ODPOWIEDZ
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Znał ojca Westhalli od dziesięciu lat. Kiedyś jakiś pijany koleś wparował na plan filmowy, próbując zrobić zamieszanie, a Javier, jako jeden z komisarzy akurat będących w okolicy, został tam wezwany. Nie dość, że zakuł gagatka w kajdanki, to jeszcze zapakował go do kicia, ale w sumie nie o to chodziło. Tego dnia poznał swojego dobrego kumpla, który okazał się producentem tamtego filmu, który później, swoją drogą, stał się hitem.

Tego poranka dostał telefon z numeru owego kumpla, ale w słuchawce usłyszał głos jednego z jego synów. Coś tam, proszę, pomóż nam wkręcić Xandera, zasłużył sobie, chcemy się zemścić, bla, bla, bla. No dobra, kim Javier miałby być, żeby odpuścić sobie taką okazję? Pamiętał Xandera jeszcze jako gówniarza i dawno go w sumie nie widział, a poza tym brakowało mu ostatnio jakichś luźniejszych wrażeń. Po zmianie, którą kończył tego dnia w miarę wcześnie, skierował się do Pinewood Studios, gdzie tamten rzekomo pracował jako grafik. No proszę, jak oni szybko dorastali. A pamiętał jeszcze, jak siedział z nosem w szkicowniku i bazgrał jakieś artsy pierdoły.

Zaparkował auto, poprawił odznakę przy pasie i wszedł do środka, witając się po drodze z kilkoma osobami. Po chwili zapytał recepcjonistkę, gdzie znajdzie rzekomego Westhalla, a ta szybko nakierowała go w odpowiednią stronę. Dostrzegł brązową łepetynkę przy jednym z biurek i ruszył w tamtym kierunku, przeciskając się między rzędami stanowisk z miną na tyle poważną, wkręcając sam siebie, że niósł faktycznie jakieś tragiczne wieści. - Javier Perez, detektyw od spraw poszukiwań - rzucił stanowczo, podchodząc bliżej. - Szukam niejakiego Xandera Westhalla. - Odchrząknął, zachowując pełną powagę, - Jest podejrzany o zaginięcie swojego brata, Zandera Westhalla, który ostatni raz widziany był w niejakim barze Spin o godzinie 22:45, dnia poprzedniego. Od tamtego czasu nie było z nim kontaktu. - Nie wyssał tego całkiem z palca. Podobno byli razem na drinku i w żartach o coś się posprzeczali, a więc teraz pozostawało mu tylko mieć nadzieję, że Xander mu uwierzy. Pokazał jeszcze tylko odznake, żeby było bardziej wiarygodnie.

Xander
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Xander nie przykładał dużej wagi do tego, kogo znał jego ojciec. Wiedział, że ma wiele różnych znajomości i nie zdziwiłby się, gdyby w środku nocy zadzwonił do taty z jakimś kompletnie dziwnym problemem, a on odpowiedziałby mu, że jego kumpel ślusarz już jedzie pomóc mu z zamkiem albo że znajomy wędkarz załatwił świeże ryby na niedzielny obiad. Naprawdę, był już świadkiem wielu absurdalnych sytuacji, za niektóre był nawet wdzięczny i pomogły młodemu Westhallowi, ale poza tym, sądził, że nic nie było w stanie go zaskoczyć.

A przynajmniej myślał tak do dnia dzisiejszego.

Ta zmiana nie wyróżniała się niczym specjalnym. Doprecyzowywał szczegóły krajobrazu jednego z parków znajdujących się pod Toronto, na rzecz jednego z odcinków serialu, którym się teraz zajmował. Później czekała go żmudna robota, aby zrobić prezentację na jutrzejsze spotkanie z reżyserem i w zasadzie wiedział, że dzień skończy się szybciej niż obecnie zakładał. Siedział z założonymi słuchawkami, które zdjął w momencie, kiedy kumpel z biurka obok szturchnął go w ramię. Kojarzył Javiera, był dobrym kumplem jego ojca, ale jego widok w miejscu pracy sprawił, że żołądek Xandera automatycznie zrobił fikołka, następnie zacieśniając się supeł. Ktoś umarł. To była jego pierwsza myśl i miał nadzieję, że to był kolejny raz w życiu, kiedy po prostu nie miał racji. Powaga mężczyzny była przerażająca i był wręcz przekonany, że zaraz Perez pęknie, oznajmiając jakiś głupi żart, który pewnie wymyślił z ojcem podczas ostatniego oglądania meczu.

