ODPOWIEDZ
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Potrzebował powietrza. Miał wrażenie, ze dusi się we własnych czterech ścianach, które do tej pory stanowiły dla niego kryjówkę przed otaczającym go światem. Potrafił zamknąć się w nim nawet na kilka dni, skupiając na szklanym ekranie, który niemal go pochłaniał. Jak wiele razy potrzebował interwencji swoich przyjaciół, którzy przypominali mu, ze poza murami, nie ważne jak przytulnymi, znajdowała się rzeczywistość i piękno, które należy poznawać. A jednak teraz ostatnia rzeczą, jakiej Carlson pragnął, była obecność kogokolwiek. Nie chciał rozmów, nie chciał pocieszenia, ze wszystko będzie dobrze. Nie był głupi, chociaż bywały momenty, w których zachowywał się tak lekko, ze ludzie mogli go tak postrzegać. Potrzebował spokoju i wyciszenia, aby przetrawić wszystkie emocje, które w nim szalały. O wiele łatwiej było mu to osiągnąć opuszczając mieszkanie z pewnością, ze nikt nie postanowi sprawdzić, co u niego słychać.
Czuł się wewnętrznie zdewastowany. Tak zwyczajnie, tak normalnie źle. Miał wrażenie, ze jego świat uległ gwałtownej zmianie od momentu, w którym własny umysł postanowił spłatać mu figla, doprowadzając Felixa niemal do obłędu. Zaledwie siedem dni minęło odkąd zobaczył na ulicy osobę, której nie miał prawa widzieć. Wiedział, ze to jedynie wytwór jego wyobraźni, ale realizm sytuacji sprawił, ze jego zbolałe serce uczepiło się złudnej nadziei pragnąc urzeczywistnić to, o czym marzył od kilku lat. Od dnia, w którym utracił swojego najlepszego przyjaciela. Ile godzin spędził na kreowaniu alternatywnej rzeczywistości, w której Brian zyl? Jak wiele czas poświecił na prowadzenie wyimaginowanych rozmów udając, ze zapach chłopaka, który wyrył się w jego głowie, faktycznie go otacza? Jak wiele razy zaklinał niebiosa, ze zrobiłby i oddal wszystko, byleby cofnąć czas, zmieniając przyszłość zarówno swoja jak i Briana? Jak wiele obietnic składał pragnąć po raz kolejny zobaczyć uśmiech, który przyprawiał o szybsze bicie serca, potrafiąc w jednej chwili odgonić smutki?

Jedno proste marzenie.
Proszę, żyj.

Tak mijały lata, ale nie zmieniało się nic. Do momentu, w którym zobaczył postać do złudzenia przypominająca osobę, za którą tak tęsknił, a wraz z ktora umarla i połowa analityka. Widział ten grymas malujący się na twarzy, chociaż dzieliła ich szerokość ulicy. Niemal wyobrażał sobie, jak mężczyzna lekko brwi marszczy w ten typowy dla siebie sposób, szukajac czegos. Widział jak spojrzał na Felixa, nie widząc go. Ten obraz podsunięty przez umysł bolał najbardziej. Bo w tej halucynacji Brian zdawał się nie wiedzieć kim był Carlson i zaledwie prześlizgnął się po nim wzrokiem, rozglądać za czyms zupelnie innym.
Westchnął, przeczesując włosy. Pogoda, tak słoneczna, daleka była od jego samopoczucia. Co miał ze sobą zrobić? Jak miał wymazać z głowy obrazy? Jak pozbyć się uczuć z serca, które już teraz było poważnie nadwyrężone?
Rozejrzał się po parku, do którego bezwiednie poszedł. Tego samego, w którym spędzali kiedyś tak wiele czasu. Serce pamiętało, nie chcąc ani na moment odpuścić. Jak miał nie uważać, ze zaczynał wariować.
Niespodziewanie usłyszał gwizd. Nagłość dźwięku sprawiła, ze spojrzał w stronę właściciela psa, który biegał w niedalekiej odległości. Szybko przestał mieć znaczenie, ponieważ oczy Carlsona skierowały się na postać idącą po lewej stronie, kilka kroków od Felixa. Postać, która nie należała do tego świata. Czas na chwile się zatrzymał, a informatyk ani na chwile nie spuścił spojrzenia z sylwetki. Znajomy chód, znajoma nonszalancja na twarzy.
To nie było możliwe. To nie był prawda.
Ty nie istniejesz, krzyczał umysł, starając się wpleść trochę racjonalności do skolowanego chłopaka.

