30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie przepadał za imprezami. Nigdy nie był typem człowieka co chodził do klubów czy na domówki. Był raczej mało rozrywkowy, a co ważniejsze – nie przepadał za większością ludzi. Nie rozmawiał z nimi, nie bawił się, a jego twarz miała napisy i często po prostu oceniała za niego. Nie mówiąc o tym, że odstraszał od siebie innych samym spojrzeniem, bo raczej nie miał przystępnej miny, ani wzroku, a podniesiona brew wyrażała więcej niż słowa.
Ale pracę miał, jaką miał. I chcąc nie chcąc, czasami musiał się pojawiać na różnych „imprezach”, mniejszych lub większych, ale głównie jako osoba towarzysząca. I mało odzywająca się nie pytana.
Dzisiejszego wieczora miał towarzyszyć Maelle na domówce. I to nie byle jakiej bo z okazji jej urodzin. On zwykle nie zgłaszał sprzeciwu, jeśli chciała gdzieś wyjść się spotkać ze znajomymi, których zdołał już częściowo poznać. Kilka miesięcy już się z nim męczyła, więc chcąc nie chcąc, musiał się zapoznać z jej otoczeniem. Głównie po to, aby się na nim poznać i je sprawdzić. Zawsze też jej towarzyszył na różnych wyjściach, nawet tych, które raczej mało mu pasowały, bo do klubów nie pasował i raczej wyglądał jak jeden z ochroniarzy niż fan k-popu.
Ten wieczór jednak mieli spędzić w mieszkaniu jednego z kolegów dziewczyny. Kiedy więc była gotowa do wyjścia, weszli do auta (bo Damon przecież miał nie pić na wyjściach, ze względu na zachowanie trzeźwości umysłu). Zawiózł ją na wskazany adres, wjechali windą na odpowiednie piętro i już na korytarzu dało się słyszeć głośnieszą muzykę oraz rozmowy ludzi za ścianą. Na drzwiach nawet widniała kartka, że przepraszają sąsiadów za hałas.
Zapukali do drzwi, które otworzył gospodarz. Azjata uznający się za Koreańczyka, chociaż wszyscy wiedzieli, że nim nie był, ale „Koreańczyk” lepiej sprzedawał się wśród dziewczyn. Przepuścił dziewczynę przodem, automatycznie skanując spojrzeniem otoczenie oraz wszystkich zebranych w środku ludzi. Szybko się okazało, że zdecydowaną większość ekipy znał, chociaż było tu kilka nowych osób, które towarzyszyły innym. I na nich zawiesił spojrzenie na dłużej, bo to ich będzie trzeba bardziej obserwować.
Odmówił alkoholu ku niezadowoleniu wielu i zajął jedno z miejsc pod ścianą, mając nadzieję, że jego obecność tutaj będzie potraktowana raczej jako dekoracja niż „członek ekipy”, którym się nie czuł. Był tutaj tylko ze względu na Maelle, a nie dlatego że chciał i kogokolwiek lubił. Chociaż oficjalną historią było, że jest jej „kuzynem”. Dalekim kuzynem.
Wieczór przebiegał tak jak zawsze. Wiele osób się bawiło, śmiało, część włączała k-popowe choreografie aby tańczyć przed telewizorem, a inni robili drinki. I chociaż Damon wiele razy się zapierał, że nie chce pić i mają się odwalić, tak na prośbę solenizantki, skusił się na jednego drinka, za jej zdrowie.
Aby się zaraz nie okazało, że miał miękką dupę i „kuzynka” go układa.
Wypił drinka, a potem drugiego. Jako, że masę miał sporą, to nie było to dla niego wiele. Ale Eugene też zdawał sobie z tego sprawę, dlatego wlewał do szklanki zdecydowanie więcej niż powinien. Dlatego przy trzecim zaczęło Damonowi przyjemnie szumieć w głowie, chociaż daleko było mu do stanu, który przedstawiali inni goście. W tym koleżanki Mal, które musiały już podpierać ściany. Lucy już się zawieszała na solenizantce, wyraźnie porobiona, chociaż mówiła, że nie jest tak pijana. Eugene, dalej polewał, samemu niewiele pijąc, a reszta… reszta poddawała się świętowaniu urodzin swojej drogiej koleżanki.
Dobrze, że się napiłeś, Damon. Może będziesz trochę bardziej przystępny.

Maelle Lennox
26 y/o
Welkom in Canada
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Minęło kilka tygodni, a ona wciąż nie potrafiła zaakceptować rozkładu sił w domu. Nie potrafiła zacząć traktować obecnego w nim mężczyzny jako zwykłego dodatku – konieczności, która być na miejscu musiała, a na którą nie miała wpływu. Za nic, pomimo sygnałów, nie potrafiła zmienić swojej perspektywy. Jednego dnia odpędzał ją, zachowywał się w taki sposób, że nawet ona nie miała wątpliwości, co do tego, że nie chciał towarzystwa – wtedy wyciszała się, oddawała mu przestrzeń – ale potem następował moment, który zmieniał temperaturę w pokoju – nawet jeśli minimalnie, to dla niej wystarczająco, aby się tego chwycić. I znów przysuwała się do niego emocjonalnie, z odpowiednią ostrożnością, aby potem odsunąć się na jego niewypowiedziane, ale dosadnie wyraźne żądanie.
  Trochę przypominało to taniec – krok podstawowy jednego ze standardowych, który był powtarzalny i stały, a jednak w całości, pryz wszystkich figurach i zwrotach, wcale nie wyglądał na ciągle ten sam. Chociaż tam był.
  Momentami gubiła się, gdy próbowała ustalić, jaka temperatura panowała w ich bliżej niedookreślonej relacji. Chociaż on niejednokrotnie podkreślał, że żadnej relacji nie było, ona nie umiała sobie tego wybić z głowy, bo było to po prostu nielogiczne. I nienaturalne.
  A może po prostu była głupia.
  W ciągu tych kilku tygodni wróciła do funkcjonowania w społeczeństwie. Jej grupa znajomych pomogła jej połatać połamane serce, nigdy tak naprawdę go nie lecząc, ale traktując w ten sposób, że potrafiła funkcjonować. Potrafiła na nowo żyć.
