ODPOWIEDZ
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Adeline dawno nie zaglądała do tej części wieżowców w Downtown. Tym razem jednak nie rozglądała się z zaciekawieniem po okolicy oraz nie zastanawiała się, czy portier ją rozpozna. Chciała tylko jak najszybciej dostać się do budynku.
Dotąd wiodła dość spokojne i anonimowe życie, a jej nazwisko znaczyło coś więcej głównie w branży. Wiedziała, że szum związany z Sullivanem prędzej czy później w końcu ucichnie i brukowce znajdą ciekawsze tematy, wystarczyło tylko przeczekać całą tę burzę i mnogość dramatycznych nagłówków. Z każdym kolejnym dniem zainteresowanie jej byłym narzeczonym gasło. A przynajmniej w mediach.
Po randce z Sully’m, na którą ją porwał, uprzednio wypraszając u jej ojca wolne dla niej, po powrocie do rzeczywistości wiedziała, że Thomas nie da jej już spokoju. Próbowała gasić jego podekscytowanie tym, że nie było o czym mówić, ale Covington zdążył już sobie narobić wielkich nadziei, podczas gdy ona… chyba była jeszcze bardziej skołowana ostatnim spotkaniem z mężczyzną, niż kiedy pojawił się na jej drodze po raz pierwszy.
Sullivan zostawił za sobą naprawdę dobre wrażenie. Mimowolnie pozostawała pod jego wpływem, aż do momentu, gdy w drodze do pracy nie natknęła się na jakiegoś dziennikarzynę. Zignorowała pytania o Sully’ego i ich obecną relację, bo nie miała względem tego żadnego stosownego komentarza. Miała nie zwracać na siebie uwagi. Jednocześnie w głowie miała jedną niepokojącą myśl: znaleźli ją.
W pracy złapała trochę oddechu, ale gdy Thomas poprosił ją o doręczenie Ree kilku dokumentów, znów poczuła dziwny ucisk w żołądku. Skoro brat nie miał chwilowo czasu, by wpaść do firmy, prawdopodobnie nie miał jeszcze z ojcem okazji do poplotkowania na jej temat. Mimo wszystko i tak obawiała się tej rozmowy. Wbrew brunetowi, spotkała się z Sully’m ponownie. Sądząc po jego ostatniej reakcji na jej ex, Ree nie będzie z tego powodu zadowolony.
Na piętro dotarła bez żadnych problemów. Po zadzwonieniu dzwonkiem odczekała chwilę, zanim w progu ujrzała znajomą twarz, której, jakby nigdy nic, posłała mu cwaniacki uśmieszek.
Posłaniec dotarł na miejsce — pomachała mu teczką trzymaną w dłoni, po czym bezceremonialnie weszła do środka i pacnęła go tą teczką w klatkę piersiową, żeby w końcu uwolnić swoją rękę. Następnie zdjęła pospiesznie buty i ruszyła do przestronnego salonu, czując się jak u siebie. — Potrzebuję Twoich podpisów. Narobiłeś sobie trochę zaległości — wyjaśniła jeszcze, po czym rozejrzała się po wnętrzu z zaciekawieniem. — Wszystko wygląda w jak najlepszym porządku, nie kłamałeś z tym zalaniem? — ściągnęła brwi, obrzucając brata oskarżycielskim spojrzeniem, a w kącikach jej ust zamajaczyło rozbawienie. Wtedy usłyszała dźwięk powiadomienia w swoim telefonie.
Jak w telewizji? Nie tęsknisz za dżunglą i brakiem zobowiązań? — zapytała żartobliwie, by zaraz podejść do blatu wyspy kuchennej i położyć na nim torbę, z której wyciągnęła telefon.
To, co zobaczyła na ekranie wyświetlacza sprawiło, że momentalnie zesztywniała, a jej twarz pobladła.

Powrót do życia… i do narzeczonej?

Tak krzyczał do niej złowrogo nagłówek, pod którym widniało zdjęcie przedstawiające ją i Sully’ego wsiadających do żółtego ferrari.
Wszystko to mówiło, że została przyłapana na gorącym uczynku.

