jego morskich oczach zdradzał, że w jego umyśle rozgorzały na nowo.
Nie mógł sobie rościć do niej żadnych praw, ale to go nie powstrzymało przed tym, żeby zaznaczyć swój teren. A fakt był taki, że z trudem patrzył biernie na zaloty Henry’ego, któremu notabene, sam dał przyzwolenie. Lucien powoli zaczynał odczuwać konsekwencje tej nieprzemyślanej decyzji.

nieoceniona pomoc
25 y/o
For good luck!
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba niekoniecznie była gotowa stanąć z Lucienem twarzą w twarz, choć jeszcze chwilę temu wiele by oddała za odrobinę prywaty. Niemniej teraz była zbyt niespokojna, aby powstrzymać złośliwy ton i trochę się opanować.
Na słowa Luciena najpierw zacisnęła usta, potem ironicznie cmoknęła i krótko się zaśmiała. Już sama nie wiedziała, co właściwie tutaj robiła, a zarazem miała - mylne - wrażenie, że rozumiała coraz więcej.
W pewnym momencie pochyliła się po spodenki leżące na ławce obok steru i wsunęła telefon do kieszeni.
Och, czyli już wcześniej próbowała? — zapytała na kilka sekund odwrócona do mężczyzny plecami. Zaraz jednak wyprostowała się i założyła ręce na biodra, spoglądając na Luciena co najmniej krytycznie. — Coś was łączyło? — zapytała wprost, bo słowa aż nazbyt mocno piekły ją w koniuszek języka.
Nie zamierzała robić mu scen z zazdrości. Tak naprawdę wmawiała sobie, że to, co właśnie czuła, wcale nie było zazdrością. Trudno było jej jednak patrzeć na uwieszoną na jego ramieniu Margaret, wiedząc, że gdyby zostali sami, to właśnie na niej skupiłby swoją uwagę.
Obecnie jednak została przez grupę okrzyknięta tą nową przyjaciółką, o której nikt niczego nie wiedział. Poznaną w klubie i zaproszoną na rejs podczas stania w kolejce na molo.
Jakie to było żenujące. I męczące. Chyba nawet sama Zoya, która naprawdę frywolnie podchodziła do zawierania relacji z mężczyznami, nie sądziła, że będzie czuła się aż tak skrępowana. I... ograniczona, i odsunięta.
Co? — bąknęła, nerwowo ściągając brwi. Zaraz zabrała ręce z bioder i skrzyżowała je na piersi, po czym przełknęła ślinę. Doskonale wiedziała, do czego zmierzał, i za wszelką cenę nie zamierzała dać mu tej konkretnej satysfakcji, dlatego ruszyła przed siebie, gotowa go wyminąć. — Nie mam pojęcia, o co ci chodzi. Nic takiego się nie wydarzyło — rzuciła lekko po to, aby zastanawiała się czy chodziło o Henryego, czy o ich wspólny prysznic na farmie. Jednocześnie udawała, że nie zaczynał wytrącać jej z równowagi.
I też nie mogła rościć sobie wobec Luciena absolutnie żadnych praw. Zresztą w Hunstville mniej więcej określili swoje oczekiwania i były one dalekie od zamkniętej relacji. O zgrozo, znali się raptem od czterech spotkań, a Zoya w tym właśnie momencie naprawdę usilnie próbowała wpoić sobie, że wcale nie chciała mieć go na własność i że to nic takiego.
W dodatku ta cholerna rzep złapała z nią kontakt wzrokowy z drugiej strony pokładu i naprawdę teraz nie spuszczała z nich oczu. Po paru sekundach Maggie w końcu popatrzyła na plecy Luciena i mocno ściągnęła brwi oraz wciągnęła dolną wargę, jakby właśnie coś kombinowała.
Na pewno kombinowała.
A Zoya po prostu zawrzała, więc kiedy Spencer uniósł dłoń ze szklanką, aby ją zatrzymać, gdy mieli się minąć w tym ciasnym przejściu, zahamowała tak szybko, aby przypadkiem jej nie dotknął. Straciła z oczu Margaret i skierowała twarz w stronę mężczyzny, chociaż z tyłu już zadźwięczały słowa ciemnowłosej:
Luke! Luke, zawiążesz mi stanik od stroju? Poluzował mi się!
Twoja koleżanka ma poważne oczekiwania, L u k e. I wydaję mi się, że wcale nie chodzi o zawiązanie stroju. — Uśmiechnęła się, marszcząc jednocześnie nos, ale wcale nie po to, aby wyglądać uroczo.
Luke! Słyszysz? Luuuke!
Zoya nabrała powietrza i mimowolnie pogładziła brzuch. Przez głowę przemknęła jej myśl, że nie powinna się denerwować. Nie w tym stanie. W końcu jakimś cudem ugasiła rozpalony, pełen pretensji żar w oczach i odwróciwszy spojrzenie od Luciena, zerknęła na Maggie. Całkiem intuicyjnie życzyła jej, aby się potknęła i wypadła za burtę, ale kiedy nic takiego się nie stało, po prostu spuściła wzrok. Przytłoczył ją widok wesoło kołyszących się w rytm kroków b a l o n ó w.