  Nieszczególnie, przynajmniej na początku, podobał jej się pomysł obchodzenia urodzin – wywoływało to w niej dziwne, gorzkie odczucia, których nie sposób było odsunąć. Urodziny były jedną z tych dat, która gwarantowała powrót jej rodziców ze zlecenia, z wykopalisk.
  Teraz ta gwarancja już wygasła i świadomość tego znów wypełniła przestrzeń w niej pustką.
  Ale Eugene i Lucy byli zdeterminowani, by odwrócić jej uwagę i pomimo jej protestów zorganizowali domówkę, na której pojawiła się spora część znajomych. Na co dzień trudno było zdać sobie sprawę, jak wiele osób ją otaczało i faktycznie lubiło, bo kiedy spotykali się, to nie wszyscy mieli czas i pula osób wymieniała się. Niemniej na misję zwaną jej urodzinami dopisała znaczna większość.
  Raczej nie planowała pić, na pewno nie za dużo, ale takich rzeczy z reguły nigdy się nie planuje.
  Próbowała podtrzymać Lucy, która akurat ze wszystkich popłynęła najszybciej i najbardziej – popłynęła to było dobre słowo; pływać to zaczynało jej ciało. W pewnym momencie Maelle udało się ją usadowić na kanapie (o ile pozycję, jaką przyjęła, można było nazwać siedzeniem). Bardzo szybko zmaterializował się przy niej jej szanowny kolega z Korei (ale Południowej), aby się nią zaopiekować. I to w tej faktyczny sposób.
  Mając z głowy koleżankę, Lennox poszła do kuchni po coś do picia, co nie byłoby wódką zakrapianą sokiem – specjałem jej sympatycznego kolegi-gospodarza.
  W tym samym też czasie przy imprezowiczu który absolutnie nie pasował do całej reszty towarzystwa, pojawiły się dwie koleżanki. Jedna z nich, tleniona blondynka ze zrobionymi ustami i dziwnym wytrzeszczem momentami, wyciągnęła w jego stronę drinka, którego mu przyniosła.
  — Oppa — zaczęła, denerwująco przeciągając jedną z głosek, szczerze wierząc, że akcentowała to idealnie jak na język, którym postanowiła się do niego zwrócić. — Dlaczego siedzisz tutaj sam przez całą imprezę? Pobaw się trochę! — Każda sylaba, dokładnie każda, była przeciągnięta za bardzo i zbyt wyniośle. Z jej twarzą działo się coś naprawdę dziwnego, gdy mówiła i wpatrywała się w Damona z wytrzeszczem. Powieka jej drgała momentami niekontrolowanie.
  Druga, stojąca tuż obok niej brunetka, parsknęła śmiechem. Albo raczej, gdyby spytać ją o definicję, uroczym chichotem.
  — Daj mu spokój, może się stresuje — rzuciła, ale ton jej głosu nie miał w sobie ani grama troski. Przesunęła spojrzeniem po Damonie, zdecydowanie zbyt wolno, gdyby spytać Maelle o zdanie (kto to powiedział). — Chociaż nie wyglądasz na kogoś, kto często się stresuje.
  Blondynka zachichotała, przysuwając drinka jeszcze bliżej jego dłoni.
  — Właśnie. Wyglądasz raczej jak ktoś, przez kogo stresują się inni.
  — Albo płaczą — dorzuciła brunetka.
  — Albo jedno i drugie.
  Spojrzały na siebie i wybuchnęły śmiechem, najwyraźniej zachwycone własnym dowcipem.
  — Maelle mówiła, że jesteś jej... — blondynka zmarszczyła nos, próbując sobie przypomnieć. — Kuzynem?
  — Nie mówiła, że aż takim kuzynem — wtrąciła jej koleżanka, zanim tamta zdążyła dokończyć, po czym bez najmniejszego skrępowania zwróciła się bezpośrednio do niego. — Ukrywała cię specjalnie?
  — Może czekał na odpowiednią okazję. — Tleniona blondynka poprawiła włosy, uśmiechając się do niego szerzej. Coś naprawdę działo się z jej powieką. — Na przykład na swoje urodziny i dwie bardzo miłe dziewczyny, które przyszły uratować go przed śmiertelną nudą.
  — Jedną bardzo miłą — poprawiła ją brunetka. — Ja mam inne zalety!
  — Niby jakie?
  — Mogę mu pokazać później.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mimo kolejnych drinków, które coraz bardziej podbijały poziom alkoholu w jego krwi, wciąż nie był tak zabawowym i społecznym człowiekiem jak inni. W zasadzie daleko mu było do ekstrawertyka i nawet procenty nie mogły tego naprawić. Może można byłoby go uznać za nieco… mniej niedostępnego, ale wciąż miał nieprzystępny wyraz twarzy oraz postawę ciała. Miał za to szczerą nadzieję, że to powstrzyma go od jakichkolwiek interakcji na imprezie, na której znalazł się tylko ze względu na Maelle.
Swoją kuzynkę.
Przez cały czas trwania imprezy, kątem oka obserwował dziewczynę oraz środowisko dookoła niej. Nawet jeśli wydawało się, że nie patrzy i skupia się na czymś innym, to widział każdą jej interakcję oraz wykonywane czynności. Był przecież w pracy i zamierzał dbać o to, aby nic się jej nie stało. Może byli to jej dobrzy znajomi, ale nawet im nie ufał.
W momencie jak pojawiły się koleżanki jego kuzynki, leniwie przeniósł częściowo na nie wzrok, wyraźnie niezainteresowany ich, zbyt bliską, obecnością. Damon może i był mocno podpity, ale nie było tyle alkoholu na świecie, aby dać się uwieść, jeśli tego nie chciał. A kto jak kto, ale on bardzo poważnie traktował swoją pracę. Po ostatniej wpadce, w dodatku właśnie na „imprezie”, tym bardziej nie zamierzał dać się rozkojarzyć.
Chociaż te kilka drinków na które się skusił, już były rozproszeniem.
Bawię się. — Ton jego głosu był wręcz znużony. Przeniósł wzrok z zaciągającej głoski dziewczyny, z powrotem na Maelle, obserwując to, co przygotowywała i czy przypadkiem nikt z obecnych gości niczego nie dorzuca.
Zasada ograniczonego zaufania do każdego.
