27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ohoh. Boga? — uniosła wysoko brew. Nie była pewna, czy jego arogancja kiedykolwiek przestanie ją zadziwiać. — Widzę, że pewne rzeczy nie uległy zmianie — rzuciła z rozbawieniem, który rozjaśnił jej twarz. Sully zawsze miał o sobie wysokie mniemanie. Było to jednocześnie jego wadą i zaletą, bo częściowo to właśnie prowadziło go do wyznaczonych sobie celów.
Kiedy byli razem, była względem niego bardzo lojalna, nie pozwalając nikomu powiedzieć o nim złego słowa. Niesamowicie doceniała to, co dla niej robił, będąc właściwie jedynym, który dostrzegał wszystkie jej pragnienia i starał się je spełnić bez względu na wszystko. Ona w zamian odpowiadała mu tym samym.
Nawet, kiedy została zmanipulowała i ich związek zakończył się w bardzo drastyczny sposób, nie zdecydowała się oczernić go przed wszystkimi wokół. Oczywiście, łatwiej byłoby powiedzieć, że ją zdradził, zrobić z siebie ofiarę, a jemu uprzykrzyć życie, ale wtedy miała wrażenie, że ona też zawiniła. Przypisała to sobie jako własną porażkę, przez którą więcej nie zdecydowała się na nic poważnego.
A jaką opinię chciałbyś jeszcze uzyskać? — spojrzała na niego filuternie. — Niesamowicie arogancki, nadzwyczaj pewny siebie, z rozbrajającym uśmiechem i uporem, którego nie da podważyć — zaczęła wyliczać swobodnym tonem, na koniec przekrzywiając nieco wymownie głowę. — Och, chociaż nie, znalazłoby się kilka sposobów. Ale takich tajemnic się nie zdradza — zauważyła pewnym siebie głosem, jakby nigdy nic sięgając po kolejny smakołyk.
Przejście z tematu eklerków na jego cechy charakteru, okraszone wspólnymi wspomnieniami, przyszło jej zdecydowanie zbyt łatwo. Naturalnie, jakby nie było przed nimi żadnej dzielącej bariery w postaci dwuletniej przepaści. Ade niegdyś potrafiła mieć ogromny wpływ na wybory mężczyzny, czego nie bała się wykorzystywać, nie raz negocjując warunki. Teraz jednak nie miała pewności, czy coś w międzyczasie uległo zmianie. Chyba musiałaby się przekonać o tym na własnej skórze, lecz to wydało jej się aż zanadto niebezpieczne. Tej bariery, swojej własnej, wewnętrznej, jeszcze przekroczyć nie umiała.
Za to innej na chwilę Sullivan pozbawił jej bez żadnego problemu. Smak jego ust przypomniał jej o wszystkim, co przy nim czuła, momentalnie podsycając w niej pragnienie na znacznie więcej. Nie potrafiła już nawet udawać, że tego nie chciała. Przez tę jedną krótką chwilę wszystko wydawało się być na miejscu. Jak dawniej.
Czuła jego uśmiech. Co więcej, w tym momencie wcale nie przeszkadzało jej, że dała mu tę odrobinę satysfakcji. Kiedy po tej krótkiej, ulotnej chwili, ostatecznie się od siebie odsunęli, była jedynie trochę skołowana własnymi emocjami, których nie potrafiła określić. Dlatego potrzebowała ochłonąć.
Z koszyka wyciągnęła kartonik z kokardką, którą z nieznacznie uniesionymi kącikami ust z ogromną dokładnością rozwiązała. Gdy w końcu udało jej się je otworzyć, jej oczom ukazały się cztery eklerki o różnych zdobieniach. Jej oczy rozbłysły na sam ich widok.
