23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No tak, nie można zapomnieć o tym, że Perry nie była tutaj bezinteresownie i trzymała ją przy Pixie wizja makaronu z ogromną ilością sera! To było akurat jaśniejsze niż samo Słońce! Clean girl era okazało się być po prostu naturalnym dbaniem o siebie i żeby to dbanie nie wymagało większego wysiłku. No to chyba jednak dotyczyło Fontaine, bo ona nie przywiązywała większej uwagi do swojego wyglądu. Czasami piła wodę z cytryną w jakieś fancy szklance, ale była naturalnie ładna, więc wolała poświęcić uwagę stonkom ziemniaczanym i innym owadom. Bo tak, stonka jak najbardziej była owadem! Ba, była nawet chrząszczem!
No coś ty, nie ma sprawy! Laski powinny trzymać się razem, co nie? Girl power i w ogóle! — uniosła zaciśniętą pięść w zwycięskim geście. — I wiem, że Griff w życiu nie zrobiłby ci żadnego świństwa — dodała, bo jej brat po prostu taki nie był. Zresztą, spójrzcie tylko na Perry! Po co zmieniać kogoś, kto jest idealny? To znaczy, w jej oczach Wallace nie miała żadnych wad poza tym, że była dziewczyną Griffina, więc brat musiał uważać identycznie. Faktycznie byli ulepieni z jednej gliny, pomimo braku więzów krwi.
Nie uważała, żeby poznanie Griffa było jakkolwiek głupie. Był fajnym i dobrym chłopakiem, dlaczego jakkolwiek Perry mogłaby tego żałować?
Pasujecie do siebie — stwierdziła, przyglądając się uważnie twarzy dziewczyny. W ogrodzie paliło się tylko ścienna lampka na tarasie, ale gwiazdy świeciły dzisiaj tak jasno, że nie Pix mogłaby zliczyć wszystkie piegi na nosie Wallace. — Oboje jesteście zabawni. I ładni. A wiesz, ładni ludzie powinni łączyć się ze sobą w pary, żeby potem mieć ładne dzieci — pokiwała głową, bardzo zadowolona ze swojego stwierdzenia. Dobre geny trzeba było przekazywać dalej, żeby się nie zmarnowały!
Zaśmiała się głośno, kiedy Perry zaczęła imitować kosmiczną dżdżownicę. Bezapelacyjnie, to właśnie musiały być one! Nie było innej opcji. Fontaine już nigdy tak samo nie spojrzy w niebo, bo teraz już zawsze będzie miała przed oczami wijącą się Wallace.
To nie mogą być świetliki. One latają tylko na wysokość dwóch, może trzech metrów — zaznaczyła, przy okazji sprzedając jej jedną z wielu ciekawostek. — Niektóre samce potrafią zsynchronizować błyski. Migają jednocześnie i tworzą świetlne pokazy. A ogólnie świecą, bo w ich odwłoku znajduje się lucyferyna i lucyferaza. Sterowanie dopływem tlenu pozwala im włączać i wyłączać światło. Lubisz świetliki? — dopytała, patrząc, jak dziewczyna zaciąga się blantem.
O matko bosko, gdyby wiedziała, że to jej debiut, nie poczęstowałaby jej trawką! Wyciągnęła rękę i poklepała ją delikatnie po plecach. Upewniła się, że nic jej nie jest i przejęła od niej skręta.
Myślę tak samo. Istnieje setki miliardów galaktyk, a planety znajdują się też poza Układem Słoneczne. No i na Marsie i na Księżycu, w kometach i asteroidach znaleziono wodę i związki organiczne, które są istotne dla chemii życia. Szczerze mówiąc byłabym bardzo zdziwiona, gdybyśmy byli sami. I zawiedziona — zaciągnęła się mocno ziołem i znów podała zawiniątko Perry. Na drugą nóżkę.

Perry 🦔
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
159 cm
studentka weterynarii na university of toronto
Awatar użytkownika
sorry I’m late, I saw a dog
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Perry ułożyła się wygodniej na trawce i przymknęła oczy na dosłownie momencik - tęskniła za takimi beztroskimi wieczorami, zwłaszcza w swoim domu rodzinnym. W Toronto mieszkała, niestety, w niewielkim mieszkanku i miała do dyspozycji tylko balkon z widokiem na śmietnik. No i właśnie dlatego lubiła przychodzić do Griffina, bo jego rodzice posiadali duży dom z ogrodem. - Wiesz co, bardzo fajnie to słyszeć. Znaczy... wiem, że Griff to złoty chłopak, ale to, że ty też tak o nim myślisz… to jest jeszcze bardziej super - mruknęła Perry. To, w jaki sposób Pix wypowiadała się o bracie, było chyba najlepszą możliwą rekomendacją, prawda? Griffin nie udawał słodkiego i superowego, tylko taki po prostu był. Dobrze traktował bliskich, więc mieli o nim zajebiste zdanie, ot co.

