25 y/o
For good luck!
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobra przestrzeń — powtórzyła bez wahania. — No wiesz, świeże powietrze, duże podwórko, zwierzęta. Huntsville nie jest wielkim miastem, ale jednocześnie znajduje się tu wszystko, czego potrzeba — wyjaśniła pokrótce, licząc na to, że zrozumie, co miała na myśli.
Toronto było piękne, jednak momentami Zoya miała wrażenie, że się dusiła. Ludzie pędzili w niesłychanym tempie, a wszędzie panowały takie tłumy, że z czasem zaczęły irytować ją te wszechobecne kolejki oraz korki. W Hunstville miała łatwy dostęp do placówek oświatowych oraz szpitala.
Kariera. To było ostatnie, o czym myślała Zoya. Jeszcze w liceum, kiedy zdobywała szczyty olimpiad, była przekonana, że jako dorosła kobieta skupi się na pracy. Jednak wszystkie te rodzinne sploty sprawiły, że przestała postrzegać spełnienie zawodowe jako priorytet. Z czasem nauczyła się zmieniać swoje cele w zależności od potrzeb i sytuacji, w jakiej się znajdowała.
Teraz przede wszystkim potrzebowała stabilizacji. Dla dziecka, bo to właśnie ono wydawało się Zoi najważniejsze.
Całe szczęście — szepnęła z ulgą i ponownie zacisnęła dłonie na kolanach. Naprawdę ucieszyła się, że w tej konkretnej kwestii byli jednomyślni.
Nie wyobrażała sobie siebie na ślubnym kobiercu z mężczyzną, którego nie kochała. Ba, nie wyobrażała sobie siebie nawet u boku mężczyzny, który skradłby jej serce. Po ostatniej relacji, Zoya była daleka od zawierania związków!
Kiedy Lucien otwarcie stwierdził, że zamierzał chronić ją i jej rodzinę przed prasą, Zoyę napełniła kolejna fala ulgi. Ta rozmowa z pewnością ją uspokoiła. W dodatku pomyślała, że to naprawdę zadziwiające i trochę intrygujące, że potrafili się dogadać, a przy tym tak gładko przejść do lżejszych tematów. Wszystko za sprawą zaczepnego podejścia Luciena, który wyjątkowo starał się przywrócić pomiędzy nimi atmosferę sprzed tej poważnej rozmowy.
Tak więc Zoya prychnęła na dźwięk jego słów i... bardzo lekkomyślnie przytaknęła. Odsunęła w kąt wszystkie troski, jakie jeszcze raptem chwilę temu kołatały się w jej głowie.
Przed reporterami, Lucien — upomniała go, po czym wstała i zebrała talerze, aby włożyć je do zmywarki. — Idź się wykąp. Nie chcę cię wyganiać, ale nie jestem pewna, czy międzynarodowej gwieździe przystoi chodzić z takimi czarnymi napisami. — Skinęła głową w stronę jego torsu i ramienia. — Dam ci ubrania swojego brata.
Powędrowała w stronę schodów i na kilka mimnut zniknęła na piętrze. Nie była pewna, co do rozmiaru, więc wygrzebała z szafy Ronalda, który wizualnie pasował do sylwetki Luciena, nową parę skarpet, T-Shirt oraz dresowe spodnie. Przy okazji wstąpiła do swojej sypialni i również zabrała z walizki coś na przebranie.
Łazienka jest na końcu korytarza po prawej stronie — poinstruowała, gdy zeszła na dół. Potem wręczyła mu ubrania i rzuciła, że zaraz doniesie recznik.
Znalezienie ręcznika zajęło jej jednak dłuższą chwilę, więc kiedy podeszła do drzwi łazienki, zza nich usłyszała szum wody. Zapukała, po czym krzyknęła ostrzegawczo, że wchodzi.
Pomieszczenie było stosunkowo ciasne i podobnie jak reszta domu, zatrzymało się w czasie jeszcze przed śmiercią Acacii. Charles nie zamierzał niczego zmieniać, więc armatura wyglądała na mocno wysłużoną, a pod prysznicem, zamiast przesuwnych drzwiczek, wisiała różowa zasłona.
