49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na dobrą sprawę nie miały za sobą jeszcze podróży poślubnej i może pobyt nad pobliskim jeziorem się do miany podobnej wyprawy nie kwalifikował, ale na pewno mogły sobie pozwolić na to, aby nieco zaszaleć z tej okazji, a gdy tylko uda im się lepiej ogarnąć z robotą to wtedy pozwolą sobie na prawdziwy urlop w jakimś bardziej odległym miejscu. Może nawet z Samem, aby zobaczył kawałek świata. W końcu dotychczas nie miał takiej możliwości.
Prawie zaśmiała się widząc to jej spojrzenie i wydmuchnęła dym gdzieś pomiędzy nie, gdy tylko Zaylee odzyskała swojego papierosa. Dobrze, jednak pewne rzeczy nie ulegały tak wielkiej zmianie. Teraz bardziej była skłonna do dzielenia się paczką, a nie konkretną zapaloną fajką. Niech ją cholera.
- Serio? Jesteśmy małżeństwem. Co twoje to moje. Co moje to też twoje - wytknęła jej, gdy tylko koronerka zaciągnęła się ponownie swoim szlugiem, ale nie zamierzała się wykłócać.
Przynajmniej tyle dobrego, że faktycznie pamiętały imprezę urodzinową wuja Randalla, bo z tym również mogłoby być średnio. Chociaż Evina już zdołała się przekonać o tym, że niezależnie jak w złym stanie kończyła to jej pamięć była nienaruszona. Nawet jeśli paru imprez z młodości wolałaby faktycznie nie pamiętać.
- Mój wuj jest jednym z tych powodów? Na pewno będzie z siebie dumny - odparła ze śmiechem, bo mogła już się domyślać tego jak zadziała to na ego Randy'ego.
Może i faktycznie się sponiewierały, ale nie było na tyle źle, aby nie były w stanie samodzielnie dotrzeć do domu. Co prawda po drodze jeszcze natrafiły na drobne problemy, ale poruszały się o własnych siłach i naprawdę dały sobie jakoś radę. Szkoda tylko, że doszło przy okazji do tego potwornego nieporozumienia z funkcjonariuszami.
Tyle dobrego, że Miller nie była tym typem żony, który wyganiał ją na kanapę jeśli tylko sobie popiła, gdy nadarzyła się ku temu okazja. Mimo wszystko starały się jak mogły, aby spędzać noce czy też ich fragmenty w jednym łóżku o ile tylko praca im na to pozwalała. Przynajmniej miały jakieś własne zasady.
- Daruj sobie - mruknęła, bo ten jeden szot naprawdę ugodził w jej dumę.
Nie tego się spodziewała. Miało się to skończyć zupełnie inaczej, ale wyszło jak wyszło. Nie było sensu, aby rozdrapywać rany, bo nic z tego nie wyjdzie. Najwyżej tylko wda się w nie gangrena, a tego z pewnością chciały uniknąć.
- Brzmi jak dobry plan... Zwłaszcza jeśli mowa o wspólnym prysznicu - rzuciła jeszcze zaczepnie.
Nie chodziło nawet o to, aby w jakiś niecny sposób wykorzystać ten prysznic... No, a może trochę. Trudno stwierdzić. Po prostu chętnie spędziłaby nieco czasu w towarzystwie małżonki, a alkohol czasem potrafił z nią wyciągnąć swoistą przylepę.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiały na razie wystarczyć im zeszłoroczne wakacje. Pracoholizm rządził się własnymi prawami, a prosektorium tak wrosło w Miller, że nie wyobrażała sobie wyjechać gdzieś na dłużej niż krótki weekend. Nie potrzebowała urlopu, bo nie umiała odpoczywać, więc dla niej to nie był żaden relaks. Może w przyszłości faktycznie wybiorą się gdzieś z Samem, ale jeśli nie, to zawsze będą mogły wysłać go na jakiś obóz poza Toronto. A jak będzie już starszy, to może nawet za granicę.
A co jeszcze miało swoje granice? Małżeństwo, w którym Zaylee nie lubiła dzielić się ani papierosami, ani jedzeniem. Zrobiła to tylko dlatego, że Swanson bezceremonialnie zabrała jej papierosa spomiędzy palców. Nie rozumiała, dlaczego nie weźmie sobie swojego, skoro i tak paliła. Co innego, gdyby sięgała po fajkę tylko do alkoholu, ale przecież miała taki sam nałóg. A tym działaniem zmuszała Miller do szybszego sięgnięcia po kolejnego papierosa, bo tym nie będzie mogła zaspokoić głodu nikotynowego. To była jej wina, że tyle paliła.
Twój wujek i kila imprez studenckich, na których przeholowałam — wyjaśniła pokrótce, żeby Randall nie przypisywał sobie wszystkich zasług. Chociaż bardziej powinien ubolewać nad faktem, że Zaylee już nigdy nie tknie alkoholu w jego towarzystwie. Miała nauczkę i drugi raz nie popełni takiego błędu.
Nie widziała powodów, dla których miałaby wyganiać Evinę z łóżka, kiedy ta zabalowała. Dopóki się nie awanturowała i dawała jej spać w spokoju, łóżko było tak samo jej, jak i Miller. Tym umiała się podzielić.
Myślała, że jesteś niezwyciężona. Zawsze tak podkreślasz, ile to możesz wypić, a tu proszę bardzo, takie zaskoczenie — oczywiście, że nie mogła jej odpuścić. Swanson krzywiąca się po wypiciu alkoholu, to naprawdę niecodzienny widok. Myślała, że da jej kiedykolwiek o tym zapomnieć? Nigdy.
Odebrały swoje burgery, dokupił jeszcze dwie butelki piwa, a potem obładowane rzeczami i ruszyły w stronę wynajętego domku. Kiedy żona wspomniała o wspólnym prysznicu, Zaylee tylko spojrzała na nią z uniesionymi brwiami.
A gdzie jakaś prywatność po dniu pełnym wrażeń? Jeszcze potrafię się sama umyć — zaznaczyła, bo niespecjalnie miała ochotę na dzielenie kabiny prysznicowej. Chciała po prostu zmyć z siebie odór jeziora, a potem zalegnąć na leżaku, żeby złapać jeszcze odrobinę słońca. Evina musiała zadowolić się kąpielą w samotność, a potem znaleźć sobie jakieś zajęcie na resztę dnia. Oczywiście Miller będzie cały czas obok, ale spędzanie czasu razem, a jedna osobno było jedyną szansą, żeby mogła złapać jakąś namiastkę odpoczynku.
Droga do domku była prosta i krótka. Zaylee wyciągnęła z torby klucz i przekręciła go w zamku. Na razie zostawiła rzeczy na drewnianym ganku, ale jak tylko się ogarnie, to będzie musiała znaleźć dla nich miejsce. Reszta pobytu minęła im przyjemnie, ale bardzo zybko i zanim się obejrzały, musiały wracać do Toronto, żeby zająć się codziennymi obowiązkami.
koniec
Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”