45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Cóż – jedyną gorszą sprawą od tego, że Love lubiła koszule Anthonyego, był fakt, że Anthony lubił, gdy Love się w nie „ubierała” (w cudzysłowie, bo umówmy się – z ubieraniem się to nie miało zbyt wiele wspólnego), dlatego może dobrze się stało, że jego podręczny zestaw małego turysty został po dobrej stronie Niagary. Układało im się przecież – interesy szły dobrze, o misjach pobocznych w hotelu też nie było mowy, więc takie kuszenie losu chyba nie było im potrzebne. No chyba, że los potrzebował ostatecznego potwierdzenia, że naprawdę byli lepszymi ludźmi niż dwa lata temu i uznał, że to odpowiedni moment – teraz, kiedy byli na siebie skazani i właściwie nie mieli innego wyjścia, jak ukryć się przed całym światem w wynajętym na fałszywe nazwisko pokoju.
Test zaczął się… Test zaczął się tak, jakby mógł się zacząć lepiej. Nie chodziło jednak o pytanie, które zadała Love, bo akurat w nim nie było ani nic nietaktownego albo niegrzecznego, tylko o to, skąd wzięło się w jej ustach akurat w tym momencie. Pewnie, że ich znajomość miała określony charakter, ale to i tak straszny szok, że ani razu o tym nie porozmawiali. Mogła myśleć o nim jedynie same najgorsze rzeczy. Zwalenie tego wszystkiego na gorączkę i majaki wcale nie było takie głupie.
Jak bardzo źle to o nas świadczy, że jeszcze nigdy o tym nie gadaliśmy? – Mruknął niby żartobliwie, uśmiechając się pod nosem. – Chodziliśmy z Kimberly do tych samych szkół. Musiało mi być dobrze w bluzie z kapturem i szerokich spodniach – prychnął. – Moi koledzy dostali od rodziców firmy, a ja złoty bilet do kanadyjskich sił zbrojnych. Ojciec chciał, żebym latał – jak on i jego dziadek, a potem robił karierę w dowodzeniu – też jak on i jego dziadek, ale błędnik wariował mi już na symulatorach, więc to nie był dobry pomysł. Poza tym – nie chciałem się ślizgać na nazwisku… Albo chciałem mu zrobić na złość, jedno z dwóch. W każdym razie planowałem, że jak skończę studia, to przejdę do cywila i zajmę się czymś innym, ale potem był 9/11 i… Jesteśmy tutaj. – Wzruszył ramionami. – To satysfakcjonująca odpowiedź? Nada się na notkę do biografii, którą kiedyś napiszę? – Raczej nie, bo wydawcy lubią bohaterów bona fide, a nie nepobabies, które rzygają po paru minutach w myśliwcu-zabawce którym marzyło się normalne życie, ale hej – to Love była kobietą mediów i na pewno lepiej wiedziała, jak porwać publikę.
Tymczasem samochód wreszcie doturlał się do kompleksu. Na całe szczęście noc wciąż była przerażająco czarna, więc podłość tego miejsca zdążyła ukryć się w ciemnościach, zanim rozpoznali ją w nieśmiałym blasku lamp wypożyczonego forda, ale to chyba bez znaczenia – takie rzeczy się po prostu czuje. Bellore zaparkował tuż obok biura i nawet nie gasząc silnika, naszedł drzemiącego portiera. Negocjacje były krótkie; paradoksalnie krótsze od tych, które musiał potem przeprowadzić z Love (wolny pokój, oczywiście, był tylko jeden, ale na całe szczęście taki z dwoma łóżkami, ale w jedzenie trzeba było się zaopatrzyć na stacji, więc przekonanie jej, że powinna już zostać w środku było naprawdę trudne), więc ostatecznie już raptem dwa kwadranse później siedział na skraju materaca i szukał w telewizji działającego kanału, wsłuchując się w szum płynącej pod prysznicem wody.