I co mogła poradzić? Lucien kazał jej wcześniej być sobą i postanowiła się do tego dostosować z pełną świadomością, że oboje tego pożałują. Kiedy więc ponownie uniosła podbródek, posłała mu jeden ze swoich ładniejszych uśmiechów, po czym uniosła rękę i beztrosko pomachała w stronę drugiego mężczyzny.
Henry! Henry! — krzyknęła słodko. — Henry! Potrzebuje pomocy! Nasmarujesz mnie kremem z filtrem?!
Nie wiedziała, czy Ellie zwęszyła podstęp, ale Zoya zauważyła, że blondynka, wchodząc na barierkę, wyraźnie się zaśmiała. Wcale nie mniej niż Henry, który już gorliwie poszukiwał kremu.
Teraz naprawdę myślę, że rzeczywiście mogę bawić się tutaj lepiej niż na publicznym rejsie — złośliwie klepnęła Luciena w klatkę piersiową, po czym skocznie ruszyła w stronę bruneta, uprzednio przepychając się przez ciasne przejście do tego stopnia, że Maggie musiała oprzeć się o burtę.

Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Lucien nie rozumiał powodów, dla których Zoya miałaby zachowywać się w ten sposób. Dla niego spotkanie z przyjaciółmi nie było niczym nadzwyczajnym i jedyne, co mógł sobie w tej chwili zarzucić, to nie uprzedzenie jej o umówieniu się z nimi na miejscu.
Dlatego na słowa o wypuszczeniu przez koleżankę niezupełnie zorientował się w intencjach Zoi. Ale gdy tylko po chwili usłyszał jej nieszczery śmiech, powoli zaczynało do niego docierać, jak działała na nią Maggie. W jego głowie zaświtała jedna, uporczywa myśl: czyżby Zoya była zazdrosna?
Mnie zatrzymać? Po co? — Jego zdziwienie mieszało się z coraz większym niepokojem nad tym, co dziewczyna sobie wymyśliła. Trochę się gubił, bo według niego nie zrobił niczego złego. Jej bojowa postawa i następne pytanie sprowadziło go jednak na odpowiednie tory. Tak, teraz miał już pewność, że była zła o Margaret.
Zaskoczyła go. Jego chwilowe wahanie i cisza, która wdarła się między nich, były wystarczającą odpowiedzią. Wieloletnia przyjaźń z Maggie w pewnej chwili skończyła się w łóżku. Pamiętał, jakim była dla niego oparciem po rozstaniu. Trochę alkoholu i jedna zła decyzja, po której zgodnie uznali, że to był błąd i nie warto było narażać ich relacji na szwank. Zoya nie musiała znać tych szczegółów.
To był jeden raz. Nic nie znaczył — wyznał ostatecznie na swoją obronę, jakby miało mu to jakkolwiek pomóc. Mimo wszystko sugerowanie mu, że Maggie nadal próbowała coś ugrać, wydawało mu się sporym nadużyciem, czego nie omieszkał osadzić w swoim względnie opanowanym głosie.
Widząc pochmurną minę dziewczyny, zaczęło go zastanawiać, czy to wycieranie torsu jego przyjaciela było również reakcją na Maggie. Właściwie nie dziwił się, czemu Weasley wpadła Henry’emu w oko. Nie sądził jednak, że jego własne wycofanie się tak go zakłuje, bo brunet wcale nie zwlekał z podchodami do niej.
Spencer sądził, że zrobił dobrze. Ich relacja nie miała być niczym więcej, jak przygodą, zwłaszcza, że mieli zostać rodzicami. Dla dobra dziecka wypadało zachować w miarę czyste relacje. Ustalili już, że oboje nie planowali związku, a on miał przed sobą jeszcze wiele do osiągnięcia w Mercedesie, na czym zamierzał się skupić. Naturalnym więc wydało mu się, że powinien dać jej więcej przestrzeni. Utrzymać pozory, że wciąż działali w granicach rozsądku i byli tylko przyjaciółmi. Potwierdzenie tego określenia przy pozostałych miało przypieczętować jego pewność, że potrafił zachować się odpowiedzialnie. W końcu widzieli się dopiero czwarty raz, nie powinno mu na niej zależeć bardziej, niż wymagała tego sytuacja.
A mimo to cholernie nie podobało mu się, że jakiś inny facet spoglądał z zainteresowaniem na Zoyę i wykorzystywał chwilę jej nieuwagi, żeby się do niej zbliżyć. Na samo wspomnienie o tym, jak zajmowała się macaniem torsu bruneta, czuł w żołądku nieprzyjemny ucisk.
Zaledwie trzy dni temu to j e g o mięśnie tak pieczołowicie badała. Nie mógł tego przemilczeć. Ani tak po prostu puścić jej w trakcie rozmowy, kiedy postanowiła udać, że go nie rozumiała. Wyciągnął dłoń ze szklanką po to, by zagrodzić jej drogę.
