Dla takiego przystojniaka mogła się wcielić w każdą bajkową postać i odegrać rolę życia, bo cholera jasna! Wystarczyło spojrzeć w te jego orzechowe oczy i człowiek przepadał, a przynajmniej ona przepadła. Ba! Spadła prosto w jego ramiona, przez chwilę lecąc niczym bajkowa Wendy Darling. Dosłownie przez bardzo krótką chwilę, bo niestety (a raczej bardzo stety, bo inaczej ominęłoby ją to cudowne lądowanie w jego ramionach) nie miała pyłku wróżek ze sobą, choć na upartego jakby wymieszała odrobinę piasku z resztkami brokatu, które pałętał się praktycznie w każdej jej torbie, mogłaby improwizować i udawać, że ma magiczny pył. Tylko cholibka po co?! Po co sobie komplikować życie, skoro można było spaść prosto w te umięśnione ramiona i być damą w opresji in real life? No właśnie!
Nie taki miała plan na dzisiejszy dzień, ale musiała przyznać, że to zawiśnięcie w jego ramionach, gdy wokół otaczała ich woda, wcale nie było takim złym scenariuszem. Miał pewny chwyt, duże ramiona i oczy, które właśnie skupiły się na niej. Akurat w tej chwili, gdy przygryzała wargę i pozwalała swoim myślom
odpłynąć w krainę fantazji. Lecz oni wciąż stali w tym samym miejscu i nigdzie nie odbywali.
Ziemia do Wendy, mamy pożar w strefie policzkowej. Spłonęła rumieńcem czując na sobie jego intensywne spojrzenie. Chciała jakoś rozładować to chwilowe napięcie, na szczęście Alvin ponownie ruszył z ratunkiem, tym razem w porę mrugając i odwracając wzrok. Bardzo starała się w tym krótkim czasie przywołać takie myśli, by opanować malujący się coraz wyraźniej rumieniec na jej twarzy i gdy już myślała, że się jej to udało wtedy Alvin pochylił się w jej stronę rzucając jakby nigdy nic wzmiankę o Szymonie. Szkoda tylko, że czując jego oddech muskający jej skórę przeszył ją dreszcz. Ten dreszcz, przyjemny taki co przemyka wzdłuż kręgosłupa. Odruchowo skuliła się lekko w jego ramionach, by jakoś stłumić ten prąd i zaśmiała próbując odgadnąć, który ze stojących na brzegu strażaków był Szymonem. Ten rudy. To musiał być ten rudy gość, który przywitał ich trochę skwaszoną miną a trochę ironicznym uśmiechem. Ten sam, który rzucił wcześniej komentarz:
O tak, prawdziwy kotek…
Niezbyt długo przejmowała się jednak rumieńcem, bo szybko wróciła do swojego rozpromienionego ratownika obdarzając go pełnym oburzenia spojrzeniem. Zatrzepotała mokrymi rzęsami, by szeroko otworzyć oczy, a przy tym poprawiła się i złapała go mocniej za szyję, bo przez chwile była pewna, że spadnie z wrażenia… a raczej z szoku. —
Nigdy nie widziałeś Alvina i Wiewiórek?! — wykrzyknęła, może odrobinę za głośno, ale w ramach przeproszenia pogładziła go dłonią po uchu, w ramach ukojenia bólu. Ręce które leczą, huh. —
To chyba zrządzenie losu, bo ja znam niektóre kwestie na pamięć! Los zesłał mnie z nieba — dokładniej to z drzewa —
w twoje objęcia nie bez powodu — i była bardzo pewna swojego zdania na ten temat. —
Musimy popracować nad twoją edukacją kulturową, bo masz bardzo duże braki — tak, to brzmiało jak zaproszenie:
ty + ja + maraton Alvina i Wiewiórek? HOT! Głupiec by z tego zrezygnował.