Hmmm… dobra. Ten — mówiąc to, sięgnęła po pierwszego z brzegu, mocno obsypanego brązową posypką — będzie czekoladowy. Albo kawowy — stwierdziła niemal od razu, bo to można było zgadnąć najłatwiej. Zaraz ugryzła kawałek, żeby przekonać się, czy miała rację. Czując znajomy smak, mruknęła zadowolona i rzuciła Sullivanowi przebiegłe spojrzenie. — Ten za to może być z cytryną? — zmrużyła oczy w zastanowieniu, po czym odłożyła jednego, żeby sięgnąć po drugiego. Kolejny gryz i delektowanie się tymi pysznościami z widokiem na Ontario sprawiało, że czuła się naprawdę sielsko. — Mmm, cudowne — mruknęła w zadowoleniu, jedząc wybranego eklera. — Zdecydowanie nie masz sobie czego zarzucić — stwierdziła pomiędzy kęsami.
W pewnym momencie przypomniała sobie o czymś istotnym. Odwróciła się do mężczyzny, rzucając mu badawcze spojrzenie spod nieco zmrużonych powiek.
A Ty ich w ogóle próbowałeś czy to ja jestem pierwszą testerką? — zapytała z figlarnym błyskiem w oczach. Nie czekała jednak na odpowiedź i odwróciła się w jego stronę. — Koniecznie musisz spróbować, bo są naprawdę dobre — mówiąc to, podetknęła mu wypiek pod nos, patrząc na niego wymownie, jakby nie przyjmowała żadnego sprzeciwu.

Sullivan Hartley
38 y/o
For good luck!
187 cm
Detektyw bez licencji Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mógł się do niej tylko szeroko uśmiechnąć, bo tak, niektóre rzeczy po prostu się nie zmieniały. Może kilka z jego cech uległo lekkiej zmianie. Nasiliły się bądź osłabiły, aczkolwiek pewność siebie nie była jedną z tych cech. Po tym jak własnoręcznie rozgryzł spisek, który prawie doprowadził do jego śmierci? Jego ego zostało tym przyjemnie połechtane. Niektórzy powiedzieliby, że trzeba robić, coś, co nazywają manifestacją. Wtedy podobno dobre rzeczy same do człowieka przychodzą. On nie musiał tego robić. Po prostu zakładał sobie pewien cel i go osiągał. Nie było tam miejsca na wątpliwości, na zastanawianie się. Był tylko cel oraz dążenie do niego. Jeśli nie udało się jednym sposobem, sięgał po kolejny. Dlatego też już dzisiaj wiedział, że zdoła ją odzyskać. Był przygotowany na maraton, a nie sprint jak ostatnim razem. To tylko kwestia czasu oraz zaangażowania. Obu miał akurat pod dostatkiem.
Na jej kolejne słowa tylko potakiwał z zadowolonym i rozbawionym uśmiechem. To był miód na jego uszy. Zawsze lubił słyszeć komplementy na swój temat. Zwłaszcza jeśli wychodziły z jej strony. Nawet jeśli nieco się z niego nabijała. To przypominało te czasy, które zdawały się być tak odległe jakby zdarzyły się w innym życiu, poprzednim życiu. Tymczasem rozmawiali teraz i śmiali się bez większych oporów. Jakby nie przydarzyły się te wszystkie złe rzeczy. Cholernie to doceniał i potrzebował tego bardziej niż do tej pory wiedział.
- Oh? - spojrzał na nią z rozbawionym uśmiechem unosząc wyżej jedną brew - Myślisz, że znasz sposoby by jakoś poskromić mój upór? Chętnie posłucham. - oparł brodę na dłoni i patrzył na nią wyczekująco dając do zrozumienia, że wpadła i nie zamierzał jej tego odpuszczać.
Wcześniej trochę się z nią drażnił, ale tym razem nie zamierzał przegapić momentu, w którym otworzy pudełko z eklerkami. Doskonale pamiętał jak reagowała na słodkości. Nie tylko na słodkości, ogólnie na jedzenie. Te były na swój sposób specjalne. Zrobione przez niego. Ciężko powiedzieć czy był z nich szczególnie dumny. To jedna z wad, którą często mu wypominała. Sam dla siebie nigdy nie był wystarczająco dobry. Zawsze może zrobić coś lepiej. Zawsze może osiągnąć coś więcej. Nie chodziło nawet o sam głód sukcesu. Po prostu wymagał od siebie o wiele więcej niż od innych.