Może nie dla Ciebie, ale Henry nie podzieliłby Twojej opinii — odparł z krytyką w głosie. Wspomniał o przyjacielu, ale w myślach miał obrazy z wizyty na wsi, a szczególnie te spod prysznica. To zdecydowanie nie było nic.
Jednocześnie poczuć dziwne ukłucie, widząc, jak zatrzymała się przed nim, próbując za wszelką cenę uniknąć jego dotyku. Wtedy też usłyszał krzyk Maggie i nieznacznie się skrzywił. Musiał przyznać, że dziewczyna miała idealne wyczucie czasu. Ale to, co usłyszał od Zoi, sprawiło, że zmarszczył brwi jeszcze bardziej zdumiony jej słowami, niż wcześniej.
Patrzył na nią z lekko rozchylonymi wargami, uświadamiając sobie, co miała na myśli. Maggie go podrywała? Przez wzgląd na swoje ustalenia i luźne podejście do tej przyjaźni wcale nie dostrzegał tego, że jego koleżanka miała nadzieję na coś więcej. Dopiero teraz, po usłyszeniu sugestii Zoi i prośby zbliżającej się Margaret dotarło do niego, że to, co uważał za naturalne, wcale takie nie było.
Nigdy nie miał problemów z fizycznością, bywając dość bezpośrednim w bliskich kontaktach z kobietami, ale w tym przypadku najwyraźniej był ślepy na sygnały. Albo sam nieświadomie dawał mylne wrażenie, że za jego swobodnym stosunkiem do Maggie kryły się konkretne intencje.
Kurwa, cisnęło mu się na myśl. Teraz, nie spuszczając wzroku z Zoi, nie mógł nie zauważyć tego, jak próbowała zachować resztki opanowania, co sprawiało jej wyraźne t r u d n o ś c i.
Miał wrażenie, że jej piękny uśmiech nie zapowiadał niczego dobrego. Przeczucie go nie myliło, kiedy przeniosła spojrzenie z niego na kogoś za jego plecami. Na jej prośbę skierowaną do Henry’ego bezwiednie zacisnął mocniej szczęki, z trudem powstrzymując się przed wydaniem z siebie pomruku niezadowolenia.
Następna złośliwa uwaga Zoi i mocne klepnięcie go w pierś uderzyło go bardziej, niż chciał dać to po sobie poznać. Pod wpływem impetu odsunął się o krok do tyłu, ale było to niczym w porównaniu z rosnącą w jego żyłach złością. Teraz był już całkowicie przekonany, że dziewczyna postanowiła się na nim odegrać. A przecież nie był niczemu winien!
Odetchnął głęboko, zanim odwrócił się w stronę Maggie i posłał jej najszerszy uśmiech, na jaki było go teraz stać.
Potrzymaj szklanki, pomogę Ci — odparł, podając jej szkło i odsuwając jej włosy z karku, żeby zawiązać te cholerne sznureczki. Kątem oka jednak zerkał na Zoyę, która rozłożyła się na kanapie, umożliwiając Henry’emu dostęp do smarowania pleców. Ten zabrał się za to z niezwykłym zapałem.
Trochę za mocno, Luke — z zamyślenia wyrwał go zakłopotany głos Maggie. Mężczyzna momentalnie odwrócił wzrok na kark dziewczyny, skupiając się na zadaniu do wykonania.
Przepraszam — wybąkał pod nosem i sprawnie poprawił wiązanie. — Gotowe. Teraz nie powinnaś go zgubić — uśmiechnął się i odsunął od niej ręce na bezpieczną odległość, nie chcąc dawać jej kolejnych powodów do nadziei. Niepostrzeżenie zerknął na Zoyę, która bez najmniejszych skrupułów oddawała się w ręce Henry’ego.
Dzięki, Luke. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła — Maggie, odwróciwszy się do niego, posłała mu wdzięczny uśmiech.
Hmm, poszłabyś do Ellie? — zażartował sobie, odbierając od niej szkło, dzięki czemu miała wolne ręce, by klepnąć go ze śmiechem w ramię. Niby niewinny gest, ale tym razem odczytał go bez błędu. I, jak gdyby nigdy nic zawtórował jej. Lubił się z nią droczyć, choć nie na takich zasadach, jakich by chciała. — Wiesz, co, Mag? Pamiętasz wakacje w riwierze? — zapytał, uspokoiwszy oddech, i uśmiechnął się do niej łobuzersko. I co z tego, że byli wtedy nastolatkami, a ich wyjazd był z rodzicami? Zoya o tym nie wiedziała.
To dopiero były czasy — przytaknęła rozbawiona dziewczyna, zgrabnym ruchem odrzucając swoje włosy na plecy.
Chcesz jeszcze raz spróbować drinka, którego wtedy Ci zrobiłem? — zaproponował, unosząc wymownie brew, a w jego oczach pojawiły się zawadiackie iskry na samą myśl.
Czy Ty znowu chcesz mnie upić? — zmrużyła figlarnie oczy, na co zaśmiał się głośno, wracając do wspomnień. Musiał ją wtedy holować.