Wspólne nurkowanie w poszukiwaniu jej godności byłoby ciekawym doświadczeniem, mogłoby stac się nawet wyprawą bez końca (w końcu mowa o poszukiwaniu jej godności… niedoczekanie) przeplataną niesamowitymi historiami, zamiast tego Alvin ściągnął brwi i obdarzył ją zmartwionym spojrzeniem. To się jej nie podobało. Nie to, że on. on nawet zmartwiony wyglądał cholernie dobrze, ale ta zmiana nastroju nie przypadła jej do gustu. —
Prawa, zdecydowanie prawa — dodała cicho, bo to ona została wcześniej uszkodzona i to ona teraz dała ponownie o sobie znać. Boże, jaki to byłby pech jakby sobie uszkodziła też drugą. Jak kuśtykać, jak obie bolą? Musiałaby zarezerwować go jako swój transport do końca dnia, bo głupotą było szukać nowego
nosiciela, skoro ten tak świetnie się sprawował.
Zdecydowanie poczuła, że nie zamierzał jej puszczać, gdy pewniej ułożył swoje dłonie podtrzymując jej ciało, a ona o mały włos nie palnęła durnym tekstem, że strażacy są od gaszenia ognia, a nie wzniecania, więc co on najlepszego robi?! Bo halo, ziemia! Jakoś zrobiło się gorąco. Chociaż to może wina słońca, które skupiło się na ich skórze, kiedy wyszli na brzeg? Nie, to zdecydowanie wina Alvina, a ona zdecydowanie zbyt długo zawiesiła na nim swoje rozmarzone spojrzenie i dopiero jego tekst o numerze telefonu sprowadził ją na ziemię. —
To akurat można nadrobić szybciej niż twoje braki serialowe — zapewniła posyłając mu lekki uśmiech, czując jak po części płonie też że wstydu. Już który to raz została przez niego przyłapana, jak się mu przygląda?! Z a g a p i ł a się, ale nie potrafiła się opanować. Nie po tym, jak odstawił ją na wskazane miejsce wcześniej sprawiając, że poczuła się zaopiekowana. Dziewczyny lubią to, a jak mówią, że nie lubią to totalnie kłamią.
Zignorowała Szymona, pozostałych strażaków zresztą też, ale nie umywali się do jej wybawcy i dała się odstawić na kocyk, na którym już rozbestwił się mały kociak. Ten sam, który parę chwil wcześniej był jej zupełnie obcy, a teraz leżał na jej kocyku udając najlepszego pupila. Przez niego wychodziła na jakąś desperatkę, co odwaliła numer
na kota w celu podrywu i zwrócenia na siebie uwagi, a to przecież nie tak! —
O ty… — już zamierzała dać mu reprymendę, ale nagle Alvin uklęknął przed nią, a cała scena była iście filmowa. Przystojny strażak, w dodatku mokry, no i strażak, a przy tym przystojny? Wspominała już, że był cholernie przystojny? Bo był. Damn.
Mogę?! Cholera, bierz co chcesz, wszystko weź! — aż chciało się rzec. W myślach odtworzyła teraz chyba wszystkie kiczowate komedie romantyczne i chwilę jej zajęło zrozumienie, że tu chodzi nie o jej rękę, a nogę. Przełknęła ślinę, odgarnęła mokre kosmyki z twarzy i starała się przybrać jakąś opanowaną i dojrzałą minę, rzecz jasna nie wyszło. Nie mogła przestać się uśmiechać.
— Tylko ostrożnie, ostatnio ją skręciłam i chyba sobie poprawiłam — poprosiła, a kot w tym czasie nie siląc się na żadną ostrożność wskoczył na jej mokry brzuch i zaczął trącać głową o jej ciało, łasząc się i pomrukując. Szczególnie upodobał sobie jej biust, ciekawe czy wyobrażał sobie teraz, że główkuje, czy co? Speszona szybko ulokowała dłoń na głowie kociaka hamując jego ruchy i drapiąc za uchem, by skupić jego uwagę na swojej ręce.
Swojego wybawcę też chętnie posmyrałaby za uchem i może dałaby mu nawet pogłówkować.
Znaczy co?
Słońce strasznie mocno grzało tego dnia, prawda?