Niejakiego Xandera Westhall?

— Co jest? — zapytał, wstając ze swojego miejsca i marszcząc brwi, kiedy Javier zaczął opisywać zajście. Zestresował się. Realnie zmartwił się o brata, tym bardziej jeśli posprzeczali się o głupotę i finalnie rozstawali się wieczorem w dość napiętej sytuacji. — Zaginięcie mojego brata? — powtórzył po nim głucho, spoglądając po dwóch osobach, które obecnie zostały z nim w biurze, a które szybko spuściły wzrok na ekrany komputerów. — Nie rób sobie jaj, Perez. Pewnie debil siedzi w domu i chowa się w szafie, żeby tylko narobić komuś problemów — rzucił, wywracając oczami. — Dzwonię do niego, popatrz. Pewnie zaraz odbierze. Cymbał bambusowy, ja już mu dam; przeszło mu przez myśl, kiedy wziął swój telefon i wykręcił numer starszego, pokazując ekran detektywowi i czekał aż odbierze. I nie odebrał. Dobra, realnie zaczął się stresować. — Pewnie poszedł wczoraj pić dalej i jeszcze śpi. Tak to jest, jak ma się wolne w środku tygodnia — wytłumaczył na swoją obronę, zaraz machając ręką. — Jeśli mój ojciec się tak martwi to odpuść, zaraz mu przejdzie. — Chwile popsioczy na swoich synów, aby finalnie zająć się pracą i zapomnieć o tym, że szukał swoje dziecko. W końcu taki już był stary Westhall.

javier
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie no, tego jeszcze nie grali. Perez miał cholerną nadzieję, że zaraz nie wyjdzie z roli i nie wybuchnie młodemu chłopakowi śmiechem prosto w twarz. Xander wyglądał, jakby właśnie zobaczył ducha, a detektyw tylko się wyprostował, przybierając jeszcze surowszy wyraz twarzy. - Proszę usiąść, Xander. Nie chcę musieć wyprowadzać cię stąd za chwilę siłą - rzucił ostro, naprawdę wcielając się w swoją rolę. Spojrzał na pozostałych obecnych i poprosił ich o wyjście, dla prywatności. Oczywiście, w głowie miał głównie to, że im mniej ludzi zostanie w pomieszczeniu, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że on zaraz parsknie śmiechem i spierdoli sobie całą zabawę. - To, że się znamy, nie znaczy, że mogę zwracać się do ciebie w inny sposób. Mam nadzieję, że rozumiesz - odkaszlnął, po czym wyjął notes z tylnej kieszeni i uniósł brew. - Przepraszam, a przeliterować ci słowo z a g i n i ę c i e? Tak, zaginięcie. - Burknął to z pełną powagą, klikając długopisem. - No dawaj. To nie tak, że reszta twojej rodziny nie próbowała się do niego dodzwonić - Dobrze wiedział, że nikt nie odbierze telefonu. Przecież sami mu to zlecili, a nie pozwoliliby, żeby Westhall wywinął się z tak durnej pułapki przez jeden głupi telefon. - A nie mówiłem? - zapytał, gdy połączenie pozostało bez odpowiedzi.
Wow. Surprise.
Biedaczek z każdą kolejną sekundą wyglądał na coraz bardziej zestresowanego, a Javier coraz mocniej musiał walczyć ze sobą, żeby nie zepsuć tej całej farsy. - Tłumacz sobie, jak chcesz. Z tego, co mi wiadomo, jesteś ostatnią osobą, która widziała twojego brata w całości, Xander - rzucił z niezadowoleniem. - A twój ojciec poprosił mnie, żebym pomógł. Myślisz, że czemu jeszcze nie siedzisz zakuty w kajdanki? Znam cię od dziesięciu lat. Daję ci fory przez przyjaźń z twoim ojcem. - Dodał to z irytacją, po czym zrobił kilka kroków i oparł się o biurko, przyglądając się chłopakowi, - To o co pokłóciliście się z bratem? - zapytał, - I nie ściemniaj, że do niczego takiego nie doszło. Mam naocznych świadków, Westhall, więc nie te numery ze mną. - Przysunął długopis do notesu, czekając na zeznania chłopaka. Naocznego świadka to może i miał, tylko akurat w postaci jego własnego rodzeństwa, które pewnie w tym momencie siedziało gdzieś i dławiło się ze smiechu. Zastanawiał się tylko, kiedy właściwie powinien powiedzieć młodziakowi, że to był głupi żart. Ah, pal licho. Jeszcze trochę go pomęczy.