Gdzież bym śmiał — zaoponował, na sekundę podnosząc spojrzenie na Zoyę, żeby zaraz gestem wskazać drogę Maggie i pójść za nią w stronę barku.
Tam może nie ukryli się całkiem przed ciekawskimi spojrzeniami, ale ich rozmowa przynajmniej nie docierała do uszu osób trzecich. Może poza gromkimi wybuchami śmiechu, kiedy dali ponieść się wspomnieniom z tamtego wyjazdu. Dopiero teraz zaczynał dostrzegać te niuanse, jak zatrzymywanie na nim wzroku na dłużej, podtrzymywanie filuternego tonu rozmowy i przypadkowy dotyk przy każdej możliwej okazji. Przy okazji przygotował też drinki pozostałym, które naszykował do zaniesienia, dla siebie i Zoi robiąc bezalkoholowe. Po tym pierwszym nadal trochę szumiało mu w głowie.
Ale zanim je zaniósł, zbliżył się do Maggie i westchnął ciężko, po czym w możliwie jak najprostszych słowach, z typową dla niego łagodnością, skonfrontował z nią to, co się między nimi działo. Przedstawił jej swój punkt widzenia na sprawę i przeprosił ją za to, co robił nieświadomie, jednocześnie wyrażając nadzieję, że znajdzie sobie jeszcze jakiegoś fajnego gościa, który naprawdę ją doceni. Była to trudna rozmowa, ale w gruncie rzeczy nie chciał wykorzystywać jej słabości, wolał mieć czyste sumienie.
Maggie, o dziwo, przyjęła to ze względnym spokojem. Owszem, nie potrafiła ukryć przed nim pewnego rozczarowania i zażenowania własną osobą, dlatego Lucien przytulił ją i powiedział kilka słów na pocieszenie, po czym obiecał jej taniec i zaproponował, by coś wybrała.
Wracając do towarzystwa z drinkami, rozdał opalającym się po szklance, na koniec przystając przy Zoi i podając jej bezalkoholowy napój.
Dobrze się bawisz? — zapytał, siląc się na naturalny ton, choć w jego głosie pobrzmiewały bliżej niezdefiniowane nuty. Widząc jej rozświetloną od kremu skórę, którą smagało słońce, w duchu cieszył się, że ominęła go chociaż część demonstracji jej niezależności. Inaczej chyba musiałby im przerwać.
Wtedy z głośników poleciała głośniejsza muzyka. Słysząc nawoływanie przez Maggie i widząc jej taneczne ruchy, zaraz dołączył do niej, wczuwając się w rytm typowo letniej piosenki. Wygłupiali się, śpiewając ją na głos, a uśmiech nie znikał mu z ust. W pewnym momencie złapał dziewczynę za rękę i zakręcił ją, wywołując jej śmiech. Na tym mu zależało — żeby dobrze się bawiła. Nie puścił jej, nadal dobrze się bawiąc, by rozwiać w niej całą tę niezręczność, jaką przed chwilą poczuła podczas prywatnej rozmowy.
Dopiero po chwili spostrzegł, że Ellie wyciągnęła Zoyę za rękę i wszyscy dołączyli do nich, poszerzając ich kółko. Puścił więc Maggie i, tym razem złapał Ellie w talli, żeby ze śmiechem ją obrócić, ostatecznie lądując tuż przy Zoi.

Zoya Weasley
25 y/o
For good luck!
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na dobrą sprawę Zoya sama siebie nie rozumiała. Widocznie po wydarzeniach na farmie, po tych licznych pocałunkach, zaczęła myśleć o Lucienie t r o c h ę b a r d z i e j. Nie było to do niej podobne i zanim zdążyła to zrozumieć; zanim pojęła, że zaczynła się zapędzać, po prostu się rozzłościła.
Ty naprawdę nie widzisz, czy tylko zgrywasz głupka? — zapytała całkiem poważnie, patrząc na niego z niedowierzaniem.
Nie mogła uwierzyć, że naprawdę nie zauważył intencji Maggie, która od początku spotkania próbowała zagarnąć Luciena dla siebie. Nie mogła też pojąć, dlaczego, mimo że raptem kilka dni wcześniej kąpali się nago, świadomie pozwalał jej na to wszystko patrzeć.
I co gorsza, zaczynała czuć się głupio z powodu własnej reakcji. Ten stan jedynie pogłębił fakt, że w oczach Zoi Lucien zaczynał malować się w barwach wyrachowania.
Cisza, która między nimi zapadła, była dołująca. Zanim zdążył się odezwać, Zoya już znała odpowiedź.
Nic nie znaczył — powtórzyła, znowu krótko się śmiejąc. Potem spojrzała na Luciena i teatralnie pokiwała głową. — Jasne. To zawsze nic nie znaczy, dopóki nie zrobisz komuś dziecka — zironizowała, poniekąd podkreślając ich niefortunną znajomość.