A tak a propos komplementów, słuchanie tych na własny temat było przemiłe, więc Perry uśmiechnęła się pod nosem, gdy Fontaine chwaliła ich poczucie humoru i ładne buzie, dopóki… dopóki nie padło słowo DZIECI. Wallace prawie zachłysnęła się swoją śliną, słowo daję. - Czekaj, czekaj, co! Pix, błagam cię, jeszcze studiujemy! Co najwyżej weźmiemy na wychowanie kota albo psa. W przyszłości, jeśli razem zamieszkamy - sprostowała szybciutko, gdy tylko odzyskała głos. Żadnych dzieci! Jeszcze nawet nie rozmawiała o czymś takim z Griffem, a co dopiero SAMA ZE SOBĄ. W sensie - nie wiedziała, czy w ogóle kiedykolwiek chciałaby mieć dzieci, dlatego czas na W TYŁ ZWROT i taktyczną zmianę tematu. - Poza tym, też jesteś ładna! Na pewno nie jesteście jakimś dalekim kuzynostwem albo coś? Robiliście testy? - spytała ostrożnie, bo Griffin, owszem, wspominał jej kiedyś, że został adoptowany, ale na pytanie Perry, czy chciałby odnaleźć swoją biologiczną rodzinę, odpowiedział krótko, że nie. Temat był więc zamknięty, a Wallace… cóż, była odrobinę zbyt ciekawska, żeby nie powiedzieć wścibska.

Chwilę później Perry uczestniczyła w indywidualnym wykładzie o świetlikach i słuchała go z prawdziwym zachwytem. - Lucyferyna brzmi jak nazwa jakiegoś diabelskiego eliksiru z Harry'ego Pottera - parsknęła cicho. Lubisz świetliki? - Lubię, jak opowiadasz o świetlikach - odpowiedziała chwilę później, bo uwielbiała ludzi, którzy mieli pasję i wiedzieli, o czym mówią (nawet gdy byli zjarani). Pokiwała też głową z wdzięcznością, gdy Pixie poklepała ją po plecach po napadzie kaszlu. No i gdy tylko Perry się ogarnęła, mogły wrócić do tematu pozaziemskiego. - Gdybyśmy byli sami, to byłby najbardziej marnotrawny i nudny projekt w historii wszechświata - westchnęła, przejmując blancika od Pix (NA DRUGĄ NÓŻKĘ, HEHE). Zaciągnęła się i przytrzymała dym w płucach chwilę dłużej. A tak swoją drogą, nie wiedziała, czy dopadło ją placebo, czy może jej ciało już zaczynało przypominać lekką, puszystą chmurkę unoszącą się nad trawnikiem? Hmmm… - Ooo, a wiesz, co mi właśnie przyszło do głowy? - zaczęła, powoli wypuszczając dym w stronę nieba. Nagle poczuła dziwne łaskotanie na przedramieniu, więc podrapała się wolną dłonią, nie przerywając swojego wywodu. Oby nie miała uczulenia na trawę. - A co jeśli obca cywilizacja już dawno tu była, tylko zobaczyli, jak radzimy sobie z własną planetą, i stwierdzili "Nie no, zostawmy ich, sami się wykończą"? Znaczy… pomyśl o tym. Gdybyś była superinteligentną istotą przemierzającą galaktyki i trafiła na gatunek, który ma technologię, ale zamiast tego woli prowadzić wojny i śmiecić we własnym domu, to podeszłabyś się przywitać? - przerwała na ułamek sekundy i uniosła ramię do góry, bo dalej ją swędziało. - Eh… O, żuczek! - zawołała nagle z zachwytem, wpatrując się w mały, ciemny punkt, który wspinał się po jej nadgarstku.

