ODPOWIEDZ
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W ostatnich tygodniach Magnus nie miał zbyt wiele szczęścia w rozwiązywaniu zagadki śmierci swojego brata. Pewna kobieta skutecznie sprawiła, że w ostatnim czasie był trochę rozkojarzony, lecz gdy część problemów z jej mężem została rozwiązana mógł w końcu wrócić na odpowiednie tory. Zająć się tym, po co rzeczywiście tutaj przyjechał.
Tak wylądował w jednej z większych kancelarii w tym mieście. Znalazł kilka świstków w rzeczach swojego brata sugerujących, że korzystał albo przynajmniej chciał skorzystać z ich usług. Teoretycznie nie powinien mieć na to pieniędzy, ale zawsze miał problemy z hazardem, więc może przyszedł tu w jednym z tych kilku momentów, kiedy rzeczywiście miał jakieś pieniądze. Najprostszą metodą by się tutaj zahaczyć było po prostu najęcie ich do jakiejś przypadkowej sprawy. Pieniądze zawsze szybko rozwiązywały wszystkie języki. W takim świecie żyliśmy. Już przy pierwszej wizycie dostał spotkanie z samymi partnerami. Nie mógł dostać jakiegoś przypadkowego adwokata. Nie to, żeby jakoś szczególnie mu na tym zależało. Jakiś spór o przypadkową nieruchomość czy wykupienie kolejnej i przygotowanie dokumentacji było naprawdę błahą sprawą. Otworzyło mu natomiast drzwi by wypytać ich o sprawę swojego brata. Byli w tej kwestii bardzo elastyczni. Zwłaszcza, że ich były klient nie mógł już na nich donieść.
Akurat wychodził ze spotkania gdy zobaczył kogoś, kogo nie spodziewał się zobaczyć już do końca swojego życia. Dziewczynę, a już bardziej kobietę, której prawie udało się zabić jednego z najlepszych zabójców na świecie. Kobietę, której wyjątkowo pozwolił przeżyć. Pozwolił uwierzyć, że się przestraszył. Zapomniał. Cokolwiek w co chciała wierzyć. Szukał jej w swoim świecie, lecz nie mógł niczego znaleźć, co mogło tylko znaczyć, że miała świetne kontakty, bądź z uwagi na swój wiek dopiero zaczynała. Nie chciał tego eskalować w obawie, że odbije się to na jego rodzinie. Znacznie prościej było po prostu przejść na emeryturę.
Nie zastanawiał się szczególnie co robiła akurat w tym miejscu. Czy miała właśnie kolejny cel. Nie sądził, że był nim on. Wtedy nie pozwoliłaby mu się zobaczyć. Mógł odejść. Udać, że zapomniał, ale nie zapomniał. Ukrycie się przed nią nie było trudne. Swego czasu był w tym całkiem dobry. Poczekał na moment, kiedy udała się do archiwum. Miał dość dobry pretekst by tam być. Wchodząc do środka zamknął za sobą drzwi. Obserwował ją między pułkami, gdy przeglądała dokumenty. Mógł to skończyć tu i teraz. Powinien był, ale potrzebował wiedzieć.
- Powinnaś być mądrzejsza. - powiedział zza regału jeszcze się jej nie pokazując, lecz wiedząc, że pozna jego głos - Wzięcie kontraktu w tym samym mieście, w którym akurat przebywam? Powinnaś być mądrzejsza. - wyszedł w końcu zza mebla kręcąc głową.
- Chyba nie myślałaś, że zapomnę? - spojrzał na nią chłodno, śmiertelnie poważnie.
Stał między nią, a wyjściem. W swoim nienagannym garniturze trzymając dłonie splecione za plecami w geście absolutnej pewności siebie. Nie okazywał jej już ani krzty tego ciepła, które robił dekadę temu. Teraz stał przed nią zabójca. Na emeryturze, lecz nadal zabójca, a ona nie była dla niego niczym więcej niż po prostu zwierzyną. Tym razem nie zamierzał pozwolić na to by go zaskoczyła. Miał broń. Był przygotowany, a przynajmniej tak mu się wydawało. Obserwował jej reakcję czekając na to aż po tych wszystkich latach zrzuci w końcu przed nim swoją maskę.

