ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
182 cm
grafik w Toronto Sun
Awatar użytkownika
We wanted to be adults so bad. Now look at us. Just fucking look.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Praca na etacie w gazecie była jego głównym źródłem zarobku, ale gdy tylko nadarzała się okazja by zasilić konto dodatkową gotówką... nie musiał zastanawiać się dwa razy. Najczęściej współpracował z klientami prywatnymi, rzadziej z firmami, chociaż tak naprawdę nigdy nie wybrzydzał jeśli chodziło o przyjmowanie graficznych zleceń. Bo grafika już dawno stała się jedną z jego ulubionych dziedzin informatyki. Wiele osób uważało, że ma niepowtarzalne poczucie stylu – sam o sobie nigdy by tak nie powiedział, ale miał całkiem bogate portfolio, które faktycznie skupiało uwagę zainteresowanych potencjalną współpracą na dłużej. Może dlatego go wybierali. Albo dlatego, że oferował konkurencyjne stawki, na które mógł sobie pozwolić, bo całą dodatkową zabawę grafiką traktował raczej hobbystycznie i póki sprawiała mu radość to wykorzystywał to, by sobie dorobić.
Tego dnia miał zaplanowane jedno spotkanie z klientem, na którym miał dogadać warunki umowy i zakres swoich obowiązków. Chodziło o graficzne odświeżenie strony i dopasowanie jej do... stale zmieniającego się świata. W wielkim skrócie ta strona była po prostu zaniedbana i wyglądała jakby już jakieś kilka lub nawet kilkanaście lat temu zatrzymała się w czasie, więc zdecydowanie potrzebowała upgrade'u. Cały ten projekt stanowił dla Ayaana całkiem ciekawe wyzwanie, którego bardzo chętnie się podjął. I choć nie był przyzwyczajony do spotkań twarzą w twarz z klientami, bo większość rzeczy załatwiał mailowo, to tym razem przyszły pracodawca wyszedł właśnie z taką inicjatywą.
W umówionym miejscu był nieco wcześniej, bo nienawidził się spóźniać. Padło na niezbyt drogi, ale wizualnie robiący bardzo dobre wrażenie bar. Mieli się spotkać tuż pod nosem samego barmana, zamówić sobie jakieś napoje i znaleźć jakiś w miarę cichy stolik, żeby wymienić ze sobą kilka zdań. Dlatego właśnie Malviya wdrapał się po schodach, kierując się prosto w miejsce spotkania.
Kilkukrotnie rozejrzał się badawczo, próbując dostrzec tego, którego oczekiwał. Nie był do końca pewny jak naprawdę wygląda ten klient (nawet jeśli udało mu się go wystalkować na jego własnej stronie internetowej, co nie było trudne...), więc błądził trochę po omacku. Starał się raczej wychwycić wśród zabranych kogoś, kto choćby w minimalnym stopniu mógł się rysować jako młody właściciel firmy. I po chwili obserwacji faktycznie dostrzegł kogoś takiego siedzącego przy samym barze. Co prawda samą sylwetkę widział od tyłu, ale to mu wystarczyło, by zdobyć się na odwagę i po prostu zagadać.
Ruszył w stronę nieznajomego, zajmując miejsce zaraz obok. Nie pozwolił sobie jednak na kontakt fizyczny (nawet na skinienie dłoni lub ostrzegawcze pstryknięcie mężczyzny w ramię), więc po prostu odchrząknął głośniej, jakby chciał doprowadzić swoje gardło do porządku, choć tak naprawdę chodziło mu o zaznaczenie swojej obecności. Oczywiście od razu też zdjął okulary, które wcześniej chroniły go przed blaskiem jasnych świateł.
Wspaniale, też jesteś wcześniej. Witaj Jeremy, miło Cię poznać — powiedział radośnie do jego pleców, chociaż po pierwszych słowach mężczyzna mógł już zacząć odwracać się w jego stronę, więc wkrótce miał zobaczyć jego twarz. Wtedy nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że... doszło do fatalnej pomyłki i zleceniodawcy, którego oczekiwał jeszcze nie było na miejscu, a zaczepił właśnie jakiegoś totalnie losowego człowieka.

Dean Vanberg
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
something wicked
don't be a fcking dick to people
27 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kurwa.