Okej, czyli wcale nie miała alergii na trawę! Perry błyskawicznie usiadła po turecku i ostrożnie podstawiła żuczkowi drugi palec, żeby malec mógł sobie na niego przejść. Zaraz złożyła dłonie w łódeczkę i z dumną miną przysunęła się bliżej Pixie, żeby zaprezentować jej ich nowego kolegę.

pixie 🐛
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Co byłaby z niej za siostra, gdyby wyrażała się o swoim bracie w jakiś okropny sposób? Jasne, Griffin miał wady, jak każdy człowiek, ale miał też szereg zalet i to one przeważały na jego korzyść. A jeśli potrafił uszczęśliwić dziewczynę, z którą postanowił stworzyć głębszą relację, to już w ogóle cudownie o nim świadczyło! Dlatego uśmiechnęła się szeroko, kiedy usłyszała słowa Perry. Szczerze ucieszyła się, że jej opinia ma dla dziewczyny brata znaczenie.
A potem roześmiała się głośno, widząc jej reakcję na wzmiankę o dzieciach. Co ona, do reszty zdurniała? Nikt nie kazał im się rozmnażać właśnie teraz! Ani w ogóle nigdy, jeśli nie będą mieć na to ochoty. Pixie po prostu stwierdzała fakty!
O rany, spokojnie! — znów poklepała ją trochę po plecach, kiedy się nachyliła, żeby odkaszlnąć. — Tylko żartowałam z tymi dziećmi! Kot też brzmi w super. A pies, to nawet jeszcze lepiej! — pokiwała entuzjastycznie głową. Lubiła wszystkie zwierzęta, ale psiak zdecydowanie bardziej pasował do tej dwójki. Sami byli jak golden retrievery, więc nie ma co się dziwić. — Wiem, że jestem ładna — powiedziała nieskromnie, ale co miała udawać, że nie jest? Miała oczy i przeglądała się w lustrze. Niczego jej raczej nie brakowało. Jasne sprawa, mogłaby sobie coś tam dodać, a coś innego odjąć, ale nie ma co popadać w paranoję! — Ale czekaj, że ja i Griff? Nie ma takiej opcji — znów zaniosła się głośnym śmiechem. — Nie robiliśmy testów, ale nie ma szans, że jesteśmy spokrewnieni. Wzięli nas z zupełnie innych środowisk, no i on ma pojęcie, kim była jego biologiczna rodzina. Ja nie wiem nic na temat swojej — wyjaśniła, ale bez smutku w głosie. To nie miał żadnego znaczenia. Teraz byli rodzeństwem i mieli rodzinę, która od maleńkości dbała o ich wychowanie. I chyba się udało, bo wyrośli na porządnych ludzie, zupełnie jak pozostałe adopciaki.
Faktycznie coś w tym było, że lucyferyna brzmiało jak jakiś eliksir albo zaklęcie. Albo jak córka Lucyfera! W skrócie - Lucy. Lubiła, kiedy ktoś z taką przyjemnością słuchał o jej zainteresowaniach i że mogła podzielić się z nim swoją wiedzą, ale czasami zastanawiała się wtedy, czy nie wychodzi na jakiegoś przemądrzalca. Mama mówiła, że tak. To było jednak silniejsze od samej Pix, która mogłaby paplać o ciekawych rzeczach całymi godzinami, jednocześnie zanudzając swojego rozmówcę na śmierć.
Masz rację. To byłaby straszna nuda — westchnęła, ale nie dopuszczała do siebie myśli, że we wszechświecie nie ma już żadnych innych, żywych istot i że Ziemia jest jedyną, zamieszkałą planetą. Szkoda, że nie dożyją czasów, kiedy coś mogłoby się w tym kierunku ruszyć. Ale przyszłe pokolenia może tak! O ile Ziemia nie spłonie od zmian klimatu. To by było dopiero smutne!
Spojrzała na Perry, która właśnie na coś wpadło. I to musiało być coś wybitnie dobrego, zważywszy na to, z jak zawzięcie wypuściła dym.
Nie wykluczam takiej możliwości — oznajmiła poważnym tonem. — Pewnie chcieli nas unicestwić, ale stwierdzili, że szkoda strzępić ryja. Sama tylko zobacz, sami gotujemy sobie beznadziejny los — wykonała zamaszysty gest ręką, jakby chciała wskazać tą całą żałość. — Uciekłabym stąd szybciej, niż tamten świetlik — wskazała podbródkiem na owada, który czmychnął w zarośla przy ogrodzeniu. — Ta planeta na nic by im się nie przydała. Zaraz musieliby się stąd wynosić — dodała ze wzruszeniem ramion.
O, żuczek!
Fontaine aż drgnęła z podekscytowania, przyglądając się, jak owad wspina się po dłoniach Wallace. Była totalnie oczarowana, z jaką delikatnością potrafi się obchodzić z żukiem gnojowym. Studiowała weterynarię, więc to oczywiste, że ogólnie była bardzo empatyczna wobec stworzeń, ale większość ludzi owady zwyczajnie brzydziły. Griffin pewnie próbowałby go rozdeptać i jeszcze uznałby, że to zabawne, kiedy Pixie zaczęłaby się na niego wydzierać.
Jest ich pełno w naszym ogrodzie! Mama chciała je potraktować jakimś preparatem, ale zrobiłam jej wykład o tym, że jak zakopują odchody, to użyźniają ją, napowietrzają i pomagają korzystać roślinom ze składników odżywczych — oznajmiła dumnie, niezmiernie zadowolona ze swojej siły perswazji. — Złap jeszcze bucha i pokażę ci, jakie mamy tutaj zajebiste mrowisko. A potem pójdziemy zjeść makaron — podała Perry blanta, ówcześnie ściągając jeszcze małego puszka. Jak wstaną, to dopiero poczują THC nie tylko w głowie, ale też w nogach! Miała tylko nadzieję, że Wallace będzie miała dobre samopoczucie po trawce i że Griff nie będzie miał do Pixie pretensji, że ją tak ujarała.

