28 y/o
For good luck!
190 cm
Napalony dziennikarz CBC Toronto
Awatar użytkownika
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Reece rzeczywiście nie był niczego świadomy, bo ledwo parę godzin wcześniej wylądował w Kanadzie. Internetowy algorytm był wciąż nastawiony na wiadomości z Australii, więc pewnie dlatego nie dotarły do niego jeszcze żadne informacje. Poza tym naprawdę nie miał dziś czasu śledzić mediów. Po raz pierwszy od bardzo dawna naprawdę odpoczywał od urządzeń elektronicznych.
To daj mi wskazówk, jak powinienem dalej punktować, to może się bardziej postaram — rzucił ni to poważnie, ni żartobliwie, bo widział, że udało mu się dotrzeć do Adeline, kiedy patrzyła z uśmiechem na przywiezione przez niego pamiątki.

I dalej... Jakby nie patrzeć, Reece miał najmniejsze prawo, aby wtrącać się między Thomasa a Adeline. Nie był ani biologicznym bratem, ani biologicznym dzieckiem mężczyzny, więc zawsze, pomimo że podczas małżeństwa ich rodziców nigdy nie czuł się pominięty, miał świadomość, że w pewne sprawy nie powinien nazbyt wnikać.
Ade i Thomas dołączywszy do ich rodziny, nieśli ze sobą jakiś konflikt, który wybuchał w najmniej odpowiednich momentach.

Prychnął znacząco, kiedy kobieta stwierdziła, że odejmie mu gwiazdkę. Był pewien, że i tak wciągnie całego omleta, aż z zachwytu zatrzęsą jej się uszy!
No cooo? — jęknął szyderczo, udając, że nie miał pojęcia, o co chodziło siostrze. W rzeczywistości sam mimowolnie się wzdrygnął na wzmiankę o ojcowskiej spuściźnie, a potem po prostu zarechotał rozbawiony.
W tym całym chwilowym smutku, który wcześniej w milczeniu opadł na ich ramiona, nie mógł pozwolić, aby do reszty zatracili się w nieprzyjemnych wspomnieniach. A zwłaszcza Adeline, którą przeszłość bolała najmocniej.
A skoro od teraz będę mieszkał blisko ciebie, to nawet za troje — nie omieszkał skomentować również tego, przy czym spojrzał wymownie na rudowłosą, jakby chciał dać jej znać, aby przygotowała się na najgorsze i najbardziej intensywne miesiące. Zamierzał ją d r ę c z y ć.Przecież wiem — dodał na wzmiankę o farbowaniu i odwrócił się do niej plecami, aby ostrożnie odkleić omlet od patelni. — Siwe włosy są teraz w modzie. Spójrz na swojego ojca — Znowu złośliwie powrócił do tematu Thomasa, o którym raptem chwilę temu rozmawiali.
Praca. Doskonale wiedział, ile znaczyła ona nie tylko dla Adeline, ale również dla niego samego. Pod tym względem byli podobni i równie zaangażowani w swoje zawodowe obowiązki. Z tą różnicą, że Reece dotychczas funkcjonował bardziej jak wolny strzelec i nie musiał przejmować się zobowiązaniami. Natomiast Ade męczyła się z kontraktami, umowami, zadowalaniem klientów oraz ojca.
Przerzucił danie na talerz i z impetem odwrócił się w stronę kobiety, gdy tylko napomknęła, że musi mu o czymś powiedzieć. Z pewnością nie spodziewał się takiej bomby, więc gdy usłyszał S u l l i v a n H a r t l e y, a potem wzmiankę, że Ade się z nim widziała, odruchowo wypuścił z dłoni talerz, który rozbił się wprost na jego nagiej stopie.
Kurwa mać! — krzyknął i nerwowo złapał się za nogę, po czym od razu spojrzał z niedowierzaniem na Adeline. Co tu się wyprawiało? Miała tak poważną minę, a w tym momencie również pewnie zatroskaną, że nie sądził, aby stroiła sobie żarty. — Adeline, co ty, do cholery, wygadujesz? Przecież on zmarł! — Wyprostował się, choć przez ból nie położył stopy na podłogę i jedynie oburącz oparł się o blat kuchennej wyspy. — Byliśmy na pogrzebie — przypomniał jeszcze, chociaż naprawdę nie wątpił w to, że Adeline nie rozpoznałaby Sullivana i mogłaby z kimś go pomylić.
Po prostu Reece za wszelką cenę próbował sobie ułożyć wszystko w głowie, ale mimowolnie przypomniał sobie też o stresie, nerwach i wylanych przez Ade łzach, które wynikły jeszcze przed tą rzekomą śmiercią mężczyzny.
Dobra, mniejsza — z trudem przełknął tą informację — Pal licho, że go chrząszcze nie wpierdoliły, ale po co się z nim widziałaś? Mało ci krwi napsuł? Zresztą co to za akcja ze zmartwychwstaniem, Ade?

