ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
182 cm
psychoterapeuta prywatny gabinet
Awatar użytkownika
Your limits are my starting point.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dopiero Valentine uświadomił mu, jak rzadko wspólnie gdzieś wychodzili. To wszczynane przez Vegę dyskusje sprawiły, że zaczął odczuwać brak, z którego do tej pory nie zdawał sobie sprawy, tak głęboko zepchnął go na dno serca. Za to świetnie potrafił przewidzieć konsekwencje, gdyby zanadto zaczęli folgować swoim pragnieniom.
Może jednak byłoby warto?
Odczuwał przemożną chęć oparcia dłoni na biodrze Theo, który w eleganckim stroju wyglądał wyjątkowo dobrze i pokazania wszystkim, że przyszli razem, ale nie mógł tego zrobić w galerii pełnej znajomych. Musiał zadowolić się przypadkowym muśnięciem wierzchu jego dłoni, kiedy tłum gości zmusił ich do zbliżenia się do siebie.
Quentin miał wszelkie predyspozycje, by zostać lwem salonowym i jednocześnie szczerą niechęć do tego typu imprez. Nie mógł jednak odmówić dziekanowi, skoro podczas wernisażu miały zostać zaprezentowane prace jego sporo młodszej żony. Powitał starszą panią profesor w czerwonej sukni oszczędnym skinieniem głowy, a następnie ułożył dłoń między łopatkami Theo i łagodnym gestem poprowadził go w odległy kąt galerii, gdzie mogli na moment odetchnąć od przesyconego zapachem wieczorowych perfum powietrza.
Stanęli przed obrazem, który z daleka przypominał rozgwieżdżone niebo z wyraźnym konturem przedramienia i dłoni, ale z bliska okazywał się przedstawiać topografię miasta, którego ulicę przypominały drobną sieć żyłek, a jasne punkty konstelacje złożone z pieprzyków.
Palce wskazywały poza ramę obrazu.
Quentin przechylił lekko głowę i skrzywił się, ponieważ całość wydała mu się banalna i odrobinę pretensjonalna, ale nie było w tym nic dziwnego, skoro artystka skończyła niedawno dwadzieścia lat, a cała ta wystawa nie sprawiała wrażenia szczególnie zasłużonej.
Co sądzisz? — zagadnął swojego partnera, licząc na jakąś krytycznie-zabawną uwagę, która osłodzi ten wieczór. Theodore w zakresie sztuki odebrał dużo lepszą edukację, razem z Valentinem byli zdecydowanie bardziej wrażliwi na jej piękno. Quentin lubił więc czasem spojrzeć na świat ich oczami, zamiast ciągle go chłodno analizować. — Dla mnie to przedstawienie siebie jako miasta to nic innego, jak klasyczny przejaw ego w epoce antropocentu. Ta chaotyczna sieć ulic to próba nadania sensu temu, co niekontrolowane, czyli właśnie ciału, a palec skierowany poza ramy to banalne przerzucenie odpowiedzialności. Zaleciłbym jej mniej instagrama i pinteresta — zakończył krótką diagnozę z wymownym uśmiechem, bo oczywiście nie robił jej na poważnie, a jedynie próbował rozbawić towarzyszącego mu mężczyznę.
Spojrzał na niego z ukosa, kiedy rozmowę przerwała im kobita około trzydziestki ubrana w obcisną, absyntową suknię wieczorową.
— Quentin, w końcu kogoś ze sobą przyprowadziłeś — oznajmiła z szerokim uśmiechem na pełnych ustach.
Amanda — zwrócił się do naczelnej, wydziałowej plotkary z wymuszoną uprzejmością. — To mój przyjaciel. Theo — przedstawił towarzysza, któremu Amanda podsunęła dłoń o długich, zadbanych paznokciach.
— Przyjaciela? — powtórzyła ze znaczącym uśmieszkiem, wbijając bystre spojrzenie w Theo, jakby to jego opinia i reakcja interesowały ją najbardziej.