Mieli tylko podkoszulki, więc wybrałem największy rozmiar. I mam nadzieję, że nie jesteś uczulona na naproxen, bo skończył im się advil – odezwał się dokładnie w tym momencie, w którym skrzypnęły drzwi do łazienki, ale zapatrzony w telewizor jedynie skinięciem dłoni wskazał na łóżko, na którym zostawił swoje zdobycze. Centralne miejsce zajmowało trochę przemoknięte pudełko pizzy z logiem stacji benzynowej w towarzystwie najbardziej typowych przekąsek, jakie można znaleźć w takim miejscu. Anthony ściskał na przykład w dłoni małe opakowanie zdecydowanie za ostrych orzeszków w panierce i co jakiś czas wsypywał sobie do ust kolejną porcję. – I nie, ciągle nie wiem, czy tu przypadkiem nie straszy. Nie było kogo zapytać – dodał, gdy kolejny raz zerwało transmisję kanału tuż po tym, jak obraz wreszcie zdążył się ustawić. Niby mieli dach nad głową, nie marzli i nawet mogli się przespać w całkiem komfortowych warunkach, ale to nie był standard, do którego byli przyzwyczajeni i pewnie coraz boleśniej zdawali sobie z tego sprawę.
A burza wcale nie zamierzała ustąpić.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Układało im się… gdyby tylko Love to usłyszała – parsknęłaby. No naprawdę… zresztą, co to w ogóle znaczyło? No chyba, że ograniczyć to zagadnienie do „niewodzenia na pokuszenie” i faktu, że jeszcze nie wylądowali w łóżku. To wtedy okej. Znaczy… nie jeszcze. W ogóle. Przecież w ogóle w nim nie wylądują. Ten temat był dawno zamknięty i nieaktualny. Chociaż Roderick nie powiedziałaby, że z tego powodu im się układało.
- Nie wiem… w ogóle? – wzruszyła lekko ramionami i jednocześnie ani trochę nie odwróciła od niego spojrzenia – Mieliśmy inne rzeczy do roboty i rozmawialiśmy raczej o rzeczach aktualnych zamiast ckliwych historii z przeszłości. Ty też niewiele o mnie wiesz. – przyznała zupełnie neutralnie, bo nie wydawało jej się to szczególnie dziwne, ani nie na miejscu. Nie byli parą w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie znała szczegółów z jego przeszłości i nie ciągnęła go za język, żeby się nimi dzielił. Ulubionego koloru pana Bellore pewnie też nie znała! Może prędzej ulubiony film, gdy wspólnie przeszukiwali bibliotekę netflixa w hotelowym pokoju. Czy miała do siebie żal, że nie wysiliła się bardziej? Że nie próbowała go poznać lepiej? Może odrobinę, ale przecież to i tak nic by nie zmieniło. Ich relacja miała termin ważności, a ona nie była na tyle naiwna, żeby wierzyć w szczęśliwe zakończenie. Ich szczęśliwe założenie. Teraz mogła go poznać po… koleżeńsku. Byli kolegami z pracy! I uśmiechnęła się pod nosem, gdy wspomniał o wariującym błędniku, bo to w sumie przykre. I złośliwe! Chociaż on sam nie wydawał się być tym jakoś bardzo rozczarowany – No myślę, że idealne na Wikipedię. Na bio na Instagramie zdecydowanie za długie. Na tiktoku musiałbyś to nagrać w formie filmiku… i dodać kilka smaczków, szczegółów i koniecznie podzielić to na kilka części, żeby zainteresować odbiorę. – sprzedała mu krótką lekcję social mediów, przy okazji ładnie się do niego uśmiechając. Odpowiedział na jej pytanie, była wdzięczna i nie chciała kopać dalej. Mogłaby – oczywiście! Co chciał robić po przejściu do cywila, jak udało im się utrzymać związek, gdy poszedł do wojska… mogła zapytać o dużo różnych rzeczy. Zamiast tego wybrała żart, żeby jednak rozluźnić atmosferę i żeby Anthony nie poczuł się przesłuchiwany. To naprawdę była wyłącznie jej ciekawość. No i trochę odwrócenie myśli od tego, że jest jej zimno!
Więc kłóciła się z nim trochę dla zasady, bo koniec końców, gdy już została sama w pokoju – wiedziała, że to był dobry pomysł. No prawie! Bo to miejsce ją po prostu przerażało… naoglądała się za dużo amerykańskich filmów i w takich motelach zawsze działo się coś niedobrego. Głupia.