Aoife Cavanagh
33 y/o
For good luck!
168 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
my name is Aoife |"Ee-fa"| an ancient Irish name |means "beauty" or "radiance"
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji3os
postać
autor

Aoife miała za sobą tydzień, który z uporem godnym lepszej sprawy usiłował udowodnić jej, że nawet najbardziej uporządkowane życie można rozregulować drobiazgami. W poniedziałek ekspres do kawy w jej mieszkaniu wydał z siebie ostatnie, żałosne westchnienie. We wtorek klient, który przez trzy tygodnie ignorował wszystkie wiadomości, nagle uznał, że odpowiedź potrzebna jest „najlepiej na wczoraj”. W środę padało tak intensywnie, że mimo parasola dotarła do biura z mokrym rękawem płaszcza i miną osoby, która rozważa rozpoczęcie procesu przeciwko samej pogodzie. Czwartek natomiast przyniósł serię drobnych pomyłek administracyjnych, z których żadna nie była katastrofą, ale każda wymagała od niej cierpliwości, której zasoby zaczynały przypominać wyschnięte jezioro.
Nie oznaczało to jednak, że ktokolwiek w kancelarii mógłby jej zarzucić brak opanowania. Wręcz przeciwnie, przy biurku, w sali konferencyjnej i podczas rozmów telefonicznych Aoife pozostawała uosobieniem zawodowej precyzji. Jej głos był spokojny, rzeczowy i pozbawiony najmniejszej nuty irytacji, nawet kiedy po raz trzeci tłumaczyła młodszemu aplikantowi, że „dołączyć dokument do akt” nie oznacza zostawić go na losowej kupce papierów obok drukarki. Uśmiechała się uprzejmie do klientów, odpowiadała na wiadomości pełnymi zdaniami, cytowała przepisy z pamięci i potrafiła jednym uniesieniem brwi przywołać do porządku salę, która zaczynała tracić koncentrację.
W środku była jednak bezczelnie niezadowolona. Nie dramatycznie, nie teatralnie po prostu głęboko, konsekwentnie marudna. Każdy stukot klawiatury wydawał jej się odrobinę zbyt głośny. Każde „czy mogę tylko na chwilkę?” niosło w sobie groźbę dwudziestominutowej rozmowy. Każdy nowy e-mail pojawiający się w skrzynce przyjmowała w duchu z suchym: oczywiście, bo przecież właśnie tego mi było trzeba. Mimo to jej twarz pozostawała niewzruszona, a pióro poruszało się po marginesach akt z elegancką stanowczością, jakby należało do osoby wypoczętej, zrównoważonej i życzliwej światu. Aoife była profesjonalistką. Profesjonalizm polegał czasem na tym, by nie powiedzieć ani jednego z piętnastu zdań, które cisnęły się na język.
Jej gabinet, zwykle uporządkowany niemal surowo, tego dnia wyglądał jak pole bitwy prowadzonej przez paragrafy, zeznania i notatki samoprzylepne. Na blacie leżały trzy segregatory oznaczone kolorowymi zakładkami, wydruk opinii biegłego z rozczarowująco nieczytelnymi przypisami oraz kubek herbaty, o której Aoife zapomniała już dwukrotnie. Za oknem Toronto trwał w stanie szarej wilgoci, tej nieheroicznej, uporczywej, która nie zamienia miasta w romantyczną pocztówkę, lecz w przypomnienie, że materiałowe buty były dziś błędem. Aoife przesunęła palcami po skroni i zerknęła na zegarek. Jeszcze trzy spotkania, jedna korespondencja do poprawienia i stare akta, które mogły, jeśli los postanowił nagle okazać łaskę zawierać brakujące odniesienie do wcześniejszej sprawy.