Reece Murray
28 y/o
For good luck!
190 cm
Napalony dziennikarz CBC Toronto
Awatar użytkownika
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od dobrej godziny spacerował po mieszkaniu ze szklaneczką w dłoni, z której sączył już trzecią porcję bursztynowego trunku. W międzyczasie niezliczoną ilość razy sięgnął po telefon, chcąc zadzwonić do Adeline, po czym w ostatniej chwili odkładał urządzenie z powrotem na kuchenną wyspę.
Owszem, był rozgoryczony i, owszem, narastała w nim złość. Jednak... ku własnemu zdziwieniu początkowo naprawdę nie chciał doprowadzić do kłótni z siostrą. Niezależnie od tego jak mocno godziło to w jego ego oraz potrzebę braterskiej troski, miała prawo postępować inaczej - nawet jeśli według Reecea jej durne decyzje mogły doprowadzić do katastrofy.
Nagłówek, treść wiadomości oraz te parę zdjęć Adeline i Sullivana nie dawały mu jednak spokoju, więc po opróżnieniu kolejnej szklanki dolał sobie whisky.
Wtem po domu rozległ się dźwięk dzwonka, na co Reece cmoknął ironicznie, opieszale odstawił szkło i pomaszerował w stronę drzwi.
Miała pecha, że akurat teraz pojawiła się w jego mieszkaniu.
Prychnął prześmiewczo na powitanie, kiedy nazwała siebie posłańcem i odruchowo złapał teczkę, którą Adeline trzepnęła go w klatkę piersiową. Nie miał teraz wystarczająco dobrego nastroju, aby przeglądać dokumenty, dlatego po zamknięciu drzwi niedbale rzucił je na komodę w przedpokoju. Jednoczześnie obserwował, jak siostra ochoczo zrzuciła buty i weszła w głąb mieszkania.
Odruchowo, z wisielczym humorem, którego najwyraźniej jeszcze nie zauważyła, ruszył za nią. Kiedy ta, wciąż nieświadoma, rozglądała się po mieszkaniu, Reece zawrócił po swoją szklankę, upił łyk i przysiadł na krześle przy kuchennej wyspie.
Po co miałbym kłamać? — zapytał retorycznie, przewracając oczami. Przez chwilę patrzył na oskarżycielskie, acz wesołe iskry w jej źrenicach, ale nawet nie drgnął. Zamiast tego zacisnął szczękę i ponownie upił whisky. — Dostarczasz mi wyjątkowo dużo atrakcji, Ade. Nie zdążyłem jeszcze przez to zatęsknić — zakpił.
Reece chwilę później odwrócił się na krzesełku w stronę siostry i obserwował, jak położyła torbę na blacie. Kiedy jej spojrzenie przypadkiem padło na ekran laptopa, aż zaśmiał się sztderczo.
O tym właśnie mówię — powiedział śpiewająco. Wtedy znowu uniósł szklankę do ust, jednak tym razem ledwie upił mały łyczek. — Widzę, że masz tendencje do bycia pierdoloną masochistką, skoro zdecydowałaś się znowu z nim zobaczyć. Łaa! — sarknął i z hukiem odstawił szkło na blat. — Pozostaje mi już tylko obserwować, jak dziennikarze dobierają się do twojego tyłka i będą drążyć temat tak długo, aż nie zostawią na tobie suchej nitki. Na tobie i na firmie, oczywiście. — Pokręcił głową z dezaprobatą, a na jego ustach pojawił się kpiący uśmiech. Zaraz zaczął bić brawo, chociaż w tym geście zabrakło jakiejkolwiek pochwały dla zachowania Adeline.
Reece najlepiej wiedział, jak dziennikarze potrafili niszczyć ludziom życie; jak bezlitośnie drążyli trudne tematy i doprowadzali swoich rozmówców do ruiny, byle tylko zdobyć materiał. Między innymi dlatego sam wolał relacjonować klęski żywiołowe, zamiast zagłębiać się w intymne historie innych ludzi.
Chociaż ojciec pewnie jest zachwycony. W końcu jego biologiczna córka naprawdę na coś mu się przyda. Pewnie już wspominał o ponownych zaręczynach, co, Ade?. — Zaczął wpatrywać się w kobiete hardym spojrzeniem.