Quentin zachował poważny i uprzejmy wyraz twarzy, który idealnie korespondował z klasycznym, czarnym smokingiem i muszką, którą przed wyjściem Theo ciasno zawiązał mu pod szyją.

Theodore Tellier
Beza
whatever you want, bby
34 y/o
For good luck!
192 cm
Senior Product Developer pepsico
Awatar użytkownika
It's forever, right?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

outfit
Galeria była po brzegi wypełniona ludźmi. Sylwetki opięte wieczorowymi strojami sunęły wśród gwaru rozmów, muzyki i wybuchów śmiechu, którym wtórowały ciche huki otwieranych butelek szampana, bulgot pękających bąbelków przelewanych do kieliszków oraz trzask lodu obijającego się o ścianki szklanek wypełnionych whisky. I choć Theodore nie znał znajdujących się w środku ludzi, ani miejsca, w którym trwała wystawa, poczuł się dziwnie znajomo. Zupełnie jakby znów znalazł się na jednym z przyjęć rodziców, na które zabierany był już jako dziecko. To jednak nie déjà vu odpowiadało za subtelny, lecz bez przerwy odczuwalny ścisk w okolicy klatki piersiowej. Nie obwiniał też za to wyraźnie odczuwalnej potrzeby dotknięcia swojego mężczyzny, który ubrany w smoking kusił swoim urokiem bardziej niż zwykle. Zawsze miał ochotę sięgnąć po niego, gdy znajdowali się w miejscu publicznym, lecz potrafił trzymać swoje pożądanie na wodzy odnajdując satysfakcję w oczekiwaniu przypominającym grę wstępną.
Telliera prześladowały d e l i k a t n e wyrzuty sumienia.
Choć ogromnie ucieszył się z zaproszenia Quentina, nie mógł pozbyć się wrażenia, że ich eskapada nie przypadnie Valentinowi do gustu. Nie chodziło o samo wyjście we dwójkę, ponieważ zdarzało im się chodzić na randki nie tylko w trójkę, lecz także osobno, ale o charakter imprezy, na której się znaleźli. Na przyjęciu znajdowało się mnóstwo znajomych Quentina z pracy i choć Theodore wiedział, że nie zostanie przedstawiony jako partner, sama możliwość poznania ludzi, których dotychczas znali wyłącznie z opowieści, wydawała mu się swego rodzaju zdradą wobec Vegi. To właśnie jemu, spośród całej ich trójki, najbardziej jedynemu zależało na tym, by ich związek przestał być tajemnicą. Dla niego było najważniejsze wychodzenie do ludzi i pokazywanie się razem , a potem patrzenie na to, jak świat płonie.
Trzymał się blisko Quentina, nie chcąc dać się rozdzielić przez ludzi, którzy próbowali przeciskać się między nimi, zmierzając w stronę innych znajomych twarzy wypatrzonych w tłumie. Nagle poczuł jego dłoń na plecach, ciepło bijące od niej zdawało się przenikać przez materiał marynarki i parzyć skórę, kojąc tym samym nerwy Theodore’a. Pozwolił, by delikatny nacisk wskazał mu drogę w ustronne miejsce i może tylko raz zatrzymał się gwałtownie – niby by ustąpić innej parze drogi – chcąc poczuć mocniejszy nacisk między łopatkami.
Gdy znaleźli się w odległym kącie, Theodore stanął blisko mężczyzny, nie na tyle, by móc ich posądzić o zażyłość wykraczającą poza zwykłą przyjaźń, lecz wystarczająco blisko, by czuć jego uspakajający zapach mydła i świeżego prania, który kojarzył mu się z domem i bezpieczeństwem. Spojrzał z ukosa na partnera, gdy ten zapytał go o opinię i uniósł w górę jedną brew zachęcając, by wyraził swoją jako pierwszy.