Ignorował częściowo swoje nowe koleżanki, które napastowały jego przestrzeń osobistą. Na jego twarzy nie odbijała się żadna większa emocja, jedynie to samo znudzenie. Koleżanki Mal jakoś niespecjalnie go interesowały, zwłaszcza, że szybko je sklasyfikował jako nużące i nijakie.
Oglądał się na nie co jakiś czas, a brew mu lekko drgnęła w momencie jak temat spadł na jego spokrewnienie z Maelle.
Aż takim, czyli jakim? — spytał, przenosząc wzrok na drugą dziewczynę, nie zwracając uwagi na resztę jej wypowiedzi, na temat ukrywania go przed resztą świata.
To wytłumaczenie miało być wygodne, a oficjalnie pochodził z Korei Południowej, a nie Północnej, aby uniknąć niepotrzebnych pytań o bycie uciekinierem i całą resztą. Nie był wylewny, wolał o sobie nie opowiadać, ale bardzo dobrze kłamał i wymyślał historie, podparte całą masą pewności siebie.
Spojrzał na obydwie dziewczyny z pewną dozą politowania w oczach i zniesmaczenia na twarzy. To nie tak, że nie zwracał uwagi na dziewczyny, ale te dwie ewidentnie nie były w jego typie. I tak na ten moment, był wyjątkowo miły i nie kazał nikomu spierdalać.
Mal powinna to docenić.
Brew mu raz jeszcze drgnęła na jej stwierdzenie o zaletach. Dość instynktownie zlustrował ją spojrzeniem oceniająco, ale na żadnej partii ciała nie zatrzymał wzroku na dłużej. Zaraz po tym, spojrzał za nią, na człowieka, który już jakiś czas im się przyglądał, w dodatku z mało przyjemnym wyrazem twarzy.
Twój chłopak raczej nie byłby zadowolony — stwierdził znużony, zaraz ponownie odnajdując wzrokiem Maelle, aby skontrolować czy wciąż się nic nie zmieniło.
Ale wszystko było jak zawsze.
Wrócił na moment wzrokiem do koleżanek.
Chyba powinnaś do niego iść. — Mała aluzja, aby dać mu spokój. Nie lubił ludzi, zwłaszcza jak był w pracy i wolał się skupić na czymś ważniejszym. To, że dał się przekonać niejakiemu Eugenowi na tych kilka drinków było już i tak sporym ustępstwem, żeby nie było, że się „nie stara wtopić w tłum”. Chociaż w jego przypadku i tak było to nieco trudne.
Spojrzenie czarnych oczu przeniósł na drugą dziewczynę.
Ty też. — Nawet jeśli nie miała chłopaka, to mogła też sobie iść. Damon nie potrzebowal z nikim rozmawiać i czuł się dobrze stojąc z boku, wszystko i wszystkich obserwując.
Gorzej jeśli miał się też… socjalizować.
Bez kolejnego słowa odbił się plecami od ściany i minął dziewczyny, kierując się w stronę Lennox. Swojej kuzynki.
Jak się bawisz? — spytał, a ton jego głosu był o wiele bardziej neutralny, niż ten, który używał przy jej znajomych. Przynajmniej nie miał tego wydźwięku pełnego politowania.


Maelle Lennox
26 y/o
Welkom in Canada
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Początkowo nowe, przesympatyczne koleżanki, które osaczyły kuzyna Maelle, wydawały się niezrażone jego postawą. Ba, można było pokusić się na stwierdzenie, że to je tylko zachęcało do dalszego drążenia skały, którą był on. Tleniona blondynka o mocno wypukłych ustach, której powieki drgały nienaturalnie, gdy pouczała swoją koleżankę, nawet nie obejrzała się za siebie – była w pełni świadoma, że obserwował ją jej partner. Oraz tego, że nieszczególnie podobało mu się jej zachowanie.
  Solenizantka, która przyuważyła – niby przypadkiem – co się działo, też nie spodobało się to, co zobaczyła. Odbiło się to lwią zmarszczką, która wkradła się na jej czoło i osadziła między brwiami. I zbyt długim czasem, który poświęcała na oglądanie zdarzenia.
  Lucy szturchnęła ją, bełkocząc coś w swoim pijanym dialekcie, a Maelle odwróciła wzrok, upominając się, że to przecież nie jej sprawa, kto próbuje flirtować z jej kuzynem. Ochroniarzem. Facetem, który dobre kilka tygodni zajmował przestrzeń w jej domu.
  Zainteresowane mężczyzną koleżanki nie odpuszczały, co chwilę chichocząc i kokietując go, próbując wcisnąć mu drinka. Ostatecznie jednak musiały przełknąć porażkę, gdy ich ofiara tak po prostu postanowiła zakończyć dialog i się oddalić. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie postąpiły tych kilka kroków za nim, świadomie nie zamierzając ‘chwycić aluzji’. Plany pokrzyżował im chłopak tlenionej blondynki, który zastąpił im drogę pod pretekstem wspólnej gry w jedną z dostępnych karcianek.
  W tym czasie elegancko ubrany amant, który wystąpił na zwyczajnej domówce w białej koszuli i marynarce, pojawił się w kuchni, zaczynając zagadywać dziewczyny. Początkowo sprytnie – rzucając jakimś wygodnym żartem, który nawet pijana głowa Lucy, była w stanie zrozumieć. Wykorzystywał moment, w którym dziewczyny śmiały się z kolejnego dowcipu, aby strategicznie przesuwać się bliżej solenizantki.
  Maelle nie była głupia i wysyłała sygnały do swojej pijanej koleżanki – uniwersalny język migowy, który znały wszystkie dziewczyny na świecie. Problem w tym, że szatynka była w stanie, który odbierał jej zdolność czytania znaków. Więc od słowa do słowa, aż czarujący kolega stanął obok blondynki, obejmując ją – najpierw noszalancko zagarniając ramieniem. Później zjeżdżając ręką na tyle, by zagarnąć ją w talii.
  Lennox spróbowała strategicznie się wycofać, z zachowaniem oczywiście pozorów, że wcale nie ucieka. Wpadła na coś – później okazało się, że jednak na kogoś. Zadarła głowę, dostrzegając swojego kuzyna za sobą. Ręka Alexa ciągnęła się dalej za nią, jego palce najwyraźniej przywarły do jej boku na amen.