Adeline Covington
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szum wokół Hartleyów zrobił się tak duży, że tylko ktoś, kto dopiero co wrócił do Toronto, mógł nie słyszeć o całym tym zajściu. Bo jak nagłe zmartwychwstanie szanowanego członka elity miałoby przejść bez echa?
Ade ciężko było stwierdzić, czy w tym momencie była zadowolona z faktu, że Ree o niczym nie wiedział. Dzięki temu miała wpływ na to, jak wprowadzić go w całą tę sytuację rodem z filmów akcji. Gdyby wiedział jeszcze przed ich spotkaniem, ich rozmowa przebiegłaby zupełnie inaczej. Mentalnie nastawiała się na wszystko.
Ha, chciałbyś. Nie zamierzam ci niczego ułatwiać — pochyliła głowę do przodu, spoglądając na niego przekornie. On akurat powinien doskonale wiedzieć, jak bardzo potrafiła być uparta, choć czasem zupełnie nie miała przy tym racji. Bynajmniej nie zamierzała się nigdy do tego przyznawać.
Wspomnienie o Thomasie było nie na miejscu, więc jego słowną zaczepkę skwitowała jedynie ostentacyjnym przewróceniem oczami. Gdy jednak zaraz przypomniał o mieszkaniu w pobliżu, rzuciła mu powątpiewającą minę, która aż krzyczała naprawdę?
Uu, brzmi jak groźba — teatralny głos wskazywał na to, jak bardzo się nie przestraszyła. — Ale chyba nie mam się czego bać, skoro będziesz tak mocno zapracowany w tv. Może spotkasz tam kogoś, komu będziesz mógł pograć na nerwach bardziej niż mi — zamrugała znacząco powiekami. Oboje znali kogoś, kto pracował w tamtej stacji. Ich spotkanie było nieuniknione. Powrót do tematu ojca wywołał w niej mocne ściągnięcie brwi. — Thomas jest modny? — powątpiewanie znów wkradło się w ton jej głosu, kiedy próbowała zestawić ze sobą oba te słowa. I niestety, za nic nie chciało jej to kliknąć.
Ade miała zobowiązania względem firmy i ojca, ale trzeba było przyznać, że świetnie się w tym odnajdywała. Jej pracoholizm czasem dawał się jej we znaki, ale nie odczuwała z tego powodu przeciążenia tak, jak działo się to u Ree, gdy musiał zająć się sprawami związanymi z Ironcrest.
Natomiast w tym momencie zupełnie inna rzecz nie dawała jej spokoju. A właściwie ktoś, kto przez ostatnie dni gościł w jej myślach nazbyt często. Sullivan Hartley. Ten sam, którego pogrzeb odbył się niespełna rok temu.
Wiedziała, że wspomnienie o nim wywoła szok. Nieświadomie zrobiła to w niefortunnej chwili i nagle wszystko przyspieszyło. Trzask rozbitego talerza poniósł się echem po płytkach, podobnie jak głośne przekleństwo i syk mężczyzny, gdy poczuł skutki zderzenia z ostrą ceramiką, przez co Adeline znieruchomiała. Dopiero po kilku sekundach, w których rozgrzmiały jego następne słowa, ściągnęła brwi w zatroskaniu.
Wiem, pamiętam — powiedziała i pospiesznie ruszyła po szczotkę, którą zaraz zaczęła zamiatać podłogę z drobinek talerza rozsypanych po całej podłodze oraz pozostałości po tak pieczołowicie przygotowywanym dla niej omlecie.
Zajmując się porządkami, przynajmniej mogła spuścić wzrok i nie patrzeć na Ree, na którego twarzy malowała się cała gama emocji, od niedowierzania, przez ból i złość. Rozumiała, że nie dało się oswoić ot tak, z taką informacją, a zerkając na czerwone punkty na stopie brata, teraz trochę żałowała, że wyskoczyła z tym tematem tak bez uprzedzenia.
W trumnie nie było ciała — przypomniała mu, zgarniając pozostałości po talerzu na zmiotkę. Zaraz westchnęła ciężko i wyprostowała się z kucek. — To skomplikowana sprawa. Mogę powiedzieć Ci tyle, że Ethan miał problemy w firmie, którym Sullivan zaczął się przyglądać trochę za mocno, co nie spodobało się pewnym ludziom — starała się mówić neutralnie, choć jej głos nieco zadrżał przy ostatnich słowach. Żeby ukryć swoje emocje, podeszła do szafki z apteczką, z której wyciągnęła wodę utlenioną i gazy. — Przeżył wypadek na łodzi, ale postanowił się ukrywać, dopóki nie zdobędzie wystarczających dowodów, żeby pogrążyć tych ludzi i zapewnić bezpieczeństwo rodzinie. I mi — mówiąc to, podała potrzebne do dezynfekcji rzeczy bratu, na chwilę podnosząc na niego spojrzenie. Serce biło jej jak szalone w obawie przed reakcją Ree na tę historię. Teraz mógł połączyć fakty — za jej kursem samoobrony kryło się coś więcej, niż tylko chęć zadbania o siebie.
Sama starała się za wszelką cenę udawać, że nie robiło to na niej wrażenia, więc zaraz podeszła do stolika obok, na którym trzymała wszystkie ulotki z jedzeniem na wynos. Zajmowanie własnego umysłu bzdurami w tak ważnych momentach rozmowy było jej naturalną reakcją obronną na uczucia, z którymi jeszcze nie zdążyła się oswoić.
Przyszedł mi się wytłumaczyć — dodała mimochodem. Postanowiła pominąć już fakt, że spotkali się jeszcze wcześniej, przypadkiem, gdy podczas jej obserwacji z ukrycia, ściągnął ją z drogi przed pędzącym samochodem.


Reece Murray
ODPOWIEDZ

Wróć do „#29”