Ukradkiem spoglądał jak reagowała na jego wypieki. Na jego ustach pojawiał się coraz szerszy uśmiech kiedy weszła w tryb smakoszki. Zupełnie zapomniała o tym gdzie byli, kiedy byli, a wydawało mu się, że nawet o tym z kim była. Zamykała się całkowicie w swoim świecie. Tym, w którym czasami brakowało dla niego miejsca, chociaż nie miał jej tego w żadnym wypadku za złe.
- Nie mogłem dostać wyższej pochwały. - wyszczerzył się do niej puszczając jej oczko.
Nie potrafił się nie uśmiechać gdy tak się zachwycała tym zwieńczeniem ich śniadania pomrukując sobie z przyjemności. Smaki oczywiście była w stanie odgadnąć bezbłędnie. Nie spodziewałby się po niej niczego innego. Dobrze patrzyło się na nią w tak swobodnej wersji. To naprawdę przypominało ich dawne randki.
- Oczywiście, że próbowałem. Nie dałbym Ci czegoś, co nie jest według mnie chociaż akceptowalne. - wywrócił wymownie oczami.
Spojrzał na nią z dołu gdy podsunęła mu jednego z eklerków. Uśmiechnął się przebiegle, włożył go do ust i w ogóle nie przypadkowo pozwolił by jego wargi zamknęły się na jej palcach. Nie przerywał kontaktu wzrokowego z jej tęczówkami. Jego nabierały tego figlarnego, ponętnego wyrazu, który doskonale znała. Nigdy nie mówił, że zamierzał grać czysto.

Adeline Covington
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie trudno przychodziło jej prawić mu komplementy, skoro przez cały czas ich związku zdążyła go tak dobrze poznać. I doceniać wszystko, co się kryło za słowami, które teraz wypowiadała w żartobliwym tonie. Nawet te trudniejsze cechy nie stanowiły dla niej przeszkody nie do przeskoczenia. Sama dobrze wiedziała, że nie była idealna — miała w sobie kilka negatywnych cech, które trzeba było zaakceptować i przymknąć na nie oko.
Były pewne sposoby, żeby poskromić jej upór, wystarczyło tylko je znaleźć. Tak, jak ona odnalazła je, by mieć wpływ na Sullivana. Poznanie jego słabości było bardzo ciekawym doświadczeniem, które później wykorzystywała, gdy sama miała w tym swój cel. Obcowanie z Sully’m sprawiło, że chcąc nie chcąc, zaczęła brać z niego przykład. I brała, co chciała.
Hmm, praktyka daje znacznie lepsze efekty — zawiesiła na nim nieco dłuższe, znaczące spojrzenie, a w jej głosie nie przestawała pobrzmiewać figlarność, która błyszczała również w jej jasnych oczach. — Ale to moje sekrety. Gdyby Ci je zdradziła, już przestałyby nimi być — oznajmiła zaraz, a kącik jej ust uniósł się w nadzwyczaj psotnym geście.
Nie zamierzała zdradzać swoich tajników wiedzy, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Choć musiała przy tym przyznać, że z każdą chwilą, każdym kolejnym gestem, grą słów i nieczystymi ruchami mężczyzny coś powoli, systematycznie się w niej łamało.
Zwłaszcza, że uderzył w jej słabość do łakoci. Eklerki, które przygotował dla niej to kolejny punkt, który sprawiał, że jej serce zaczynało topnieć. Przez chwilę rzeczywiście zapomniała o całym świecie. Próbowała każdego wypieku po kolei, wedle życzenia Sullivana, starając się poznać smaki, co wymagało pewnego skupienia.
Wśród szumu wiatru, wody i odgłosów mew, na moment się zapomniała, stając się po prostu sobą. Bez trosk i wspomnień, które dotychczas ciążyły w jej umyśle, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Nie zwracała uwagi na to, jak bacznie przyglądał się jej blondyn, zachowując swoją naturalną swobodę. Ale nawet, gdy smakowała eklerków, bez jego bliskości i ciepła jego ciała obok niej, nader świadomie odczuwała jego obecność.