  Blondynka była zdecydowanie zbyt uprzejma, żeby kazać komuś spierdalać. Albo po prostu odesłać go z kwitkiem.
  Jednocześnie Lucy, tracąc punkt podparcia w ruchomej koleżance, rozlała się usiadła na podłodze. Tyle było z niej pożytku.
  Lennox spojrzała na swojego ochroniarza, który w tym wypadku faktycznie mógłby pełnić tę rolę, z wypisanym na twarz ‘ratuj’. Nie była, co prawda, w ogromnym niebezpieczeństwie – nie groziła jej śmierć czy trwały uszczerbek na zdrowiu. Jedynie bliskie towarzystwo kolegi, który nawet wyglądał niegroźnie w tym swoim garniturze i niewinną, trochę podpitą, gębą.
  Jak się więc bawiła? Kiepsko.
  Jej koleżanka była lejącymi się zwłokami, natomiast jeden z członków grupy znajomych odnalazł w końcu odwagę, aby spróbować poobejmować ją, pomimo tego, że wcześniej dosadnie dawała do zrozumienia, że nie jest zainteresowana.
  W końcu faktycznie jej ochroniarz przyda się na coś. O ile w ogóle zrozumie sygnały, jakie mu wysyłała. Faceci byli inni. Ten szczególnie, jeśli chodziło o kwestie socjalne.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie był i nigdy nie będzie towarzyskim człowiekiem. Nie był też kimś, kto przejmował się zdaniem oraz opinią innych, ani tym jak wypadał w jakimś środowisku. Nie był socjalnym stworzeniem i nawet nie starał się być, dlatego niespecjalnie interesowało go to, jak koleżanki Maelle mogły na niego spojrzeć po tym, jak je bez słowa zostawił. Nie zależało mu na tym, aby się przymilać komukolwiek, mieć znajomych czy „ekipę”.
Dobrze było mu samemu.
Co ważniejsze, był w pracy. Wypił kilka drinków, bo na trzeźwo ciężko było znieść te wszystkie kpopy, tańczące wyzwania i pijacke gry oraz zabawy w których nie zamierzał brać udziału. Zdecydowanie lepiej mu szło obserwowanie wszystkiego z boku i wyciąganie swoich własnych wniosków. W ten sposób bawił się świetnie, bo dowiadywał się wielu ciekawych rzeczy, które mogły innym osobom umknąć. Nie musiał brać udział w plotkach, aby wszystko wiedzieć.
Jak chociażby to, kto był z kim, a kto nie był, ale chciał być.
W tym też był właśnie Alex.
Alex, który zdecydowanie zbyt często oglądał się na jego kuzynkę. Który bardzo często wodził za nią spojrzeniem. Który zdecydowanie zbyt często przesuwał się coraz bliżej w jej kierunku. Aż w końcu znalazł się blisko, a wzrok Damona utknął w jego osobie, może trochę zbyt nachalnie. Jego ciało mimowolnie się napięło, w gotowości do interwencji, nawet jeśli chłopak nie wydawał się być jakimkolwiek zagrożeniem czy przeciwnikiem dla niego.
Ale przekraczał granice, a dla niego było to już wystarczającym powodem do podejrzeń.
Podszedł, nie spuszczając swojego, mało przyjemnego, wzroku z kolegi Maelle. To nie jego wina, to jego firmowe, naturalne spojrzenie. Zerknął krótko w stronę Lennox, aby spotkać się z nią wzrokiem i nie potrzebował już kolejnego potwierdzenia. Może nie był zbyt dobry w emocjach, ale umiał wyciągać wnioski i czytać mowę ciała.
A ty to? — spytał, podnosząc wzrok na chłopaka przed którym starała się uciec dziewczyna.
— Alex, a ty to kuzyn Mal — powiedział z tym swoim szelmowskim, podpitym uśmiechem, wyciągając ku niemu drugą, wolną rękę w geście przywitania. Damon jednak nie zrobił tego samego. Nawet na nią nie spojrzał.
Alex. — przemielił jego imię na języku. — Zrób coś pożytecznego i weź łapę z mojej kuzynki. — To nie była propozycja i też tak nie brzmiała.
Był jednak na tyle miły, aby dać mu podjąć decyzję samemu, zamiast od razu wykręcić mu rękę, co byłoby bardzo wymownym przesłaniem. Jednocześnie byłoby też agresywne i zapewne nie obyłoby się bez interwencji innych znajomych. Jemu to nie przeszkadzało, ale zamierzał chociaż trochę pozory sprawiać, że jest… normalnym człowiekiem.
— O-oh — zaczął zaskoczony i nieco zmieszany. Na ułamek sekundy nawet zluzował swoją dłoń, ale wciąż jej nie zabierał. Zerknął na dziewczynę i uśmiechnął się, ewidentnie szukając u niej potwierdzenia i pomocy. — My z Mal tylko-
Teraz. — Damon miał dużo cierpliwości, ale nie należało go wystawiać na próbę oraz sprawdzać ile może znieść.
— Daj spokój, pozwól kuzynce trochę się pobawić. W końcu możemy-
Nie dokończył, bo palce Damona zacisnęły się na nadgarstku Alexa zdecydowanie zbyt mocno, powodując nieprzyjemny ból promieniujący do całej ręki. Stanowczo odciągnął jego dłoń od talii blondynki.
Nie możecie.
I tak miło ze strony Damona, że nie wyrwał mu ręki, tylko ją trochę zbyt mocno oderwał i nie puszczał, zaciskając palce na jego nadgarstku jak cholerne imadło.
— Mal, weź swojego kuzyna — powiedział Alex, próbując ukryć ból przez zaciśnięte zęby.

Maelle Lennox
26 y/o
Welkom in Canada
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Alex musiał przełknąć upokorzenie. Tym bardziej, że Maelle nieszczególnie kwapiła się, żeby wstawić się za nim, gdy jej kuzyn wkroczył do kuchni i postanowił przerwać zaloty Wietnamczyka. Ostatecznie chłopak ulotnił się, zostawiając dwójkę w spokoju; oddając triumf Damonowi.
  — Dzięki — odpowiedziała, posyłając mu nieco kwaśny uśmiech.