Zoya pospiesznie podeszła do pralki i położyła na niej gruby, granatowy ręcznik.
Idę się wykąpać do drugiej łazienki na górze — poinformowała. — Jak skończysz, to możesz iść do salonu — dodała zupełnie niezobowiązująco, jakby potrzebował sobie odpocząć, czy c o ś.
I właśnie zamierzała wyjść, kiedy niespodziewanie zasłona pod prysznicem niebezpiecznie załopotała.

Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jej wyjaśnienie spotkało się jedynie z krótkim potaknięciem. Wychowany w mieście, nie dostrzegał tak wielu uroków życia na wsi, uważając je za niedostatecznie dostępne pod wieloma względami. W mieście wszędzie było blisko, a wybór rozrywek czy jedzenia był naprawdę niesamowity. Po malowniczych krajobrazach, które mijał po drodze do Huntsville, i ogólnej przestrzeni wokół domu, mógł się jedynie domyślać, co dziewczyna miała na myśli.
Przez wzgląd na karierę postanowił w ogóle się nie wiązać. Zdążył już wynieść zbyt wiele doświadczenia z poprzednich związków, by wychodzić z założenia, że jeśli nie mógł poświęcić się temu w stu procentach to trud i praca włożona w relację stawała się zupełnie bezsensowna. Bez związków nie było oczekiwań. Bez oczekiwań nie było zawodu. Tak było lepiej.
Oczywiście — odparł ze śmiechem, gdy po jej skinięciu głową nastąpiło szybkie sprostowanie. Na jej uwagę o napisach powiódł za nią spojrzeniem na swój tors, a jego usta rozszerzyły się w zawadiackim uśmiechu. — Byłoby to świetną pożywką dla mediów. Wszyscy zachodziliby w głowę, co te definicje znaczą. Czy to jakiś tajny kod, manifest czy performance artystyczny — zaczął żartobliwie snuć domysły na głos. — Właściwie nie byłoby to takie złe. Przynajmniej skutecznie odwróciłoby uwagę od ostatniego wyścigu — dodał ni to poważnie, ni to z rozbawieniem, nawet wyobrażając sobie ten szum, jaki wywołałyby jego zdjęcia. Te bez koszulki szczególnie.
Za namową Zoi udał się jednak do łazienki, żeby zmyć z siebie cały brud tego dnia i te nieszczęsne napisy. Obrzucił krótkim spojrzeniem pomieszczenie, nie przyzwyczajony do takich warunków, ale nie miał wyjścia. Nie czekał, aż kobieta wróci z ręcznikiem i bez skrępowania ściągnął z siebie pozostałe ubrania, po czym wszedł pod prysznic.
Był w trakcie kąpieli, kiedy usłyszał jej krzyk. Przystanął w miejscu, wsłuchując się w jej słowa, na które ściągnął brwi. Wykąpać się do drugiej łazienki? Bez sensu. Skoro już tu weszła, a woda była idealna, to czemu nie miałaby skorzystać? Odsunął zasłonkę i wychylił się zza niej, ukazując siebie z na wpół rozmytymi napisami na nagiej klatce.
To mało ekologiczne — zarzucił jej, starając się ukryć czające w kącikach ust rozbawienie. — I przydałaby Ci się pomoc. Mój rozsądek za bardzo przyciąga wzrok — powiedział, wskazując brodą na jej napis. Nawet po założeniu luźnej koszulki za każdym razem, kiedy jej ciemne włosy opadały bezwolnie na plecy, czarne litery, którymi naznaczył jej skórę, odznaczały się na jej szyi, stając się wyjątkowo kuszącym miejscem do przeprowadzenia na niej dalszych badań.
Ich poważna rozmowa nie odwiodła go od tych myśli, które teraz ochoczo pląsały po jego umyśle, prowadząc do tego, że bez większego namysłu złapał ją za nadgarstek i wciągnął do siebie pod prysznic.