– Boże, Quentin – odparł rozbawiony, przeciągając sylaby, starając się w ten sposób zamaskować wymykający się śmiech. – Kocham twoją mądrą głowę – dodał, kierując już wzrok na omawiany obraz. Emerson był jednym z najinteligentniejszych osób, jakie miał okazję poznać, a jego uszczypliwe uwagi schowane pod zgrabnym płaszczykiem pozornej uprzejmości, potrafiły być równie celne, co rozbrajające. Przez chwilę wpatrywał się w dzieło starając się dodać coś od siebie, lecz ostatecznie wzruszył ramionami. Wszystko, co należało powiedzieć zostało już wypowiedziane przez Quentina. – Pozostaje mi się tylko z tobą zgodzić, mon chéri ostatnie słowo wypowiedział wyjątkowo cicho, na tyle, by mogło zginąć w wąskiej przestrzeni pomiędzy ich sylwetkami.
Obcy głos kobiety przerwał ich chwilę i Theodore przełączył się w tryb czujnej uprzejmości, którego używał zwykle w podobnych sytuacjach. Z neutralnym wyrazem twarzy odwrócił w stronę kobiety, której sukienka opinała apetycznie wyglądające krągłości bioder i piersi. Czujne spojrzenie Amandy skupiło się na Theo, lecz ten, będąc przez lata wystawianym na świecznik wśród socjety, nabrał doskonałej umiejętności ukrywania prawdziwych emocji za uprzejmością i pozornie swobodną postawą. Nie pozwolił sobie nawet na cień zainteresowania czy zniecierpliwienia, choć jego myśli wciąż pozostawały przy mężczyźnie stojącym tuż obok.
– Jestem marnym zastępstwem dla randki Quentina, która musiała wyjechać z miasta w celach zawodowych – wyznał z ironicznym, lecz nieprzesadny żalem, który mógł okazać tylko dobrze znany przyjaciel, mający przywilej wbicia niewinnej szpileczki. Uścisnął wysuniętą dłoń i pozwolił spojrzeniu prześlizgnąć się jeszcze raz po jej sylwetce. Kobieta miała naprawdę ładną talię i Theo poczuł zarówno podziw do jej figury, jak i delikatną irytację wynikającą z faktu, że ktoś taki kręci się wokół ich mężczyzny. – Pięknie wyglądasz, Amando – przyznał puszczając jej dłoń dopiero po wypowiedzianym komplemencie.
– Skoro nie masz pojęcia kim jestem domyślam się, że mój drogi przyjaciel nie wspomniał mnie choćby raz w rozmowie pomiędzy zajęciami? –
– Masz całkowitą rację, lecz chyba nie chcesz mi powiedzieć, że Quentin potrafi być wylewny? – zamruczała przesuwając się w stronę Emersona. – Uprzejmości nie mogę mu odmówić, lecz jest tak zamkniętym mężczyzną… – Jej ręka wsunęła się pod ramię j e g o chłopaka. – Jak go otworzyć, hmmm? – zamruczała zaciskając palce na bicepsie blondyna.
[akapit] Theodore'owi opadła mentalna szczęka, bo chyba po raz pierwszy (nie licząc Valntina) zdarzyło mu się, by obcy człowiek podbijał do jego faceta w jego obecności. Czuł jak irytacja przeplata się z rozbawieniem. Nie pozwolił sobie, by zerknąć w stronę Quentina, bojąc się, że na widok jego miny, któraś z targanych nim emocji odmaluje się na twarzy.
[akapit]– Oooo… – wypowiedział z autentycznym zaskoczeniem i rozbawieniem. Dłoń, którą przed chwilą wyciągnął na powitanie, opuścił i ułożył na drugiej, łącząc je nisko przed sobą, na wysokości podbrzusza. Lekko zgięte w łokciach ręce tworzyły po bokach sylwetki łagodny kształt litery V. Na każdym z czterech palców prawej dłoni lśniła cienka, złota obrączka, każda wysadzana innym kamieniem: rubinem, szmaragdem, szafirem lub diamentem. – Doskonałe pytanie, pozwól, że udzielę ci kilku rad – rzucił z diabelskim uśmiechem.