Sprawa, którą prowadziła, była nie tyle skomplikowana, ile irytująco niepełna. Miała wrażenie, że każdy dokument odpowiadał na jedno pytanie tylko po to, by natychmiast stworzyć dwa kolejne. Zeznania świadka rozmijały się z chronologią. Notatka z dawnego postępowania sugerowała istnienie dodatkowego porozumienia, którego nikt nie potrafił odnaleźć. Klient, oczywiście, pamiętał wszystko „mniej więcej”, co w języku prawniczym oznaczało: proszę przygotować się na katastrofę. Aoife zamknęła segregator z cichym westchnieniem, które natychmiast zdyscyplinowała, jakby nawet ono mogło zostać uznane za nieprofesjonalne.
Pani mecenas? — zapytał z progu jeden z aplikantów, trzymając w dłoni plik dokumentów z miną człowieka, który wie, że zbliża się do drapieżnika, ale musi to zrobić, bo takie dostał polecenie.
Aoife podniosła wzrok. Jej uśmiech był nienaganny. Czysta kultura osobista, żadnych ostrych krawędzi. — Tak?
— Archiwum potwierdziło, że te akta są dostępne. Tylko… chyba trzeba będzie je przejrzeć na miejscu.

Oczywiście, pomyślała Aoife. Na miejscu. W piątek. Kiedy człowiek zaczynał już wierzyć w koniec cywilizowanego cierpienia. Kiwnęła głową na potwierdzenie otrzymania informacji po czym młody chłopak szybko się ulotnił.
Dziesięć minut później schodziła korytarzem w stronę archiwum, niosąc notes, telefon, ołówek i resztki cierpliwości starannie zamknięte pod warstwą zawodowej godności. Archiwum mieściło się w tej części budynku, do której rzadko zaglądali klienci: chłodniejszej, cichszej, pachnącej kurzem, papierem i metalem starych szaf. Światło jarzeniówek było blade, niemal urzędowo pozbawione współczucia. Aoife odsunęła ciężkie drzwi i weszła do środka, gotowa stoczyć pojedynek z numerami spraw, rocznikami i czyimś dawnym, prawdopodobnie fatalnym systemem katalogowania.
Zatrzymała się po trzech krokach. Nie była sama.
Przy jednym z wysokich regałów, pomiędzy pudłami opisanymi wyblakłym atramentem, stał Magnus. Nie ktoś podobny do Magnusa. Nie przypadkowy mężczyzna o zbliżonym profilu, którego zmęczony umysł Aoife mógłby przez moment pomylić z kimś z przeszłości. Magnus we własnej osobie, z dłonią opartą na grzbiecie starego segregatora i twarzą zwróconą w jej stronę, jakby jej pojawienie się było czymś co najmniej przewidzianym. Aoife poczuła, że irytacja, którą przez cały dzień trzymała na eleganckiej smyczy, nagle zatrzymuje się w pół kroku, ustępując miejsca czemuś znacznie bardziej niewygodnemu: zaskoczeniu.
Przez krótką, absurdalnie długą sekundę patrzyła na niego bez słowa. Z wszystkich ludzi, których mogłaby zastać w archiwum kancelarii, partnera, aplikanta, archiwistkę, nawet zagubionego klienta...Magnus znajdował się gdzieś na samym końcu listy, za awarią ogrzewania i przed nagłym odkryciem tajnego przejścia w ścianie. A jednak stał tam, zupełnie realny, z tym spokojem, który zawsze potrafił ją zirytować bardziej niż czyjaś otwarta bezczelność.
Aoife wyprostowała się odruchowo. Profesjonalizm, pomyślała. Nawet teraz. Nawet tutaj.
Magnus — powiedziała chłodno, z perfekcyjnie kontrolowaną uprzejmością. — Muszę przyznać, że nie spodziewałam się znaleźć cię między aktami sprzed piętnastu lat.-dodała starając się nie dać po sobie poznać że nagłe spotkanie nią wstrząsnęło.