Jeśli Zoya wcześniej mogła się domyślać, co kryło się za zasłonką, tak teraz nie miała już wątpliwości. Stał przy niej całkowicie nagi, pokazując jej wszystkie swoje atuty w pełnej okazałości.
Patrząc na coraz bardziej przemoczoną koszulkę, która rysowała każdą skrywaną pod spodem wypukłość, z trudem panował nad własnymi emocjami, żeby po prostu nie przyciągnąć jej do siebie i nie dokończyć tego, co zaczęli w kuchni na blacie. Zamiast tego, widząc jej wzrok na sobie, uśmiechnął się diabelsko. Już mówił jej, że nie miał przed nią nic do ukrycia. I zdecydowanie nie był świętoszkiem, jak to określiła w stajni.
No, to teraz widziałaś już wszystko — oznajmił nieco arogancko, tym samym przypominając jej własne słowa, gdy wplątał ją we własną grę. Zbliżył się do niej, pozostawiając między nimi niewielką przestrzeń i osłaniając ją plecami przed wodą. — To nie będzie Ci na razie potrzebne — mówiąc to, wyciągnął do niej dłonie, żeby ściągnąć z niej koszulkę, którą ubrała w kuchni. Po chwili opadła z głuchym plaśnięciem na podłogę.
Przesunął wzrokiem od jej spojrzenia, w dół, na spływające po jej ciele krople wody, czując wzrastające w powietrzu napięcie. — A skoro Ty możesz bezkarnie karmić swoje spojrzenie, chcę czegoś w zamian — mruknął z przebiegłym błyskiem w oczach, przesuwając niespiesznie dłońmi po jej plecach, żeby zrobić to, czego nie udało mu się dokonać w kuchni.
Cichy dźwięk odblokowanego zapięcia przebił się przez szum wody lecącej strugami po jego plecach, a wraz z nim ramiączka zsunęły się po jej ramionach, uwalniając piersi spod krępującego je biustonosza. Ten również wylądował gdzieś na podłodze, ujawniając przed Lucienem długo wyczekiwany widok.
Oblizał wargi, czując wzrastające w nim pożądanie i nabrał głośniej powietrza, wiedząc, jak bardzo w tym momencie zrobił sobie pod górkę. Czekała go bardzo wymagająca walka. Z samym sobą.

Zoyaaaa
25 y/o
For good luck!
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zoya naiwnie sądziła, że ugasili piętrzące się między nimi pożądanie już w kuchni, kiedy dźwięk kuchenki wyrwał ich z amoku.
Nie miała złych intencji, wchodząc do łazienki, więc gdy wylądowała pod prysznicem z Lucienem, najpierw głośno krzyknęła. Woda szybko objęła jej ciało, podczas gdy umysł i i spięte do granic możliwości mięśnie próbowały po prostu zrozumieć, co się wydarzyło.
Nerwowo przesunęła więc wzrok z twarzy Luciena, wciąż słysząc w głowie jakąś durną wzmiankę o ekologii i rozsądku, niżej na klatkę piersiową, przez brzuch, aż w końcu zatrzymała spojrzenie na jego penisie. Wtedy znowu, zupełnie odruchowo pisnęła, jakby widziała takie zjawisko po raz pierwszy, po czym ni stąd, ni zowąd, oburzona uderzyła mężczyznę w pierś.
Jesteś goły! — zauważyła mało inteligentnie, wciąż pozostając pod wpływem wszechogarniającego szoku sytuacyjnego.
Pośpiesznie wróciła do jego twarzy, a jej mina wyrażała całkowitą dezorientację. Kiedy jednak dostrzegła na ustach Luciena dosłownie diabelski uśmiech, natychmiast ściągnęła brwi. Ten jednak po raz kolejny wytrącił ją z równowagi, prędkim ruchem ściągając z niej koszulkę.
Wtedy znowu go uderzyła, tym razem z malującym się na twarzy lubieżno-filuternym uśmieszkiem.