– Zacznijmy od podstaw. Quentin kocha dobrze rozpoczęte poranki – najlepiej porannym seksem w ich wielkim łóżku. – Najlepiej w towarzystwie kawy. Czarnej. Bez cukru. Mocniej. – Wymieniał jakby musiał poświęcić chwilę, by przypomnieć sobie nawyki swojego mężczyzny, choć tak naprawdę wymyślał sposób, by dokuczyć bogu ducha winnemy Quentinowi za to, że odważył spodobać się kobiecie, która najpewniej sądziła, że jest singlem. I to w dodatku tak dotkliwie samotnym, że na wydarzenie z pracy musiał zabierać ze sobą przyjaciela, bo potencjalna randka postanowiła wyjechać z miasta.

Quentin Emerson
gall anonim
36 y/o
For good luck!
182 cm
psychoterapeuta prywatny gabinet
Awatar użytkownika
Your limits are my starting point.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W ciągu lat razem do perfekcji opanowali język subtelnych gestów i pozornie pozbawionych znaczenia słów, którymi w towarzystwie okazywali sobie uczucie. Każdy skradziony w sekrecie pocałunek smakował dwa razy bardziej, a delikatny dotyk powodował gęsią skórę i ciepło rozlewające się w podbrzuszu. W końcu zakazany owoc smakował najlepiej, nawet jeśli to oni sami ustalali zasady, które teraz z taką finezją naginali.
Mimo stażu ich relacji nigdy nie przestali siebie pożądać. Quentin uwodził go tym erudycyjnym popisem, wiedząc, jak bardzo jego partnera pociąga inteligencja i złośliwie bezlitosne poczucie humoru, które współdzielili. Uśmiechnął się kącikiem ust, zamierzając go perwersyjnie pochwalić, ale nie zdążył tego zrobić, ponieważ rozmowę przerwało im pojawienie się Amandy, a nad pragnieniem górę wzięły dobre maniery.
Z uprzejmości przedstawił sobie dwoje nieznajomych, ale wścibska sekretarka widać nie zamierzała zbyt łatwo odpuścić. Z początku Quentin zamierzał łagodnie upomnieć ją, przypominając, że jej bezpośrednie zachowanie nawet poza miejscem pracy jest niestosowne, ale wtedy dostrzegł drobną zmianę w postawie Theo.
Ktoś, kto nie znał mężczyzny tak dobrze, na pewno nie dostrzegłby różnicy. Ten nadal sprawiał wrażenie zrelaksowanego, ale pod tymi pozorami było coś więcej. Obserwował, jak ten przyjmuje postawę, z którą zapewne wchodził na biznesowe spotkania, gotów zmierzyć się z jakimś oponentem.
Problem w tym, że Amanda nie była dla Telliera żadną konkurencją. I sama nie zdawała sobie sprawy, że znalazła się w samym centrum gry dwójki mężczyzn, ponieważ naiwnie brała ich za parę przyjaciół.
Z dalszej wymiany zdań Quentin bez trudu wywnioskował, że Theo był najwyraźniej zazdrosny, co wydało mu się całkiem zabawnym odkryciem. Nie mógł się powstrzymać, by nie podjąć rzuconej rękawicy i nie sprowokować go do czegoś więcej. W końcu to on nalegał, by ukrywali się przed całym światem.
I na co dzień Emerson się z nim zgadzał, ale tego wieczoru Vale byłby zapewne z niego dumny. Pomyślał, że warto by uczynić tę historię na tyle interesującą, by była warta do opowiedzenia Vedze, kiedy ten zadzwoni do nich po koncercie. Zwrócił się więc w stronę dziewczyny, która nadal trzymała dłoń na jego ramieniu i z uśmiechem kiwała głową.
— Och, tak! Ja też pijam tylko czarną kawę — zapewniła, przeskakując spojrzeniem jasnych oczu od jednego do drugiego mężczyzny.