To słowo pojawiało się w jego głowie mniej więcej co pięć minut, kiedy tylko pozwolił sobie na przesadne myślenie. Co tu się ostatnio odwalało? Miał wrażenie, że uniwersum postanowiło zagrać w głupią grę, jak dowalić ludzkości bardziej. Ewentualnie Deanowi - taka zapłata za wszystkie potencjalne grzechy, które miał na swoim koncie, skrupulatnie zasilając je na przestrzeni lat. Czy faktycznie przyszło mu płacić za luźne podejście do życia, w którym nie było miejsca na zasady narzucone przez kogoś? Podobno istniała wolność słowa, wyboru i ogólne poszanowanie tolerancyjne, a tu proszę, ktoś jednak miał wiele przeciwko, jeśli jednostka za bardzo odstawała.
Nic dziwnego, że musiał się napić, w ten sposób pragnąc wyrzucić z głowy tamten śmiertelny wypadek, problemy sercowe Benjamina oraz własną porażkę na płaszczyźnie tanecznej. Tak, docierało do niego, że w tym względzie wiele już nie osiągnie, bo wiek robił swoje, a kolano nadal nie było i zapewne nie będzie tak sprawne, jak kilkanaście lat temu. Nadal kształcił młodziaków mogąc chociaż poszczycić się świetną choreografią, ale brakowało mu prezentowania kroków samemu w konkursach, w których można było zabłysnąć. Już nie tancerz z krwi i kości, a nauczyciel. Litości, jak to w ogóle brzmiało.
Zdecydowanie potrzebował tego alkoholu, bo ile można było przeszłość roztrząsać? Życie było za krótkie, nie? Przeszłości nie zmieni, a przynajmniej wyciągnie ile może z teraźniejszości i przyszłości. Uśmiechnął się lekko wchodząc do baru, w którym zaledwie paręnaście dni temu doprowadził George’a do załamania nerwowego. Nadpobudliwy nowobogacki, którego życie jeszcze w żaden sposób nie doświadczyło w sposób znany chociażby komuś pokroju Vanberga. jak ludzie mieli zdobywać doświadczenie i uczyć się przetrwania, skoro zamknięci byli w szklanych kopułach, balując za hajs rodziców?
Usiadł przy barze, posyłając znajomemu barmanowi zaczepny uśmiech. Przystojny, w typie Deana, zdecydowanie. Kto wie, może po skończonej zmianie porwie go w jakieś zaciszne miejsce pozwalając spełnić skrywane fantazje.
Upił łyk alkoholu, który mienił się bursztynem w szklance, która dostał. Mógł się założyć, że porcja trunku była znacznie bardziej pokaźna niż ta, którą chłopak przygotował dla kolejnego klienta. To świadczyło, że tancerz niewiele się mylił co do intencji barmana. Wspaniale!
Poczuł czyjąś obecność, kiedy miejsce obok zostało zajęte. Bez słowa, bez gestu, bez zaczepki. Dean zapewne nie zwróciłby na to specjalnie uwagi, poświęcając ją osobie, która krzątała się za kontuarem, ale wymowne chrząknięcie oraz słowa, które doleciały do jego uszy zmusiły go do przeniesienia spojrzenia na nowo przybyłego.
Obrócił się bezceremonialnie przesuwając tęczówkami po sylwetce jegomościa, zaczynając od dolnych części, na buźce kończąc. Atrakcyjny, nietuzinkowy, wpasowujący się w standardy.
-Nie wiem czy powinienem się obrazić za tego Jeremiego. Prędzej pasuje do podstarzałego biznesmena w kryzysie wieku średniego, niż do mnie. No chyba, że to oryginalny sposób na podryw. Jak wielu przede mną zostało Jeremym? - spytał, wolno sunąc wzrokiem po jego twarzy, niczego nie robiąc sobie z faktu, że mogło to być dla nieznajomego dość niekomfortowe.

Ayaan Malviya
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
25 y/o
For good luck!
182 cm
grafik w Toronto Sun
Awatar użytkownika
We wanted to be adults so bad. Now look at us. Just fucking look.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo szybko zaczął żałować, że najpierw nie zamówił jakiegoś mocnego drinka, bo gdyby zbyt szybko upił kilka łyków wysokoprocentowego trunku, to przynajmniej mógłby z łatwością usprawiedliwić swoją pomyłkę alkoholem. Tak naprawdę to do ostatniej chwili myślał, że Jeremy jest po prostu typem dowcipnisia i po prostu robi sobie jaja. Ayaan miał nadzieję, że za chwilę usłyszy z ust mężczyzny, że to tylko żart i mogą zacząć omawiać projekt. Ale minęła pierwsza sekunda, później kolejna i wszystko wskazywało na to, że faktycznie doszło do gafy.