Zdecydowanie Lucien nie był świętoszkiem, ale nie sądziła, że posunie się do tak radykalnego kroku raptem kilka minut po ich trudnej rozmowie. Pomimo tego, kiedy w końcu się ogarnęła, nie udawała, że wcale jej się to nie podobało. Bo... w całej tej arogancji, zuchwałości i niewyobrażalnej pewności siebie Lucien był w specyficzny sposób uroczy.
Naprawdę uroczy i zabawny, dostarczając Zoi przy tym kolejnej atrakcji.
Czuła, że ciągnęło ich do siebie; czuła, że pozwalała mu na zbyt wiele, a jednak czerpała z jego występku ogrom przyjemności. Nawet wtedy, gdy bez pytania samodzielnie odpiął jej stanik, na co również instynktownie mu pozwoliła.
Cholera, nie mogła przy nim oddychać.
Ponownie, już w pełni świadomie, zsunęła wzrok niżej i przygryzła wargę, wyraźnie uradowana tym, co widziała. Jednocześnie pozwoliła, aby on również patrzył na to, na co tylko miał ochotę. Zoya być może nie uważała się za idealną, ale raczej nie miała kompleksów dotyczących własnego ciała. Ba, tym bardziej w takiej chwili, gdy zauważyła, jak jasne oczy Luciena ciemnieją pod wpływem pożądania. I była pewna, że jej spojrzenie wyglądało podobnie.
Pamiętasz, że rozmawialiśmy o pokorze? — zapytała retorycznie w odpowiedzi na to, że chciał coś w zamian.
Tym razem to Zoya stanęła bliżej, motywowana dreszczami, jakie przebiegły po jej skórze, gdy niespiesznie przesunął dłonie po jej plecach. Oparła piersi o klatkę piersiową mężczyzny, po czym wspięła się na palce i ugryzła go w brodę.
No i nagle, chcąc ugasić ten pożar, chwyciła za słuchawkę prysznicową i bez ostrzeżenia psiknęła mu wodą prosto w twarz.
Zaśmiała się. Och, jak głośno i beztrosko Zoya się zaśmiała. Usiłowała zrobić mu w tym osobliwym i intymnym momencie na złość. Podeptała przy tym swój stanik i obiła się biodrem o ścianę prysznica. Czyła wszechobecne gorąco oraz krople odbijające się od ciała Luciena. Miała do cna przemoczone włosy, jakie lepiły się do policzków i karku, oraz spodenki, które między jednym chluśnięciem a drugim usiłowała odpiąć wolną dłonią.
To niedorzeczne.
W końcu w tym rozbawionym szale, któreś z nich włączyło deszczownicę. Najpierw pociekła z niej lodowata woda, na co Zoyka wrzasnęła i mimowolnie wypuściła słuchawkę, omyłkowo kończąc tym samym w ramionach mężczyzny.
A wtedy znowu wspięła się na palce i ułożywszy dłonie na jego nagich biodrach (oczywiście powstrzymując w sobie chęć, aby sięgnąć niżej) pocałowała Luciena. A potem pocałowała go znowu. I znowu, i znowu. Z niesamowitą niewinnością, która wręcz nie pasowała do Zoi Weasley.
Ile by oddała, aby w tym momencie zrozumieć samą siebie oraz to dziwne przywiązanie, które zaczęła odczuwać względem Luciena. A zarazem ile by dała, aby nie zastanawiać się, jaka przyszłość czekała ją i dziecko.
Pomimo tego, gdzieś pośród wzrastającego gorąca, pomyślała, że nie mogła lepiej trafić. Chyba właśnie o tym mówiły zamężne koleżanki, gdy wspominały, że w spojrzeniach swoich partnerów odnajdowały bezpieczeństwo. I to było głupie, durne i nierozsądne - zresztą tak jak ten rozmywający się na jej skórze napis - że zaufała Lucienowi wiedząc o nim tak niewiele.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Lucuś
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Oczywiście, że wciągnięcie jej do siebie było bardzo zuchwałym posunięciem i świadomie narażał się na konsekwencje. Jakie? Była ich cała gama, od tych najbardziej przyziemnych po zupełnie absurdalne. Wszak uważał, że skoro Zoya włamała się do padoku i szatni, a niedawno obrzucała go słomą i jajkami, najwyraźniej była mocno nieprzewidywalna. Wcale go to jednak nie zraziło, wręcz przeciwnie - przyprawiło o zastrzyk adrenaliny przed tym, co się stanie. Choć miał przy tym jakieś dziwne przeczucie, że nie będzie jej to jakoś szczególnie przeszkadzać.