Xander
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Javier naprawdę był jak duch. Xander nie wiedział co powiedzieć, a przez jego głowę przebiegło dwadzieścia możliwych, czarnych scenariuszy. Potulnie usiadł z powrotem na swoim krześle, chociaż w jego głowie odtwarzały się myśli o wyprowadzaniu go stąd siłą. Dokąd miał go zawieźć?! No chyba że do domu, bo akurat dzisiaj oddała auto do mechanika. — Nie ma tu nikogo, daj spokój — wywrócił oczami. Sytuacja była… zaskakująca. Naprawdę nie rozumiał, dlaczego Perez nie mógł spuścić z tonu, skoro siedzieli sami. Puścił mimo uszu komentarz o literowaniu oraz ten sarkazm, wynikający z nieudolnej próby dzwonienia na telefon brata. — Nie no, to niemożliwe. Ten jebany debil pewnie znowu mnie wkręca — rzucił, znowu wybierając połączenie, aby do niego zadzwonić. — Odbierz, ty wrośnięta gnojówo — mruknął pod nosem, ale znowu cisza. Spojrzał na Javiera, zastanawiając się, czy to był ten moment, kiedy postanowił uciec. Nie mógł iść za kratki! Klaustrofobiczne przestrzenie nie działały na niego zbyt dobrze. — Dobra, serio, jest wiele różnych odpowiedzi na tę okazję. Może dopiero wstał i poszedł do łazienki? Bierze prysznic? Nie spojrzał na telefon? No daj spokój, na pewno ojciec znowu histeryzuje. — W końcu nawet przez myśl by mu nie przeszło, że to nie ojciec był głównym prowodyrem tej całej sytuacji, tylko te żartownisie cholerne.

— W c-całości? — wydukał, czując jak zaczynają pocić mu się ręce. Niedobrze. — Poszliśmy na drinka i to tyle. Potem rozstaliśmy się w swoich kierunkach — odpowiedział zgodnie z prawdą. Nie chciało mu się wierzyć, że Zander nie potrafiłby się jakkolwiek obronić, a poza tym… kto chciałby go porwać? W tym momencie był wdzięczny za to całe kolesiostwo jego ojca. — O nic znaczącego, zwykła kłótnia rodzeństwa — powiedział już zirytowany. — Kto był świadkiem? Mam prawo wiedzieć — odparł, zakładając ręce na klatce piersiowej. — Jezu, przecież gdybym chciał go unicestwić, to nie zrobiłby tego w tak oczywisty sposób. Już lepiej byłoby go strzelić z wiaderka jakieś dwadzieścia lat temu niż teraz zabrać się za oczyszczania świata z debili — wyjaśnił swój pogląd, ale… czy to nie brzmiało już lepiej? W jakiejś dziwnej logistyce Xandera tak, brzmiało lepiej, chociaż w rzeczywistości było z tym średnio. — Jakich masz jeszcze podejrzanych? Prześledziliście jego drogę powrotną do domu? Przejrzeliście uliczne kamery? Dlaczego wina spada na mnie, skoro nie odprowadziłem go nawet do połowy drogi?