Owinięta ręcznikiem – żyjąc nadzieją, że jednak był wyprany po poprzednich gościach! – wyszła z łazienki, żeby zgarnąć tą suchą koszulkę, którą miał dla niej zdobyć Tony. Podkoszulka… no cóż, też mogła być. Zakrywała znacznie mniej, ale sam musiał być sobie winny – Jeśli jestem będziesz pierwszym, który się o tym dowie. – skwitowała całkiem beztrosko, bo nie wydawało jej się, żeby miała mieć alergię, ale no… no zawsze musiał być ten pierwszy raz! Uśmiechnęła się pod nosem, zabrała podkoszulkę i wróciła na chwilę do łazienki, nawet się za bardzo nie fatygując domykaniem drzwi do niej. Więc może z tym wodzeniem na pokuszenie szło średnio, ale tak naprawdę nie robiła tego z premedytacją. Taka po prostu była – I nawet jeśli nie straszy to towarzystwo mamy takie trzy na dziesięć. – rzuciła jak już wróciła do pokoju, usiadła na swoim łóżku po turecku i wychyliła się po kawałek pizzy – Po twoim wyjściu jakiś sąsiad trzy razy próbował się tu dostać uparcie twierdząc, że to jego pokój… wierzę, że był w stanie mocno wskazującym, a nie że jest seryjnym mordercą, który poczeka aż zaśniemy. – podzieliła się z nim swoją małą przygodą, bo oczywiście, że nie mogło być tak, że nic jej nie spotka… ta dziewczyna lubiła przyciągać pecha! – Ale przynajmniej jest ciepła woda! – dodała optymistycznie, szczerząc kły w szerokim uśmiechu. A w tym samym momencie walnęło. Burza… burza walnęła. A światło najpierw zamigotało, a później po prostu zgadło – I mam nadzieję, że generator. – bo w całkowitych ciemnościach było jeszcze mniej przyjemnie. Aż ją przeszedł dreszcz.


anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

To pewnie powinno mi schlebiać. – Skoro wracała po więcej, mimo że prowadzili rozmowy na poziomie pary npctów, to znaczyłoby, że… No, wiadomo, co by to znaczyło, a więc jak ważne byłoby dla skądinąd kruchego ego mężczyzny w kryzysie wieku średniego. I… Pewnie nawet tak było. Wtedy – kiedy mieli do roboty te inne rzeczy. Ale teraz? Teraz był sobą przynajmniej zniesmaczony. Jakkolwiek żenująco by to nie brzmiało. – Zostańmy przy tym, że miałem dobrą intuicję. – On, bo przecież nie ona; ona powinna trzymać się od takich typów z dala i jeśli jej szósty zmysł jej przed nim nie uchronił (albo jeszcze lepiej – popchnął ją w jego stronę), to miała uzasadnione podstawy, żeby złożyć reklamację. Musiałaby tylko znaleźć odpowiedniego adresata. – Na moją obronę – nigdy nie byłem mistrzem small talku. Właściwie zawsze robiła to za mnie Kim, a w tych okolicznościach… W tych okolicznościach byłoby o to trudno – zażartował czerstwo, ale za to z pełną świadomością tego, jak podłe było to wtrącenie. Czego za to nie wiedział, to z jakiego powodu przyszło mu to do głowy akurat w tym momencie – okay, to był ten słynny dowcip sytuacyjny, ale jak na gościa, który jeszcze parę tygodni temu oburzał się o wspominanie o swojej żonie w jej towarzystwie, wyjątkowo luźno mówił o niej z imienia. Ale niech będzie, że to stres albo zmęczenie, a nie jeszcze większy bałagan na strychu niż wtedy, gdy się widywali. Nie róbmy z niego wariata. Jeszcze.
Cóż – gdyby Bóg był złośliwy, mógłby to życzenie spełnić i pozbawić go życia w ciągu kolejnych trzydziestu minut. Wystarczyłby jeden piorun prosto pod nogi, gdy szedł załatwić pokój, rozpędzony wóz na drodze prowadzącej do stacji albo wreszcie tam – jakiś typ spod ciemnej gwiazdy czy zdesperowana prostytutka. Wbrew pozorom to, że Bellore przeżył OEF, nie robiło z niego nieśmiertelnego, a za drogi zegarek czy zbyt eleganckie buty w tak podłym miejscu mogły wystarczyć, żeby zrobić z niego przypadkową ofiarę napadu rabunkowego, który nie do końca się udał. Na całe szczęście wiele wskazywało na to, że Anthony mógł na litość Boską jeszcze ciągle liczyć.