Zapomniała się. To dlatego bez chwili zastanowienia bardzo beztrosko zaproponowała mu spróbowanie wypieku. Jego przebiegły uśmiech i intensywność spojrzenia, gdy wziął do ust kawałek eklerka, oblizując przy tym jej palce, sprawiły, że na chwilę znieruchomiała, a bicie jej serca momentalnie przyspieszyło swoje obroty.
Łakomy jesteś — przyznała cicho bez żadnych wątpliwości w głosie, mimowolnie przenosząc spojrzenie z jego tęczówek na usta. Te same, które jeszcze chwilę temu pieściły jej wargi. Bezwiednie sama subtelnie przesunęła koniuszkiem języka po własnych, a złapawszy się na tym, nie potrafiła powstrzymać figlarnego uśmiechu, zanim finalnie odetchnęła głębiej i odsunęła dłoń. — I podstępny. Zrobisz wszystko, żeby zdobyć swój cel, prawda? — rzuciła na niego zawadiacko okiem, po czym przeniosła spojrzenie na jezioro. I nagle przyszło jej coś na myśl.
No, dobra — wyprostowała się na kocu. Ewidentnie było widać po niej, że coś kombinowała. — To spróbuj mnie złapać— mówiąc to, momentalnie podniosła się i ze śmiechem na ustach co prędzej ruszyła przed siebie, przez piasek, wzdłuż wody.
Biegła z całych sił, byle jak najszybciej zwiększyć między nimi dystans, ciesząc się w duchu, że w ostatnim czasie zdążyła sobie wyrobić naprawdę dobrą kondycję. Jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że była drobniejsza, więc tak czy inaczej mężczyzna wkrótce ją schwyta. To była tylko kwestia czasu.

Sullivan Hartley
38 y/o
For good luck!
187 cm
Detektyw bez licencji Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Tym razem zamierzasz mieć przede mną sekrety? - uniósł wymownie brew z figlarnym uśmiechem.
Widać było, że tylko się z nią droczy. Nieco ciągnie ją za język. Nie pozostawiał również wątpliwości co do tego, że będzie ten kolejny raz jeśli chodziło o ich relację. Był tego bardziej niż pewien. Doskonale wiedziała, że gdy Sully coś sobie założy, nie było takiej ściany, przez którą by się nie przebił. Potrzebował jedynie trochę czasu oraz odrobiny chęci również z jej strony. Na razie... Nieco mu się opierała, lecz widział, że coraz bardziej się na niego otwiera. Również tego chciała. Bała się po prostu ponownie mu zaufać nawet jeśli już jej udowodnił, że nigdy tego zaufania nie zdradził. Okłamał ją jedynie nie mówiąc jej, że przeżył. Wiedziała dlaczego to zrobił i chyba mu wybaczyła skoro zgodziła się na tę randkę.
Randkę, która na razie szła całkiem dobrze. Miał tę przewagę, że doskonale wiedział jak ją podejść. Jak zmiękczyć jej serduszko by spojrzała na niego nieco przychylniej. Mógł się z nią droczyć, ale nie chciał sobie odpuścić jej widoku kiedy kosztowała te eklerki. Nie tylko dlatego, że uwielbiał gdy smakowało jej coś, co dla niej zrobił. W dużej części dlatego, że po prostu cholernie się za nią stęsknił. Stęsknił się za spędzaniem z nią czasu właśnie w ten sposób. Stęsknił się za widzeniem ją szczęśliwą. Bo właśnie w to wierzył. W tej jednej chwili, tym małym momencie wyglądała po prostu na szczęśliwą. Chyba zapomniała na chwilę o wszystkim co działo się w ostatnim roku. Pozwoliła sobie w końcu być tu i teraz, a to dla niego było najważniejsze.
