Arthit interesował się aktorstwem od najmłodszych lat – już jako dziecko brał udział w lokalnych produkcjach, zachęcany przez matkę, która sama marzyła kiedyś o karierze na scenie, ale nigdy jej nie zrealizowała. Doskonalił się w tym, co miało później stać się jego zawodem, a rodzina, widząc jego talent i to, ile satysfakcji oraz jak dobre życie może wieść w przyszłości, w pełni go w tym wspierała. Gdy skończył osiemnaście lat, zaczął otrzymywać pierwsze poważne role – część w heteroseksualnych produkcjach, część z gatunku Boys' love, bardzo popularnego w tajskim przemyśle rozrywkowym. Jego potencjał zaczęły dostrzegać duże wytwórnie. Nie minęło wiele czasu, gdy zaczął pojawiać się w rolach pierwszoplanowych.
#2
Art – twarz stolicy uśmiechu
Rozgłos przyszedł błyskawicznie, a wraz z nim ogromne pieniądze – nie tylko z seriali i filmów, ale także z niezliczonych współprac reklamowych: ubrania, perfumy, a nawet marki samochodowe. W wieku dwudziestu pięciu lat był u szczytu kariery – jego twarz wisiała na plakatach w całym Bangkoku, a jego nazwisko otwierało niemal każde drzwi.
Z sukcesem przyszło też coś, czego nikt głośno nie nazywał, ale co wszyscy dookoła niego zauważali – przekonanie, że zasady, które obowiązywały innych, nie do końca dotyczyły go. Reżyserzy wybaczali mu spóźnienia, których nie tolerowaliby u nikogo innego. Wytwórnia płaciła za jego kaprysy, bo zyski, jakie przynosił, z nawiązką pokrywały straty. Fani wybaczali mu niemal wszystko, a on szybko nauczył się, że wystarczą uśmiech do kamery i dobrze skrojone przeprosiny na Instagramie, żeby każda drobna kontrowersja rozpłynęła się w ciągu kilku dni.
Prowadził życie, jakiego większość ludzi nie mogła sobie nawet wyobrazić – ekskluzywny penthouse w sercu Bangkoku, prywatne imprezy, do których zaproszenie było samo w sobie oznaką statusu, oraz krąg znajomych złożony z ludzi równie bogatych i równie przekonanych o własnej nietykalności. Nikt w tym otoczeniu nie mówił mu
nie – i to właśnie ten brak jakichkolwiek granic sprawił, że noc, która miała odmienić jego życie, w ogóle mogła się wydarzyć.
Wszystko zmieniło się tego jednego feralnego grudniowego dnia. Art zorganizował imprezę w popularnym klubie z widokiem na rzekę Chao Phraya – kameralną, pozornie niewinną, ale szybko pojawiły się na niej narkotyki. Nie dostrzegł w tym problemu. Pozwolił na to. Nikogo nie wyprosił. Sam się bawił, ostro pił, ale narkotyków nie tykał – za to rozdawał je innym, a niektórych młodszych gości niemal do tego zmuszał.
Spędził większość wieczoru z jedną z dziewczyn – pił z nią, tańczył, podawał jej to, co rozdawał innym. Znaleziono ją później martwą w toalecie klubu. Przedawkowała.
Nie pamiętał dokładnie, ile drinków wypił tamtej nocy – alkohol i euforia zlały się w jedną, rozmazaną całość. Kiedy ktoś krzyknął, że dziewczyna nie oddycha, jego pierwszą myślą nie było przerażenie o jej życie, lecz zimna, natychmiastowa kalkulacja: kto go widział, ile osób wie, co jej podawał, i jak szybko będzie musiał zniknąć z tego pomieszczenia, zanim ktokolwiek zdąży skojarzyć fakty.
Wybuchła panika. Przyjechała policja, pogotowie, ludzie byli przepytywani jeden po drugim. Art, z dotąd nieskazitelną reputacją i bez śladu narkotyków we własnym organizmie, nie znalazł się wśród podejrzanych. Wszyscy, którzy wiedzieli, ile czasu spędził z tamtą dziewczyną i co jej podawał, milczeli – jego status był zbyt przytłaczający, żeby ktokolwiek odważył się wskazać go palcem.