Umarłeś lata temu.
Czemu mi to robisz?

Serce gwałtownie przyspieszyło, by chwile później zwolnić bice, zatrzymując się na chwile. Tych kilka sekund wystarczyło, by Felix, jak zdarzało mu się w przeszłości, poleciał jak długi na trawę, tracąc przytomność.
Tak było łatwiej. Odciac się na chwile od wspomnien, ktore w rocznice smierci bolały jeszcze bardziej.


Brian Shelby
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Shelby, wyszedłeś w końcu na prostą?

To było jedno z pierwszych pytań, które Brian usłyszał, pojawiając się w jednym z bardziej znanych barów w Toronto. Był pijany, a alkohol nieprzyjemnie szumiał wówczas w jego głowie; patrzył na człowieka, stojącego tuż przed nim i nie potrafił dopasować jego twarzy do żadnej ze znanych mu osób. A to nie było szczególnie dziwne, bo Broke nie pamiętał co najmniej połowy swojego życia. Zupełnie, jakby ktoś wcisnął wielki, czerwony przycisk: RESET, wymazując mu wszystkie możliwe wspomnienia. Naprawdę zaczynał od nowa. Niektórzy najpewniej uznaliby to za szansę od losu; nie pamiętać wszystkich złych rzeczy, które tylko się tobie przytrafiły, nie czuć strachu przez pewne doświadczenia i mieć zupełnie czystą kartę. Coś wspaniałego, racja? No nie do końca, jeśli raz na parę miesięcy, pojawiała się przed nim jakaś postać, pytająca go o to, gdzie go wcięło na tak długo. Nie były to zbyt istotne osoby, ale najwidoczniej na tyle regularnie pojawiające się w jego życiu, że decydowały się na podejście i zagadanie. Shelby nienawidził tego — czuł się przytłoczony i wściekły, jakby ktoś próbował wmówić mu coś, co nie było prawdą.

Brian spieszył się do roboty. Kurwa, znowu zaspał, ale nic już nie mógł poradzić na to, że nie mógł spokojnie spać po nocach, kiedy jego współlokatorzy tłukli się ze sobą nawzajem. Jeszcze parę miesięcy i pójdzie na swoje; odłoży wystarczająco hajsu, by wynająć nawet najmniejszą i najbardziej gównianą klitkę, byle być tylko na swoim. Szybko zdecydował, że przejdzie przez park, dzięki czemu oszczędzi paręnaście minut drogi i może nie spóźni się tak bardzo. W całym tym swoim pośpiechu, Broke minął jakiegoś wysokiego chłopaka; przesunął po nim obojętnie spojrzeniem, od razu ruszając naprzód, ignorując hałas i inne bodźce wokoło. No, cóż.. Chciał to zrobić, ale chłopak którego minął, runął jak długi na trawę.

No musiał się zatrzymać. Mogliby go zamknąć za brak udzielenia mu pierwszej pomocy. Shelby sapnął niecierpliwie pod nosem, zerkając tęsknie w stronę salonu, do którego już na pewno nie zdąży na czas, po czym przykucnął przy nieznajomym, klepiąc go po ramieniu. Zaraz złapał go łagodnie i potrząsnął nim lekko. — Stary, żyjesz? — zapytał, spoglądając na jego twarz z mieszaniną frustracji i pewnego lęku. No, bo co, jeśli typ właśnie wykitował i Brian będzie jakimś pieprzonym świadkiem? Jeszcze tego mu brakowało, na miłość boską. Broke odkręcił butelkę wody, którą niósł w ręce i chlapnął nią prosto w jego twarz, żeby go ocucić. Było gorąco, więc może zemdlał, co nie? To nie musiało być nic drastycznego.