Z jedzeniem, a zwłaszcza słodyczami zawsze było jej do twarzy. Czasami wydawało mu się, że kochała to bardziej niż jego i często się o to z nią droczył. Lecz nie tym razem. Teraz był po prostu szczęśliwy widząc ją w swoim żywiole. Tego właśnie chciał od tego dnia. Zadowolić swoją kobietę bo nawet jeśli formalnie nie byli już razem, on nadal widział ją jako swoją. Nie miał nikogo innego.
- Zawsze. - uśmiechnął się do niej bez cienia jakiejkolwiek samo refleksji oblizując jeszcze swoje wargi jakby posmakował czegoś znacznie lepszego niż jakiś tam eklerek - Cel? Prawie wszystko. - wzruszył ramionami bo wiedziała, że ma jednak jakieś granice, których nie przeskoczy, inaczej by się w nim nie zakochała - By zdobyć Ciebie? Wszystko. - spojrzał jej głęboko w oczy, a jego własne wręcz płonęły determinacją.
Jego głos nie miał nawet nuty zawahania, a uśmiech błąkający się na jego ustach mówił sam za siebie. To już zostało przesądzone. Był tego tym bardziej pewien widząc jej reakcję na jego zagrywki. Wiedział, że działają. Cieszył się, że działają.
Spojrzał rozbawiony, kiedy podniosła się z koca i kazała się gonić. Nie poderwał się od razu. Dał jej trochę fory. Zawsze był w dość dobrej kondycji. Też dla niej. Chętnie mu w tym pomagała. Nie mogła jeszcze wiedzieć, że w ostatnim roku również nad sobą pracował. Tym razem musiał. Może to było aroganckie z jego strony, ale wiedział, że ją złapie. Gdzie mogła mu uciec? Dlatego wziął jeszcze gryza eklerka, zanim wstał i rzeczywiście za nią popędził.
To była tylko zabawa, więc nie dawał z siebie wszystkiego. Wystarczająco żeby mógł się trochę popisać. Biegli razem brzegiem plaży mocząc stopy w wodzie. Gdy już do niej dopadł wskoczył przed nią. złapał ją za biodra, podniósł do góry i zrobił z nią dwa obroty jak w jednym z tych romansideł, które czasami lubiła oglądać. Gdy już odstawił ją na ziemię przesunął jedną dłoń na dół jej pleców, a drugą wplótł w jej włosy. Przyciągnął ją do siebie i po prostu pocałował zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. Był to ten typ pocałunku, który zwalał z nóg. Chciał zwalić ją z nóg.

Adeline Covington
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z tego, co pamiętam, to Ty miałeś jakieś przede mną — uniosła wysoko jedną brew w odpowiedzi, przypominając mu o jednym sekrecie, który zapoczątkował całą serię niefortunnych wydarzeń.
Sięgnęła po niespodziewany kontrargument, w jednej chwili całkowicie zmieniając bieg ich rozmowy, bo nie zamierzała dawać za wygraną. W kwestii jej własnych sekretów trochę się zgrywała, ale w rzeczywistości, jeśli mieli dać sobie szansę na odbudowanie tego, co mieli kiedyś, nie mogli pozwolić sobie na żadne tajemnice. Powinni być ze sobą zupełnie szczerzy. A ona nosiła w sobie coś, czego nie była mu jeszcze gotowa ujawnić.
To nie było kłamstwo. To było zatajenie pewnych wydarzeń, których istnienia żadne z nich się nie spodziewało - ani ona nie miała pojęcia o problemach w firmie Ethana, ani on o ciąży i poronieniu. Teoretycznie żadne z nich nie robiło nic złego, ale to również miało swoje konsekwencje. Adeline nie chciała jednak na razie wracać do przykrych wspomnień. Teraz, kiedy oddawała się tym ulotnym chwilom w pełni, nie chciała pamiętać o niczym, co znowu wywołałoby w niej smutek i stres. I choć zachowywała się zupełnie beztrosko, miała świadomość, jak bardzo spychała każdą z uporczywych myśli i obaw w najdalszy zakamarek umysłu. Rudowłosa robiła wszystko, by przynajmniej przez to jedno przedpołudnie być po prostu szczęśliwą.