Adeline Covington
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeszcze wtedy, wchodząc do mieszkania, Ade nie wiedziała, co ją czekało. Była tak zaabsorbowana dbaniem o własne, pozytywne nastawienie, żeby oddalić uporczywe myśli i lęki gdzieś w najdalsze zakamarki umysłu, że początkowo nie zwróciła uwagi na humor Ree. Tuż przed wyjazdem dość często zdarzało mu się nie mieć nastroju do żartów, ale przecież do tego przywykła.
Dopiero szklanka w jego dłoni odrobinę ją zaalarmowała, dlatego przez chwilę niepostrzeżenie przyjrzała się sylwetce mężczyzny. Whisky i brak humoru nie były dobrym omenem. Szkoda tylko, że nie była świadoma, jaki był tego powód.
Dlatego powód przechadzał się tak niefrasobliwie po mieszkaniu, na jego kpinę w głosie ściągając nieco brwi.
Co go ugryzło?
Zaraz jednak znalazła na to odpowiedź. Na widok artykułu na jej twarzy namalowało się przerażenie, na kilka sekund pozbawiając ją oddechu.
Potrzebowała czasu. Na uporanie się z nowymi, niełatwymi okolicznościami oraz przyzwyczajeniem się do obecności Sullivana, który postanowił znów zawalczyć o jej serce. A sądząc po przebiegu randki, był bliski osiągnięcia celu. Z tym, że bała się tak nagle zostać częścią szumu wokół nazwiska Hartley’ów. Nie w momencie, kiedy posiadała jeszcze wątpliwości dotyczące przynależności do miejsca, w którym stawiali ją wszyscy wokół. Przy Sullym. Mimo cudownie spędzonego przy nim czasu i namiastki normalności sprzed dwóch lat podświadomie wiedziała, że jeszcze nie mieli przepracowali wszystkich spraw i czekała ich poważna rozmowa. Artykuł wszystko komplikował.
Powoli przeniosła wystraszony, trochę nieprzytomny wzrok na Ree, który postanowił dodać oliwy do ognia. Dopiero po chwili dotarły do niej pełne jadu słowa, a huk szkła ją otrzeźwił.
Przecież to, że się z nim widziałam, jeszcze nic nie znaczy! — uniosła głos, czując, jak czerwienieją jej policzki. Próbowała go przekonać do czegoś, co jej samej nie wyglądało na tak czarno-białe. Nie zamierzała jednak się do tego przyznawać, tłumacząc sobie w myślach, że jeszcze nie podjęła żadnej decyzji, a artykuł tylko rozdmuchał sprawę. — A ty kim jesteś, że uważasz, że to ja tę firmę pogrążę? — zarzuciła mu jako próbę obrony przed oskarżeniami, przy okazji odwracając kota ogonem dla argumentów, którymi znienacka w nią uderzył. — Od lat wypruwam sobie dla niej flaki, kiedy ty ledwo kiwasz palcem, żeby cokolwiek w niej zrobić. No ale oczywiście, tylko tobie przypisywane są wszystkie zasługi. Ciekawa jestem, jak sobie poradzisz, przejmując firmę po ojcu. — Jej oczy skrzyły się gniewnie, gdy wbiła w niego spojrzenie, podpierając się rękami za biodra w typowo bojowej postawie. Nie zamierzała pozostawać mu dłużna, skoro tak bezpośrednio postanowił ją zaatakować.
Miała powody, by nie chcieć zwracać na siebie uwagi mediów w ten sposób. Miała wysokie poczucie własnej wartości i nie chciała być widziana jedynie jako czyjaś żona. Naprawdę pragnęła w życiu osiągnąć coś więcej, niż założyć rodzinę. Dlatego następne słowa Ree ugodziły w jej dumę, sprawiając, że na krótką chwilę wstrzymała powietrze. W następnej zmrużyła oczy, czując buzujący w jej żyłach gniew.
Ojciec nie będzie decydował za mnie, jak mam żyć — rzuciła zbulwersowana, energicznie wyrzucając ręce w powietrze, żeby zaraz przejść kilka kroków, próbując na szybko zebrać myśli. — Co cię w ogóle obchodzi moje życie?! Przecież ty nawet nie interesowałeś się mną przez ostatnie półtora roku! Mogę sobie robić z nim, co tylko żywnie mi się podoba i nic ci do tego. Nie będziesz mi niczego układał, skoro w swoim sam zrobiłeś burdel! — warknęła, obdarzając go kpiącym spojrzeniem, po czym skrzyżowała ręce na piersiach. Co on sobie wyobrażał?!