Felix
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jakim sposobem patrzył na człowieka, którego pochowano zaledwie kilka lat wcześniej? Jak okrutny był wszechświat stwarzając tak realistyczne iluzje, doprowadzając Felixa do poważnego rozstroju emocjonalnego? Co najmniej, jakby już teraz nie borykał się z wyrzutami towarzyszącymi mu niezmiennie od tamtego dnia, w którym utracił część siebie. Tą samą, która właśnie mijała go bezsłownie, nawet specjalnie na niego nie patrząc. Czuł, jak prześlizguje się po nim spojrzeniem, zupełnie tak, jak patrzyło się na kogoś, kto był zaledwie kolejną postacią w tłumie - nieznaczącą i nie mającą żadnej wartości sentymentalnej.
Głowa nie był w stanie pojąć, na co patrzyła, a serce przepełnione emocjami i uczuciami z przeszłości, nie podołało plątaninie, która powstała w ciele chłopaka. Rzeczywistość kłóciła się z marzeniami, spierając się w walce o to, kto miał rację. nic dziwnego, że ostatecznie runął na ziemię, chcąc się od tego wszystkiego odciąć. Potrzebował resetu do powrotu do realiów, które bolały.
One były prawdziwe.

Pierwsze co poczuł, to czyjaś obecność. Dziwnie znajoma, dziwnie kojąca, przynosząca wspomnienia, które wywoływały na twarzy uśmiech. Chwilę później ktoś lekko nim potrząsnął, ostatecznie wylewając chłodny płyn na buzię. To zmusiło go do otworzenia oczu i spojrzenia w twarz, którą widział za każdym razem, gdy wieczorem zamykał powieki. Tą samą, która zerkała na niego z licznych zdjęć ukrytych w drewnianym pudełku na dnie szafy.
Felix patrzył na niego, nie rozumiejąc, oszołomiony. To nie mogła być prawda; nadal musiał być nieprzytomny, dryfując w krainie fantazji, czekając na wybudzenie się. Umarli nie wracają. A jednak zapach, który owiał Carlsona był zapachem, który nozdrza pamiętały. Dającym poczucie bezpieczeństwa i pewności, że przyszłość nadal istniała.
Jak jednak mógł temu wszystkiemu ufać?
Pragnął wyciągnąć dłoń, dotykając tej twarzy. Pragnął powiedzieć tak wiele, a jedyne co był w stanie robić, to patrzeć na niego w osłupieniu, wolno prześlizgując się po każdej znajomej rysie, po każdym tatuażu, przy powstawaniu którego uczestniczył. Patrzył na oczy, które zdawały się go nie poznawać. To bolało najbardziej.
-Brian - wyszeptał nie wiedząc jak zareagować. To zdecydowanie nie była sytuacja, w której planował się znaleźć. Czy to był faktycznie on, czy wyobraźnia przypisała jego twarz zupełnie obcej osobie, która ani trochę nie była podobna do jego przyjaciela?
Poczuł, jak serce ponownie zaczyna szybciej mu bić i jeśli nie chciał ponownie stracić przytomności, musiał się opanować. Zwariował, nie było innego wyjaśnienia.

Jego ciała nigdy nie odnaleziono.

Uniósł się powoli, zmuszając do siadu. Wykorzystał sposobność, lekko łapiąc Briana za ramię, jakby używał go do podpory. Sprawdzał, czy to nie iluzja. Poczuł przez chwilę bijące od niego ciepło. Umarli byli chłodni.
Widział niezrozumienie w jego ciemnych oczach, zapewne mogąc odpowiedzieć tym samym. Starszy chłopak zdawał się go nie poznawać, nie rozpoznając osoby, z którą spędził tak wiele czasu. To mimo wszystko bolało.
-Ja… nie wiem co się stało. Ciebie tu przecież nawet nie ma, nie możesz być - powiedział czując, że nie może ufać własnym zmysłom. Brzmiał, jakby się co najmniej nawdychał jakichś oparów kleju. Na litość Odyna, przecież był na jego pogrzebie! Nie mógł teraz tak normalnie, tak zwyczajnie, wymieniać z nim mało konstruktywnych zdań!

Brian
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kew Gardens”