Początkowo był lekko zakłopotany, ale starał się nie dać tego po sobie poznać. Szok szybko zastąpił szerokim, niemal rozdzierającym usta uśmiechem, a twarz niemal od razu przestała być spięta. Jego strategią był sprawne odnalezienie się w sytuacji i dostosowanie się do niej – robił to już tysiące razy, więc był przekonany, że tym razem również da radę.
Już na samym początku poczuł na sobie pełen zainteresowania wzrok nieznajomego – intensywne spojrzenie, które kogoś innego mogłoby wprawić w zakłopotanie, stłamsić. Ale nie jego, bo Ayaan dostrzegał w tej sytuacji szansę, a bardzo mocno trzymał się zasady, że gdy nadarza się okazja to trzeba ją wykorzystać. Dlatego odpłacił się równie śmiałym spojrzeniem, koncentrując się jednak tylko na twarzy mężczyzny. Najpierw przemknął przez jego wargi, później nos. Wzrok ostatecznie osiadł na oczach. Dopiero wtedy ułożył się wygodniej na stołku, opierając łokieć o blat.
To zależy już tylko od ciebie – czy obrazisz się, czy nie. Najwyżej odwołam się od decyzji jeśli nie będę się z nią zgadzać... A na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że jestem umówiony z klientem w tym właśnie miejscu. Nigdy nie widziałem kolesia na żywo, a ty byłeś jedynym potencjalnym Jeremym w okolicy — wyjaśnił wszystko dość prosto, nie mogąc się jednak powstrzymać od nieco zaczepnego, może odrobinę zbyt śmiałego tonu. Ale słysząc już pierwsze słowa nieznajomego doszedł do wniosku, że może sobie pozwolić na wiele. Wydawał się wyluzowany – bez różnicy czy takie faktycznie był, czy to alkohol sprawiał, że z taką łatwością nawiązywał kontakt z innymi. Najważniejsze, że ta pomyłka została obrócona w coś niezbyt poważnego, zabawnego.
Jesteś pierwszym, o ile faktycznie masz tak na imię — dodał, pokusiwszy się na znacznie zabawniejszy ton wypowiedzi. Nie musiał być Sherlockiem żeby domyślić się, że siedzący obok facet na pewno nazywa się inaczej. Chociaż jakby jakimś cudem okazało się, że serio jest Jeremym to byłaby to jedna z najbardziej nieprawdopodobnych akcji, jakie ostatnio mu się przydarzyły.
Chwilę ciszy wykorzystał by sprawdzić telefon. Przesunął palcem po ekranie, kreśląc kształt pozwalający na odblokowanie urządzenia. Godzina spotkania jeszcze nie wybiła, więc zleceniodawca miał jeszcze szansę by się pojawić. W oczekiwaniu na niego Ayaan mógł skorzystać z obecności nieznajomego i umilić sobie czas krótką pogawędką albo nawet wypitym w jego towarzystwie drinkiem. Nie dawał mu jednak pełni swojego zainteresowania – prawie jakby był ciekawy jego reakcji, jakby chciał się przekonać czy będzie się domagał atencji jeśli nie dostanie jej wystarczająco dużo. Z tyłu głowy wciąż miał też spotkanie biznesowe, które miało dość do skutku, więc nie mógł stuprocentowo wrzucić na luz.
Często pijesz sam? Czy też na kogoś czekasz? — mówiąc to przeczesał dłonią niesforne kosmyki, a swojemu tymczasowemu kompanowi posłał pełen uroku uśmiech.

Dean Vanberg
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
something wicked
don't be a fcking dick to people
27 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pewność siebie była tym, czego Deanowi z całą pewnością nie brakowało. Dziwne sytuacje, zaczepianie przez ludzi, niebezpieczne wyskoki - kto robiłby z tego problem? Jeśli tylko znało się swoją wartość, przeszkody nie istniały, a ograniczenia wszelkiej maści zostawały w tyle. Nic dziwnego, że kiedy tylko Vanberg został pomylony z jakimś Jeremym, postanowił obrócić sytuację na swoja korzyść, sprawdzając przy tym dokładnie wszelkie reakcje swojego rozmówcy, chcąc go w ten sposób rozpracować upewniając się, na co może sobie pozwolić. Bo brak limitów brakiem limitów, ale nie uśmiechało mu się później walczyć w sądzie czy na komendzie z oskarżeniem o molestowanie czy jakieś inne obrazy majestatu, które pojawiały się w głowach innych w momencie, kiedy sytuacja zaczynała im się wymykać spod kontroli, a finał wyglądał zgoła inaczej, niż zakładali. Tak, ludzie uwielbiali kozaczyć, później wycofując się gwałtownie, kiedy przestali dawać radę. Po co więc zaczepiać i prowokować, skoro nie było się gotowym na przyjęcie konsekwencji?