Jej nagłe onieśmielenie i towarzyszące temu piski pełne zmieszania bezwiednie wywołały na jego twarzy jeszcze szerszy uśmiech. Jej zachowanie, pomimo wiedzy, do czego była zdolna i że to nie mógł być jej pierwszy raz z nagim mężczyzną pod prysznicem, wydało mu się zadziwiająco urocze.
A czego się spodziewałaś? — zaśmiał się w odpowiedzi na jej oburzenie, nic sobie nie robiąc z tego klepnięcia w pierś.
W następnej chwili bez zastanowienia wykorzystał jej zaskoczenie i po prostu pozbył się z niej koszulki, za co znów dostał od niej w klatkę. Tym razem jednak w jej oczach błysnęło coś bardziej drapieżnego, zachęcającego go do dalszych działań.
Nie rozumiał tej przedziwnej fascynacji, jaka rządziła jego ciałem i umysłem, kiedy na nią patrzył. Niewytłumaczalnego przyciągania do siebie, ilekroć znajdowali się tak blisko. Mimo powagi sytuacji, w której się znajdowali, nie potrafił przestać o myśleć o tym, jak wiele mogła mu jeszcze zaoferować.
On sam pozwalał sobie na zbyt wiele. Powinien zachować ogładę i zachować się stosownie, ale cóż… nie był święty. Nadmierna zuchwałość i arogancja skłaniały go ku zdobyciu tego, czego chciał. Wiedział, jak balansowanie na granicy bywało niebezpieczne, ale to nie powstrzymało go przed ściągnięciem z niej stanika, żeby po prostu móc spojrzeć.
A było na co patrzeć. Jej figura była i d e a l n a. Wyraziste krągłości piersi i bioder oraz charakterystyczne wcięcie w talii kusiły go, by zbadać je dłońmi. Mogła dostrzec to w jego oczach, którymi przesuwał po jej ciele, nie potrafiąc nasycić się tym widokiem. Miał wrażenie, że jej niebieskie, iskrzące się tęczówki, chciały tego samego.
Pamiętam. Nie jestem chciwy — uniósł kącik ust w łobuzerskim uśmieszku. Chyba.
Już samo to, co widział, z trudem powstrzymywało go przed podążeniem za własnymi emocjami, ale kiedy oparła się o niego całym ciężarem ciała i wspięła na palce, czuł, że nie potrwa to długo.
A potem ugryzła go w brodę. Wydał z siebie zaskoczony pomruk, który zaraz przerodził się w niekontrolowany okrzyk, kiedy Zoya postanowiła oblać go wodą ze słuchawki. Początkowo starał się przed tym uchylić, śmiejąc się przy tym w głos, aż postanowił odzyskać przewagę i włączył deszczownicę.
Gdy Zoya wpadła na niego z wrzaskiem, intuicyjnie objął ją, zatrzymując dłonie na jej lędźwiach, wciąż częściowo osłoniętych spodenkami. Widząc, do czego zmierzała, kiedy ponownie uniosła twarz w jego stronę, wszystko znów zwolniło. Skupił spojrzenie na jej niebieskich oczach, które finalnie przesunął na jej usta. Nawet nie zanotował chwili, w której nieznacznie pochylił się w jej kierunku.
Poczuł muśnięcie jej warg na swoich własnych. I kolejne. I kolejne. Każdy z tych pocałunków był tak niewinny, a przy tym tak niemalże czuły, że mogła poczuć, jak nieznacznie się uśmiechał, gdy je oddawał. Te drobne, jakże słodkie gest wywołały w nim przyjemne ciepło rozlewające się po jego ciele.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Zoya Weasley
25 y/o
For good luck!