javier
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Upewniam się. Nie chcę, żeby cię zwolnili, chociaż kto wie... jeżeli nie znajdziemy Zandera, to nie wiem. Nie będę mógł cię kryć - uniósł dłonie ku górze. W czysto teoretycznym znaczeniu tego słowa faktycznie nie mógłby go kryć, a nawet gdyby mógł, to czy by to zrobił? Wszystko zależało od tego, czy wiedziałby, że był niewinny. Pereza można było nazywać różnymi rzeczami, ale jednak lubił sprawiedliwość. Zasad niekoniecznie zawsze się trzymał, bo gdyby było inaczej, w życiu nie użyłby swojej odznaki do odegrania tego rodzaju żartu, o mały włos nie doprowadzając biednego Xandera do zawału. Perez wziął głęboki wdech. - Czego nie rozumiesz, Westhall? - burknął niezadowolony. - Próbujemy się do niego dodzwonić od godzin porannych. Myślisz, że przyjechałbym tutaj od razu, gdyby nie było zgłoszenia jego zaginięcia?- Przejechał palcami po brodzie. - Szukamy go od jakichś ośmiu godzin. Wszystko niestety wskazuje na ciebie, dlatego tutaj jestem - spojrzał na niego poważnie. - Ze względu na to, że się znamy, chciałem ci oszczędzić bycia zabranym przez grupę funkcjonariuszy. - Był już wyraźnie zdenerwowany, ale właśnie o to chodziło. Chciał wyglądać tak poważnie, jak tylko potrafił. - Czego nie rozumiesz? Już wszystko zrobiliśmy, do cholery. - Wyprostował się i zrobił kilka krótkich kroków w jego kierunku. - Co to znaczy zwykła kłótnia rodzeństwa? Potrzebuję szczegółów - dodał, wpatrując się w niego uważnie. - Jeżeli nie pamiętasz, o co się pokłóciliście, to może wypiliście więcej niż jednego drinka?

Uniósł brew. - A świadkami było kilka dziewczyn, które akurat paliły papierosy na zewnątrz knajpy, w której spędziliście dokładnie dwie godziny i trzydzieści cztery minuty. - sprawdził monitoring w lokalu, zanim tutaj przyjechał. Dobrze, że czasami mógł wykorzystać odznakę, udając, że musiał coś sprawdzić, lol. Cholera, gdyby Crawford dowiedziała się, co właśnie odpierdalał, dostałby tak potężną zjebę, że chyba zapamiętałby ją do końca życia. - Ostrzegam cię, nie snuj tutaj żadnych fantazji ani planów rzekomego unicestwienia swojego brata czy chęci pozbycia się go - dodał, wsuwając notes z powrotem do kieszeni marynarki, a długopis rzucił gdzieś na biurko Xandera. - Jedynym podejrzanym jesteś ty, Xander. Kamery uchwyciły tylko ciebie i Zandera, kiedy się kłóciliście, a potem szliście w kierunku zaułka, gdzie monitoring się urywa. - Odchrząknął i zbliżył się do niego, wyciągając kajdanki. Położył dłoń na jego ramieniu. - Przepraszam, Xander, ale nie dajesz mi innego wyjścia. - Obrócił go siłą, chwycił za dłonie i wykręcił je za jego plecy, zakładając kajdanki. - Xanderze Westhall, jesteś zatrzymany w związku z podejrzeniem udziału w zaginięciu swojego brata, Zandera Westhalla. Nie musisz nic mówić. Wszystko, co powiesz, może zostać wykorzystane jako dowód przeciwko tobie. Masz prawo do adwokata i możesz skontaktować się z nim bez zwłoki. Rozumiesz co do ciebie mówię? - cholera, chyba zaraz serio będzie musiał mu powiedzieć, że to wszystko było jednym wielkim żartem, zanim ten mu tu zaraz zejdzie... ale nie teraz, ups.

