Co byłaby z niej za siostra, gdyby wyrażała się o swoim bracie w jakiś okropny sposób? Jasne, Griffin miał wady, jak każdy człowiek, ale miał też szereg zalet i to one przeważały na jego korzyść. A jeśli potrafił uszczęśliwić dziewczynę, z którą postanowił stworzyć głębszą relację, to już w ogóle cudownie o nim świadczyło! Dlatego uśmiechnęła się szeroko, kiedy usłyszała słowa Perry. Szczerze ucieszyła się, że jej opinia ma dla dziewczyny brata znaczenie.
A potem roześmiała się głośno, widząc jej reakcję na wzmiankę o dzieciach. Co ona, do reszty zdurniała? Nikt nie kazał im się rozmnażać właśnie teraz! Ani w ogóle nigdy, jeśli nie będą mieć na to ochoty. Pixie po prostu stwierdzała fakty!
—
O rany, spokojnie! — znów poklepała ją trochę po plecach, kiedy się nachyliła, żeby odkaszlnąć. —
Tylko żartowałam z tymi dziećmi! Kot też brzmi w super. A pies, to nawet jeszcze lepiej! — pokiwała entuzjastycznie głową. Lubiła wszystkie zwierzęta, ale psiak zdecydowanie bardziej pasował do tej dwójki. Sami byli jak golden retrievery, więc nie ma co się dziwić. — Wiem, że jestem ładna — powiedziała nieskromnie, ale co miała udawać, że nie jest? Miała oczy i przeglądała się w lustrze. Niczego jej raczej nie brakowało. Jasne sprawa, mogłaby sobie coś tam dodać, a coś innego odjąć, ale nie ma co popadać w paranoję! —
Ale czekaj, że ja i Griff? Nie ma takiej opcji — znów zaniosła się głośnym śmiechem. —
Nie robiliśmy testów, ale nie ma szans, że jesteśmy spokrewnieni. Wzięli nas z zupełnie innych środowisk, no i on ma pojęcie, kim była jego biologiczna rodzina. Ja nie wiem nic na temat swojej — wyjaśniła, ale bez smutku w głosie. To nie miał żadnego znaczenia. Teraz byli rodzeństwem i mieli rodzinę, która od maleńkości dbała o ich wychowanie. I chyba się udało, bo wyrośli na porządnych ludzie, zupełnie jak pozostałe adopciaki.
Faktycznie coś w tym było, że lucyferyna brzmiało jak jakiś eliksir albo zaklęcie. Albo jak córka Lucyfera! W skrócie - Lucy. Lubiła, kiedy ktoś z taką przyjemnością słuchał o jej zainteresowaniach i że mogła podzielić się z nim swoją wiedzą, ale czasami zastanawiała się wtedy, czy nie wychodzi na jakiegoś przemądrzalca. Mama mówiła, że tak. To było jednak silniejsze od samej Pix, która mogłaby paplać o ciekawych rzeczach całymi godzinami, jednocześnie zanudzając swojego rozmówcę na śmierć.
—
Masz rację. To byłaby straszna nuda — westchnęła, ale nie dopuszczała do siebie myśli, że we wszechświecie nie ma już żadnych innych, żywych istot i że Ziemia jest jedyną, zamieszkałą planetą. Szkoda, że nie dożyją czasów, kiedy coś mogłoby się w tym kierunku ruszyć. Ale przyszłe pokolenia może tak! O ile Ziemia nie spłonie od zmian klimatu. To by było dopiero smutne!
Spojrzała na Perry, która właśnie na coś wpadło. I to musiało być coś wybitnie dobrego, zważywszy na to, z jak zawzięcie wypuściła dym.
—
Nie wykluczam takiej możliwości — oznajmiła poważnym tonem. —
Pewnie chcieli nas unicestwić, ale stwierdzili, że szkoda strzępić ryja. Sama tylko zobacz, sami gotujemy sobie beznadziejny los — wykonała zamaszysty gest ręką, jakby chciała wskazać tą całą żałość. —
Uciekłabym stąd szybciej, niż tamten świetlik — wskazała podbródkiem na owada, który czmychnął w zarośla przy ogrodzeniu. —
Ta planeta na nic by im się nie przydała. Zaraz musieliby się stąd wynosić — dodała ze wzruszeniem ramion.
O, żuczek!
Fontaine aż drgnęła z podekscytowania, przyglądając się, jak owad wspina się po dłoniach Wallace. Była totalnie oczarowana, z jaką delikatnością potrafi się obchodzić z żukiem gnojowym. Studiowała weterynarię, więc to oczywiste, że ogólnie była bardzo empatyczna wobec stworzeń, ale większość ludzi owady zwyczajnie brzydziły. Griffin pewnie próbowałby go rozdeptać i jeszcze uznałby, że to zabawne, kiedy Pixie zaczęłaby się na niego wydzierać.
—
Jest ich pełno w naszym ogrodzie! Mama chciała je potraktować jakimś preparatem, ale zrobiłam jej wykład o tym, że jak zakopują odchody, to użyźniają ją, napowietrzają i pomagają korzystać roślinom ze składników odżywczych — oznajmiła dumnie, niezmiernie zadowolona ze swojej siły perswazji. —
Złap jeszcze bucha i pokażę ci, jakie mamy tutaj zajebiste mrowisko. A potem pójdziemy zjeść makaron — podała Perry blanta, ówcześnie ściągając jeszcze małego puszka. Jak wstaną, to dopiero poczują THC nie tylko w głowie, ale też w nogach! Miała tylko nadzieję, że Wallace będzie miała dobre samopoczucie po trawce i że Griff nie będzie miał do Pixie pretensji, że ją tak ujarała.
Perry 