Tak naprawdę nie musiał jej się tłumaczyć i tak naprawdę niczego więcej nie potrzebowała. Z jednej strony wierzyła Lucienowi, że seks z Margaret nic nie znaczył, ale sama zainteresowana najwyraźniej zajmowała inne stanowisko. I wystarczyłoby, gdyby nie przymilała się na oczach Zoi do Luciena. Albo gdyby to on jasno postawił granice; rozwiał wszystkie nadzieje Margaret i irytacje Zoi. Bo okej, jeżeli chciał sypiać z innymi, to nie miała nic do gadania. Jednak jeżeli zamierzał spoufalać się z kobietami na jej oczach, czuła się z tym po prostu nieswojo.
Zbyt wiele wrażeń jak na czwarte spotkanie.
Miała żółć w ustach, dlatego łatwiej było jej nie kontynuować tej rozmowy, jednak Lucien nie zamierzał odpuścić. Aż prychnęła, przypomniawszy sobie, że arogancja i zuchwałość stanowiły cechy jego charakteru.
I upór.
Wydaje mi się, że wśród paczki twoich znajomych właśnie tak okazujecie sobie przyjaźń, Lucien. — Mógł się domyślić, że wróciła do tematu Margaret. Skoro wspomniał o Henrym, dla Zoi jasne było, że również czuł się niekomfortowo, kiedy patrzzył na sytulację sprzed paru minut. Problem w tym, że naprawdę nie zrobiła niczego intencjonalnie.
Zoya, w przeciwieństwie do Luciena, już nie chciała myśleć o Hunstville. W zestawieniu z tym, co właśnie działo się między nimi, poczułaby się jedynie gorzej. Nie zamierzała bardziej się forsować, a na widok nadchodzącej Maggie zabolał ją żołądek, więc czym prędzej postanowiła się ewakuować.
Nie była świadoma tego, co działo się później ze stanikiem Margaret. Skupiła się na Henrym i rozmowie z Ellie, która również poprosiła mężczyznę o nasmarowanie ramion. W międzyczasie rzucał on jakieś zabawne anegdotki. Obie reagowały rozbawieniem i dorzucały swoje żarty.
Zoya starała się nie patrzeć w stronę Luciena i Maggie, ale po jakimś czasie, ukradkiem, zaczęła dostrzegać co nieco. Między innymi to, jak dobrze bawili się przy barze, a ich śmiech niósł się echem po całej łodzi. Potem nagle zamilkli i możliwe, że właśnie wtedy Zoya poczuła już nie tyle złość, co intensywną żałość. Zwłaszcza wtedy, kiedy na ułamek sekundy odwróciła się w ich stronę, zobaczyła jak się przytulają.
Byłem kilka razy w Huntsville. Twoja rodzina prowadzi hodowlę koni? — pytanie Henry’ego sprawiło, że oderwała wzrok i myśli od Luciena.
Niezupełnie. Rekwirujemy konie od ludzi, którzy się nad nimi znęcają. Część zostaje u nas na ranczu, a pozostałym szukamy nowych domów.
Nigdy nie byłam na ranczu — zaśmiała się Ellie, ale właśnie wtedy w jej dłoniach pojawił się drink. Kolejny otrzymał Henry, który duszkiem wypił połowę, aż obie dziewczyny mimowolnie się prychnęły. Potem Lucien podszedł do Zoi, która instynktownie, leżąc plackiem na kanapie, wspięła się na łokcie i odebrała swój napój.
Kiedy wracamy? — odpowiedziała pytaniem na pytanie. Użyła przy tym lekkiego tonu. Nie chciała, aby pozostali zrozumieli aluzję, którą posłała Spencerowi. Spojrzała mu jednak twardo w oczy, po czym przerwała kontakt ten kontakt i podobnie jak Henry, wypiła pół napoju na raz.
Ich jakże krótka i niewystarczająca wymiana zdań została przerwana przez utwór, jaki nawet Zoya znała całkiem dobrze. Przesunęła wzrok znad szklanki na wyginającą się w rytm muzyki Maggie, a potem powróciła nim do Luciena. Wydawał się zaeagować na zaproszenie ciemnowłosej i już po chwili odszedł od kanap.
Wtedy Zoya nie powstrzymała prychnięcia, które jednak prędko spróbowała uciszyć drugim łykiem. Źle jej się patrzyło na Luciena i Margaret, więc postanowiła nie patrzeć wcale. Wstała, chcąc jedynie wyprostować nogi, ale wtedy Ellie złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę parkietu. Za nimi powędrował również Henry.
Skrępowana, nie chciała brać w tym udziału, ale w porę piosenka zmieniła się na utwór Justina Biebera - Beauty and a Beat. Wówczas obie z Ellie, jak na zawołanie, zaczęły śpiewać, spoglądając na siebie z rozbawieniem i co jakiś czas łapiąc się za ręce. Kilka razy udało jej się nawet zakręcić obok Henry’ego, który, korzystając z okazji, obracał ją między dłońmi.