Westhall
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Prawdą było to, że z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciach — czy to nie było najskuteczniejsze pokazanie, że to powiedzenie naprawdę miało sens? Cholera, pokłócił się z Zanderem jak milion razy w swoim życiu, a tym razem postanowił coś odwalić i zniknąć. Był przekonany, że robił wszystkich w konia, a jednocześnie… no przejął się tym. Naprawdę zestresował się faktem, że jego brat został uprowadzony, zabity i poćwiartowany. A co jak niedługo dostanie torbę z częściami jego ciała? Aż zbladł przez chwilę i to niekoniecznie przez słowa, które kierował do niego detektyw, a przez swój cały overthinking.

— Czy zaginięcia nie zgłasza się nieco później? Nie jest za szybko, aby wysnuwać takie wnioski? — zapytał, bo coś mu świtało, ale nie był pewien. Jego jakakolwiek wiedza opierała się na filmach, które oglądał i to czasami niecałych, a jedynie urywków, do których dołączał sceny z 3D. Miał dużą wiedzę filmową, ale często ich nie dokańczał. Może jak straci pracę to będzie mieć więcej czasu? Chociaż w więzieniu raczej nie dadzą mu dostępu do netflixa. Cóż, przynajmniej nie był teraz wyprowadzany w kajdankach i nie stanie się pośmiewiskiem całego zakładu pracy, a może nawet i gorzej. Może powinien podziękować Javierowi? To z pewnością! Jednak jego przejęcie, które narastało z minuty na minutę, odcięło mu dostęp do logicznego myślenia, a co dopiero do kulturalnego zachowania. — Nie, to był jeden drink — odpowiedział twardo. — Posprzeczaliśmy się o grę. Później odpuściliśmy, dochodząc do wniosku, że po prostu musimy to rozegrać i zobaczyć, który ma rację, a później przeszliśmy do tematów dziewczyn, opowiedziałem mu o jednej i stwierdził, że jestem debilem, więc no kurde naprawdę, to nie było nic szczególnego! Czemu miałby zabić własnego brata?! — zapytał sfrustrowany. Nie był psychopatą, był całkiem normalnym i nudnym dzieciakiem, który nawet nie szukał wrażeń w swoim życiu. Skończył z nimi, kiedy kilka tygodni temu skończył przygodną znajomość z jedną dziewczyną poznaną w Paryżu, podczas służbowego wyjazdu.

— Nie no, to one musiały być bardzo nawalone, skoro zapamiętały to w taki sposób. Nie wiem co mam jeszcze powiedzieć, żeby udowodnić ci, że nic nie zrobiłem gamoniowi — rzucił. Gdyby tylko wiedział, że to wszystko to było jeden wielki prank, a Zander siedział na spokojnie w swoim mieszkaniu… na pewno się z nim rozprawi, gdy o wszystkim się dowie. — Nie mam żadnych fantazji… matko boska — westchnął. — No dobra, a później? Szliśmy w kierunku zaułka, więc gdzie dalej jest nasz ślad? Niemożliwe, że inna kamera w mieście nie uchwyciła naszej dalszej podróży! — już przystawał na fakt, że ich wymiana zdań była kłótnią. Na pewno kamerami ulicznymi był w stanie prześledzić ich drogę do domu — i jednego i drugiego, i fakt, że rozstali się po drodze, od tego czasu nie widząc się w żadnym momencie, zwłaszcza w momencie ewentualnego uprowadzenia lub morderstwa.

To wszystko to jest jeden, kurwa, żart.