Napisaliby jeszcze większe głupoty, niż gdybyśmy skończyli na drzewie. Zastanów się nad tym – ostrzegał, ale z przekąsem, bo chyba tylko dobry humor mógł ich uratować przed totalnym szaleństwem. W każdym razie – jeśli obawiała się, że ręcznik albo niedomknięte drzwi sprowokują jakąś niezręczność, to mogła spać spokojnie. Anthony przecież już to wszystko widział. – Ty nie ściemniasz, prawda? – Wydusił z siebie po chwili, obrzucając ją spojrzeniem. Pewnie zawsze był przewrażliwiony, kiedy wspólnie hotelowali, ale teraz przejął się jakby bardziej. – Cholera, nie powinnaś zostawać tu sama. To się mogło… – Urwał, bo nie musiał kończyć. Nie musiał i nie chciał zresztą też, bo zaczynał brzmieć, jakby był stary i przemądrzały, a przecież zależało mu na tym, żeby myślała o nim wszystko, tylko nie to. – Więc kiedy mi się wreszcie przytrafiło coś, co mógłbym ci opowiedzieć, to oczywiście ty spotkałaś kogoś, kto może nas zabić. To nie jest fair – pożalił się i nawet zrezygnowany odmachnął ręką. Teraz ani myślał opowiadać o katalogu usług, które proponowały mu schowane na stacji lokalne panie do towarzystwa. – Więc ja wezmę prysznic, a ty w tym czasie zastanów się nad tym, co mi powiesz, jak zapytam dlaczego zostałaś dziennikarką – zarządził, leniwie podnosząc się z łóżka. Co ciekawe – nie zatrzeszczała tylko rama albo inny materac, ale też prawdopodobnie każda z 206 kości Anthonyego. Za długo w aucie, wilgoć, najwyżej dwugwiazdkowy hotel. Będzie cudem, jak o poranku uda mu się wyprostować za pierwszym razem. – I zostaw mi… – Zaczął, ale przerwał mu żywioł – piorun musiał uderzyć blisko, bo konkretnie grzmotnęło, ale to nie to było najgorsze; najgorsza była ciemność, w której zanurzył się ich pokój. Zgasł telewizor i kinkiet, razem z nimi nocna lampka, a nawet latarnie czy neony, których słaba poświata wpadała do środka przez wychodzące na parking okno. – Nawet, kurwa, nie próbuj – wycedził pod nosem, ale sam nie wiedział do kogo – czy do burzy, czy do hotelu, czy adresatem był jeszcze ktoś inny. W każdym razie – zrobiło się tak czarno, że aż znajomo, a Anthony wcale nie znosił tego lepiej od Love. Nagle "zadzwoniło" mu w uszach, a złapany na wykroku zastygł w miejscu na mięknących nogach i ani drgnął w obawie przed spektakularnym upadkiem. Flashbacki z Wietnamu Afganistanu. Nie mogły przyjść w lepszym momencie. – Nadal jesteś pewna, że wolisz być tu, a nie w samochodzie?

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się pod nosem, ale jednocześnie było w tym coś… smutnego. I miała nadzieję, że po prostu tego nie zobaczył na jej twarzy. Bo jemu mogło to schlebiać, ale o niej… cóż, o niej niekoniecznie dobrze świadczyło. O nich? Tylko wmawiała sobie, że to ona powinna być mądrzejsza, że to ona wiedziała w co wchodzi – żaden element jego publicznego życia nie był dla niej tajemnicą. Wiedziała o żonie i dzieciach, a mimo wszystko spotykała się z nim… i nawet o sobie nie rozmawiali.
Może teraz zrobiłaby to inaczej.
Tak, teraz w ogóle nie weszłabyś w tą relację, a nie nagle zaczęłabyś z nim rozmawiać na głębokie tematy. Tej myśli powinna się trzymać. I uśmiechnęła się pod nosem, gdy zażartował o tym, że to jego żona była mistrzynią small talków – Cóż… mieliśmy czas, to wcale nie musiały być small talki. – dodała ciszej, trochę z żalem do samej siebie, a trochę z lekkim, ale zupełnie niegroźnym przytykiem. Zresztą nie kłamała! Mogli… po prostu zdecydowali inaczej. I po prostu musieli spróbować nie popełniać tych błędów ponownie.
Chociaż noc w podejrzanym motelu po amerykańskiej stronie granicy chyba spokojnie mogła być uznana za błąd. Gdyby ktoś ich zobaczył i rozpoznał… trudno byłoby to wytłumaczyć. Gdyby padła trupem od leków, które sobie zaserwowała – również. W tym temacie miał rację i prawdę powiedziawszy… odrobinę ją to rozbawiło. Ale chyba po prostu gorący prysznic i fakt, że nie padało im już na głowy – wyraźnie poprawił jej humor. Dlatego też tak stosunkowo beztrosko opowiadała o swojej małej przygodzie po jego wyjściu.