To dobrze się składa, bo potrafię zaparzyć idealną — odezwał się niespodziewanie, nie patrząc na Theo, choć słowa kierował bardziej do niego niż stojącej przed nim kobiety. To on zazwyczaj najwcześniej wstawał z łóżka i nastawiał ekspres, przygotowując poranną kawę z niezwykłą precyzją i cierpliwością.
Jak zresztą wszystko, czego się podejmował.
A w wolne dni przynosił do łóżka filiżanki swoim partnerom.
— Och, cudownie — ścisnęła mocniej jego ramię, a w jej oczach pojawiło się szczere zainteresowanie. Jeszcze raz przyjrzała się Quentinowi, jakby po raz pierwszy na poważnie dostrzegła w nim potencjalnego partnera. Mężczyzna musiał wypaść dobrze, ponieważ posłała mu rozanielony uśmiech. — Masz jeszcze jakieś zalety? Poza parzeniem kawy? — zagadnęła słodkim tonem, zapominając o istnieniu Theo.
Quentin natomiast myślał tylko o nim, choć spojrzenie wciąż miał utkwione w kobiecie. Milczał, zastanawiając się przez kilka długich sekund, a następnie zerknął w kierunku swojego partnera, ciekaw, czy udało mu się zachować obojętny wyraz twarzy.
Nie miał zamiaru przestać, dopóki ten nie pęknie.
O to chyba najlepiej zapytać Theo. Jako mój przyjaciel na pewno ma coś do powiedzenia na ten temat — zauważył, ponownie włączając go do rozmowy i czerpiąc nieskrywaną przyjemność z naciągania struny.
W końcu Emerson uwielbiał adrenalinę.

Theodore Tellier
Beza
whatever you want, bby
34 y/o
For good luck!
192 cm
Senior Product Developer pepsico
Awatar użytkownika
It's forever, right?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sytuacja wydawała się kuriozalna i dość zabawna, lecz Tellier nie mógł się wyzbyć dziwnego wrażenia, które rozgościło się na tyłach jego umysłu nie pozwalając na całkowite rozluźnienie. Sam widok niewiedzy Amandy powinien wystarczyć za dobrą rozrywkę, a jednak za każdym razem, gdy dostrzegał błysk światła odbijającego się od jej pierścionka na tle czarnego garnituru Quentina coś w nim wrzało.
Theodore nie bywał zazdrosny o Quentina, bo ten nigdy nie dawał mu ku temu szczególnych powodów. Może dlatego, że dość szybko sprawy między nimi stały się dość poważne, co we wcześniejszych relacjach Theo nigdy nie miało miejsca. Tellier bywał w związkach i układach, które mogły pretendować do miana istotnych, lecz w ostateczności nigdy nie widział w nich potencjału na wspólne spędzenie przyszłości. Sprawa miała się nieco inaczej z Valentinem, który flirtowanie miał we krwi, co w połączeniu z jego popularnością w przeszłości wzbudzało pewne konflikty, z których Theo nie do końca był dumny. Lecz Quentina zawsze był pewny. Dlaczego więc czuł to niewygodne, wstydliwe i małe uczucie, gdy Emerson stał obok Amandy? To, które zwykle nawiedzało go, gdy Vega stał otoczony wianuszkiem głównie wielbicielek, które czarował swoim niskim, chropowatym głosem?
Zazdrość.