Został obrócony tyłem, a ręce boleśnie wykręcił mu do tyłu. Czuł jak zimny materiał kajdanek dotyka jego nadgarstek i… został aresztowany. Czuł, jak serce mu kołatało, a świat zaczął nieco wirować. Wszystko stawało się tak jaskrawe, a na Pereza patrzył z szeroko otwartymi oczyma. Zamrugał wolno i kilkukrotnie, a następnie oparł się bokiem o blat swojego biurka. — Co za… — zaczął, najchętniej wypuszczając wiązankę o swoim bracie, ale… wszystko można teraz odwrócić przeciwko niego, prawda? Ugryzł się w język, czując ból w klatce. — Zaraz chyba zemdleje.

javier perez
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Z każdą kolejną mijającą minutą zaczynały dopadać go wyrzuty sumienia. Nie pytajcie, sam też niezbyt to rozumiał ani nie potrafił pojąć, ale właśnie tak było. Xander robił się coraz bledszy, a Javier? Czuł, że dłużej nie zdoła ciągnąć tej całej szopki. Uznał więc, że w samochodzie albo już na miejscu, przed samym aresztem, wyzna mu prawdę, bo biedaczek zaraz naprawdę okaże się kolejnym pacjentem na izbie przyjęć. A tego nie mógł zaryzykować, bo jego przyjaciel zwyczajnie urwałby mu łeb. - W tym przypadku jego lokalizacja również została wyłączona, a zeznania świadków sugerują, że mogło dojść do udziału osób trzecich. Dlatego musimy brać pod uwagę również taką możliwość, zwłaszcza jeżeli istnieje podejrzenie, że życie twojego brata może być zagrożone - odparł pewnie, mając nadzieję, że chłopak łyknie kolejną przynętę, po czym zaczął zadawać mu następne pytania. - Jeden drink? - uniósł brew. Serio? Posprzeczali się o grę? Zander opisywał wszystko wcześniej w taki sposob, jakby co najmniej pokłócili się o dziewczynę, ale dobra, nieważne… O, ale czekajcie. Po chwili rozległo się w jego głowie głośne ding, ding, ding. Jednak poszło o dziewczynę! - A co powiedział o tej dziewczynie albo o tym, co ty powiedziałeś jemu? - spojrzał na chłopaka przenikliwie. - Może zdenerwował cię do tego stopnia, że nerwy puściły? Chwyciłeś za coś, co miałeś pod ręką, zamachnąłeś się i bam, już Zandera nie było? A później, przerażony tym, co zrobiłeś, uciekłeś z miejsca zdarzenia, bo byłeś w szoku? - Cholera, on tutaj zaraz naprawdę mu zejdzie.

Musiał sprawić, żeby Xander zaczął podważać własne wspomnienia i second guess himself, więc oczywiście, że rzucił komentarzem na temat tamtych kobiet. - Mówiły, że wypiły tylko jednego drinka. Dokładnie tak jak ty teraz, więc powiedz mi, komu mam wierzyć, Westhall? - wydusił z siebie ciężkie, zdecydowanie zbyt teatralne westchnienie, - Xander! - podniósł głos, z lekka poirytowany tym, że chłopak również zaczął się unosić. - Rozmawiasz z funkcjonariuszem, więc proszę grzeczniej - burknął. Cholera, wyrzuty sumienia męczyły go coraz bardziej, ale dobra... Nadszedł czas, żeby zakuć chłopaka w kajdanki i zakończyć ten cyrk raz a porządnie. Zacisnął kajdanki na jego nadgarstkach, wyrecytował swoją formułkę, a potem pacnął go lekko w tył głowy. Tak o, dla lepszego chodu. - Będziesz w porządku, Westhall. Nic ci się nie stanie - zapewnił go, chwytając za tył koszuli i pociągając ku górze, żeby chłopak wreszcie się wyprostował.