Perry 🦔
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
159 cm
studentka weterynarii na university of toronto
Awatar użytkownika
sorry I’m late, I saw a dog
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Do zanotowania - Pix to swój człowiek. Siedzenie i wymienianie z nią przemyśleń było cool (mimo że wizja pieluch i małych rączek sprawiła, że Perry zrobiło się gorąco, a gdy tylko Wallace usłyszała śmiech Pix, sama też się zaśmiała, ale jakoś tak odrobinę nerwowo). - Wiesz, niby żartowałaś, ale teraz zaczęłam się nad tym zastanawiać i czuję strach przed nastoletnią ciążą - parsknęła Perry, kręcąc głową. Nie, zdecydowanie nie była gotowa na dzieci, nawet pomysł posiadania wspólnego psa wydawał się na ten moment czymś… dużym i zobowiązującym, okej? Pies to przecież spacery o szóstej rano, weterynarz i odmawianie spontanicznych wyjazdów, a co dopiero mały człowiek, Jezus Maria. Wniosek był jeden, musiała lepiej dbać o zabezpieczenie, lololol.

Chwilkę później Perry zamrugała kilka razy ze zdziwienia, gdy dowiedziała się, że Griffin znał swoją biologiczną rodzinę. O? Wait a second? - Och, myślałam, że nie zna swojej biologicznej rodziny, musiałam coś źle zrozumieć - bąknęła, czując lekkie zmieszanie. - A mogę cię o coś zapytać? - spytała nagle, robiąc króciutką pauzę, bo Pixie wydawała się otwarta, bezpośrednia i w ogóle, ale nie były jeszcze przyjaciółkami na śmierć i życie, żeby Perry mogła tak bezczelnie wypytywać ją o sprawy prywatne. Ciekawość jednak wygrała i w rezultacie nawet nie poczekała na odpowiedź Pix. - Chciałabyś znaleźć swoją biologiczną rodzinę? - spytała ostrożnie, zerkając krótko na blondynkę.

A tak w ogóle to było super, że Pixie potrafiła tak płynnie przechodzić z trudnych tematów do fascynujących ciekawostek i wcale nie brzmiała jak mądrala (przemądrala?), tylko jak ktoś, kto… zachwycał się światem i chciał się tym zachwytem podzielić! - To idealne podsumowanie, szkoda strzępić ryja - westchnęła Perry, ostatni raz nawiązując do przybyszów z kosmosu. Zaraz przeniosła wzrok na świetlika, który mignął gdzieś przy ogrodzeniu i zniknął w zaroślach. Taki to miał dobrze. Skrzydełka, brak podatków, zero spin z ludźmi (no chyba że jakiemuś akurat wpadł do oka czy coś). W sumie to Perry też by chciała umieć latać i wcale nie miała na myśli podróży samolotem. Jakie miała opcje? Paralotnia? Bungee? Musiała się zorientować w temacie. - A propos uciekania, pojechałabym na jakieś wakacje, albo chociaż jednodniową wycieczkę. Cokolwiek! - rzuciła nagle. - Miałam jechać z Paige do Stanów we wrześniu, przed rozpoczęciem semestru, ale wspólne wakacje są już chyba nieaktualne - westchnęła ciężko. Niedawno opowiadała Pixie o kłótni ze swoją przyjaciółką z podstawówki. Poszło o jakąś całkowitą błahostkę, która z biegiem czasu urosła do rozmiarów całego Ontario i sprawiła, że ich relacja… no cóż, chyba przestawała istnieć.

