Eric czuł się tak, jakby nie wiedząc, co czeka na niego po drugiej stronie, otworzył drzwi i zastał PRZEPIĘKNY widok wraz ze wszystkim tym, co go uszczęśliwiało i uspokajało.
Jakby po raz pierwszy wchodził w tak POWAŻNĄ relację, mimo iż miał za sobą kilka związków, choć jego serce zawsze najgłośniej biło do tej, która wyjechała na studia. Pragnienie Shereen należało porównać do pragnienia zakazanego owocu, z tego prostego względu: była jego NAJLEPSZĄ przyjaciółką, a do tego wiedział, że NIE odwzajemniała tego samego uczucia względem niego; człowiek nigdy nie wie, czego można spodziewać się po drugiej osobie, tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, iż nie każda przyjaźń ewoluowała w związek. Niektórzy przyjaciele pozostawali w tej bezpiecznej strefie, a zdarzało się również tak, że druga osoba nie potrafiła obdarować przyjaciela romantycznymi uczuciami.
Bo do zakochania, nikogo nie można było zmusić.
Jasne, można było udawać, lecz czy taka relacja miałaby w ogóle sens?
Można było zapłacić komuś, by udawał
drugą połówkę, lecz to dalej nie to samo co prawdziwy związek, chyba że nagle coś jednak by zaiskrzyło. Eric kiedyś oglądał taki film, gdzie główny bohater zapłacił bohaterce, by udawała jego dziewczynę, i po jakimś czasie wręczył jej papier, żeby udawała jego żonę, a jej było przykro, bo z jednej strony zaczęła coś do niego czuć, a z drugiej… wolałaby prawdziwy ślub, niżeli wyłącznie na kontrakcie, zawierającym klauzulę, że jeżeli odejdzie, zostanie bez niczego. Ostatecznie odeszła i próbowała zapomnieć o mężczyźnie, który trzymał ją wyłącznie dla siebie.
Czy człowiek, żyjąc w klatce, potrafił się do niej przyzwyczaić?
Eric nie chciał zamykać Shereen w ciasnej klitce, nie chciał zabierać jej powietrza ani ograniczać. Chciał dla niej wyłącznie jednego:
szczęścia.
Zdając sobie sprawę, że związek Sher z Oliverem należało zaliczyć do nieudanych, uważał, że Shereen zasługiwała na P R A W D Z I W E szczęście. Pragnął ją uszczęśliwiać: od czułych słów po gesty i zwyczajne upominki typu kwiaty czy wspólne wypady na miasto lub za miasto. Oczywiście, dopiero co wchodzili na wyższy poziom i ustalili pewne, a jednocześnie dość ważne zasady, ale on już planował wizytę w kwiaciarni - poza tym, 4 dni po jego urodzinach, Winfield miała urodziny, co oznaczało, że nie mógł przyjść do niej z pustymi rękami.
Poza uszczęśliwianiem, chciał ją również rozpieszczać, adorować…
po prostu K O C H A Ć, na swój sposób - tak jak potrafił. Kochanie nie zawierało instrukcji, ale wystarczyło:
słuchać UWAŻNIE;
być bez względu na wszystko;
całować namiętnie lub dawać buziaki;
przytulać mocno
a powinno być w porządku, choć wiadomo, co człowiek to inne podejście.
Dodatkowo uważał, że jeżeli doprowadzi Sher do śmiechu, uśmiechu lub obu, będzie najszczęśliwszy. Bo czy było coś piękniejszego od szczerej radości ukochanej osoby? Co jak co, ale jej śmiech wraz z uśmiechem działał na niego niczym energetyk, dodawał mu sił i pomagał przetrwać dzień. Tak było nawet za czasów liceum, tzn. gdy zielonooka wybuchała śmiechem, on także zaczynał się śmiać, nawet jeśli powiedziała coś niezwykle banalnego lub absolutnie nieśmieszny żart, z którego sama parskała śmiechem, a ponieważ to ona w głównej mierze nauczyła go mówić po angielsku, jego linguisz (litewsko-angielski) niejednokrotnie mógł doprowadzać do drgania kącików ust. On sam doskonale pamiętał gdy zaczynał coś mówić po angielsku, a w połowie lub pod koniec, aktywował tryb litewski.
W sumie ciekawe, jakbym teraz poleciał, czy bym się dogadał. bo jednak z dziadkami mieszkającymi na Litwie, rozmawiał od czasu do czasu (bardzo rzadko).
Eric też nie był pewny, czy dobrze zrobił stawiając wszystko na szali uczuć wtedy, kiedy Shereen odwiedziła go po raz pierwszy, odkąd wróciła do Toronto. Nie wiedział, czy przypadkiem zaraz albo on, albo ona nie powiedzą: „stop”, bo przecież byli PRZYJACIÓŁMI, a na ogół przyjaciele nie doprowadzają się nawzajem do szaleństwa w erotycznym tańcu ciał. Aczkolwiek właśnie dzięki temu wiedział, że Shereen naprawdę dobrze
tańczyła językiem, dotykiem, ciałem…
I co więcej, on chciał z nią tańczyć o wiele dłużej…
Dlatego ucieszyło go, kiedy wyraziła chęć powtórki z rozrywki.
Nie spodziewał się jednak, że w dniu swoich urodzin nie dostanie wyłącznie powtórki, tylko zobaczy nowe
kroki w wykonaniu Shereen.
A potem obydwoje wylądowali w kabinie prysznicowej. Miejscu, gdzie Eric mył się po ciężkich dniach lub z samego rana, w zależności od tego, kiedy miał ochotę i siłę.
Nie przypuszczał jednak, że ponownie będzie mu dane brać prysznic wspólnie z Sher.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
touch me like you do