Chciała też zostać zdobytą. Była cholerną egoistką, tańcząc na granicy własnego rozsądku i pragnień, oraz pozwalając swoim myślom brnąć w kierunku szczęśliwego zakończenia. Z każdą chwilą coraz bardziej zaczynała wierzyć, że było to możliwe. Sullivan stopniowo wkradał się do jej serca, stosując różne chwyty, które nadal na nią wpływały. A może po prostu imponowało jej to, z jaką determinacją o nią zabiegał? Zachłysnęła się jego pewnością siebie, bliskością i wspomnieniami, do tego stopnia, że postanowiła uciec, z poczuciem, że mężczyzna i tak ją dogoni.
Wystarczył jeden impuls, a biegła wzdłuż wybrzeża, na boso, a szczery śmiech pozbawiał ją tchu. Kiedy Sully w końcu ją dogonił, próbowała się bezskutecznie przed nim wzbronić. Jej pisk poniósł się po okolicy, kiedy blondyn podniósł ją i obrócił wokół. Po odstawieniu jej na ziemię nadal oddychała ciężko, starając się ustabilizować swój oddech, ale wystarczyło, że spojrzała w oczy mężczyzny, by zrozumieć, do czego zmierzał.
Tym razem pocałował ją z ogromną pasją i tęsknotą, które uderzyły w nią, całkowicie pozbawiając resztek rozsądku. Trzymane na jego torsie dłonie bezwiednie przesunęła trochę wyżej, oddając się pieszczocie i zapominając o całym otoczeniu. Pocałunek smakował obietnicą wszystkich wspólnych chwil, które mogli przeżyć jeszcze raz. A ona znowu chciała tego doświadczyć.
Miała nie dać mu się tak łatwo. Ta myśl rozbłysła w jej głowie, sprawiając, że w pewnym momencie odsunęła od niego twarz. On nie grał czysto, ona też nie musiała grać. I dobrze przy tym wiedział, jaki miała w sobie żar oraz do czego była zdolna.
Wiesz, że to nie fair? Mącisz mi w głowie — szepnęła, spoglądając raz w jego oczy, raz schodząc spojrzeniem niżej, na jego usta, jakby nadal zastanawiała się, czy powinna znów ich sięgnąć. — Teraz ja powinnam rozważyć, czy podjąć się działań, które mogłyby doprowadzić Cię do szaleństwa — to powiedziawszy, przysunęła się swoje usta do jego na odległość zaledwie kilku milimetrów, żeby musnąć go wargami, ale zanim zdążył zareagować, znowu się odchyliła, a przez jej twarz przebiegł figlarny uśmiech. Ewidentnie się z nim droczyła. — Chodź, zanim mewy wszystko nam zjedzą. A ja nie zamierzam się z nimi niczym dzielić — rzuciła żartobliwie, ostatecznie się od niego odsuwając.
To dziwne, że będąc na plaży, brakowało jej świeżego powietrza. Miała nadzieję, że wiatr, który wprawiał w ruch jej rude włosy, przewietrzy jej dostatecznie głowę od nadmiaru wrażeń.

Sully
38 y/o
For good luck!
187 cm
Detektyw bez licencji Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo skutecznie odbiła mu piłeczkę. Na tyle, że atmosfera między nimi na chwilę się zmieniła. Miała rację. Miał przed nią tajemnice, lecz nie były one tak dramatyczne w swoich skutkach, jak jeszcze do niedawna sądziła. Traktował je bardziej jako po prostu nie zapoznanie jej ze wszystkimi faktami. To była nieco prawniczo-korporacyjna gadka, która wiedział, że nie utrzymałaby się gdyby doszło między nimi do jakiejś poważniejszej kłótni, ale tak wtedy było prościej. Prościej dla niej, dla niego. Przynajmniej tak sądził do momentu gdy nie okazało się, że prześladowcy jego brata mieli większy zasięg niż mógł początkowo przypuszczać. To mógł być początek ich końca. Gdyby tylko nie był tak uparty i nie postawił swojego życia do góry nogami tylko po to by wrócić do tego, które naprawdę mu się należało.