- Oczywiście że nie..-dodała już ciszej nadal lekko wmurowana w miejsce w którym stała. Przed nią właśnie stał mężczyzna który jako jeden z bardzo niewielu ją rozumiał i który był przy niej dopóki nie próbowała go zabić...WIele razy myślała o tym by mu się przyznać, wyjawić wszystko co wie ale wiedziała że ceną za jej szczerość będzie jej jedyna pozostała rodzina.

Magnus Grimstad
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mógł sądzić o Aoife wiele rzeczy, ale nigdy nie posądzałby jej o to, że jest głupia. Jak inaczej miał nazwać fakt, że dała się w ogóle przyłapać nie tyle w tym samym mieście, co on, a wręcz w kancelarii, której używał. Sporadycznie, lecz nadal używał. Jeśli była wystarczająco dobra by przyjąć na niego zlecenie i prawie go zabić powinna być równie dobra w unikaniu go przez resztę swojego życia. Nawet jeśli starał się specjalnie jej nie szukać, ona powinna mieć go na swoim radarze. Można było śledzić jego odrzutowiec. Nawet zwykłe bilety lotnicze w pierwszej klasie bo takich użył tym razem. Nie wspominając już o wszystkich kontaktach po ich stronie świata. Do tej pory robiła to wręcz bezbłędnie. On nie spędzał sobie snu z powiek, to ona powinna to robić. Więc by dać się przyłapać właśnie w taki sposób, jak sądził na kolejnej robocie? To było cholernie głupie.
- Nie powinnaś w ogóle mnie znaleźć. Doskonale wiesz, co by się stało gdybyśmy ponownie się spotkali. - nie musiał jej tego nakreślać.
Jego chłodne spojrzenie oraz ton głosu mówiły same za siebie. Może po prostu czuła się całkiem bezpiecznie w biurze pełnym ludzi? To byłoby bardzo naiwne z jej strony. Magnus nie należał do ludzi gwałtownych czy lekkomyślnych. Nie pozwalał by to emocje dyktowały jego akcjami. Tym bardziej gdy przewinienie zostało mu uczynione już lata temu. Zawsze miał plan. Podchodził do wszystkiego bardzo racjonalnie i logicznie, lecz nawet on potrafił zrobić wyjątek wiedząc, że jeśli teraz pozwoli jej odejść może jej drugi raz nie odnaleźć. W tej sytuacji logicznym rozwiązaniem wydawało mu się pozbycie problemu właśnie tu i teraz. Bez niepotrzebnych świadków. Byli w końcu w tym pomieszczeniu sami, a kamery na korytarzu... Zawsze nagrania mogły zniknąć. Pewnie minęłoby przynajmniej kilkadziesiąt minut zanim ktokolwiek odnalazłby jej zwłoki. Wnioskując po warstwie kurzu na segregatorach nie odwiedzano archiwum zbyt często.
- Nie zamierzasz dać mi żadnego powodu by Cię nie zabijać? - podszedł nieco bliżej, lecz utrzymując bezpieczny dystans nie zamierzając się narażać - Chyba nie powinienem spodziewać się niczego innego skoro udało Ci się mnie okłamywać cały ten czas. - zmrużył nieco powieki, a jego ton nabrał nieco niebezpiecznego wyrazu.
Nie mógł wierzyć niczemu, co o niej do tej pory wiedział. Udało mu się go oszukać. Nie mógł tego powiedzieć o zbyt wielu osobach, które spotkał. Dlatego podchodził do niej dość ostrożnie. Nie miał pojęcia kim tak naprawdę była, co potrafi. Uważał ją za nieobliczalną. Mogła mieć przy sobie broń, a nie mogła wiedzieć, że on takowej nie posiada. Nie zamierzał dwa razy popełnić tego samego błędu.
- Za to ja mam do Ciebie pytanie. Tylko jedno. Kto wystawił na mnie zlecenie? - spojrzał w jej tęczówki nie wiedząc nawet czy będzie w stanie ocenić czy mówi prawdę.