Właśnie w jednym z takich momentów, niepostrzeżenie Lucien znalazł się obok. Wówczas cały zapał Zoi pękł niczym mydlana bańka, gdy natrafiła na jego jasne oczy. Pomimo tego uśmiechnęła się łagodnie i s m u t n o, i całkowicie go ignorując, złapała Ellie za dłonie. Tym razem do utworu Eda Sheerana - Shape of you.

Girl, you know I want your love
Your love was handmade for somebody like me
Come on now, follow my lead
I maybe crazy, don't mind me
Say: "Boy, let's not talk too much
Grab on my waist and put that body on me"
Come on now, follow my lead
Come, come on now, follow my lead


Śpiewali wszyscy, a przy kolejnej zwrotce Zoya intuicyjnie ponownie złapała kontakt wzrokowy z Lucienem. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, niewinnie wzruszyła ramionami i... pozwoliła, aby Henry po raz kolejny obrócił ją między ramionami. Chwilę później mężczyzna przyciągnął ją do siebie jak do tango i przez moment tańczyli bardzo blisko.
Wtedy Henry nachylił się do jej ucha i szepnął coś, co ponownie wybiło ją z pantałyku.
Lucien wspominał, że nie randkujecie, więc może chcesz się spotkać w przyszłym tygodniu?
Zoya mechanicznie odsunęła głowę, spoglądając najpierw na bruneta, a potem na Luciena, którego gwałtownie odnalazła wzrokiem. Zaraz jednak znowu skupiła uwagę na Henrym i naprawdę delikatnie odsunęła się od niego, po czym pokręciła głową.
Jesteś naprawdę w porządku, ale nie jestem zainteresowana.
Roześmiał sie i chyba zakłopotany podrapał się po głowie.
Biorąc pod uwagę wszystko, co się wydarzyło, jakiekolwiek większe zainteresowanie czy Henrym czy... Lucienem skończyłoby się dla Zoi zawodem. Przynajmniej tak myślała. Kiedy ostatecznie opanowała gniew i swoje osobliwe oczekiwania, pozostała jej do przełknięcia jedynie żałość. Z tą obecnie trudno było walczyć, więc starała się ignorować.
Możemy udawać, że nie pytałem?
To dobry pomysł.
Niespodziewanie Henry przerzucił Zoyę przez ramię, na co ta pisnęła zaskoczona. Krzyczała, aby ją puścił. Ten jednak nie zamierzał p u ś c i ć. Pośpiesznie odbiegł od parkietu i wybijając się z łodzi, wskoczył do wody.
Trzymał Zoyę zdecydowanie zbyt długo, a ich wspólna masa sprawiła, że zanurzyli się t r o c h ę głębiej i na t r o c h ę dłużej. W dodatku brunet, chyba wyłącznie dla zabawy, pociągnął ją jeszcze niżej, przez co zachłysnęła się wodą. Kiedy ostatecznie udało jej się wyrwać, wynurzyła się panicznie łapiąc haust powietrza.
Zwariowałeś?! — wrzasnęła, kaszląc. A mężczyzna zdecydowanie zwariował, bo nadal rozchochocony, pociągnął Zoyę za nogę, przez co po raz kolejny zniknęła pod taflą, ale równie szybko się wynurzyła i spróbowała podpłynąć do barierki.


Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Na jej pytanie i niedowierzające spojrzenie tylko wzruszył niewinnie ramionami. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że Maggie się nim interesowała. W innych okolicznościach nie pozwoliłby jej się tak zapędzać. Naturalna swoboda i fizyczność była wpisana w jego kod genetyczny, ale były granice, których nie należało przekraczać. Z tym, że on nawet nie był ich świadomy.
Nie wiedział też do końca, jak powinien zachować się względem Zoi przy przyjaciołach. Niczego nie zdefiniowali, nie chcieli wchodzić w żadne związki, a jednak ich oboje ogarniała względem siebie przedziwna zazdrość i p o s e s y w n o ś ć. Dając jej przestrzeń, nie spodziewał się, jaki wpływ wywrze na niego zainteresowanie nią Henry’ego. Tak samo, jak zaskoczyły go jej własne wyrzuty względem Maggie.
Wstrzymał powietrze na jej ironiczną uwagę, nie wiedząc nawet, co powinien odpowiedzieć. Nic nie wydawało mu się słuszne. Zwłaszcza, że w obu tych przypadkach to rzeczywiście miał być tylko raz. I o ile z Maggie wierzył, że doszli do konsensusu, tak z Zoyą wyglądało to zupełnie inaczej. Konsekwencje stanowiły diametralną różnicę.
Właściwie był tak zaskoczony bojową, złośliwą postawą Zoi, że nie potrafił się z niej odpowiednio wybronić. Lucienowi Spencerowi zabrakło słów na to, by jakkolwiek się jej sprzeciwić czy wyjaśnić sprawę. Pozostało mu tylko ją puścić. Ku własnemu niezadowoleniu, niemalże wprost w ramiona Henry’ego.