Bo oni byli to sobie winni żeby jeszcze raz spróbować. Tym razem ze wszystkimi kartami na stole. Bez niedomówień, pomijania prawdy. Powiedział jej wszystko, co chciała wiedzieć oraz wszystko, co uważał, że powinna wiedzieć. Pokazywał jak bardzo zależało mu na tym by do siebie wrócili. W tym całym chaosie, przy swojej misji, nie potrafił o niej zapomnieć. Nie znalazł sobie nikogo innego. Nawet tylko po to żeby spróbować czy mógłby coś poczuć do innej kobiety. Nie chciał. Przynajmniej dopóki istniał chociaż cień szansy na to, że będą mogli do siebie wrócić. Zasługiwała na jego w najlepszej wersji i to właśnie chciał jej zaoferować.
Swoimi słodkościami, swoim zaangażowaniem, swoim oddaniem. Dawał jej wszystko, na co było go stać ponieważ musiał udowodnić, że nie odejdzie od niej gdy znów zrobi się trudno. Teraz potrafił już schować swoją dumę do kieszeni, stemperować swoje ego i powiedzieć, że popełnił błąd. Wiedział też jak przepraszać. Miał pewną przewagę w tym polu. Już raz udało mu się zdobyć jej serce. Teraz musiał jej jedynie przypomnieć, że nadal powinno należeć do niego.
A czy grał czysto? Oczywiście, że nie. Na wojnie i w miłości wszystkie chwyty były dozwolone. Nigdy nie należał do osób, które robiły coś na pół gwizdka. Zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Ostatni rok pokazał mu jak ważne było dla niego to pierwsze. Więc gdy Ade tak mu się wystawiła... Zamierzał to wykorzystać. Przypuszczał nawet, że zrobiła to specjalnie. Przecież wiedziała, jak to się skończy.
Przez ten moment byli zamknięci w swoim świecie. Przez ten moment było po prostu jak dawniej. Miał swoją kobietę w swoich ramionach namiętnie się z nią całując na pustej plaży. Przelewając w to całą swoją tęsknotę oraz pasję. Całą swoją miłość. Nie dało się tego inaczej nazwać. Nadal ją kochał. Nie zamierzał tego ukrywać.
- Mąciłbym Ci w głowie gdyby to nie było prawdziwe, a jest. - odpowiedział pewnie w jej usta wychylając się za nią kiedy zaczęła mu uciekać, a jego wzrok nie odrywał się od jej tęczówek - Tak na pierwszej randce? Myślałem, że chcesz nam dać trochę czasu, ale hej, nie będę się opierać. - puścił jej oczko z tym swoim zawadiackim uśmiechem jeszcze przez chwilę patrząc na jej sylwetkę, mianowicie dolne jej partie kiedy od niego odchodziła i wcale się z tym nie krył.
- Nie martw się, wykupiłem chłopaków z sokołami żeby odstraszyły te mewy. - wyszczerzył się do niej nie dając po sobie poznać czy jedynie żartował, doskonale wiedziała, że byłby do tego zdolny.
Mogli całkiem spokojnie dopić resztę szampana, zagryźć to resztą eklerków i posiedzieć jeszcze chwilę po prostu ciesząc się tym prywatnym popołudniem. Bo to oczywiście nie był koniec ich randki. Sully nie wyrwałby jej z pracy tylko żeby spędziła z nim kilka godzin. Przyszło im jeszcze odbyć dłuższą przejażdżkę do sanktuarium dla dzikich zwierząt. Powrót zahaczył również o małe zakupy, na jego koszt oczywiście oraz obiad w jej ulubionej restauracji. Nie można było powiedzieć, że się nie postarał i tego nie przemyślał. Doskonale wiedział, co robił.

Adeline Covington

Koniec :)
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”