Nie zamierzał wierzyć niczemu, co powie, ale mógł łudzić się, że będzie w tym chociaż ziarno prawdy. Nie miała w tym momencie już zbyt dużo do stracenia. Jej los był z grubsza przesądzony. Mógł to zrobić jedynie mniej lub bardziej boleśnie. To była jej jedyna karta przetargowa, którą mógł w jakikolwiek sposób uszanować. Jeśli znów miał ubrudzić sobie ręce zamierzał cokolwiek z tego wyciągnąć. Był już trochę za stary na klasyczną zemstę.

Aoife Cavanagh
33 y/o
For good luck!
168 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
my name is Aoife |"Ee-fa"| an ancient Irish name |means "beauty" or "radiance"
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji3os
postać
autor

To nie tak powinno być...nie tak jej obiecano! To nie jest jak sobie wyobrażała nowy początek jej życia. Chwilowo całkowicie ją zamurowało. Nie była pewna co powinna mu odpowiedzieć, wiedziała że coś będzie musiała inaczej jej nie wypuści. Cała ta sytuacja wydaje się być wyciągnięta prosto z filmu akcji, brakowało im tylko szybkich samochodów co pewnie dałoby się załatwić. Widząc jak Magnus się do niej powoli zbliża, nie była tyle co przerażona a bardziej dziwnie podekscytowana. Pomimo że jakaś jej część była równie dobrze przerażona, brakowało mu jego towarzystwa, jego obecności w jej życiu...jakimkolwiek zamętlonym śmietnikiem chwilowo było jej życie osobiste.
- Magnus..ja – zaczęła gdy ponownie się do niej zbliżył. Czuła że jej serce zaraz wyskoczy z jej klatki jeśli dalej będzie się do niej zbliżał. Oparła się plecami o zimną ścianę wiedząc że jest przyparta ale w tej chwili nie zamartwiała się o własne życie a wie że powinna. Wiedziała, w chwili obecnej kim był Magnus...pod tą całą przykrywką. Dowiedziała się wiele rzeczy jużpo fakcie gdy nie dała rady go zabić jak jej powiedziano, skłamała mówiąc że ją przyłapał by móc od tego wszystkiego odejść, nie myśląc w ogóle że kiedykolwiek przyjdzie jej stanąc z nim twarzą w twarz po raz kolejny. – Nie powinniśmy tu o tym rozmawiać, w każdej chwili ktoś może wejść..- powiedziała po tym gdy zmieniła zdanie które cisnęło się jej na usta. Wiedziała że jej troska o niego, o siebie czy o firmę będzie uznana jako mierna próba rozproszenia go. Aoife nie miała takiego zamairu, chciałaby mu wszystko wyjaśnić ale..- Nie okłamywałam cię! – wyrzuciła z siebie głośniej niż zamierzała. Nie chciała ściągnąć na nich niczyjej uwagi z zewnątrz. – To co było pomiędzy nami jest...było prawdziwe. Przynajmniej z mojej strony. – dodała patrząc mu oczy, próbując przekonać go o swojej szczerości, jakkolwiek w tym momencie częściowa ona była, na ile sytuacja jej pozwalała. Słysząc jego pytanie odnośnie zlecenia opuściła głowę unikając jego wzroku którego jeszcze chwilę wcześniej tak pragnęła. – Nie mogę ci powiedzieć...bo nie wiem Magnus..nie znam osoby odpowiedzialnej za to, jedyne co mogę powiedzieć to przeprosić cię...wiem że zwykłe przeprosiny i te w szczególności ode mnie znaczą bardzo niewiele..mimo wszystko przepraszam..- westchnęła głęboko jedynie na niego zerkając. Nie mogła znieść wyrazu twarzy jaki obecnie znajdował się na twarzy Magnusa. Aoife czuła się okropnie przez to wszystko i zajęło jej lata by nawet stworzyć semi rutynę przy której powróciłby jakiś sensowny tryb bezpieczeństwa i normalności dla niej.