Jaki był jego aktualnie rozmówca? Odpowiedź na to pytanie go interesowała. Chłopię miało w sobie coś urzekającego - trochę nieśmiałości skrywanej przed pozorną pewnością, którą chciał się wykazać. No i umówmy się - było na co popatrzeć, bo Dean, jak rasowy przedstawiciel płci męskiej, był podatny na piękno i chciał się obracać tylko w takim towarzystwie odrzucając każdego, kto nie spełniał chociażby minimum kryteriów.
Poczuł jak ego skacze mu kilka leveli wyżej, kiedy nieznajomy mężczyzna uważnie go zlustrował. Zaledwie twarz, ale to był dobry początek.
-Umówiony z klientem - powtórzył z lekkim uśmiechem i po raz kolejny przesunął spojrzeniem po jego ciele, jakby oceniał o jaki rodzaj klienta może chodzić. Mężczyzna nie wyglądał na typ osoby, która handlowała swoim ciałem, ale w dzisiejszym świecie pozory bardzo łatwo mogły zmylić. Tym bardziej, że Vanberg nie miałby niczego przeciwko, gdyby z takiego handlu mógł skorzystać. - Aż kusi zapytać jaki to rodzaj klienta. Ale zmartwię cię, chociaż w tym momencie cały ten Jeremy powinien się tak czuć tracąc towarzystwo - nie jestem nim i daleko mi do kogoś o takim imieniu - odpowiedział, upijając łyk alkoholu. Serio to imię brzmiało jak imię wujka, który rozkręcał imprezę na weselu.
-Dean - powiedział, ostatecznie zdradzając swoje imię. Nie było to konieczne, ale litości, musiał zadbać o to, żeby nie dostać łatką wujka w twarz.
Obserwował go przez chwilę, kiedy bawił się telefonem. Uzależnienie dwudziestego pierwszego wieku, przed którym ludzkość nie potrafiła się chronić. Wykorzystał to na dogłębniejsze poznanie każdej rysy i wgłębienia na jego twarzy. Prześlizgiwał się po każdym piegu, których ilość była nierealna do policzenia.
-Zacznę być zazdrosny, że tuż po zaczepieniu mnie, poświęcasz uwagę wirtualnej osobie - skomentował, przywołując dłonią barmana, dając znak, by przygotował im dwa drinki. Whisky, tak na dobry początek. Nie miał pojęcia, co też mężczyzna pijał, ale ostatecznie alkohol i tak się nie zmarnuje.
Przesunął szklankę w stronę nieznajomego.

-Już nie czekam na nikogo. A picie samemu? Czasami popłaca, bo nigdy nie wiadomo kto znajdzie się obok - wzruszył lekko ramionami, mieszając płyn w szkle. Patrzył, jak niewielkie kostki lodu nikną pod powierzchnią trunku. - Liczę, że przynajmniej chwilowo nie będę skazany na samotność. Za ile przyjdzie ten twój cały klient? Czy jednak był tylko pretekstem, żeby zagadać?

Ayaan Malviya
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
25 y/o
For good luck!
182 cm
grafik w Toronto Sun
Awatar użytkownika
We wanted to be adults so bad. Now look at us. Just fucking look.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Umówiony z klientem, miał ochotę powiedzieć raz jeszcze, żeby cel jego przyjścia w to miejsce wybrzmiał odpowiednio zrozumiale, bez miejsca na jakiekolwiek dopowiedzenia. Ayaan odnosił wrażenie, że nieznajomy może mieć co do tego wątpliwości – chyba naprawdę myślał, że to tylko pretekst by zagadać, taki niezbyt wymyślny sposób na podryw. Tylko czy próba przekonania mężczyzny, że to wcale nie tak miała jeszcze jakikolwiek sens? Malviya gdzieś podskórnie czuł się nieco zdezorientowany, bo godzina spotkania z klientem wybiła, a jego wciąż nie było. Nie dostał też żadnej wiadomości o ewentualnym spóźnieniu, co wydawało mu się odrobinę podejrzane. Szkoda, bo dodatkowe pieniądze na koncie na pewno by się przydały.