Reece Murray
28 y/o
For good luck!
190 cm
Napalony dziennikarz CBC Toronto
Awatar użytkownika
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie sądził, że Adeline będzie skłonna zwierzać mu się ze swoich problemów i rozterek, ale przecież podczas spotkania w jej domu wyraźnie zaznaczył swoje stanowisko względem Sullivana Hartleya. Być może nie zamierzał bezpośrednio angażować się w całe to zamieszanie, jednak stanowczo wolał, aby s i o s t r a również trzymała się z daleka od tego mężczyzny. Chyba po części w Ree odezwał się syndrom starszego brata. To zabawne, bo przez minione lata wydawał się olewczo podchodzić do tej roli, a tymczasem zachowywał się tak jakby nieco dorósł.
Adeline, chcąc nie chcąc, była dla niego ważna, nawet jeśli nie potrafił odpowiednio tego okazywać. Problem w tym, że dla Reecea mówienie o emocjach było karkołomną męką. Znacznie łatwiej przychodziło mu działanie, choć nawet ono pozostawiało wiele do życzenia.
Nie próbuj wmawiać mi takich bzdur, Ade — sarknął prześmiewczo.
Był pewien, że Adeline już podjęła decyzję względem Sullivana. Nie wiedział wówczas, jak pochopnie posądził ją o nierozwagę; nie wiedział, że sama wciąż zmagała się z własnymi wyborami, które nadal pozostawały pod znakiem zapytania.
Reeceowi znacznie łatwiej było założyć, że po prostu miał rację.
Łatwiej było mu osądzić siostrę, niż spróbować zrozumieć, co naprawdę nią kierowało.
Odwzajemnił spojrzenie rudowłosej, choć w jego źrenicach piętrzył się nieskrywany gniew. Oblizał usta, po czym przesunął wzrok na purpurowe policzki siostry, które w połączeniu z jej płomiennymi włosami tworzyły naprawdę intrygujący obraz. Pomimo tego jedynie prychnął i ponownie uniósł szklankę do ust, łapiąc się jeszcze ostatków własnej cierpliwości.
Potem już tylko słuchał. Mocniej zacisnął jedną dłoń na szklance, drugą zaś oparł na własnym kolanie, które nerwowo podrygiwało w górę i w dół.
Czy ja kiedykolwiek prosiłem się o tę zasraną firmę? — Wstał znienacka i odsunąwszy szklankę, celowo strącił ją z blatu. Huk tłuczonego szkła na moment wypełnił pomieszczenie, ale Reece nawet nie zwrócił na to uwagi. Natychmiast wrócił do tematu, posyłając Adeline pełne pretensji spojrzenie. Za nic miał tym razem iskrzące złością oczy siostry, które utkwiła w jego twarzy. — Robię wszystko, aby t w ó j ojciec nie widział we mnie żadnego potencjału, a on i tak próbuje mnie zatrzymać, więc może Adeline, staraj się jeszcze bardziej, co? Widocznie jesteś kiepska.
Cholera, wcale tak nie myślał. Doskonale wiedział, a przede wszystkim widział za każdym razem, gdy pojawiał się w firmie, rudowłosa robiła wszystko tak jak należało. Ba, a nawet więcej. Pomimo tego w tym durnym rozgoryczeniu, nie powstrzymał się przed uderzeniem tam, gdzie najbardziej miało ją zaboleć, czyli w jej ambicje oraz pragnienie przypodobania się Thomasowi.
Prędko pożałował własnych słów, jednak duma nie pozwoliła mu ich cofnąć, więc niby obojętnie opadł na krzesło.
Jasne — prychnął. Tym razem utkwił wzrok w pustym fragmencie ściany. Ani trochę nie dał wiary słowom Adeline. Zwłaszcza gdy zapewniła, że ojciec nie będzie decydował o jej życiu. Reece, odkąd się poznali, miał z goła inne wrażenie. Szczególnie wtedy, gdy zdecydowała się dołączyć do rodzinnej firmy i jak sama przed chwilą podkreśliła, wypruwała sobie dla niej flaki.
Thomas nigdy wprost nie kazał jej tego robić, aleee wywierał na kobiecie presję emocjonalną. Reece widział, że urosła ona w Adeline do monstrualnej potrzeby, aby w końcu zasłużyć na ojcowskie uznanie i zostać zaakceptowaną przez niego jako prawowita dziedziczka.
Do cholery! — wrzasnął i ponownie poderwał się z krzesła. Zaraz odwrócił się i z hukiem przewrócił mebel na podłogę. — Interesowałem się wcześniej, Adeline. Całe nasze dzieciństwo, a potem również po rozwodzie rodziców. Mogliśmy się nie dogadywać, ale kurwa, byłem cały czas. Nawet wtedy, kiedy... — Prędko odwrócił rozjuszone spojrzenie od sylwetki siostry i przybrał równie oburzoną postawę, zakładając ręce na biodra. Oddychał płytko, próbując zapanować nad potężnym zdenerwowaniem. Jego oczy pociemniały, a rozsądek całkowicie ulotnił się z jego głowy, pozostawiając w niej trudne do pojecia spustoszenie. W końcu znowu prychnął prześmiewczo i uniósł jedną brew. — Nawet kiedy straciłaś dziecko, Adeline — dodał, ale tylko z pozoru odrobinę spokojniej.
O pewnych rzeczach nie powinni rozmawiać. Owszem, ale pewne rzeczy równocześnie już bardzo dawno powinny ujrzeć światło dzienne.

Adeline Covington
ODPOWIEDZ

Wróć do „#22”