A wiecie, co mogło poprawić Perry humor? Żuczek, który wciąż spacerował po jej dłoni. Perry szczerze kochała każde żyjątko, niezależnie od tego, czy miało futro, łuski, sześć odnóży i twardy pancerzyk… - Pryskanie ogródka chemią to straszna lipa - mruknęła pod nosem i zaciągnęła się blantem przejętym od Pixie po raz ostatni. Czy jaranie miało to do siebie, że potem nie chciało się nic robić tylko jeść? Perry chyba właśnie osiągnęła stan błogiego lenistwa, jedynym minusem było burczenie w brzuchu. No ale anyway… Zbliżyła dłoń do twarzy i przyjrzała się żuczkowi. - Słyszałeś, stary? Masz tu potężną protekcję, wracaj do użyźniania podłogi - zachichotała, po czym ostrożnie zniżyła dłoń do samej ziemi i poczekała, aż żuczek bezpiecznie przejdzie na trawkę. Śledziła go wzrokiem jeszcze przez chwilę, żeby odszedł na bezpieczną odległość, bo by sobie nie wybaczyła, gdyby go przez przypadek zgniotła.

No i kiedy żuczek zniknął już w trawce, Perry musiała skupić się na skutkach palenia tej drugiej trawki, a mianowicie musiała zebrać w sobie siły do wstania, co było cholernie trudne po pierwszym paleniu THC. - Dooobra, stoję - rzuciła pod nosem, gdy już udało jej się wstać i otrzepać nogawki swojej cool piżamy ze ździebeł trawy, które zdążyły się do niej przyczepić. Podniosła głowę i spojrzała na Pixie z odrobinę skrzywioną, ale też rozbawioną miną. - Ej, pogryzły cię kiedyś mrówki? Mnie pogryzły na obozie i dostałam uczulenia, ale tylko raz - palnęła nagle, wyciągając do dziewczyny dłoń, żeby pomóc jej wstać.