#4
Ucieczka od odpowiedzialności
Nie czekał, aż coś się zmieni, ani żeby ktoś puścił parę z ust. Żeby uniknąć kontrowersji i dać sprawie czas na rozejście się po kościach, ogłosił przerwę w karierze aktorskiej w Tajlandii, tłumacząc to chęcią skupienia się na solowej karierze muzycznej i działalności influencerskiej. Wykorzystał wizę pracowniczą i przeniósł się do Toronto – miasta wystarczająco dalekiego, żeby nikt nie kojarzył jego twarzy z tamtą aferą, i wystarczająco dużego, żeby jego nieco przygasła sława, rozwijała się w najlepsze.
Kariera w Toronto rzeczywiście ruszyła – kontrakty reklamowe, występy, rosnąca liczba obserwujących w mediach społecznościowych, którzy nie kojarzyli już jego twarzy z tamtą nocą. Na zewnątrz wszystko wyglądało tak, jakby przeprowadzka była zwykłym, wyrachowanym ruchem w karierze. Tylko on wiedział, że każdy głośniejszy dźwięk w klubie, każda impreza z alkoholem w zasięgu ręki przywoływały wspomnienia tamtej nocy – nie z żalu za dziewczyną, której twarzy nawet nie potrafił już sobie dokładnie przypomnieć, lecz z czystej frustracji, że to właśnie ten jeden wieczór odebrał mu wszystko, na co tak długo pracował – nie tylko luksusy, do których zdążył przywyknąć, ale przede wszystkim to nieopisane poczucie, że stoi ponad zasadami, że jest nietykalny. Przez cały ten czas ani razu nie powiedział nikomu prawdy o tym, co się wtedy wydarzyło. Strach, który czuł tamtej nocy, z czasem wyblakł, zastąpiony wygodniejszą wersją wydarzeń, w którą sam zaczął wierzyć.
Ciekawostki
– Regularnie sprawdza swoje nazwisko w wyszukiwarce – z nawyku, nie z próżności, jak sam by to nazwał.
– Nie wspomina o prawdziwym powodzie wyjazdu z Tajlandii wprost – zmienia temat albo zbywa pytania żartem.
– Jeśli się z kimś widuje, to tylko po to, by wypaść dobrze na kamerach i wywołać trochę szumu wokół siebie.
– Nie ma najmocniejszej głowy, przez co łatwo go upić.
– Nie widzi żadnego problemu w kupowaniu sobie przychylności ludzi. W końcu reklamy działają tak samo.
– Wyjątkowo dobrze radzi sobie z technologiami i zarządza swoimi profilami w sieci. Choć może to też dlatego, że nikomu w tym nie ufa.
– W szufladzie w sypialni trzyma egzemplarz magazynu, na którym pierwszy raz pojawił się na okładce.
– Przez dwa lata odgrywał na pokaz bliską przyjaźń z jednym z kolegów z planu, żeby napędzać fanowskie fantazje o ich
sekretnym związku – i podbijać sprzedaż biletów na eventy. Poza kamerami ledwo się do siebie odzywali.
– Formalnie wciąż obowiązuje go klauzula
no dating z jego dawnej wytwórni w Bangkoku – ignoruje ją całkowicie, odkąd wie, że nikt po drugiej stronie świata nie ma już powodu, by tego pilnować.
– Zna na pamięć wszystkie swoje piosenki po angielsku, ale nigdy nie nagrał ani jednej wyłącznie z myślą o sobie – każda powstała pod dyktando wytwórni albo ku uciesze międzynarodowych fanów.
– Posiada niezdrową tendencję do flirtowania z każdym, kto okaże mu choć odrobinę uwagi – nie z pożądania, lecz z przyzwyczajenia do bycia podziwianym.
– Uwielbia tajskie jedzenie uliczne bardziej niż jakąkolwiek restaurację
fine dining, na którą może sobie teraz pozwolić – w Toronto wciąż szuka miejsca, które choć trochę smakuje jak dom.
– Kocha zwierzęta, ale nigdy żadnego nie posiadał na własność.
– Ubóstwia zimę i mróz, przez co nie tęskni za wilgotnym, gorącym klimatem Tajlandii.