Oczywiście od razu wychwycił kolejne, pełne zainteresowania spojrzenie na swojej sylwetce. Siedzący obok facet niespecjalnie krył się ze swoimi obserwacjami. Brakowało tylko żeby Ayaan wstał, prezentując mu się w pełni okazałości, skoro ciekawość była aż tak duża. Ale nie zrobił tego, to jeszcze nie ten etap znajomości.
Klient biznesowy — odparł bezceremonialnie, ponownie napotykając jego wzrok. Chyba nawet spojrzał na niego w momencie, w którym przyciskał szklankę wypełnioną przynajmniej do połowy alkoholem do ust. Zaczekał aż weźmie łyk, pozwalając by znów na siebie popatrzyli.
Dean?
Nie pytałem – cisnęło się na usta. Umarło jednak w zarodku, gdy tylko uzmysłowił sobie, że wcale nie musi być dla niego niemiły. W sumie ten mężczyzna był całkiem nieszkodliwy, a wcześniej zaplanowane spotkanie biznesowe prawdopodobnie i tak miało nie dojść do skutku. Dlaczego więc miał zniechęcać do siebie kogoś, kto wyraźnie chciał być w pobliżu?
Ayaan — przedstawił się pospiesznie, wciąż klikając coś w telefonie. Nie do końca skupił się wtedy na tym co mówił, bo akurat dostał wiadomość, w której potencjalny zleceniodawca odwołał spotkanie. To było coś w stylu „przepraszam, coś mi wypadło, nie dam rady się dziś pojawić, Jeremy”. Czyli kolejna szansa przeleciała mu przed nosem, niefajnie. Kolejną, która wpadnie mu w ręce będzie musiał wykorzystać choćby miał się walić świat.
Co? Zazdrosny? — zapytał wyraźnie zakłopotany, bo wybity z zadumy. Szybko jednak postarał się zrozumieć o co chodzi. — Wybacz, właśnie dostałem wiadomość, że to chwilowo nieaktualne. No zobacz — wytłumaczył się, podstawiając mu telefon przed twarz żeby mógł zobaczyć krótkiego sms-a świadczącego o tym, że mówi prawdę. Bo przecież nie kłamał. Dał mu chwilę na zapoznanie się z treścią przeprosin i schował telefon. Tym razem do kieszeni, żeby nie musieć go już wyjmować skoro zapowiadało się, że wieczór ma jednak wolny.
To nie był pretekst, naprawdę myślałem, że jesteś nim — wyjaśnił, chwytając za drinka, którego sprezentował mu Dean. Najpierw wprawił szklankę w ruch, jakby mieszał alkohol, a później powolnie przytknął szkło do ust. Wziął jeden, głęboki łyk, a następnie odstawił naczynie na blat. Od razu skierował się w jego stronę – teraz, gdy głowę miał wolną od jakichkolwiek dodatkowych myśli mógł mu poświęcić dużo więcej uwagi. Choć nie wiedział czy to dobry pomysł, chyba nie powinien mu tak łatwo dawać dokładnie tego czego chciał. Może powinien to trochę bardziej urozmaicić?
Następny drink będzie na mój koszt, jeśli tylko powiesz mi czy na każdego, przypadkowo poznanego faceta patrzysz w ten sposób. Będę wiedział czy warto ci go postawić, czy wyrzucę pieniądze w błoto — mówiąc to przechylił głowę nieco w bok i obdarował go szczerym, szerokim uśmiechem.

Dean Vanberg
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
something wicked
don't be a fcking dick to people
27 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jego wzrok nieprzerwanie śledził mężczyzna znajdującego się obok niego. Dean oceniał czy było warto, wyciągając odpowiednie wnioski. twarz urodziwa, reszta też niczego sobie. Pytanie jeszcze czy poza piękną otoczką, na którą zapewne wielu uwagę zwracało, persona miała do zaoferowanie coś więcej, bez konieczności obawy o ściągnięcie na siebie uwagi policji po tym, jak posypią się oskarżenia. Litości, jak on nie lubił przesadnego dramatyzowania, kiedy ludzie pchali się w sytuacje, z którymi przestawali sobie radzić w najbardziej interesującym momencie. Jak już się do czegoś zabierano, to z przytupem, co? Wtedy było znacznie ciekawiej i zabawniej, a właśnie tego vanberg zdawał się teraz potrzebować, dostrzegając okazję w nieznajomym.