Po oczyszczającej rozmowie z Maggie wrócił z drinkami do znajomych, przystając przy ciemnowłosej. Kiedy odpowiedziała mu pytaniem na pytanie, mimowolnie przełknął ślinę. Bez trudu domyślił się, że przestawała jej odpowiadać obecność na żaglówce.
Masz bilet na cały dzień — kącik jego ust drgnął nieznacznie ku górze tak, że tylko Zoya mogła to dostrzec. Nie było w nim jednak cienia rozbawienia.
Nie planował powrotu w najbliższym czasie, właściwie dopiero niedawno przypłynęli. Na łodzi zamierzał spędzić cały dzień tak, jak miał to w zwyczaju w swoim wolnym czasie, ale z drugiej strony wiedział, że zaciągnął Zoyę na nią bez żadnego pytania o to, czy miała jakieś plany. W zasadzie nic jej tu nie wiązało, wystarczyło powiedzieć wprost, a nie rzucać mu chłodne spojrzenie.
Po chwili jego uwagę przejęła Maggie, w towarzystwie której dał się porwać tańcu. Przez chwilę całe napięcie w atmosferze wydawało się maleć, trochę uciszając w nim wszystkie niechciane emocje i myśli dotyczące Zoi. Starał się odsunąć na bok tę uciążliwą wewnętrzną niezręczność, kiedy wraz z innymi pojawiła się obok.
W gruncie rzeczy zależało mu na tym, żeby dobrze się bawiła. Zdążył już zauważyć, że wyjątkowo dobrze dogadywała się z Ellie, z resztą przeczuwał, że tak to się skończy. Ellie była osobą, której naprawdę nie dało się nie lubić.
Nie skupił na tym myśli na dłużej, bo za chwilę z głośników poleciała kolejna, zmysłowa piosenka, akurat w momencie, gdy znalazł się przy Zoi. Obdarzyl ją jednym, krótkim spojrzeniem, nie mając żadnej szansy na to, by jakkolwiek się do niej zbliżyć. Mimo posłanego mu uśmiechu jej oczy wydały mu się przygaszone, po czym postanowiła go kompletnie zignorować. Chwilę później ich spojrzenia spotkały się ponownie, dosłownie na moment, a Lucien, wbrew wszystkiemu, drgnął w miejscu z zamiarem wyciągnięcia do niej ręki. Henry znów był pierwszy.
Dlatego zajął się Ellie i Maggie, kręcąc do rytmu raz jedną, raz drugą wokół własnej osi. Nie mógł się jednak powstrzymać przed ukradkowym zerkaniem na parę. Już wystarczająco rozdrażniony był z powodu ich bliskości w tańcu, ale kiedy Henry coś jej wyszeptał, miał ochotę po prostu przewrócić oczami i odwrócić się do nich tyłem. Z tym, że ciemnowłosa odchyliła się od bruneta, po czym odnalazła wzrokiem Luciena. Mógłby przysiąc, że w ciągu tych zaledwie kilku sekund ujrzał w jej oczach gniewne ogniki.
Wiedziała. Przeszedł go nieprzyjemny dreszcz i na język nasunęło mu się kolejne przekleństwo. W ostateczności zacisnął jedynie mocniej szczęki. Nic nie ukladało się po jego myśli.
Krzyk Zoi zaalarmował go. Podniósł głowę w tamtą stronę, żeby zobaczyć, jak Henry biegnie z nią uniesioną przez ramię i skacze do wody. Serce zabiło mu szybciej.
Głośny plusk i zapadła cisza wydawały mu się ciągnąć w nieskończoność. Gdy cały w nerwach dopadł do barierki, obserwował z rosnącym niepokojem, jak oboje szamotali się w wodzie, odliczając kolejne sekundy. Dłońmi obejmował barierkę tak mocno, że zbielały mu ręce na kłykciach. Zaciskał też zęby, starając się zachować opanowanie. Gdy Zoya w końcu wypłynęła, krztusząc się wodą i krzycząc ze złości, a Henry nie ustąpił, znów ją podtapiając, w głowie miał tylko jedno: zajebie go.
Henry, idioto, to nie jest zabawne, puść ją! — wrzasnęła Ellie, na co ten w końcu puścił Zoyę.
Oboje, razem z Ellie, wyciągnęli ręce do dziewczyny, żeby pomóc jej wejść na pokład. Nie miał pewności, czy w ogóle przyjmie jego pomoc, ale w tej chwili jej dąsanie się na niego i jego urażona duma musiały zejść na dalszy plan. Nie zamierzał udawać, że nie przejął się tą sytuacją, bo pomimo całego tego chaosu, jaki powstał po przybyciu jego znajomych, niewiele się w nim zmieniło — nadal czuł odpowiedzialność za nią… i za dziecko.
Widząc jej minę na wystawioną do niej dłoń, a następnie demonstracyjne sięgnięcie po rękę Ellie, przesunął w ustach językiem po zębach, po czym zacisnął dłoń w pięść i odsunął się, pozwalając jej przejść obok.
Nic Ci nie jest? — Blondynka od razu zajęła się dziewczyną, podając jej ręcznik.