  Nie próbowała nawet ukrywać tej niemałej ulgi, która pojawiła się już w momencie, w którym Damon zażądał, aby Alex zabrał z niej swoją rękę. W którymś alternatywnym uniwersum wolno byłoby jej to uznać nawet za hot; za zaborczość wobec niej, inną niż wynikłą z profesjonalizmu. Ale zdecydowanie nie w tym.
  Nie mówiąc o tym, że po uldze przyszło coś na wzór wstydu; coś, co wywiązało się ze świadomości, że ochroniarz musiał interweniować – na jej względny wniosek – w sprawie tak błahej, jak bycie osaczoną przez kolegę. Kolegę, który, ze wsparciem alkoholu, wyhodował w sobie dość odwagi, by spróbować swoich sił w roli amanta.
  Jej spojrzenie padło na koleżankę, która w chwili obecnej pokazywała wszystkim zgromadzonym w kuchni, że jest bekonem smażącym się na patelni – co wiązało się z położeniem się na kafelkach i kontrolowanym telepaniu całym jej ciałem. Dla Maelle był to moment, w którym postanowiła o jej dalszym losie.
  — Muszę zabrać ją do domu — powiedziała, bardziej do siebie, niż do ochroniarza. Odwróciła spojrzenie od pląsającej na podłodze przyjaciółki i przeniosła je na Damona. — Myślę, że wsadzenie jej do Ubera całkowicie odpada.
  Koleżanka była już w bardzo wątpliwym stanie – a w takim widziała ją nie po raz pierwszy. Ostatnim razem, kiedy próbowała wszystkim zaprezentować, jak świetnie udaje bekon, skończyło się to utratą przytomności, naprzemiennie ze zwracaniem całej treści żołądka – głównie alkoholu.
  — Na szczęście nie mieszka daleko — westchnęła.
  Skinęła na Eugene, który, zanim do nich podszedł, złapał jakieś dwa bezpańskie drinki. Najwyraźniej zamierzał je wcisnąć dwójce gości. Podszedł do nich i wyciągnął obie ręce – jedną w kierunku Maelle, drugą w stronę Damona.
  Lennox przejęła kubek odruchowo, myślami będąc tak naprawdę przy tragedii na kafelkach.
  — Zmywamy się, Eugene. Zabieramy Lucy do domu.
  — O mój bożeeeee — zaczął flegmatycznie, niechętnie spoglądając na brunetkę na ziemi, której od potrząsania, na wierzch wypadł kawałek obfitego biustu. — Przecież już nic nie da się z nią zrobić. Po prostu ją zostaw.
  — No nie zostawię jej w takim stanie.
  — Bo?
  — Bo to moja koleżanka i nie chcę, aby zaraz topless pokazywała, jak wygląda smażący się bekon.
  — Jezuuuu — wywrócił oczami — to niech ktoś inny ją odprowadza. To twoje urodziny, Mal. Przestań być nudna.
  Lennox zdawała sobie sprawę, że dyskusje z kolegą były po prostu bez sensu. Poziom ich poczucia odpowiedzialności oraz definicje przyjaźni znacząco się od siebie różniły. Nie istniał więc argument, który przekonałby fałszywego Koreańczyka, że decyzja, którą podjęła jest słuszna.
  — Wpadnę jutro pomóc ci posprzątać i zabrać prezenty.
  Eugene wydał z siebie serię niezadowolonych jęknięć i stęknięć. Spojrzał zniesmaczony jeszcze raz w stronę pijanej Lucy, która skończyła potrząsać swoim ciałem i zaczęła robić aniołka w śniegu, tylko że bez śniegu.
  — To chociaż się ze mną napij na koniec. Ty też, nie bądź nudny. — Usilnie próbował im wcisnąć szklanki z alkoholem. Maelle mogła się spodziewać, że znacząca część zawartości szkła była wódką, jedynie zakropioną sokiem, aby mieć wiarygodny kolor drinka.
  Ustąpiła, w zasadzie głównie przez świadomość, że upierdliwy gospodarz, jeśli teraz mu odmówi, prawdopodobnie przez co najmniej piętnaście kolejnych spotkań będzie jej wypominał, że on jej zorganizował imprezę urodzinową, a ona nie chciała się z nim nawet napić. To było przewidywalne. Mniej oczywiste było to, czy jej szanowny kuzyn faktycznie zamierza się napić. Początkowo, jak przyuważyła, że pije za jej zdrowie, kiedy Eugene wciskał mu pierwszego z drinków, od razu przyjęła wersję, że zrobił to tylko dlatego, że na trzeźwo nie przetrwałby kolejnej imprezy.
  Upiła nieco zawartości szklanki, od razu krzywiąc się od intensywnego smaku wódki, która niemal poparzyła jej przełyk. I zostawiła nutę posmaku soku pomarańczowego. Odkaszlnęła, poddając się po trzech łykach. Eugene nie zrezygnował z okazji, aby nazwać ją cieniasem.
  Niedługo potem prowadziła chodnikiem chwiejącą się Lucy, trzymając ją mocno za ramię. Dziękowała w myślach Bogu, że była jeszcze w stanie chodzić, bo widziała ją również w wariancie, który trzeba było ciągać po pokoju. A wątpiła, aby jej ochroniarz zgodził się na to, aby gdziekolwiek zanieść pijaną dziewczynę. Za bardzo wiązało się to z ryzykiem bycia obrzyganym. I chyba niekoniecznie stało blisko jego obowiązków jako kogoś, kto miał dbać o jej, niczyje inne, bezpieczeństwo.
  — Zgaduję, że bawiłeś się beznadziejnie — zagaiła, zerkając krótko w stronę Damona. — Jak za każdym razem. — Momentami miała do siebie wyrzuty, że w ogóle wychodziła na jakieś imprezy. Nie działo się to często – na pewno nie tak często, jak kiedyś – ale każdorazowo wiązało się to z koniecznością wrzucenia mężczyzny w towarzystwo, które zdecydowanie nie przypadało mu do gustu. Powinna się tym nie przejmować, w końcu to był jego problem i jego niedogodność, a ona nie miała nic wspólnego z postanowieniem, że będzie przy niej na każdym kroku, ale nie potrafiła oddzielić tego w tak prosty sposób.
  W jakimś stopniu czuła się za niego odpowiedzialna.