- Nie powiem, kto zdecydował, że powinnam tu zostać sama. – prychnęła cicho, bardziej rozbawiona niż faktycznie tym zmartwiona. Przecież nie była taka głupia, żeby zapraszać kogoś do środka, albo w ogóle otwierać mu drzwi. Oglądała w swoim życiu za dużo thrillerów i horrorów… takie jak ona zawsze umierały pierwsze! – I to w niczym nie przeszkadza… nadal chętnie wysłucham, co przytrafiło ci się na stacji benzynowej! – dużo chętniej wysłuchałaby tej historii niż opowiadała mu dlaczego trafiła do telewizji… bo nadal raczej uparcie odmawiała nazywania się dziennikarką. Nie pisała. Nie robiła nic… istotnego. Była buzią w telewizji. I dlatego ciągle nie rozumiała dlaczego to jej właśnie zdecydował się powierzyć tak ważny temat, ale to nie była rozmowa na temat. Zresztą przechodzili przez nią kilkukrotnie. To ona musiała poukładać to w swojej głowie… jakoś.
Gdyby w motelu był generator światło zapaliłoby się po chwili, prawda? Powinno. Dlatego ściągnęła mocniej brwi i spojrzała na lampę na suficie jakby w ten sposób miała ją przywołać do porządku i pracy… bezskutecznie. Przeniosła więc wzrok na męską sylwetkę w ciemności – Oczywiście, że wolę być tutaj… – szczególnie, gdy za oknem uderzyło tak bardzo, że nawet pokój na krótką chwilę się rozjaśnił. Aż podskoczyła, a nigdy nie bała się burzy. To był raczej odruch bezwarunkowy – Ty nie? – spojrzała na niego i zmarszczyła mocniej brwi – Wszystko w porządku? Może zostaw ten prysznic na trochę później i usiądź, co? Jak rozbijesz sobie głowę w łazience też będzie ciężko wytłumaczyć to twojej żonie. – nie miała pojęcia, że tak źle reagował na tego typu… okoliczności przyrody. Ale skąd miała wiedzieć, prawda? I co ona tak naprawdę wiedziała o życiu – Opowiesz mi? – przypomniała się, bardziej dla zabicia ciszy i nerwowej atmosfery, która pojawiła się w pokoju razem z tym jak zgasło światło – Co spotkało cię na stacji? – zaczęła, ale wtedy w jej głowie pojawiło się coś jeszcze… coś, co chodziło za nią od paru chwil, a teraz mogło być dobrym sposobem na odwrócenie ich uwagi od kiepskich okoliczności – Albo… jak to jest być z kimś od czasów szkoły? Ciągle czujesz to samo? Tak samo? – nie mogła tego wiedzieć. I chociaż z jednej strony zdawała sobie sprawę jak bardzo nie powinna o to pytać… tak jednocześnie nie mogła sobie tego odmówić. Ciekawość. Albo dziennikarska natura – mógł jej jednak tak nie nazywać!



anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Będę wdzięczny, jeśli nie powiesz. – Pokiwał głową. Cóż – jakkolwiek by na to nie patrzeć, to on postawił ją w pozycji, w której musiała te drzwi otworzyć, więc… Byłby przynajmniej współwinny, gdyby w ten przysłowiowy gips udało jej się jednak wepchnąć. Ale umówmy się – skąd Tony Bellore miałby wiedzieć, jak bardzo dzikim zachodem są takie pitstopy dla kierowców ciężarówek? No okay, kiedyś był młody i nawet trochę podróżował, ale w towarzystwie innych bogatych dzieciaków na pewno unikał takich miejsc. Dorastał w czasach, w których furorę robił Blair Witch Project i cała reszta podobnych horrorów, więc… No nie, to nie było w jego stylu. Nic zatem dziwnego, że to wszystko robiło na nim wrażenie i że tak bardzo chciał jej się pochwalić swoim powodzeniem. Ale wszystko musiało mieć swoją porę. – Bardzo sprytnie, pani redaktor, ale nie dam się nabrać na takie tanie sztuczki. Stacja nam nie ucieknie. – Wycelował w nią palcem, ale możliwe, że już tego nie widziała, bo przecież w motel strzelił pierun i światło trafił szlag. W każdym razie – mogła być spokojna. Tony nie zamierzał jej oszczędzić swojej historii. Skoro on przeżył to zażenowanie na własnej skórze, to i ona musiała się na tym poznać. Choć przeczuwał, że będzie miała niezły ubaw.