Magnus Grimstad
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiał przyznać, że wypadała całkiem wiarygodnie. Prawie był w stanie uwierzyć, że jest rzeczywiście zdziwiona tym, że go widzi. Może nie sądziła, że po tych wszystkich latach będzie jej nadal szukać? Miałaby rację. Nie szukał. Znalazł ją całkowicie przez przypadek. Czyste zrządzenie losu. Niektórzy wierzą w karmę. On nie nie należał do tej grupki, lecz może powinien zacząć, skoro coś podsuwa mu takie spotkania pod sam nos?
Spodziewał się, że jeśli przyjdzie im się jeszcze kiedyś zobaczyć pokaże mu swoje prawdziwe oblicze. To chłodne i bezwzględne, które urabiało go przez miesiące tylko po to by w końcu targnąć się na jego życie. Podejrzewał, że nie była doświadczona. Przynajmniej wtedy. Dlatego nie sprawdziła czy udało jej się skończyć robotę. Musiała być cholernie rozczarowana gdy nie dostała swojej zapłaty. W ich świecie nie było miejsca na pomyłki. Nie było miejsca na nierozwiązane sprawy, a on pozwolił jej żyć nadal. Odejść. Powinna była lepiej wykorzystać ten przywilej. Dzisiaj nie zamierzał mieć już dla niej litości. Akcje miały swoje konsekwencje, o czym zaraz boleśnie się przekona.
- Nie wygląda na to by to miejsce było jednym z tych uczęszczanych. - nie odrywał od niej swojego chłodnego wzroku nie musząc się nawet rozglądać.
Nie zrobił tak obszernego wywiadu jak by chciał, lecz był łowcą właściwie od urodzenia. Potrafił szybko i zazwyczaj bezbłędnie stwierdzić czy dany obszar jest często nawiedzany przez zwierzynę. W tym przypadku nie było zbyt wielu śladów obecności. Nawet kurze nie były specjalnie wytarte czy odkurzone co świadczyło o tym, że nawet ekipy sprzątające nie witały tu zbyt często. Gdyby zabił ją tu i teraz bardzo możliwe, że do końca dnia nikt by jej nie znalazł. Zależnie od tego czy ktoś wiedział, że udawała się do archiwum oraz czy kogokolwiek będzie to w ogóle interesować.
- Nie wierzę Ci. - odpowiedział niemal natychmiastowo mierząc ją naprawdę chłodnym spojrzeniem.
To mogły być te same tęczówki, które swego czasu patrzyły na niego jak w obrazek. Te same do których faktycznie zaczynał coś czuć, a może nawet i czuł, lecz po zamachu na jego życie nie było już właściwie nic, co mogłaby powiedzieć by przekonać go do tego, że to co ich łączyło faktycznie było prawdziwe. Tym bardziej jeśli nie było wsparte żadnymi faktami. Jej słowa nie znaczyły dla niego zbyt wiele.
- Naprawdę zamierzasz w to brnąć? - zmarszczył brwi przybierając bardziej agresywnego wyrazu - Mam uwierzyć, że wzięłaś zlecenie na jednego z najlepszych zabójców na świecie z całkowicie nieznajomego źródła? Mogłaś być wtedy niedoświadczona ale nie posądzałem Cię o głupotę. - zbliżył się już właściwie na wyciągnięcie ręki dbając o to by nadal mieć wejście do archiwum w polu swojego widzenia.
- Jestem już za stary na tortury i przesłuchania, co nie znaczy, że tego nie zrobię. Jak się z Tobą kontaktowali, jak Cię znaleźli? Powiedź mi wszystko, co o nich wiesz. - mruknął nie pozostawiając jej zbyt wielu złudzeń odnośnie tego jak ta rozmowa dalej się potoczy.
Szkoda, naprawdę szkoda bo Aoife wyrosła na naprawdę ładną dziewczynę. Mogła osiągnąć wiele. Gdyby nie postanowiła targnąć się na jego życie. Zrzucał to na garb arogancji wieku młodzieńczego.

Aoife Cavanagh
ODPOWIEDZ

Wróć do „Vishwakar, Bradford & Grant Llp”