Samo nazwanie tej emocji w myślach wywołało w nim irytację, ale nie był w stanie się jej wyprzeć. Ciepło rozlewające się po klatce piersiowej było na tyle dotkliwe, że pozostało mu tylko mieć nadzieję, że czerwone plamy zdenerwowania nie wykwitną na jego odsłoniętej klatce piersiowej. Ale dlaczego? Przecież w gruncie rzeczy nie działo się nic złego. Sam podjął grę pozorów, do której blondyn tak zgrabnie dołączył dodając swój komentarz o tym, że parzy idealną kawę. Co faktycznie było prawdą i Theo uwielbiał poranki, w których budził go aromatyczny zapach świeżo zmielonych ziaren i filiżanka podsunięta przez nos. Zdawał sobie sprawę, że słowa Emersona były tak naprawdę kierowane do niego, a nie do Amandy, a mimo to…
I wtedy prawda uderzyła go z siłą boleśnie prostą w swojej oczywistości. Stało się to w momencie, w którym palce kobiety zacisnęły się mocniej na ramieniu blondyna. Theodore zazdrościł jej tego, jak swobodnie podeszła do jego mężczyzny, by ująć go pod ramię i dotknąć w miejscu publicznym. Z jaką łatwością pozwoliła sobie na gest, którego latami sami sobie odmawiali. Ale czemu? Czyżby gadanina Valentina, z którą zwykł walczyć i której uparcie stawiał na przekór zaszczepiła w nim coś, czego wcześniej nie chciał dopuścić do głosu? Myśl o tym, że mieliby w trójkę ujawnić swój związek wydawała mu się przesadzona i nierozsądna, lecz obserwując Amandę uczepioną ramienia Emersona, zaczął żałować, że nie może dać jej do zrozumienia do kogo tak naprawdę należy uwaga blondyna.

Gdy wzrok mężczyzn skrzyżował się, Theo stłamsił w sobie to niepożądane uczucie i posłał blondynowi wyzywające spojrzenie. Błysk w oczach Quentina sugerował jednak, że ten aż nazbyt dobrze odczytał jego intencje, co tylko podsyciło irytację Telliera. Nie należał do osób wylewnych, a mimo to Queen zawsze wydawał się przeszywać go na wskroś, bezbłędnie odczytując to, co działo się w jego głowie. Lecz nie chciał temu poświęcać czasu, woląc zabawić się kosztem blondyna.
– Quentin posiada mnóstwo zalet – rzucił słodko, niemal kpiąco wiedząc malujące się na twarzy Amandy rozczarowanie. Zapewne liczyła, że to blondyn udzieli jej tak pożądanych odpowiedzi. – Na przykład kocha spędzać czas na łonie natury. Doskonały piechur i fan campingu – przeprawi się z tobą przez każdy szlak, a po całym dniu w chwilę rozłoży namiot i rozpali ognisko – dodał, kiwając przekonująco przy tym głową. Patrzył w jasne oczy Amandy starając się nie parsknąć śmiechem, bo jego chłopak był jednym z największych mieszczuchów, jakich znał i Theo nie mógłby nawet wyobrazić go sobie na campingu. Z pewnością Emerson wyróżniałby się pośród tłumu w swoim obłędnym garniturze, powtarzając, że len został stworzony właśnie na takie okazje. – A w dodatku…
– Amanda?! Przyszłaś tu z Quentinem? – Nowy, kobiecy głos przerwał jego wypowiedź, gdy dołączyła do nich wysoka brunetka w czarnej, krótkiej sukience. Jej głośny ton oraz delikatnie plączące się nogi sugerowały, że zdążyła wypić kilka drinków pomimo tego, że wieczór dopiero się rozpoczął. – Nie wiedziałam, że Emerson jest dostępny do randkowania… Inaczej sama wykorzystałabym szansę – zamruczała stojąc przy wolnym boku mężczyzny, chwytając go za drugie ramię. Theo uniósł brew na mężczyznę starając się zachować powagę.
– Wow, Emerson, życie na kampusie nieźle cię rozpieszcza, hmm? – Chciało mu się śmiać, lecz jednocześnie czuł nieodpartą chęć przytarcia mu nosa. Dla zasady. – Aż dwie damy naraz? Zaraz nie będziesz mieć gdzie postawić stopy we własnym mieszkaniu, taki tłok tam będzie… – rzucił niewinnym tonem. – Przy takim zainteresowaniu zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem nie masz znacznie bardziej elastycznego podejścia do monogamii niż zwykłeś sugerować. – dorzucił nie mogąc się powstrzymać.

Quentin Emerson
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „Art Gallery of Ontario”