ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
176 cm
💼 dyrektor ds. komunikacji i PR avalon global industries
Awatar użytkownika
Czarna owca, nie tylko w rodzinie. Sprzeciwia się wszystkiemu i wszystkim. Trudno jest nadążyć za jej myślami. Pracoholiczka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

II.
We all take different paths in life, but no matter
where we go, we take a little of each other everywhere.
Meadow w przeważającej większości skupiała się na tym by jej życie było jak najbardziej poukładane. Nie chodziło o to by wszystko działo się jak z zegarkiem w ręku ale raczej chodziło jej o to by mieć swoją rutynę. Nie była przecież fanką niespodzianek a już na pewno nie tych, które ciągle pojawiały się w jej pracy. Może właśnie dlatego jej życie poza AGI potrafiło być upierdliwie perfekcyjne. Zdołała zbudować w sobie dyscyplinę, która skutecznie pomagała jej w tym by jednak nie wypadać z rytmu. W jakimś sensie jej codzienność wyglądała podobnie. Mimo tego zawsze potrafiła wplatać w to drobne zmiany, tak by po jakimś czasie nie wpaść w rutynę. Często wybierała sport jako coś co zmieniało jej rutynę i wprowadzało różnorodność. Oczywiście nie zawsze miała na to czas, chwilami po prostu wracała do siebie i liczyła, że zaraz będzie mogła na moment zapomnieć o problemach w pracy. Na tym, że ludzie potrafią być upierdliwi. Zastanawiała się nad tym co trzymałą ją w pracy, gdzie ciągle się nimi otaczała, ale też nie widziała siebie w żadnej innej roli. W tym wszystkim chodziło również o to, że gdyby została teraz wyrwana ze swojej rutyny to mogłaby się w tym wszystkim pogubić. Przecież poza tym, że przychodziła do pracy i wracała do pustego apartamentu jej dotychczasowe życie nie opierało się na niczym innym. Nie miała rodziny do której mogła wracać. Zajmować się wtedy tym wszystkim co jest typowe dla żony, matki a może nawet kochanki. Daleko jej było do takiego życia o które nawet teraz nie zabiegała. Może za jakiś czas wszystko się w niej zmieni i zapragnie założyć rodzinę. Nie mogła tego wykluczyć.
Restauracja to nie jest typowy przystanek do ciężkim dniu w pracy. Raczej wybierała komfort swojego apartamentu, gdzie nikt nie przejmował się tym co miała na sobie. Jest jednak powód dla którego pojawiła się właśnie tutaj, a raczej to, że pierwszy raz od bardzo dawna została zaproszona na kolację. Niestety dla niej, nie potoczyła się ona w takim kierunku jak można było się tego spodziewać. Siedząc już przy stoliku otrzymała wiadomość, że osoba która miała jej towarzyszyć, tak po prostu zmieniła zdanie. Wykręcając się jakimś ważnym projektem w pracy i pracą do późna. Doskonale znała te wszystkie wymówki, sama stosowała je naprawdę często. Pierwszy raz poczuła na własnej skórze jak to jest zostać wystawioną, chociaż tego mogła się spodziewać. Wszystko wydawało się zbyt idealne, jak na jej ostatnie relacje. Nigdy nie była dobra w randkowaniu, a już na pewno nie po ostatnich swoich związkach, które rozpadły się w większości przez jej własne zachowanie.
- Poproszę butelkę wina, obojętnie jakiego - rzuciła w kierunku kelnerki, która po raz kolejny zawitała do jej stolika. Nie miała zamiaru wychodzić, a jeśli trzeba było to zje tutaj kolację całkiem sama. Nawet jeśli wyglądało to tragicznie i depresyjnie. Nie przejmowała się tym co mogą powiedzieć inni. Skoro stolik został opłacony to przecież mogła z tego skorzystać. Kolacja będzie zaliczona, a ona nie będzie musiała się martwić o to co zamówić. Przeglądając leniwie menu, nie do końca wiedziała na co ma ochotę ale przecież głód przyjdzie z czasem i cała jej złość minie gdzieś po drugiej lampce wina. Znała siebie i to jak potrafiła zatuszować choć na moment swoją złość. W dodatku nie zamierzała robić scen w lokalu pełnym innych gości. Nikt nie ma przecież ochoty słuchać o tym jak jej życie uczuciowe to jeden wielki żart.
Odkładając kartę na stolik, westchnęła ciężko, rzucając przy tym spojrzenie na stoliki obok siebie. W tej jednak chwili wypatrzyła znajomą twarz. Oczywiście to nie tak, że miała cudowną pamięć do ludzi i często zdarzało jej się, że pomyliła kogoś znajomego z kimś kompletnie obcym. Teraz jednak miała pewność, przecież nie udało jej się wypić zbyt dużo. Powoli wstała, jakby chciała ruszyć w kierunku kobiety, która wydawała się jej starą znajomą ze studiów. Zatrzymała się jednak, jeszcze przez moment wpatrując się w nią. Nie będzie się znowu tłumaczyła z własnych pomyłek.
- Jennifer? - odezwała się, kiedy była na tyle blisko by nie krzyczeć w jej kierunku - Ginny czy to ty, czy znowu zrobię z siebie debilkę - mruknęła to ostatnie pod nosem - Meadow, studiowałyśmy razem - chciała jakoś wyjaśnić swoje nagle podejście i to, że zaczepiła ją w chwili kiedy mogła czekać przecież na swojego partnera albo partnerkę. Mogła zakłócić jej randkę, a po swoim niepowodzeniu, nikomu tego nie życzyła. Uśmiechnęła się delikatnie, próbując wyczytać cokolwiek z twarzy kobiety. Nie wiedziała czego może się spodziewać i czy takie wtargnięcie w okolice jej stolika to był dobry pomysł. Ostatnio dość często robiła coś co było zaskakująco głupie jak na kogoś takiego jak Meadie. Może kiedyś nauczy się, że chwilami milczenie jest złotem a ona powinna skupić się na tym by w bardziej odpowiedni sposób nawiązać z kimś rozmowę.
Wyglądała przekomicznie wpatrując się w Ginny i oczekując na jej reakcję, jakakolwiek by ona nie była. Nawet jeśli za moment będzie musiała wrócić do swojego stolika z podkulonym ogonem, bo dotrze do niej, że znowu pomyliła osoby. Znowu zdawało jej się, że widzi kogoś znajomego, a ten ktoś wcale jej nie kojarzył. W jej własnej głowie tworzyły się relacje, które nie do końca musiały być prawdziwe, tylko dlatego że Meadow kogoś polubiła albo miała małą obsesję na punkcie tej osoby. Niestety jej życie to chwile w których robiła różne dziwne rzeczy, a to że teraz musi za nie odpokutować to wie tylko ona sama.
Miała jednak nadzieję, że teraz było inaczej.

Ginny Wheeler
papryczka
dajcie spokój.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Archeo”