  — Nie martw się, teraz już będzie spokój i nie będę nigdzie wychodzić.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To było dla niego w pełni naturalne, aby stanąć w obronie dziewczyny. Niekoniecznie dlatego, że chodziło o jego pracę, chociaż to miał być główny powód. Był wychowany przez kobietę i nie tolerował, kiedy ktoś napastował płeć damską. Zwłaszcza jeśli tego kogoś znał. I w tym momencie wychodził na hipokrytę, bo sam nie miał problemu, aby kobietę uderzyć czy zabić, jeśli wymagała tego sytuacja.
Ale hej, przynajmniej seksualnie nikogo nie molestował.
Nie odpowiedział jej. Spojrzał w jej kierunku, lustrując wzrokiem całą jej sylwetkę oraz wyraz twarzy, chcąc zorientować się w sytuacji. Albo raczej, w jej stanie. Nie był co prawda mistrzem, ale co nieco potrafił dostrzec.
Przeniósł wzrok z blondynki na jej koleżankę, której stan był mocno… wątpliwy. Brew mu drgnęła, kiedy wiła się po podłodze udając smażący się bekon. Damon wiele w życiu widział, ale chyba był to pierwszy raz, gdy widział dziewczynę po sporej dawce alkoholu, zachowującej się w ten sposób. Zwykle się do kogoś kleiły, płakały w toalecie czy na czyimś ramieniu, a ona całkowicie straciła swoją godność. No, na pewno sporą jej część.
Musisz? — spytał, wracając wzrokiem do Lennox.
Jakby ktoś go spytał o zdanie, to on by się zgodził z kolegą Maelle, że nie ma co targać pijaną koleżankę i warto ją po prostu zostawić. Akurat ona absolutnie nie interesowała Tae, więc to czy będzie wić się we własnych rzygach na podłodze, czy się nimi udławi, zupełnie go nie obchodziło.
No ale obchodziło jego kuzynkę.
Przysłuchiwał się wymianie zdań między blondynką, a jej dziwnym, jakby wiecznie przyćpanym kolegą, nie wtrącając się zbytnio. Przyjął szklankę, ale z niej nie pił. Czuł, że mu w głowie szumiało, ale nie był jeszcze w takim stanie, aby się obijać o ściany. Jednak gdyby Alex się dłużej stawiał, to Damon mógłby mieć krótszy lont.
Na szczęście obyło się bez ofiar.
Zerknął w stronę Maelle, która ugięła się prośbie, albo raczej szantażowi, Eugene’a i spojrzał na swoją. Już czuł, że nie jest to zwykły, przyjemny drink, tylko tona alkoholu zamaskowana jakimś sokiem. Na całe szczęście, obydwoje już wychodzili, dlatego po wymianie spojrzeń z blondynką, wywrócił oczami i upił kilka, większych łyków. Skrzywił się, czując jak alkohol pali mu gardło.
Koniec imprezy. Zostało jeszcze tylko jedno…
Szedł obok blondynki, która targała swoją koleżankę, co chwilę zerkając w ich kierunku. Obserwował ich, czekając na moment w którym Lucy straci równowagę, ale na razie zaskakująco dobrze sobie radziła. Samemu więc nie wyskakiwał z propozycją pomocy, bo raczej nie kwapił się, aby nosić zapijaczoną koleżankę Lennox.
Nie było najgorzej — odpowiedział szczerze. Czuł, że szumi mu w głowie, ale świeże powietrze dobrze mu robiło. Lucy chyba miała nieco inne zdanie, bo słyszał jak czasami miała odruch wymiotny, który w sobie tłamsiła.
Wciąż jednak szedł obok, wystarczająco blisko Lennox, aby w razie potrzeby interweniować i jej pomóc.
Dlaczego? Powinnaś wychodzić. — To, że on się nie umiał bawić w towarzystwie, nie oznaczało, że ona powinna siedzieć w domu. Był jej ochroniarzem, cieniem i gdziekolwiek by nie chciała iść, on szedł za nią. Niezależnie, czy tego chciał czy nie. — Traktuj mnie jak dekorację. Nie musisz się na mnie oglądać — dodał.
Ledwo zakończył zdanie, a Lucy zaczęła tracić równowagę. Wiatr może mocniej zawiał, a może nogi jej się ugięły, ale kątem oka dostrzegł jak leci, starając się pociągnąć Maelle za sobą. W tym samym momencie, Damon złapał blondynkę w talii, podtrzymując ją tak, aby nie poleciała na ziemię za koleżanką, tamtej pozwalając upaść.
Lucy coś zaczęła biadolić pod nosem, ale jej bełkot był mało zrozumiały.
Na pewno nie możemy jej zostawić? — spytał, nie wypuszczając dziewczyny.
Spodziewał się jednak odpowiedzi, która nie była dla niego satysfakcjonująca.
Westchnął ciężej pod nosem. Jakkolwiek to nie zabrzmi, to w tym momencie był zdania, że Giovanni za mało mu płaci. Ochrona ochroną, ale jeszcze targanie zapijaczonych koleżanek? Co prawda jego szef by powiedział, że nikt go nie zmuszał, więc nie musiał tego robić, a co za tym idzie – nie musi mu za to płacić.
Może jednak jesteś zbyt miękki, Damon.
Wypuścił blondynkę i wziął za fraki, raczej mało delikatnie, koleżankę, która już ledwo stała. Schwycił ją odpowiednio z boku i zaczął kierować się w wyznaczonym przez Maelle kierunku.
Daleko jeszcze?
Oby nie, bo jeśli Lucy się zrzyga, to ją tu porzuci razem ze swoją czarną koszulą. Najlepiej kilka metrów pod ziemią.


Maelle Lennox
26 y/o
Welkom in Canada
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Lucy musiała trafić do domu – temat nie podlegał dyskusji. Maelle była bardzo lojalna wobec przyjaciół i jednocześnie bardzo odpowiedzialna. Nie wyobrażała sobie więc, aby pozostawić jakąkolwiek dziewczynę – nie tylko koleżankę na imprezie w takim stanie. Jak to powtarzał jej ojciec – dziewczyna pijana to dupa sprzedana.
  I tego się trzymała.
  Nie zmieniało to jednak faktu, że prowadzenie mocno pijanej Lucy było trochę upierdliwe. Zwłaszcza, że robiła to sama – nie oczekiwała jednak, że Koreańczyk będzie taki wyrywny do pomocy. Był przecież tylko jej ochroniarzem. Na jego prawach nie był ani kolegą, ani nawet członkiem ekipy.