-Aż kusi, żeby zapytać o jakie to biznesy chodzi. Wiesz, w tym miejscu pojawia się naprawdę sporo osób z równie sporą ilością powodów, niekoniecznie cenzuralnymi - stwierdził, nachylając się w jego stronę, jakby to co mówił, było jakąś wielką tajemnicą. Dla Deana było zaś pretekstem, by zaciągnąć się perfumami chłopaka, które mile łechtały jego nozdrza pozostawiając w umyśle swój ślad. Kuszący i pobudzający fantazje. - Nie chciałbym w tym wszystkim, żeby powstały jakieś niedopowiedzenia. Bo kto wie, mógłbym na przykład uznać, że twoim biznesem jest prywatna sesja striprizu. Ewentualnie jakieś dogłębniejsze usługi - wzruszył ramionami, prostując się. Przechylił szklankę, pozbywając się jej zawartości. Miał mocną głowę i wiedział, na ile może sobie pozwolić, przy okazji napawając się stanem lekkiego upojenia, które szumiało w głowie. Miał nadal kontrole, ale w ostateczności będzie mógł zrzucić wszystko na alkohol, co nie? Tak gdyby rozmówca postanowił zarzucić mu obrazę.
-Ayaan - powtórzył, smakując jego imię. - Dość nietypowe, pasuje do ciebie - uśmiechnął się lekko, kusząc się na komplement. Gdyby jednak miał opisać chłopaka, był zdecydowanie nietuzinkowy. Z twarzą usłaną mnóstwem piegów wyróżniał się na tle innych, tak zwyczajnie wyglądających osób, z którymi Vanberg miał styczność. Nic dziwnego, że aż kusiło, żeby przekroczyć granice.
Zaśmiał się cicho, kiedy Ayaan zdawał się trochę spanikować pod wpływem jego komentarza. Urocze, doprawdy. I jakże zmienny! Raz zdawał się emanować pewnością, wytrzymując nachalne spojrzenie, a za drugim razem na policzki niemal wskakiwał rumieniec. Istna kakofonia reakcji, które chciało się badać.
-Czyli lepiej dla mnie. Ten cały Jeremy wyświadczył mi przysługę. Przynajmniej nie będę musiał się obawiać, że w którymś momencie mi uciekniesz, spiesząc na spotkanie - odpowiedział, spoglądając na niego ponownie. Plus on nie będzie musiał umierać z nudy obgadując jakieś biznesowe pierdoły. Wszak nie samą pracą człowiek żyje. - Zapewniam cię, Ayaan - jestem znacznie lepszy od niego - wyszeptał zaczepnie, pochylając się po raz drugi w jego stronę. Uwielbiam zakłócać innym przestrzeń. Reakcje rozmówcy potrafiły powiedzieć mu wtedy naprawdę wiele. Czy podoła, czy się odsunie? Będzie spięty, czy jednak z ochotą przystanie na te niewinne zagrywki.
-Mam swoje standardy, a nie każdego stać na to, żeby sprostać chociażby minimum. Także, drogi Ayaanie, zdecydowanie nie na każdego patrzę w ten sam sposób. Na to spojrzenie zasługują jedynie ci, którzy mają coś do zaoferowania. Coś więcej poza ładną buźką, chociaż to ona w pierwszej kolejności przyciąga - odpowiedział po chwili. Nie lubił tracić czasu na kogoś, kto zaniem Deana nie był tego wart. A tu proszę państwa, dostrzegł potencjał ukryty w pisklaku, który tylko czekał, żeby skrzydła rozprostować. I on miał zamiar mu w tym pomóc.

Ayaan Malviya
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
25 y/o
For good luck!
182 cm
grafik w Toronto Sun
Awatar użytkownika
We wanted to be adults so bad. Now look at us. Just fucking look.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mógł odgadnąć czy to prawdziwie żywe zainteresowanie, czy rodzaj jakiejś gry, w którą nie chciał dać się wciągnąć. Bo z jednej strony nieznajomy wydawał się być niezwykle zaciekawiony – nie błądził spojrzeniem, za każdym razem spoglądał celnie i wcale się nie ukrywał z tym, że wzrokiem sunie po kolejnych skrawkach ciała. Bedroom eyes. Ayaanowi ciężko był stwierdzić czy to, że jest obdarowywany tak dużą uwagą przez mężczyznę, którego nie zna jest trudne do zniesienia, czy jednak mimo wszystko bardziej mu schlebia. Bardziej skłaniał się ku drugiej opcji, bo z tego co zdążył zauważyć to Dean należał do grupy ludzi, za którymi większość osób raczej się na ulicy ogląda. Ten zawadiacki uśmiech potrafił przyciągać spojrzenia.