Lucien wyprostował się i przez chwilę patrzył na Zoyę w milczeniu, starając się przywrócić swój spłycony od nadmiaru emocji oddech do normalności. Nawet w takiej chwili była taka uparta! Najważniejsze jednak, że nic jej się nie stało. Ale mogło.
Usłyszawszy wspinającego się po drabince mężczyznę, który stał za całym tym zajściem, nagle uderzyła go fala gniewu. Gdy odwrócił się w jego stronę, miał zaciśnięte pięści.
Co to kurwa było, Henry?! Pojebało Cię? — krzyknął z gotującą mu się w żyłach krwią, podchodząc do niego pospiesznie, a ręce mu się aż rwały, żeby go zepchnąć z powrotem do wody. A najlepiej przekrzywić mu ten rozzuchwalony nos. W ostatniej chwili Margaret pociągnęła go za ramię mocnym szarpnięciem.
Luke, daj spokój! — rzuciła ostrzegawczo.
To była tylko zabawa, Lucien — dodał trochę wystraszony Henry, przystając z wahaniem przy barierce.
Topienie uważasz za zabawę?! — warknął Lucien, nie spuszczając groźnego spojrzenia z mężczyzny. Zrobił jeszcze jeden krok w jego stronę, ale Maggie wbiła mu w ramię paznokcie, zapierając się przed tym, żeby zbliżył się do niego bardziej.
Czując szczypanie w miejscu, gdzie mocno wszczepiła w niego swoje palce i widząc kątem oka, ile siły musiała użyć, żeby go zatrzymać, wziął głębszy oddech. Choć była drobna i bez trudu poradziłby sobie z jej oporem, sama jej postawa powstrzymywała go przed tym, by dał upust swojemu gniewowi. Jednocześnie widział też w oczach prawdziwy niepokój Henry’ego, a z tyłu głowy pojawiła mu się ostrzegawcza myśl, że bardzo rzadko widywali go w takim stanie.
Przepraszam, nie chciałem… — zaczął się tłumaczyć, ale Lucien prychnął lekceważąco.
Nie mnie powinieneś przeprosić — uciął z niesamowitym chłodem w głosie, nie pozwalając mu dokończyć. Tak naprawdę w głębokim poważaniu miał jego tłumaczenie. Tak po prostu się nie robiło.
Przeniósł spojrzenie na wbite w jego skórę paznokcie Maggie, by po sekundzie podnieść je na nią. Na jej twarzy malowała się dziwna mieszanina szoku, niedowierzania i niepewności. Nie zatrzymał się na niej na długo, zaraz spoglądając tuż za nią, na Ellie i Zoyę. Siedziała w napięciu przyglądając się całej tej sytuacji, a na jej ramionach spoczywała koszula Henry’ego.
Mimowolnie na dwie sekundy zacisnął szczęki, tym samym znacząco uwydatniając swoje rysy twarzy, po czym opuścił wzrok i przełknął ślinę.
Pójdę po wodę — mruknął, a czując, że Maggie w końcu zwalnia uścisk, odwrócił się i skierował się w głąb łodzi. Musiał się wycofać i uspokoić nerwy.
Znalazłszy się po drugiej stronie żaglówki, w samotności, oparł się rękami o barierkę i spojrzał w połyskującą w popołudniowym słońcu taflę wody. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Miarowy oddech i spokojny szum jeziora odbijającego się o brzeg łodzi, z każdą chwilą coraz bardziej pozwalały mu uspokoić myśli.
A miał o czym myśleć. Przede wszystkim o tym, jak szybko przywiązał się do Zoi mimo, że wciąż niewiele o sobie wiedzieli. Jak łatwo przychodziła mu bojaźń i troska o kogoś, kogo ledwo znał. Nie wspominając już, że okazując to wszystko przed przyjaciółmi, zdradził się ze swojego kłamstwa. To nie była tylko przyjaciółka. Kim więc była?
Matką mojego dziecka. Tak, to brzmiało logicznie. I rozsądnie. Wydawało mu się to najlepszym określeniem, a przy tym zupełnie zignorował cichy głosik w głowie, że to wciąż było za mało powiedziane. Zdecydowanie bardziej wolał tłumaczyć sobie, że właśnie t o było powodem, dla którego czuł to, co czuł. Wszystko inne nie miało całkowicie sensu. I nie mogło się wydać. Jeszcze nie teraz.
Nie wiedział, jak długo czasu spędził w odosobnieniu, dlatego słysząc czyjeś kroki, odwrócił się pospiesznie. Na widok Zoi momentalnie wyprostował się, czując podskórnie, że czekała go kolejna, ciężka rozmowa.
Jak się czujesz? — zapytał cicho, zanim zdążyła się odezwać. Jego głos na nowo stał się taki, jak zawsze — łagodny i opanowany, zupełnie pozbawiony ostrzejszych nut sprzed paru chwil. Patrzył na nią w narastającym napięciu, chcąc się do niej zbliżyć, zrobić cokolwiek, ale ostatecznie nie poruszył się nawet na krok. Czekał.


Zoya Weasley
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”