pixie 🐛
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W ich wieku strach przed nastoletnią ciążą był totalnie zrozumiały. Zresztą po trzydziestce wcale nie przestawał być zrozumiały. Pixie niespecjalnie zastanawiała się, czy kiedykolwiek chciałaby mieć dzieci. Kiedyś może i tak, ale teraz? W życiu! Najpierw chciała skończyć studia i zostać sławną entomolożką. Nauka zdecydowanie jarała ją bardziej niż zakładanie własnej rodziny. No i przynajmniej dzięki temu będzie miała za co te dzieci utrzymać, jeśli kiedyś faktycznie się na nie zdecyduje. Taki był plan na najbliższe dziesięć lat. Co będzie później? To już czas pokaże.
Zmieszanie, które wymalowało się na twarzy Perry, trochę ją zdziwiło. Uniosła wysoko brwi i spojrzała na dziewczynę, nie kryjąc zaskoczenia.
Tak powiedział? A to ciekawe — mruknęła, bo kompletnie nie miała pojęcia, dlaczego Griff wygadywał takie bzdury. Rodzice od zawsze powtarzali, że w jego papierach jasno było zaznaczone, kto jest jego biologiczną matką. I ojcem zresztą też. — Słuchaj, może po prostu tak jest mu łatwiej. Każdy oswaja się z takimi rzeczami po swojemu. Na pewno źle się zrozumieliście — pokiwała głową, jakby chciała dodatkowo umocnić swoje słowa. Zaraz jednak pokręciła głową, chcąc tym samym utwierdzić Wallace w przekonaniu, że Fontaine absolutnie nie czuła potrzeby poznawania swojej biologicznej rodziny. — Nie czuję takiej potrzeby. Chantal i Luc to moi rodzice. Wychowali mnie i jestem ich córką. Nic innego nie ma znaczenia — odparła zgodnie z prawdą, uśmiechając się przy tym szczerze.
Bywały momenty, w których Pix zastanawiała się, po kim odziedziczyła niektóre cechy wyglądu czy charakteru, ale nic poza tym. Nigdy nie miała potrzeby nagle sprawdzać, kim byli ci ludzie i dlaczego zdecydowali się ją oddać do sierocińca. Musieli mieć ku temu jakieś sensowne powody. Przynajmniej tak sobie zawsze tłumaczyła.
Co prawda Perry wspominała jej, że pokłóciła się z Paige, ale nigdy nie powiedziała, o co konkretnie poszło. Fontaine wyszła więc z założenia, że gdyby chciała, po prostu podzieliłaby się z nią szczegółami. Nie były jednak aż tak blisko. Perry wciąż pozostawała siostrą jej chłopaka. To on był właściwie wyznacznikiem ich znajomości i możliwe, że gdyby nie ich relacja, nie miałby okazji się poznać. Oczywiście kojarzyły się z uczelni, ale czy siedziałyby teraz w ogrodzie Pix i paliły razem zioło? Niekoniecznie.
A Griffin nie chce nigdzie pojechać? — zapytała w przekonaniu, że brat chętnie wybrałby się na jakieś wakacje. — No i może jeszcze nie skreślaj przyjaźni z Paige, co? Nie może być aż tak źle i nie możesz zakładać, że już nigdy się do siebie nie odezwiecie — uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco. Na pewno wszystko dało się jeszcze wyjaśnić! Takie znajomości nie urywają się z dnia na dzień, a Fontaine uważała, że wszystko dało się rozwiązać spokojnym dialogiem.
Patrzyła, jak Wallace odkłada żuka na ziemię i nie wiedząc czemu, nie mogła przestać się uśmiechać. Strasznie rozczulił ją ten widok. Albo to po prostu efekt wypalonej trawki. Wyciągnęła rękę, żeby dać się pociągnąć na równe nogi. To było trudniejsze niż się spodziewała, ale w końcu obie mogły ruszyć w stronę wspomnianego wcześniej mrowiska.
A bo to raz? — zaśmiała się głośno. Miała w w pokoju całe kolonie mrówek i przy sprzątaniu mrowiska niejednokrotnie się zdarzyło, że coś ją dziabnęło. — Ale na szczęście nie mam uczulenia — dodała z wyraźną ulgą. Jeszcze tego by brakowało. Wystarczyło, że miała uczulenie na pszczeli jad. — Mrówki gryzą jak czują zagrożenie. Najczęściej myślą, że ktoś chce zniszczyć to, co stworzyły. Patrz jakie czadowe! — wskazała rękę na pokaźny kopiec. — One też spulchniają ziemię i dodatkowo rozsiewają nasiona roślin. Myślisz, że jesteś uczulona na kwas mrówkowy? — dopytała, bo skoro Perry raz dostała uczulenia od ugryzienia, to przecież mogła być!

Perry 🦔
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
159 cm
studentka weterynarii na university of toronto
Awatar użytkownika
sorry I’m late, I saw a dog
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby Perry żyła w Polsce, jej idolką na pewno zostałaby Simona Kossak - tak samo jak ona chciałaby wieść życie kontrowersyjnej pustelniczki w lesie, otoczona tylko i wyłącznie przez sarenki i jelonki (badałaby jadłospisy leśnych zwierząt i w ogóle… żyć, nie umierać). Wallace urodziła się jednak w Kanadzie, dlatego od dziecka chciała zostać weterynarzem (a nie profesorem nauk leśnych). Jak widać, dążyła do tego marzenia bardzo wytrwale, ale nie wykluczała możliwości pracy w jednym z kanadyjskich parków narodowych, jakby co. - Pewnie masz rację i niepotrzebnie się przejmuję, jutro z nim pogadam - mruknęła Perry i uśmiechnęła się lekko do Pix, która miała absolutną rację. To, że Griff powiedział jej coś innego - albo nie powiedział? - nie oznaczało od razu kłamstwa, nie? Może unikanie tego tematu było jego sposobem na radzenie sobie z nim? Zresztą, Perry przecież nie wiedziała, jak to było być adoptowaną, więc… nie powinna go oceniać. - Chantal jest cudowna, bardzo ją lubię - wtrąciła po chwili z uśmiechem. To też było logiczne, w sensie Chantal i Luc, bo przecież rodzicami byli ci, którzy cię wychowali i dawali ci miłość każdego dnia, a nie ci, którzy cię spłodzili. Tak w sumie... czysto hipotetycznie, gdyby Perry dowiedziała się nagle, że została adoptowana, wciąż uważałaby swoich obecnych rodziców za tych jedynych i prawdziwych. W końcu nauczyli ją wszystkiego i dali jej w życiu tyle wsparcia, ile tylko mogli.