Zaczął powoli iść za jego plecami, prowadząc go przez całe biuro, aż w końcu znaleźli się na zewnątrz. Javier odblokował samochód, otworzył tylne drzwi, wepchnął młodziaka na siedzenie i zatrzasnął je za nim. Po chwili sam usiadł za kierownicą, przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył w kierunku aresztu. - Zabieram cię do aresztu, Xander - mruknął, zerkając w lusterko, żeby spojrzeć na jego odbicie. - Będziesz dzielił celę z innymi więźniami, więc pamiętaj, żeby nie odzywać się bez potrzeby. Są bardzo drażliwi… i strasznie nie lubią takich wygadanych chłopców jak ty.. a wiesz czemu? Bo podobno tacy smakują im najbardziej. XD

westhall
24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Nie no, super. To szukajcie osób trzecich a nie mnie! Jak mógłbym zabić własnego brata? Prędzej ojciec zabiłby mnie! — tak by było. Na pewno wkurzyłby się, gdyby przypadkiem zaciukał starszego. Sprawa nie rozmyłaby się bez echa, więc no właśnie… gdzie jest ojciec?! Nie przyjechał ze swoim najlepszym przyjacielem, aby przyszpilić syna i pokazać mu, gdzie raki zimują?! Nigdy nie byli wychowywani surową ręką, ale za takie przewinienie Xander mógłby już spotkać się z odpowiednią karą za subordynację, mimo że miał na karku już te dwadzieścia cztery lata. — No jeden albo dwa. Drugi w sumie do połowy, bo się wylał na stół. Debil za bardzo gestykuluje — rzucił, zapominając się i kurde, podkłada się bardziej. Javier przecież dobrze wiedział, że oni mówią tak do siebie na co dzień! Przecież nie znał ich od dzisiaj. Widział niejednokrotnie jak ganiali się po podwórku, rzucając w siebie piłkami czy innymi rzeczami, wyzywając się głupimi przezwiskami i ogólnie doprowadzając ich matkę lub jakąś ojcowską konkubinę do zawrotów głowy. No bo kto to widział, aby młodzi chłopcy się tak wyrażali?! — Że jestem popierdolonymm debilem? — zapytał. Nie wnikał w szczegóły Paryża… i dobrze, chociaż najwyraźniej Zander zabrałby ze sobą tę tajemnicę do grobu. Patrzył na Pereza i kurwa, mężczyzna zaczął już poddawać wątpliwościom jego własną pamięć, chociaż… chwila, chwila. Westhall cofnął się pamięcią do wszystkim kryminalnych seriali, które obejrzał w życiu, a było ich dużo. — Panie detektywie, czy to nie jest czasami nielegalna sugestia z pana strony? Nie powinno się tak mówić — rzucił, niby nieco pewnie, ale jednak głos mu zadrżał. No cholera, nie był pewien! Nie był policjantem, prawnikiem, chuja się znał na tym wszystkim, a próbował się ratować filmami, których oglądał na pęczki.

— Trzeba wierzyć prawdziwe i nie zakładać, że któreś z nas kłamie — odpowiedział, próbując się dalej bronić. No i uniósł się, Javier również, przez co Xander przyjął nieco postawę zbitego psa i gdyby tylko mógł, to jego uszy cofnęłyby się do tyłu, przy okazji robienia zbolałej miny. A potem jeszcze zjeba. Potem kajdanki, formuła i poczuł się jak prawdziwy przestępca. Boże, może rzeczywiście się tak najebali, że zabił własnego brata, a tego nie pamięta?! Wstał na równe nogi i ze spojrzeniem spuszczonym na własne stopy, szedł prowadzony przez detektywa… przyjaciela jego rodziny… mężczyznę, którego zawsze traktował jak dobrego wujka!

Wsiadł na tylne siedzenia auta i spojrzał w oczy Javiera w lusterku. — Serio? Myślałem, że do domu — mruknął pod nosem, kiedy oznajmił mu, gdzie go zabiera. Zmarszczył się, krzywiąc i nieudolnie przeczesał złączoną kajdankami dłonią swoje włosy. Cholera jasna i co on miał poradzić na to?! — W jakim kontekście smakują im najbardziej? — zapytał. — Co tam się dzieje w tych celach?! Kanibalizm czy o co chodzi?! — westchnął, opadając na oparcie. — Jak ja mam się zapiąć z tymi kajdankami? Jeszcze mandat dostaniemy — odezwał się. A byłby przypał, prawda?

javier perez
ODPOWIEDZ

Wróć do „Pinewood Studios”