Pierdolenie – bąknął pod nosem. Mimo jednak, że brzmiało to jak odpowiedź na jej zapewnienie, że motel podobał jej się bardziej od samochodu, był to bardziej „błąd systemu”; umysłowy bluescreeen, towarzyszący mu w momentach, gdy rzeczywistość niebezpiecznie przypominała jakieś ciemniejsze wspomnienia z pustynnej przeszłości, o których zdawało mu się, że już dawno zapomniał. Tym razem chodziło o pocisk z wyrzutni rakiet, który zatrzymał się na workach z piaskiem, okalających stanowisko obserwacyjne w Camp Nathan Smith. To był sam początek jego służby w Afganistanie – jedna z pierwszych nocnych wart i jedno z nielicznych, regularnych starć, w których brał udział, a najlepiej zapamiętał z niego właśnie ten przeklęty wybuch, uderzenie głową w metalową szafkę i czarną jak smoła ciemność przed oczami, którą od czasu do czasu rozrywała łuna ognia, towarzysząca salwom z ciężkich karabinów albo wybuchom pocisków z granatnika. Wtedy też słyszał pisk i stracił siłę w nogach. Ale przecież minęło już tyle czasu i rzekomo potrafił sobie z tym radzić. – Może pomyślałaby, że na mnie napadłaś i problem byłby jakby mniejszy – dodał po dłuższej chwili, jakby kontynuując myśl z „pierdoleniem”, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wiele czasu upłynęło między tymi słowami. W każdym razie – Love miała rację, a Anthony całkiem posłusznie się z nią zgodził i pochylony odnalazł łóżko, żeby znów wciągnąć się na materac. W głowie nadal mu szumiało, ale przynajmniej nie upadał, no i oddech też mógł brać coraz spokojniej.
Jestem ostatnią osobą, której powinnaś słuchać, zadając takie pytanie – odparł zaczepnie, chyba pogodzony ze swoim wizerunkiem. – To zależy od dnia. Czasem nawet od godziny – podjął po chwili, wcześniej głośno odetchnąwszy. – Wiesz, nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi, którymi byliśmy sto lat temu. Są dni, kiedy czuję się, jakbyśmy ciągle nie skończyli liceum i są też takie, kiedy wolałbym, żebyśmy nigdy nie chodzili do tego samego, więc… Chyba nie. Chyba nie czuję tak samo. Czasem mniej, czasem bardziej, ale już nie tak samo. – Zamilkł na chwilę, ślepo wpatrując się w ciemność. – Wiem, że to nie brzmi jak dobra reklama długich związków, ale ta cała gadka o „przyzwyczajeniach” to nie jest… No właśnie. To nie jest tylko gadka. Jest prawdziwa. To tylko kwestia tego, czy te przyzwyczajenia ciągle są jeszcze zdrowe, czy już nie – dodał luźniej. Przekierowanie myśli w inną stronę pomogło – szum w głowie Anthonyego ustał, a i serce przestało już wyrywać mu się z piersi. Pozostawała tylko ta ciemność, ale ona była niczym w kontekście pytania, które zadała mu Love. – Więc - na koniec dnia - nie żałuję ani jednego dnia. I gdybym musiał zrobić to jeszcze raz, wybrałbym tak samo. Mam nadzieję, że ona też – dokończył. Wsłuchując się w łoskot uderzających o szybę kropel deszczu, zastanawiał się nad tym, z kim ostatnio był tak bardzo szczery, mówiąc o sobie i Kimberly, ale zanim odnalazł w pamięci odpowiednią zakładkę, myśli zaprzątnęło mu coś zupełnie niepoważnego i głupio się zaśmiał. – Mam rację, że wolałabyś jednak posłuchać o tym, ile na stacji trzeba zapłacić za obciągnięcie?

