Niby nie oczekiwał aby to zrozumiała, a jednak na swój sposób chciał tego od niej, nawet jeśli ubrał to w inne słowa. Bo czymże jest akceptacja, jak nie formą zrozumienia kogoś sytuacji i swoistego znalezienia się w przysłowiowych butach? Więc pomimo wszystko nie potrafiła tego zaakceptować - co jednocześnie wiąże się z tym iż tego nie zrozumie i nie będzie próbować pojąć ów całości. Bo chociaż to zabrzmi źle i totalnie pokaże Huntera ze złej strony, to jednak ona by czegoś takiego mu nie zrobiła. Skonsultowałaby z nim tą decyzję, czekając na to jakie on posiada zdanie na ten temat i oczywiście przyjęłaby konstruktywną krytykę czy też obawę dla tej rzeczy, o jaką mogłaby chcieć go poprosić. Niestety jednak on się na to nie zdecydował, nawet nie pomyślał o takiej ewentualności jak
rozmowa, ślepo podejmując się tego że skoro ma się zgłosić, to musi i koniec.
Westchnęła toteż ciężko, nie wiedząc co jeszcze mogłaby w tej chwili uczynić, aby odwieść go od tej decyzji. Co ma powiedzieć, zrobić żeby opamiętał się i jednak został w kraju? Wiedziała, iż nie miała zbyt wielkiego wachlarza pomysłów, a wręcz jest on znikomy, niemniej i tak próbowała ostatkami sił wymyślić coś w tym momencie.
Dlatego próbowała mu wyperswadować na początek, że nie jest względem niej fair. Sądziła, że to go jakoś ruszy. Że to mu da do myślenia. Że faktycznie zrozumie jak egoistycznie podszedł do ich związku. A mimo tego starania - nie przyniósł początkowego plonu, jaki myślała iż da jej namiastkę nadziei na to, iż zmieni zdanie, a Hunter postanowi z każdymi kolejnymi słowami, że lepiej jak zacznie się rozpakowywać, a mundur odwiesi do szafy - tam gdzie jego miejsce.
Zamiast tego zaczął do niej podchodzić, zmniejszając dzielącą ich odległość. Nie umiała mu spojrzeć w twarz, bowiem widok ten krajał jej serce jeszcze mocniej; słowa jakie padły dobiły ją znacznie bardziej. Wzięła głęboki wdech, nie chcąc pozwolić łzom na wypłynięcie spod powiek, by dopiero po chwili jakoś się ośmielić na spojrzenie mu w oczy. To był błąd - zdradziła się natychmiastowo jak wiele ją to kosztuje i jaki ból posiada w swoim środku. I przede wszystkim - oczy pokazały że darzy go mocniejszym uczuciem niż jak tutaj zarzekała się.
Na swój sposób zaczęła już teraz za nim tęsknić, pomimo iż nie ruszył się nigdzie, a jutro dopiero miało nadejść, mając do tego momentu jeszcze parę godzin. Lecz jednak - Prudence zaczynała odczuwać cholerną pustkę, żal i utęsknienie za kimś, kto stał przed nią i mówił, że ją kocha mocniej niż powinien.
— A jednak ważniejszy jest powrót na front — pozwoliła sobie na skomentowanie, nie przejmując się czy zdenerwuje się czy może przyzna jej rację. W tej sekundzie uszła z niej ta namiastka życia, jaka w niej dopiero co odżyła, przez co zrobiło jej się totalnie wszystko jedno. Bo to nic nie zmieni. Widziała to - nieważne co powie, nieważne co zrobi, nic nie doprowadzi do tego, żeby Hunter został z nią w Toronto.
Pomimo targających nią skrajnie sprzecznych uczuć, pozwoliła bez problemu na położenie dłoni na policzkach a także na pocałunek, którego nie spodziewała się iż będzie w stanie odwzajemnić. Tylko czemu czuła, że to ostatni raz, kiedy smakuje jego usta? Czemu to tak cholernie boli, jakby właśnie to miało być pożegnanie z osobą, której nigdy już nie ujrzy?
Tym samym - czy będzie na niego czekała? Cholera, z całą pewnością będzie to robiła i nie wyobraża sobie, aby miała inaczej postąpić! Nawet jeśli obecnie go w pewnym stopniu nienawidziła, to nadal boleśnie kochała, nie dopuszczając do myśli iż miałaby z niego zrezygnować. Nie sądziła jednak, że ten postanowi wyjść, zanim zdołała coś więcej z siebie wydukać.
— Hunter, poczekaj, ja… — urwała, widząc jak prędko się zbiera, a za moment zniknął z domu. Patrzyła parę sekund na drzwi, jakby z nadzieją że zrozumie iż nie jest to dobra decyzja i powróci do niej od razu, lecz to nie nastąpiło. Skoro została sama - mogła w końcu zrobić jedno, co tak długo w sobie trzymała. Siadła w sypialni na brzegu łóżka, podciągnęła go klatki piersiowej nogi jakie objęła rękami, po czym zaczęła płakać. Nie wiedziała ile czasu nie mogła doprowadzić do uspokojenia zszarganych nerwów - tak samo nie wiedziała kiedy przez to wszystko zwyczajnie usnęła, nie zmieniając lokalizacji na materacu.
Następnego dnia przebudziła się nie wiedząc ile spała i która jest godzina. Niestety Huntera już nie było, a ten pozostawił list na blacie w kuchni, co nie skłoniło jej do ponownego rozklejenia się. Ba, nie miała zamiaru czekać czy przeciągać ani chwili dłużej tego, na co wpadła tuż po wyjściu mężczyzny w dniu wczorajszym. Sądziła, że to jedyne co może w tej chwili zrobić, aby powstrzymać Matthews od wyjechania z kraju.
Nie miała zamiaru czytać zawartości tego, co znajdowało się w kopercie, szybko się ogarniając do jakiegoś względnego stanu, po czym wsiadła do samochodu i z piskiem opon ruszyła w jedno miejsce - tam, gdzie Hunter nie powinien trafić, o czym nie wiedziała biedaczka.
Zaparkowała pod budynkiem, przedzierając się prędko na odpowiednie piętro i mijając recepcję - nie mając zamiaru Pani siedzącej na środku korytarza pozwolić na to, aby zatrzymała się. Akurat złożyło się idealnie iż ktoś wychodził z gabinetu, przez co energicznie chwyciła za klamkę i weszła bez zapowiedzi do środka.
— Jeszcze Pan jest, cudownie — rzuciła, zapewne zachowując się trochę jak wariatka, lecz teraz to akurat jej ani trochę nie przeszkadzało.
— Niech Pan odwoła swoją decyzję — bez zbędnych ceregieli poinformowała po co tu przybyła. Widząc, że ten niezbyt ogarniał o co tu chodziło, nawet w trakcie nawiązywania kontaktu wzrokowego z recepcjonistką nie uzyskał żadnych szczegółów, postanowiła nakreślić prędko z czym przychodzi, skoro on taki nie za kumaty.
— Niech Pan powiadomi kogo trzeba, że pomylił się Pan w osądzie stanu psychicznego Huntera Matthewsa i że jednak się jeszcze nie nadaje na powrót na front — nie chciała słyszeć odmowy - nie po to tutaj przecież przyjechała, czyż nie?
Hunter Matthews