Przechyliła głowę na bok i zerknęła w niebo, bo chmury powoli zaczynały przysłaniać gwiazdy. Szkoda. Hm, a co do wakacji... - A nie wiem, nie pytałam go, bo ja miałam wyjechać z Paige, a on z kolegami z roku i jakoś tak… nie wróciliśmy do tego tematu - odpowiedziała, wzdychając. Najwyżej spędzi dwa tygodnie na plaży nad jeziorem Ontario albo namówi siostrę na jakiś wakacyjny wyjazd. Nagle przeniosła wzrok na Pixie i przygryzła dolną wargę, booo… Pix zasugerowała, żeby nie skreślać jeszcze przyjaźni z Paige. Ciekawe, jakie miałaby zdanie, gdyby dowiedziała się prawdy? Well... - Wiesz co… będę z tobą szczera, dobra? Tylko nie oceniaj mnie! - rzuciła szybko Perry i wystawiła do góry jeden palec. Okej, właśnie postanowiła być szczera. Zresztą, i tak się już zjarała i nie miała żadnych hamulców przed uzewnętrznieniem się. - Chodzi o Griffina - zaczęła. - Naprawdę starałam się dbać o naszą relację, w sensie moją i Paige, no i zależało mi, żeby poznała i polubiła Griffa, bo wiesz, Paige to moja przyjaciółka, a Griff to mój chłopak… Ale Paige zaczęła kręcić nosem, że przez niego mam dla niej mniej czasu, że się zmieniłam i palnęła kilka chamskich uwag na jego temat… No i chyba miałam dość jej narzekania i obie powiedziałyśmy sobie za dużo - wyrzuciła z siebie na jednym wydechu (no, maksymalnie dwóch) i aż ją zakłuło w serduszku, bo przecież znała Paige całe życie. Nie chciała wyjść na tę najgorszą, ale głęboko w środeczku czuła, że chyba właśnie na taką wychodziła. - Trochę za nią tęsknię - mruknęła pod nosem i zaraz odwróciła buzię od Pix, bo tak było trochę łatwiej ogarnąć swoje emocje, zwłaszcza, że nie chciała Griffa zadręczać wiadomością, że jej przyjaźń rozpadała się po części przez niego, ech.

Anyway! Czas na misję MROWISKO. Perry podała rękę Pixie, pomogła jej wstać i razem ruszyły w stronę fascynujących mrówek. Fascynujące. - O nie, czyli mrówki wzięły mnie wtedy za niszczyciela, no nieee - zawołała, przyglądając się kopcowi. W ciemnościach ledwo dostrzegała kopiec, a mróweczek… nie dostrzegała wcale. Może już spały? Hihihi. Machnęła lekceważąco dłonią na wzmiankę o kwasie mrówkowym. - Po tamtym razie na obozie już nic mi nie było, wiesz? Chyba że od tamtej pory nie ugryzła mnie żadna mrówka… Mróweczkiiii - mruknęła pieszczotliwie w stronę kopca, mrużąc oczy i skupiając się na tym, żeby nie stracić równowagi i nie wpaść w sam środek mrówkowego domku. - Griffin mówił, że w pokoju też masz mrówki? - spytała mimochodem, dalej wytężając wzrok. O, w końcu dostrzegła jedną mróweczkę na szczycie, wow. Chyba z poświęceniem ciągnęła coś do środka. Dla Perry wyglądało jak paproch, ale dla mrówki to pewnie było jedzenie. Jedzenie dla mrówek, hehe… O, znowu zaburczało jej w brzuchu. - Idziemy na makaron? Zaraz umrę z głodu, Pix - powiedziała w końcu i wyprostowała się, posyłając blondynce błagalne spojrzenie. - Idzieeemy! - zakomenderowała, po czym nie czekając na oficjalne zaproszenie, złapała Pixie za rękę i dziarskim, lekko chwiejnym krokiem poprowadziła ją z powrotem do domu.

YOLO, makaron czekał!

pixie 🐛
ODPOWIEDZ

Wróć do „#27”