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Skłamałaby, gdyby powiedziała, że jej nie przeraził… przeraził. Coś w jego zachowaniu. Coś w tym jak zareagował na burzę i nagłą ciemność. Tak jakby gdzieś pod skórą czuła, że dzieje się coś niedobrego, ale nie do końca wiedziała, co. Nie mogła jednak po prostu zapytać, bo wiedziała, że i tak by jej nie powiedział, a dodatkowo… jakiś głosik rozsądku podpowiadał jej, że nie chce go zawstydzać. Dać mu do zrozumienia, że to zauważyła. Bo nawet jeśli jej zainteresowanie wynikało wyłącznie z troski o człowieka, który nie był jej obojętny – jakkolwiek źle by to nie brzmiało i jak bardzo było nieaktualne – to niekoniecznie mogło zostać dobrze odebrane. Lata pracy z politykami (ekhm, mężczyznami) sprawiły, że mimo wszystko czasami wiedziała kiedy ugryźć się w język. Chociaż fakt, że nie ciągnęła go za język, czy coś się stało i zmieniła temat – na wcale nie wygodniejszy, ale odwracający uwagę! - nie zmieniał tego, że ją przeraził i się martwiła…
Dlatego, gdy opadł na łóżko ona momentalnie się przesiadła tak, żeby być obok i lekko się nad nim pochylić, opierając dłoń na jego klatce piersiowej i czując pod palcami jak szybko biło jego serce. Wpatrywała się w niego kontrolnie, trochę podejrzliwie, ale no właśnie… głównie z troską wypisaną na twarzy. Na całe szczęście istniał cień szansy, że tego nie zauważył przez panujący w pokoju mrok, że wzrok nie przyzwyczaił się do przerywanej kolejnymi błyskami ciemności na tyle, żeby odnotować tak drobne szczegóły. Im dłużej też leżał z zamkniętymi oczami tym dłużej ona i jej uczucia pozostawały bezpieczne.Kretynka. Była nią… szczególnie wybierając taki, a nie inny temat. Czy to nie podchodziło trochę pod torturowanie się? Naprawdę nie wiedziała, co ją podkusiło… poza tym, że chciała go jakoś sprowadzić na ziemię z tego mrocznego miejsca, w którym ewidentnie się znalazł. Chyba pomagało, bo z każdym kolejnym słowem, każdym kolejnym elementem jego historii jego serce się uspokajało… odzyskiwało miarowy rytm, a ona mogła się bardziej skupić na jego słowach, a nie na nim samym.
- Nie masz. – prychnęła i zabrała dłoń z jego piersi, trochę jak oparzona. Tak jakby moment, w którym odzyskał możliwość żartowania sprawił, że już nie wypadało przekraczać tej drobnej granicy. Nie wróciła jednak na swoje łóżko – Znaczy… to całkiem ciekawe, chociaż nie znam też kanadyjskich stawek, więc musiałbyś mnie wtajemniczyć. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu i okej… może odrobinę była złośliwa, bo nie wydawało jej się, żeby on też się w nich orientował. Żeby kiedykolwiek musiał za to płacić. Ugh… może mogła sobie dorobić do telewizyjnej pensji? Znaczy co?! – Ale nie… chciałam o tym słuchać. Dlatego zapytalam. Wbrew pozorom, lubię z tobą rozmawiać, Bellore. Nawet jeśli przed chwilą ustaliliśmy, że może nie rozmawialiśmy dużo – uśmiechnęła się i wzruszyła lekko ramionami, bo co zrobisz jak nic nie zrobisz.
Zgarnęła kosmyk ciągle wilgotnych włosów za ucho i jeszcze przez chwilę się w niego wpatrywała, zagryzając wargę i ważąc, czy powinna kontynuować… czy powinna zadać kolejne pytania, które jej się nasunęły. Czy to jej dziennikarska natura, czy babska ciekawość – nie wiedziała. A może odezwała się ta jej płytka część, która po prostu chciała wiedzieć – Kochasz ją. Nie żałujesz ani jednego dnia i zawsze wybrałbyś ją… więc dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego ją zdradziłeś? I czy w takim razie tego żałujesz? – chociaż, czy to na pewno pytała płytka strona jej osobowości? Przecież szanse na to, że dostanie odpowiedź, którą ją usatysfakcjonuje były minimalne, właściwie żadne… to raczej dalej przypominało biczowanie się.


anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

W mrocznym miejscu Anthony Bellore dopiero się znajdzie – za jakiś czas, kiedy zorientuje się, jaką scenkę przed nią odegrał i jak bardzo żałośnie wyglądał w oczach Love.
Musiał wyglądać w nich żałośnie, bo zanim na dobre rozgościł się na swoim materacu, poczuł jak ten uginał się pod dodatkowym ciężarem jeszcze jednego ciała, a potem już na swojej skórze: jej subtelny dotyk i bijące od niej ciepło. Love Roderick była blisko. Zbyt blisko. Anthony się wzdrygnął. Wzdrygnął się, albo przynajmniej tak mu się wydawało, bo chociaż od razu wykiełkowała w nim chęć protestu, nie potrafił wydusić z siebie słowa; nie potrafił się odsunąć. Nie istniała taka siła, która zmusiłaby go, żeby się do tego przyznał, ale zdiagnozował się wyjątkowo prędko i trafnie: on tej bliskości potrzebował. I to bardzo. Jakkolwiek żałośnie by to bowiem nie brzmiało – nie mógł i nie chciał być, tak jak wtedy, sam. Jej skromny gest przynosił ulgę. Gest, a nie słowa, które wreszcie zaczęły wypadać mu z ust i składać się w opowieść o miłości Schrödingera.