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czego się spodziewała? Na pewno nie tego, że nagi mężczyzna wciągnie ją pod prysznic.
Kiedy Lucien powiedział, że nie był chciwy, będąc w tak dwuznacznej sytuacji, Zoya wcale mu nie uwierzyła. Uniosła brwi i prychnęła znacząco, dając mu do zrozumienia, że miała na ten temat zupełnie odmienne zdanie.
Pomimo to ostatecznie świetnie bawiła się z nim pod prysznicem. I to dosłownie, bo przez pierwsze minuty po kafelkach odbijał się wyłącznie ich śmiech oraz odgłos chlapiącej wody. Nawet różowa firanka wesoło łopotała, gdy oboje obijali się od ścianki do ścianki, plącząc się we własnych ramionach i z impetem tupiąc po przemoczonych do cna ubraniach.
Zoya była szczęśliwa, a przynajmniej na tyle, na ile mogła to przyznać w tamtej chwili.
Była pewna, że pragnęli tego samego; że ich umysły nawzajem wykrzykiwały swoje imiona, a ciała nieposłuszni łaknęły coraz więcej ciepła, które z każdą sekundą przemieniało się w nieposkromiony żar. Zaczęło się od tych niewinnych pocałunków Zoi. I trwało dalej, i dalej.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Lucuś
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Patrzył za nią jeszcze chwilę, próbując ustabilizować oddech, zanim zniknęła w drzwiach. Kolejne ciężkie westchnienie i zwilżenie ustami warg później przekręcił zawór wody na zimną i dał sobie chwilę na dojście do siebie oraz opanowanie buzujących w nim emocji. Rosnącemu rozczarowaniu nie pozwolił na dłużej w nim zagościć, potrząsając głową.
Zoya, co Ty ze mną robisz, przemknęło mu przez myśl, zanim wyszedł spod prysznica, by chwilę później w nowych ubraniach zejść na dół.
Poczekał na nią w korytarzu, przez okno spoglądając na winowajcę całego zdarzenia, nieco dłużej zatrzymując spojrzenie na chodzącej po podwórku ciemnowłosej w szlafroku.
Gdy Zoya wróciła, stał oparty o futrynę drzwi, prezentując się zupełnie nie tak, jak był do tego przyzwyczajony — jego markowe ubrania zastępowały jakieś podróby, których nazw nie potrafił nawet zidentyfikować. Mimo to dzielnie przywdział je na siebie, a nawet pozwolił sobie z siebie zażartować.
I choć nastrój po chwili pod prysznicem zniknął, nie czuł się jakoś szczególnie speszony. Tamto wydarzenie utwierdziło go w przekonaniu, że coś niezaprzeczalnie ich do siebie ciągnęło. A on chciał to coś poznać bliżej.
Dlatego jako pierwszy zaproponował jej wymianę numerów. Z racji tego, że miał komórkę w samochodzie, poprosił o to, by mu podała swoją, do której wpisał swój numer. Krótką chwilę zastanawiał się, jak powinien siebie zapisać, aż ostatecznie wstukał nazwę: Lionel.
I choć czas na farmie, tak, jak się tego zupełnie nie spodziewał, okazał się bardzo przyjemnym i pożytecznie spędzonym, tak nieubłaganie zbliżała się pora jego powrotu.
Przyjechał tu w jednym celu - dowiedzieć się, czego właściwie od niego chciała i oczekiwała. Na tej podstawie miał postanowić, co dalej. Tymczasem wyjeżdżał stąd z całkiem przyjemnymi wrażeniami. Zoya naprawdę nie była taka, za jaką ją uważał. Okazała się inna, a przez to o wiele bardziej intrygująca, niż początkowo myślał. I przede wszystkim miała w sobie coś, co bez wątpienia zapadnie mu w pamięci na dłużej.
Widząc ją w lusterku swojego mercedesa, stojącą na schodkach werandy, nie potrafił przestać się do siebie uśmiechać. Ten uśmiech nie znikał mu z ust aż do samego Toronto.
Nie miał jeszcze pojęcia, jak bardzo wpadł.

Zoya

KONIEC
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”