  Jej perspektywa była nieco inna, ale nie miała tutaj znaczenia. Nie miało znaczenia, że przywiązała się do niego; że zdołała polubić pomimo tej oschłości. Nie miało znaczenia, że obawiała się, że w momencie, gdy jego zadanie się zakończy, a on wróci do siebie – pewnie z wielką ulgą i radością – to ona zostanie z kolejną pustką, której nie będzie potrafiła przez długi czas zapełnić.
  — Trochę trudno nie oglądać się na dekorację, która bez przerwy ogląda się na mnie — zauważyła, unosząc lekko brew. — I odstrasza wszystkich, którzy podejdą zbyt blisko.
  Nie mówiła tylko o Alexie. Nie umknęło jej uwadze, z jaką postawą spotkał dwie dziewczyny, które podeszły do niego Do teraz pamiętała jak jej żołądek niemal wywrócił się na drugą stronę – nie od alkoholu – kiedy zarejestrowała obrazek. Uliana to podrywała niemal każdego.
  Tylko, że zwykle nie robiło jej to różnicy.
  Nim się zorientowała – chybotliwa podpora dla pijanej koleżanki w postaci drobniejszej blondynki, runęła. Nie rozpłaszczyła się jednak żałośnie na betonowym chodniku, w odróżnieniu do szatynki.
  Poczuła na sobie mocny chwyt na poziomie własnej talii. Od razu spojrzała na Koreańczyka, który dał popis w roli ochroniarza. Choć n ie była zaraz taka pewna, czy przypadkiem nie wykroczył poza swoje kompetencje, bo gdyby pozwolił jej upaść, raczej większa krzywda by się jej nie stała. A on miałby pretekst, by powiedzieć, że przecież mówił, aby zostawić Lucy.
  Zmartwieniem wobec rozciągniętej na płycie chodnikowej koleżanki przykryła świadomość przyjemnego mrowienia, które czuła w punkcie, gdzie dłoń mężczyzny łączyło się z jej ciałem. Upewniła się także, aby przez pierwsze kilka sekund uporczywie wpatrywać się w Lucy i absolutnie nie odwracać spojrzenia w drugą stronę, bo była niemal pewna, że gorąc na jej policzkach nie był przypadkowy i niezauważalny.
  — Nie — odpowiedziała natychmiast na jego pytanie, spoglądając na Lucy, która biadoliła z poziomu chodnika. — Nawet o tym nie myśl. Jeżeli udławi się własnymi wymiocinami, będę miała ją na sumieniu. Ty pewnie nie, ale ja tak
  Z pewnym zdziwieniem zarejestrowała następne zdarzenie. To, jak Koreańczyk przejmuje odpowiedzialność za holowanie pijanej koleżanki. Uśmiechnęła się z wdzięcznością do niego.
  — Nie tak daleko — powiedziała, ruszając przodem. — Dwie przecznice i już jesteśmy. To drugie piętro, ale na szczęście jest winda.
  Lucy uniosła głowę, która dotychczas bezwładnie opierała się o ramię Damona.
  — Nie siała — wymamrotała.
  Oczywiście, że nie działała.
  Westchnęła ciężko i spojrzała przepraszająco na Damona.
  — No, ale — zaczęła, chcąc zmienić temat. — Mówiłeś, że nie było najgorzej. To mógłby powiedzieć tylko ktoś, kto albo naprawdę tak myśli, albo chce być miły. To drugie, w twoim przypadku, wykluczam. Czyli nie było najgorzej to całkiem dobry wynik — ciągnęła, jednocześnie przeszukując torebkę Lucy w poszukiwaniu kluczy. Znalazła portfel, dwa błyszczyki, pojedynczy kolczyk, prezerwatywę, plastikową figurkę z kinderków i finalnie pęk kluczy. — Noc jest jeszcze młoda — dodała, wyciągając triumfalnie brzęczącą zdobycz. — Możemy to jeszcze poprawić!
  — Posauj ho Mal — krzyknęła Lucy. Nagle ożywiła się, tak po prostu. Jakby przypomniała sobie o czymś bardzo istotnym. — No feś ho posauj, to tfoja szansa. Fiem sze na nieho lesisz, to widaś.
  — Lucy, ty się może już nie odzywaj lepiej, dobra? Bo faktycznie zostawimy cię na środku chodnika.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mógł się nie zgodzić, że odstraszał ludzi. Taki miał zamysł, a nawet się nie starał. Nie mógł też zaprzeczyć, że się na nią cały czas oglądał. Miał na nią oko przez cały czas trwania imprezy, niezależnie od tego co robiła i z kim. Jemu też nie zależało na tym, aby się bawić. Świetnie się bawił stojąc pod ścianą i wszystkich analizując. To był jego rodzaj imprezy, który zwykle był mało zrozumiały.
Odnoszenie pijanej koleżanki nie było na jego liście dzisiejszych zadań.
Nie lubię ludzi — powiedział sucho. Generalnie nie przepadał za gatunkiem ludzkim, ale tolerował pojedyncze jednostki. Środowisko w jakim obracała się Maelle… jak można było się domyślić, nie było ono w jego rodzaju. Bo tak naprawdę mało kto był.
Lennox była tą jedną jednostką, którą tolerował. Zmuszony był znajdować się w jej otoczeniu przez większość czasu i jak na początku było to głównie jego pracą, tak po kilku kolejnych tygodniach stwierdził, że nie była taka zła. Przyzwyczaił się do jej obecności, nauczył się jej codziennych zachowań. Nie zauważył kiedy jej osoba przestała być irytującym obowiązkiem.
Nie chciał się przywiązywać. Zrobił to raz i długo cierpiał, gdy tej jednej osoby nagle zabrakło. Obiecał sobie, że nigdy więcej się to nie powtórzy, dlatego tym bardziej nie chciał do siebie nikogo dopuszczać. Z własnych, egoistycznych pobudek. Odpychał, był nieprzyjemny, oschły, ale czasami i to miało nie wystarczyć.