Przecież nie powiem ci wszystkiego, bo cała moja tajemniczość pryśnie. Ale możesz spróbować wyciągnąć dłoń żeby zdobyć informacje na własną odpowiedzialność. Może ci się poszczęści — nie odpowiedział mu wprost, zrobił to trochę bardziej w swoim stylu, bo całe napięcie, które jeszcze chwilę wcześniej w sobie nosił powoli go puszczało ze swojego uścisku. Moment, w którym okazało się, że do spotkania biznesowego nie dojdzie pozwolił mu odetchnąć pełną piersią. Wiedział, że może całkowicie poświęcić się rozmowie, bo już nic go nie rozpraszało. Żadne umówione wcześniej spotkanie nie ciążyło mu już na barkach.
Wyglądam jak striptizer? — zapytał, korzystając z momentu, w którym nachylił się w jego stronę. Przecież już się dokładnie przyjrzałeś, podpowiadały myśli, choć słowa te nie opuściły gardła. Stłamsił je, zamykając w klatce umysłu.
Gdzieś w międzyczasie jeszcze raz zamoczył usta — tym razem nieco delikatniej, z wyczuciem, jakby oszczędniej. Na dolnej wardze została mu kropla alkoholu, której pozbył się językiem. Dyskretnie, bo na chwilę odwrócił twarz, jednak szybko powrócił spojrzeniem do rozmówcy.
W odpowiedzi na komplement dotyczący imienia i swojej nietypowości skinął jedynie łbem. Prawie jakby chciał się ukłonić. Nawet jeśli coś o unikatowości słyszał dość często – głównie właśnie przez imię i nietypową urodę, która zdawała się przyciągać spojrzenia przechodniów na ulicy. Wiadomo, raczej nie zwracał na to uwagi, ale czasami trafiał się ktoś taki jak Dean, ze stale świdrującym spojrzeniem.
Zawsze mogę uciec z innego powodu — zaśmiał się, uważnie badając jego reakcję. Nie miał tego w planach, ale gdyby kompan nagle okazał się zbyt nachalny to mógłby zawsze rozważyć taką opcję. Póki co badał grunt, pozwalał mu się zbliżać, niemal szeptać do ucha i nawet zaciągać zapachem, nie przekraczając jednak zdrowej bariery fizyczności. Na ten etap było jeszcze za wcześnie. Malviya nieczęsto dawał znajomościom rozwijać się aż tak szybko. Pośpiech niekiedy nie był wskazany. Ale Dean... wydawał się wyjątkowo niecierpliwy.
Zdecydowanie jesteś lepszy, tamtego nawet nie było dane mi poznać — skomentował, nie drążąc już tematu i nie dopytując w czym lepszy. Spodziewał się jaka może być odpowiedź. Nie wiedział tylko jak bardzo bezpośrednia by była. — To co według ciebie mogę jeszcze zaoferować? Poza ładną buźką? Potwierdzę czy jesteś blisko prawdy, czy błądzisz jak dziecko we mgle — tym razem to Ayaan zdecydował się nachylić w jego stronę. Ale nie zaciągnął się jego zapachem. Jego spojrzenie nie przeleciało po ciele Deana. Wpatrywał mu się w oczy, jakby chciał pokazać, że tamta wcześniejsza chwila zawahania była spowodowana nagłą zmianą planów, że przez większość czasu jest pewny siebie. Kąsa i drażni, szepcze. Nawet jeśli ostatecznie miałoby to prowadzić donikąd, bo to mogła być dla niego gra.

Dean Vanberg
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
something wicked
don't be a fcking dick to people
27 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Potrafił docenić piękno w drugiej osobie, nie tylko to powierzchowne. Jasne, kierował się głównie nim, bo to właśnie oczy pierwsze rejestrowały, przesyłając sygnał do mózgu, tym samym pozwalając ocenić, czy druga osoba faktycznie była warta zachodu, niemniej nie znaczyło to, że wizualna otoczka była jedynym wyznacznikiem. Ile to razy znalazł się w sytuacji, w której z pozoru ktoś był mocną dziesiątką, a czar pryskał w momencie, kiedy owa osoba otwierała usta i zaczynała mówić. W takich momentach chciało się jedynie zatkać jej buzię, by nie paplała bez sensu, niszcząc resztkę atmosfery. Dean, który cierpliwy był jedynie sporadycznie, szybko rezygnował, zostawiając potencjalnego kochanka lub kochankę na lodzie, woląc udać się na inne podboje.