Nie zdążył podziękować. Love, co prawda, się nie odsunęła, ale już nie wspierała dłoni na jego piersi i w tych ciemnościach sprawiała wrażenie przyłapanej na gorącym uczynku, więc połknął komentarz razem z głębszym haustem powietrza. Pachniało trochę stęchlizną starych mebli, a trochę deszczem, ale przede wszystkim tanim, hotelowym żelem pod prysznic, który na pewno z obrzydzeniem wcierała w skórę kilka minut wcześniej. Pomyślał, że już do końca życia nie zapomni tego zapachu. I jednocześnie – że już nigdy więcej go nie poczuje. Nie tak samo.
Za to znasz amerykańskie? – Wymsknęło mu się, zanim zdążył się nad tym głębiej zastanowić, ale wbrew pozorom wcale nie zastanawiał się nad tym, co krążyło po głowie Love. Był złośliwy, bo… Był złośliwy, kropka. Złośliwy, ale nie podły. – Najbardziej ekskluzywny pakiet to sto dolarów i dwie kawy na wynos. Podobno normalnie jest bez kawy, ale… – Odruchowo pokazał nieznacznym skinięciem głowy za okno, ale to bardzo prawdopodobne, że tego nie wychwyciła. Była za to zbyt bystra, żeby tego nie wyłapać. – I tak, dobrze kombinujesz. Dwie kawy – dodał i żałośnie prychnął pod nosem. – To są czyjeś córki, Love. I kosztują tylko sto dolarów. – Różnie mogła o nim myśleć, skoro z takim entuzjazmem podchodził do tej historyjki, ale akurat to ostatnie zdanie brzmiało… Boleśnie. Boleśnie albo obolale. I z nutką obawy o to, czy po drodze nie popełnił podobnego błędu.
Zanim jednak zdążył się nad tym pochylić na dłużej, Love rzuciła mu koło ratunkowe i nie pozwoliła, żeby dał się porwać falom marazmu czy czarnowidztwa. Niestety jednak – wody, na które go porwała, wcale nie były spokojniejsze. Wręcz przeciwnie – sztorm zamienił się w sztormisko, a wdzięczny za jej towarzystwo Anthony zwyczajnie się wkurwił.
Naprawdę? – Warknął, gwałtownie podrywając się do siadu. Na całe szczęście – umiejętnie na tyle, że nie zderzyli się głowami, choć potencjał pewnie był, skoro nadal wisiała nad nim podparta na jednej ręce. – Naprawdę teraz zadajesz mi takie pytanie? – Możliwe, że jego alergiczna reakcja nie miała większego sensu; Love sprytnie wszak przygotowała grunt i zapytała całkiem delikatnie. Problem polegał jednak na tym, że Anthony – choć lubił się samobiczować, to nienawidził, gdy razy wymierzał mu ktoś inny. A właśnie tak się poczuł, gdy wreszcie zdobyła się na swoje pytanie. – Będzie lepiej, jak się położysz. Wyjedziemy, jak tylko się przejaśni. Mam plany – wymuszony spokój – tak właśnie brzmiały jego słowa, kiedy podniósł się na równe nogi i włączywszy latarkę w telefonie, podreptał ostrożnie w stronę łazienki. – I Love? – Zawołał w progu, szorstko, nie odwracając się w jej stronę. – Nie chcę z tobą rozmawiać o mojej żonie. Nie chcę, żebyś o niej mówiła. – Oznajmił z jakimś chorym przekonaniem, że Love zastosuje się do zaleceń albo że był w tym wszystkim niewinny. Potem zamknął drzwi i za chwilę zniknął pod płynącą z natrysku ciepłą wodą, a zanim skończył się wycierać, wrócił prąd i pewnie to dzięki temu się nie połamał. W każdym razie – Love spała (albo, że śpi, udawała), a odkąd rankiem zapakowali się do wynajętego samochodu, w drodze do Toronto wymienili najwyżej kilkadziesiąt słów, z których większość dotyczyła planowania podróży; ba, nawet zamiast „cześć” padło kurtuazyjne do widzenia.

Love Roderick

/ztx2
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”