Westchnął ciężej, gdy usłyszał zaprzeczenie, którego się spodziewał. Jemu byłoby na rękę pozostawienie pijanej koleżanki. Nie miał skrupułów i na pewno nie miałby wyrzutów sumienia, nawet jeśli coś by jej się stało. Nie była na liście jego priorytetów, ani osób do ochrony. Ta, była niezwykle wąska i… obejmowała cztery osoby.
Dwie przecznice. Drugie piętro.
To nie tak źle.
Podpierał pijaną Lucy przez całą drogę, pilnując, aby przypadkiem na niego nie zwymiotowała. Zerkał w kierunku blondynki, chcąc odpowiedzieć, ale wtedy odezwała się szatynka. Jej bełkot był ledwo słyszalny, a jak tylko otwierała usta, mocny zapach alkoholu, wymieszany z czymś kwaśnym, docierał do jego nosa, przez co automatycznie marszczył nos.
Propozycja dziewczyny też nie zrobiła na nim wrażenia.
Mogę stracić nagle siłę — mruknął. Wtedy dziewczyna by upadła, a on nie miałby energii, aby ją podnieść. I wtedy chcąc nie chcąc, musiałaby zostać na chodniku. Przynajmniej noc nie była aż taka chłodna. Alkohol na pewno ją rozgrzewał.
Dotarli do klatki schodowej i po wejściu do środka, zatrzymał się przed schodami.
Jak się na mnie wyrzygasz, to cię zrzucę z tych schodów. — Brzmiało jak żart, ale nim nie było.
Schwycił ją jak zapijaczoną księżniczkę, bo tak miało być szybciej, niż ciąganie jej po każdym stopniu. Ruszył za Maelle, która ruszyła przed nim, aby pokierować ich do mieszkania koleżanki. Poczekał, aż otworzy drzwi i następnie skierował się z nucącą pod nosem jakąś piosenkę Lucy do jej sypialni. Ledwo zauważył jej rozwalone łóżko, a rzucił ją na nie, aby pozbyć się problemu.
Nie udław się — polecił, jakże sympatycznie. — Możemy już iść? — spytał, przenosząc wzrok na blondynkę, mając nadzieję, że zaraz nie wypali, że powinni tu zostać i pilnować szatynki przez całą noc.
Jeszcze tego by mu do szczęścia brakowało.

Maelle Lennox
26 y/o
Welkom in Canada
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Lucy była niemałym utrapieniem. Maelle miała już nie jedną okazję, by się do tego przyzwyczaić. Ale nie przyzwyczaiła. Co wyjście, które kończyło się w sposób podobny do dzisiejszego – zalaną w trupa szatynką – ta sama sprawczyni problemów zaskakiwała nowymi alkoholowymi pomysłami. Dzisiaj, przykładowo, postanowiła dokuczać blondynce, wcielając się we wspierającą koleżankę, która kibicowała wymyślonemu shipowi.
  Prawda była jednak taka, że ludzie po alkoholu mało kiedy wymyślali coś od czapy. Za to bardzo chętnie zaczynali ogłaszać prawdę, nawet kiedy ta powinna zostać tylko sekretem.
  Lennox była pełna podziwu dla ochroniarza. Nie spodziewała się, że w jakikolwiek sposób zaangażuje się w jej przykry, opiekuńczy obowiązek; szybciej liczyła na to, że się odsunie i uzna to za ‘nie jego problem’. Było to miłe zaskoczenie, kiedy zdecydował się wziąć stanowczo pijaną dziewczynę i dosłownie zaciągnąć kilka przecznic dalej.
  Gdy szatynkę otuliła jej własna pierzyna, zwyczajnie zasnęła.
  Maelle przyjrzała jej się uważnie, próbując ocenić, czy pozostawienie jej samej sobie w tym momencie będzie bezpieczne dla zdrowia i życia koleżanki. Ostatecznie poprawiła nieco jej pozycję – w razie czego. Przyniosła jej też wielki kubek z wodą. I miskę. W celach wiadomych.
  — Chyba nic jej się nie stanie — powiedziała, choć bez przekonania. Miała nadzieję, że Lucy, w najgorszym scenariuszu, po prostu obrzyga całą pościel, nie trafiając do miski. Bo jednocześnie, choć to mało koleżeńskie, naprawdę jej się nie chciało poświęcać reszty nocy na pilnowanie. — Możemy iść.
  Opuścili mieszkanie. Schodząc na dół napisała SMS-a z raportem do przyjaciółki, aby rozwiać jej wszelkie wątpliwości i odpowiedzieć na oczywiste pytania, które będzie zadawała sobie po przebudzeniu. Włącznie z czemu ja nie tańczę?. Nagięła trochę prawdę, bo zapewniła ją, że nic głupiego nie zrobiła.
  Gdy wyszli przed blok, a rześkie, nocne powietrze otuliło ją, wzięła głęboki wdech. Miała wrażenie, że zdołała przetrzeźwieć przez ciąg wydarzeń sprzed pół godziny – było to jednak jedno z tych złudnych odczuć.
  — Potraktuję twoje wcześniejsze milczenie jako odpowiedź samą w sobie — odezwała się do mężczyzny, zerkając na niego kątem oka. Wsunęła dłonie do kieszeni spodni. — Możemy więc wracać do domu; żadnych więcej przystanków.
  Mogła oczywiście odpowiedzialnością za brak odpowiedzi z jego strony, obciążyć Lucy, bo wtrąciła się z pijackim bełkotem i wstydliwą dla blondynki insynuacją. Z drugiej strony, dzięki temu, Lennox miała okazję dobrze sobie przemyśleć, czy ta, rzucona mimochodem, propozycja dalszego świętowania, miała w ogóle sens wobec kogoś, kto tak uporczywie próbował ją przekonać, że był tylko dekoracją i jednocześnie podkreślał, że nie lubił ludzi.
  Ona była człowiekiem. Przekaz był więc dość jasny.
  Należało dodać do tego, że niechybnie wystarczająco nadszarpnęła jego cierpliwość, angażując w odprowadzanie pijanej dziewczyny do domu. Matematyka była tutaj prosta – nie miała pojęcia, co jej głupiego strzeliło do głowy, żeby proponować jakąkolwiek wspólną aktywność.
  Pomysł na dalsze świętowanie jej urodzin zepchnęła w najodleglejszy zakamarek swojej głowy i podjęła kroku w stronę dzielnicy, którą zamieszkiwała.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”