W przypadku Aayana póki co sprawa wyglądała obiecująco. Kiedy pierwsze wrażenie zachowało pozytywizm, niezmącone żadnych przypałowym śmiechem, od którego w uszach piszczało, przyszedł czas na dokładniejszą ocenę. Osobowość, sposób mówienia, mimika. Od tego zależało naprawdę wiele, bo umówmy się, nikt nie chciał zadawać się z ludźmi, którzy nie mieli do zaoferowania niczego więcej, będąc zwyczajnie bezpłciowi i bezemocjonalni. Równie dobrze do ściany mógłby mówić i kto wie, czy nie byłoby mu z tym lepiej.
-Czyli podejmujesz grę, schlebia mi to. Podobno nagroda smakuje jeszcze lepiej, kiedy człowiek trochę się naturdzi nad jej zdobyciem - odpowiedział. Punkt dla niego. Nie był łatwy, nie podawał mu się na tacy sprawiając, że ciągnęło go do niego jeszcze bardziej. Tancerz nie krył zainteresowania - uważał to zwyczajnie za zbędne. Ostatecznie nie miał niczego do stracenia, a jedyne co mogło go zaboleć to ego oraz policzek, gdyby został mu wymierzony. - Lubię ryzyko i chętnie się go podejmę. jak mam zasłużyć na chociaż odrobinę uchylenia rąbka tajemnicy? Bo wiesz, nie odpowiadam za swoją wyobraźnię, która aktualnie robi naprawdę złe rzeczy - powiedział, lekko głos zniżając. Lubił fantazjować, a jeszcze bardziej lubił wcielać owe fantazje w życie, przygotowując się na konsekwencje. Ale czymże byłoby życie bez odpowiedniej dawki zabawy, której mogli obaj doznać, chociażby przez niezobowiązującą rozmowę?
-Na pierwszy rzut oka, kto wie. Ubrania, które masz na sobie niestety trochę przeszkadzają w ostatecznej ocenie - rzucił do niego, płynnie prześlizgując się po jego sylwetce. Podejrzewał, że pod materiałem kryje się naprawdę kuszące ciało, za które niejedna osoba dałaby się wychłostać, nie mówiąc już o wszystkich napalonych kobietach i mężczyznach, którzy sporo by zapłacili mogąc oglądać występ w wykonaniu ciemnowłosego mężczyzny. - Możesz potraktować to jako komplement. Nie każdy może pochwalić się tym, że wzięto go za striptizera - dodał, upijając ponownie ze swojej szklanki.
-Naprawdę myślisz, że teraz bym ci na to pozwolił? - zaśmiał się cicho. Podobała mu się ta gra; nie pamiętał, kiedy ostatnio czuł tak ekscytujące uczucia ogarniające jego ciało. Mało kto potrafił odpowiednio mówić, mało kto w ogóle się starał. Ayaan, nawet jeśli robił to nieświadomie, kusił Vanberga, przytrzymując go przy sobie. Stanowił zagadkę, która prosiła się o rozwiązanie, niezależnie od płaszczyzny, na której musiałby go szukać.
-Jego strata, ustaliliśmy to już. Plus zysk dla ciebie, czyli w ogólnym rozrachunku dobrze na tym wyszedłeś - uniósł lekko szklankę, jakby wznosząc toast. To spotkanie zasługiwało na dosadne oblanie, dlatego Vanberg przywołał gestem barmana i nie zważając na poprzednie słowa mężczyzny, zamówił im kolejną porcję alkoholu. - Póki co wiem, że nie jesteś tchórzliwy. Stawiam też, że nie rzucasz słów na wiatr i nie wiejesz, kiedy zaczyna robić się poważnie. Chyba, że się mylę. Jeśli tak, pozostańmy jedynie przy ładnej buzi - przechylił lekko głowę, badając jego oczy. Przyciągały, to pewne. Jak wiele osób zdołało w nich zatonąć? - Prawda, czy wyzwanie? - spytał niespodziewanie. Na ile był gotów i jak bardzo był spontaniczny?

Ayaan Malviya
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „Spirit of York Distillery Co.”