Nie musiała w żaden sposób martwić się o jego poprzedni związek – ten przecież uważał za definitywnie zakończony już w momencie, gdy przypadkowo wpadli na siebie w klubie i kiedy to Elsa miała okazję –
znów – zadbać o to, żeby wszystkie jego zęby pozostały na swoim miejscu, a nos nie wymagał w najbliższym czasie interwencji chirurga… Nawet jeśli nie zakładał jeszcze wtedy, że ponownie spotkanie z nią miałoby doprowadzić do wspólnego mieszkania, weekendu nad jeziorem, czy czegokolwiek
wspólnego, to… ostatnim, co mógłby zakładać, byłoby jego ponowne zejście się z Ivy. Zdecydowanie nie po tym, jak potoczyła się ich ostatnia rozmowa i do jakich wniosków mógł po niej dojść. Raczej więc nie powinno dziwić, że również wśród rzeczy przeniesionych do domu Elsy, nie mogły znaleźć się żadne pamiątki z tego poprzedniego związku – a przynajmniej nie takie, które faktycznie jednoznacznie miałyby się z nim kojarzyć, jak jakieś wspólne zdjęcia, czy cokolwiek innego, przy czym Dante na pewno nie zawracałby sobie głowy czymś tak niedorzecznym, jak szukanie dla nich odpowiedniego miejsca. I pewnie nawet nie miałby nic przeciwko, gdyby Elsa rzeczywiście po prostu wyrzuciła takie zdjęcie – jeśli już jakieś by znalazła – nie informując go o tym. Bo sam też raczej nie miałby żadnego innego pomysłu, co można byłoby z nim zrobić.
I chociaż faktycznie nie dałoby się raczej szczerze stwierdzić, że tak po prostu mógłby kompletnie zapomnieć o tym poprzednim związku – nawet jeśli absolutnie nie zakładał ponownego pakowania się w niego… – to chyba jednak śmiało można było uznać, że był to jeden z ostatnich tematów, na jakich chciałby się skupiać. Zarówno na co dzień, jak i –
zwłaszcza – podczas tego wspólnego weekendu. Zwłaszcza, że ten najwyraźniej wciąż jeszcze miał szanse potoczyć się całkiem
nieźle. Nawet mimo tej nieplanowanej wycieczki do szpitala, związanej z nim kłótni, czy próbie
nakablowania psu o przyczynie ubytków w jego karmie… Tym bardziej, że tym ostatnim rzeczywiście Murphy nie przejął się ani trochę. Podobnie zresztą jak tą zapowiedzią zapakowania go w kamizelkę podczas pływania na rowerkach wodnych… Ewidentnie wciąż po prostu cieszył się tą swoją psią nieświadomością, której pewnie można byłoby mu pozazdrościć w niektórych sytuacjach…
Nie sądził wprawdzie, by ten
nadprogramowy smaczek miał okazać się jakoś bardzo pomocny podczas próby założenia psu kamizelki, ale… chyba i tak nie mieli innego wyjścia, jak tylko spróbować. I liczyć na to, że tym razem Murphy mógłby ich jednak pozytywnie zaskoczyć swoją chęcią współpracy. Albo na to, że dotychczasowe doświadczenie nabyte podczas wizyt u weterynarza, czy choćby prób wykąpania go, miałoby okazać się wystarczające, żeby poradzić sobie także z tym zadaniem.
Ale tym niekoniecznie musieli martwić się już teraz, skupiając się na tym, co zdecydowanie było znacznie bardziej istotne – na koszulce, oczywiście. Bo wciąż chodziło przecież właśnie o nią, nic innego.
I chociaż jej może i udało się nie roześmiać po tym pytaniu o chęć walki o koszulkę
na gołe klaty, zdecydowanie tego samego nie udało się dokonać jemu.
–
No jasne, tak łatwo ci jej przecież nie oddam – przytaknął więc z rozbawieniem, jednak zanim miałby zasugerować, że wobec tego powinna ściągnąć ją już teraz – jeśli chciała trzymać się ustalonych przez siebie zasad – wymknęła się do domku, polecając mu zabrać do środka Murphy’ego. O czym chyba rzeczywiście mógłby zapomnieć, zwłaszcza zerkając na moment w kierunku drzwi, za którymi zniknęła Elsa i nie mogąc nie zauważyć koszulki, która ewidentnie nie znajdowała się już na niej. Naprawdę sądziła, że w takiej sytuacji mógłby mieć ochotę na uganianie się za szczeniakiem, który raczej nie miał w zwyczaju współpracować i zdecydowanie bardziej wolał realizować swoje psie plany…?
Prawdopodobnie jednak
nie miał wyboru. Może i przez moment przeszło mu przez myśl, że przecież nie stałoby się nic złego, gdyby Murphy dostał nieco czasu na samodzielne rozejrzenie się po okolicy, ale… tym razem
zdrowy rozsądek musiał jednak zyskać dostateczną siłę przebicia. Wciąż więc z uśmiechem na twarzy, niechętnie odwrócił wzrok od koszulki, którą wymachiwała Elsa, by przenieść go na wciąż kręcącego się wokół samochodu psa. Możliwe zresztą, że ten w jakiś sposób musiał wychwycić tę niewypowiedzianą na głos informację, że to stanowczo
nie był dobry moment na prezentowanie swojej psiej niezależności, bo rzeczywiście zareagował już na to pierwsze krótkie gwizdnięcie, po którym podbiegł do Dantego. Chociaż chyba nie do końca spodziewał się, że ledwie chwilę później miałby zostać podniesiony i odstawiony tuż za progiem domku – bo przecież lepiej było nie ryzykować, że po tej niespodziewanej chęci współpracy, Murphy’emu miałoby się jednak odwidzieć…
–
Oszukujesz, nie było mowy o tym, że sama masz ją ściągnąć – poświęcając ledwie chwilę na zatrzaśnięcie za sobą drzwi, odwrócił się od razu w stronę Elsy, przy okazji przejmując od niej tę koszulkę. Choć to akurat tylko po to, by ta mogła po prostu wylądować na podłodze. Co może i nie do końca zgadzało się z jego wcześniejszym stwierdzeniem, że miałby tę konkretną część garderoby
lubić, ale… przecież musiał mieć wolne ręce, by móc zająć je czymś zdecydowanie przyjemniejszym niż
jakaś tam koszulka…
A chociaż mógł zarzucić jej to rzekome
oszustwo, to chyba jednak niespecjalnie mu ono przeszkadzało. A przynajmniej trudno byłoby coś podobnego wywnioskować po tym pocałunku, w którym na dłuższą chwilę złączył ze sobą ich usta, czy też po tych kolejnych, nieco niecierpliwych, z którymi postanowił zejść niżej.
–
W każdym razie… chyba przegrałaś – odezwał się jeszcze, wciąż z ustami tuż przy jej skórze. Chociaż może bardziej trafnym spostrzeżeniem byłoby to, że
walka musiała mimo wszystko pozostać nierozstrzygnięta, skoro raczej niewiele wskazywało na to, by którekolwiek z nich faktycznie miało jeszcze zwracać uwagę na jakiś walający się po ziemi materiał…
Elsa Eriksen